Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 224 ]

1 Ostatnio edytowany przez TosiaJ (2015-11-30 16:56:51)

Temat: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Dzień dobry... choć nie dla mnie
Historia podobna do wielu, ale napiszę. Niemal 28 lat małżeństwa, (bezdzietne), spokojne, wspólne pasje, zainteresowania, szacunek, niemal nierozłączni ale także margines swobody wynikający z zaufania. Wiele wspólnych tematów, choć teraz wiem, że tematów o wszystkim co dookoła a o nas w zasadzie niewiele. Wakacje - jak co roku wyczekiwany wyjazd nad morze. Żadnych symptomów, sygnałów kryzysu. A tu jak grom z jasnego nieba odkrycie - setki SMSów. Przypadkowa znajomość z klientką, po 6 tygodniach pisania decyzja o wyprowadzce z domu!!! Nie wiem o niczym, bo jedziemy na wczasy jak gdyby nigdy nic. Po "wydaniu się" tej korespondencji rozmowa, tłumaczenie, że to koleżanka ale jednocześnie informacja, że ona ma kogoś kogo nie zostawi. Z koleżanką nie rozmawia się o pozostawieniu męża...
Po kolejnej rozmowie Mąż mówi, że spróbujemy naprawiać, nie mówiąc co i z jakiego powodu wymaga naprawy, choć ja zaczęłam analizować i pytać wskazując co może Mu nie pasować. W zasadzie żaden z moich argumentów nie był uznany przez Męża jako ten do poprawy. Nadal nie określił, co "naprawiać". Po kilku dniach wynajął mieszkanie, oznajmił, że zabiera samochód i się wyprowadza. Powiedział, że potrzebny mu czas na przemyślenia, że On wróci, że mam czekać, że ta rozłąka ma nam pomóc. Oczywiście intuicja podpowiadała mi inny scenariusz, ale siłą bym Go nie zatrzymała. Wszystko wydawałoby się takie schematyczne gdyby nie fakt, że w całą historię została wplątana religia, wiara. Podobno ta pani jest bardzo wierząca i pod jej wpływem Mąż stwierdził, że chce "pogłębiać religijność". Zaczął nosić różne "dewocjonalia", nie chciał razem ze mną chodzić do Kościoła. Początkowo myślałam, że to jakaś sekta, gdyż w tak krótkim czasie ktoś wpłynął na psychikę Męża stosując metody manipulacji do tego stopnia, że wyciągnął człowieka z domu i dość mocno odizolował od wpływu rodziny. Mąż nie widział jednak sprzeczności w tym, że pani niemal 20 lat żyje z człowiekiem bez ślubu, że wchodzi w związek z żonatym mężczyzną. Przez trzy miesiące przezywałam koszmar. W końcu doszło do rozmowy, gdzie wysłuchiwałam jak to Mąż jest szczęśliwy, jak bardzo ją kocha, że "Bóg zesłał miłość", że On nigdy jeszcze niczego takiego nie przeżywał etc. On, 54 letni mężczyzna naprawdę wierzy w to, co mówi, choć zachowuje się jak nastolatek. Opis tego jak ja się czułam słuchając - daruję. Pytałam czy ta kobieta odwzajemnia uczucie - podobno tak. Niemniej jednak jej partner kompletnie o niczym nie wie. Powiedziała Mężowi, że jest od niej sporo starszy, że jest chory a ona się nim opiekuje, że ona traktuje go jak ojca itp. Prawda jest nieco inna. Pan - owszem - starszy - ale w pełni samodzielny, pracuje, samochodem pokonuje duże odległości... i ma duże pieniądze. Pojawił się drugi telefon. Mąż był już poza domem, więc nie potrzebował, to była inicjatywa tej kobiety, dała Mu nawet smartfona. Mąż liczy chyba na trwały związek z ta panią, ale mam wątpliwości co do jej intencji. Ta religijność wydaje się być jakąś przykrywką, a Mąż naiwnie "kupuje" te informacje. Jest wiele innych nieścisłości, ale nie będę o tym pisać. Mąż jest jakby w odmiennym stanie świadomości. Choć wcześniej nie chciał o tym słyszeć - chodzi na basen, podobno nawet zaczął biegać (przy Jego stanie zdrowia to może się źle skończyć).  Zaczął także inwestować w eleganckie ubrania, chyba pozuje na kogoś kim nie jest, stwarza pozory majętnego człowieka. Chodzą do Kościoła, przyjmują sakramenty. Przeraża mnie to. Mąż twierdzi, że mnie szanuje, bo jestem dobrym człowiekiem, że dobrze wspomina nasze wspólne lata, że nie powie o mnie złego słowa. Nie ma mi nic do zarzucenia. Pytałam, czy naprawdę warto położyć na szali przypadkową, krótką znajomość wobec naszego wspólnego życia, związek z osobą, której tak naprawdę nie zna i o której wie tylko tyle, ile powiedziała Mu sama. On twierdzi, że jest bardzo szczęśliwy, gdy mówiłam, że ja przeżywam dramat, i pytałam, czy można budować szczęście na krzywdzie i łzach innych ludzi to powiedział, że w tej sytuacji zawsze ktoś będzie nieszczęśliwy, bo gdyby wrócił do domu, to będzie o niej myślał. Jestem kompletnie rozbita, ja - pozornie twarda osoba, stąpająca mocno po ziemi, posypałam się jak pył. Nie jestem w stanie zrozumieć co się stało, a przede wszystkim -  dlaczego. Nie rozumiem tej kobiety, podobno "po przejściach" (być może także wzięła Męża na litość), która będąc tak gorliwie wierzącą niszczy innej kobiecie życie, oszukuje swego wieloletniego partnera. Oczywiście nie usprawiedliwiam Męża, ale sądzę, że gdyby owa pani nie "zagięła parola", być może tej sytuacji by nie było. Może szuka młodszego z pieniędzmi... Mąż nigdy nie przejawiał nadmiernego zainteresowania innymi kobietami. Całą tę dramatyczną sytuację wiążę także z kryzysem wieku średniego. Znajomi są w totalnym szoku, nie poznają Męża, bo takie zachowania są do Niego niepodobne. Zawsze byliśmy postrzegani przez ludzi jako fajna, dobrana para. Nagle zmienił się, zmienił system wartości i - o zgrozo - "pogłębiając religijność" zaczął kłamać, zawsze był rzetelny - teraz to także uległo zmianie. Konsultowałam się z Księżmi, którzy krytycznie odnoszą się tak do postępowania Męża jak i tej kobiety w aspekcie całej sytuacji. Od samego początku towarzyszą mi złe przeczucia co do intencji tej kobiety. Mąż nie zetknął się w życiu z sytuacją kryzysową, zdaje się, że bezgranicznie jej zaufał. Ja - z racji mojej ścieżki zawodowej - musiałam stawiać czoła różnym przeciwnościom dlatego drobiazgowo analizuję rzeczywistość i wyciągam wnioski. Oczywiście nie zawsze trafne. Mąż w zasadzie wszystko przyjmuje od niej za dobrą monetę i nie dostrzega sprzeczności w informacjach od niej samej. Przeraża mnie to, nie radzę sobie z tym wszystkim...

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-11-30 18:19:25)

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Przykra sytuacja sad
Nic innego nie potrafię tobie doradzić niż to, żebyś zaakceptowało to wszystko, co się teraz dzieje.
Twój mąż jest we władaniu hormonów i emocji.
Jest na haju.
Do niego teraz żadne logiczne argumenty nie trafią.
Ale to jest dorosły i dojrzały człowiek i ma prawo popełniać życiowe pomyłki. Nic na to nie poradzisz, nawet jeśli ta kobieta ma nieczyste intencje, on tego teraz nie jest w stanie dojrzeć.

Skup się na sobie, poproś przyjaciół i rodzinę o pomoc w przejściu przez obecny okres w życiu, ogranicz swój kontakt z męża do spraw absolutnie niezbędnych. Musisz się zacząć żyć bez niego.
Prawdopodobnie gdy motylki odlecą, a on zrozumie dokąd zabrnął, zobaczy, że "bogobojna" ma wady, być może okaże się, że codzienne życie z nią nie jest wręcz możliwe, to zapragnie wrócić do ciebie. Ciekawe czy będziesz go jeszcze chciała, gdy nauczysz się żyć bez niego, gdy odkryjesz uroki życia bez niego i gdy dotrze do ciebie, jak niewiele było mu trzeba aby tak po prostu zamknąć wspólny etap waszego życia bez wrażliwości na twoje uczucia.

3

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Mam grono, które mnie wspiera, ale i tak nie daję rady...

4

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

no przecież nie jest prosto gdy ułożony, znany świat nagle zmienia się w gruzowisko,to jest bardzo trudne, co można zrobić w takiej sytuacji? starać się żyć pomimo ...

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

5

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
TosiaJ napisał/a:

Mam grono, które mnie wspiera, ale i tak nie daję rady...

Wierzę, że teraz może być najgorszy okres w twoim życiu. Naprawdę bardzo mi przykro, że ciebie spotkała taka sytuacja, ale jest tu wiele podobnych historii. Jednoa rzecz wszędzie się powtarza, na początku ten, co zdradza jest szczęśliwy, mocny i ma świat u stóp, podczas gdy zdradzony ciepli okrutne katusze psychiczne i wręcz fizyczne. Ale z czasem temu pierwszemu przestaje być tak lekko, za to ten drugi rośnie w siłę i moc. W słabości człowiek się doskonali.

6

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
zmierzch napisał/a:
TosiaJ napisał/a:

Mam grono, które mnie wspiera, ale i tak nie daję rady...

Wierzę, że teraz może być najgorszy okres w twoim życiu. Naprawdę bardzo mi przykro, że ciebie spotkała taka sytuacja, ale jest tu wiele podobnych historii. Jednoa rzecz wszędzie się powtarza, na początku ten, co zdradza jest szczęśliwy, mocny i ma świat u stóp, podczas gdy zdradzony ciepli okrutne katusze psychiczne i wręcz fizyczne. Ale z czasem temu pierwszemu przestaje być tak lekko, za to ten drugi rośnie w siłę i moc. W słabości człowiek się doskonali.

Bardzo dobrze powiedziane.
Trzeba czerpać siłę ze wszystkiego co dla nas ważne.
Będę trzymać kciuki za Ciebie autorko. Musisz być teraz silna.

By być kochanym, trzeba dać się kochać.
To coś, czego nie osiągnie się jedynie wyglądem wink.

