netkobietyWszystkie działy
Wychowanie, zdrowie i edukacja dziecka

WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

31 odpowiedzi7 635 wyświetleńzałożony przez End_aluzja, 28.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

1

Temat: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

natknęłam się na taki tekst... w wątku o uczeniu 6-miesięcznych maluchów angielskiego tekst ten otrzymał burę od współczesnych matek maluchów - a co wy sądzicie o zawartej w tym tekście filozofii??
nie musze wam tłumaczyć, że sam tekst należy przyjąć oczywiście z przymrużeniem oka... ale pewna filozofia jest w tym zawarta:
posłuchajcie:

cytat napisał/a:

Dzieci tamtych rodziców
Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny.
Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi.
W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy.
Wspominany z nostalgią lata 80.
Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się
pozabijamy.
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo.
Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni
maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
Nie chodziliśmy do pywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna.
Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk,
zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na Milicję, żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy.
Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
Pies łaził z nami - bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na "sznurku od presy" i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.
Mogliśmy dotykać inne zwierząta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, Każdy dzieciak to wiedział.
Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać,
mówić Dzień dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień dobry wymusić.
Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.
Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł.
Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.
Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód.
Niektórzy wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów.
Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.
Dziękujemy rodzicom za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas ?dobrze? wychować.
To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!

2

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Dla mnie, ta filozofia oznacza:

naszymi najlepszymi przyjaciółmi i kolegami byli koledzy i koleżanki z sąsiedztwa, z którymi chodziliśmy też do szkoły..... a nie środowisko szkolne, hemretyczne, do którego zawożą wspólczesne dzieci rodzice codziennie 5 kilometrów od domu - w ramach którego każde spotkanie z koleżanką lub kolegą wymaga wzmożonej organizacyjnie logistyki pomiędzy zajętymi dorosłymi, którzy muszą dzieci przywieźć, odebrać, uzgodnić to między sobą.

byliśmy bezpieczni i zaopiekowani, ponieważ jesli w wakacje o 14 byłam o koleżanki z sąsiedztwa i był obiad - to oczywistym było, że ten obiad zjem z nimi.. a jesli u mnie na podrówku była akurat banda dzieciaków, a mama serwowała zupę - to załapały się wszyscie głodomory, które zgłosiły akces na zupę

byliśmy bezpieczni i zaopiekowani, ponieważ gdybym wyleciała na jezdnię, albo rozmawiała z kims obcym - NIE MUSIAŁABY mnie widzieć mama, żeby zareagować - KAŻDY z dorosłych z sąsiedztwa czuł się za nas tak samo odpowiedzialny

byliśmy bezpieczni i zaopiekowani - bo jak zdarłam sobie kolano - to sąsiadka nakłądała plaster i odkażała.. nikt nie sprowadzał pogotowia, nie wzywał rodziców z pracy i nie uruchamiał ubezpieczenia na wypłatę odszkodowania

nasi rodzice nie przejmowali się tym, żebyśmy w wieku 6 miesięcy uczyli się języka, bo nie MIELI SCENARIUSZA NA ZYCIE DLA NAS ROZPISANEGO - nie byliśmy wyrazem ich ambicji i celów życiowych - ale bylismy ich dzieciakami, które w zyciu dokonają swoich włąsnych wyborów

nikt nie woził nas na zajęcia przez całe popołudnia - jesli chcieliśmy w jakiś uczestniczyć -MOGLIŚMY to robić i mogliśmy być samodzielni - BO BYŁO BEZPIECZNIE

zasady były proste i obowiązywały - nie czyń drugiemu co tobie nie miłe, nie jesteś pepkiem świata, podziel się z siostrą.....
zasady były proste i obowiązywały - nauczyciel wiedział co robi, jak się nie uczyłeś, to dostawałeś laczka - tak tak.. winien był uczeń, a nie źle uczący nauczyciel, rodzice nie zapewniający korepetycji, czy dyslektyzm, dysgrafia, dyscoś tam i ADHD...



to były czasy WOLNOŚCI -wolności wyborów, drogi przed nami, wolności, jaką dawały nam nasze własne zdolności i plany

media nie straszyły nas śmieciowymi umowami i nie wpajały nam fałszywych przekonań, że jak tylko skończymy nauke mamy prawo do etatu na czas nieokreslony, w pełni zaspokajającego nasze materialne potrzeby
WIEDZIELISMY - że aby do czegoś dojść, trzeba się napracować....




WOLNOŚĆ -to słowo klucz -wolnośc wyboru, wolność od konieczności, wolnośc bycia sobą i kształtowania siebie

NIE PISZEMY SCENARIUSZY DLA NASZYCH DZIECI - one nie są aktorami w naszym teatrze i nie my stanowimy o nich

nie zapominajcie o tym dla swoich dzieci

BO NIE WIECIE JAKIE SĄ I CZEGO POTRZEBUJĄ - tak samo, jak wasi rodzice nie wiedzieli tego o was- chociaż oczywiście chcieli jak najlepiej...

tylko ta droga, którą wybieramy sami - to droga pełna sukcesów.

