Wróciłam od mamy do której wybrałam się z Antosiem, kawał drogi. Mieszkam w takiej dzielnicy Bydgoszczy jakby na obrzeżach - tzw. sypialnia, olbrzymie osiedle - typowe blokowisko, ale bezpośrednim sąsiedztwie Nadwiślańskiego Parku. Mnóstwo zieleni, blisko las, jednym słowem spokój
ale do mamy mam blisko 30 minut szybkim spacerem - spory kawałek.
Pogoda super.
Teraz nakarmiłam synka i leży w łóżeczku, powinien zaraz zasnąć.
Dziś ma takie dziwne zachowania, nagle, bez oczywistego dla mnie powodu, bo jakiś musi być uderza w płacz, który zamienia się w przeraźliwy pisk, za chwilę już jest ok.
Licho wie co to może być 
Laski, a ja Wam wspominałam co zrobiłam po chrzcie?
Generalnie absolutnie nie jestem przesądna. Ale po tych wnioskach, że dziecko po chrzcinach się zmienia, słyszałam, że dobrym sposobem jest włożenie i wyjęcie dziecka spod łóżeczka.
I ja to zrobiłam 
W sumie co mi szkodzi 
minia23 - a ten drugi przepis to już w ogóle rewelacja co podałaś 
Mi kurczak w postaci kotletów (jajko + bułka tarta) znudził się do tego stopnia, że w pewnym momencie nie mogłam już na niego patrzeć, a tak w cieście, w jajku, w zieleninie jest OK.
Co do tego mojego przepisu, wychodzi tego naprawdę dużo i jest bardzo syte.
Cyniczna, a pamiętasz jak ja panikowałam? Ty byłaś wtedy moją mocną podporą
kierowałam się do Ciebie ze wszystkim, ja stary koń 
Jak ryczałam Ci do słuchawki z powodu karmienia piersią...dramat 
Ja wiedziałam, że Twój mąż sobie poradzi 
Jesteś super mamą 
pennylane faktycznie mogłaby napisać doktorat na temat kolek i walki z wyjącym dzieckiem.
Ale zastanawia mnie w tym co pisałaś ten otulacz, na USG bioderek pani doktor absolutnie to odradza na stawy...
Teo nadal zasypia przy szumie???
Nataluszku, może masz rację, nie neguje, pewna część dzieci to ma, inna nie.
Nie mam doświadczenia, ale jestem za to losowi bardzo wdzięczna.
Laski, ja się zastanawiam nad jednym. Taka głupia myśl.
Bo wiadomo jak każdej z nas dzień wygląda.
Ja wstaje po dwóch pobudkach w nocy (gdy karmienie przypada na 2-3-4 to już ja tylko wstaje, wcześniej do 1 gdy Antoś się budził, pierwsze karmienie brał na siebie mąż, ale gdy wstaje do pracy po 5 to już byłaby lekka przesada gdybym mu "kazała" karmić syna o takiej porze), po tej drugiej często już nie śpię. Zabawiam Antosia, poza tym sprzątam - codziennie generalnie wszędzie kurze, podłoga, prasowanie Antosiowych rzeczy, pranie, obiad (jak jest mąż, dla mnie obiady mogłyby nie istnieć), spacery z psem (2-3 razy, rano wychodzi mąż), mieszkam na 7 piętrze, zanim wyjdę na spacer schodzę po korpus wózka, wyjmuję go z piwnicy, wnoszę na główny korytarz, potem z Antosiem w gondoli zjeżdżam, spaceruje z 2h, wracam, karmienie, zabawianie synka, potem o 19-20 kąpiel, lulanie i znowu pies. Do czego zmierzam.
Czy wobec tych jakże oczywistych spraw mam prawo padać na twarz o 21.
Pytam bo padam, ale zaczynam już powoli wpędzać się w poczucie winy, że widocznie słabeusz ze mnie jakiś...