Jakiś czas temu byłam w związku. Krótkim, ale raczej nie było między nami spięć, rozumieliśmy się i dobrze dogadywaliśmy. Niestety on stwierdził, że to nie "to" i nie czuje do mnie nic oprócz dużej sympatii. Teraz kiedy wszystko sobie ułożyłam- w sumie to funkcjonuje na zasadzie-praca, dom, praca, dom, ale jest spokojnie i nie mam wahań nastrojów spowodowanych nieszczęśliwą miłością to on nagle zaczyna do mnie pisać, że jestem mu bliska, że nie zapomni o mnie, interesuje się co u mnie słychać. Pisze bardzo nieregularnie i tak naprawdę to nie wiem o co mu chodzi. Z tego co wiem to po naszym rozstaniu spotyka się z jedną panią, nie wiem na jakiej zasadzie, ale moi znajomi go często widzą na mieście z nią. W takim razie dlaczego on ciągle do mnie pisze? Czego ode mnie chce? Bo ja się już pogubiłam...
Podobne tematy
Dlatego wywalamy byłych z życia po rozstaniu. Zrób to i przestaniesz się gubić.
Ja staram się go wywalić, chociaż dużo mnie to kosztuje, ale on nie daje mi o sobie zapomnieć. Chciałabym zrozumieć jego postępowanie. On wie, że ja mogę coś do niego dalej czuć, a mimo to pisze do mnie i nie są to typowo koleżeńskie smsy. Nie wiem co mam o tym myśleć...bawi się mną? Czuje coś więcej i nie chce mnie stracić?
Ja staram się go wywalić, chociaż dużo mnie to kosztuje, ale on nie daje mi o sobie zapomnieć. Chciałabym zrozumieć jego postępowanie. On wie, że ja mogę coś do niego dalej czuć, a mimo to pisze do mnie i nie są to typowo koleżeńskie smsy. Nie wiem co mam o tym myśleć...bawi się mną? Czuje coś więcej i nie chce mnie stracić?
Przecież nie chciał Ciebie, zostawił Cię świadomie...więc co ma tracić?
Być może został sam i tę pustkę urozmaica sobie pisaniem do Ciebie co nie oznacza, że kocha.
Radzę nie drążyć tematu, nie pisać scenariuszy, nie zastanawiać się nad powodami odzewu bo znowu będziesz cierpiała bo jest to niepotrzebne.
Czy ja wiem...może on jest takim psem ogrodnika?
Leila, uwierz mi, że ja bym się nad tym nie zastanawiała, gdybym nic do niego nie czuła. Mam ciągle nadzieję, że może pisze do mnie, bo wreszcie zrozumiał, że też coś czuje do mnie. Czy to tylko łudzenie się?
Z tego co wiem, to on się z kimś spotyka, więc raczej pustki nie czuje. Działa na dwa fronty, ale po co? Może tamta nie spełnia jego oczekiwań i zaczyna tęsknić za mną?
Kurcze, zależy mi na nim, nie chcę odpuścić sobie go tak łatwo, ale powoli zdaję sobie sprawę, że jestem na przegranej pozycji i nie warto. Tylko te smsy...jeżeli dalej będzie do mnie pisał to nigdy o nim nie zapomnę.
Łatwo jest napisać "odpuść, daj sobie spokój", ale kiedy samemu jest się w takiej sytuacji to trochę trudniej podjąć decyzję.
Mógł coś zrozumieć ale nie musiał. Jak nie dasz mu szansy- nie przekonasz się, jak dasz- musisz liczyć się z tym że znowu Cie zrani. Możesz bezpiecznie starać się zapomnieć, a możesz dać tą szanse i ewentualnie upewnić się że chcesz całkiem wyrzucić go ze swojego życia. Jakiego wyboru nie podejmiesz, nie będzie łatwo..
Jakiś czas temu byłam w związku. Krótkim, ale raczej nie było między nami spięć, rozumieliśmy się i dobrze dogadywaliśmy. Niestety on stwierdził, że to nie "to" i nie czuje do mnie nic oprócz dużej sympatii. Teraz kiedy wszystko sobie ułożyłam- w sumie to funkcjonuje na zasadzie-praca, dom, praca, dom, ale jest spokojnie i nie mam wahań nastrojów spowodowanych nieszczęśliwą miłością to on nagle zaczyna do mnie pisać, że jestem mu bliska, że nie zapomni o mnie, interesuje się co u mnie słychać. Pisze bardzo nieregularnie i tak naprawdę to nie wiem o co mu chodzi. Z tego co wiem to po naszym rozstaniu spotyka się z jedną panią, nie wiem na jakiej zasadzie, ale moi znajomi go często widzą na mieście z nią. W takim razie dlaczego on ciągle do mnie pisze? Czego ode mnie chce? Bo ja się już pogubiłam...
Załącz olewator.
Ignorancja najlepszym wyjściem.
No chyba,że delektujesz się odgrzewanymi kotletami-to już wtedy inna sprawa.
francuski piesek -żadna mu nie dogodzi.
był z tobą - tylko sympatia, brak miłości.
jest z inną - pisze do ciebie.
popatrz jaki niezdecydowany i niedojrzały "facet"!!
ciekawe czy będąc z tobą też nie pisał do jakiejś panny, że o niej myśli..
ps. jak nie pokochał cię będącz tobąto okochał cię będąc z inną? (pytanie retoryczne)
nic_ponadto chodzi o to, że ja dalej czuję do niego uczucie, ale boję się, że to tylko gra z jego strony, a nie chcę kolejnego zranienie. Walczyłabym, gdybym wiedziała, że przemyślał sprawę...
Carpathia chciałam załączyć olewator, bo wiem, że to jedyne wyjście, żeby on zniknął z mojego życia, ale nie potrafię...tęsknie za nim. Trochę się go boję stracić. Czyli tkwię w impasie, bo liczę na coś, czego nigdy mieć nie będę:( Carpathia miałaś taką sytuację?
farfalla tak, on ma duże wymagania i miał dużo kobiet. Ja się w nim beznadziejnie zakochałam i jak widać nie spasowałam mu też. Tym bardziej nie rozumiem czemu on dalej do mnie pisze i rozbudza moje emocje? Moje myślenie jest takie: spotyka się z inną, ale dalej ja mu siedzę w głowie, pamięta o mnie, czyli może jednak mu zależy, może sobie uświadamia, że ta w porównaniu ze mną nie jest taka dobra. Głupie myślenie.
Nie wiem co mam robić! W moim wypadku nie tak łatwo jest kogoś wywalić z życia, nawet byłego. Mam z tym problem, bo przywiązuje się niesamowicie do ludzi. A do niego to już w szczególności byłam bardzo emocjonalnie przywiązania i ta nadzieja mnie przy życiu trzyma, że on napisze, że znowu będziemy razem. Jest sens w ogóle tę nadzieję podtrzymywać?
A może napisz mu szczerze, prosto z mostu, że jeśli Cię zostawił i nic do Ciebie nie czuje, to sobie nie życzysz aby nadal się z Tobą kontaktował, bo nie lubisz, gdy ktoś traktuje Cię niepoważnie, szkoda Ci czasu na takie znajomości i żeby dał Ci spokój, bo nieuczciwie gra na Twoich uczuciach i wzbudza negatywne emocje.
Jeśli jednak szczerze za Tobą zatęsknił i może jednak po czasie uświadomił sobie, że chciałby spróbować jeszcze raz, nie odpuści, zacznie się tłumaczyć, będzie dążył do podtrzymywania kontaktu.
(Znam jeden przypadek wśród znajomych, w którym chłopak zostawił dziewczynę ale po paru miesiącach i przypadkowych widzeniach zaczęło mu jej brakować, wrócili do siebie i są aktualnie w szczęśliwym związku.)
hello,
Moje spostrzezenie wiaze sie z twoja kontrastujaca wypowiedzia!!
Na poczatku twego postu piszesz, ze jestes spokojna i nie masz wahan nastrojow spowodowanych nieszczesliwa miloscia, czyli wedlug mnie jest OK
Ale wchodzac w twoj watek, probujac cie zrozumiec, jestem sama zagubiona... poniewaz wlasnie sama z toba nie jestes ok!!
W koncowym poscie nr 4, piszesz o tesknocie za nim, czyli spokoju nie masz, pieszesz tez ze boisz sie go stracic, wiec tym bardziej tego spokoju nie masz! A tak naprawde, czy ty go masz?
Na samym poczatku przedstawiasz sie jako ktos, kto juz sobie odnalazl spokoj, poukladal zycie w schemat dom, praca, i niby jest ok ,ktos kto normalnie uodpornil sie na fakt, ze on juz toba nie jest zainteresowany i oprocz tego prawdopodobnie ma kogos, a na koniec wlasciwie piszesz cala prawde, bo ty go po prostu kochasz! nie zapomnialas go i dlatego nie wykasowalas jego nr tel, ani tez na przyklad, nie zmienilas twojego, by ci juz nie pisal.. A teraz fukasz na sytuacje, bo on dzwoni i pisze...
Oj kochana, to wyglada dziwnie, bo zastanawiam sie czy mimowolnie nie "wezszlas" sama do jakiejs gry typu : on znika i sie pojawia, a ty niby zmiatasz te suche liscie po nim a za kazdym razem jak wiatr je przynosi to jakis sobie ukratkiem schowasz do kieszeni.