3

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Bardzo ciekawy wątek smile

Myślę, że "problem" leży w - jak to nazwać? - zbyt dosłownym? "sztywnym"? stereotypowym? podejściu do wyczytanych treści, i to zarówno do tego wklejonego przez Ciebie tekstu, jak i postów matek-zwolenniczek wczesnej edukacji.

Tak, rozumiem ideę wolności i beztroskiego dzieciństwa z zacytowanego przez Ciebie tekstu, End_aluzjo. Ale jeśli przeczytam go dosłownie, z nastawieniem na krytykę, odnajdę wiele przerażających, szokujących treści, które spowodują, że ucieszę się, iż w dzisiejszych czasach już tak nie jest.

Przypuszczam, że przeciwniczki wczesnej edukacji widzą również TYLKO wyolbrzymiony, groteskowy obraz: niemowlęta zgarbione w twardych ławkach, smagane pejczem od 6 do 20, poganiane okrzykami: "Nie czas na zabawę i spacery! Ucz się!". I te matki-sadystki wychowujące dzieci po to, by: a) móc się pochwalić koleżankom, że Jasiu zna już japoński i jest mistrzem w szachach, a Karolinka robi doktorat w wieku 2 lat, b) dziecko, jak dorośnie, zgniło w korporacji i umarło po trzydziestce, wyniszczone wyścigiem szczurów.

4

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

trochę tak jest, że współcześnie wychowując dzieci, mało wierzymy w naturalną intuicję i instynkt... UCZYMY się wszystkiego, WIERZYMY w tę wiedzę, chcemy zapobiegac, przewidywać, chronić, opiekowac się, dostarczać, zaspokajać, inspirować, motywować...

brakuje nam zaufania do nas, naszych dzieci, natury...

odnajdujemy sie w obowiązkach
a nie odnajdujemy w byciu tu i teraz...

5

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

po prostu kiedyś życie dzieci było inne bo życie ich rodziców było inne. Wtedy np. każdy miał pracę- bo tak. Zatem nie naciskano na dzieciaki, bo myślano, że nic pod tym względem sie nie zmieni, że każdy wychodząc ze szkoły bez względu na wyniki w nauce i tak jakąś pracę dostanie, bo przecież oni (rodzice) tak mieli. Teraz jest medialna , a co za tym idzie społeczna nagonka na uczenie się "nie będziesz się uczył, nie dostaniesz pracy", dlatego rodzice tak bardzo wciskają dzieci w ten wyścig szczurów oczywiście dla dobra dzieci (tzn. tak uważają rodzice).

Beztroskie dzieciństwo minęło bo i minęła beztroska dorosłość. Kto kiedyś słyszał o "uczeniu się przez całe życie", o edukacji dorosłych. Rodzice przychodzili z pracy i fakt zajmowali się domem, ale pracę zostawiali... w pracy. A teraz ciągłe stresy czy zwolnią, czy będzie podwyżka, czy pensji starczy, albo w drugą stronę, żeby się utrzymać, trzeba się dokształcać, żeby lepiej zarabiać, trzeba np. dłużej pracować, zostawiać rodzinę itp.

Zmienił się model dorosłości, zatem i zmienił się model dzieciństwa, które ma przygotować do dorosłości.

6 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-10-29 14:00:55)

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Nie znoszę, wręcz wykurzają mnie teksty i wypowiedzi  gdzie widzę słowa takie jak  w tym tekście :NIKT, NIGDY,NIGDZIE, ZAWSZE,WSZYSCY, KAZDY . To świadczy o płytkości ,czytając ten główny wpis w temacie właśnie mnie to dosyć razi

7 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2013-10-29 21:14:58)

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś
mortisha napisał/a:

Nie znoszę, wręcz wykurzają mnie teksty i wypowiedzi  gdzie widzę słowa takie jak  w tym tekście :NIKT, NIGDY,NIGDZIE, ZAWSZE,WSZYSCY, KAZDY . To świadczy o płytkości ,czytając ten główny wpis w temacie właśnie mnie to dosyć razi

TYLKO, że w tym akurat tekście, są to słowa klucze potrzebne do podkreślenia kontekstu. NIE to jest w nim najważniejsze jednak.
Zgadzam się z Nirvanką - "To były piękne dni..." (świetny tekst): Beztroska dorosłość, pozwalająca na beztroskie dzieciństwo pociech.
W dzisiejszej dobie nikt nie może sobie pozwolić na taką beztroskę i krótkowzroczność. Nie pozwala to na nadmierne "luzactwo" w wychowaniu...
W mego partnera rodzinie, rodzaj pracy był tradycją rodzinną - WSZYSCY albo pracowali na kolei albo byli muzykami (muzykalnymi kolejarzami też) - nikt nie miał problemów z dostaniem pracy w tej niemalże rodzinnej firmie smile a teraz? Zonk

