porzucona przez męża katoliczka - musi być sama? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 55 ]

Temat: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Porzucona po 22 latach małżeństwa. Muszę żyć w celibacie do końca życia mojego lub męża... Albo w grzechu...
Niewygaśnięte libido.
Do  podłego nastroju związanego z tym, że czuję się jak stare porzucone kapcie,  brakiem poczucia wartości,  utratą poczucia bezpieczeństwa,  kobiecości itd. dochodzi jeszcze to...

Słaba jestem jako katolik, mam żal do Boga, że mi to zrobił - myślałam, że coś mi się należy za posrane dzieciństwo. Boję się mu tak do końca zawierzyć, bo obawiam się losu Hioba.

Mam poczucie przegranego życia

Co zrobiłam z talentami, które dał mi Bóg?

Jestem?
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Sonia2012 (2014-12-01 22:15:15)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Witaj,
nic nie musisz smile masz wolna wolę, to po pierwsze.

Myslałaś o tym, że mogło być gorzej...to po drugie smile
A po trzecie, spojrz na to co masz, mimo wszystko i podziękuj Jemu. Masz za co...
pozdrawiam Cię serdecznie
Hiob w spódnicy

Zwycięzcy nigdy nie rezygnują, rezygnujący nigdy nie zwyciężają.

Jest mnóstwo ludzi na świecie...którzy powiedzą Ci, że nie dasz rady. Ty musisz po prostu odwrócić się i powiedzieć - No to patrz!

3

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Witam..
Masz żyć tak , abyś byla szczęśliwa.. Pisząc tak , też powolam się na ''WOLNĄ WOLĘ''..
Jestem osobą wierzącą w Boga , nie w system i "paragrafy'' KK.(niekture bywają nie do przyjęcia)
Żyj swoim życiem, zgodnie z wlasnym sumieniem, potrzebami i godnością..

''W I E L U wie wiele, NIKT wszystkiego'' - przyslowie lacińskie.

4

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
weronka44 napisał/a:

Porzucona po 22 latach małżeństwa. Muszę żyć w celibacie do końca życia mojego lub męża... Albo w grzechu...
Niewygaśnięte libido.
Do  podłego nastroju związanego z tym, że czuję się jak stare porzucone kapcie,  brakiem poczucia wartości,  utratą poczucia bezpieczeństwa,  kobiecości itd. dochodzi jeszcze to...

Słaba jestem jako katolik, mam żal do Boga, że mi to zrobił - myślałam, że coś mi się należy za posrane dzieciństwo. Boję się mu tak do końca zawierzyć, bo obawiam się losu Hioba.

Mam poczucie przegranego życia

Co zrobiłam z talentami, które dał mi Bóg?

"Wiem, że Ty wszystko możesz, i że każdy zamiar możesz przeprowadzić.
Kimże jest ten, który bezrozumnie zaciemnia Twe plany? Mówiłem o rzeczach, których nie pojmowałem, o sprawach zbyt dla mnie wzniosłych, których ogarnąć nie zdołam."Job 42:2-3 - powiedział Hiob smile
...............
Gwarantuje Ci że Boga w tym co się stało nie było. On był w okolicy, ale nie udzielał się w Twoim życiu. Gdybyś żyła z Bogiem w relacji co najmniej takiej jak z mężem, nie byłoby problemów i znalazłabyś drogę o której mówi Jezus Nikodemowi w ew. Jana.
Ale z autopsji wiem [jako niegdysiejszy katolik] że katolicy nie traktują Boga poważnie, lekceważą Go i [czasami] plują w twarz.
[Dziękuję Bogu za wiele prób Hioba bo to człowieka oddanego Bogu umacnia i wypala.]

Jako katolik nie masz szans przetrwać nawet myśli o Hiobie, ale gdybyś była Bożym dzieckiem żyłabyś myślą że kto nie przejdzie ciemnej doliny jaką przeszedł Hiob nie jest godzien życia wiecznego. To nie wielka cena za wieczność.:)

...........................
"Kogo bowiem Pan miłuje, tego smaga, a chłoszcze każdego, którego za syna przyjmuje.
Jeśli znosicie karanie, Bóg obchodzi się z wami jak z synami. Jaki to bowiem syn, którego ojciec nie karze?
A jeśli jesteście bez karania, którego wszyscy są uczestnikami, wtedy jesteście bękartami, a nie synami.
  Poza tym nasi cieleśni ojcowie nas karali, a szanowaliśmy ich. Czyż nie tym bardziej powinniśmy poddać się Ojcu duchów, abyśmy żyli?
Tamci bowiem karali nas przez krótki czas według swego uznania. Ten zaś czyni to dla naszego dobra, abyśmy byli uczestnikami jego świętości.
  A żadne karanie w danej chwili nie wydaje się radosne, ale smutne. Potem jednak przynosi błogi owoc sprawiedliwości tym, którzy przez nie byli ćwiczeni.
  Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i omdlałe kolana.
Prostujcie ścieżki dla waszych stóp, aby to, co chrome, nie zeszło z drogi, ale raczej zostało uzdrowione.
Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do świętości, bez której nikt nie ujrzy Pana". Heb 12:6-14 
...........................
Job 42:12-13  "A Jahwe błogosławił Hiobowi w ostatnich czasach bardziej aniżeli na początku: miał on czternaście tysięcy owiec, sześć tysięcy wielbłądów, tysiąc par wołów i tysiąc oślic. Miał także czternastu synów i trzy córki"
........................
Ludzie są tak pełni pychy i samouwielbienia, że nie potrafią spojrzeć w lustro aby poszukać winnego .....

5

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Brak mi wiary...

Czasem myślę, że jestem we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Czasem tylko ufam Bogu. Czasem o nim myślę... Więc i Bóg myśli o mnie tylko czasem?
Nie sądzę, chcę wierzyć że mnie kocha jak ojciec i chce dla mnie jak najlepiej. Ale wątpliwości mam wciąż.
Wiem, że jestem pyszna a do tego i próżna, zazdroszczę. Żałuję
Chcę być lepsza - to też może być pycha...
Za mało z Nim rozmawiam

W sumie tak się bałam tego cierpienia hiobowego a przecież teraz cierpię, i żyję

Jestem?

6

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
weronka44 napisał/a:

Brak mi wiary...

Czasem myślę, że jestem we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Czasem tylko ufam Bogu. Czasem o nim myślę... Więc i Bóg myśli o mnie tylko czasem?
Nie sądzę, chcę wierzyć że mnie kocha jak ojciec i chce dla mnie jak najlepiej. Ale wątpliwości mam wciąż.
Wiem, że jestem pyszna a do tego i próżna, zazdroszczę. Żałuję
Chcę być lepsza - to też może być pycha...
Za mało z Nim rozmawiam

W sumie tak się bałam tego cierpienia hiobowego a przecież teraz cierpię, i żyję

Stań na drodze do dziecięctwa Bożego poszukaj drogi do Niego a On da Ci wszelkie zrozumienie i usunie z oczu łzę.
Stań się dzieckiem Boga, poznaj Jego Syna Jezusa Chrystusa. Poczytaj sobie ewangelie z miłością. Módl się własnymi słowami do Boga w Imię Jezusa Chrystusa.Pamiętaj, że żywą relacja z Bogiem jest modlitwa i wzdychanie do Niego samego. Żaden inny pośrednik poza Jezusem Chrystusem nie umożliwi Ci symbiozy z Niebieskim Ojcem.Jeden jest TYLKO pośrednik do Boga - człowiek Jezus Chrystus.
Też kiedyś byłem żonaty - przed nowym narodzeniem...
Nie szukam kolejnej a minęło 25 lat.
smile))

7

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Jestem po rozwodzie od 6 lat. Powoli dojrzewam do apostazji. Na moją decyzję główny wpływ mieli przedstawiciele KRK o to, jak traktowali mnie i mój problem. Zniechęcili mnie całkiem skutecznie do dalszej przynależności do tego Kościoła.

Nikogo nie obwiniam o to, jak potoczyło się moje życie, bo to były moje wybory. Moja całkowicie wolna wola.

Teraz jestem szczęśliwa, żyję w zgodzie ze sobą i ze swoim sumieniem. Nie jestem sama, żyję w związku partnerskim, opartym na zrozumieniu, głębokiej miłości, szacunku i pełnej akceptacji. Nie chciałabym cofnąć czasu. Dzięki temu, co przeżyłam potrafię docenić to, co mam.

W stosunku do KK czuję się pokrzywdzona. Między innymi przez to, jak ogólnie postrzega się tam osoby rozwiedzione, jak wmawia im się że są winne, jak się je krzywdzi i zastrasza. Przeżyłam też stalking ze strony pewnego księdza i gdyby nie moja  zdecydowana reakcja - nagranie rozmów telefonicznych na dyktafon i groźba złożenia skargi do kurii to nie wiem, jak by się to skończyło. Miałam wtedy depresję, leczyłam się. Mogłam się jeszcze bardziej załamać.

To jaki był mój były mąż, co mi zrobił nie ma nic wspólnego z moją wiarą lub jej brakiem. Po prostu Bóg nie ma tu nic do rzeczy. Natomiast moje mniej lub bardziej świadome wybory owszem. Nie uważam, że Bóg powinien mi cokolwiek wynagradzać. Jestem kowalem swojego losu. Jak będę chciała mieć w życiu fajnie, to sobie tak zrobię i tyle. Nie zdaję się na łaskę i niełaskę. Nie płynę z prądem. Przeżyłam już jedno załamanie, a teraz działam.