Przeciez wiemy, ze w zyciu sa takie typy ludzi, ktorzy nie wiedza czego tak naprawde chca, bo dla mnie to taki typ, inaczej to by ci powiedzial jak sobie wyobraza wasza relacje i czego od ciebie dzis oczekuje, tak? a w zadnym twoim watku nie odnalazlam odpowiedzi na to pytanie, wiec ten pan jest mgla, ktora tylko cie otacza, a ty? nie majac zadnych konkretnych zanakow od niego motasz sie tylko w pytaniach bez odpowiedzi.. i tak naprawde, czuje, ze tych odpowiedzi ci nie da, no chyba, ze sama jego jeszcze raz o nie poprosisz..
Co tu gdybac, trzeba odwolac sie do logiki i wybrac w koncu wybrac by nie gdybac!!
Albo kontynujesz zycie parca dom, spokoj uczuciowy i zyjesz z nadzieja, ze bedzie kiedys ktos inny, moze w koncu ktos kto sie zaangazuje prawdziwie, albo, no wlasnie albo wymagasz od niego jasnej odpowiedzi czego od ciebie dzis chce! i od tej odpowiedzi bedzie zalezec twoja postawa, bo inaczej to mozesz jeszcze tak dlugo pisac tutaj do nas o twoich mekach typu : " a czego on ode mnie chce i po co do mnie pisze?"
Wiec jak chcesz pojsc na przod w twoich sprawach serca musisz byc odwazna dla ciebie i chronic twoj univers! przed taka zabawa dziwna, bo ona stabilizacji napewno ci nie przyniesie.
Z powazaniem oczywiscie.
hello,
Moje spostrzezenie wiaze sie z twoja kontrastujaca wypowiedzia!!
Na poczatku twego postu piszesz, ze jestes spokojna i nie masz wahan nastrojow spowodowanych nieszczesliwa miloscia, czyli wedlug mnie jest OK
Ale wchodzac w twoj watek, probujac cie zrozumiec, jestem sama zagubiona... poniewaz wlasnie sama z toba nie jestes ok!!
W koncowym poscie nr 4, piszesz o tesknocie za nim, czyli spokoju nie masz, pieszesz tez ze boisz sie go stracic, wiec tym bardziej tego spokoju nie masz! A tak naprawde, czy ty go masz?
Na samym poczatku przedstawiasz sie jako ktos, kto juz sobie odnalazl spokoj, poukladal zycie w schemat dom, praca, i niby jest ok ,ktos kto normalnie uodpornil sie na fakt, ze on juz toba nie jest zainteresowany i oprocz tego prawdopodobnie ma kogos, a na koniec wlasciwie piszesz cala prawde, bo ty go po prostu kochasz! nie zapomnialas go i dlatego nie wykasowalas jego nr tel, ani tez na przyklad, nie zmienilas twojego, by ci juz nie pisal.. A teraz fukasz na sytuacje, bo on dzwoni i pisze...
Oj kochana, to wyglada dziwnie, bo zastanawiam sie czy mimowolnie nie "wezszlas" sama do jakiejs gry typu : on znika i sie pojawia, a ty niby zmiatasz te suche liscie po nim a za kazdym razem jak wiatr je przynosi to jakis sobie ukratkiem schowasz do kieszeni.
Przeciez wiemy, ze w zyciu sa takie typy ludzi, ktorzy nie wiedza czego tak naprawde chca, bo dla mnie to taki typ, inaczej to by ci powiedzial jak sobie wyobraza wasza relacje i czego od ciebie dzis oczekuje, tak? a w zadnym twoim watku nie odnalazlam odpowiedzi na to pytanie, wiec ten pan jest mgla, ktora tylko cie otacza, a ty? nie majac zadnych konkretnych zanakow od niego motasz sie tylko w pytaniach bez odpowiedzi.. i tak naprawde, czuje, ze tych odpowiedzi ci nie da, no chyba, ze sama jego jeszcze raz o nie poprosisz..
Co tu gdybac, trzeba odwolac sie do logiki i wybrac w koncu wybrac by nie gdybac!!Albo kontynujesz zycie parca dom, spokoj uczuciowy i zyjesz z nadzieja, ze bedzie kiedys ktos inny, moze w koncu ktos kto sie zaangazuje prawdziwie, albo, no wlasnie albo wymagasz od niego jasnej odpowiedzi czego od ciebie dzis chce! i od tej odpowiedzi bedzie zalezec twoja postawa, bo inaczej to mozesz jeszcze tak dlugo pisac tutaj do nas o twoich mekach typu : " a czego on ode mnie chce i po co do mnie pisze?"
Wiec jak chcesz pojsc na przod w twoich sprawach serca musisz byc odwazna dla ciebie i chronic twoj univers! przed taka zabawa dziwna, bo ona stabilizacji napewno ci nie przyniesie.
Z powazaniem oczywiscie.
A ja się nie zgadzam z Twoją wypowiedzią kompletnie...
Autorka, pisząc o trybie Praca-Dom, Praca-Dom zapewne miała na myśli to, że pogodziła się już z rozstaniem i zaczęła odzyskiwać równowagę emocjonalną aż do momentu, w którym jej były chłopak odezwał się ponownie i namieszał jej w głowie... To chyba częste, ludzkie i zrozumiałe???
Gdyby wszyscy ludzie na świecie byli tacy zdecydowani, zawsze konsekwentni i stanowczy, tak jak piszesz, życie byłoby o wiele prostsze ale tak nie jest. Nic nie jest czarno-białe... Każdy ma prawo do popełniania błędów, dokonywania pochopnych wyborów, wahań i wątpliwości, zwłaszcza w kwestii uczuć. Ludzka psychika jest niezwykle skomplikowana, nie jesteśmy robotami... Dla mnie to co czujemy jest kompletnie sprzeczne z logiką. Miłość, zauroczenie, związki, to nie równanie matematyczne, w którym 2+2=4.
Zmiana numeru telefonu sprawy nie rozwiązuje, a co jeśli za 3 dni spotka go przypadkiem w zatłoczonym supermarkecie i on ponowi ustnie jakieś propozycje?
Autorka postu musi sama podjąć decyzję, czy jest na tyle silna i gotowa na to, aby poinformować go o swoich uczuciach, zagrać z nim w otwarte karty i ponownie zaryzykować daniem mu kolejnej szansy a jednocześnie ewentualnym zranieniem, czy raczej czuje, że on nie zasługuje na jej zaufanie i powinna się bezpiecznie wycofać, przyjąć defensywną postawę...
Ja osobiście całkowicie te rozterki rozumiem...
Dzięki wielkie za wszelkie rady.
prawie.dobrze gdyby chciał mnie odzyskać to nie spotykałby się z inną. Poza tym mielibyśmy częstszy kontakt. To na razie wygląda tak, że przez jakiś czas jest cisza, a potem bombardowanie smsami o różnej treści. Czasami zapyta co u mnie słychać, czasami wspomni nasze wspólnie spędzone chwile, napisze, że mu na mnie zależy. To jest nie fair. Po co robi mi nadzieję? Miałaś podobną sytuację?
zycie z rozami to nie jest takie proste zapomnieć o kimś. Owszem- kiedy nie pisał miałam wszystko poukładane, pogodziłam się, że mnie nie chciał i że nie jesteśmy razem. Gdy zaczęły się smsy to znowu te uczucia powróciły. Dokładnie jest tak jak pisze prawie.dobrze. To nie jest zabawa, ja się z nim nie chce w nic bawić. On wie, że ja coś czuje do niego, a mimo to pisze. Gdyby chciał ze mną być to by był, ale z drugiej strony wciąż nie może dać mi spokoju. Jestem bliska rozpaczy... Nie jestem desperatką, więc na pewno nie uprzykrzałabym mu życia i starałabym się o nim zapomnieć, gdyby on tylko się jasno zdeklarował, że między nami skończone. On chyba sam nie wie czego chce.
Mam dylemat. Ostatnio pisał mi, że bardzo chętnie mnie znowu zobaczy i że powinniśmy się spotkać. A potem znowu cisza...
Nie wiem co robić. Skończyć to i mieć spokój czy odgrzewać kotleta z nadzieją, że będzie happy end?
Mam dylemat. Ostatnio pisał mi, że bardzo chętnie mnie znowu zobaczy i że powinniśmy się spotkać. A potem znowu cisza... Nie wiem co robić. Skończyć to i mieć spokój czy odgrzewać kotleta z nadzieją, że będzie happy end?
Nie wiem, czy dobrze myślę, bo sama się gubię w relacjach damsko-męskich ale zrobiłabym na Twoim miejscu właśnie tak, jak wcześniej napisałam. Jeśli wysłałby jeszcze smsy o podobnej treści, że chciałby Cię zobaczyć, zapytałabym np.: "A po co? Miałeś już wystarczająco dużo okazji aby się ze mną widywać, więc jeśli sam nie wiesz czego chcesz i nie traktujesz innych poważnie, nie marnuj mojego cennego czasu, bo mnie to nie wzrusza".