8

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Wiecie jak ja to widzę??
Ja mam takie poczucie ze rodzice we mnie wierzyli. Wiedzieli ze jestem dzieckiem i jako dziecko musze mieć czas na zabawę przyjaciół rozwój. Wierzyli ze codziennie sie uczę. Ze kazdy dzien mnie rozwija. Ufali mojej przyszłości. Chociaz przyszło mi dorastac w czasach zarówno stanu wojennego jak i rodzącego sie kapitalizmu.
Ale moi rodzice wierzyli ze to ja musze dorastac dojrzeć sama i podjąć swoje decyzji.
Myśle ze byli pewni ze to nie od ich planow na mnie. Ich czasu na wozenie mnie na zajęcia dodatkowe. Od liczby godzin angielskiego. Rytmiki.... Muzyki i tak dalej....
Nie od tego bedzie zależeć to co najważniejsze.
Czy bede umiała być sZczesliwa. Czy zrozumiem co to jest szczescie. Czy bede umiała o nie dbać.

Nie żebym miała zajebista prace i robiła karierę... Nie żebym miała na botoks i aparat na zeby. Nie żebym miała wypasiona chatę w stylu nowoczesnym.
Ale żebym była sZczesliwa.
Zeby to dzieciństwo pełne swobody i radości nauczyło mnie ze zycie to nie obowiązek kierat i forsa za ktora wszystko kupie.
Ale codzienna radość.
Jak mozna nauczyć sie śmiać?? Tylko w zabawie..
Jak mozna nauczyć sie żyć??? W zabawie. Z ludźmi. Z kolegami i koleżankami.

9

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Ja też z pewnym rozczuleniem wspominam marchewki zjadane świeżo po wyciągnięcu z ziemi na działce... Komu się chciało szukać kranu - przecież wystarczyło obstukać i przetrzeć! A te truskawki i węgierki, których smaku to się dziś już doszukać trudno w warzywniaku sad
Wszystko ulega zmianom...
Równie dobrze można by było mówić, że moi dziadkowie zwykli się przemieszczać wozem konnym - o ile się na drodze trafił...

"Era hamburgerów"? Troszkę tak. A to ma do siebie "bieg czasu". KIedy moje dzieci dorosną, hamburger i pizza może będzie totalnie akceptowalna, jak aktualnie krem czekoladowy do kanapek na śniadanie. Choć wg mnie personalnie -oj, lepiej może nie....

Ale jak ja to odbieram? Ja sama?
Są wartości, których czas nie zmienia tak szybko smile To czy rodzina jest razem i czy dzieci mogą być razem z rodzicami a rodzice z dziećmi i czy każde z nich zachowuje też i część życia tylko dla siebie. Czy się nawzajem wspieramy - czy dzieci nas wesprą po swojemu, bo My sami im to zaszczepiliśmy smile Czy między nami jest zaufanie i szczerość? Można się śmiać, ale ja sama myślę, że pomimo owych hamburgerów - coraz więcej dorosłych jest bardziej świadomych, a to przekłada się na życie ich dzieci smile Zmienia się otoczenie, zmieniają się środki wyrazu. Od nas samych zależy - co będzie ważniejsze. Dla mnie samej ważne jest, by dziecko było dzieckiem i mogło dorastać smile Nie według moich sztywnych reguł, których mnie nauczono, ale zgodnie z otaczającą je rzeczywistością smile


Nieeee, japoński ani nawet angielski - to nie ja smile Do 7-ego roku życia zabawa, zabawa i zabawa - z wykorzystaniem wszelkich możliwości smile Mnie nikt nie uczył plakatów robić na odwiedziny rodziny, ani czekoladek w kształcie serduszek, ani dyni rzeźbić. Ale ja wiem, co znaczy malować pisanki, a nie jaja styropianowe. I jak się lepi łańcuchy z kolorowego papieru smile I jak smakują kiszone ze słoika, a nie z folii smile

Wartości chyba są ponadczasowe, zmieniają się "formy" wyrazu, nauki....? Poszerzają? Wg mnie tak - ale tylko od każdego z nas zależy, jak to wykorzysta. I nie plączmy do tego choćby bakterii i wirusów, których ilość jest proporcjonalna do postępu technicznego wink

10 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-10-30 02:23:20)