Bliska jest mi mistyka chrześcijańska i zen. Nie nazywam Boga osobą. On nie jest nią. To absolutna, wszechogarniająca rzeczywistość miłości, która nie stoi w opozycji do człowieka, nie wpływa więc na nasze losy. Wystarczy się w niej zanurzyć/całkowicie jej poddać, żeby życie i sposób postrzegania uległy zmianie. Tu nie ma miejsca na pośrednika, jak napisał PawełM. Pośrednik oddala. Czujesz, że On jest daleko, bo do tego doprowadziło cię myślenie schematami, którego uczą w KK.

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Też myślę że sposób dojścia do Boga jaki prezentuje Kościół nie może być jedynym. Wystarczyło pooglądać twarze w Kościele lub na ostatnim 23-leciu radia Maryja w Toruniu. Ci ludzie są  po prostu smutni. W końcu to ludzie utworzyli ten cały schemat działania Kościoła. Może czas go zmienić? Patrzę na dzieci w Kościele i stwierdzam że ta nędzna garstka która jeszcze chodzi przeraźliwie sie nudzi. I ja sie nudzę tylko nauczono mnie posłuszeństwa. Nie polemizuję z nauką Chrystusa, nie wiem nawet czy on istnieje ale naprawdę nie wiem jaka ta nauka była. Podstawą dla mnie jest miłość. Reszta chyba z niej wynika. Bogu myślę że zależy na tym bym do niego szedł a jaką drogą - czy to ma znaczenie? wyobrażam sobie z punktu widzenia istoty która ma miliardy lat - cóż to jest Kościół? To pomysł ostatnich chwil na jednej z planet. Tyle już było tych chwil...

9 Ostatnio edytowany przez last (2014-12-02 22:40:33)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Weroniko
Być może się mylę, ale czytając Twoje posty odczuwam w nich pustkę i smutek. Piszesz ,że brak Ci wiary. Wiara to coś o co trzeba zabiegać. Rozmawiaj z Bogiem i proś Go, aby umocnił Twoją wiarę. Sama napisałaś ,że za mało rozmawiacie. Ciągłe zamartwianie także może osłabić wiarę i utratę zaufania do Boga. Apostoł Paweł określił brak wiary jako "grzech, który nas łatwo omotuje".Ponieważ słowa te odniósł także do siebie, być może sam niekiedy dawał się "łatwo omotać" i chwilami jego wiara słabła. W Biblii możemy przeczytać jeszcze inne przykłady , gdy bogobojnym ludziom zabrakło wiary. Z drugiej strony Biblia opisuje też przykłady ludzi, którzy przestali ufać Bogu i ponieśli tego poważne konsekwencje. Jak widać ,w skrajnych wypadkach brak wiary wypływał z niegodziwości serca. Pismo Święte pomaga nam odróżnić zwykłe zatroskanie od grzechu jakim jest brak wiary. Brak wiary może być również związany z brakiem znajomości natchnionej duchem Bożym Biblii. Wyznawcy różnych kościołów mogą mieć co prawda Biblię, ale jeśli zamiast Słowa Bożego wpaja im się nauki ludzkie, to w rzeczywistości nie będą wierzyć w Boga ani w Jego zamierzenie. Przy rozwiązywaniu problemów życiowych będą się kierować własnym zdaniem lub zdaniem innych ludzi. Wszyscy mamy słabości z którymi   przychodzi nam walczyć i pozbywać się ich. Pycha jest trudna do wyeliminowania, ale jeśli modlisz się do Boga , to On Cię wspiera. Nie wiem na czym ma polegać Twoja chęć bycia lepszą, ale jeśli to niezdrowa ambicja, to rzeczywiście warto nad tym popracować. Jeśli natomiast chęć bycia lepszą ma wymiar bardziej wartościową duchowo, to nie ma w tym pychy. Pamiętaj ,że nie jesteś sama w tej walce. smile Hiob co prawda przeszedł wiele udręk , ale to nie znaczy ,że Ty także musisz tak mieć. Skup się na Bogu, na tym po co właściwie dał nam Biblię, a zobaczysz ,że On jest kochającym Ojcem.

10 Ostatnio edytowany przez Sonia2012 (2014-12-04 08:39:41)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Weronika  poruszyłaś trudny temat.
wewnętrzny dysonans...to rozdarcie, porozwalane klocki życia z których nie bardzo wiadomo jak dalej budowac.
Obawiam się, że nie ma gotowej recepty...

Zwycięzcy nigdy nie rezygnują, rezygnujący nigdy nie zwyciężają.

Jest mnóstwo ludzi na świecie...którzy powiedzą Ci, że nie dasz rady. Ty musisz po prostu odwrócić się i powiedzieć - No to patrz!

11

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Jako młoda dziewczyna modliłam się by w życiu  kochać i być kochaną. Tylko na tym mi zależało, położyłam przez to szansę na rozwój zawodowy /inni sie uczyli a ja szukałam uczuć/. Kiedy poznałam męża wydawało mi się, że to dar od Boga. No zresztą, w sumie, teraz jednak też tak uważam. Po coś Bóg postawił go na mojej drodze.

To, że eks mnie nie kocha  nie powinno mieć znaczenia dla tego, że ja jego tak - miłość to nie handel wymienny.
Chciałam prawdziwej miłości. Chciałam kochać naprawdę, jak u św. Pawła /Kor/ I wydawało mi się, że ja to mam. Ale teraz widzę, że chyba jednak nie. 

Teraz czytam, że "kochaj siebie samego, a potem tak samo bliźniego"
Teraz próbuję się odkochać, bo nie chcę być o niego zazdrosna, nie chcę już walczyć z negatywnymi myślami na jego temat, zaakceptować sytuację.

Czy ja naprawdę chcę żeby on był szczęśliwy?
To jaka jest/była tak naprawdę moja miłość?

Nie dam rady podzielić sie z nim opłatkiem w tym roku

Jestem?

12

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Też kiedyś myślałam, że eks jest darem od Boga. A potem okazał się mieć totalnie krzywo pod deklem. Dzisiaj myślę, że nie ma czegoś takiego, że Bóg zsyła nam drugą osobę. Po prostu my same wybieramy - lepiej lub gorzej. Ale na ogół nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak za kilka lat zmieni się dana osoba. Nie jestem zwolenniczką przekonania o zdeterminowaniu ludzkiego losu, o zależności naszego życia od woli Boga. To my wybieramy, my kształtujemy życie według naszych potrzeb i pragnień.

Gdybym kochała siebie, wtedy - kiedyś, to pewnie nie związałabym się z tamtym człowiekiem. Albo uciekła od niego zanim stanęłabym przed ołtarzem.

Kluczem w mojej i twojej sytuacji jest jedno słowo: wybaczenie. Ale to przychodzi z czasem. Teraz nie walcz z uczuciami, z tym całym żalem, a potem i z nienawiścią, bo jej etap też przeżyjesz. Nie musisz czuć niczego wbrew sobie. Nie musisz chcieć, by on był szczęśliwy. Zadbaj o siebie. O swoje szczęście przede wszystkim. O zdrową, czystą miłość własną. Nie mam na myśli egoizmu. Po prostu silne, mocne poczucie własnej wartości. Ale najpierw pozwól sobie na cierpienie, nie tłum go w sobie. Nie łam się opłatkiem jeśli nie chcesz. Nie spędzaj z nim świąt, jeśli nie czujesz potrzeby. Nie musisz, naprawdę niczego nie musisz. Przeżyj te uczucia do końca. A za jakiś czas, jak spełni się afirmacja, którą masz w stopce po prostu wybaczysz i pójdziesz dalej.

13

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Emilia ładnie napisałaś...tak ciepło i harmonijnie.
Piszesz o wybaczeniu jako kluczu...a ja uwazam, ze to klucz nr 2.Pierwszy klucz, do pierwszych dzwi to POKOCHANIE SIEBIE, ZATROSZCZENIE SIE o siebie...wybaczenie wczesniej nie jest mozliwe.
Tak ja to widzę.To ten element, którego Weronika zabrakło Ci w relacji z byłym.
Zapomniałaś o sobie...
Czy potrafimy kochac prawdziwie kogos drugiego gdy nie mamy milosci do siebie samej?
Twoje dylematy są moimi...dziękuję Ci za rozpoczęcie tego wątku.

Zwycięzcy nigdy nie rezygnują, rezygnujący nigdy nie zwyciężają.

Jest mnóstwo ludzi na świecie...którzy powiedzą Ci, że nie dasz rady. Ty musisz po prostu odwrócić się i powiedzieć - No to patrz!

14

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Bóg stworzył nas jako istoty społeczne.
Chcąc być z nim w zgodzie /"co Bóg złączył..."/ powinnam nauczyć być szczęśliwa sama ze sobą i żyć w celibacie.
To chyba dla mnie za trudne.
Potrzebuje miłości drugiego człowieka. Ale żeby to było zdrowe /choć grzeszne - mówię o ew. przyszłym związku/ muszę nauczyć się kochać siebie.  W tym nauczyć się być szczęśliwa sama ze sobą. Może wtedy się okaże, że po co mi druga osoba?

