Hej. Jakiś czas temu poznałam chłopaka. Spotkaliśmy się tylko raz było bardzo miło. Potem tylko telefony i planowane spotkania które niedoszły nigdy do skutku. Prawie zawsze dzwonił do mnie pod wpływem alkoholu i przepraszał,po czym historia się powtarzała. Wiem że to niedorzeczne, ale zakochałam się? Minął od tego pierwszego spotkania ponad miesiąc. Czuje się totalnie rozbita. Miałam wrażenie że po trzech latach bycia samej wreszcie poczułam do kogoś coś z wzajemnością. On powiedział mi wiele rzeczy min że nie ma drugiej dziewczyny takiej jak ja, i czuje coś do mnie, że myśli że się zakocha.Może to wygladać na smieszne i niewiarygodne gdyby nie to że miałam takie same odczucia Zanim się spotkaliśmy, widywaliśmy się wcześniej ponieważ pracował niedaleko mnie. Zwróciłam na niego uwagę juz wtedy i poczułam zainteresowanie, chemię. Wszystko co mówił wydawało się być szczere. Wiem że to pewnie wygląda niepoważnie bo to w końcu było jedno dłuższe spotkanie, i parę rozmów przez telefon, ale czuję się tak rozbita i smutna, oczywiście wzięłam to na siebie że może to z mojej winy, a najgorsze jest to że od ponad tygodnia już nie mamy żadnego kontaktu, i pomyślałam sobie że musi być jakaś inna dziewczyna, i ta myśl jest dla mnie nie do zniesienia. Miałam wiele nadziei w związku z tą znajomością, teraz czuje się jakby nic mi nie zostało:( Jakbym nie mogla przypomnieć sobie że przed poznaniem go, a nie było to przecież dawno tez miałam jakieś życie, możliwe bez niego:(
Podobne tematy
Moim zdaniem to jak się teraz czujesz jest Twoją winą.
Może się mylę, ale po opisie wnioskuję, że bardzo, o ile nie desperacko, chciałabyś wejść w związek. W związku z tym "zakochujesz" się w każdym chłopaku, który zwróci na Ciebie uwagę. Bardzo niedobrze. Po pierwsze dlatego, że bardzo często będziesz się czuć, tak jak się czujesz teraz. Co miłe nie jest. Po drugie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zwiążesz się z niewłaściwą osobą, tylko po to by z kimś być. Po trzecie, jakiś mężczyzna może to wykorzystać aby zdobyć dziewczynę "na jedną noc".
Radzę dokładnie to sobie przemyśleć. Może najwyższa pora nie szukać faceta a zająć się sobą? Rozwijać się, poświęcić się pasji, pracy, studiom, przyjaciołom... Żyć szczęśliwie nie myśląc, iż niemożliwym jest to bez mężczyzny. A miłość znajdzie się sama, w odpowiednim czasie.
Co do tej konkretnej sytuacji z chłopakiem. Wydaje mi się, że on Tobą zainteresowany nie jest. Gdyby mu zależało to następne spotkania doszły by do skutku. Natomiast telefony po pijaku to jak dla mnie świadczą tylko o jednym - tylko w tym stanie chłopakowi Ciebie brakuje, lub tez wydaje mu się, że mu Ciebie brakuje.....Najzwyczajniej w świecie należy do osób, którym włącza się po pijaku "czułość" do wszystkich. A że w pewien sposób utrzymujecie ze sobą kontakt inny niż przyjacielski, padło na Ciebie. Na pewno wiesz o co mi chodzi.
nie zgodzę się z jednym na pewno.Nie szukam desperacko, bo to nie jedyny chłopak, który zwrócił na mnie uwagę, a jedyny na którego ja od dłuższego zwróciłam, bo wydawało mi się że to właśnie może " być to". Mam swoje życie studia, pracę, znajomych, brakuje mi tylko do szczęścia uczucia. Być może dałam się nabrać na tą paplaninę, bo odebrałam to jako szczere zainteresowanie..
a wiesz czemu tak łatwo dałaś się nabrać ? bo: "brakuje mi tylko do szczęścia uczucia"
A co to, samemu nie można być szczęśliwym?
To nie to samo "szczęście?" Dałam się nabrać, dlaczego? Może dlatego że w kwestii uczuć jestem osobą szczerą i zakładam że inni ludzi też potrafią tacy być? Że może trafiłam na kogoś, kto w tym samym momencie szukał w życiu czegoś podobnego? Nie wierzę w pełnię szczęścia bez miłości,a le to tylko mój punkt widzenia oczywiście.
Widzisz, żyjemy niestety w czasach, gdzie nie wszyscy w sprawach uczuć są szczerzy czy też odważni. Ja wcale nie mówię, żeby z góry nie ufać nikomu ale jednak troszkę ostrożnym trzeba być.
Ty, po jednym spotkaniu i paru telefonach nie byłaś w stanie stwierdzić, czy chłopak jest godny zaufania. Ja wiem, że uczuciami nie da się sterować ale trochę dystansu jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Co do pełni szczęścia bez miłości. Jasne, biorąc pod uwagę całe życie - nie da się. Co nie znaczy, że jakiś czas bez miłości szczęśliwym być nie można.
"jakiś czas" tzn ile? Jestem sama już trzy lata, i uważam że to już ponad jakiś czas? Może przez to jestem bardziej podatna na zauroczenia, po prostu cała historię odebrałam jako autentyczną. Źle się czuję bo zrobiłam sobie nadzieję, a teraz muszę wrócić do szarej codzienności, która wydaje mi sie jeszcze bardziej szara niż wcześniej.
Dzięki za uwagę.
A ile wobec całego życia to 3 lata.
Nie wiem ile masz lat, ale wnioskuje, że jesteś młoda. Jeśli tak, to czymże jest 3 lata bez faceta? Znam ludzi w wieku 24 lat, którzy nie mieli jeszcze ani jednego partnera i wcale nie uważają się za nieszczęśliwych - potrafią żyć szczęśliwie ze samym sobą, czerpią radość ze spotkań z przyjaciółmi, z rozwijania siebie.
Wnioskujesz że jestem młoda, czyli to wszystko aż tak infantylnie brzmi? Mam 27 lat, mam w miarę ustabilizowane życie, brakuje mi kogoś i to bardzo, nie zamierzam tego ukrywać. Znam wielu" singli" szczęśliwych i niezależnych na co dzień, a przy byle jakiej imprezie i alkoholu wychodzi jak czuja się samotni, niepotrzebni itd. Oczywiście na pewno nie dotyczy to wszystkich. Może i racja że 3 lata to niewiele w stosunku do całego życia, ale to trochę jest tak, że im dalej, tym trudniej. Poza tym dochodzi odczucie marnowanego czasu, spotykanie się ze znajomymi czasem tylko bardziej wzmaga samotność.
kierowałam się raczej Twoim stwierdzeniem, że studiujesz.
Słuchaj nie ma nic złego w chęci bycia z kimś. Chodzi o to, aby ta chęć nie wysuwała się na pierwszy plan - bo często kończy się to tak, jak opisałam w pierwszym poście. Jeżeli związek jest dla Ciebie w życiu priorytetem to nie dziw się, że z taką łatwością zaufałaś słowom tego mężczyzny. Powtarzam po raz kolejny - trochę dystansu, trochę ostrożności.