netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

10 odpowiedzi3 490 wyświetleńzałożony przez Materia, 10.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1 Ostatnio edytowany przez Materia (2013-10-10 17:06:42)

Temat: Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

Ten temat wydaje mi się być najbardziej odpowiednim, tak samo jak i to forum. Kobiety wiedzą jakie są, jakie są inne i być może przez to, że jakaś kobieta spojrzy na to wszystko i wtedy ja dowiem dlaczego tak było, jak było.

Tekst będzie długi, tak mi się wydaje.

Poznałem tą dziewczynę przypadkiem na facebook jak byłem w UK, pisałem komentarze odnośnie ubrań i ona też, ja jej like'owałem ona mi. Po jakimś czasie zobaczyłem, że mam zaproszenie do znajomych i zaakceptowałem je, to było od niej. Ona się do mnie nie odzywała, ja do niej też, po jakimś czasie zacząłem tak całkowicie obojętnie pisać do niej, ale potem mi najwidoczniej odbiło. Zaczeliśmy pisać regularnie, coraz częściej, ja do niej napisałem bo miałem ogólnie problem z dziewczyną i chciałem żeby ona mi odpowiedziała, jak to ogólnie dziewczyny widzą. W miarę rozwijania się tej znajomości ona mi się spodobała, przejrzałem wszystko, jej cały profil, co umieszcza, co lubi, co i jak komentuje. Bardzo mi się to wszystko podobało. W końcu spotkałem kogoś, kogo od zawsze szukałem. W naszych rozmowach ona otwierała się coraz bardziej. Co prawda ja pierwszy się otworzyłem i zacząłem pieprzyć o swoim życiu, potem ona i okazało się, że wcale nie jest taka, jak się wydaje, to tylko taka gra pozorów. Człowiek zakłada maskę i odgrywa swoją rolę przed innymi. Wyznała mi o tym co ją spotkało, okazało się, że jeszcze więcej nas łączy niż dzieli. Tylko skrzywdzona osoba, jest w stanie zrozumieć inną skrzywdzoną osobę. To nas do siebie zbliżyło.

Wirtualna rozmowa, to nie było to, czego ja oczekiwałem. Chciałem ją poznać tak na żywo, tylko ona ciągle, że nie, że za szybko itd. itp., więc pewnego razu to było po 2 latach znajomości, po prostu napisałem wprost, że albo się spotykamy, albo koniec. Nie można tak całe życie się wahać, nie będę żyć wiecznie i po prostu wszystko może nam przelecieć przed nosem. Pewne rzeczy trzeba chwytać, bo już taka szansa może się nie pojawić.

Spotkaliśmy się, potem oczywiście kontak się zepsuł. Ogólnie wracając do tego co było, to na początku często pisaliśmy, były spięcia. Raz ja ją usuwałem ze znajomych, lub ona mnie i zawsze oboje sobie wygarnialiśmy.. wszelkie rzeczy dosłownie, potem się godzilismy, obiecaliśmy sobie, że to się nie powtórzy i będzie dobrze. Było dobrze do czasu i potem znów to samo. To mi wygląda na to, że oboje chcieliśmy dobrze, ale też oboje wyładowywaliśmy się na sobie, za to wszystko co nam się przytrafiło i dalej przytrafia.

Ja pisałem o swoim życiu, ona o swoim i była taka wymiana doświadczeń. Ja chyba zaczynałem naciskać, ze względu na jej całkowitą obojętność i niezdecydowanie, ale ona cały czas była na nie.

Po jakimś czasie ona nazwała mnie przyjacielem swoim [to wyszło przypadkiem], jednak to co ona robiła dla mnie [dosłownie nic, poza pisaniem na facebook'u] to nie było wystarczająco, abym ja nazywał ją przyjacielem.. Wygarnąłem jej to, co według mnie znaczy przyjaciel, ona również tradycyjnie mi wygarnęła, że mam za wysokie wymagania, że ona nie jest w stanie ich sprostać, że ona nie jest niczyją własnością, nie da się jej kupić, że nie jest na wezwanie.