7

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Witaj
Przeczytałam to, co napisałaś i powiem ci szczerze, że nawet z zainteresowaniem. Najpierw pomyślałam sobie "no tak, kolejny podstarzały młodzieniec, któremu palma odbiła", ale potem pomyślałam troszkę głębiej i doszłam do wniosku, że tu chodzi o coś innego. Tyle że pamiętaj o tym, że ja bazuję tylko na tym, co przeczytałam, więc moge się mylić.
Tak więc do rzeczy- przez 28 lat byliście dobrym malżeństwem i była między wami bliskość. Chociaż nie mieliście dziecka, to jednak chcieliście być razem i dobrze wam było w tym waszym poukładanym światku. Oboje byliście na tyle ze sobą zżyci i sobie bliscy, że właściwie nic nie zapowiadało zbliżającej się katastrofy. Niestety, jak to często w zyciu bywa, niczego nie mozna być tak na 100%pewnym i oto któregoś dnia i wasze wspólne zycie runęło, praktycznie z chwili na chwilę. Tak jakbyście przez te 28 lat żyli w zamku na lodzie, a nie w domu o solidnych fundamentach. Ty tego wszystkiego nie możesz pojąć, bo w głowie nie mieści ci się, że i was dotknęło coś takiego, jak zdrada i pewnie za chwilę także, i rozwód.
No cóż- ja patrzę na to, co napisałaś całkiem z boku, a ponieważ ty potrafiłaś wszystko tak pięknie i składnie opisać, to mnie wydaje się, że chyba jestem w stanie odpowiedzieć ci na twoje pytania "dlaczego? o co chodzi? jakim cudem"
Wydaje mi się, że w waszym małżeństwie od dawna, jeśli nie od samego początku, brakowało jakiejś wielkiej PASJI. Inawet nie chodzi mi o to, że powiewało u was nudą, rutyną- to cos więcej. To jest coś, z czym ty na pewno sobie nie poradzisz, a przynajmniej nie poradzisz sobie na ten moment. czysty przypadek sprawił, że na drodze twojego męża stanęła ta druga kobieta. Ona oprócz tego, że spodobała mu się, jako kobieta, to ona miała w sobie to, cos czego on w tamtym czasie tak bardzo potrzebował. Ona miała i ma w sobie wielka pasję. I nieważne, że jest to zwykła zakłamana baba, której najwyraxniej popierdoliło sie we łbie, bo taka ona wierząca, jak z koziej dupy trąba, to oczywiste, jednak ona ma pasję, ma coś, co potrafi tak pieknie sprzedać, ona ma charyzmę, na której jedzie i w którą zapewne ona też święcie wierzy. Ty w porównaniu z nią, według kryteriow twojego męża, nie masz NIC. On nagle zobaczył cię całkiem innymi oczami niż widział ciebie do tej pory. to co przez lata tak wysoko w tobie ceniłi szanował, nagle wydało mu sie puste i bez zycia. T druga dała mu powód do dalszego życia. On zaczał chodzic do kościoła, gromadzi rózne dewocjonalia i nie oznacza to, że jemu odbiło, że zdurniał- on po prostu teraz dopiero czuje, że zyje. Ty masz mu do zaoferowania poukładany i stabilny świat, a on juz nie chce takiego świata, twoja oferta przestała byc dla niego atrakcyjna. On zobaczył, że mozna inaczej i on chce spróbować tego czegoś bez względu na to czy wasi znajomi pukaja się w czoło, czy nie. to dla niego bez znaczenia. Gdyby tak się złozyło, że on poznałby kobietę, która wpadłaby mu w oko, jako kobieta i powiedzmy mialaby ona jakąś inną pasję niż np. wiarę w Boga (np. wierzyłaby w kosmitów- podaję ci tylko taki przykład), to on też by popłynął. W waszym poukładanym świecie nie było bowiem PASJI. wszystko było na swoim miejscu i ładnie ułozone, dorabialiście się i zyliście nie znając łajdactwa, zepsucia czy czegos równie uroczego.
Tak uważam na podstawie tego, co przeczytałam.

8

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Nie wiem Oliwio jak akurat odczytać to, co opisujesz jako PASJĘ, czy tak wprost, czy jako swego rodzaju przenośnię. Jeśli wprost - Mąż pasjonował się od lat modelarstwem, wspierałam Go i podziwiałam to, co tak pięknie tworzył. Wspólną pasją od lat było i jest strzelectwo sportowe(wciągnęłam w to Męża) - zatem dość ekscytujący sport. Teraz nieco inaczej: "stara", znana dobrze żona nigdy nie będzie w stanie zaoferować atrakcyjniejszej - bo nowej "pasji" (jakkolwiek by nie definiowanej). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogła wedrzeć się tzw. rutyna, ale ze strony Męża nie było sygnałów, że coś Mu nie pasuje. Sądzę, że tamta kobieta poszukuje czegoś/kogoś w jej wiadomym celu. Natomiast nie jestem w stanie pojąć jak można SMSową znajomość a raczej nieznajomość człowieka po drugiej stronie klawiatury przedłożyć nad stabilizację, bezpieczeństwo itp. Może dlatego, że jestem kobietą... Dziękuję za odzew w temacie.

9

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Twoje racjonalne argumenty odbijaja się od niego jak piłeczki od ściany- przestań więc uświadamiac go i uszczesliwiać na siłę. I tak nie jestes w stanie teraz do niego dotrzeć. tracisz tylko czas, zdrowie, energię i nerwy. Najlepsze, co możesz teraz zrobić, to puścić tego chłopa wolno. wiem, że cięzko jest ci pojać to o czym ja piszę bo jak to mialoby być ? puścić go wolno i oddać tej drugiej na zatracenie? Nie nie moge tego zrobić. Ja kocham swojego męża i nie pozwolę go skrzywdzić. moja draga, wybij sobie z głowy takie myslenie- owszem najlepsze, co możesz zrobic dla niego i przede wszystkim także dla siebie, to puścić go wolno. On i tak sobie pójdzie, gdzie mu sie spodoba i ciebie o zdanie nie bedzie pytał. Ty jawisz mu się, jako kamień u jego nogi, jako zawalisko, z którym nie wiadomo co właściwie zrobić. PUŚĆ GO WOLNO. niech on zazna miodów przy histerycznej zakłamanej wariatce, która tyle wie o życiu, ile ja mam brudu za paznokciem, a zapewniam cię, że paznokcie mam bardzo zadbane. Ta druga jest niby taka wierząca, ale nie ma oporów, by chodzic do łóżka z żonatym facetem i doić jakiegos starego, który lezy na kasie, a ona za jego plecami puszcza się z innymi. Kto wie ilu ona juz miała tych bocznym w swoim nobliwym zyciu? Twojego męża czeka wielki szok, gdy on wlączy w końcu szare komórki i zacznie mysleć. Twój mąż zachowuje sie teraz jak 15-latek, a ty jesteś tym zaskoczona. A skąd wiesz, że on takim 15-latkiem nie był przez wszystkie te wasze wspolnie przezyte lata? Masz pewność, że żyłaś z dojrzałym mężczyzną? Czy wczesniej w waszym zyciu działo się coś ekstremalnie trudnego, że ty mogłabyś na 100% powiedzieć, że masz naprawdę dorosłego i prawdziwego mężczyznę u swojego boku? Czy miałas okazję sprawdzić go kiedykolwiek i w czymkolwiek? Watpię w to. Może ty tak naprawdę cały czas miałas chłopca za męża, ale tego nie widziałaś? Może dopiero teraz masz okazję przekonać się, jak mylnie oceniałas tego faceta przez poprzednie lata? Spójrz na tego człowieka zupełnie innymi oczami. Zapomnij o tym, co było.

10

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Mam na myśli pasję w sensie przenośnym- nie chodzi mi o hobby

11

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Jestem przerazona ze facet 54 lata ustabilizowane zycie robi cos takiego .Nic z tego nie bedzie wroci do Ciebie ja na Twoim miejscu porozmawiala bym z jej mezem ...mam nadzieje ze Ty bedziesz szczesliwa a on poniesie kleske

12

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Są ludzie, którzy całe zycie opływali w luksusach, mieszkali w wielkich metropoliach i nagle z dnia na dzień rzucali to wszystko, bo zapragnęli zyć np. w buszu. Potem zyli w szałasie, bez prądu i wody w domu i co? czy byli nieszczęśliwi? Czy nazwiesz tych ludzi szalonymi?
Ja mniej więcej to miałam na mysli uzywając słowa PASJA.

13

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Nie wiem czy mam opisac swoja sytuacje ,
moze mnie wysmiejecie ,ale ja o zdradzie meza dowiedzialam sie po 32 latach malzenstwa ,okropnie to przezylam
wydawalo mi sie ze jestesmy dobrym malzenstwem .mielismy piatke dzieci jedno mi zmarlo wiec,
nigdy bym go nie posadzila ze ma kochanke ,mial romans 4 lata
jeszcze mnie do niej zawiozl ,niby na wisnie ,.
po tej wzycie 3 tygodnie pozniej dowiedzialam sie prawdy,przezylam to strasznie  najbardziej bolalo mnie to ze mnie tam zawiozl ,co chcieli przez to osiagnac? nie wiem,,,w ciagu dwoch miesiecy schudlam 25 kg,nie potafilam jesc spac ,trafilam na kardiologie ,pozniej poszlam do psychiatry i psychologa ,
ale to nic mi nie dalo ,trafilam wreszcie na forum ,,netkobiety i tak po troszku otwieralam sie ,i uwierzcie czy nie ,te moje kolezanki pomogly mi,jestem innym czlowiekiem ..mam corke niepelnosprawna ,ktora bardzo kocha ojca i przez nia nie rozwiodlam sie z nim.ale starsze dzieci usilnie namawialy mnie na rozwod,,teraz czasem chcialabym sie poskarzyc im ,,ale zaraz mi mowia ,,nie chcemy sluchac ,nie chcialas rozwodu wiec teraz nam nie mow,,i tak zyjemy juz 10 lat ,,niby razem ale osobno,
ja choruje na raka ,ale nie poddam sie ,juz udalo mi sie przezyc 4 lata ,ale dla mojej corki mam taka wiare i sile.dla niej musze zyc
teraz jest spokuj ale przeszlam pieklo ,nie moglam sie przelamamc zeby z nim sypiac .po operacji mialam wrazenie ze ma mi za zle ze przezylam ,codziennie robil mi awantury,
ale powiem tak ,,zeby nie moja corka ,,rozwiodlabym sie ,

ja i energia to my

14

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
sensen napisał/a:

Jestem przerazona ze facet 54 lata ustabilizowane zycie robi cos takiego .Nic z tego nie bedzie wroci do Ciebie ja na Twoim miejscu porozmawiala bym z jej mezem ...mam nadzieje ze Ty bedziesz szczesliwa a on poniesie kleske

Także jestem przerażona stanem (nie)świadomości mojego Męża. To wszystko wydarzyło się zbyt nagle, w tempie piorunującym. Może to głupie, ale martwię się o Niego, martwię się stanem Człowieka, którego naprawdę kocham. Faktycznie zachowuje się jak nastolatek nie analizujący kompletnie sytuacji, nie myślący o konsekwencjach swojego działania a przy tym myślący wyłącznie o swoim "szczęściu". Zranił mnie okrutnie, skrzywdził, okłamywał dając nadzieję. A mimo to, nie potrafię Go znienawidzić. Nasze wspólne lata były naprawdę dobre i szczęśliwe - przynajmniej tak ja to oceniam. Uzupełnialiśmy się, choć ja chyba więcej wnosiłam w nasze małżeństwo (nie chodzi mi o żadne dobra materialne), ale cieszyłam się, że mogę dzielić się tym z Mężem, że dzięki temu On także poszerza horyzonty. Zawsze cechowała mnie empatia.
Nie pojmuję jaki nagły grom z jasnego nieba postawił wszystko na głowie i w jednej niemal chwili zmienił tego Człowieka w kogoś innego. Nie wierzę, że można udawać normalnego - uczciwego, rzetelnego i dobrego przez 28 lat. Akurat Mąż takich aktorskich zdolności nie ma. To pod wpływem tej kobiety przeskanował system dotychczas wyznawanych wartości. Przeraża mnie to, że oboje funkcjonują pod szyldem Pana Boga, którego zaufanie mocno nadwyrężają naginając reguły wiary do sytuacji, jaką wykreowali. Tym, co czynią swoim najbliższym, ale także kłamstwami wobec znajomych - wręcz sprzeniewierzają się Stwórcy. O ile Mąż dopiero "pogłębia" swoją wiarę, o tyle ta kobieta od lat uchodzi za religijną, stąd od niej oczekiwałabym postępowania zgodnego z dekalogiem i wręcz naprowadzenia Męża na właściwą drogę. Tym czasem jest odwrotnie... Wykorzystała zainteresowanie Męża "duchowością", być może umiejętnie podrzuciła temat i chwyciło. I tak po chrześcijańsku rozbiła rodzinę, oczywiście przy współudziale Męża. Jeżeli od takich "nauk" zaczyna pogłębianie wiary, to nie wiem jakie będą kolejne etapy... Zostałam sama, choć wiem, że - jeżeli znajdę w sobie chęć - dam sobie radę, to napawa mnie wielkim smutkiem i trwogą to, co się dzieje z ukochanym Człowiekiem. Pustka w domu, mętlik w głowie, wegetacja z dnia na dzień. Niewygórowane plany i skromne marzenia legły w gruzach tak jak całe moje życie. Czy na nich ci dwoje są w stanie zbudować swoje "szczęście"?