Muszę i chcę także wybaczyć sobie, wciąż mam poczucie winy za spieprzony związek. Nie potrafię spojrzeć na to obiektywnie, ale wydaje mi się, że mogłam bardziej się starać...

Ta zdrada/porzucenie wydobyło ze mnie tyle negatywnych cech, myśli /z których się też tu "spowiadam":)/
Tak, że poznaję siebie.
Zdaje się, że głównym motorem mojego postępowania jest strach.
A on wynika z braku wiary i zaufania. 
Czy nie sa to łaski od Boga?

Jestem?

15 Ostatnio edytowany przez last (2014-12-05 16:45:15)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Weroniko
Nie znam Twojej historii. Nie bardzo też rozumiem co masz na myśli pisząc o łasce Bożej. Czyżbyś myślała ,że uświadamiając sobie swoje wady doznałaś łaski od Boga? Wiesz kiedy małżeństwo jest najsilniejsze? Gdy jest połączone "potrójnym sznurem". Taki sznur nie jest łatwo przerwać i nie chodzi tu bynajmniej o dzieci, które jakoby cementują związek, ale o Boga. Jeśli oboje małżonkowie pamiętają o Nim i Jego zasadach, to łatwiej jest im pokonywać różnego rodzaju przeciwności. W Liście do Rzymian 3:23 pisze "Bo wszyscy zgrzeszyli i brakuje im chwały Bożej", dlatego nie ma ludzi idealnych, a związek tworzą niedoskonali ludzie, którzy mimo wszystko potrafią znosić siebie nawzajem i wspaniałomyślnie sobie przebaczać.  Przecież odtąd są "jednym ciałem". Jeśli nie było zdrady fizycznej , a jesteście w separacji to rzeczywiście rozstając się powinniście zachować powściągliwość. Inaczej dopuścilibyście się cudzołóstwa. Nie wiem co masz na myśli pisząc ,że zepsułaś swój związek i przed czym tak naprawdę odczuwasz strach? Czy przed samotnością czy przed Bogiem? Czytanie Biblii jest jak przeglądanie się w lustrze i tak jak pisze Jakub- jedni się przeglądają i odchodząc zapominają jakimi są ludźmi, a inni analizują co mogą w swoim życiu i postępowaniu poprawić i to robią. smile

16 Ostatnio edytowany przez weronka44 (2014-12-05 19:36:23)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

last - mój wątek /że tak powiem -główny/ jest  w zakładce zdrada, rozstanie...

Wiara i ufność - to łaski boże?

A, no i niestety mój mąż jest niewierzący /chyba, bo nie praktykuje, na moje pytania o Boga ostatnio odpowiadał:"no, chyba ktoś tam jest"/

Jestem?

17

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Weroniko
Przeczytałam Twój wątek. Napisałaś ,że Twoje małżeństwo trwało 22 lata. To całkiem niezły staż wspólnego pożycia. Ale nie jesteś sama i to właśnie jest Twoją ochroną. Wsparcia możesz także szukać u Boga, bo On rozumie jak trudna jest sytuacja zdradzonych i porzuconych małżonków. Szkoda ,że ludzie nie kierują się zasadami Bożymi, gdyby tak czynili, to liczba rozwodów byłaby z pewnością dużo mniejsza. Rozwód i zdrada to trauma dla wszystkich, czy nie ma szans na pojednanie z mężem?
Łaska Boża jest niezasłużoną życzliwością Bożą, która rozmaicie się przejawia. Nie ma takich trudności, nagłych wypadków albo pilnych potrzeb ,których życzliwość Boża nie mogłaby ogarnąć. Bóg rzeczywiście w swej łasce może dodać Ci wiary byś mogła bardziej Mu zaufać. Ale to Ty pierwsza zwróć się do Niego o pomoc. Jestem pewna ,że Cię nie zostawi. Czasem nie umiemy Go dostrzec, ale On jest naprawdę blisko udręczonych i szukających Go.

18

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Dziękuję, last smile

Jestem?

19

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Weroniko Nie masz mi za co dziękować. Bardzo Ci współczuję. Przed Tobą wiele trudnych wyzwań. Zapewne wiesz,że Bóg nienawidzi rozwodów, ale w pewnych przypadkach dopuszcza do nich. Jako strona niewinna, posiadająca niezbite dowody cudzołóstwa męża ,masz biblijne prawo do ponownego zamążpójścia, jednak jeśli zdobyłabyś się na wybaczenie mężowi i chcielibyście dać sobie szansę na ratowanie związku , to też może to być dobrym rozwiązaniem. Wtedy jednak warto by było poszukać pomocy jakiegoś dobrego terapeuty, który pomógłby Wam zbudować poprawne relacje. Powodzenia Weroniko i w podejmowaniu ważnych decyzji pamiętaj o Stwórcy. Bo, gdy Ty jesteś blisko Niego, to On zawsze jest z Tobą.

20

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Bóg nienawidzi rozwodów rozwaliłaś mnie big_smile
Tak mówiła zakonnica która mnie uczyła religii a ja ateista chodziłem tylko by walić w fundamenty wiary smile
Zawsze argumentami rozwalałem jej argumenty nieraz dochodziło do spięć w końcu zaklęła i wyrzuciła mnie z sali choć nie zrobiłem nic złego.
Byłem jak zwykle spokojny. Zawsze też warzyłem słowa by mówić spokojnie mało a by słowa były treściwe. Wierność małżeństwu nie ma nic do wiary, ba, ludzie o poglądach konserwatywnych(niekoniecznie religijnych) z mojego doświadczenia są częściej rozwodnikami.
Przykład polityk Jacek Kurski
Powód:
Konserwatyści nie lubią zmian więc sytuacje kryzysowe ich przytłaczają ponieważ bo trzeba wyjść poza utarty schemat, pomóc żonie, zmienić coś w swoim życiu.

Nie leć na nieosiągalne bo się poparzysz.
Optymista nie ma wyobraźni, pesymista woli działania a realista ma to i to.
Pilna pomoc w temacie wyłudzonej pożyczki!!!

21

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Kicur
Teraz nie bardzo mam czas na argumenty, więc się bardzo streszczę. Założycielem pierwszej rodziny i małżeństwa jest Bóg. Wiara w Niego zobowiązuje do przestrzegania Jego mierników i  obietnic, a małżeństwo jest obietnicą dwojga ludzi ,że będą się kochali i żyli ze sobą w chwilach dobrych i złych i w wierności. Obietnicę składają przed Bogiem, obojętnie czy to jest ślub kościelny czy cywilny. Polityką nie interesuję się,  nie wiem nawet  co reprezentuje sobą  Jacek Kurski. A nawet jeśli bym wiedziała, to nie on jest dla mnie wyznacznikiem wartości, a zasady dane od Boga. Mój głos "wyborczy" oddałam na Królestwo Boże. smile
Pewnie znowu Cie rozwaliłam , więc gratuluję dobrego humoru i pozdrawiam wink

22

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Mnie się konserwatyzm kojarzy z wyznawaniem wartości

Jestem?

23 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-12-07 20:27:10)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

last jesteś zakonnicą, na to mi nie odpowiedziałaś ? Jakbyś zobaczyła współczynnik szczęścia takiego związku trzymanego na siłę gdzie charaktery gdy skończą się motylki okażą się zupełnie nie pasujące do siebie to co ? Bądź gdy maż bądź żona okażą się puszczalskimi bądź mąż po czasie okaże się katem to co ?
Weroniko teoria a praktyka to dwie różne sprawy. Poza tym konserwatysta to osoba jak nazwa wskazuje konserwująca poglądy, także wstecznik a to oznacza np role co wcale nie musi pasować drugiemu partnerowi a nawet jak pasuje to najczęściej do czasu stąd tyle rozwodów. Gdy kobieta jest tą bardziej konserwatywną to może dojść do tego że pomimo biedy będzie siedzieć w domua  mąż tyrał i będzie robił za portfel jak w Japonii. I na odwrót mąż konserwatysta zamknie żonę w domu do garów a żona może chcieć rozwoju. Będzie kryzys będzie tragedia. Dwóch konserwatystów też długo z sobą nie wytrzyma może wytrzyma ale nie będzie w tym związku zbyt dużo szczęścia.

Nie leć na nieosiągalne bo się poparzysz.
Optymista nie ma wyobraźni, pesymista woli działania a realista ma to i to.
Pilna pomoc w temacie wyłudzonej pożyczki!!!

24

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Świat idzie do przodu konserwatyści też się zmieniają, tylko może wolniej - jeżeli chodzi o role w związkach, to wydaje mi się, że wystarczy tu tolerancja /wartość?/ dla wolności /wartość?/ partnera?

Jestem?