Napisałem jej, że kłamie, oszukuje mnie, udaje i poparłem to faktami, które miały miejsce. Magdalena czasem zbaczała z tematu, czasem też pozostawiała różne rzeczy bez odpowiedzi. Nie wiem dlaczego. W całym moim życiu jest to osoba, która wiedziała o mnie najwięcej, dosłownie wszystko jej napisałem, wszystko, chociaż czasem było mi tak wstyd. Wierzyłem, że jeśli ja będę się otwierać, to ona również. Rozmawiałem o tym ze znajomymi ze studiów, oraz z facebook'a i powiedzieli mi, że nigdy na początku dziewczynie nie mówi się wszystkiego, tylko stopniowo się wtajemnicza. Nie wiem za bardzo co o tym myśleć, z racji tego, że oni poza biustem i kroczem raczej w kobiecie nic nie wiedzą, dla nich przeruchanie kogoś i zostawienie to nic. Ja w wieku 25 lat, dalej jestem prawiczkiem, a wkrótce będę mieć 26 lat. Kilka osób z facebook, przyznało, że ona jest dziwna, ale dlaczego, o tym dowiecie się czytając resztę mojego tekstu.

Jak napisałem, spotkaliśmy się i tyle, raz. Ona się że tak to nazwę przytuliła do mnie policzkiem, potem w sms'ie odpisała, że było dobrze, podziękowała mi. Oczekiwałem bardziej rozbudowanej odpowiedzi. Na spotkaniu zaproponowałem jej, żeby wpadła do mnie, ale jej kobieca odpowiedź i moje znikome doświadczenie z kobietami, to wystarczająco dużo, aby wiedzieć, iż kobiece może znaczy nie.

Ja zawsze dla niej byłem, całe dnie siedziałem na facebook'u dla niej, od rana do wieczora, pojechałem do niej do Warszawy, z Kielc autobusem, byłem w stanie góry dla niej przenosić, wszystko robić, pomagać jej, pisałem, że w każdej chwili przyjadę [parę razy tak było, że ona miałaś jakiś problem i chciałem przyjechać, ale nie], laptopa jej pożyczę swojego, nawet ją z domu od matki wezmę i mieszkanie jakieś wynajmę. Pisałem, że ona może do mnie dzwonić o każdej porze dnia i nocy i będę dla niej zawsze i wszędzie.

Na wszystko to odpowiedź jej brzmiała, nie. Niby nazwała mnie przyjacielem, ale nic ode mnie nie chciała, nic też mi nie dawała, cały czas się odsuwała ode mnie. Ja co prawda też mogłem niby do niej dzwonić o każdej porze, ale nie dzwoniłem nigdy, ona do mnie też. Najpierw mnie kłamała, że nie ma telefonu, a potem mogę niby dzwonić. Na początku naszej znajomości ona miała chłopaka i dopiero po dwóch latach mi to wyznała, ja to dostrzegłem od razu. Powiedziała mi, że ją skrzywdził, że ją zostawił i poszedł do innej. Czy to może być powód, dla którego ona tak mnie traktowała? Tak prędko trafił się nowy chłopak, może chciała mnie skrzywdzić, żeby poczuć się lepiej wyobrażając sobie, że ja to tamten chłopak? Raz zeszliśmy na temat ubrań i ona wspomniała, "chciałabym się ubrać, wyglądać jak kobieta" i odpowiedziałem, żeby tamten chłopak wiedział co stracił? Brak odzewu. Wydaje mi się, że ona o nim myślała. Na faceook po like'owała tą znajomość, jako jedyną właściwie na całym swoim profilu.

Więc doszliśmy do tego, że przez krótki okres czasu miała chłopaka, ale też nic mi o tym nie wspominała. Często zaś wspominała, że ona nie chce, żebym ja był od niej zależny, czy ona zależna ode mnie, a ja jej na to, że to żadna ujma otrzymywać od kogoś pomoc i niech się nie zachowuje jak moja matka. Ja ci pomogę, bo chcę, mogę i to dla mnie żaden problem.

