netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Ciągła ucieczka przed życiem..

8 odpowiedzi6 050 wyświetleńzałożony przez kotek89, 09.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Ciągła ucieczka przed życiem..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1

Temat: Ciągła ucieczka przed życiem..

Witam, chciałabym podzielić się z wami moją historią. Łatwiej mi pisać na forum niż porozmawiać z bliskimi. ... Mam 24 lata, i kiedys bylam wesolą pewną siebie dziewczyną , ktora nie bała się podejmować powaznych decyzji, chętnie chcialam poznawac nowych ludzi, chcialam podejmowac rozne prace, poprostu zyc. Ale po czasie zauwazylam, ze mam problem jak chodzilam do jakies pracy zaraz mi sie nudzila i wymyslalam rozne historie zeby tam nie isc a potem rezygnowalam i szlam do nastepnej. ale wtedy nie wydwalo mi sie to dziwne tak lubilam kombinowac i juz. Przez 2 lata zajmowalam sie dzieckiem jako niania i bylo wszystko ok, potem poszlam na staz do przedszkola (studiuje pedagodike ) i na poczatku mi sie podobalo wymarzona praca, dzieci, zabawy. Ale dziewczyny co tam pracowaly nie za bardzo mnie fajnie przyjely czulam sie jak ktos nie chciany, ale pracowalam dalej bo mialam ukochane dzieciaczki. W pazdzierniku moj dziadziu zachorowal i potem w list zmarl ,byl to dla mnie duzy cios, jeszcze te problemu w przedszkolu marzylam by ten staz sie skonczyl, chcialam nawet zrezygnowac ale jakos wytrzymalam. Po stazu znalazlam prace jako opiekunka fajna kasa fajne dziecko ale po 2 miesiacach to spieprzylam wymyslilam jakas historyjke ze nie moge juz pracowac itp. I do tej pory nie pracuje... ale nie dlatego ze nie ma pracy ale dlatego ze ja jak mam isc na rozmowe strasznie sie denerwuje ale ide ale jak juz mialam isc na dzien proby kolejna historyjka ze nie moge itp.  A wracajac do sprawy to mam problem taki ze od jakiegos czasu tj od kwietnia( od momentu jak rzucilam prace jako opiekunka) boje sie odbierac panicznie telefony poprostu cos sie ze mna dzieje jak dzwoni nie znany nr, boje sie poprosic mame zeby mi dala jakies pieniazki na zjazd na uczelnie, boje sie wychodzic z domu spotkac jakis dalszych znajomych, ciagle sciemniam i nie ide do pracy bo boje sie ze sobie nie poradze z kontaktami z ludzmi, a najgorsze jest to ze juz siedze pol roku w domu a mialam szanse na prace w przedszkolu czy gdzies indziej ale cos jak zwykle musialam wymysic zeby tam nie isc. Narzeczony mysli ze  ja szukam pracy chodze na spotkania ale co z tego jak potem rezygnuje. w głowie sie obwiniam ze to wszystko moja wina, nie wiem jak mam sobie z tym poradzic uwazam ze nie nadaje sie do pracy z dziecmi bo mam problem z wystapieniami publicznymi z romowami z obcymi, rodzicami. A ja taka nie bylam i to mnie dobija....

2

Odp: Ciągła ucieczka przed życiem..

kotek a co wybrałabyś: siedzieć na bezrobociu i nie mieć nawet na papier toaletowy czy pracę? Kwestia priorytetów. Jak Cię przyciśnie to pójdziesz do pracy smile Miałam taki okres w swym życiu jak Ty, brak pieniędzy pomógł przełamać wszystkie lęki, nawet te przed telefonem wink

3

Odp: Ciągła ucieczka przed życiem..

Kotek89, jeśli Cię to pocieszy, powiem Ci, że ja z powodu lęków i nerwicy, zaprzepaściłam już NIEJEDNĄ szansę. Przykre to jest, gdy deficyty osobowościowe/emocjonalne nie pozwalają na realizację zawodową, baa, ja już się pogodziłam, że nie zrealizuję swoich największych ambicji, ale teraz jestem w takiej formie, że nie czuję się na siłach, by podjąć JAKĄKOLWIEK pracę. Zrezygnowałam już z pracy jako: nauczyciel w szkole podstawowej, nauczyciel akademicki, lektor w szkole językowej, sekretarka w firmie, tłumaczka, pracownik działu obsługi klienta.
Ja wątpię, czy z moim myśleniem o sobie nadałabym się w chwili obecnej na sklepową (wątpię-ciągły kontakt z ludźmi, a z tym mam teraz duży problem). Jedyne, co robię to zdalne tłumaczenia i lekcje prywatne w domowym zaciszu, które w przypadku gorszej formy i tak mnie dużo kosztują.
Zawsze byłam najlepszą uczennicą w klasie, najlepszą studentką na roku (stypendium), proponowano mi zostanie na uczelni i robienie doktoratu.... A mnie od lat zjada lęk i poczucie własnej wartości równe zeru albo niżej. Czasem zastanawiam się, jakim cudem udało mi się skończyć studia i osiągnąć inne rzeczy, żyjąc z tą francą. Podejrzewam, że gdyby nie mój wspaniały chłopak, nie dałabym rady.
Powiało pesymizmem, wiem, ale ja się nie poddaję. Biorę leki (od niedawna), wytrwale uczęszczam na sesje psychoterapii 2 razy w tygodniu (polecam absolutnie wszystkim!!!)-mam profesjonalną psychoterapeutkę, certyfikowaną terapeutkę PTP. Jest bardzo zaangażowana w naszą pracę i, pomimo tego, co napisałam wyżej, uważam, że terapia mi pomaga i jest skuteczna. Dużo się we mnie zmieniło i mimo tego kryzysu teraz, wiem, że wykonałam kawał dobrej roboty, co potwierdzają osoby "z zewnątrz", takie jak mój cudowny chłopak (który nawiasem mówiąc, oprócz tego, że jest dobrym człowiekiem, to jeszcze nie ma żadnych neurotycznych problemów i potrafi zachować luz i dystans w niemal każdej sytuacji). Nie będę się teraz rozpisywać co do historii mojej choroby, mnożyć przykładów, ale pewnie będę tu zaglądać. Jeśli masz jakieś pytania, wal śmiało.