15

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Bardzo trudna sytuacja i właściwie poza tym, żebyś Tosia siebie ukochała, o siebie zadbała, trudno coś sensownego poradzić.Tak faktycznie chyba wyglądają te kryzysy wieku średniego - jeszcze coś przeżyć, doświadczyć, poczuć wiatr w trzech włosach na głowie. Nie ma jednej recepty na przywrócenie go na łono rodziny, bo póki co jeszcze chyba bardzo tego chcesz. Można trwać, tak czekać nie czekając. Można też zrobić awanturę i utrudnić nieco ten radosny układ. A wyniku i tak pewna nie będziesz, choć znając męża coś tam możesz z jego reakcji na określone działania przewidzieć. Z uwagi jednak na to, że małżonek sam siebie pewnie dzisiaj nie poznaje/odkrywa na nowo podejmując decyzję co dalej kieruj się Tosia sobą. Co spowoduje, że znajdziesz spokój w tej sytuacji, jakie działania są zgodne z Twoimi wartościami, co da Ci poczucie, że zrobiłaś wszystko? Na jakim jesteś teraz etapie ( zszokowana, załamana, wściekła, bezsilna), na co masz siłę, co Ci da ukojenie a co dodatkowo tę siłę odbierze? Uważaj na siebie.

16 Ostatnio edytowany przez Azbi (2015-12-01 08:16:32)

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
TosiaJ napisał/a:
sensen napisał/a:

Jestem przerazona ze facet 54 lata ustabilizowane zycie robi cos takiego .Nic z tego nie bedzie wroci do Ciebie ja na Twoim miejscu porozmawiala bym z jej mezem ...mam nadzieje ze Ty bedziesz szczesliwa a on poniesie kleske

Także jestem przerażona stanem (nie)świadomości mojego Męża. To wszystko wydarzyło się zbyt nagle, w tempie piorunującym. Może to głupie, ale martwię się o Niego, martwię się stanem Człowieka, którego naprawdę kocham. Faktycznie zachowuje się jak nastolatek nie analizujący kompletnie sytuacji, nie myślący o konsekwencjach swojego działania a przy tym myślący wyłącznie o swoim "szczęściu". Zranił mnie okrutnie, skrzywdził, okłamywał dając nadzieję. A mimo to, nie potrafię Go znienawidzić. Nasze wspólne lata były naprawdę dobre i szczęśliwe - przynajmniej tak ja to oceniam. Uzupełnialiśmy się, choć ja chyba więcej wnosiłam w nasze małżeństwo (nie chodzi mi o żadne dobra materialne), ale cieszyłam się, że mogę dzielić się tym z Mężem, że dzięki temu On także poszerza horyzonty. Zawsze cechowała mnie empatia.
Nie pojmuję jaki nagły grom z jasnego nieba postawił wszystko na głowie i w jednej niemal chwili zmienił tego Człowieka w kogoś innego. Nie wierzę, że można udawać normalnego - uczciwego, rzetelnego i dobrego przez 28 lat. Akurat Mąż takich aktorskich zdolności nie ma. To pod wpływem tej kobiety przeskanował system dotychczas wyznawanych wartości. Przeraża mnie to, że oboje funkcjonują pod szyldem Pana Boga, którego zaufanie mocno nadwyrężają naginając reguły wiary do sytuacji, jaką wykreowali. Tym, co czynią swoim najbliższym, ale także kłamstwami wobec znajomych - wręcz sprzeniewierzają się Stwórcy. O ile Mąż dopiero "pogłębia" swoją wiarę, o tyle ta kobieta od lat uchodzi za religijną, stąd od niej oczekiwałabym postępowania zgodnego z dekalogiem i wręcz naprowadzenia Męża na właściwą drogę. Tym czasem jest odwrotnie... Wykorzystała zainteresowanie Męża "duchowością", być może umiejętnie podrzuciła temat i chwyciło. I tak po chrześcijańsku rozbiła rodzinę, oczywiście przy współudziale Męża. Jeżeli od takich "nauk" zaczyna pogłębianie wiary, to nie wiem jakie będą kolejne etapy... Zostałam sama, choć wiem, że - jeżeli znajdę w sobie chęć - dam sobie radę, to napawa mnie wielkim smutkiem i trwogą to, co się dzieje z ukochanym Człowiekiem. Pustka w domu, mętlik w głowie, wegetacja z dnia na dzień. Niewygórowane plany i skromne marzenia legły w gruzach tak jak całe moje życie. Czy na nich ci dwoje są w stanie zbudować swoje "szczęście"?

Bardzo ci współczuję, to co robi twój maż jest bardzo bolesne, ale mimo tego jak bardzo cierpisz sama zauważasz, że on nie jest już sobą. To inny człowiek niż ten którego znałaś wcześniej.

Na razie odłóż ten swój ból i nie zastanawiaj się nad jego działaniem i  nie rozpatruj  przyczyn bo masz większy problem do rozwiązania. Teraz musisz zabezpieczyć swoja przyszłość, twój mąż działa tak jak by był pod działaniem jakiegoś środka odurzającego.  On nie myśli racjonalnie  więc może wszystko zrobić czego zażyczy sobie ta kobieta, może zaciągnąć duże zobowiązania kredytowe i przekazać tej kobiecie pieniądze, ona może zniknie kiedyś z jego życia, a długi zostaną. Ty jako jego żona również je przejmiesz, stracicie dom, mieszkanie czy to co tam macie. Moja rada na dzisiaj - udaj się szybko do adwokata dowiedz się jak  dokonać rozdzielczości majątkowej (chyba, że już ja macie). Teraz skup się na tym i przede wszystkim zadbaj o siebie bo co byś teraz nie zrobiła i nie powiedziała on odbierze jako atak na siebie i na tą jego miłość.

Kobieta idzie po trupach do celu, świadczy o tym jak zachowuje się w stosunku do spraw wiary, niby jest taka religijna, przystępuje do sakramentu komunii,  a rozwala drugiej kobiecie życie, oszukuje męża, korzysta z jego pieniędzy, oszukuje nawet twojego męża. Ona wyćwiczyła się w kłamstwie i z nią nie wygrasz sama, chyba że twój mąż przejrzy na oczy, ale to on sam musi do tego dojść,. Kilka dni temu czytałam podobny watek i nawet myślałam, że to ta sama historia, ale tam to trwa już 5 lat i mają dzieci. Tamta kobieta dojrzała do rozwodu.

17

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
zmierzch napisał/a:
TosiaJ napisał/a:

Mam grono, które mnie wspiera, ale i tak nie daję rady...

Wierzę, że teraz może być najgorszy okres w twoim życiu. Naprawdę bardzo mi przykro, że ciebie spotkała taka sytuacja, ale jest tu wiele podobnych historii. Jednoa rzecz wszędzie się powtarza, na początku ten, co zdradza jest szczęśliwy, mocny i ma świat u stóp, podczas gdy zdradzony ciepli okrutne katusze psychiczne i wręcz fizyczne. Ale z czasem temu pierwszemu przestaje być tak lekko, za to ten drugi rośnie w siłę i moc. W słabości człowiek się doskonali.

Dokładnie jest tak jak napisała Zmierzch.
Wszystko się odwraca.

18

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Czy oni sa w stanie zbudować szczęście? A któż to wie? nie wiadomo, jak potoczy się dalej ta ich znajomość? Czy tej dwójce chodzi o to, by razem zamieszkać i budować wspólne zycie? Ta kobieta jest przecież w jakimś stałym związku z dużo starszym od nie chłopem- chłop jest bogaty, a ona doi z niego. Czy to jest jej mąż? Może należałoby oświecić tego pana, bo żyje chłop w niewiedzy i pojęcia nie ma, kogo trzyma pod swoim dachem, kogo karmi, poi i odziewa. Może to jakas nadziana pipa, która zgodzi się na obecność kochanka w jego zyciu, a może to facet, który weźmie sprawy w swoje ręce i pogoni religijną? Dzięki temu ona wylądowałaby na bruku (no chyba że zabezpieczyła się wcześniej po zęby w kwestiach bytowych), a twój mąż miałby okazję przejąć swoja boginkę i zamieszkać z nia wcześniej? Może szybciej przekonałby się jakie to cudo mu się trafiło? A może właśnie jeszcze bardziej utwierdziłby się w przekonaniu, że religijna jest tą wyśnioną i wymarzoną? Ja ruszyłabym chłopa tej baby, bo życie w niepewności, oczekiwanie nie wiadomo na co właściwie dobijałoby mnie najbardziej.

Dalej- skoro twjemu mężowi odbiło tak na punkcie religijnej, torzeczywiście w ślad za czyms takim moga pójść i finansowe syfy. Azbestowa dobrze ci radzi- pozabezpieczaj się w sprawach finansowych, bo nie wiadomo, ile twojej kasy pójdzie na boczniarę. Niektóre łosie potrafią kupowac kochanicom nawet mieszkania. by mieć lepszy dostęp do wymarzonego krocza boczniary i by przytrzymać taką przy sobie. W łagodniejszej formie faceci potrafią fundować dupom wypasione wczasy, obsypuja się drogimi prezentami, kupuja auta- jeśli masz pieniądze, to teraz w pierwszym rzędzie pomyśl o zabezpieczeniu sfery materialnej, żebyś na koniec nie wylądowała pod mostem i nie dowiedziała się, że utrzymywałas religijną za własne ciężko zarobione pieniądze. nie wiadomo na co dokładnie zasadziła się religijna- zejdź na ziemię i oprócz tego, że sobie rozpaczasz, mysl też przytomnie o sprawach doczesnych.
Oburza cię, że t kobieta wlazła w twoje zycie i że jak tak można itd.- moja droga, niech to absolutnie cię nie dziwi, bo nawet zabronione mozna robić z powodzeniem, a co dopiero zdradzać, czyli robic coś, co nie jest zabronione, a wręcz jest dzisiaj nawet i modne? Dzisiaj jest w dobrym stylu mieć boczniarę i nikogo takie rzeczy nie dziwią ani nie oburzają- żony zgadzają sięna tego rodzaju układy, a kochanice wystepują z żonatymi prawie że oficjalnie- czy spotkałas się z jakimś szczególnym potepieniem społecznym dla ludzi prowadzących taki styl życia? Ja się z potepieniem nie spotkałam, lecz wprost przeciwnie- są nawet i tacy ludzie, którzy wręcz podziwiają kochanice, że tak dobrze, potrafią się one ustawić. można robic rózne rzeczy i miec z tego satysfakcję- twójmąż zdradza cię i jak widzisz jest bardzo szczęśliwy, bo wreszcie spotkał mielłość swojego zycia- nadąszysz za takim myśleniem? Otóż zapewniam cie, że nie nadążysz. Obojętne jak bardzo bedzies mu się dziwiła, to przeciez i tak nie zmienisz faktu, że tego człowieka ciągnie do kochanki.
On nie jest aktorem i nigdy nie był- podejrzewam, że tak właśnie jest, jak napisałaś. Ale co z tego? W kontekście tego, co on dzisiaj wyprawia, to nawet gorzej, że jest szczerym chłopem, bo łato jest manipulowac takim człowiekiem i wkręcić go w co tylko komuś się spodoba.
Martwisz się o niego, bo go kochasz. A dlaczego ty martwisz się o niego? Przecież nie jesteś jego matką. A czy on martwo się p ciebie? Gdy spotkał religijną, to przecież ochoczo rozpiął rozporek- czy on wtedy pomyślał o tobie w kategoriach zamartwiania się tym, co ty bedziesz czuła, jak poradzisz sobie dalej z całym tym wóżkiem pełnym gnoju? Martw się tylko i wyłącznie o siebie i o to, by dorobek twojego zycia nie poszedł w łapy obcej baby. Pozabezpieczaj sobie wszystkie dowody, bo chociaż dzisiaj rozwód wydaje c się abstrakcją, to przecież za jakis czas sama polecisz ochoczo do sądu, bo nie wytrzymasz czegoś takiego dalej. Dowody, które sobie nagromadzisz przydadzą ci się, jak znalazł- bądź przezorna, bo nie wiesz, czego będziesz chciała za np. pół roku.
Puść tego faceta wolno,a za jakiś czas przekonasz się, że on wróci do ciebie z podkulonym ogonem. Najlepiej sprawdza się w takich przypadkach długa smycz. Jesli będziesz kurczowo próbowała zatrymać go przy sobie, to nauczysz tego faceta, że jesteś jego stała bazą wypadową. Rzuć go na glęboką wodę. niech on idzie do religijnej.