Bardzo mnie to odtrącanie bolało. Ja przeszedłem sporo, przez całe życie sam, nikogo nie miałem i chciałem, aby ona chociaż w jakiś sposób oszczędziła sobie cierpienia. Ona nigdy nic mi nie dała, nigdy nie zaoferowała. Kiedy poruszyłem temat, "czy jeśli mnie matka wyrzuci z domu, będę mógł na ciebie liczyć, pomożesz mi, dasz mi mieszkanie?", pozostawiała takie rzeczy bez odpowiedzi. Dawała mi złudne poczucie więzi ze sobą.

Ja jej z resztą zaczałem pisać, że chciałbym być jej chłopcem itd. itp., ale nigdy jej to chyba nie cieszyło, ona chyba nigdy o tym nie myślała, przypałętał się frajer i po pewnym czasie miała mnie dość. Tak to odbieram, z początku było fajnie, ale im bardziej brnęła, tym trudniej było się wycofać. Pisałem jej, "ty chyba chcesz kogoś do popisania, nic więcej", i "ja potrzebuję prawdziwej osoby do życia, popisać moge na czacie".

Dajesz osobie wszystko co masz i co możesz dać, a w zamian nie masz dosłownie nic i jeszcze tylko pretensje.

W jej planach nigdy nie było mnie, nigdy nic o mnie nie wspominała, tak, że by coś ze mną chciała robić, tylko ogólnie, że rodzinę założyć, pracę mieć i takie tam. Jak ja jej mówiłem, że np. do armii chcę za granicą, czy wyjechać to ona na to "spełniaj swoje marzenia" ogólnie mnie jakoś nie trzymała, tak chciałem, żeby w końcu napisała coś w stylu "zostań ze mną", a ona nie. Tylko żeby się ode mnie oddalić i żebym ja się oddalił od niej. Jak się spotkaliśmy tak samo było, niby byliśmy blisko siebie i rozmawialiśmy, to ona w najmniejszym nawet calu nie zbliżyła się swoimi myślami, ani słowami do mnie. Miała mnie na wyciągnięcie ręki.

Nie wiem co to za rodzaj przyjaźni jest według niej.

Chciałem z nią urodziny spędzić nie, sylwestra nie, więcej i częściej się spotykać nie! Cały czas wszystko nie.

Nie rozumiem jej zupełnie.

Miała do mnie pretensje, że przez pisanie ze mną źle się czuję, że ja jej odbieram nadzieję i ogólnie dobijam, przycinam skrzydła. Ona się stara z tego wyjść, a ja jej pokazuję, że nic dobrego na nią nie czeka. Potem mnie za to przeprosiła co pisała, przyznała, że źle mnie oceniła. Raz faktycznie pokazałem jej pistolet jaki sobie kupiłem, bo chciałem na nią wpłynąć coś w stylu "to nie są żarty to naprawdę się dzieje", ale ona nic. Mam myśli samobójcze, ona ponoć też, ale nie wiem ile w tym prawdy. W tym momencie, czuję się, jak bym stąpał gdzieś po skraju gór, gdzieś nad przepaścią, bez zabezpieczenia. Magdalena była dla mnie całkowicie wszystkim. To mnie całkowicie dobijało, że ona zupełnie nie pokazywała, że ja mam jakąś wartość dla niej, że jestem kimś, ważną osobą. Często czułem się jak najgorszy śmieć, jak bym był niewidzialny. Tak może ją podpuszczałem, ale poza tym, byłem sobą. Wiem, że źle robiłem, ale ona w porównaniu do mnie też. Zupełnie, całkowicie nic nie zrobiła, nie dała nic, nie zaoferowała nic. Pisać na czacie to każdy może.

Jak wspomniałem gdzieś tam w tekście pisaliśmy często i długo, potem to zaczęło się walić. Coraz krócej i rzadziej, bo znów moja wina. Ona nigdy nie była winna, nie poczuwa się winna, nie uważa, że coś źle zrobiła. Nie wyglądała na pustaka, miała gadane, można z nią było prowadzić rozmowy na różne tematy. W życiu miała tylko tamtego jednego chłopaka, była 20 letnią dziewicą. Wizualnie też dobrze. 