Jeśli masz jednak na tyle siły aby się z nim zobaczyć, przy kolejnym jego: "Chętnie bym Cię zobaczył" napisz konkretnie: "Podaj ewentualne terminy spotkania" i gdy odpisze, spotkaj się z nim ale oczywiście w bezpiecznych okolicznościach, żeby nie mógł liczyć na nic więcej prócz szczerej rozmowy i wtedy mu wygarnij...
Tylko, że ja nie chcę mu nic wygarniać. Nie jestem histeryczką, a poza tym on najprawdopodobniej by się nie przejął, a ja bym tylko się niepotrzebnie zdenerwowała.
On bardzo chce się ze mną spotkać, ale tak de facto nie określił celu tego spotkania. Może po prostu mu się tamta znudziła albo chce mieć jakieś urozmaicenie.
Myślałam nad różnymi scenariuszami. Jeżeli się z nim spotkam to serce mi na pewno mocniej zabije i ja wiem, że znowu będę o nim myśleć dzień i noc. On tak właśnie na mnie działa, a moje niezagojone serce może tego nie przeżyć. Boję się, że po spotkaniu będę sobie obiecywała za dużo, a on znowu o mnie zapomni na jakiś czas. Tego się właśnie boję najbardziej.
Z drugiej strony potrzebowałabym jakichś ostrych słów, porządnego przemówienia do rozsądku, żeby już się nie bawić w to i znaleźć kogoś odpowiedniego. Ale tylko jego do tej pory tak mocno kochałam. Rozumiał mnie jak nikt i chociaż to długo nie trwało to jednak przez ten czas się dobrze poznaliśmy. Ja się przywiązałam, a wcześniej mi się to nie zdarzyło aż w takim stopniu.
Chciałabym być dla niego najważniejsze, a nigdy nie będę. Nie wiem co mam robić...jak potem mam żyć bez niego...to nie to samo.
Jeżeli gmatwam to przepraszam, ale pisze wszystko co mi przychodzi na myśl, bo emocje są silne.
pytasz NAS: czego on chce? jaki ma cel? możemy podowiedzieć ci różne warianty ale odpowiedzi od nas i tak nie uzyskasz.
najlepiej chyba zapytać JEGO: dlaczego piszesz?w jakim celu chcesz się ze mną spotkać?chcesz być ze mną czy z nią? czy zasłużyłam na to, żeby znów mnie ranić? jeśli nie masz poważnych zamiarów, to lepiej mnie zostaw-nie bądź egoistą, który chce się tylko pobawić.
myślę, że poważne i rzeczowe pytania wymogą poważną i rzeczową dyskusję. jeśli nie, to chyba nie masz co sobie zawracać głowy bo jak facet nie bedzie umiał z tobą poważnie porozmawiać, to jak ma cię poważnie traktować..
farfalla, ja wiem, że Wy mi nie odpowiecie dokładnie o co mu chodzi. Ja sama też nie wiem i zastanawiam się czy on sam to wie.
Nie chcę wyjść na histeryczkę i pytać go czego ode mnie chce. Chyba założył, że możemy się tak po prostu spotykać, tylko jaki w tym sens? Pogubiłam się, dlatego, że chyba go kocham nadal. Nie umiem trzeźwo myśleć. A przecież on kogoś ma i to wiadome, że gdyby chciał ze mną być to by się określił już dawno temu. Zawsze mu podkreślałam, że mi na nim zależy. Teraz jest znowu cisza...
może jest facet nieświadamy krzywdy jaką ci wyrządza tym kontaktem - w końcu nie zapominajmy, że to tylko facet więc domyślny raczej nie jest.
widzę 3 opcje (skoro nie chcesz jego pytać to będę zgadywać dajej
) :
1)NIEŚWIADOMY: facet nic do ciebie nie czuł i nie czuje(oprócz tzw. przyjaźni) więc nie widzi problemu, żeby spotkac sie z tobą na kawie i pogadać o pierdołach - został mu sentyment.no i przecież dobrze się rozumieliście więc pewnie lubi z tobą przebywać-jak z przyjaciółką. oprócz tego nie domyśla się, że ten kontakt cię boli.
2)NIEZDECYDOWANY: facet nie wie co do ciebie czuje bo wcześniej nic oprócz sympatii a teraz mu dziwnie bez ciebie - w końcu świtnie się rozumieliscie..
3)CHAM: patrz twój temat główny wątku; facet trzyma cię jako koło zapasowe. jakby z tamtą nie wyszło.. albo tak po prostu ma ochotę upiec 2 pieczenie na jednym ogniu. albo pies ogrodnika-sam nie weżmie ale komuś też nie da i woli, żebyś zdychała z wiecznie niespełnionej miłości do niego niż z kimś była.
wiem, że chcesz wierzyć w opcję 2. nawet jeśli tak jest to nie daje ci to gwarancji, że cię pokocha. ale w dzisiejszych czasach nie ma żadnej gwaracji więc to nie musi być takie znaczące. gra o wszystko albo nic. jesteś na to gotowa??
ps. ale pamiętaj, że są jeszcze dwie pozostałe opcje..
nie wiem czy on ma świadomość, że mi wyrządza krzywdę tymi smsami, ale mnie trochę zna, więc powinien wiedzieć, że jestem uczuciowa i dla mnie to na pewno nie są to koleżeńskie smsy, tylko ja mu odpisuje, bo do niego coś czuję.
Super przedstawiłaś te opcje...naprawdę zaczęłam się zastanawiać, która jest najbliższa prawdy i stwierdziłam, że trochę 1 opcja i trochę 3. Chociaż tak jak piszesz- chciałabym wierzyć w tą 2.
Dlaczego 1 i 3? Po pierwsze on chyba traktuje całkiem na luzie naszą znajomość, nie widzi w tym nic złego, że będziemy się spotykać jako przyjaciele, nawet jeżeli on już się z kimś innym spotyka. Przecież do mnie czuje tylko sympatię, więc kto zabroni mu mieć przyjaciółkę? Tylko nie jestem właśnie pewna czy on sobie nie zdaje sprawy z tego, że to jest dla mnie bolesne czy tę myśl wypiera i nie chce w nią wierzyć, bo tak mu lepiej?
A 3.opcja też jest całkiem możliwa, bo on pewnie ma świadomość, że jak mu nie wyjdzie z tamtą, to zawsze będzie mógł się mną pocieszyć, bo wie,że ja zawsze na niego czekałam i czekam dalej. Więc będę jak znalazł jako koło zapasowe w przyszłości...
Cholera, ja myślałam, że jemu na mnie zależy, że te smsy to jest jakaś oznaka tego, że tęskni, tego, że sobie coś w końcu uświadomił i obudziło się w nim uczucie do mnie. Ale chyba się oszukuję, co?
Gdyby kochał to by mnie nie zostawił i nie spotykał się z inną. Dla samej sympatii to ja nie mogę znowu się tak poświęcać dla niego. Ja zakochana po uszy i wiecznie tęskniąca, a on tylko sympatia i miło spędzony ze mną czas, a potem znowu idę w odstawkę i cisza przez najbliższe tygodnie? No tak to nie może wyglądać...
Farfalla, myślisz, że lepiej sobie dać z nim spokój teraz? Ja wiem, że moje uczucie do niego jest prawdziwe, ale on się mną może bawić, bo jak widzisz dalej cisza z jego strony, nawet nie zadzwoni ani nic...
Anettiene iel masz lat jak nei tajemnica ? a tak wogole to ile ze soba byliscie czasu ? jak piszesz ze krotko ale jak do nikogo si etak nie przyzwyczailas w tak krotkim czasei i ci zalezy. Co do faceta jak by kochal to by byl z toba i nie szukal innej gdyby odszedl i chchial zmienic zdanie to nie byl by z kims innym tylko by tamta zostawil zastanowil sie co ijak i jakos tobei to wytlumaczyl i chcial np. wrocic do wspolnego zwiazku a nei sie tak bawic jak sie jets z kism to si enei kreci z innymi.
ty znasz go najlepiej. skoro sama czujesz, że opcja 1 i 3 są najbardziej prawdopodobne, to chyba już wiesz jaka decyzja będzie najlepsza dla ciebie.
sama czujesz, że nawet jak się zejdziecie, to on może cię znów zostawić jak inna okazja pojawi się na horyzoncie i może stwierdzić,że jednak naprawdę cię nie kocha. a przecież nie chcesz znowu cierpieć. NIE DAJ SOBĄ MIOTAĆ.
życzę podjęcia mądrej decyzji:)
22 2013-11-02 00:20:30 Ostatnio edytowany przez Annettienne (2013-11-02 00:21:22)
Nie wiem jakie to ma znaczenie, ale mam 24 lata. A byliśmy niedługo, bo tylko rok. Ale przez ten rok się dobrze poznaliśmy, często zwierzał mi się ze swoich problemów rodzinnych/w pracy, ja tak samo mówiłam o swoich. Mieliśmy dużo wspólnych zainteresowań, zawsze mnóstwo tematów do rozmów. W sumie to jest pierwszy facet, z którym mogłabym planować przyszłość i stworzyć coś poważnego. Wcześniej tego nie doświadczyłam aż w takim stopniu. Nie wiem co poszło nie tak, po prostu on któregoś dnia stwierdził, że "to nie jest to" i nic więcej mi nie wyjaśnił.