19

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Dobrze,Ci radzą dziewczyny.Teraz tylko Ty się liczysz.Wiesz co ja zrobiłam?Pierwsze kroki skierowałam do notariusza a tam mój mąż wszystko,cały dorobek życia przepisał na mnie.Bolało jak cholera,schudłam 7 kg w ciągu jednego miesiąca ale musiałam to zrobić by zadbać o dzieci i siebie.Ja nie wiedziałam co mu do głowy może strzelić a bezpieczeństwo dla mnie i moich dzieci było najważniejsze.Puściłam wolno,skończyło się bardzo nieciekawie dla niego ale to mnie już nie obchodzi.Jestem pewna na 100%,że Twój mąż popełnia ogromny błąd ale Ty na to nic nie poradzisz.Ten jego nowy związek nie ma szans na przetrwanie tak jak większość gdy przychodzi kryzys wieku średniego.



Wierzę, że teraz może być najgorszy okres w twoim życiu. Naprawdę bardzo mi przykro, że ciebie spotkała taka sytuacja, ale jest tu wiele podobnych historii. Jednoa rzecz wszędzie się powtarza, na początku ten, co zdradza jest szczęśliwy, mocny i ma świat u stóp, podczas gdy zdradzony ciepli okrutne katusze psychiczne i wręcz fizyczne. Ale z czasem temu pierwszemu przestaje być tak lekko, za to ten drugi rośnie w siłę i moc. W słabości człowiek się doskonali.
U mnie to się sprawdziło i wierzę,że Ty też dasz radę.

20

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
TosiaJ napisał/a:

Dzień dobry... choć nie dla mnie
Historia podobna do wielu, ale napiszę. Niemal 28 lat małżeństwa, (bezdzietne), spokojne, wspólne pasje, zainteresowania, szacunek, niemal nierozłączni ale także margines swobody wynikający z zaufania. Wiele wspólnych tematów, choć teraz wiem, że tematów o wszystkim co dookoła a o nas w zasadzie niewiele. Wakacje - jak co roku wyczekiwany wyjazd nad morze. Żadnych symptomów, sygnałów kryzysu. A tu jak grom z jasnego nieba odkrycie - setki SMSów. Przypadkowa znajomość z klientką, po 6 tygodniach pisania decyzja o wyprowadzce z domu!!! Nie wiem o niczym, bo jedziemy na wczasy jak gdyby nigdy nic. Po "wydaniu się" tej korespondencji rozmowa, tłumaczenie, że to koleżanka ale jednocześnie informacja, że ona ma kogoś kogo nie zostawi. Z koleżanką nie rozmawia się o pozostawieniu męża...
Po kolejnej rozmowie Mąż mówi, że spróbujemy naprawiać, nie mówiąc co i z jakiego powodu wymaga naprawy, choć ja zaczęłam analizować i pytać wskazując co może Mu nie pasować. W zasadzie żaden z moich argumentów nie był uznany przez Męża jako ten do poprawy. Nadal nie określił, co "naprawiać". Po kilku dniach wynajął mieszkanie, oznajmił, że zabiera samochód i się wyprowadza. Powiedział, że potrzebny mu czas na przemyślenia, że On wróci, że mam czekać, że ta rozłąka ma nam pomóc. Oczywiście intuicja podpowiadała mi inny scenariusz, ale siłą bym Go nie zatrzymała. Wszystko wydawałoby się takie schematyczne gdyby nie fakt, że w całą historię została wplątana religia, wiara. Podobno ta pani jest bardzo wierząca i pod jej wpływem Mąż stwierdził, że chce "pogłębiać religijność". Zaczął nosić różne "dewocjonalia", nie chciał razem ze mną chodzić do Kościoła. Początkowo myślałam, że to jakaś sekta, gdyż w tak krótkim czasie ktoś wpłynął na psychikę Męża stosując metody manipulacji do tego stopnia, że wyciągnął człowieka z domu i dość mocno odizolował od wpływu rodziny. Mąż nie widział jednak sprzeczności w tym, że pani niemal 20 lat żyje z człowiekiem bez ślubu, że wchodzi w związek z żonatym mężczyzną. Przez trzy miesiące przezywałam koszmar. W końcu doszło do rozmowy, gdzie wysłuchiwałam jak to Mąż jest szczęśliwy, jak bardzo ją kocha, że "Bóg zesłał miłość", że On nigdy jeszcze niczego takiego nie przeżywał etc. On, 54 letni mężczyzna naprawdę wierzy w to, co mówi, choć zachowuje się jak nastolatek. Opis tego jak ja się czułam słuchając - daruję. Pytałam czy ta kobieta odwzajemnia uczucie - podobno tak. Niemniej jednak jej partner kompletnie o niczym nie wie. Powiedziała Mężowi, że jest od niej sporo starszy, że jest chory a ona się nim opiekuje, że ona traktuje go jak ojca itp. Prawda jest nieco inna. Pan - owszem - starszy - ale w pełni samodzielny, pracuje, samochodem pokonuje duże odległości... i ma duże pieniądze. Pojawił się drugi telefon. Mąż był już poza domem, więc nie potrzebował, to była inicjatywa tej kobiety, dała Mu nawet smartfona. Mąż liczy chyba na trwały związek z ta panią, ale mam wątpliwości co do jej intencji. Ta religijność wydaje się być jakąś przykrywką, a Mąż naiwnie "kupuje" te informacje. Jest wiele innych nieścisłości, ale nie będę o tym pisać. Mąż jest jakby w odmiennym stanie świadomości. Choć wcześniej nie chciał o tym słyszeć - chodzi na basen, podobno nawet zaczął biegać (przy Jego stanie zdrowia to może się źle skończyć).  Zaczął także inwestować w eleganckie ubrania, chyba pozuje na kogoś kim nie jest, stwarza pozory majętnego człowieka. Chodzą do Kościoła, przyjmują sakramenty. Przeraża mnie to. Mąż twierdzi, że mnie szanuje, bo jestem dobrym człowiekiem, że dobrze wspomina nasze wspólne lata, że nie powie o mnie złego słowa. Nie ma mi nic do zarzucenia. Pytałam, czy naprawdę warto położyć na szali przypadkową, krótką znajomość wobec naszego wspólnego życia, związek z osobą, której tak naprawdę nie zna i o której wie tylko tyle, ile powiedziała Mu sama. On twierdzi, że jest bardzo szczęśliwy, gdy mówiłam, że ja przeżywam dramat, i pytałam, czy można budować szczęście na krzywdzie i łzach innych ludzi to powiedział, że w tej sytuacji zawsze ktoś będzie nieszczęśliwy, bo gdyby wrócił do domu, to będzie o niej myślał. Jestem kompletnie rozbita, ja - pozornie twarda osoba, stąpająca mocno po ziemi, posypałam się jak pył. Nie jestem w stanie zrozumieć co się stało, a przede wszystkim -  dlaczego. Nie rozumiem tej kobiety, podobno "po przejściach" (być może także wzięła Męża na litość), która będąc tak gorliwie wierzącą niszczy innej kobiecie życie, oszukuje swego wieloletniego partnera. Oczywiście nie usprawiedliwiam Męża, ale sądzę, że gdyby owa pani nie "zagięła parola", być może tej sytuacji by nie było. Może szuka młodszego z pieniędzmi... Mąż nigdy nie przejawiał nadmiernego zainteresowania innymi kobietami. Całą tę dramatyczną sytuację wiążę także z kryzysem wieku średniego. Znajomi są w totalnym szoku, nie poznają Męża, bo takie zachowania są do Niego niepodobne. Zawsze byliśmy postrzegani przez ludzi jako fajna, dobrana para. Nagle zmienił się, zmienił system wartości i - o zgrozo - "pogłębiając religijność" zaczął kłamać, zawsze był rzetelny - teraz to także uległo zmianie. Konsultowałam się z Księżmi, którzy krytycznie odnoszą się tak do postępowania Męża jak i tej kobiety w aspekcie całej sytuacji. Od samego początku towarzyszą mi złe przeczucia co do intencji tej kobiety. Mąż nie zetknął się w życiu z sytuacją kryzysową, zdaje się, że bezgranicznie jej zaufał. Ja - z racji mojej ścieżki zawodowej - musiałam stawiać czoła różnym przeciwnościom dlatego drobiazgowo analizuję rzeczywistość i wyciągam wnioski. Oczywiście nie zawsze trafne. Mąż w zasadzie wszystko przyjmuje od niej za dobrą monetę i nie dostrzega sprzeczności w informacjach od niej samej. Przeraża mnie to, nie radzę sobie z tym wszystkim...

Tosiu, a ja czytając Twoją opowieść mam miejscami wrażenie, ze czytam o mamie i synku. Analizujesz jego zachowania tak na zimno jak matka. Mąż nie zetknął się z sytuacja kryzysową przez 28 lat związku?- naprawdę? - czy on był w zakładzie zamkniętym i nie dotykał życia?? Czy Ty go przed nim chroniłaś? Chodzi na basen, biega ?(co przy jego stanie zdrowia może się źle skończyć? :-) Tosiu przyjrzyj się swojej relacji - bo wyraźnie jakiś jeden słaby punkt Twojego związku właśnie się uaktywnił i być może ta druga kobieta jest dla niego partnerką a nie opiekunką. Medal ma zawsze dwie strony, pamiętaj.

21

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Mimo walki wewnętrznej jaką stoczyłam z własnym sumieniem od dnia wyprowadzki Męża, podpisaliśmy niedawno rozdzielność majątkową. Choć źle się z tym czuję w kwestii emocjonalnej, to racjonalnie było to niezbędne, choćby i dla ochrony Męża, któremu być może czasowo "odjęło rozum".
Nie namawiam Go do powrotu, nic na siłę nie zrobię - mam tego bolesną świadomość. Niemniej jednak nadal się martwię o Człowieka, z którym spędziłam przeszło połowę mojego życia. Wyrządził mi ogromną krzywdę ale chyba nadal kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy. Ani razu nie zezłościłam się na Niego, podobno nie jest to dobry objaw - taki brak złości. On jest zadowolony ze swojego obecnego życia, a ja ostatni obiad jadłam razem z Nim w naszym domu trzy miesiące temu.
Ta kobieta także mnie przeraża. Ile bezwzględności i zakłamania... A Mąż wierzy jej, (albo w nią?) bezgranicznie. Co ciekawe, kategorycznie odmawia mi spotkania się z nią. Chciałabym zadać jej spokojnie tylko jedno pytanie. Czy ma świadomość - ona, chrześcijanka - że niszczy życie innych ludzi? Mąż stwierdził, że nie życzy sobie abym ja z nią rozmawiała.

22

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
JuliaKaa napisał/a:

Tosiu, a ja czytając Twoją opowieść mam miejscami wrażenie, ze czytam o mamie i synku. Analizujesz jego zachowania tak na zimno jak matka. Mąż nie zetknął się z sytuacja kryzysową przez 28 lat związku?- naprawdę? - czy on był w zakładzie zamkniętym i nie dotykał życia?? Czy Ty go przed nim chroniłaś? Chodzi na basen, biega ?(co przy jego stanie zdrowia może się źle skończyć? :-) Tosiu przyjrzyj się swojej relacji - bo wyraźnie jakiś jeden słaby punkt Twojego związku właśnie się uaktywnił i być może ta druga kobieta jest dla niego partnerką a nie opiekunką. Medal ma zawsze dwie strony, pamiętaj.