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

No ok, to jeśli mamy tak patrzeć na ten temat  ,wiec  to ja  dodam od siebie tyle, ze w dzieciństwie i młodości miałam dryl pruski , rygor i dyscyplina  nieustanna (absolutnie nie mam za zle, wręcz przeciwnie)nie było takiego luzactwa i cwaniactwa , samowolki ,bezkarności jaką teraz widuje często i gęsto . Mowy o bezstresowym wychowaniu nie było, dzieciarnia nie była pępkami swiata, ani nie panował dzieciocentryzm .Nauka, nauka, jeszcze raz nauka  plus zajęcia poza szkolne to obowiązek, jaki nie podlegał negocjacjom. Zdarzały się przegięcia, ale obecnie te przegięcia idą w drugą strone
Nie było takiego cackania się, ciumkania, pieszczenia i słusznie . Były wymogi, była dyscyplina  ,teraz to zanika , teraz to takie beee.
Rodzice sytuowani, na dobrych stanowiskach, obracali się także z równym sobie środowiskiem, na brak pieniędzy narzekać nie można było
Ja opisałam w skrócie, wielkim skrócie jak to u mnie w domu i otoczeniu najbliższych wyglądało, każdy ma inny punkt obserwacji najwyraźniej. Kto co na własnej skórze  doświadczył ten na tym tylko i wyłącznie się opiera

Nawiązując do głównego tytułu tematu opierając się na moich doświadczeniach i przeżyciach dostrzegam wiele plusów w wychowaniu  "wczorajszym" jak i tez sporo minusów by się znalazło, również to samo tyczy się w wychowaniu " dzisiejszym" odnajduje w nim plusy, ale minusów nie brak również. Uważam to za sprawiedliwą ocenę
Nie chcę afiszować ,ani ubóstwiać ,czy tez tylko i wyłącznie  jednostronnie wychwalać żadnego modelu /czasów porównując je z  tymi dwoma pryzmatami "wychowanie- wczoraj i dziś " bo mam mieszane uczucia i odczucia do każdego z nich pod wieloma względami smile

11

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

ja również mortisha

uważam, że moim rodzicom sie udało.. ale tak "instyktownie" bezrefleksyjnie, bez planu;)

natomiast faktem jest, że dostrzegam dzisiaj dzieciopępyzm wokoło..
sama widzisz, bo czasami spotykamy sie na różnych wątkach
w których rodzice lamentują, że mają problem, bo cos chcą.. a dziecko NIE CHCE...
a to nie chce urasta do rangfi problemu... bo jak nie chce.. to co oni biedni moga zrobić??

12

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Mnie się wydaje, że na dzisiejsze postrzeganie wychowania dzieci ma za duży wpływ natłok informacji w mediach. Bo atakują nas zewsząd informacje o:
- napadach, pedofilach, wypadkach, katastrofach - i wsączają nam sie w mózg informacje, że świat wokół nas jest zły i niebezpieczny dla naszych dzieci i nas samych. Nieważne, że wokół nas, w naszym otoczeniu, dzielnicy, mieście nigdy nie zdarzyło sie coś złego. Ale gdzieś to się zdarzyło, wiec na wszelki wypadek dzieci do szkoły odprowadzamy przez całą podstawówkę, samych na podwórko nie wypuszczamy, starannie dobieramy mu towarzystwo itp.
- mnogość informacji o tym, że dziecko należy stymulować intelektualnie juz od poczecia. I najlepiej jeżeli beda to wyspecjalizowane instytucje, przedszkola, szkoły, zajęcia dodatkowe. I przestajemy wierzyć w to, że zwykła zabawa może rozwijać nasze dziecko. Media wmawiaja nam, że przedszkolak nie uczący się żadnego języka na pewno nie znajdzie w przyszłości żadnej pracy. A kto może wiedzieć, co będzie za 20lat?
Zatracamy zdrowy rozsądek w wychowaniu....
Ja się zaczynam cieszyć, że moje dzieci są już "wychowane". Bo w czasie nawet tych osiemnastu lat zmieniło się bardzo dużo w poglądach na ten temat. Szczególnie kwestie dotyczące samodzielności dziecka. Na przykład dziecko chyba do dziesiątego roku życia może samodzielnie przychodzić i wracać ze szkoły tylko i wyłącznie z pisemną zgoda rodzica.... I większość rodziców prowadza te dzieci do i ze szkoły do czwartej klasy.....

13

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś
Nirvanka87 napisał/a:

po prostu kiedyś życie dzieci było inne bo życie ich rodziców było inne. Wtedy np. każdy miał pracę- bo tak. Zatem nie naciskano na dzieciaki, bo myślano, że nic pod tym względem sie nie zmieni, że każdy wychodząc ze szkoły bez względu na wyniki w nauce i tak jakąś pracę dostanie, bo przecież oni (rodzice) tak mieli. Teraz jest medialna , a co za tym idzie społeczna nagonka na uczenie się "nie będziesz się uczył, nie dostaniesz pracy", dlatego rodzice tak bardzo wciskają dzieci w ten wyścig szczurów oczywiście dla dobra dzieci (tzn. tak uważają rodzice).