Ja wiem, że on nie postępuje fair, ale te jego smsy, że jestem dla niego kimś ważnym, że sobie wspomina nasze chwile i pamięta o mnie. Po co on to pisze? Właśnie stawiam na te dwie opcje, które wymieniła farfalla, ale też sama nie wiem do końca...a może ja się nie powinnam zastanawiać, tylko od razu sobie dać spokój. Przecież nagle mu się nie odwidziało, że mnie jednak kocha. Nie jest mi łatwo...
Dzięki farfalla za mądre słowa. Chyba już powoli moja decyzja się klaruje...
23 2013-11-02 01:21:09 Ostatnio edytowany przez kendy (2013-11-02 01:25:52)
On wie, że ja coś czuje do niego, a mimo to pisze. Gdyby chciał ze mną być to by był.
Dokładnie i jeszcze raz, dokładnie. Odrobina empatii z domieszką samokrytyki z jego strony i zdałby sobie sprawę, że egoizmem jest tak cię traktować. Inaczej nie da się tego określić.
Postaw się na chwilę w jego sytuacji. Spotykasz się z kimś, a jednocześnie pisujesz do swojego byłego, którego sama zostawiłaś ponieważ nie żywiłaś do niego głębszych uczuć. Dlaczego to robisz? I co to o tobie świadczy? I czy chciałabyś z kimś takim być?
nie wiem czy on ma świadomość, że mi wyrządza krzywdę tymi smsami, ale mnie trochę zna, więc powinien wiedzieć, że jestem uczuciowa
Nie musi cię znać, żeby mieć tego świadomość. Niezależnie od tego, czy jesteś uczuciowa, czy nie, w sytuacji kiedy sam odszedł bo nie czuł tego, co ty, jest zupełnie oczywiste, że pisząc do ciebie jak mu się zachce/przypomni/nudzi igra z twoimi uczuciami. A jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy, musi być niewiarygodnie głupi i egocentryczny.
Poza tym, czytając twoje posty odniosłam wrażenie, że znasz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania (już sam tytuł wątku jest odpowiedzią samą w sobie), poza tym wydajesz się być mądrą, dojrzałą kobietą. Więc powodem -pewnie bardziej pod- niż świadomym - dla którego założyłaś wątek była chęć usłyszenia od kogoś, że jest jakaś nadzieja i on się wcale tobą nie bawi... A prawda jest taka, że facet jest funta kłaków niewart i mógłby najwyżej nosić za tobą wodę po pustyni. Wyślij go do diabła.
I nie jest prawdą, że łatwiej powiedzieć niż zrobić.
Owszem- kiedy nie pisał miałam wszystko poukładane, pogodziłam się, że mnie nie chciał i że nie jesteśmy razem.
Już raz to zrobiłaś. I nie było tak źle. Gdybyś za pierwszym razem kiedy do ciebie napisał wysłała go do diabła kto wie? Może dziś zamiast się tu żalić byłabyś z kimś nowym (miejmy nadzieję, bardziej wartościowym). I za każdym razem kiedy pisze, a ty mu odpisujesz przedłużasz tylko ten stan. Więc w ogólnym rozrachunku chyba to, co robisz jest cięższe niż zwykłe poproszenie, żeby się odwalił (w zależności od nastroju i upodobań, mniej lub bardziej grzecznie) - raz, a dobrze. Bo nawet jeśli nie ułoży mu się z tą drugą, jeśli uzna, że ty jednak byłaś lepsza - naprawdę chcesz z nim być? Nie jesteś autem, a związek to nie jazda próbna. Pojeździłem Toyotą, nie było źle, ale jakoś super dobrze też nie było. Spróbuje Citroena. Też do bani. Już lepsza była ta Toyta.... Do czasu kiedy znajdzie się jakiś Mercedes. Jakoś tak sobie jego podejście do ciebie wyobrażam.
24 2013-11-02 18:22:11 Ostatnio edytowany przez AniolZInnegoSwiata (2013-11-02 19:49:27)
Gdyby kochał to by mnie nie zostawił i nie spotykał się z inną. Dla samej sympatii to ja nie mogę znowu się tak poświęcać dla niego. Ja zakochana po uszy i wiecznie tęskniąca, a on tylko sympatia i miło spędzony ze mną czas, a potem znowu idę w odstawkę i cisza przez najbliższe tygodnie? No tak to nie może wyglądać...
Farfalla, myślisz, że lepiej sobie dać z nim spokój teraz? Ja wiem, że moje uczucie do niego jest prawdziwe, ale on się mną może bawić, bo jak widzisz dalej cisza z jego strony, nawet nie zadzwoni ani nic...
moze on sam sie boi?
I SEDNO SPRAWY - jak rozpoznac czy to ze facet wraca co Jakis czas po dlugiej ciszy,znow chce nawiazac konatkt to oznaka tego ze
1.Naprawde tesknil za nia ,ale chcial jej pokazac ,robi na zlosc ?
2.Uswiadomil sobie ,ze tak naprawde to do niej cos prawdziwego niepowtarzalego czuje?
3.Jakas pani go odrzucila,skonczyl z ktoras i traktuje Cie jak kolko ratunkowe ?
????
Jak to odroznic,po czym poznac?
kendy po pierwsze ja bym nigdy nie pisała do byłego chłopaka, do którego nic nie czułam. Zostawiłabym chłopaka w spokoju, chyba, że on by chciał mieć kontakt koleżeński. Ja myślę, że właśnie tutaj chodzi o to, że mój były czuje do mnie tylko sympatię i dlatego pisze. Plus tak jak zauważyłaś- jest trochę egoistą, bo nie myśli jak ja się czuję w tej całej sytuacji.
Właśnie te jego smsy to wyglądają tak- że jak mu się przypomni o mnie to napisze. Jak widzi, że ja bardzo mało odpisuje albo jestem jakaś powściągliwa, to wtedy mi pisze jakieś sentymentalne smsy i wygląda to tak, jakby znów chciał obudzić we mnie jakieś emocje. Zastanawiam się czy to też nie jest tak, że jego pociesza myśl, że ja coś do niego czuje. Że on lubi mieć wielbicielki i lubi jak się któraś nim interesuje.
Tak, ja sama chyba znam odpowiedź na te pytania. I w głębi duszy liczyłam na to, że ktoś na tym forum napisze mi wprost "on coś do Ciebie czuje, nie poddawaj się i walcz o niego". To by było za piękne. Kurcze, no muszę się jakoś z tym pogodzić, że facet moich marzeń mnie nie kocha i przestać sobie robić nadzieję, że sobie coś uświadomił.
Już raz próbowałam sobie dać spokój i układać życie bez niego i jakoś dałam radę, ale było naprawdę cieżko:/ Były dni kiedy płakałam do poduszki i kiedy mi się z łóżka nie chciało wstać. Nigdy rozstania jeszcze nie przeżywałam tak mocno, to tylko świadczy o tym jak bardzo się w nim zakochałam.
Masz rację, że to tak wygląda- jakbym ja była tą nieszczęsną Toyotą. Ja mam tego świadomość, ale cóż z tego? Miłość jest ślepa. Muszę po prostu sobie to jakoś ułożyć od nowa w głowie, powiedzieć sobie raz na zawsze, że z tego nic nie będzie...swoje odchorować, no i szukać kogoś, w którym ponownie się tak bardzo zakocham (nie wiem czy się taki znajdzie).
AniolZInnegoSwiata on nie jest typem, który się czegoś boi. Jest pewny siebie i gdyby wiedział, że chce być ze mną to by mi to zwyczajnie powiedział. To wygląda tak, jakby on po prostu nie chciał ze mnie jeszcze zrezygnować tak całkiem, bo wie, że mogę mu się przydać na przyszłość- nuż, jak będzie sam to wtedy ja mu zastąpię pustkę. Tak to odczuwam. A to boli szczególnie dlatego, że ja bym dla niego potrafiła wiele zrobić i dla mnie to on był zawsze kimś ważnym, a nie tylko takim zapchajdziurą jak miałam wolny czas.
Wiesz co, mnie się wydaje, że gdyby to była opcja 2., którą wymieniłaś to by się bardziej postarał niż głupie smsy od czasu do czasu. Jest tyle możliwości- może zadzwonić i szczerze pogadać, może się umówić na spotkanie, może sam przyjechać do mnie. Naprawdę to nie jest wielka filozofia. Opcja 3., że jakaś pani go odrzuciła to też mało prawdopodobnie, bo on z tego co wiem to się dalej z kimś spotyka. Więc może boi się, że jak skończy z tamtą to zostanie na lodzie? Ale kurcze, ja go znam trochę i aż tak egoistycznego podejścia to on nie może mieć. Wierzyć mi się nie chce.
Jestem w kropce...chyba jak się odezwie następnym razem to nie odpiszę i zobaczę jak bardzo mu na mnie zależy. Czy da sobie spokój czy będzie dalej szukał kontaktu i namawiał na spotkanie...czas pokaże.
Olej go bo nie potrzebnie będzie robił Ci mętlik w głowie.