Ostatnio pisaliśmy jakoś trzy razy na miesiąc, czy jakoś tak. Ona niby nie mogła znaleźć czasu i wogóle była zajęta, nie wierzyłem jej. Ja też miałem czasem co robić, a jednak potrafiłem znaleźć czas dla niej. Nie ważne co, zawsze stawiałem ją na pierwszym miejscu i ona miała za to do mnie pretensje tak samo. Że ja tak nie mogę, że ona nie chce być dla mnie wszystkim, tego nie napisała, ale tak mi się wydaje.

Niesamowicie się z nią czułem, super, świetnie, fantastycznie. Wszystko mogłem zrobić, na wszystko miałem ochotę. Jak jej nie było, to wszystko się psuło, mój świat powstawał kiedy ona była i był rujnowany kiedy jej nie było.

Nie wiem, czy to miłość, ale to pewnie głupie, stary gość i tak się zachowuje.

6 lat różnicy pomiędzy nami było. Tyle nad tym myślałem i nawet mając ją w znajomych i utrzymując z nią kontakt nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na swoje pytania, dlaczego ktoś nazywa mnie przyjacielem, a jeśli oczekuję od tej osoby, żeby zachowywała się jak przyjaciel to wszystko się pieprzy?

Ostatnim razem też mi wygarnęła, ja jej najpierw. Że nie zwraca na mnie uwagi, nie odzywa się, nie pisze, nic, brak kontaktu. Ona swoje, ja swoje. Nie wiem, czy mnie rozumiała, czy też nie, czasem pisała różne rzeczy, ale ja je ignorowałem, bo to nie było to czego potrzebowałem. Chciałem kontaktu osobistego, dotyku, żeby wiedzieć, iż faktycznie kogoś mam, nie tylko lierek. Ona o tym wiedziała. Zawsze właściwie jej wszystko wyznawałem.

Zablokowała mnie zanim zdążyłem jeszcze coś napisać, potem z innego konta jej napisałem coś czego żałuję, ale może tak zrobię. Nie wiem. Napisałem jej z następnego konta co myślę. Czekać? Wiem u kogo mieszka, wiem gdzie chodzi do szkoły, jaki kierunek. Zastanawiam się, czy mam się mieszać w jej życie, czy może dać sobie spokój i się zastrzelić? Nie mam nikogo, żadnych znajomych do których mógłbym się zwrócić, moja rodzina też, tylko od małego mnie biła cały czas, znęcała się, wyzywała i reszty można się domyślić.

Chodzi mi tylko taki pomysł, że jej kwiaty jakoś podrzucić, może w szkole, w klasie, ale jednak wątpię, aby to coś dało. Na sam koniec napisała mi "dla twojej informacji, mam kogoś, kogo kocham". Nie wiem, co za osoba. Co ona wyprawia, ale tak mnie do niej ciągnie. Chciałbym chociażby porozmawiać otwarcie, twarzą w twarz z nią, wiem, że wszystko by wyglądało inaczej. Ona chyba tylko w internecie jest taka silna, na żywo to jest delikatna i wrażliwa osoba. Żeby mi wyjaśniła co i jak, ja jej i byśmy się rozeszli w spokoju.

2 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-10-12 18:29:50)

Odp: Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

Widzisz, ja miałem podobną sytuację kilkanaście miesięcy temu. Swoją historię opisałem w temacie: "Przyjaźń - prawdziwa czy urojona?"

Po pierwsze co chcę ci powiedzieć z własnego doświadczenia to to, że są różne definicje słowa "przyjaźń". To słowo bardzo indywidualne i ma tyle definicji ile jest ludzi. Śmiem nawet twierdzić, że definicji "Przyjaźni" jest więcej niż definicji "Miłości". I tu właśnie pojawia się problem. Dla niej przyjaciel to ktoś przed kim może się wyżalić, zrzucić swoje smutki i cierpienia. Nie oczekuj od takich osób niczego więcej, bo nic więcej po prostu nie dostaniesz!!