25 Ostatnio edytowany przez last (2014-12-08 14:36:47)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Kicur
Dlaczego miałabym odpowiedzieć? Przecież Ty tylko wspomniałeś ,że jakaś zakonnica powiedziała tak jak ja" Bóg nienawidzi rozwodów". Czyżbyś zasugerował się tym ,że oddałam mój głos "wyborczy" na Królestwo Boże? Otóż nie, nie jestem zakonnicą. Każdy kto czyta Biblię zna słowa modlitwy wzorcowej "Ojcze nasz w niebiosach, niech będzie uświęcone Twoje imię. Niech przyjdzie Twoje Królestwo. Niech się dzieje Twoja wola, jak w niebie, tak i na ziemi." Uznając Biblię za autorytet, wierzę ,że tylko Boży rząd może zapewnić ludziom trwałe szczęście. A wspomniałam o tym , gdyż jako przykład człowieka konserwatywnego podałeś jakiegoś polityka ( jakiż to konserwatyzm?), a przecież polityka nie ma nic wspólnego z rządem Bożym. Żaden człowiek nie jest w stanie w pełni kierować swoim życiem , a co dopiero życiem innych. 
Zapytałeś  mnie o współczynnik szczęścia , gdy opadną motylki i nadejdą trudne chwile. A ja Ci odpowiem, że małżeństwo to coś więcej niż motylki, a kryzysy mogą się zdarzyć w najbardziej udanym związku.  Dlatego nie należy się śpieszyć przy wyborze partnera. Wszak ma to być związek na całe życie. Niestety, często nie słuchamy mądrych rad i robimy po swojemu. Miłość romantyczna nas uskrzydla, lecz małżeństwo to także kompromisy,serdeczność, osobiste przywiązanie, wzajemny szacunek. Rozbawiłam Cię pisząc ,że małżeństwo ma wiele wspólnego z wiara w Boga. Otóż rzeczywiście ma wiele wspólnego. Skoro Bóg jest założycielem małżeństwa, to dobrze wie co jest niezbędne, aby małżeństwo było trwałe. Wszystkie rady biblijne są dla naszego pożytku. Bo czego się z nich dowiadujemy jak nie tego,że bardzo ważna jest wierność ,wzajemna wyrozumiałość, łagodność. "Bóg jest miłością" -tak czytamy w 1 Liście Jana :8. W gruncie rzeczy "miłujemy, ponieważ On pierwszy nas umiłował". W swym Słowie Bóg uczy nas przejawiać nie tylko miłość romantyczną (motylki, zauroczenie itp.), ale także miłość przewyższającą wiarę i nadzieję. Miłość ta pomaga współmałżonkom stosować się do rady biblijnej "Dalej znoście jedni drugich i wspaniałomyślnie przebaczajcie sobie nawzajem, jeśli ktoś ma powód do uskarżania się na drugiego. Jak Jehowa wspaniałomyślnie wam przebaczył tak czyńcie i wy." (Kolosan 3:13) Miłość zakrywa mnóstwo grzechów-błędów. Nie eliminuje ich jednak, popełnia je bowiem każdy niedoskonały człowiek.
Gdy małżonkowie stosują się do rad Bożych, wówczas wiedzą ,że mąż ma kochać żonę, a żona męża, Mają się darzyć szacunkiem, mając na oku nie tylko osobiste zainteresowanie własnymi sprawami, ale także osobiste zainteresowanie sprawami partnera. Tak więc  Kicur ,wiara odgrywa wielką rolę w małżeństwie. Nawet jeśli ktoś jest ateistą lub nie bardzo zna Boga, to i tak jest stworzony na Jego obraz i podobieństwo. Tak też potrafi przejawiać Jego przymioty.
Ale co wtedy , gdy pojawią się poważne problemy, jakimi mogą być rozwód i separacja? Co na to Bóg?
On zawsze dotrzymuje swoich obietnic i tak samo wymaga tego od swych czcicieli. Małżeństwo ma być trwałym związkiem , którego kres kładzie śmierć jednego z partnerów. Instytucja małżeńska jest święta, toteż nie można się rozwodzić z błahych przyczyn. Jehowa nienawidzi rozwodów pozbawionych podstawy biblijnej. (Malachiasza 2:15,16) 
A co stanowi biblijną podstawę do rozwodu? Cudzołóstwo i wszelkie inne formy rozpusty. Właśnie tym Bóg się brzydzi. Strona niewinna ma prawo podjąć decyzję, czy pozostanie z winnym partnerem czy też nie.Jeżeli wybierze to drugie, nie będzie to rozwiązanie , którego Jehowa nienawidzi, ale gdy strona winna szczerze żałuje swego czynu to istnieją przesłanki by niewinny współmałżonek nie rozchodził się z winowajcą. Tak czy inaczej , decyzję o rozstaniu lub nie podejmuje osoba niewinna, gotowa ponieść wszelkie skutki swego wyboru.
Co wtedy , gdy ktoś okazuje się katem, nie dba o rodzinę lub motylki miną? Jak już wspomniałam , małżeństwo to poważny krok i nie można go rozwiązać oprócz powyższej przyczyny. Można jednak w wyjątkowych sytuacjach zdecydować się na separację. Jednak w takim wypadku osobie , która postanawia odejść Biblia nakazuje "Niech pozostanie niezamężna, albo niech się pogodzi". (1 Koryntian 7:11) Osoba taka nie jest wolna i nie może oglądać się za innym partnerem w celu ponownego zamążpójścia.
Przed Bogiem nic nie jest zakryte, a On sam nie pozostawia swoich lojalnych czcicieli samych sobie, więc zanim podejmiemy jakąś decyzję ,zawsze zastanówmy się, jak ona się ma do tego czego uczy nas Bóg poprzez Biblię, bo to chodzi o nasze życie. Zatem nie tylko wiara w Boga ma tu znaczenie, ale także to jak stosujemy się do Jego pouczeń.

26

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

last, jakiego jesteś wyznania?

27 Ostatnio edytowany przez last (2014-12-08 23:20:42)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Emilio
Jestem Świadkiem Jehowy. Moje wypowiedzi oparte są na Biblii. Można się z nimi zgadzać lub nie, człowiek ma prawo wyboru. Jednak jeśli ktoś zaufa ,że mądrość Boża zawarta w Biblii może pomóc przetrwać najcięższe chwile (także po rozwodzie), to nie zawiedzie się. Jeśli osoba zdradzona zdecyduje się na rozwód, to warto, by zadbała o siebie, gdyż w takich chwilach wiele osób wyrzuca sobie, że jakoby przyczyniły się do niewierności współmałżonka. To nie jest jednak tak,że wady jednego z partnerów, są przyczyną zdrady. Zamiast żałować straconych lat, (nie można ciągle oglądać się wstecz) osoba taka będzie szczęśliwsza, gdy otworzy się na przyszłość.
W Biblii znajdujemy mądrą radę "Nie bierz sobie do serca wszystkich słów, które by ludzie wyrzekli"(Kaznodziei 7:21). Radę tą można odnieść do krzywdzących komentarzy, które się zdarza wysłuchać.

28

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

last, pytałam z czystej ciekawości.

29

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Emilio, też pomyślałam ,że pytasz z czystej ciekawości. Chciałam jednak krótko wyjaśnić, że moje wypowiedzi nie są wydumane, lecz oparte są na zasadach biblijnych.  Reszta tekstu skierowana jest bardziej do Weroniki.

30

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

W Biblii próbowałam szukać rady, pocieszenia jeszcze przed odkryciem zdrady męża.

W tym najgorszym okresie, gdy ból był najgorszy otwierałam Pismo na chybił trafił i zawsze znajdowałam tam odpowiednie słowa.
Pomagały.
Do teraz Biblia leży pod ręką, jednak brak mi systematyczności

Podobnie z modlitwą /jak trwoga to do Boga.../

Jestem?

31 Ostatnio edytowany przez last (2014-12-10 00:30:16)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Weroniko
Nie tylko Ty masz problem z regularnym czytaniem Biblii. Nie ważne, że "jak trwoga to do Boga", bo zawsze lepiej późno niż wcale.
Przypomnij sobie co napisał Mojżesz, a powtórzył Jezus- "Nie samym chlebem ma żyć człowiek, lecz każdą wypowiedzią, która przechodzi przez usta Jehowy". Jeśli traktujemy Biblię nie jak "słowo ludzi, lecz jako słowo Boga", będziemy go pragnąć tak, jak niemowlę pragnie mleka matki. Uważne czytanie Biblii pomoże rozwinąć władze poznawcze i rozbudzić apetyt na sprawy duchowe.
Najwięcej korzyści odniesiesz, gdy zaczniesz nie od czytania, lecz od modlitwy. To tak jakbyś przed rozpoczęcia czytania jakiejś specjalistycznej książki zadzwoniła do autora i poprosiła o pomoc w zrozumieniu jej treści. Bóg udostępnia nam ten przywilej.
Aby czytanie Biblii było przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem,  pamiętaj o wartości tego co jest dla Ciebie ważne, co pomaga być Ci szczęśliwą. Naprawdę warto się wysilać, by nabyć biblijnej mądrości. Mam nadzieję,że czytając Biblię osiągniesz zadowolenie.

32

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Witam, zaciekawil mnie ten temat, gdyz.... dotyczy mnie samej.

W odroznieniu od autorki, jestem mloda dziewczyna, mam 28 lat, wychowana w wierze katolickiej, w domu praktykujacym i sama wierzaca w Boga i kosciol rowniez. Wyszlam za maz z milosci, nie bylam pewnie idealna ale zrozumialam wiele swoich bledow. Natomiast nigdy nie zdradzilam meza, szanowalam go i byl dla mnie jako czlowiek najwazniejszy. Zostala mzdradzona po 2.5 latach malzenstwa, ale i tak chcialam wybaczyc. Niestety, on 'mnie juz nie kocha'. Odszedl do niej, PRzez wiele miesiecy zylam 'czekajac' i bylam gotowa dac mu szanse, marzylam zeby wrocil. Odmawialam Nowenne Pompejanska w naszej intencji. Ale do sedna: Rozstalismy sie w kweitniu 2013, wyprowadzil sie w sierpniu. Od tego czasu tylko kontakt w sprawach formalnych, zandych przeblyskow czy nadziei z jego strony. Teraz przed nami rozwod. Za kilak miesiecy bede 28 letnia rozwodka.