Mam świadomość tego swoistego "matkowania". Być może wynika to także z faktu, że nie mamy dzieci. Charakter i miejsce pracy Męża nie postawiły Go nigdy w sytuacji kryzysowej. W codziennych sprawach ja zmagałam się z przeciwnościami. Tak. Portki w naszym domu na ogół nosiłam ja. Sądzę jednak, że Mężowi to odpowiadało, bo przez wszystkie lata nie odebrałam najmniejszego sygnału by było inaczej. Zapewne jak w większości związków zabrakło rozmów o nas. Mam tego świadomość. Nie było w naszym domu ścisłego podziału "zadań", ale pewnymi sprawami w naturalny sposób zajęłam się ja, mając także ku temu predyspozycje.
Pozornie ta moja analiza wygląda na zimną, nie da się tu przelać uczuć i emocji jakie mną targają, a jestem ich pełna. Tak naprawdę - ja racjonalna - miotam się w rozpaczy i bezsilności patrząc co się dzieje z człowiekiem, którego kocham nie jak matka, ale przede wszystkim jak kobieta, żona...

23

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
TosiaJ napisał/a:

Tak. Portki w naszym domu na ogół nosiłam ja. Sądzę jednak, że Mężowi to odpowiadało, bo przez wszystkie lata nie odebrałam najmniejszego sygnału by było inaczej.

to noś je nadal wink
a tak na poważnie, zupełnie inaczej postrzegam to małżeństwo teraz niż po przeczytaniu twojego pierwszego postu

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

24 Ostatnio edytowany przez sensen (2015-12-01 14:35:19)

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Tosia J

Z doswiadczenia wiem ze jak kobieta sie zakocha to robi wszystko aby zdobyc faceta ..i jezeli facet tego kategorycznie nie utnie to sie ciagnie.. Ja odeszlam od meza jak sie dowiedzialam o innej ale nie moglam sobie ulozyc zycia ...nigdy bym nie zadala sie z facetem zonatym lub w stalym zwiazku bo to nie ma przyszlosci i sa komplikacje ...milosc jest i mija zaczyna sie brutalny real ... podobno zachwyt i ta milosc czy zauroczenie trwa kilka miesiecy potem to slabnie i czlowiek inaczej na to patrzy ...analizuje co stracil co zyskal za czym tak naprawde teskni czego pragnie ,,,wszyscy chca spokoju stabilnosci milosci ...Nigdy w zyciu Twoj maz nie zazna spokoju czlowiek sie starzeje nie daj Boze dopadna go jakies choroby dolegliwosci i wtedy inaczej historia sie potoczy ..co innego zyc z kims latami co innego byz z kims krotko ..ta baba jest zlym czlowiekiem zaplaci za to ..badz silna jak sie kogos kocha to jest takie trudne aby odzyskac spokoj ...podziwiam Cie bardzo ja bym juz chyba babe zaatakowala uprzykszala jej zycie nie wytrzymalabym ..pamietaj dbaj o siebie niech dziad nie mysli ze on jest jedyny na swiecie ...tak mnie to denerwuje ze takie sytuacje istnieja ze kobiety musza tyle znosic...powroty sa tez straszne tez to przeszlam i juz nic nie jest tak samo czlowiek nie moze sie uwolnic od mysli ze to juz nie te prawdziwe malzenstwo ...wierze w sile kobiety ktora moze przejsc wszystko najwazniejsze odzyskac spokoj

I jeszcze jedno wedlug wiary katolickiej malzonek lub osoba ktora weszla w czudze malzenstwo nie moze przystapic do komuni ...co ta baba i on robi w kosciele jakie maja sumienie w dekalogu jest napisane 9. NIE POŻĄDAJ ŻONY BLIŹNIEGO SWEGO. w tym wypadku meza nie wiem czy ta baba ma tez meza ...przychodzi mi do glowy taki scenariusz aby isc do ksciedza do kosciola do ktorego ta baba chodzi i opowiedziec historie ,,ja bym zawiadomila o tym cierpieniu wszystkich ....moze ktos napisze ze to glupie szczeniackie ale trzeba troche zawalczyc jak juz nic nie masz do stracenia ...nie moze byc tak ze ona w spokoju zycje a on nie pozwala sie z nia spotkac co to znaczy ...jezeli baba wchodzi w cudze zycie to tez musi poniesc konsekwencje niech troche nerwowow straci  ..nawet jak skutek bedzie mierny ...ja bym nie zostawila tego w spokoju ....ta baba to- pseudokatoliczka .. nie ma dla takich miejsca w kosciele !!!zostawili Ci w cierpieniu  ....ale zycie im odplaci zwlaszcza tej  babie szmata i tyle

25 Ostatnio edytowany przez TosiaJ (2015-12-01 15:46:34)

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
sensen napisał/a:

Tosia J
(...)
czlowiek sie starzeje nie daj Boze dopadna go jakies choroby dolegliwosci i wtedy inaczej historia sie potoczy ..co innego zyc z kims latami co innego byz z kims krotko ..ta baba jest zlym czlowiekiem zaplaci za to ..badz silna jak sie kogos kocha to jest takie trudne aby odzyskac spokoj ...podziwiam Cie bardzo ja bym juz chyba babe zaatakowala uprzykszala jej zycie nie wytrzymalabym ..pamietaj dbaj o siebie niech dziad nie mysli ze on jest jedyny na swiecie ...tak mnie to denerwuje ze takie sytuacje istnieja ze kobiety musza tyle znosic...powroty sa tez straszne tez to przeszlam i juz nic nie jest tak samo czlowiek nie moze sie uwolnic od mysli ze to juz nie te prawdziwe malzenstwo ...wierze w sile kobiety ktora moze przejsc wszystko najwazniejsze odzyskac spokoj

nie wiem czy ta baba ma tez meza ...

Nie, ona żyje bez ślubu kilkanaście lat z tym człowiekiem, choć tłumaczy, że nic z nim jej nie łączy, że ich relacja to coś w rodzaju córka-ojciec. Tak powiedziała mojemu Mężowi, który zdaje się - uwierzył, bo wierzy bezgranicznie we wszystko co ona mówi. Formalnie ona jest wdową, ma dorosłe dziecko a od kilkunastu lat związana z tym zamożnym sporo starszym od niej człowiekiem.
Męczę się okrutnie patrząc jak mój Mąż bez opamiętana wchodzi w to "bagno" w pełni ufając i wierząc tej kobiecie. Zna ją tylko z jej własnych opowieści, nie miał żadnych wspólnych znajomych, którzy mogliby zweryfikować choć trochę prawdomówność. Przedstawiła się jako osoba po przejściach, mocno wierząca a o swoim partnerze mówi, że jest chory i ona musi się nim opiekować. Być może tym kłamstwem tłumaczy mojemu Mężowi fakt, że tę znajomość bardzo skrzętnie przed nim ukrywa. Ale ten człowiek wcale nie wymaga żadnej opieki. Chciałabym mieć taką kondycję w jego wieku.
Gdy spotkaliśmy się aby porozmawiać o nas, opowiadał mi o swoim "szczęściu", kilkanaście razy usłyszałam jaki jest szczęśliwy, że jest zakochany bez pamięci, że nic takiego jeszcze Go nie spotkało, że to Bóg zesłał Mu tę "miłość", że chce z nią być, że jeżeli ona go zostawi (po tych kilku miesiącach) to będzie się czuł skrzywdzony. Tylko w tej całej rozmowie zapomniał, że On nagle porzucił mnie po 28 latach krzywdząc okrutnie. W zasadzie mnie w tej całej historii nie ma. Analizowałyśmy to z Panią psycholog. Mąż od wyprowadzki ani razu nie zainteresował się co u mnie, czy nie potrzebuję pomocy, co z moimi schorowanymi Rodzicami itd. Nie mogłam nawet do niego wpaść na herbatę (mieszka sam w wynajętej kawalerce), choć wcześniej wspominał, że będziemy mogli się przez ten czas, który był Mu potrzebny do "przemyśleń" spotykać, pogadać. Byłam tam przed wyprowadzką, bo chciał mi pokazać to mieszkanie. Nawet wspólnie kupiliśmy kilka potrzebnych Mu tam rzeczy i zawieźliśmy.
Zgotował mi naprawdę psychiczne piekło na ziemi. Trzy miesiące tortur, nadziei przeplatanej ze zwątpieniem a jednocześnie całkowitego wyparcia mnie ze swojej (Męża) świadomości. Są chwile, kiedy zastanawiam się, czy Jego postępowanie nie ociera się o jakąś chorobę psychiczną... sad

26 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-12-01 16:54:44)

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
ANUSIA50+ napisał/a:

Nie wiem czy mam opisac swoja sytuacje ,
moze mnie wysmiejecie ,ale ja o zdradzie meza dowiedzialam sie po 32 latach malzenstwa ,okropnie to przezylam
wydawalo mi sie ze jestesmy dobrym malzenstwem .mielismy piatke dzieci jedno mi zmarlo wiec,
nigdy bym go nie posadzila ze ma kochanke ,mial romans 4 lata
jeszcze mnie do niej zawiozl ,niby na wisnie ,.
po tej wzycie 3 tygodnie pozniej dowiedzialam sie prawdy,przezylam to strasznie  najbardziej bolalo mnie to ze mnie tam zawiozl ,co chcieli przez to osiagnac? nie wiem,,,w ciagu dwoch miesiecy schudlam 25 kg,nie potafilam jesc spac ,trafilam na kardiologie ,pozniej poszlam do psychiatry i psychologa ,
ale to nic mi nie dalo ,trafilam wreszcie na forum ,,netkobiety i tak po troszku otwieralam sie ,i uwierzcie czy nie ,te moje kolezanki pomogly mi,jestem innym czlowiekiem ..mam corke niepelnosprawna ,ktora bardzo kocha ojca i przez nia nie rozwiodlam sie z nim.ale starsze dzieci usilnie namawialy mnie na rozwod,,teraz czasem chcialabym sie poskarzyc im ,,ale zaraz mi mowia ,,nie chcemy sluchac ,nie chcialas rozwodu wiec teraz nam nie mow,,i tak zyjemy juz 10 lat ,,niby razem ale osobno,
ja choruje na raka ,ale nie poddam sie ,juz udalo mi sie przezyc 4 lata ,ale dla mojej corki mam taka wiare i sile.dla niej musze zyc
teraz jest spokuj ale przeszlam pieklo ,nie moglam sie przelamamc zeby z nim sypiac .po operacji mialam wrazenie ze ma mi za zle ze przezylam ,codziennie robil mi awantury,
ale powiem tak ,,zeby nie moja corka ,,rozwiodlabym sie ,

I po tym chcesz z nim zostać. A czy on by tak postąpił wątpię. Pan egoista wygodnicki i świnia nie rozumiem co cię z nim trzyma zawsze można prosić o opiekę naprzemienna. Tak samo rozwód nie musi się wiązać z odejściem.

sensen napisał/a:

Tosia J

Z doswiadczenia wiem ze jak kobieta sie zakocha to robi wszystko aby zdobyc faceta ..i jezeli facet tego kategorycznie nie utnie to sie ciagnie.. Ja odeszlam od meza jak sie dowiedzialam o innej ale nie moglam sobie ulozyc zycia ...nigdy bym nie zadala sie z facetem zonatym lub w stalym zwiazku bo to nie ma przyszlosci i sa komplikacje ...milosc jest i mija zaczyna sie brutalny real ... podobno zachwyt i ta milosc czy zauroczenie trwa kilka miesiecy potem to slabnie i czlowiek inaczej na to patrzy ...analizuje co stracil co zyskal za czym tak naprawde teskni czego pragnie ,,,wszyscy chca spokoju stabilnosci milosci ...Nigdy w zyciu Twoj maz nie zazna spokoju czlowiek sie starzeje nie daj Boze dopadna go jakies choroby dolegliwosci i wtedy inaczej historia sie potoczy ..co innego zyc z kims latami co innego byz z kims krotko ..ta baba jest zlym czlowiekiem zaplaci za to ..badz silna jak sie kogos kocha to jest takie trudne aby odzyskac spokoj ...podziwiam Cie bardzo ja bym juz chyba babe zaatakowala uprzykszala jej zycie nie wytrzymalabym ..pamietaj dbaj o siebie niech dziad nie mysli ze on jest jedyny na swiecie ...tak mnie to denerwuje ze takie sytuacje istnieja ze kobiety musza tyle znosic...powroty sa tez straszne tez to przeszlam i juz nic nie jest tak samo czlowiek nie moze sie uwolnic od mysli ze to juz nie te prawdziwe malzenstwo ...wierze w sile kobiety ktora moze przejsc wszystko najwazniejsze odzyskac spokoj

I jeszcze jedno wedlug wiary katolickiej malzonek lub osoba ktora weszla w czudze malzenstwo nie moze przystapic do komuni ...co ta baba i on robi w kosciele jakie maja sumienie w dekalogu jest napisane 9. NIE POŻĄDAJ ŻONY BLIŹNIEGO SWEGO. w tym wypadku meza nie wiem czy ta baba ma tez meza ...przychodzi mi do glowy taki scenariusz aby isc do ksciedza do kosciola do ktorego ta baba chodzi i opowiedziec historie ,,ja bym zawiadomila o tym cierpieniu wszystkich ....moze ktos napisze ze to glupie szczeniackie ale trzeba troche zawalczyc jak juz nic nie masz do stracenia ...nie moze byc tak ze ona w spokoju zycje a on nie pozwala sie z nia spotkac co to znaczy ...jezeli baba wchodzi w cudze zycie to tez musi poniesc konsekwencje niech troche nerwowow straci  ..nawet jak skutek bedzie mierny ...ja bym nie zostawila tego w spokoju ....ta baba to- pseudokatoliczka .. nie ma dla takich miejsca w kosciele !!!zostawili Ci w cierpieniu  ....ale zycie im odplaci zwlaszcza tej  babie szmata i tyle

Wasze myślenie jest błędne za co ma zapłacić ona nie ma żadnych zobowiązań wobec jej. Dla kochanki Tosia to obca osoba !!! To jej mąż ma zobowiązania wobec Tosi i to on powinien zapłacić...