Beztroskie dzieciństwo minęło bo i minęła beztroska dorosłość. Kto kiedyś słyszał o "uczeniu się przez całe życie", o edukacji dorosłych. Rodzice przychodzili z pracy i fakt zajmowali się domem, ale pracę zostawiali... w pracy. A teraz ciągłe stresy czy zwolnią, czy będzie podwyżka, czy pensji starczy, albo w drugą stronę, żeby się utrzymać, trzeba się dokształcać, żeby lepiej zarabiać, trzeba np. dłużej pracować, zostawiać rodzinę itp.

Zmienił się model dorosłości, zatem i zmienił się model dzieciństwa, które ma przygotować do dorosłości.

Otóż to w PRL bywało ciężko, ale ludzie nie martwili się o podstawy egzystencji, nie konkurowali a właściwie nie walczyli o przeżycie, mieli więcej czasu dla siebie, sąsiad z sąsiadem pił wódkę, dzieciaki z całego bloku bawiły się na podwórku, dzisiaj to co najwyżej psy w windzie się poznają. Dorośli byli normalni, to i dzieci chowano normalnie.

14

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Ja rowniez mialam przesadna dyscyline w domu, zadnych zajec pozalekcyjnych, ktore ja chciala, nie liczylo sie zdanie dziecka: rodzice wybrali szkole muzyczna i koniec-latalo sie codzienie mroz czy deszcz, ciemno czy nie-przez  6 latnigdy ojcice po mnie nieprzyjechal nawet kiedy bylo juz pozno. Takie byly czasy. Wszystkie dzieci wracaly same. Na pewno byl inny klimat ogolnie spoleczenstwa-mimo,ze ludzie byli zamknieci w tym bloku komunistycznym to jednak byl jakis luz, byli blizej siebie, wiecej chyba prawdziwego,nieudawanego smiechu, pozerstwo zdarzalo sie bardzo rzadko. Ja nie mialam glosu, jak zreszta prawie wszystkie dzieci w tamtym okresie. Moje dzieci natomiast maja prawo glosu, moga chodzic na takie zajecia, jakie lubia i na ile finansowo to mozliwe, nie uniknie sie rozwoju technologii i zmiany w kulturze przez te lata ale ja staram sie wyposrodkowac i zachowac zdrowy rozsadek we wszystkim. Nie jest to latwe bo trzeba isc nieco pod prad ale jesli z dziecmi sie rozmawia i tlumaczy to nawet kiedy sie zloszcza to pozniej przychodza i mowia: jestes bardzo dobra mama smile) a do tego opowiadam im bardzo duzo z mojego dziecinstwa by mialy swiadomosc co maja, jak zyja, co jest bardziej wazne a co mniej.

15

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Mam takie niejasne wrażenie,że się w temacie wypowiadałam ale po forumowej rewolucji trochę postów poznikało.

Otóż nie należałam do bandy,szkoda mi było czasu na durne zabawy w chowanie się po piwnicach,w jedzenie zupy z błota.
Nie sikałam na dworze bo uważałam to za buractwo.
Z psem chodziłam na smyczy albo przy nodze.
Nie srałam psem gdzie popadnie bo u nas w rodzinie było to zabronione.Ale z tego co pamiętam-tylko u nas:) W życiu też nikt w rodzinie nie pozwoliłby na porzucenie psa czyli eufemistyczne ''zwrócenie mu wolności".
Nie wychowywali mnie sąsiedzi i obcy ludzie.Moi rodzice spaliliby się pewnie ze wstydu:)

Chodziłam do szkoły muzycznej i dużo ćwiczyłam w domu.Nie uważałam tego za straszną krzywdę i maltretowanie.W szkole,do której chodziłam prawie każdy grał na jakimś instrumencie.
Brzydziły mnie zabawy w błocie i generalnie usyfianie się na podwórku od stóp do głów.

Fakt,że niektórzy rodzice lali na wychowanie i czas z dzieckiem nie oznacza,że wszyscy tak mieli.

16

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś
gojka102 napisał/a:

Fakt,że niektórzy rodzice lali na wychowanie i czas z dzieckiem nie oznacza,że wszyscy tak mieli.

gojka, ale to nie chodzi o to, że rodzice olewali kontakt z dzieckiem tylko że na ogół towarzystwo rówieśników było bardziej atrakcyjne od towarzystwa dorosłych.

17

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś
gojka102 napisał/a:

Mam takie niejasne wrażenie,że się w temacie wypowiadałam ale po forumowej rewolucji trochę postów poznikało.



Chodziłam do szkoły muzycznej i dużo ćwiczyłam w domu.Nie uważałam tego za straszną krzywdę i maltretowanie.W szkole,do której chodziłam prawie każdy grał na jakimś instrumencie.
Brzydziły mnie zabawy w błocie i generalnie usyfianie się na podwórku od stóp do głów.

Fakt,że niektórzy rodzice lali na wychowanie i czas z dzieckiem nie oznacza,że wszyscy tak mieli.