Nie mam zalu do Boga, dalej w niego wierze, ale nie rozumiem. Nie rozumiem, dlaczego nie przez swoja wine - zrobilam fizycznie wszystko co bylo w ludzkich silach aby uratowac to malzenstwo, podejrzewam ze i teraz gdyby nagle doznal olsnienia to i tez rozwazylabym jakas odbudowe, zostaje rozwodka bez dzieci w tak mlodym wieku i ma to zoanczac, ze juz nigdy nie uloze sobie zycia, bede sama, nie bede miec dzieci, jesli chce byc 'wierna religii'. No albo, bede zyc w grzechu. TRudne to i przykre. Zawsze bylam przeciwna ludziem, ktorzy mowil i'wierze' ale interpetowali wiare po swojemu. JA zawsze rygorystycznie podchodzilam do tego 'czego mnie uczono' - w szkole ,w domu, w kosciele. Jak juz byl seks przedmalzenski - to oplacony wyrzutami sumienia i oczywiscie pozniej spowiedz (choc wiem ze np wielu mlodych ludzi nigdy sie z tego nie spowiadalo, po prostu). Jak juz nie bylam na Mszy choc raz, no to nie mozna isc do komuni, itd. W Wielki Piatek czy Srode popielcowa, mimo ze za granica - poscilam. No po prostu, staralam sie byc rozniwez osoba praktykujaca. Teraz tez jestem... no, poza tym ze jakos zadko chodze do kosciola.... no wlasnie... bo tak jak pisalam wczensiej - albo musze byc SAMA, gdzie w moim wieku, dookola - no nie ukrywajmy, same pary, dziec isie rodza co rusz, ludzie wychodza za maz itd, albo moge isc do kosciola, ale ze swiadomsocia ze jestem i zawsze bede grzeszna i nigdy w zasadzie nie przystapie juz do komuni sw.

33

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Kiedysbyłam
Przemyśl proszę słowa Jezusa "[Jezus] rzekł im: Mojżesz z powodu zatwardziałości waszego serca zrobił dla was ustępstwo w sprawie rozwodzenia się z żonami, ale od początku tak nie było. Mówię wam ,że kto się rozwodzi ze swą żoną- jeśli nie z powodu rozpusty (stosunków pozamałżeńskich)- i poślubia inną, popełnia cudzołóstwo". (Mateusza 19:8,9) Czy nie wynika z nich , że Bóg w pewnych okolicznościach dopuszcza do rozwodu i ponownego poślubienia innej osoby? Kto w tym przypadku żyje w grzechu?

34 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2014-12-11 14:15:00)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

LAst - dziekuje za odpowiedz.

To jest jednak wlasnie wlasna ludzka interpretacja Bibli - bo tak by mi akurat pasowalo. Poza tym, ja te slowa Jezusa rozumiem akurat ze: ok, moj maz, ktory odszedl i rozwodzi sie ze mna nie z powodu mojej niewiernosci - ok, popelnia grzech cudzolostwa (mysle ze zbytnio sie tym nie przejmuje). Zalomy ze ja nie - jesli chodzi wlasnie o sam rozwod, bo to nie ja tego chcialam. Ale nie ma tam natomiast nic o tym, ze ja mam przyzwolenie na poslubienie kogos innego. Zupelnie nic.

Jestem rowniez na jednym z forow scisle katolickim. I w naszej religii, nie ma tutaj niestety zadnych kruczkow. Na ta chwile, jesli zapytasz jakiekokolwiek ksiedza, biskupa, to ogolnie w naszej wierze rzymsko-katolickiej rozwod zawsze jest grzechem - to po pierwsze i jako katoliczka najpierw nie powinnam sie na niego godzic, az sad rozwiaze to malzenstwo. NAstepnie, moge przystepwoac do komuni i sakramentow, po rozwodzie - o ile nie CUDZOLOZE, czyli zyje SAMA. Jesli jestem w innym zwiazku to po prostu zyje w grzechu. Zreszta - no sam fakt - do slubu koscielnego przeciez 2 raz nie pojde, tak? A dlaczego? Skoro nie zyje w grzechu? A no z punktu widzenia kosciola zyje. I nie ma kruczkow w przysiedze: ' i cie nie opuszcze az do smierci' - do smierci, znaczy az do smierci - nie ma 'chyba ze maz mnie zdradzi' 'chyba ze odejdzie'. Niewiernosc meza co do przysiegi malzenskiej, nie zwlania mnie z dotrzymania wiernosci swojej przysiedze malzenskiej.

Nie pomyslcie ze jestem swirnieta smile) na codzien wlasnie szarpie sie z tym swoim zyciem, pogubiona. Bo tak naprawde od jakiegos czasu jestem z kims w zwiazku. Z kims, kto wydaje sie byc wartym uwagi. Kims, kto nie skreslil mnie bo jestem/bede rozwodka. (ja wczesniej sama taka bylam ze nigdy z rozwodnikiem bym sie nie zwiazala bo uznalabym ze na pewno jakos musial sie do tego przyczynic ze  wieku 28 lat sie juz rozwiodl). Az tu.... sama nagle, bede w tej pozycji, mimo ze ja podeszlam do zycia powaznie i odpowiedzialnie i to komus innemu 'sie odwidzialo'. W kazdym razie - jak pisalam wczesniej jestem wobec siebie bardzo krytyczna - jestem z kims innym, bo wlasnie nie wyobrazam sobie byc sama do konca zycia, ale jestem swiadoma ze jest to grzech, nie przerabiam sobie Bibli, tak jak mi pasuje.

i martwi mnie to wszystko. Zaczynam sie zastanawiac - dlaczego w innym odlamie religi wciaz chrzescijanskiej (nie znam sie na tym dokaldnie) ale chyba w kosciele protestanckim tak? rozwody - jesli uznana jest wina drugiej osoby, pozwalaja mi na ponowne, zgodne z religia zawarcie zwiazku malzenskiego i bycie nadal pelnia czescia wspolnoty kosciola. a tu sad(

i teraz pojawia sie pytanie - Bog, Bogiem, religia, religia... ale kosciol... to przeciez ludzie... jak widac wszyscy wierza w 1 Boga, w Maryje i cala historie Zbawienia (chrzescijanie)  jednak sa jakies tam roznice, bo kiedys ktos, jakis CZLOWIEK mogl inaczej zinterpretowac Biblie, ustanowil jakies prawa i.... i co? i tak idzie to tysiace lat, a ja teraz nie wiem co ze swoim zyciem zrobic...

przepraszam za dlugiego posta. nie chce sie uzalac i wymigiwac, ale gdzies w srodku czuje, ze w mojej konkretnej sytuacji, Bog wie jak bylo, on wie najlepiej... tylko on tak wlasciwie.... i jakso ciezko mi uwierzyc. ze naprawde tak by tego chcial, tak ma byc ze moje zycie, znaczna wieskza jego czesc bedzie juz opierala sie tylko na pracy, przyajciolach, no bo nie zrealizuje sie w czyms czego pragnie wiekszosc ludzi - czyl ibycie zona i matka....

35

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

kiedysbyłam
Dlatego właśnie prosiłam o przemyślenie tego wersetu. Jest w nim mowa  o poślubieniu innej osoby po rozwodzie. Więc jednak można zawrzeć ponownie nowy związek, tylko kiedy? Po rozwodzie orzeczonym o zdradzie współmałżonka. W innym przypadku , osoba rozwodzącą się jak i jej współmałżonek, w oczach Boga nadal nie mają prawa do rozwodu, a jedynie do separacji. Masz prawo aby nie uznać tego tłumaczenia. Też kiedyś długo myślałam ,że werset ten daje tylko prawo do rozwodu, jednak po wnikliwszym przyjrzeniu się zrozumiałam ,że jest możliwe stworzenie nowego związku , który nie jest grzechem. Jako katoliczka uznajesz to co nakazuje kościół, ja jako chrześcijanka uznaję to co nakazuje Bóg.

36

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
last napisał/a:

Kiedysbyłam
Przemyśl proszę słowa Jezusa "[Jezus] rzekł im: Mojżesz z powodu zatwardziałości waszego serca zrobił dla was ustępstwo w sprawie rozwodzenia się z żonami, ale od początku tak nie było. Mówię wam ,że kto się rozwodzi ze swą żoną- jeśli nie z powodu rozpusty (stosunków pozamałżeńskich)- i poślubia inną, popełnia cudzołóstwo". (Mateusza 19:8,9) Czy nie wynika z nich , że Bóg w pewnych okolicznościach dopuszcza do rozwodu i ponownego poślubienia innej osoby? Kto w tym przypadku żyje w grzechu?

