Cześć.
Mam prawie 30 lat, on ponad 30. Poznaliśmy się dzięki jego inicjatywie, on na początku opowiadał, że myśli o mnie poważnie, w kategorii przyszłej żony. Dla mnie to było zbyt wcześnie, chciałam go najpierw poznać, dopiero wtedy myśleć w takich kategoriach. Powiedziałam mu o tym i wtedy w jakiś sposób się ode mnie oddalił i już nigdy nie był tak blisko, jak na początku. Mieszkaliśmy razem. Mieliśmy jakieś problemy na poziomie porozumienia, nie do końca potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, ale budowaliśmy relację na wierności, oddaniu i wspólnych wartościach. Dlatego wierzyłam, że problem z porozumieniem uda się wypracować przy chęciach deklarowanych z obu stron.
Poznałam go i przekonałam się, że rzeczywiście jest dobrym kandydatem na mojego życiowego partnera, mimo problemów, bo w którym związków problemów nie ma? Zaczęło nam przeszkadzać życie w konkubinacie, dlatego zaproponowałam jakąś decyzję - albo w prawo, albo w lewo. Mamy swoje problemy i jeśli nie chcemy nad nimi razem pracować, to się rozstańmy, a jeśli chcemy, to w małżeństwie.
Podejmowaliśmy decyzję miesiąc, to był trudny dla mnie okres, bałam się. Mimo że wiele razy przekonywał, że nie chce się rozstawać, sam mnie prosił w mojej chwili zwątpienia, żebym tego nie wyrzucała. Ale jego chłód przeczył słowom i stąd moje obawy.
Później mieliśmy burzliwy - ostatni jak się okazało - wspólny tydzień i w najczarniejszym momencie poprosiłam go po kilkudniowym milczeniu o wiadomość, czy podjął jakąś decyzję, zaproponowałam rozmowę. Wiem, ze miał też wtedy bardzo trudny okres w swojej firmie.
Wtedy odpisał mi smsem, że myślał, że to ja z nim skończyłam i dlatego milczał, że jest tym wszystkim zmęczony, że aktualnie nie ma siły na ustalenia i dlatego chce się rozstać. Kocha mnie, nie jest pewny tej decyzji ale jakąś trzeba podjąć.
I tyle. Dlaczego taki "stary" facet, za którego dojrzałość emocjonalną rękę dałabym sobie odciąć, nie kończy ważnego związku twarzą w twarz, tylko smsem? Przestałam przez to wierzyć, że te wspólne lata miały dla niego znaczenie (mimo że mówił co innego, ten jeden gest poddał wszystko w wątpliwość).
Ciekawe co o tym sądzicie.
Wszystkim jestem bardzo wdzięczna za cenne, bezinteresowne rady. Potrzebowałam takiego spojrzenia z innej perspektywy, teraz czas na autorefleksję ![]()