Dzisiaj znowu sms od niego "co słychać". Potem wymieniliśmy parę smsów i na tym się skończyło. Ja teraz znowu głupia płaczę jak bóbr i nie wiem co mam robić. Ja go naprawdę bardzo kocham. Moje życie bez niego nie ma sensu. Wiem, że przemawiają przeze mnie teraz emocje i pewnie same głupoty to będą dla kogoś, ale tak teraz właśnie czuję. To boli, że on tak się mną bawi, że dla niego tak mało znaczę. HugMe chyba masz rację, ja to muszę przerwać, bo to się nigdy nie skończy,a tylko będę bardziej cierpieć. On sobie życie ułoży, a mnie się życie rozwali. I tak już nie ma szans, żebyśmy byli razem, on mnie nie kocha i ja sobie to musze w końcu wbić do głowy i nie robić sobie nadziei. A pisze, bo pewnie...a zresztą czy to ważne czemu pisze? Na pewno nie dlatego, że chce być znowu ze mną. Oj boli, cholernie boli;(
Oczywiście, że boli. Wiem jak się czujesz, przerobiłam to dwa razy. Dlatego wiem, że cokolwiek ktokolwiek by ci teraz nie powiedział, nie sprawi, że poczujesz się lepiej. W którymś momencie jednak przejdzie. Przejdzie, będziesz się zastanawiała dlaczego pozwoliłaś facetowi tak się sobą bawić i nie będzie ci się to w głowie mieścić. Piszę to z perspektywy kogoś, kto jakiś czas temu był dokładnie tam, gdzie ty jesteś teraz. I uwierz mi, lepiej to skończyć - raz, a dobrze. Poboli, popłaczesz, przejdzie. I na tym się właśnie teraz skup - że za jakiś czas będziesz o tym myśleć bez żadnych emocji.
Dzięki kendy za słowa otuchy, naprawdę się przydały:) postanowiłam, że jeżeli jeszcze raz do mnie napisze to nie dostanie już ode mnie odpowiedzi. Nie chcę nawet wchodzić z nim w żadne dyskusje i tłumaczyć się dlaczego zrywam kontakt. Myślę, że sam się domyśli o co chodzi, a jak nie to w sumie jego sprawa. Męczę się na razie strasznie, praktycznie codziennie jest płacz jak przychodzę do domu. Wiem, że jeszcze przez jakiś czas tak będzie i nic na to nie poradzę. Muszę się skupić na innych rzeczach. Co Tobie kendy pomogło w zapominaniu o bliskiej Twojemu sercu osobie?
Poza pracą, nic. Więc najzwyczajniej w świecie wziełam nadgodziny, dodatkowe projekty, itp.itd. Starałam się być non stop zajęta, a po pracy tak zmęczona, że siły miałam na szybki prysznic a potem zasypiałam w drodze do łóżka. "Przy okazji" dorobiłam się awansu więc przynajmniej sprawdziło się w moim przypadku powiedzenie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło
Sprawdziło się również to, że czas leczy rany. W którymś momencie spotkałam go przypadkiem na ulicy i odruchowo wszystko się we mnie skuliło w oczekiwaniu na ukłucie bólu, jakiego się spodziewałam. Nigdy nie nadeszło... I nagle zdałam sobie sprawę, że jest ok i pierwszy raz od dawna odważyłam się o nim pomyśleć. Byłam wściekła zarówno na niego ale przede wszystkim na siebie. Kiedy uczucie minęło i przeanalizowałam sprawę na zimno doszłam do wniosku, że byłam skończoną idiotką.
Anetienne może z tą z ktora jest to zaczęło się robic u nich powaznie, może ona jakiś deklaracji oczekuje i on od tego zwiewa w smsy z Tobą.
"Moi" tak często robili. Albo jak im coś nie wypaliło z kimś. Tyle ze jak poznali całkiem nową to znikali znów.
a Ty moze mu rzeczywiscie powiedz zeby Ci nie mieszał w głowie, byliscie rok to znacie się dobrze, może lepiej się poczujesz jak weźmiesz sprawy w swoje ręce. Tak to on zawsze będzie wiedział że ma otwartą furtkę u Ciebie jakby mu znow nie wypaliło z kimś a Ty bedziesz tkwiła w czekaniu niewiadomo na co zamiast poznawać nowych.
Poza pracą, nic. Więc najzwyczajniej w świecie wziełam nadgodziny, dodatkowe projekty, itp.itd. Starałam się być non stop zajęta, a po pracy tak zmęczona, że siły miałam na szybki prysznic a potem zasypiałam w drodze do łóżka. "Przy okazji" dorobiłam się awansu więc przynajmniej sprawdziło się w moim przypadku powiedzenie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło wink Sprawdziło się również to, że czas leczy rany. W którymś momencie spotkałam go przypadkiem na ulicy i odruchowo wszystko się we mnie skuliło w oczekiwaniu na ukłucie bólu, jakiego się spodziewałam. Nigdy nie nadeszło... I nagle zdałam sobie sprawę, że jest ok i pierwszy raz od dawna odważyłam się o nim pomyśleć. Byłam wściekła zarówno na niego ale przede wszystkim na siebie. Kiedy uczucie minęło i przeanalizowałam sprawę na zimno doszłam do wniosku, że byłam skończoną idiotką.
Chyba pójdę za Twoją radą i po prostu skupię się na nauce i pracy...chyba nie mam innego wyjścia, bo ostatnio za dużo myślę o tej całej sytuacji. A mam taką okropną cechę, że lubię sobie usprawiedliwiać złe zachowania ludzi. I mojego byłego też. Cieszę się, że chociaż Ty skorzystałaś na rozstaniu, wzięłaś się w garść i dostałaś awans, gratulacje:) Ja na razie nie mam tyle siły, żeby się w czymkolwiek wybić, ale chociaż nie będę zawalała bieżących rzeczy. Tak teraz sobie wspominam i naprawdę przez mojego byłego to skomplikowałam sobie niektóre sprawy- między innymi na uczelni. Ja czuję, że jakbym teraz zobaczyła go na ulicy to by mi serce wyskoczyło z piersi, a potem bym to przypadkowe spotkanie przeżywała jeszcze długo. W sumie to jest duże prawdopodobieństwo, że na siebie kiedyś wpadniemy, ale może będzie tak jak piszesz i po jakimś czasie to nie zrobi na mnie wrażenia. Znam radę, że na starą miłośc najlepsza jest nowa miłość, tylko gorzej, że ja teraz poza nim świata nie widzę, co tu nawet wspominać o innych facetach. Co ciekawe nigdy taka nie byłam, a od niego się uzależniłam...myślę teraz kendy zupełnie jak Ty- byłam i jestem skończoną idiotką. Zupełnie straciłam głowę i tak szczerze to żałuję wielu rzeczy. No nic, na razie staram się jakoś trzymać, nie odzywa się więc jest spokój...mam nadzieję, że tak zostanie. Jeszcze raz dzięki za miłe słowa:)
Lady09 może jest tak jak piszesz, nie chcę o tym myśleć, bo to bolesne. On jest dla mnie bardzo ważny, myślę o nim non stop, a ja jestem dla niego jakimś "zapychaczem czasu" jak mu się nudzi. Nie mogę znieść myśli, że spędza czas z nią, a potem potrafi do mnie wysłać smsa, że jestem dla niego ważna.
On nie ma już żadnej furtki. Kiedyś muszę powiedzieć dość, bo to pisanie smsów już się trochę ciągnie. Widocznie nie znam go aż tak dobrze skoro nawet nie umiem powiedzieć co nim kieruje, że ciągle utrzymuje ze mną kontakt i pisze ckliwe smsy. Nie będę mu nic pisać, bo on albo to obróci w żart albo napisze, że wydziwiam. Akurat tego jestem pewna.
No dokładnie, znam to. Brak kontaktu najlepiej robi chociaż wiem jak ciężko odciąć się całkowicie. Tylko inaczej nie zrobisz kroku do przodu. Odizoluj się albo mu napisz jak się z tym czujesz. Dla niego to może nic nie znaczyć a Ciebie rozwala emocjonalnie.
Bo tak to Ty odpiszesz na smsy i czekasz co on na to znowu itd a on się bawi i jednocześnie układa sobie życie bez Ciebie. Jak mu zależy aby być z Tobą to zrobi coś więcej niż jakieś gierki w smsy od czasu do czasu a przecież zasługujesz na stabilnego faceta a nie na takiego co od jednej do drugiej ucieka i nie wie sam co chce.
A mam taką okropną cechę, że lubię sobie usprawiedliwiać złe zachowania ludzi. I mojego byłego też.
Też tak mam. W zasadzie pierwszy raz trzeźwo oceniłam mój związek około roku po rozstaniu, wcześniej byłam skłonna wziąć większą część winy na siebie, uwierzyć w każde kłamstwo, wręcz sama wymyślać wytłumaczenia, byleby tylko go usprawiedliwić. Myślę, że to taki mechanizm obronny chroniący nas przed bólem wynikającym z zaakceptowania prawdy. Tak samo, jak szukałaś jakiejś nadziei tutaj na forum, kogoś kto powiedziałby ci, że jest jeszcze szansa, byś mogła się tego chwycić i poczuć się lepiej. Mimo, że fakty i logika mówiły co innego.
To jednak pułapka, która niczego nie załatwia. W najlepszym wypadku po prostu odsuwa w czasie moment, w którym będziesz musiała zaakceptować fakt, że nie jesteście i nie będziecie razem (i tego straconego czasu będziesz kiedyś bardzo żałować), w najgorszym sprawia, że stajesz się jego "dziewczyną na zawołanie" - wie, że cokolwiek by nie zrobił, ty będziesz wiernie czekać gotowa na każde jego skinięcie.