Last, jednak w KK ten cytat jest jak rzucony w próżnię. Oni go nie słyszą, nie rozumieją, nie chcą zrozumieć, nie widzą. Twierdzą, że jedno słowo jest ważniejsze niż inne, ale to są te same słowa, wypowiedziane przez tę samą Osobę, w tym samym Piśmie. Kiedyś był na forum wątek o cudzołóstwie. Zostałam w nim objechana przez kochankę mojego byłego męża (tak, miała czelność rejestrować się na tym forum, żeby mi dokuczać), bo wysunęłam podobną tezę i opisałam siebie i swoje życie tak samo, jak kiedyśbyłam. Bo moje też takie było. 28-letnia rozwódka wykluczona poza KK, bo związała się ponownie z kimś i myślała o założeniu rodziny. Kochanka eksa nazwała mnie wtedy niedojrzałą, bo poczułam się zraniona tym, jak KK mnie traktuje. A czy rozwalanie małżeństwa z premedytacją to dojrzałość? A czy pisanie na forum, że w życiu trzeba wyrzec się własnych wartości w imię wygody, egoizmu i własnego szczęścia w kontekście rozbijania małżeństw (bo to w wątku osoby, która zdradzała) jest dojrzałe?
Last, ale kto sprawdzi, czy zdrada rzeczywiście była? Czy to kwestia wyłącznie sumienia? Ja im do łóżka nie zaglądałam, widziałam tylko objawy zdrady emocjonalnej, jego zaangażowanie w nową relację, jej zabiegi, by go zwrócić jego uwagę, widziałam ich w samochodzie pod naszym domem długo rozmawiających, codziennie, słyszałam, że mają romans od osoby, która przyjaźni się z jej przyjaciółką, słyszałam jak mówił, że brzydka gruba baba się do niego przyczepiła i nie chce odczepić (to miało uśpić moją czujność), widziałam zdjęcia które jej robił (ten kadr, spojrzenie na rozmarzoną twarz, słodki uśmiech prosto w obiektyw, mam ochotę puścić pawia nawet po tylu latach). No i gwóźdź do trumny - walczyłam jak lwica a czułam się jak Don Kichot. Bo jego uwaga była odwrócona w inną stronę i to we mnie wtłaczał poczucie winy za rozpad związku. Żeby siebie wybielić. Tak więc oficjalnych dowodów zdrady, zdjęć i nagrań nie mam. Tylko słowa i przeczucia. Ty byś poszła do przewodniczącego swojego zboru i powiedziała: "hej, mąż mnie zdradza, może "tylko" emocjonalnie, nie wiem, za rękę nie złapałam, ale czuję, słyszę i widzę, biorę rozwód i wychodzę drugi raz za mąż, bo Jezus powiedział..."?

Kiedysbyłam - kiedyś byłam taka jak ty. Nie będę opisywać, co i jak, bo już na forum pisałam wiele razy. Dziś mam prawie 35 lat, do KK już nie należę. Straciłam katolickich przyjaciół, koleżanka z którą przyjaźniłam się od liceum wypięła się na mnie, bo ośmieliłam się z kimś związać po rozwodzie. Przez bliskiego przyjaciela zostałam wyzwana od dziwek. Od kochanki eks męża przeczytałam, że nie dojrzałam (nie wiem, do czego). Od rodziców ultrakatolików dowiedziałam się, że się mnie wyrzekną, jak nie wrócę do agresora, toksyka i zdradzacza (bo co ludzie powiedzą), od wujka księdza dowiedziałam się, że to że eks mnie bił i dusił to była boża ręka, bo gdyby mnie kiedyś jednak udusił to w niebie Bóg by mi wyjaśnił dlaczego tak się stało, a ja rozwodząc się wystąpiłam wbrew przeznaczeniu. Mam do nich wszystkich wielki żal. A teraz jestem ponadreligijna. Wierzę w Boga, nie należąc do żadnego kościoła instytucjonalnego. Dokonała nieformalnej apostazji. Jest mi przykro, kiedy patrzę wstecz, jest mi przykro, kiedy patrzę na kościół katolicki, ale wiem, że niczego nie zmienię i tylko ode mnie zależy, czy będę szczęśliwa żyjąc własnym życiem. Sama tworzę swoje wartości i zasady. I jestem wierna przede wszystkim sobie. A mój Bóg jest wszędzie, w każdym człowieku, trawie i drzewie smile. I jeśli oddaję pokłon, to światu i stworzeniu. Nie muszę iść do komunii i nie mam wyrzutów sumienia, że nie chodzę. Komunia trwa ciągle i wszędzie. To trudna droga, bo ciągle się potykam, ale dla mnie najlepsza. Wyrzuty sumienia i poczucie winy nie jest dobre. Nie wychodzi z miłości, tylko z lęku. A nie zostaliśmy stworzeni po to, by się bać.

Masz prawo być z kimś, masz prawo być żoną i mamą, jeśli tego chcesz. Masz prawo wybrać sobie religię, nie musisz odczuwać poczucia winy, bo ty nie robisz nic złego. Chcesz kochać i być kochaną. To twoje życie, żaden ksiądz i żadna dewotka go za ciebie nie przeżyją, a jednostką, która czuje się winna i się boi łatwiej sterować. Za kilka lat wszystko się ułoży, zobaczysz. Mnie się ułożyło, to tobie też smile.

37 Ostatnio edytowany przez kiedysbylam (2014-12-11 15:32:42)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Emilia - no wiec rozumiemy sie dosc dobrze.

Ty 'nie mialas ' dowodow, 'tylko' podjerzewalas - przeciez to oczywiste, po tym co napisals ze zradzal. Ja natomiast 'mam' dowody, gdyz poza tym ze sama do tego doszlam, to on sie przyznal w koncu ZE MNIE ZDRADZIL, ze z NIA SPAL. ale.... hmmm w tamtym momencie myslalam o ratowaniu malzenstwa a nie niestety o zbieraniu dowodow i akurat nie nagralam tego jak to mowil wink Jestem teraz troszke ironiczna - no bo w sumie tez jako tako takich mocny dowodow nei mam smile) On po miesiacu juz zmienil zeznania i twierdzil ze cos mi sie pomylilo smile i on sie tylko z nia przyajzni.
Mam troche meili - ale przekopiowanyc hdo worda - slabe, mam troche bilingow, ale to tez nie do konca. niewazne. Chodzi mi o to ze tez w sumie i mam i nie mam dowodow.... ale walsnie - ja sama i Bog rowniez - wie dokladnie jak bylo - ze zdradzil, a mimo  to jak bardzo ja chcialam, bo malzenstwo bylo dla mnie ogromna wartoscia.

Emilia - moi rodzice, na szczescie, pomimo ze bardzo to przezyli, to poniewaz wiedza o wszystkim, jak bylo naprawde, akcpetuja to ze pojawil sie ktos inny... nosz kurcze, mam dopier o28 lat. Wiadomo - nie tak sobie to wyobrazali, nie tego by chcieli dla mnie, ale wlasnie... zycie jak widac pisze przerozne scenariusze i na pewne sprawy nie mamy po prostu wplywu... teraz nawet mama rozumie juz potrzebe rozwodu, gdyz widzi ze on naprawde mnie nie kocha, nie ma szans na powrot, a to az jest takie nieetyczne wlasnie, ze on od poltorej roku mieszka z ta kobieta, kiedy ja plakalam i umieralam kazdego dnia i kedy wciaz na papierze jestem jego zona.

Last - no nie zgodze sie z Toba tutaj, dla mnie, tak jak napisalam wyzej - jest to nadinterpretowanie Bibli tak jak mi apsuje. Dla mnie - albo jestem faktycznie tym katolikeim - jesl izalezy mi na przynalezeniu do KK no to wierze w to co oni mowia i czego ucza - no a oni ponownego wyjscia za maz nie dopuszczaja tak? Albo faktycznie wierze w cos innego - tak jak pisze Emila, ale wtedy no niestety -trzeba to powiedziec glosn o iwyraznie - odeszlam od KK. to tez wymaga odwagi.

ja jeszcze jestem po srodku. jeszcze nie wiem co bedzie ze mna. Wiem ,ze KK tez sie zmienia ,ewoluuje i jestem niemal pewna ze za jakies 50-100 lat - rozwody, przynajmniej jesli jest ewidentna udopowdniona wina 1 osoby, beda dopuszczone i bedzie mozna ponownie byc czescia KK. Tak samo jak kiedy nie mozna bylo jesc miesa w wigilie tak? Lata swietlne tak bylo. no to chyba takie bylo prawo koscielne. A jednak po ilus tam latach, ktorys papiez, mogl to prawo zmienic i teraz niby juz mozna... tak to wlasnie jest....


Emilia - czy jest gdzies Twoj temat dotyczacy bezporednio rozstania z eks mezem? Probowalam znalezc, ale takiego konkretnie nie widzialam.