A dla mnie szkola muzyczna byla maltretowaniem bo mialam chyba ADHD i siedzenie przy pianinie bylo dla mnie najwieksza kara, poza tym w  ogole nie interesowala mnie teoria ani cala ta szkola-ja chcialam biegac, chodzic na gimnastyke artystyczna, ruszac sie. Co do brudu-jest to takze przejaskrawione bo ja nie mieszkalam blisko lasu i bobkow saren nie gotowalam big_smile ale jak sie lata po podworku to na pewno nie wraca sie pierwszej czystosci do domu. I nie o to tu chodzi bo brud to synonim wolnosci akurat w tych opisach. Skad sie wzielo powiedzenie "dziecko brudne-dziecko szczesliwe"? bo rodzice nie chuchali i nie wolali " przestan! chodz tu bo sie ubrudzisz!".
Rodzice nie lali na dzieci tylko calymi dniami byli w pracy i dzieci umialy sobie zorganizowac czas, byly samodzielne i bardziej odpowiedzialne przez to. Co nie oznacza,ze nie interesowali sie nimi bo wszystko wiedzieli co sie dzialo z dzieckiem i jak w szkole a kiedy sie chcialo porozmawiac to zawsze czas byl-w zaleznoci kto jakich mial rodzicow bo do dzis sa tacy,ktorzy nie umieja rozmawiac z dziecmi. Nie nalezy brac doslownie wszystkich tych opisow, to jest zarys.

18

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Bbasiu-sorry,ale u mnie było tak,że kontakt z moją mamą był bardziej atrakcyjny gdy byłam dzieckiem podstawówkowym od kontaktu z rówieśnikami.Mało tego,dla moich rówieśników także.Nasz dom zawsze pełen był dzieciaków bo moja mama potrafiła wymyślać świetne zabawy.
Jak dla rodzica kontaktem z dzieckiem było sprzątanie czy gotowanie albo oglądanie telewizji to nic dziwnego,że dzieci wolały bawić się z sobą na podwórku.
Moja córka-lat dziesięć jak ma do wyboru;spędzenie czasu z rówieśnikami na jakichś fajnych zabawach i spędzenia czasu ze mną na jakiejś fajnej zabawie to najczęściej wybiera czas ze mną.

Grinta-sugerujesz,że teraz rodzice pracują mniej niż w latach 80 tych? Wybacz,moja mama w tamtym czasie pracowała od 7 do 15,mój tata także.
Większość rodziców miała normowany czas pracy,nie znałam nikogo kto by dorabiał sobie po pracy albo pracował więcej niż 8 godzin.
Można jedynie powiedzieć,że w tamtych czasach wszyscy pracowali,natomiast teraz sporo osób tej pracy nie ma a i są tacy co pracują po 10-12 godzin.
Sama w zeszłe wakacje pracowałam 10 godzin.

19

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

gojka-po pierwsze  mowie o okresie jeszcze wczesniejszym o 10 lat przynjmniej, wtedy bylo jeszcze inaczej niz w latach osiemdziesiatych. Po drugie dotknelas nie tego meritum-chodziloi o dzieci, ktore podczas nieobecnosci rodzicow byly same zorganizowane. Teraz musza miec opieke, nie ma wychodzenia samym-przynajmniej wiekszosc-po prostu bylo spokojniej, bezpieczniej,nie bylo nagonek i informacji,ze atak  tu , atak tam, nawet atak zimy czy goraca smile)  ludzie nie byli zestresowani i zleknieni tym ,ze moze za rogiem czai sie tragedia. Pewnie ,ze bywali zboczency-ekshibicjonisci, nieszkodliwi. Zdarzaly sie gwalty ale naprawde bardzo rzako i to gdzies w lasach, parkach. Na pewno nie bylo tego wszystkiego co nas otacza dzisiaj. Nie mowie,ze lepiej bylo za komuny bo byly inne negatywne strony, ale na pewno  bylo bezpieczniej.

20 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2015-08-26 11:43:31)

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Grinta,w temacie jest wyraźny cytat: wspominamy z nostalgią lata 80,więc wydaje mi się,że większość odnosi się do tego a nie do lat siedemdziesiątych,pięćdziesiątych czy dwudziestych:)
Nie wiem czy było spokojniej,moim zdaniem po prostu były to pozostałości propagandy sukcesu. Nie mówiło się publicznie o róznych rzeczach.W tamtym czasie było sporo katastrof budowlanych,wypadków w fabrykach gdzie ginęło sporo ludzi ale o tym mało kto wiedział.Mój ojciec pracował w sądzie więc słyszałam o róznych strasznych rzeczach, o których w gazecie byś nie przeczytała.
Kiedyś,gdy wracałam z lodowiska zostałam napadnięta na klatce schodowej i wciągnięta do piwnicy.Narobiłam krzyku,parę razy kopnęłam napastnika łyżwami,zbiegli się ludzie i udało mi się.Ale po takim incydencie człowiek nie czuje się bezpiecznie,uwierz.
Poza tym ja wychowywałam się nie tylko nie Polsce i być może dlatego miałam wpojone,że trzeba na siebie uważać,nie reagować na zaczepki dorosłych,nie brać od obcych cukierków i nie epatować kluczem od domu na szyi.