Wiem, że w związku z tym, że ten mechanizm działa u ciebie obecnie na pełnych obrotach nie jest to łatwe, ale spróbuj skupić się na wszystkim tym, co sprawia, że nie powinnaś z nim być.
Ja na razie nie mam tyle siły, żeby się w czymkolwiek wybić, ale chociaż nie będę zawalała bieżących rzeczy.
Oczywiście, że masz. Uwierz mi, wszystko - absolutnie WSZYSTKO - zależy od podejścia. Jak mawia mój kolega: "Jeśli przez rok czasu będę sobie uparcie wmawiał, że jestem kobietą, nie ma bata - w końcu w to uwierzę."
Znam radę, że na starą miłośc najlepsza jest nowa miłość, tylko gorzej, że ja teraz poza nim świata nie widzę, co tu nawet wspominać o innych facetach.
Chociaż znam ludzi, którzy w ten sposób wyleczyli się z rozstania, wydaje mi się jednak, że większość - szczególnie jesli naprawdę im zależało - potrzebuje czasu, żeby poczuć się gotowym do kolejnego związku. Nawet jeśli spróbujesz, tylko utwierdzi cię to w przekonaniu, że za bardzo kochasz byłego i w rezultacie tylko pogorszy sytuację. Do niczego się nie zmuszaj i nie szukaj na siłę. Oprócz samej siebie, możesz przy okazji zranić kogos innego. Wszystko w swoim czasie.
Spróbuj znaleźć coś, co naprawdę cię wciąga. W moim przypadku była to praca, w twoim mogą to być studia, książki, kino, znajomi, sport... cokolwiek. Nie jest to łatwe ale jeśli się postarasz, na pewno pomoże.
Też tak mam. W zasadzie pierwszy raz trzeźwo oceniłam mój związek około roku po rozstaniu, wcześniej byłam skłonna wziąć większą część winy na siebie, uwierzyć w każde kłamstwo, wręcz sama wymyślać wytłumaczenia, byleby tylko go usprawiedliwić. Myślę, że to taki mechanizm obronny chroniący nas przed bólem wynikającym z zaakceptowania prawdy. Tak samo, jak szukałaś jakiejś nadziei tutaj na forum, kogoś kto powiedziałby ci, że jest jeszcze szansa, byś mogła się tego chwycić i poczuć się lepiej. Mimo, że fakty i logika mówiły co innego. To jednak pułapka, która niczego nie załatwia. W najlepszym wypadku po prostu odsuwa w czasie moment, w którym będziesz musiała zaakceptować fakt, że nie jesteście i nie będziecie razem (i tego straconego czasu będziesz kiedyś bardzo żałować), w najgorszym sprawia, że stajesz się jego "dziewczyną na zawołanie" - wie, że cokolwiek by nie zrobił, ty będziesz wiernie czekać gotowa na każde jego skinięcie. Wiem, że w związku z tym, że ten mechanizm działa u ciebie obecnie na pełnych obrotach nie jest to łatwe, ale spróbuj skupić się na wszystkim tym, co sprawia, że nie powinnaś z nim być.
Ja dalej wymyślam sobie w głowie różne usprawiedliwienia dla niego. Dostrzegam te wszystkie jego wady, ale nie potrafię sobie go nijak przedstawić w złym świetle. Nieraz zachował się wobec mnie nie fair, a ja mimo to go zawsze usprawiedliwiałam. Czasami przeginał i to bardzo i widział, że ja mu jestem skłonna bardzo dużo wybaczyć i oczywiście to wykorzystywał. Mam tego świadomość. Z drugiej strony przypominają mi się te miłe chwile, kiedy czułam, że jestem najszczęśliwsza pod słońcem. Bez niego czuję pustkę. "Dziewczyna na zawołanie"- chyba lepiej nie mogłaś tego ująć. Nie potrafię zrozumieć jak on może być taki nieczuły. Tak jakbym dla niego nic nie znaczyła. Staram się skupić na jego złych stronach i wiem, że nie byłabym z nim do końca szczęśliwa, ale tak naprawdę to nigdy z nikim nie chciałam być aż tak bardzo. Gdybym widziała cień szansy, to pewnie bym się go złapała i zawalczyła o nas, ale tego cienia nie ma. Truchleję co będzie jak się znowu odezwie. Czy będę na tyle silna, żeby mu nie odpisać? Żeby zerwać całkowicie kontakt?
Oczywiście, że masz. Uwierz mi, wszystko - absolutnie WSZYSTKO - zależy od podejścia. Jak mawia mój kolega: "Jeśli przez rok czasu będę sobie uparcie wmawiał, że jestem kobietą, nie ma bata - w końcu w to uwierzę."
Na razie to moje podejście jest takie- byle przeżyć następny dzień i byle jak najmniej pomyśleć o NIM. Dzisiaj jadąc autobusem prawie się nie popłakałam, przypomniała mi się jedna piękna chwila z początku naszej znajomości, coś ścisnęło mnie w gardle i oczy nabrzmiały łzami. Takich chwil mam na szczęście coraz mniej. Fakt jest taki, że teraz mogę się skupić wyłącznie na tym co jest ważne dla mnie. Przedtem wychodziłam z siebie, żeby mu dogodzić, żeby czuł, że ma moje wsparcie i zawsze może na mnie liczyć. Szkoda, że w odwrotną stronę to już bywało różnie. Kolejny błąd- nigdy nie można być dla drugiej osoby zbyt dobrym, bo prędzej czy później to wykorzysta.
Chociaż znam ludzi, którzy w ten sposób wyleczyli się z rozstania, wydaje mi się jednak, że większość - szczególnie jesli naprawdę im zależało - potrzebuje czasu, żeby poczuć się gotowym do kolejnego związku. Nawet jeśli spróbujesz, tylko utwierdzi cię to w przekonaniu, że za bardzo kochasz byłego i w rezultacie tylko pogorszy sytuację. Do niczego się nie zmuszaj i nie szukaj na siłę. Oprócz samej siebie, możesz przy okazji zranić kogos innego. Wszystko w swoim czasie.
Nie chcę ranić nikogo, nie chciałabym być taka jak mój były (jeżeli w ogóle ma świadomość, że mnie rani). Gorzej, że teraz każdego porównuję do niego. Przy nim czułam się inaczej, trudno to wytłumaczyć. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, żebym była w stanie pokochać kogoś równie mocno. U Ciebie kendy nie było takiego problemu? Nie porównywałaś nowo poznanych mężczyzn do byłego?
Spróbuj znaleźć coś, co naprawdę cię wciąga. W moim przypadku była to praca, w twoim mogą to być studia, książki, kino, znajomi, sport... cokolwiek. Nie jest to łatwe ale jeśli się postarasz, na pewno pomoże.
Rada całkiem dobra, ale gorzej z realizacją. Jest wiele rzeczy, którym lubię poświęcać czas i które mnie w jakiś sposób pochłaniają, ale to nie zmienia faktu, że nigdy mnie nie pochłoną do takiego stopnia, żebym przestała czuć tę pustkę i samotność po rozstaniu z nim. Tu chyba musi zadziałać czas.
Lady09 wiem, że zasługuję na stabilnego faceta. Niestety, co poradzić- zakochałam się w niedojrzałym facecie i ponoszę tego konsekwencje. Dla niego te smsy to nic takiego, zwykła odskocznia od codziennych spraw, a ja analizuje każde jego słowo, doszukuję się ukrytych znaczeń. Wiem, że to jest chore, dlatego to muszę przerwać. Gdyby mu zależało to by po prostu zadzwonił, a nawet mógłby się pofatygować i po prostu do mnie przyjechać. Ale po co tyle zachodu...
Skąd się tacy produkują..
Na szczęście normalni jeszcze są i nie jest ich mało ![]()
Wiem że ci się uda, trzymam za ciebie kciuki ![]()
Jeśli mam być szczera to prawda jest taka, że zaangażowałam się w ten wątek bo przypomina on moją własną historię. Rzeczy, o których piszesz, twoje odczucia, sposób w jaki przez to przechodzisz... Pomijając kilka szczegółów, to tak jakbym czytała o samej sobie. Nie chcę jednak, żeby twoja historia miała ten sam koniec- cztery kompletnie zmarnowane lata, w trakcie których mój były traktował moje życie jak supermarket: wchodził, brał co mu było potrzebne i wychodził. A ja w między czasie przybierałam formę "przetrwalnikową" - byleby tylko jakoś przez to przebrnąć. I zawsze kiedy byłam już o krok od uświadomienia sobie jak bezmyślnie marnuję swoje najlepsze lata, znowu się pojawiał. I ja kolejny raz przyjmowałam go z otwartymi ramionami.