Po drugie, zacząłeś ją naciskać, osaczać. Poczuła się niekomfortowo i po prostu uciekła od problemu. To, że ty chcesz ostatniej rozmowy nic nie da. Łatwiej jest po prostu takim osobom uciec niż zmierzyć się z problemem.

Co możesz zrobić? Pokaż że masz honor i olej ją! Na pewno nie łaź za nią i nie proś o rozmowę. Im więcej będziesz rozpaczliwie błagał tym na większego desperata wyjdziesz. Skończy się na tym że nazwie cię zboczonym psycholem i każe się odp***dolić. Wiem, że potrzeba ostatniej rozmowy jest, ale nie z każdym da się dogadać. Zacznij żyć swoim życiem!! Laska nie była ciebie warta!!

3

Odp: Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

Po takich postach dochodzę do wniosku, że nie należy ludziom okazywać uczuć i pozwalać im się zanadto zbliżyć, zwłaszcza tym samotnym. Dasz takiemu palec a ktoś od razu chce całą rękę. Każde "lubię cię" urasta do zobowiązania do końca życia. Każdy gest sympatii niesie ze sobą ryzyko, ze będzie się trzeba tłumaczyć z każdej podjętej decyzji.

Przeraża mnie to i boję się osób samotnych, bo są nieobliczalni!

A dajże tej dziewczynie spokój i zajmij się własnym życiem!

4

Odp: Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

Nie do końca sie z Tobą Iceni zgodzę, warto mieć przyjaciół, bliskich znajomych tylko nie mozna sie w tym wszystkim zatracać , trzeba też widzieć siebie,mieć własne życie, realizować pasje. Nie mozna jak autor wątku dawać aboslutnie całego siebie dostając ochłapy w zamian ,szanujmy sie, swój czas a i inni będą nas szanować. Jeśli chodzi o autora wątku to On nie był dla niej przyjacielem ,raczej chwilowym tamponem emocjonalnym w który mogła się wypłakać ,wysmarkać , zostawić brudy a gdy jej juz przeszło to wywalić do kosza. To z przyjaznią ma tyle wspólnego co koń z koniakiem. To przykre być tak potraktowanym ale nic nie dzieje sie bez powodu. Nauka z tego taka powinna być dla autora że nie daje się ludziom wszystkiego za darmo, na tacy i to w 24 godzinnej obsłudze bo ludzie nie szanują tego co mają zawsze dostępne i to za darmo.  Z drugiej strony trochę to żałosne że dorosły facet potrzebuje kogoś do wypłakiwania swoich żali i smutków w ramię, jakoś ciężko wyobrazić mi sobie np  Brada Pita w tej roli. Co innego powiedzieć kumplowi przy piwie że jest do d...  , poradź bracie co mam robić a co innego płakać pannie w rękaw. Ale..... sam do nie dawna miałem podobnie , miałem "przyjaciółkę" w której dodatkowo sie jeszcze zakochałem a ona z hukiem mnie olała. I bardzo dobrze. Dała mi  na prawdę świetną lekcję jaki facet ma być i bardzo jej za to jestem wdzięczny. Kto wie , moze tak juz w życiu musi być że każdy musi przejść taką lekcję smile  Ja swojej mimo że bolała nie żałuję

5

Odp: Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

Podpisuję się pod tym co piszę Skywalk. Ludzie nie doceniają tego co dostają na tacy. Jeżeli ktoś się wkręci w taką relację uczuciowo to jest jeszcze gorzej. Miejmy nadzieję, że autor wyciągnie wnioski i uniknie podobnych "przyjaciółek" w przyszłości smile

6 Ostatnio edytowany przez Materia (2013-10-28 22:43:20)

Odp: Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

To jest głęboki temat i drążyć go nie zamierzam.

W skrócie mogę tylko napisać, że problemy z kontaktami z innymi osobami u mnie są tak wielkie, że tylko całkowity brak kontaktu jest rozwiązaniem.