21

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Gojka, nie czepiajmy sie  rzeczy nieistotnych-czy to 80-te czy 70-te-chodzi o mila dyskusje,nie? smile zgadzam sie z Toba co do tragedii ukrytych czy takich sytuacji jak a Tobie sie przydarzyla ale ogolnie mowie,ze generalnie bylo mniej niebezpiecznie niz dzisiaj, rodzic nie musial tak zamartwiac sie o dzieci. Chociaz jak tak wejsc glebiej to pedofilia istaniala, gwalty w rodzinie -tylko,ze nikt  sie nie przyznawal bo sie wstydzil. Ale jak czasem pomysle gdzie sie samemu chodzilo to wlos sie jezy a tak robily wszystkie dzieciaki.

22

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Tak, tak... Bylo bezpiecznie, milo i wspaniale. Rodzice mieli czas dla dzieci, dzieci byly samodzielne i madre, w ogole panowala sielanka.

I ci madrzy rodzice, i te samodzielne dzieci 30 lat pozniej wychowaly pokolenie potworkow..


Co takiego zaszwankowalo w tym idealnym czasie lat 80 ze swiat dzis wyglada tak, jak wyglada?

Mamy podziwiac lata 80 za nostalgiczne wspomnienia czy raczej oceniac to pokolenie po czynach i po tym w ktora strone popchneli swiat?

To oni, nasi rodzice stworzyli swiat w jakim obecnie mieszkamy - TAKIE nam zostawili dziedzictwo.

Jakos tak w d.. mam nostalgie kiedy widze do czego to doprowadzilo.

23

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś
grinta napisał/a:

Gojka, nie czepiajmy sie  rzeczy nieistotnych-czy to 80-te czy 70-te-chodzi o mila dyskusje,nie? smile

Moim zdaniem to jest bardzo istotne w kwestii oddawania prawdy o tym jak i ile pracowali ludzie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.
To nie jest czepianie się, to jest po prostu trzymanie się faktów:)

24 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2015-08-26 12:02:36)

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Ja po prostu za takimi tekstami nie przepadam.Bo to jest takie wynoszenie faktu,że w tym czasie akurat przypadało czyjeś dzieciństwo więc oczywiście wszystko było super.
A moim zdaniem o wiele wiecej było nie super.Kiedyś w szkole zostałam tak pobita,że poszłam do domu z podbitym okiem i tak spuchnięta,że ledwo się  w lusterku poznałam.Pobił mnie siostrzeniec pani dyrektor bo byłam "Żydówą". Kiedy poszłam na skargę do dyrektorki ta powiedziała,że pewnie go sprowokowałam.W takim stanie musiałam przesiedzieć jeszcze dwie godziny w szkole i w takim stanie puszczono mnie do domu.
Wspomnę jeszcze tylko chamskie nieraz komentarze nauczycieli na temat rodziców,na temat faktu,że któreś z dzieci było na przykład otyłe czy rude.

Ja tu oczywiście piszę o rzeczach,które mnie jako dziecko bezpośrednio dotykały.Ale rację ma Iceni-było wiele rzeczy,o których jako dzieci po prostu nie wiedzieliśmy a które widzimy teraz...

25

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Iceni, to ja Ci powiem co sie stalo. Bylam nawet tego swiadkiem, taka duza jestem smile W latach osiemdziesiatych zaczelo sie wszystko zmieniac, to co bylo constans przez 40 lat raptem zaczyna sie chwiac, upada komuna, ludzie znajduja sie w rzeczywistosci, ktorej nie znaja.Do tej pory praca zawsze byla, pieniadze tez, a teraz prywatyzacja-radz sobie czlowieku. I tu zaczal sie problem. Ludzie zaczeli krecic sie za praca, za pieniedzmi, wiele takich rodzin bylo u nas w boku gdzie naprawde calymi dniami rodzicow w ogole nie bylo, robili interesy, a dzieciaki byly w samopas. Zaczelo poza tym zmieniac sie spoleczenstwo, zaczely pojawiac sie coraz to nowe produkty w sklepach, ludzie chcieli obdarowywac dzieci by mialy lepiej, realizowali tez swoje pragnienia rozpieszczajac dzieci, potem zaczelo sie kto ma wiecej i tak doszlismy do dzisiejszych czasow-oczywiscie wszystko w wielkim skrocie ale to co chce podkreslic: przelom upadek komuny i prywatyzacja byly bomba, ktora spadla na nieprzygotowane spoleczenstwo, ktore kroczylo po omacku .Zreszta na swiecie byly na ten temat komentarze,ze nikt nam drogi nie wskazuje, sami probujemy, oczywiscie ktos tam to wykorzystal, ktos stracil ale nie mielismy przewodnika.