Raz, "zgłosił się" do mnie na jakiś tydzień, może 10 dni. Rzecz jasna, niby coś zrozumiał, niby chciał dać szansę temu, co nas łączyło...itp.itd. Po mniej więcej dziesięciu dniach - bez konkretnego powodu- oświadczył, że jednak nie może. Miesiąc później dowiedziałam się że od ponad trzech miesięcy jest w związku, a w czasie kiedy był ze mną, jego dziewczyna była na wakacjach w Hiszpanii... I bardzo chciałabym powiedzieć, że to był ten kubeł zimnej wody, który mnie otrzeźwił i otworzył mi oczy ale nie... Jakieś siedem miesięcy później znowu przyjęłam go z otwartymi ramionami. Nawet nie zapytałam o historię z dziewczyną i o to, jak mnie wykorzystał. Po pierwsze znałam odpowiedź, po drugie nie po to usilnie próbowałam ją zepchnąć w podziemia podświadomości, żeby o niej słuchać. Ważne było tylko to, że znowu był ze mną...
Nie wiem, co sprawiło, że w końcu oprzytomniałam. Chyba każdy ma jednak jakieś granice wytrzymałości. Po ich przekroczeniu, człowiek staje ci się obojętny. Nie, żeby mi było łatwo. Ale to było bardziej jak opłakiwanie kogoś, kto zmarł bo zdałam sobie sprawę, że facet, którego kocham nie istnieje i nigdy nie istniał. Był wytworem mojej wyobraźni. To JA usilnie chciałam wierzyć, że W. jest czymś, czym nigdy nie był.
Teraz okazjonalnie do mnie pisze. Nie robi to już na mnie wrażenia. Wiem, że TEGO człowieka nie chcę znać.
Chciałabym jednak, żeby w Twoim przypadku było inaczej. Nie chodzi tylko o czas, który zmarnujesz ale również o ból, który ci zada. Nie warto...
Przy nim czułam się inaczej, trudno to wytłumaczyć. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, żebym była w stanie pokochać kogoś równie mocno. U Ciebie kendy nie było takiego problemu? Nie porównywałaś nowo poznanych mężczyzn do byłego?
Oczywiście. Do tego stopnia, że dwa lata byłam sama. Nikt nie dorównywał mu do pięt i byłam święcie przekonana, że nigdy nikogo już tak nie pokocham. Nawet kiedy któryś z facetów, z którymi się umawiałam obiektywnie robił coś lepiej, przeszkadzało mi, bo robił to 'inaczej'. To naturalne, że teraz tak się czujesz ale uwierz mi - nie tylko pokochasz kogoś tak, jak jego... Pokochasz bardziej. I kiedyś - jestem tego pewna! - będziesz porównywała kogoś bardziej wartościowego, komu naprawdę będzie na tobie zależeć do byłego i nie będziesz w stanie zrozumieć, jak to się w ogóle stało, że zakochałaś się w kimś takim.. :-) Mogę ci na to wysłać gwarncję z moim odręcznym podpisem ![]()
Dokładnie ![]()
Uważam że pozostawanie w takiej formie przetrwalnikowo-czekaniowej przez dłuższy okres źle wpływa na samopoczucie. Wtedy człowiek czuje się jak taka ofiara losu.Jak chorągiewka na wietrze czekająca jak zawieje wiatr, czy zawieje w ogóle.
Ale musi pewnie nastąpić przełom, że facet Cię wkurzy i wtedy będziesz mieć siłę powiedzieć, żeby dał Ci spokój:) A to dodaje energii by ruszyć naprzód:)
39 2013-11-08 20:36:35 Ostatnio edytowany przez Annettienne (2013-11-08 20:41:39)
Jeśli mam być szczera to prawda jest taka, że zaangażowałam się w ten wątek bo przypomina on moją własną historię. Rzeczy, o których piszesz, twoje odczucia, sposób w jaki przez to przechodzisz... Pomijając kilka szczegółów, to tak jakbym czytała o samej sobie. Nie chcę jednak, żeby twoja historia miała ten sam koniec- cztery kompletnie zmarnowane lata, w trakcie których mój były traktował moje życie jak supermarket: wchodził, brał co mu było potrzebne i wychodził. A ja w między czasie przybierałam formę "przetrwalnikową" - byleby tylko jakoś przez to przebrnąć. I zawsze kiedy byłam już o krok od uświadomienia sobie jak bezmyślnie marnuję swoje najlepsze lata, znowu się pojawiał. I ja kolejny raz przyjmowałam go z otwartymi ramionami.
Cieszę się, że znalazłam na tym forum osobę, która mnie zrozumie, bo sama miała takie doświadczenie. Mnie też w jakiś sposób pomagają Twoje rady, uświadamiają mi coraz bardziej jak wiele tracę zamartwiając się tą całą sytuacją. Mój roczny związek to nic w porównaniu z Twoimi czterema zmarnowanymi latami. Ale teraz przynajmniej wiesz jak chcesz być traktowana, jesteś na pewno silniejsza psychicznie. W gruncie rzeczy to powiedzenie, o którym pisałaś sprawdza się- co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Na razie nie dostrzegam w sobie siły, bo dalej jestem w rozsypce, ale wierzę, że jak z tego wyjdę to bogatsza o jakieś doświadczenie i następnym razem będę się więcej szanować. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem- kiedy mój były się odzywa to nagle zapominam o wszystkich żalach i brnę w tę znajomość dalej, chociaż wiem, że już nie ma po co.
Raz, "zgłosił się" do mnie na jakiś tydzień, może 10 dni. Rzecz jasna, niby coś zrozumiał, niby chciał dać szansę temu, co nas łączyło...itp.itd. Po mniej więcej dziesięciu dniach - bez konkretnego powodu- oświadczył, że jednak nie może. Miesiąc później dowiedziałam się że od ponad trzech miesięcy jest w związku, a w czasie kiedy był ze mną, jego dziewczyna była na wakacjach w Hiszpanii... I bardzo chciałabym powiedzieć, że to był ten kubeł zimnej wody, który mnie otrzeźwił i otworzył mi oczy ale nie... Jakieś siedem miesięcy później znowu przyjęłam go z otwartymi ramionami. Nawet nie zapytałam o historię z dziewczyną i o to, jak mnie wykorzystał. Po pierwsze znałam odpowiedź, po drugie nie po to usilnie próbowałam ją zepchnąć w podziemia podświadomości, żeby o niej słuchać. Ważne było tylko to, że znowu był ze mną...
Nie mam nawet słów na to, co zrobił Twój były. Zabawił się Twoimi uczuciami, a potem odstawił jak jakąś zabawkę. Śmieszne są te ich wymówki. Ja usłyszałam wprost, że nie ma tego "czegoś" pomiędzy nami, ale on tak naprawdę nie wie dokładnie czego. Ale mimo to pisze, że jestem dla niego kimś ważnym, że nie może o mnie zapomnieć. To albo wte albo wewte. Mam wrażenie, że mój były to niedojrzały dzieciak, który sam nie wie czego w życiu chce. Bo teraz ewidentnie gra na dwa fronty. Kendy, znam to. Ja też wypieram tę dziewczynę, z którą się mój były spotyka. Wmawiam sobie, że to tylko jego chwilowe zauroczenie i na pewno nie będzie między nimi żadnej głębszej więzi. Oszukuję się tym samym...Zastanawiam się czemu jeden kubeł zimnej wody nie wystarczy? Dlaczego my tak dużo wybaczamy? Czy to brak szacunku do samej siebie czy tak wielka miłość nas do tego popycha, żeby ciągle wybaczać, jeden, drugi, setny raz...?
Nie wiem, co sprawiło, że w końcu oprzytomniałam. Chyba każdy ma jednak jakieś granice wytrzymałości. Po ich przekroczeniu, człowiek staje ci się obojętny. Nie, żeby mi było łatwo. Ale to było bardziej jak opłakiwanie kogoś, kto zmarł bo zdałam sobie sprawę, że facet, którego kocham nie istnieje i nigdy nie istniał. Był wytworem mojej wyobraźni. To JA usilnie chciałam wierzyć, że W. jest czymś, czym nigdy nie był.
Teraz okazjonalnie do mnie pisze. Nie robi to już na mnie wrażenia. Wiem, że TEGO człowieka nie chcę znać.
Chciałabym jednak, żeby w Twoim przypadku było inaczej. Nie chodzi tylko o czas, który zmarnujesz ale również o ból, który ci zada. Nie warto...
Każdy ma jakieś granice wytrzymałości. Człowiek zakochany taką granicę może przesuwać dalej i dalej, ale w końcu ją i tak przekroczy. I myślę, że w tym jest główny problem- my sobie ich wyidealizowałyśmy. Ja potrafiłam przymykać oko na wady, nawet jakoś zamieniać na zalety, a znowu zalety podkreślałam ile się dało, wyolbrzymiałam je. Ciekawe, że dla niego czasami byłam jak powietrze, potrafił powiedzieć wiele przykrych słów, a ja zamiast się postawić to tylko potulnie wszystkiego słuchałam i jeszcze głupia potem rozmyślałam, że coś faktycznie jest ze mną nie tak i że na takiego faceta nie zasługuję!! Odpisujesz swojemu byłemu jeszcze, gdy do Ciebie napisze? Wiem, że nie warto...