Transhumanista "Starzenie się to odwieczna choroba choroba która należy w końcu wyleczyć"
http://www.youtube.com/watch?v=RGdaHHHHWoA
http://www.transhumanism.pl/ (strona niekomercyjna)
"Człowiekowi mądremu cała ziemia jest dostępna, gdyż ojczyzną szlachetnej duszy jest cały świat" Demokryt
Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Tosia powiem Ci to co pewnie większość tutaj, a mianowicie co byś nie powiedziała albo zrobiła teraz będzie przez niego odebrane jako atak na ich "miłość". Moja rada, całkowicie przestać się z nim kontaktować,  nie odbierać nawet tel, w żadnym wypadku nie pomagać,  co to za bzdura ze pomagałas mu w przeprowadzce, po co? Zejdź z drogi jego "szczęścia" , powiedz ze życzysz mu szczęścia i ty tez masz do niego prawo. Znaj swoją wartość, nie poniżaj się, powiedz ze juz nie czekasz na niego. Tylko wtedy jest szansa ze da mu to do myślenia i szybciej się obudzi. On teraz żyje w transie, on sam nie wie co robi. Jest całkiem pod jej wpływem a ty jesteś ta zła.

28

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Ale świadomość perfidii i cynizmu tej kobiety nie daje mi spokoju. Z premedytacją oszukuje swojego wieloletniego partnera, wykorzystuje go, oszukuje mojego Męża bzdurnie tłumacząc czemu jeszcze nie odeszła od tamtego (z którym podobno nic ją nie łączy!!!), wykorzystuje Go, krzywdzi mnie i moich najbliższych dla swoich egoistycznych pobudek. Zastanawia się, którego wybrać? Podkreślam, Mąż jest tutaj współwinnym sytuacji, ale pani stosuje technikę manipulowania dając nadzieję naiwnemu "zakochanemu" i "chroniąc" poprzez kłamstwo swojego partnera. A to wszystko przykryte płaszczykiem wiary. Himalaje hipokryzji i świętokradztwo... Trudno na to spokojnie patrzeć, ona niszczy w ten sposób najbliższą mi Osobę, choć jest to Człowiek dorosły, dojrzały wiekiem (nawet bardzo) ale nagle stał się emocjonalnie naiwnym chłopcem wyczekującym smaku ciastka oglądanego przez szybę...

29

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

no dobra Tosia już panią poznaliśmy, twojego męża też ...
co masz zamiar dalej robić w związku z sytuacją?
jakie masz plany na przyszłość?
piszesz o psychologu, rozumiem, że masz specjalistyczną pomoc, systematyczną czy doraźną?

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

30 Ostatnio edytowany przez TosiaJ (2015-12-01 18:02:19)

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Systematyczne wizyty. Plany? Nie wiem, na razie moje plany i marzenia legły w gruzach. Na razie żyję trochę jakby z konieczności... Zawsze uchodziłam za osobę silną. Wiem, że formalnie w życiu dam sobie radę. Tylko nie wiem, czy znajdę chęci...
Co do sytuacji - sama nie wiem. O miłość żebrać nie będę, choć swojego uczucia do Męża jestem pewna. Tak, pomimo...
Spotkania z owa panią face to face nie przewiduję. Nie ta "kategoria wagowa", nie zniżę się. Jestem natomiast przekonana, że jej partner powinien się dowiedzieć.
Gdzieś w głębi serca mam nadzieję, że Mąż powróci na twardą ziemię z zaświatów fascynacji. Tylko czy tak będzie? Kiedy? I co wówczas? Nie wiem...

31 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-12-01 18:07:13)

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

na forum jest Zuza, poszukaj, też została sama po wielu latach, może pomożecie sobie nawzajem
http://www.netkobiety.pl/t74708.html
to jej wątek

TosiaJ napisał/a:

Gdzieś w głębi serca mam nadzieję, że Mąż powróci na twardą ziemię z zaświatów fascynacji. Tylko czy tak będzie? Kiedy? I co wówczas? Nie wiem...

nadzieje można mieć ale gorzej jak tylko ta nadzieja zdominuje resztę twojego życia

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

32

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

TosiaJ

Spotkaj sie z tym czlowiekiem z ktorym ta baba zyje czy on wie o danej sytuacji ...twojemu mezowi chyba naprawde odjelo rozum jak wierzy w ta bajke ze ten czlowiek i ta baba zyje sobie od tak i nic ich nie loczy nikomu nie zalezy bez uczuc moze niech wszyscy razem zamieszkaja razem i stworza rodzine ...juz ironia mi towarzyszy ale ja w dalszym ciagu twierdze ze powinnas skontaktowac sie ze wszystkimi ...z tym oszukiwanym panem koniecznie co on na to ...moze on porozmawia z twoim mezem i otworzy mu oczy .. wiem ze masz bol bo tez zylam w takim bolu ale wiem ze jak urwiesz kontakty  albo powiesz mu ze nie mozesz rozmawiac bo wychodzisz lub jestes umowiona on tez bedzie zazdrosny bo milosc do bylej zony z dnia na dzien nie odchodzi ... nie mozesz zawsze odbierac telefonow sprawiaj wrazenie obojetnej ..to wszystko polsrodki ...najwiekszy sukces to uwolnic sie emocjonalnie od niego ale to bardzo trudne ..napewno masz nadzieje na powrot i na nowo zycie ...ale masz szanse ulozyc sobie zycie na nowo kazdy ma szanse  bez niego ...na dzien dzisiajszy ja nigdy bym tak cicho i pokornie nie siedziala bo to daje spokoj Twojemu mezowi a Ciebie od srodka zabija ... chcialbym Ci pomoc ale slowa tu napisane  nie koniecznie trafiaja do cierpiacej osoby skontaktuj sie z tym panem tej baby to najlepsza psychoterapia gwarantuje Ci ...lepiej niz u psychologa ja nie wierze do konca w terapie

33 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-12-01 18:44:29)

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
TosiaJ napisał/a:

...Wiele wspólnych tematów, choć teraz wiem, że tematów o wszystkim co dookoła a o nas w zasadzie niewiele. Wakacje - jak co roku wyczekiwany wyjazd nad morze. Żadnych symptomów, sygnałów kryzysu.

TosiaJ napisał/a:

...Są chwile, kiedy zastanawiam się, czy Jego postępowanie nie ociera się o jakąś chorobę psychiczną....


Tosiu, mysle, ze wiem, rozumiem ten Twoj stan kompletnego niezrozumienia, dlaczego.
Nawiaze jednak do tego, co pisala tutaj Olivia. Z tym, ze ja nie nazwe tego brakujacego elementu "pasja". To moze byc raczej to, co sie dzieje w wielu zwiazkach - brak w nich zycia.
Z latami zycie jest poustawiane, wszystko zorganizowane i przewidywalne, rozmowy w sumie o wszystkim, jak sama piszesz, ale wlasciwie o niczym. Przynajmniej nie o tym najwazniejszym, o sobie, o nim, o nas. Bliskosc zanika, to miejsce zajmuje rutyna i przyzwyczajenie.
Dziwisz sie, jak on mogl to zrobic? Jak widac zylas z tym czlowiekiem i tak naprawde wcale go nie znalas. To jest ktos obcy i to nie dopiero od tej historii.
Wyglada na to, ze zyliscie razem, ale obok siebie. Od kiedy?

Nie chce wcale tego oceniac. Mozna i tak zyc i wiele ludzi tak zyje, nawet tego nie zauwazajac i jest im z tym dobrze. Przezywaja tak cale zycie.
Ale w takim ukladzie istnieje wlasnie to niebezpieczenstwo, ze jeden z partnerow nagle zauwazy cos innego, cos, co mu przypomni, ze tak naprawdeto zycie jest czyms bardzo intensywnym i ze nie chce zyc w dotychczasowym transie, nawet jesli byl wygodny, bo zycie przecieka przez palce.
I to przydarzylo sie Twojemu mezowi. On nie jest chory psychicznie. On chce czuc sie zywym.
A przy okazji wytracil i Ciebie z tego przyjemnego transu. Zmusil i Ciebie do ockniecia sie, choc w znacznie mniej przyjemny sposob, niz on sam to przezywa.
Tak dziala zycie i daje o sobie znac, gdy o nim zapominamy. Nikt nie ma gwarancji na to, ze nie bedzie bolalo, ze nie bedzie zmian.

Teraz jeszcze jestes w szoku i stare przyzwyczajenia chca koniecznie powrotu do poprzedniego stanu. Bo my ludzie jestesmy bardzo przywiazani do status quo.
Ale zapewniam Cie, ze nawet gdyby twoj maz zakonczyl obecny romans i wrocil do Ciebie, to tej starej rutyny juz nigdy nie bedziesz miec. Nie bedzie juz wygodnie, nie bedzie powrotu do tego co bylo przedtem, ani nawet do podobnego stanu.
Dlatego w kazdym wypadku byloby dobrze, gdybys zwrocila sie ku sobie samej i zaczela zyc bez meza i bez trzymania sie nadziei. Bo jak na razie on ciagle w Tobie siedzi i ciagle jeszcze jestes skierowana na niego. Im dluzej bedziesz sie tego trzymac, tym dluzej bedziesz cierpiec.
Nie rozpatruj tez motywow tej pani, bo to Ci nic nie da, oprocz kiepskiego samopoczucia. Slac na nia gromy probujesz tylko podreperowac jakos wlasne samopoczucie i wydac sie sobie samej lepsza w tej sytuacji, gdy czujesz sie pograzona. Ale to nie jest dobra metoda, zeby wyplynac na zewnatrz.

Wiem, ze jest bardzo ciezko. Ale wiem tez, ze tylko orientacja w innym kierunku niz dotychczas moze przyniesc Ci na dluzsza mete ulge i zadowolenie z zycia.
Zacznij sie zastanowiac, co lubisz robic, co juz zawsze lubilas, albo o czym marzylas jako dziecko czy mloda dziewczyna i moze znajdziesz ta swoja wlasna, zapomniana Tosie, ktora tez byla pelna zycia. Odkrywaj swoje talenty i zainteresowania i zajmuj sie nimi. Pomalutku, ale stale, zeby odwrocic uwage od tego dramatu i pustki, w ktorym siedzisz i skierowac umysl na inne tory. Z czasem zacznie to dawac rezultaty i bedziesz sie inaczej czula.