26

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś
gojka102 napisał/a:

Ja po prostu za takimi tekstami nie przepadam.Bo to jest takie wynoszenie faktu,że w tym czasie akurat przypadało czyjeś dzieciństwo więc oczywiście wszystko było super.
A moim zdaniem o wiele wiecej było nie super.Kiedyś w szkole zostałam tak pobita,że poszłam do domu z podbitym okiem i tak spuchnięta,że ledwo się  w lusterku poznałam.Pobił mnie siostrzeniec pani dyrektor bo byłam "Żydówą". Kiedy poszłam na skargę do dyrektorki ta powiedziała,że pewnie go sprowokowałam.W takim stanie musiałam przesiedzieć jeszcze dwie godziny w szkole i w takim stanie puszczono mnie do domu.
Wspomnę jeszcze tylko chamskie nieraz komentarze nauczycieli na temat rodziców,na temat faktu,że któreś z dzieci było na przykład otyłe czy rude.

Alez nie wszystko bylo super i ja tego nie twierdze-ciesze sie jednak,ze moje dziecinstwo przypadlo na tamte lata bo czulo sie wieksza swobode, samodzielnosc. Ja tez uwazam,ze szkola byla jakims chorym tworem, w ktorym pracowali sadysci wyzywajacy sie na uczniach-no nie wszyscy, ale koszmary ze szkola mialam jeszcze do paru lat wstecz i nie tylko ja. Uczen nie mial zadnych praw. Teraz podobno jest sytuacja ekstremalnie odwrotna. Ja tez zlamalam noge w szkole i nikt nie byl poinformowany ani pani ani dyrektorka i musialam sama sobie poradzic z powrotem do domu z pomoca kolezanki i jakiegos goscia zatrzymanego  by mnie podwiozl. Bijatyki dzis tez sa popularne zwlaszcza w gimnazjach- to chyba juz taki urok naszego narodu wink

27

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Teraz w szkołach jest monitoring a nauczyciele na przerwach mają obowiązek pełnić dyżur na korytarzach, w klasach, w toaletach.Od 16 lat pracuję w szkołach i z tego co widzę dzieciaki nie mają odwagi na bicie się w szkole.Co innego poza nią.
Kiedyś nauczyciele całą przerwę plotkowali w pokoju a że ktoś się pobił? Przecież to norma...

28

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Za moich czasów szkolnych - lata osiemdziesiąte - nauczyciele również pełnili dyżury na korytarzach i na boisku szkolnym. Robili to nawet chyba w mojej szkole średniej (prawdę mówiąc, nie pamiętam, grzeczna byłam to się do mnie nie czepiali). Więc to nie jest nowość obecnych czasów...

29

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Dyzury dyzurami a i tak jak chca to sie pobija lub dokucza komus. Poza tym kazda szkola jest inna, sa te spokojniejsze i tam , gdzie jest wiecej "elementow".

30

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś
bbasia napisał/a:

Za moich czasów szkolnych - lata osiemdziesiąte - nauczyciele również pełnili dyżury na korytarzach i na boisku szkolnym. Robili to nawet chyba w mojej szkole średniej (prawdę mówiąc, nie pamiętam, grzeczna byłam to się do mnie nie czepiali). Więc to nie jest nowość obecnych czasów...

Kiedy chodziłam do szkoły żydowskiej tam też byli dyżurujący nauczyciele.Nawet za bardzo nie można było biegać po korytarzu bo podchodził nauczyciel i zwracał uwagę.Kiedy przeniosłam się do innego miasta i poszłam do ''normalnej" szkoły nigdy nauczyciela na korytarzu nie widziałam.Jak coś komuś stało albo chcieliśmy się dowiedzieć gdzie mamy lekcje musieliśmy szukać nauczyciela w pokoju albo na stołówce.

31

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

gojka, w mojej podstawówce na przerwie musieliśmy ustawieni w pary lub pojedynczo chodzić w czasie przerw w kółko po korytarzu. Pośrodku chodził nauczyciel i pilnował porządku smile W zasadzie to nawet fajne było - mieliśmy ruch i był spokój. A jak fajnie się podrywało chłopaków podstawiając im nogi z tyłu smile I vice versa.

32

Odp: WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Moim zdaniem teraz czasy są inne, ale czy gorsze? Nie sądze - po prostu musieliśmy się, jako rodzice, dostosować do zmian, które sa konsekwencja nowej epoki. Teraz dzieci noszą telefony, tablety, trzepaki przyblokowe nie sa już glownym centrum kultury na osiedlu wink, ale z kolei maja inne możliwości, o których my tylko mogliśmy pomarzyć - np. net, jako dostep do informacji, lepsze pomoce naukowe, itd.

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » WYCHOWANIE- wczoraj i dziś

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026