Witam,
Postaram się sprawnie nakreślić temat. Od 3 miesięcy jestem z facetem, z którym znam się kilka lat. Zawsze się sobie podobaliśmy, ale jakoś tak się mijaliśmy. On ostatnie 3 lata był związany z kobietą, w końcu się rozstali i wyjechała do Anglii. Nasz związek rozpoczął się kilka tygodni po ich rozstaniu. Te 3 miesiące były bajeczne. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu (mamy podobną pracę i zainteresowania). Byliśmy razem tydzień na nartach i też było wspaniale. On ciągle powtarzał że nikt go nigdy tak nie traktował, że czuje się wspaniale, że jestem cudowna. Nie było między nami żadnych nieporozumień.
Wczoraj podczas spotkania mój facet wyznał mi, że od swojego najlepszego przyjaciela dowiedział się że ja jestem "ustawiona". Tzn że nasz wspólny znajomy (z którym ja pracuje) który bardzo nie lubił poprzedniej dziewczyny mojego faceta (ponoć była straszna heksa) wszystko ukartował, że niby ja z nim jestem dla zabawy, picu. Nie wierzyłam własnym uszom w to co on mówi. Bo on uwierzył!!! Żeby było śmiesznie ten jego najlepszy przyjaciel był z nami na nartach i super się razem bawiliśmy. Nie wiem dlaczego to powiedział, a przede wszystkim nie wiem dlaczego mój facet w to uwierzył.
Po rozmowie uznał, że wierzy w szczerość moich uczuć, ale nie wie czy chce ze mną dalej być. Nie wie co czuje i czego chce. Te słowa łamały moje serce na części. Dlaczego czyjeś słowa były w stanie tak wiele zmienić między nami? Dodam tylko że nie mamy po 15 lat, ja mam 25, a on 27.
Proszę o jakąś pomoc jak mam się w tym wszystkim zachować, co mam myśleć. Na tą chwilę wydaje mi się, że to jest koniec, bo wychodzę z założenia, że skoro wkradły się wątpliwości, to widocznie on nie uważa mnie za właściwą osobę.
Ale pozostaje jeszcze ta odrobina nadziei, że przecież każdy jest czasem na zakręcie. Wiem że poprzednia dziewczyna bardzo go skrzywdziła.
Z góry dziękuję za wsparcie.