38

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Emilio
Być może jestem dewotką, jednak nie wymagam od innych trzymania się wysokich mierników moralnych, a raczej  staram się przedstawić Boży punkt widzenia na daną sytuację. I nawet jeśli w wyjątkowej sytuacji Bóg zezwala na rozwód, to nie nakłada obowiązku rozwiedzenia się ze współmałżonkiem. który dopuścił się cudzołóstwa. Jeśli chodzi o zdradę emocjonalną, to jest ona równie krzywdząca co fizyczna. Jezus  oświadczył "Każdy ,kto się wpatruje w kobietę, aby do niej zapałać namiętnością, już popełnił z nią cudzołóstwo w swym sercu" (Mt 5:28). Nie powiedział jednak, czy to co się dzieje w sercu , a nie w rzeczywistości, stanowi podstawę do rozwodu. Chodziło raczej, że należy dbać o czystość serca i wystrzegać się pielęgnowania niestosownych myśli i pragnień. Pisałaś ,że nie miałaś jednoznacznych dowodów na zdradę fizyczną, a przecież nawet w sądzie świeckim, aby uzyskać rozwód z orzeczeniem o winie , to trzeba wykazać się dowodami. Tak to działa,co prawda Jezus przedstawił pogląd Boga, ale bez dowodów jest tylko domniemanie winy. To nie kwestia sumienia. Myślę,że czujesz się upokorzona, stąd to rozgoryczenie. Nasz [ludzki] sposób myślenia różni się od Bożego. Rzeczywiście do głębokich wartości duchowych trzeba dojrzałości (niekoniecznie chodzi o wiek). Jako maltretowana żona miałaś prawo do separacji. Korzystając z wolnej woli wybrałaś życie , które jak twierdzisz daje Ci szczęście. Czy Twój wybór jest zgodny z wolą Bożą nie mi to oceniać. To Bóg zna Ciebie, zna stan Twojego serca i to On oceni czy Twój wybór był słuszny. Ja mogę życzyć Ci powodzenia i poznanie prawdziwego Boga.

Kiedysbyłam
Naturalnie nie musisz przejmować się tym co piszę. Możesz uważać , że to tylko ludzka interpretacja Biblii. Odejście od religii, która może okazać się fałszywa, wcale nie jest takie trudne. To raczej strach przed ludźmi lub wygoda powoduje ,że ludzie w niej tkwią. Jeśli jednak wierzysz, że Twoja religia jest tą prawdziwą, ale dla własnych korzyści odchodzisz od Boga, to tak jakbyś świadomie Go zdradziła. Kto sieje dla ciała, ten zbiera dla ciała, a co zbiera to zapewne wiesz. Tylko studiowanie Słowa Bożego da Ci świadomość o prawdziwości Twojej religii. Dlatego należy stale upewniać się co jest wolą Boga i czy ma to potwierdzenie w Biblii.
Ale jak stwierdziłaś kościół ewoluuje, więc może wyjdzie ,że jednak Bóg w Twojej sytuacji zezwala na rozwód i ponowne zamążpójście. wink

39

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
kiedysbylam napisał/a:

Emilia - czy jest gdzies Twoj temat dotyczacy bezporednio rozstania z eks mezem? Probowalam znalezc, ale takiego konkretnie nie widzialam.

Nie ma wątku. Pisałam w różnych. Nie zakładałam swojego, ponieważ się bałam - bałam się eksa i jego reakcji, bo jest dość nieobliczalny, poza tym wie, z jakiego loginu piszę.

40 Ostatnio edytowany przez ApoteozaPrawdy (2014-12-12 11:52:05)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
weronka44 napisał/a:

Porzucona po 22 latach małżeństwa. Muszę żyć w celibacie do końca życia mojego lub męża... Albo w grzechu...
Niewygaśnięte libido.

Nie musisz żyć w celibacie, jeśli nie chcesz i masz swoje potrzeby. To są bzdury, ale skoro w nie wierzysz... to jest problem.

"mam żal do Boga, że mi to zrobił - myślałam, że coś mi się należy za posrane dzieciństwo. Boję się mu tak do końca zawierzyć, bo obawiam się losu Hioba".

Możesz mieć tylko żal do męża i ewentualnie do siebie, jeśli robiłaś coś wiele razy źle, jeśli mnóstwo razy popełniałaś te same błędy. Do nikogo więcej.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

41

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
ApoteozaPrawdy napisał/a:

Nie musisz żyć w celibacie, jeśli nie chcesz i masz swoje potrzeby. To są bzdury,.

Zgodnie z zasadami KK musi...
Czy się komuś podoba, czy nie, to mieniąc się Katolikiem nie może współżyć z osobą, z którą nie posiada ślubu kościelnego, a robiąc to nie ma prawa do rozgrzeszenia itp. atrakcji.To podpada pod ''świadome i dobrowolne'' cudzołóstwo bez chęci poprawy więc prosta droga do piekieł.
A że to bzdura to osobna sprawa.

42

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Kiedysbylam, czy rozwazalas, aby wystapic z wnioskiem o koscielne uniewaznienie malzenstwa?
Z tego co sie orientuje jedna z przeslanek jest brak dojrzalosci psychicznej jednego z malzonkow w chwili zawierania malzenstwa. Skoro Twoj maz zdradzil juz po dwoch latach, to raczej nie swiadczy o dojrzalosci...

43

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
pitagoras napisał/a:
ApoteozaPrawdy napisał/a:

Nie musisz żyć w celibacie, jeśli nie chcesz i masz swoje potrzeby. To są bzdury,.

Zgodnie z zasadami KK musi...
Czy się komuś podoba, czy nie, to mieniąc się Katolikiem nie może współżyć z osobą, z którą nie posiada ślubu kościelnego, a robiąc to nie ma prawa do rozgrzeszenia itp. atrakcji.To podpada pod ''świadome i dobrowolne'' cudzołóstwo bez chęci poprawy więc prosta droga do piekieł.
A że to bzdura to osobna sprawa.

Ja teoretycznie, bo na papierze, też jestem katoliczką, ale miałabym to gdzieś, bo nie wierzę w kościół, dlatego nie chciałabym mieć ślubu kościelnego. Nigdy nawet nie miałam parcia na białą kieckę i tę całą szopkę związaną z weselem.

Napisałam, że jeśli autorka wierzy, to ma problem... będzie musiała sobie chyba kupić wibrator i znaleźć jakiegoś przyjaciela do samego przytulenia.

Dodam, że zgodnie z zasadami KK księża powinni zachować celibat, a ile jest księży, którzy muszą płacić alimenty na swoje bękarty? Ano właśnie.

Nad światem nie może być dwóch niebios.

44

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
ApoteozaPrawdy napisał/a:
pitagoras napisał/a:
ApoteozaPrawdy napisał/a:

Nie musisz żyć w celibacie, jeśli nie chcesz i masz swoje potrzeby. To są bzdury,.

Zgodnie z zasadami KK musi...
Czy się komuś podoba, czy nie, to mieniąc się Katolikiem nie może współżyć z osobą, z którą nie posiada ślubu kościelnego, a robiąc to nie ma prawa do rozgrzeszenia itp. atrakcji.To podpada pod ''świadome i dobrowolne'' cudzołóstwo bez chęci poprawy więc prosta droga do piekieł.
A że to bzdura to osobna sprawa.

Ja teoretycznie, bo na papierze, też jestem katoliczką, ale miałabym to gdzieś, bo nie wierzę w kościół, dlatego nie chciałabym mieć ślubu kościelnego. Nigdy nawet nie miałam parcia na białą kieckę i tę całą szopkę związaną z weselem.

Napisałam, że jeśli autorka wierzy, to ma problem... będzie musiała sobie chyba kupić wibrator i znaleźć jakiegoś przyjaciela do samego przytulenia.

Dodam, że zgodnie z zasadami KK księża powinni zachować celibat, a ile jest księży, którzy muszą płacić alimenty na swoje bękarty? Ano właśnie.

Apoteoza, ale księża za ciebie życia nie przeżyją, to ich sprawa, co robią, a ty rób swoje. Zresztą akurat ten argument można sparafrazować w ten sposób: ktoś kogoś zabił, to mnie wolno ukraść. A wibrator to taki sam grzech w tej sytuacji, jak zwykły penis razem z właścicielem.

45 Ostatnio edytowany przez ApoteozaPrawdy (2014-12-13 16:15:25)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
Emilia napisał/a:
ApoteozaPrawdy napisał/a:
pitagoras napisał/a:

Zgodnie z zasadami KK musi...
Czy się komuś podoba, czy nie, to mieniąc się Katolikiem nie może współżyć z osobą, z którą nie posiada ślubu kościelnego, a robiąc to nie ma prawa do rozgrzeszenia itp. atrakcji.To podpada pod ''świadome i dobrowolne'' cudzołóstwo bez chęci poprawy więc prosta droga do piekieł.
A że to bzdura to osobna sprawa.

Ja teoretycznie, bo na papierze, też jestem katoliczką, ale miałabym to gdzieś, bo nie wierzę w kościół, dlatego nie chciałabym mieć ślubu kościelnego. Nigdy nawet nie miałam parcia na białą kieckę i tę całą szopkę związaną z weselem.

Napisałam, że jeśli autorka wierzy, to ma problem... będzie musiała sobie chyba kupić wibrator i znaleźć jakiegoś przyjaciela do samego przytulenia.

Dodam, że zgodnie z zasadami KK księża powinni zachować celibat, a ile jest księży, którzy muszą płacić alimenty na swoje bękarty? Ano właśnie.

Apoteoza, ale księża za ciebie życia nie przeżyją, to ich sprawa, co robią, a ty rób swoje. Zresztą akurat ten argument można sparafrazować w ten sposób: ktoś kogoś zabił, to mnie wolno ukraść. A wibrator to taki sam grzech w tej sytuacji, jak zwykły penis razem z właścicielem.

Spoko, akurat zawsze "robię swoje", dlatego m.in. mam w nosie zasady KK.
Autorka pewnie nie ma, więc co mam innego doradzić? Mogę jej tylko wirtualnie "współczuć".

