Znów kocham...po raz pierwszy od wielu, wielu lat... Pierwszy raz tak świadomie i dojrzale. I pierwszy raz jest to tak cholernie skomplikowane.
Ja - po przejściach- dwa nieudane choć długie związki, pierwszy w młodości- rozpadł się z mojej winy, drugi zakończył się kilka lat temu, w ciężkim dla mnie momencie, bo w chwili, gdy byłam w 7-mym miesiącu ciąży...
On- żonaty jeszcze- formalnie. I nie wchodzą tu w grę rzeczy typu mydlenie oczu, bo mu się żona chwilowo znudziła- nie są razem, ona też ma kogoś, ale wspólne sprawy każą im czekać z rozwodem jeszcze kilka miesięcy...
Spotykamy się po kryjomu. Ja podjęłam taka decyzję. Nie chcę, by moje dzieci słyszały, ze matka puszcza się z żonatym...A niestety, mieszkam w małej mieścinie, gdzie wszyscy zaglądają sobie wzajemnie do sypialni.
Wszystko jest niby ok- on dzwoni, przyjeżdża - nie często, bo już dawno wyprowadził się stąd i dużo pracuje zawodowo. Jest na bieżąco- z moim życiem, życiem moich dzieci... To on snuje plany- wspólne życie po jego rozwodzie, mieszkanie, dziecko... Spotykamy się tak już kilka miesięcy, lecz jeszcze nie spaliśmy ze sobą , choć mieliśmy okazję, lecz ja chcę by to było coś wyjątkowego, a nie parking przy lesie, czy motel... I on nie nalega, ma takie samo zdanie. Więc mam pewność ze nie chodzi tylko o seks.. nie jestem aż tak atrakcyjna i nie wyginęły wszystkie kobiety dookoła, by robić sobie tyle zachodu i tracić tyle miesięcy tylko po to żeby pójść ze mną do łóżka ( tak sądzę) I nic nie wskazuje że są to jakieś jego gierki, a jednak jest we mnie strach. Strach, ze się nie uda, że nie wytrzymam tak długo, że on po drodze spotka kogoś lepszego ( jest bardzo atrakcyjnym i wpływowym człowiekiem)...Moje dzieci o nim nie wiedzą- czy poznać ich z nim już teraz, czy poczekać, czy poznając nie zranię ich jeśli odejdzie ( luba ja odejdę), a jeśli nie poznam ich ze sobą, jak mają go zaakceptować....I takie myśli oraz inne ciągle w mojej głowie. Raz się ciesze tą miłością, za chwilę mnie to przeraża i przerasta. Z jednej strony ufam, z drugiej mam wrażenie, że to za piękne jakieś jest. Chyba doszłam do momentu, gdzie rozum przeważa nad uczuciami... Gdy strach przed porażką powoduje wątpliwości, które nie pozwalają w pełni oddać się uczuciu. Bo takie jest- nie piszcie, ze nie jestem gotowa, czy pewna- jestem pewna Uczucia I CHYBA WŁAŚNIE TYLKO UCZUCIA....
Podobne tematy
W pierwszym odruchu chciałam napisać, że biorąc pod uwagę wszystko, co o nim napisałaś, nie masz żadnych powodów do obaw. Jednak przypomniała mi się moja siostra, która również przechodziła przez coś podobnego po rozwodzie. Jest zupełnie naturalne, że nie wskoczysz w nowy związek tak, jakbyś to zrobiła kiedyś - za bardzo obciąża cię bagaż doświadczeń, żeby gdziekolwiek "skakać". Wejście w pierwszy związek jest zawsze łatwiejsze bo nie wiemy, czego możemy się spodziewać. Sama, po dwóch nieudanych związkach, czuję się czasem jak mój kot, który raz wskoczył na kaktusa. RAZ. Potem bardzo długo obchodzil go szerokim łukiem, a teraz powoli i ostrożnie podchodzi, żeby powąchać. Z drugiej strony jednak, nie powstrzymuje go to od wskakiwania na lampę. Oczywiście ze względu na dzieci musisz być ostrożna bo nie chodzi już tylko i wyłącznie o ciebie - jeśli coś pójdzie nie tak, one również na tym ucierpią. Nie pozwól jednak przeszłości panoszyć się po twoim życiu i nim kierować. To, że ktoś raz wszedł do twojego ogródka i ewentualnie podeptał ci wszystkie kwiatki nie znaczy, że każdy kogo tam wpuścisz zrobi dokładnie to samo. Ani że musisz oceniać każdy nowy związek przez pryzmat poprzednich. Związki z założenia niosą ze sobą ryzyko i ty jako matka starasz się to ryzyko zminimalizować ze względu na dzieci i bardzo słusznie robisz. Nie zgadzam się jednak z twierdzeniem, że "doszłaś do momentu, w którym rozum wziął górę nad uczuciami". Wydaje mi się, że to raczej twoje lęki i obawy wzięły górę zarówno nad rozumem jak i nad uczuciami ponieważ rozum, jeśli poważnie przeanalizujesz to, co sama napisałaś i zachowanie twojego partnera, raczej nie podpowie ci, że to zbyt piękne żeby było prawdziwe.
Kendy dziękuję za słowa wsparcia. Dziś po niespełna 4 miesiącach od postu jestem szczęśliwą kobietą w związku, który przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Rozwód w trakcie- ja mam na palcu pierścionek zaręczynowy- jestem kochana i kocham...! Pozdrawiam
Gratuluje! Życzę wam szczęścia! ![]()