34

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Tosiu, a mnie zastanawia czy romans twojego męża z religijną (nie mylić z wierzącą) faktycznie tak krótko trwał, jak to tobie powiedziano, przedstawiono czy wmówiono. Czy przypadkiem nie było tak, że ten facet od lat prowadził regularne podwójne życie własnie z tą kobietą i dopiero teraz coś się między nimi wydarzyło takiego, że on postanowił przyznać się do wszystkiego? Masz pewność, że to aż taka nowa znajomość? I czy ona jest pierwszą jego boczną, czy też były wcześniej także inne? Może powinnaś sprawdzić sobie tego faceta korzystając z bardziej fachowej pomocy? Kto wie czy ty nie widzisz na razie czubka góry? Może żyłaś w jakiejś iluzji od lat? Napisałaś, że facet ten nie jest zdolny do udawania, do kłamstwa, a przecież pojechał z toba na urlop, udawał kochającego męża, a na boku miał juz tę religijną i był tuż tuż przed przeprowadzką. Musi być jakieś drugie dno tej sprawy, bo naprawdę aż ciężko jest uwierzyć w to, że chłop może być aż tak durny.

ja też uważam, że powiadomienie faceta tej baby byłoby dobrym posunięciem, bo mocno pchnęłoby sprawę do przodu. Jednak jesli zdecydujesz się na coś takiego, to musisz też liczyć się z tym, że zrobisz sobie z męża wroga numer jeden. Tamta baba wyskoczy bowiem na niego z pazurami i on ciebie będzie obwiniał, że ma z nią problemy. Musiałabyś być na 100/%pewna, że w razie czego poniesiesz wszystkie konsekwencje takiego swojego kroku. A może ktoś inny mógłby doniesć temu facetowi, co wyprawia religijna?

35

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Sensen, co do urwania kontaktów z Mężem to raczej On je urwał, bo przez te trzy miesiące rozmawialiśmy jedynie "służbowo", były to sporadyczne telefony i kilka spotkań. Teraz po rozmowie, gdzie wysłuchiwałam o Jego niewyobrażalnym "szczęściu" i tym, że On chce być z tą wierzącą panią (nie wiem czy ona tak samo chce skoro jakoś nie wprowadza się do mieszkania wynajętego przez mojego Męża) kontakty pewnie będą jeszcze rzadsze. Jak wcześniej pisałam Mąż kompletnie nie interesuje się tym co się ze mną dzieje. Dzień przed wyprowadzką był jeszcze normalnym, empatycznym i czułym Człowiekiem. Gdy zapytałam Go kim ja właściwie teraz jestem dla Niego, w odpowiedzi usłyszałam... swoje imię. O rozwodzie w zasadzie nie było mowy, tylko gdy zapytałam czy myśli nawet o ślubie z nią, odpowiedział, że myśli (ciągle nie wiem co myśli ta pani). Przypomniałam zatem, że jest żonaty, dopiero wówczas powiedział "no to trzeba będzie wziąć rozwód", choć nigdzie nie był w tej sprawie. Pytałam co podałby jako powód, odpowiedział, że nie wie, że "ludzie różne rzeczy piszą"... Odpowiedzi godne nastolatka.
To, że jestem zbyt cicha i pokorna mówią mi wszyscy, ale nadal nie potrafię zezłościć się na Męża, choć Pani psycholog dała mi zadanie aby wypisać krzywdy, jakie mi wyrządził. Z tym też mam pewien problem. Prawdopodobnie jestem z tych co to ponoć kochają za bardzo. Ale ja uważam, że albo się po prostu kocha, albo nie.

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Powiem ci co ja zrobiłam. Zadzwoniłam do owej pani i powiedziałam żeby ten według nich układ koleżeński się skończył, bo ja w jej życie z buciorami nie wchodzę, a jeśli tego nie zrobi to będzie miała w domu to samo co ja. Bo ona miała święty spokój, jej mąż o niczym nie wiedział, że żonka ma tak dobrego kolegę. Pani się trochę wystraszyła, ale nie na długo, po odkryciu kolejnej rozmowy telef. poprostu zadzwoniłam do jej męża. Oj biedna się rozwścieczyła, bo w domu awatnura, pretensje. oczywiście nie było tak dobrze, żeby się skonczyła ta przygoda. Próbowała mnie oczernić w oczach męza, zaczęła mu mówić, że wysyłam do niej sms. Dopiero wtedy mój mąż przejrzał na oczy, bo udowodniłam mu że to nie prawda. A wcześniej sama spakowałam i kazałam się wynosić, jeśli to relacje z koleżanką stawia nad naszą rodzinę. I tak na razie się skończyło, ale z zaufaniem mu będę miała problem chyba do końca życia. Sama nie wiem czy będę potrafiła z nim żyć normalnie, co prawda nie zdradził fizycznie, ale emocjoanlnie, a to bolało bardzo.

37 Ostatnio edytowany przez TosiaJ (2015-12-01 18:52:15)

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
oliwia9195 napisał/a:

Tosiu, a mnie zastanawia czy romans twojego męża z religijną (nie mylić z wierzącą) faktycznie tak krótko trwał, jak to tobie powiedziano, przedstawiono czy wmówiono. Czy przypadkiem nie było tak, że ten facet od lat prowadził regularne podwójne życie własnie z tą kobietą i dopiero teraz coś się między nimi wydarzyło takiego, że on postanowił przyznać się do wszystkiego? Masz pewność, że to aż taka nowa znajomość? I czy ona jest pierwszą jego boczną, czy też były wcześniej także inne? Może powinnaś sprawdzić sobie tego faceta korzystając z bardziej fachowej pomocy? Kto wie czy ty nie widzisz na razie czubka góry?

Romans trwa na pewno tak krótko, wiem o tym, sprawdziłam. Nie miał nigdy nikogo innego. Wiem co piszę. Dlatego tym bardziej jest to szokujące dla mnie, dla naszych znajomych i rodziny.

38

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Rozmyślania na temat tej kobiety nie mają żadnego sensu, bo nie byłaby ta, to byłaby inna- facet ten z jakiegoś powodu nie chciał tkwić w małżeństwie z tobą- może właśnie z powodu, jak ja to nazwałam przenosnie, tej pasji? Ta kobieta była tylko taką kropką nad "i", a tak naprawdę chodzi o coś całkiem innego. Bez wątpienia jest ta kobieta nieciekawą osobą, ale z drugiej strony ty nie znasz jej wersji wydarzeń- on kategorycznie zabronił ci kontaktowania się z nią. Ciekawe dlaczego? Czyżby tylko dlatego, że aż tak boi się ją zdenerwować? A może on ma coś jeszcze do ukrycia? Nie przerzucaj całej albo prawie całej odpowiedzialności na tę babę, bo możesz doznać szoku, jesli zaczniesz odważniej i wnikliwiej inwigilować tego człowieka. W twoich oczach on jawi ci się, jako ofiara jakiejś nawiedzonej i szalonej baby. gotowa byś była rzucić się na babę w obronie swojego misia. Bo gdyby nie ona, to matko święta- jakiz ten świat dalej mógł być cudowny. A tymczasem to troszkę inaczej działa- gdyby twój mąż nie chciał tej kobiety ani żadnej innej, to nawet gdyby chodziły przed nim całe stada gołych bab, on żadnej by nie tknął, a jesli nawet, to tylko by chwilowo  spuścić sobie z krzyża. Tymczasem twój mąż ujawnił tę kobietę światu, wyprowadził się od ciebie i zaczął nowe zycie bez względu na to, co myslisz i czujesz ty albo wasi znajomi czy rodzina. Nie jest więc do końca tak, że odpowiedzialność za całe zło w twoim i w męża życiu ponosi jego kochanka- dzisiaj właściwie już nie kochanka tylko partnerka.
musisz całkowicie zmienić swoje myślenie, bo inaczej do końca zycia bedziesz kręciła się wokół własnego ogona. On będzie sobie żył swoim zyciem i ciebie bedzie miał, wiadomo gdzie, a ty non stop bedziesz żyła nim i tym, co było.

39

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

aha, czyli że ona z nim nie mieszka.
W taki razie warto byłoby uderzyć w jej czuły punkt, czyli w dojną krowę, z którą ona mieszka.

40

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

TosiaJ, przede wszystkim bardzo współczuję Ci z powodu tego, co Cię spotkało. Przyłączam się do tych osób, które radzą Ci zdystansować się do męża.
Przestań się o niego troszczyć (nawet w myślach), nie czekaj na herbatki w jego kawalerce, ogranicz kontakt do spraw formalnych (najlepiej drogą mailową, żebyś nie musiała słuchać jego głosu), okaż mu obojętność.
Nie licz na jakieś jego "ludzkie" odruchy względem Ciebie, on odpłynął i zrobił to w wyjątkowo bezduszny sposób. Twojego męża już nie ma, to teraz inny człowiek, a Ty (jak już ktoś tutaj napisał) jesteś mu teraz kulą u nogi, przykre, ale niestety prawdziwe.
Z babą nie kontaktuj się, nic Ci to nie da, ona dobrze wie co robi, a przecież nie ma skrupułów. Taką rozmową dołożyłabyś sobie jeszcze stresu, a i tak masz go w nadmiarze.
Zastanawiasz się nad poinformowaniem człowieka, z którym ona żyje. Ja jestem za tym, żeby w takich sytuacjach informować zdradzanych, sama nie chciałabym żyć w niewiedzy, gdzie wszyscy wiedzą, a pod latarnią najciemniej.
Zastanów się jednak nad tym, zasięgnij informacji na jego temat i relacji jakie ich łączą, bo jeżeli jest to już starszy człowiek, to taka wiadomość mogłaby np. odbić się na jego zdrowiu. Jeśli on jest stary i w jakimś sensie zdany na nią, to może woli udawać, że nie wie. Musiałabyś się czegoś konkretnego o nim, o nich dowiedzieć.
TosiaJ, tymczasem, mimo tego wszystkiego, co przeżywasz, postaraj się zajmować sobie czas różnymi działaniami, zajęciami, wychodzić z domu, spotykać się z ludźmi, nawet, gdy trudno Ci się zmobilizować powodu sytuacji w jakiej się znalazłaś.
Potraktuj to jako trening, jako inwestycję w przyszłość, bez względu na to czy mąż się ogarnie, czy nie, bo przecież Ty prędzej, czy później musisz stanąć na nogi.

41

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
josz napisał/a:

TosiaJ,
Z babą nie kontaktuj się, nic Ci to nie da, ona dobrze wie co robi, a przecież nie ma skrupułów. .

Święte słowa smile

42

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Oliwio, właściwie to nie wiem czyją partnerką jest ta pani...
Nie doczytałaś jednak, że nie usprawiedliwiam Męża upatrując jedynie w niej winę. Mało tego, cały czas szukając także w sobie przyczyny analizuję swoje postępowanie jako żony przez nasze wspólne lata. Nikt nie jest ideałem, dostrzegałam także wady Męża (a kto ich nie ma?) ale czy to powód aby iść na skróty i nagle wywracać na star(sz)e lata życie do góry nogami?
Chwilowo Mąż zapomniał o swoich dolegliwościach i kreuje się na kogoś innego. Stwarza pozory, których sam może paść ofiarą. Oboje chyba grają przed sobą. Jednak życie to nie teatr. Tylko, że w tym stanie emocjonalnym On kompletnie tego nie rozumie. Nie analizuje nawet sprzecznych informacji jakie podaje Mu o sobie ta kobieta. To mnie przeraża, ta naiwność i bezkrytyczność oraz idealizowanie do granic absurdu tej kobiety.

43

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
josz napisał/a:

Zastanawiasz się nad poinformowaniem człowieka, z którym ona żyje. Ja jestem za tym, żeby w takich sytuacjach informować zdradzanych, sama nie chciałabym żyć w niewiedzy, gdzie wszyscy wiedzą, a pod latarnią najciemniej.
Zastanów się jednak nad tym, zasięgnij informacji na jego temat i relacji jakie ich łączą, bo jeżeli jest to już starszy człowiek, to taka wiadomość mogłaby np. odbić się na jego zdrowiu. Jeśli on jest stary i w jakimś sensie zdany na nią, to może woli udawać, że nie wie. Musiałabyś się czegoś konkretnego o nim, o nich dowiedzieć.