Wiesz... nie używam wibratora, ale to właśnie dlatego, że widzę zasadniczą różnicę między zabawką, a żywym człowiekiem. wink
Dlatego nie uważam, żeby używanie go było takim samym, czy w ogóle "grzechem". Kobieta nikogo w końcu by tym nie krzywdziła.
No, ale dla KK to ogólnie najlepiej byłoby, gdyby kobieta urodziła kilkoro dzieci, a później niech założy sobie pas cnoty i zapomni o swojej seksualności. big_smile

Nad światem nie może być dwóch niebios.

46

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Nie, nie, dla KK wcale nie byłoby lepiej. Poszukaj informacji, ale wiarygodnych, a nie pomówień z trzeciej ręki, na temat nauki Kościoła o małżeństwie. Seks dla przyjemności też jest wg nich możliwy. Wręcz mężczyzna jest zobligowany, by dostarczyć przyjemność kobiecie.
Napisałam, czym jest używanie wibratora wg KK. Nie wiem, po co ta cała polemika. Jedynie wyjaśniłam zdanie osób z drugiej strony barykady.

47

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Mozaika29 - tak, oczywiscie ze myslalam o tym, ale chyba raczej nie..

Po pierwsze to naprawde nie jest wcale takie proste, a po drugie trzeba byloby naprawde naklamac. Generalnie nie ma czegos takiego jak uniewaznienie malzenstwa - jesli malzenstwo bylo 'waznie' zawarte to jest wazne do konca zycia. Jest mozliwosc stweirdzenia NIEWAZNOSCI malzenstwa - co oznacza, ze malzenstwo nie bylo 'waznie' zawarte i tak naprawde w rezultacie go nie bylo. A dla mnie byla by to poniekad hipokryzja. Bo moje malzenstwo BYLO. TRwalo, bylo prawdziwe i przez krotki czas, ale bardzo dobre. OWszem, to ze on okazal sie nieodpowiedzialny i niedojrzaly to fakt, ale zawierajac malzenstwo - wiedzial co robi, robil to z wlasnej nieprzymuszonej owli - nie bylo ciazy, nie bylo 'wieku', nie bylo kompletnei zadnych naciskow ze strony mojej lub rodzicow. OSwiadczyl sie sam, nic nikomu nie mowiac wczesniej. Bo... no bo chyba naprawde mnie kochal. Albo tak mu sie wydawalo, przez co ja tez tak myslalam. Moze pomylil to uczucie z czyms innym...

W kazdym razie to tyle jesli chodzi o stwierdzanie niewaznosci malzenstwa.

48

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

kiedysbylam, przykro mi...
Papież Franciszek jest dość postępowym następcą św. Piotra  więc może uczyni coś w kierunku zmiany sytuacji osób znajdujących się w podobnych okolicznościach do Twoich.

49

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Witam !!Wiem sporo czasu ! Wasze historie przeczytalam dzisiaj i sa takie jak moja . Ciekawe , czy jeszcze tutaj zagladacie , ciekawia mnie Wasze losy , jak u Was odezwijcie sie jak mozecie weronika44, Emilia, Jestemjakas, pozdrawiam!!!

50

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

rotab ja się udzielam w kafejce dla 40-tek - obok smile

Żyję i mam się nadspodziewanie dobrze /terapia, nowy zawód, którego się uczę, niedługo wyjeżdżam na saksy/ - dbam o siebie. Jedynie ten seks... którego mi brak - zaciemnia trochę obraz. Ale spotykam sie z jednym kolegą /tylko, że on jakby nie jest mną zainteresowany w tym sensie/. Myslę, że wszystko się ułoży i będzie dobrze smile

W każdym razie zajrzyj do http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php? … 9#p2660559

zapraszam smile

Jestem?

51

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Rotab - tak, ja nadal zagladam.

Wiele sie w sumie u mnie nie zmienilo. JEstem w trakcie rozwodu i jestem nadal w zwiazku z tym kims o kim pisalam rok temu. Zaraz beda 2 lata.

W sprawie religii/wiary - tez podobnie. Wedlug KK zyje w grzechu i zle mi z tym. Ale, coz poczac? Chodze do Kosciola niezbyt czesto bo za kazdym razem jak ide to robi m isie strasznie przykro, czuje sie gorzej niz zlodziej czy zabojca - bo oni zawsze moga sie #nawrocic', pojsc do spowiedzi  i byc 'ok', przyjac Komunie Sw.

Ja, chcac miec jeszcze rodzine, czyli zyjac w zwiazku, takiej mozlowsci nie mam i nigdy miec nie bede sad

52

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Mysle ze niepotrzebnie stawiacie sobie bariery miedzy soba a Ojcem. Tutaj tej bariery żadnej nie ma. Można miec taka osobista relacje z Ojcem. Czego sie boicie? Przeciez On widzi jakie jestescie. I kocha. Nie odrzuca. To wy to robicie. Bo grzech jest dla was wazniejszy do Tej relacji.

Veritas in omnem partem sui eadem est

53

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

ja jestem trochę bardziej liberalna chyba. co prawda u nas (luteran) malżenstwo nie jest sakramentem ale w ogóle nie rozumiem jak człowiek popełniający błąd i gdy jego małżeństwo się nim okazuje ma do końca zycia być potępiony z tego powodu, czy z powodu rozwodu. każdy ma prawo ułożyc sobie zycie, Bóg na pewno nie potepiałby osób, które chcą odnaleźć miłość i związaliby się z kims ponownie.

" narodziny są cierpieniem, starość jest cierpieniem, śmierć jest cierpieniem"

54 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-11-05 16:57:49)

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
chloe2 napisał/a:

ja jestem trochę bardziej liberalna chyba. co prawda u nas (luteran) malżenstwo nie jest sakramentem ale w ogóle nie rozumiem jak człowiek popełniający błąd i gdy jego małżeństwo się nim okazuje ma do końca zycia być potępiony z tego powodu, czy z powodu rozwodu. każdy ma prawo ułożyc sobie zycie, Bóg na pewno nie potepiałby osób, które chcą odnaleźć miłość i związaliby się z kims ponownie.

To co powiesz na sytuacje wielozenstwa? Czy mezczyzna ma prawo do tego jesli kocha wszystkie swoje zony? Przeciez Biblia wielozenstwa nie zabrania. A konkretna sytuacja dotyczy jednego z plemion afrykanskich gdzie nawrocony chrzescijanin mial juz wczesniej kilka zon, przyszly misje, on sie nawrocil ale warunek jaki mu postawiono to pozostawienie sobie jednej zony. A co z pozostalymi? Rozmawialem na ten temat bezposrednio z misjonarzem ktory tam byl (akurat trafilem kiedys na takie rekolekcje) ale on nie umial mi odpowiedziec na moje pytanie. Tamte wszystkie kobiety byly jego zonami wg. jego plemienia praw i obyczajow juz wczesniej.

Tak na margnesie, oczywiscie zdaje sobie sprawe ze w tym konkretnym przypadku ciezar odpowiedzi misjonarz przerzucil bezrefleksyjnie na tamtego czlowieka. Ale jaka jest odpowiedz?

Veritas in omnem partem sui eadem est

55

Odp: porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?
maniek_z_maniek napisał/a:
chloe2 napisał/a:

ja jestem trochę bardziej liberalna chyba. co prawda u nas (luteran) malżenstwo nie jest sakramentem ale w ogóle nie rozumiem jak człowiek popełniający błąd i gdy jego małżeństwo się nim okazuje ma do końca zycia być potępiony z tego powodu, czy z powodu rozwodu. każdy ma prawo ułożyc sobie zycie, Bóg na pewno nie potepiałby osób, które chcą odnaleźć miłość i związaliby się z kims ponownie.

To co powiesz na sytuacje wielozenstwa? Czy mezczyzna ma prawo do tego jesli kocha wszystkie swoje zony? Przeciez Biblia wielozenstwa nie zabrania. A konkretna sytuacja dotyczy jednego z plemion afrykanskich gdzie nawrocony chrzescijanin mial juz wczesniej kilka zon, przyszly misje, on sie nawrocil ale warunek jaki mu postawiono to pozostawienie sobie jednej zony. A co z pozostalymi? Rozmawialem na ten temat bezposrednio z misjonarzem ktory tam byl (akurat trafilem kiedys na takie rekolekcje) ale on nie umial mi odpowiedziec na moje pytanie. Tamte wszystkie kobiety byly jego zonami wg. jego plemienia praw i obyczajow juz wczesniej.

Tak na margnesie, oczywiscie zdaje sobie sprawe ze w tym konkretnym przypadku ciezar odpowiedzi misjonarz przerzucil bezrefleksyjnie na tamtego czlowieka. Ale jaka jest odpowiedz?

ja mogę tylko powiedzieć jak jest moim zdaniem. a jest tak: jeżeli kultura taka jest, że mają wiele żon i nikomu to nie przeszkadza to nie widze nic złego. u nas wiadomo prawo tego zabrania a nie lubie mieszania religii do polityki. najważniejsze by ludzie byli szczęśliwi (nie kosztem innych) i żyli wypełniając dekalog (tutaj już o religii). nie wiem czy Biblia faktycznie tego nie zabrania, musiałabym szukać fragmentów i analizować ale nie przypominam sobie teraz wzmianki o tym.

" narodziny są cierpieniem, starość jest cierpieniem, śmierć jest cierpieniem"

Posty [ 55 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » porzucona przez męża katoliczka - musi być sama?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018