4

Odp: Ciągła ucieczka przed życiem..

kotella a ja uważam, że warto byś napisała, skąd to się u Ciebie wzięło - bo Ty skonfrontowałaś się ze swoim lękiem, już jesteś można powiedzieć: po tej drugiej stronie.

5

Odp: Ciągła ucieczka przed życiem..

Dziewczyny, jak wyglądało Wasze dzieciństwo?  Wychowywałyście się w rodzinie, pełnej miłości,  czy takiej, gdzie nikt Was nie przytulał, nie mówił,  że kocha i jesteście najlepsze i najważniejsze?

Ja miałam też taki problem jak Wy, z tym że u mnie to było to tak nasilone, że skończyłam zawodówkę(tam się trochę otworzyłam na świat), a później zaczęłam technikum wieczorowe, bo przecież ja się do liceum nie nadaję, jestem za głupia. Zawsze uważałam się za gorszą od innych, nie umiałam się nikomu przeciwstawić,  czasem i teraz zdarza mi się jeszcze zmięknąć wbrew swojej woli.
Mój problem wziął się właśnie z rodzinnego domu, pełnego przemocy, alkoholu i wulgaryzmów. Zawsze, co robiłam było złe, choćbym nie wiem jak się starała, to nie było słowa pochwały.
Moje wczesne dzieciństwo rzutowało na moje dalsze życie.Ojciec pił, nie garnął się do pracy, a jeśli już, to i tak większość puścił "przelewem". W podstawówce też lekko nie było. Dzieciaki mnie odtrącały, bo po co im ktoś z niższych sfer, kto nie umie nawet pogadać, pośmiać się, a zapytany o coś pali buraka? Nienawidziłam szkoły, wręcz się bałam.
Tak bardzo wstydziłam się swojego domu, tak zazdrościłam koleżankom...

Nie mogłam doczekać się końca podstawówki. W szkole zawodowej dużo się zmieniło. Z wiekiem zaczęłam rozumieć sytuację, pojęłam, że nie ma w tym mojej winy, że nie ja powinnam się wstydzić, a ojciec i matka. Nauczyłam się mówić o tym, co się dzieje w moich czterech ścianach.
Z czasem nawiązywanie kontaktów stało się łatwiejsze.  Bałam się pracy,  ale sytuacja mnie zmusiła.  Zaczęłam pracować w handlu, gdzie kontakt z ludźmi był na początku dziennym. Początkowo było trudno, trzęsły się ręce, łamał się głos, ale z czasem stałam się odważniejsza, rozmowniejsza. Teraz mówią, że podobno "gęba mi się nie zamyka" i fajnie się ze mną rozmawia. Nauczyłam się mówić, to co myślę,  nie raniąc innych słowami, jeśli myśl ich dotyczy smile
Wcześniej też pracowałam w paru miejscach, ale że byłam zbyt zamknięta w sobie, to mi dziękowano za współpracę kiedy przyszła redukcja etatów. Drugim powodem była mała wydajność-sztywnienie rąk na widok kierownika.
Na szczęście mam to już za sobą. W pracy zostałam doceniona, jestem dobrym pracownikiem.
Mieszkam w obcym mieście, mam nowych znajomych i już prawie w niczym nie przypominam tej szarej, zafukanej myszki.

Najważniejsze, to umieć wierzyć w siebie, w swoje możliwości. Często potrzebna jest do tego pomoc specjalisty, choć niektórzy mają w sobie tyle siły, że potrafią sami "wydrapać dziurę" i wyjść na światło dzienne.
Ja tę siłę w sobie odnalazłam, czego i Wam życzę. Chociaż zdarzają się jeszcze momenty zwątpienia, ale walczę z tym i daję radę.

Jak było z Wami, skąd ta niewiara w siebie, w swoje możliwości? Ta niska samoocena? 
   Pozdrawiam.

6

Odp: Ciągła ucieczka przed życiem..

Powiedzcie mi gdzie jest tyle miejsc pracy, chętnie się tam przeprowadzę smile

7

Odp: Ciągła ucieczka przed życiem..

Kotek89 a co dokładnie spowodowało u Ciebie taką zmianę? Ja kiedyś miałam wielkie plany,zapał do wszystkiego, marzenia ale w rzeczywistości wszystko jest o wiele trudniejsze.Do tego doszły osobiste problemy i sobie z tym wszystkim nie poradziłam.Raz pracowałam w wakacje ale czułam ,że nikt mnie tam nie lubi i zrezygnowałam.Potem wogóle już nie wierzyłam w siebie ani w sens życia.

8

Odp: Ciągła ucieczka przed życiem..

proponuję książkę Eckhart Tolle - Potęga teraźniejszości. mi bardzo ta książka pomogła poukładać sobie różne rzeczy w głowie i odnaleźć trochę szczęścia, powodzenia:*:*:*

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Ciągła ucieczka przed życiem..

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026