Jest bardzo żwawy i energiczny jak na swój wiek, nie jest absolutnie chory. Chyba jeszcze aktywny zawodowo. Jest zamożny i zdaje się, że on utrzymuje tę panią. Zatem pytanie kto na kogo jest w tym związku bardziej zdany?

44

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Tosia, widzę, że główny nurt twoich rozważań i myśli to: jak ratować mojego biednego misia przed zagładą?
nie uratujesz - rozumiesz,
ratuj siebie dziewczyno, przed szaleństwem i obłędem
ja będę z tych co to potrząsnąć muszą wink

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

45

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
emde napisał/a:
josz napisał/a:

TosiaJ,
Z babą nie kontaktuj się, nic Ci to nie da, ona dobrze wie co robi, a przecież nie ma skrupułów. .

Święte słowa smile

Tak sobie myślę, że może być też druga strona medalu, dlaczego Twój mąż tak kategorycznie nie godzi się na Twój kontakt z nią.
Może on, od dawna znudzony, znalazłszy ją gdzieś tam w necie? w momencie, gdy poczuł do niej miętę, przedstawił jej zupełnie fałszywy obraz Waszego małżeństwa.
Może sprzedał jej klasyk w postaci; od dawna żyjemy obok siebie, żona... (i tu można wpisać różne opowieści jaka to zła, niezrównoważona, wszystko co najgorsze), że rozwód był tylko kwestią czasu, że był Tobą z litości bo...chora, biedna itd.
Może ta baba sądziła, że wiąże się z teoretycznie wolnym człowiekiem, a wręcz wybawia go z kłopotów, co jej absolutnie nie usprawiedliwia.
Przeczytaj sobie wątek ivy (choć wobec niej nie mam tak krytycznej opinii)
Nadal twierdzę, że Twoja rozmowa z nią przyniosłaby Ci więcej szkody, niż pożytku, ale może napisz do niej list i przedstaw, jak się sprawy mają z Twojego punktu widzenia.
Reakcją męża się nie przejmuj, on nie przejmuje się Tobą.
Nie zapominaj, że głównym sprawcą Twojego nieszczęścia jest właśnie on.

46

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
TosiaJ napisał/a:

[ Jest bardzo żwawy i energiczny jak na swój wiek, nie jest absolutnie chory. Chyba jeszcze aktywny zawodowo. Jest zamożny i zdaje się, że on utrzymuje tę panią. Zatem pytanie kto na kogo jest w tym związku bardziej zdany?

Wygląda na to, że zebrałaś sporo informacji na temat tej baby i jej "partnera"/sponsora, więc działaj.
Tylko, zwróć uwagę na to, że takimi działaniami, być może trochę skomplikujesz jej życie, a przecież nie o zemstę tutaj chodzi.
Ty chcesz odzyskać męża i rozumiem, że dążysz do tego, żeby on przejrzał na oczy, z kim ma do czynienia.
Obawiam się, że Twoje działania wzbudzą w nim wściekłość (czym akurat nie przejmowałabym się), jednak na ten moment on i tak niczego nie zrozumie.
Wcześniej chciałam Ci napisać, żebyś wzbudziła w sobie choć trochę złości na niego, piszesz, że nie potrafisz, postaraj się jednak. zacznij myśleć o nim jak o bezdusznym draniu, a nie biednym zmanipulowanym misiu.

47

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

W życiu nie ma nic pewnego oprócz śmierci i podatków wink Niestety,Twojego męża "trafiło".Po prostu.Nie ma sensu zastanawianie się dlaczego.Bo na to nie ma odpowiedzi.Myślę,że "okolicznością sprzyjającą",a nie "powodem" było to Wasze ustabilizowane życie.W którym nic "niespodziewanego" już się nie zdarza.A jednak,Jemu się zdarzyło.Nie usprawiedliwiam Go,jeżeli zdradził Ciebie,to jest ostatnią świnią nie odchodząc wcześniej.Zauroczenie można zwalczyć,zdrady można nie popełnić,ale jeżeli się zakochał,to nic na to nie poradzisz.Nikt nie powiedział,że kocha się w życiu tylko raz,mimo iz wielu się wydaje...życzę dużo siły.I miej nadzieję na lepsze dni.

"Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć" - Ernest Hemingway

48

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
Marajka napisał/a:

Nawiaze jednak do tego, co pisala tutaj Olivia. Z tym, ze ja nie nazwe tego brakujacego elementu "pasja". To moze byc raczej to, co sie dzieje w wielu zwiazkach - brak w nich zycia.
Z latami zycie jest poustawiane, wszystko zorganizowane i przewidywalne, rozmowy w sumie o wszystkim, jak sama piszesz, ale wlasciwie o niczym. Przynajmniej nie o tym najwazniejszym, o sobie, o nim, o nas. Bliskosc zanika, to miejsce zajmuje rutyna i przyzwyczajenie.
Dziwisz sie, jak on mogl to zrobic? Jak widac zylas z tym czlowiekiem i tak naprawde wcale go nie znalas. To jest ktos obcy i to nie dopiero od tej historii.
Wyglada na to, ze zyliscie razem, ale obok siebie. Od kiedy?

Nie chce wcale tego oceniac. Mozna i tak zyc i wiele ludzi tak zyje, nawet tego nie zauwazajac i jest im z tym dobrze. Przezywaja tak cale zycie.
Ale w takim ukladzie istnieje wlasnie to niebezpieczenstwo, ze jeden z partnerow nagle zauwazy cos innego, cos, co mu przypomni, ze tak naprawdeto zycie jest czyms bardzo intensywnym i ze nie chce zyc w dotychczasowym transie, nawet jesli byl wygodny, bo zycie przecieka przez palce.
I to przydarzylo sie Twojemu mezowi. On nie jest chory psychicznie. On chce czuc sie zywym.
A przy okazji wytracil i Ciebie z tego przyjemnego transu. Zmusil i Ciebie do ockniecia sie, choc w znacznie mniej przyjemny sposob, niz on sam to przezywa.
Tak dziala zycie i daje o sobie znac, gdy o nim zapominamy. Nikt nie ma gwarancji na to, ze nie bedzie bolalo, ze nie bedzie zmian.

Co do przewidywalności - zgadzam się w pełni. Nasze życie nie było jednak pasmem stagnacji. Szczerze mówiąc to ja częściej inicjowałam jakieś działania. Mieliśmy też oboje zajęcia, które należały do naprawdę aktywnych i podnoszących adrenalinę. Nie wiem czy obecne "pielgrzymowanie" po mszach czy innych spotkaniach religijnych gdzie bywa ta kobieta jest tak atrakcyjne i że dostarcza takich emocji, zważywszy na fakt, że postępowanie wobec najbliższych całkowicie przeczy regułom wiary. Sądzę, że Mąż raczej podąża za tą kobietą, niczym "pies" na zawołanie wtedy, kiedy ona ma czas i ochotę, a nie w poszukiwaniu duchowego spełnienia. Niestety, to też napawa mnie wielkim smutkiem, bo nie jest to właściwa droga...

49 Ostatnio edytowany przez TosiaJ (2015-12-01 22:53:37)

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
josz napisał/a:

Tak sobie myślę, że może być też druga strona medalu, dlaczego Twój mąż tak kategorycznie nie godzi się na Twój kontakt z nią.
Może on, od dawna znudzony, znalazłszy ją gdzieś tam w necie? w momencie, gdy poczuł do niej miętę, przedstawił jej zupełnie fałszywy obraz Waszego małżeństwa.
Może sprzedał jej klasyk w postaci; od dawna żyjemy obok siebie, żona... (i tu można wpisać różne opowieści jaka to zła, niezrównoważona, wszystko co najgorsze), że rozwód był tylko kwestią czasu, że był Tobą z litości bo...chora, biedna itd.
Może ta baba sądziła, że wiąże się z teoretycznie wolnym człowiekiem, a wręcz wybawia go z kłopotów, co jej absolutnie nie usprawiedliwia.
Przeczytaj sobie wątek ivy (choć wobec niej nie mam tak krytycznej opinii)
Nadal twierdzę, że Twoja rozmowa z nią przyniosłaby Ci więcej szkody, niż pożytku, ale może napisz do niej list i przedstaw, jak się sprawy mają z Twojego punktu widzenia.
Reakcją męża się nie przejmuj, on nie przejmuje się Tobą.
Nie zapominaj, że głównym sprawcą Twojego nieszczęścia jest właśnie on.

Nie znalazł jej w necie, to ona przyszła jako klientka, być może zostawiła telefon aby zadzwonić kiedy usługa będzie wykonana, choć terminy realizacji są podawane klientom już przy zamawianiu. Zadzwonił, w tym momencie ona miała już do Męża kontakt i... Wie, że jest żonaty, nie wiem co na mój temat powiedział Mąż. Natomiast o niej mówił, że to osoba "po przejściach", bardzo religijna, w zasadzie obraz samarytanki, która poświęca się choremu, starszemu partnerowi i mimo, że nie mają ślubu, to ona go nie zostawi. O tym, że tak naprawdę ów pan jest zdrowy i żwawy - już pisałam...

50

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
TosiaJ napisał/a:

Niestety, to też napawa mnie wielkim smutkiem, bo nie jest to właściwa droga...

ale jego droga, Tosiu
to dorosły chłop, nie twoje dziecko, nie traktuj go jak zagubionego chłopczyka
on dokonał wyboru, poszedł za tamtą, zostawił ciebie ...
jak można Tobie pomóc?

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

51

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
in_ka napisał/a:

jak można Tobie pomóc?

Dziękuję za to, że piszecie w moim jakże bolesnym dla mnie temacie, że w ogóle chcecie o tym czytać. Nie wiem kiedy i w jaki sposób się z tego wykaraskam, nie ukrywam, że żyję nadzieją na jednak opamiętanie się tej kobiety i Męża, choć pewnie złudna to nadzieja. Chyba mam też zbyt wielki margines tolerancji, ale jest mi bardzo bliski także przez te 28 wspólnych, dobrych lat. Moje uczucie nie wygasło, pomimo tego co i w jaki sposób mi zrobił... sad

52

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

i nie wygaśnie, bo to niemożliwe ...
ale uczucie nie rozwiąże problemów, uczucie tylko z jednej strony
natomiast to uczucie może zniszczyć ciebie Tosiu

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

53

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Tosia, jesteś niezwykła.
Bo idziesz tak bardzo w zgodzie z własnymi uczuciami. Nawet to wspólne kupowanie drobiazgów do jego kawalerki (kawalerki?! jest jakaś inna nazwa? lokum.. garsoniera?) - musiało cię to rozwalić na kawałki, ale zrobiłaś bo tak czułaś. Po tym, co i jak piszesz, wyobrażam sobie mądrą i spokojną, harmonijną kobietę. Myślę, że Ty nie potrzebujesz rad tylko wsparcia. Tak bardzo Ci życzę, żeby udało Ci się teraz być dla siebie taką łagodną i wyrozumiałą jak dla tego.. Pana.

No ja Ci rad nie dam, bo sama nie ogarniam jak wiesz. Ale chciałabym być taką oazą spokoju i cichego opanowania.

54

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...
Atelka napisał/a:

Ale chciałabym być taką oazą spokoju i cichego opanowania.

a potem przychodzi jedna noc, jedna chwila i ...
nie ma oazy spokoju i cichego opanowania - jest tragedia,
dlatego krzyk jest bezpieczniejszy, chociaż bardziej uciążliwy,
kiedy przyjdzie Tosiu czas na krzyk? na złość?

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

55

Odp: Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Sama nie wiem skąd we mnie tyle opanowania.
W zasadzie nie wiem co dalej robić, utknęłam w miejscu. Nie mam już nawet siły na myślenie o jakiejś przyszłości, chyba nie mam też chęci. To było tsunami, które rozbiło mnie w drobny pył.
Pozostaje wiara, nadzieja i ... miłość sad

Posty [ 1 do 55 z 224 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Porzucona po 28 latach, "bo się zakochał"...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018