Nie potrafię olewać ludzi, zawsze się przywiązuje, ale tylko wtedy, kiedy druga strona coś pokazuje. Ogólnie to jest tak, że albo z kimś się zadaję i oczekuję tego samego, lub się nie zadaję. Nie ma obojętności. Nie istnieje coś takiego jak "może", jest tylko tak, lub nie. Znam ileś tam osób, ale nie mam znajomych, kolegów, koleżanek, przyjaciół. Wiem, że na nikogo nie mogę liczyć. Co mi po tych osobach? Magdalena wydawała mi się być inna, ale cóż.

Tak jak "kolega" opowiadał. Miał przyjaciółkę, cały czas się ze sobą zadawali, on chciał się do niej zbliżyć w sensie chłopak+dziewczyna=para, a skończyło się tak, że całkowicie się kontakt urwał i znajomość przestała istnieć. Relacje damsko-męskie, dla mnie to całkowita magia.

Niesamowicie denerwuje mnie to, że dziś można mieć 1000 znajomych i żadnego właściwie nie znać, ja nie chce być jednym z 1000. To, że komuś mówi się "cześć", to nic nie znaczy. Dzisiaj tak niestety jest. Kogoś się "zna", jutro już nie, a następnego dnia już jest nowy "znajomy".

Jakość, a nie ilość. Jak wataha wilków. Świadomość tego, że ktoś zawsze będzie i można na tego kogoś liczyć.

Może to mnie ciągle gubi, takie idealistyczne podejście, gdzie nawet drobiazg jest mnie w stanie speszyć, a jednocześnie ślepe dążenie do czegoś... pomimo niewiadomej.

Może powinienem przestać myśleć, wyłączyć swój mózg.

Tak jak niektórzy mi mówią "znajomi" ze szkoły, żebym tak nie wybrzydzał, tylko brał co jest, poruchał sobie i piwa wypił.

Mógłbym to oczywiście zrobić, ale wtedy okazałoby się, że całe moje życie i wszystko poszło na marne. Chciałbym naprawdę wierzyć w to, że są na tym świecie jeszcze ludzie, którzy mają jakieś wartości [Magdalena miała]. Takich szukam, lecz to jest jak fata morgana na pustyni, wydaje się, że coś jest, a nie ma.

Nigdy w tym świecie się nie odnajdę, z każdym rokiem wydaje mi się być coraz gorzej.

7

Odp: Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?
Materia napisał/a:

Chciałbym naprawdę wierzyć w to, że są na tym świecie jeszcze ludzie, którzy mają jakieś wartości [Magdalena miała]. Takich szukam

Poszukaj w świecie realnym, nie na fejsbuku.

8

Odp: Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

To co widzę w świecie realnym, powoduje, że uciekam z dala.

9

Odp: Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?
Materia napisał/a:

To co widzę w świecie realnym, powoduje, że uciekam z dala.

Więc w tym tkwi Twój problem - izolujesz się.
Skorzystaj z pomocy specjalisty.

10

Odp: Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

Drogi autorze, masz podobny problem ze sobą co ja w przeszłości, mianowicie zbyt sztywne ramy. Jak sam pisałeś, dla ciebie jest tak albo nie, nie ma nic pośrodku. Piszesz że szukasz prawdziwego przyjaciela o cechach, które sam określasz, ale jednocześnie nie zostawiasz sobie marginesu tolerancji. Nie ma ludzi idealnych. Chcąc mieć (w naszym mniemaniu) ideał musielibyśmy sklonować samego siebie, a taki kumpel byłby nudny. Ja też "sparzyłem się" nie raz, próbując znaleźć ludzi, którzy wpasowują się w schemat "idealnego przyjaciela", włożyłem wiele czasu i energii w swoje poszukiwania, ale taki ktoś po prostu nie istnieje. Masz wybór, albo zaakceptujesz że pomiędzy tak i nie ZAWSZE coś jest,albo będziesz szukał ludzi idealnie wpasowujących się w swój schemat i ciągle się rozczarowywał.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Porzucony przez "przyjaciółkę". Dlaczego? Przez co? Jak?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026