Oczywiście. Do tego stopnia, że dwa lata byłam sama. Nikt nie dorównywał mu do pięt i byłam święcie przekonana, że nigdy nikogo już tak nie pokocham. Nawet kiedy któryś z facetów, z którymi się umawiałam obiektywnie robił coś lepiej, przeszkadzało mi, bo robił to 'inaczej'. To naturalne, że teraz tak się czujesz ale uwierz mi - nie tylko pokochasz kogoś tak, jak jego... Pokochasz bardziej. I kiedyś - jestem tego pewna! - będziesz porównywała kogoś bardziej wartościowego, komu naprawdę będzie na tobie zależeć do byłego i nie będziesz w stanie zrozumieć, jak to się w ogóle stało, że zakochałaś się w kimś takim.. :-) Mogę ci na to wysłać gwarncję z moim odręcznym podpisem
Ja czuję, że będę sama wieczność. Nie mam możliwości poznania nowych osób, bo stale obracam się w stałym gronie. Prawie wszyscy moi znajomi są w związkach, co też powoduje, że czuję się bardzo samotna. Taki wieczór jak dziś spędzają ze swoją drugą połówką, a ja nie mam nawet z kim wyjść- samo życie. Druga sprawa jest też taka, że na razie mój humor raczej odstraszyłby ludzi, bo stale myślę o byłym i to nie sprzyja raczej nowym znajomościom. Poczekam nawet i kilka lat, byle ten ból minął. Może będzie tak jak piszesz i sobie uświadomię "co ja widziałam w tym gościu"? Jeżeli dajesz gwarancję to coś w tym musi być;) Cieszę się, że poukładałaś sobie życie od nowa bez W.:)
Lady09 myślę, że już jest taki moment wkurzenia. Ciągnąć takiego czegoś nie ma sensu. Dzięki za rady i postaram się nie być chorągiewką na wietrze;)
kendy,bardzo mądrze piszesz
zgadzam się z Tobą i podpisuję pod Twoimi słowami
byłam uczestnikiem podobnej huśtawki
z doświadczenia też wiem, jak trudno uciszyć głupie serce, a włączyć rozum
Tak bawi się Tobą bo sprawdza na ile sobie może z Tobą pozwolić.....skoro nadal odpisujesz na jego smsy mimo że jest z inną kobietą (bo tak zrozumiałam) to na wiele sobie może pozwolić w stosunku do Twojej osoby, rozumiem jesteś w nim zakochana ale on w tym czasie gdy ty tak za nim tęsknisz ma związek i seks z inną kobietą, lub może nawet kobietami przepraszam za tak ostre porównanie ale tego mężczyznę twoja osoba wcale nie interesuje. Nie interesuje się jakie masz uczucia, nie dąży do spotkań jedynie wysyła ci jakieś śmieszne smski, nawet nie dzwoni to już jest za przeproszeniem całkowity dowód lekceważenia drugiej osoby. Mężczyzna jak jest zainteresowany dzwoni a twój mężczyzna pisze do ciebie czasami coś tam i znika.....widzi że jesteś od niego uzależniona emocjonalnie, wygląda to tak że się dowartościuje że nadal na niego czekasz w samotności gdy on w tym czasie świetnie się bawi, widocznie takie dowartościowanie się że nie masz ułożonego życia uczuciowego jest mu potrzebne do szczęścia.
Jak wiesz,że się baw - odwdzięcz się mu. Pomóc Ci? ![]()
Tak bawi się Tobą bo sprawdza na ile sobie może z Tobą pozwolić.....skoro nadal odpisujesz na jego smsy mimo że jest z inną kobietą (bo tak zrozumiałam) to na wiele sobie może pozwolić w stosunku do Twojej osoby, rozumiem jesteś w nim zakochana ale on w tym czasie gdy ty tak za nim tęsknisz ma związek i seks z inną kobietą, lub może nawet kobietami przepraszam za tak ostre porównanie ale tego mężczyznę twoja osoba wcale nie interesuje. Nie interesuje się jakie masz uczucia, nie dąży do spotkań jedynie wysyła ci jakieś śmieszne smski, nawet nie dzwoni to już jest za przeproszeniem całkowity dowód lekceważenia drugiej osoby. Mężczyzna jak jest zainteresowany dzwoni a twój mężczyzna pisze do ciebie czasami coś tam i znika.....widzi że jesteś od niego uzależniona emocjonalnie, wygląda to tak że się dowartościuje że nadal na niego czekasz w samotności gdy on w tym czasie świetnie się bawi, widocznie takie dowartościowanie się że nie masz ułożonego życia uczuciowego jest mu potrzebne do szczęścia.
On wie, że może sobie na wiele pozwolić, bo mi na nim zależy. Sam pisze, że jemu też na mnie zależy, ale widać właśnie jak to okazuje- smsy od czasu do czasu. Szczerze mówiąc wkurzyłam się na niego i mam tego serdecznie dosyć. Nie mam siły, żeby mu to wszystko wygarnąć co mnie boli, ale może to i nawet dobrze- nie będę się poniżać, zresztą on się pewnie dobrze bawi, więc nawet się nie przejmie. Seks ma na pewno, w to jestem skłonna uwierzyć, dla niego seks to jak chleb powszedni. I właśnie jeszcze poruszyłaś dobrą kwestię- nie dzwoni, a pisze. Najpierw myślałam, że może boi się do mnie zadzwonić, bo wiadomo, że przez telefon emocji nie da się ukryć, ponadto nie można zastanawiać się nad każdym słowem jak w przypadku smsa. Ale potem sobie uświadomiłam jakie to dziecinne myślenie, dorośli ludzie, a sprawy załatwiają przez smsy. Ciekawa jestem czy gdybym mu nie odpisywała to czy by się w koncu zdecydował zadzwonić, czy dałby sobie spokój. Co do związku z tą inną kobietą to nie wiem na ile to jest związek, a na ile zwykłe spotykanie się, bo jak sam mi pisał to nic poważnego i na razie dobrze mu tak jak jest. Nie znam dziewczyny i nie znam relacji ich łączącej, natomiast mam chwile, że zastanawiam się czy z nią spędza teraz czas i co robią i aż mnie coś roznosi z zazdrości i smutku. Jest to smutne, że traktuje mnie w taki sposób, mnie która mu nic nie zrobiła, a wręcz przeciwnie- zawsze byłam dla niego bardzo dobra, że to ja zostałam tak potraktowana. Mam nadzieję, że da mi spokój raz na zawsze.
Jak wiesz,że się baw - odwdzięcz się mu. Pomóc Ci?
Nie mam już siły mu się odwdzięczać. Co mi to da? Chwilową satysfakcję? Nie warto...
czuję sie jakbym czytała o sobie ....przykro mi że Cię tez to spotkało, i mam nadzieje ze znajdziesz siłe by to przerwac u mnie jest cięzko mimo ze mam wiecej lat niż TY to nie znaczy że mniej boli
Szczerze przyznam, że nie czytałam Waszych wszystkich wypowiedzi. Raczej rzuciłam okiem więc jak coś się powtórzy to wybaczcie. Otóż mnie zdarzyła się sytuacja podobna. Pokłóciłam się z facetem, który dal mnie był chamski, egoista, manipulował, kłamał itd. Na koniec padły bardzo mocne epitety ( więcej w poście czy warto się mścić ). Po jakimś czasie zaczął mnie przepraszać, że zrozumiał błąd itd. Powiedziałam, że nie wrócę. Mimo to on próbował manipulować znowu, sypał komplementami. I kiedy znalazł dziewczynę dalej chciał rozmawiać ze mną i wspominać to co było między nami. Przerwałam to, oj i uwierz, że odchorowałam to strasznie. Na początku bardzo było ciężko.. Ale po co miałam brnąć w to dalej.. teraz wiem, że warto było. Choćby dla tego, że wiem, że on już mnie nie skrzywdzi bo nigdy już się do mnie nie odezwie. Pozdrawiam Maja.
hej minelo wiele lat od Waszej rozmowy, ciekawa jestem czy wszystko sie ulozylo, bo sama teraz probuje zapomniec.
Jakiś czas temu byłam w związku. Krótkim, ale raczej nie było między nami spięć, rozumieliśmy się i dobrze dogadywaliśmy. Niestety on stwierdził, że to nie "to" i nie czuje do mnie nic oprócz dużej sympatii. Teraz kiedy wszystko sobie ułożyłam- w sumie to funkcjonuje na zasadzie-praca, dom, praca, dom, ale jest spokojnie i nie mam wahań nastrojów spowodowanych nieszczęśliwą miłością to on nagle zaczyna do mnie pisać, że jestem mu bliska, że nie zapomni o mnie, interesuje się co u mnie słychać. Pisze bardzo nieregularnie i tak naprawdę to nie wiem o co mu chodzi. Z tego co wiem to po naszym rozstaniu spotyka się z jedną panią, nie wiem na jakiej zasadzie, ale moi znajomi go często widzą na mieście z nią. W takim razie dlaczego on ciągle do mnie pisze? Czego ode mnie chce? Bo ja się już pogubiłam...
Wed daj sobie spokój z nim jesli teraz tak robi to co bedzie jak będą dzieci i ślub młode kobiety to naiwne i tak później jest wiem po sobie ,nie udaj juz jemu ,życzę dobrze ,♡
Wed daj sobie spokój z nim jesli teraz tak robi to co bedzie jak będą dzieci i ślub młode kobiety to naiwne i tak później jest wiem po sobie ,nie udaj juz jemu ,życzę dobrze ,♡
Brawo. Order Złotej Łopaty proponuję. Autorka pewnie nic innego nie robi od 4 lat, tylko wpatruje się smętnie w ekran, czy jej ktoś coś poradzi...