Witajcie,
Sama nie wiem, dlaczego zdecydowałam się tu napisać, trudność sprawiło mi już wybranie odpowiedniego forum. Może potrzebuję po prostu napisać... Moje życie zaczęło się powoli sypać już przed 4 laty, teraz chyba już zrównało się całkowicie z ziemią i niżej upaść się nie da. Może od początku, ale w ogromnym skrócie.. 4 lata temu okazało się, że moja najlepsza przyjaciółka dokłada wszelkich starań, by odbić mi narzeczonego i robi to z resztą po dziś dzień, dlatego ten krok- by napisać na forum, a nie wygadać się przyjaciółce. Z narzeczonym sprawy chyba wyjaśnione, choć tego nie mogę być pewna, a z nią.. no cóż wypisuje do niego, a do mnie tylko z racji okazji- urodzin, naszej rocznicy. I nie są to zwykłe sms, zawsze życzy mi najgorzej i dodaje, że on i tak będzie jej. Za trzy dni kolejne moje urodziny, aż boję się pomyśleć, co tym razem wymyśli. Przez to wszystko zaczęłam mieć problemy z sercem, oprócz nerwicy stwierdzono u mnie także tachykardię. Generalnie nie powinnam się przejmować wszystkim tak, jak do tej pory. Niestety. Okazuje się bowiem, że mój tata tylko szukał okazji do zwady z moim K., pokłócili się zwyzywali od najgorszych i tu znów wszystko posypało się jak domek z kart. Jako że planowaliśmy ślub zaczęliśmy już zapoznawać swoje rodziny, o dziwo wszyscy przyjęli się życzliwie i serdecznie. Od tamtej kłótni, powstały jednak dwa obozy. Moja rodzina jest za tatą i narzeczonego linczują i obrażają, jego rodzina zaś stanęła murem za K. i obrażają tatę. Jego najstarsza siostra (wydawać by się mogło, że mądrzejsza), wypisała na pewnym portalu społecznościowym bardzo nieprzyjemne słowa o moim tacie, więc wszystko jest teraz na ostrzu noża. A ja stoję po środku. Między przysłowiowym młotem a kowadłem. Nie biorę niczyjej ze stron, bo wiem że i tato i K. mają trudne charaktery i w przypływie złości nie przebierają w słowach (nikogo przy ich kłótni nie było), dlatego mogę się tylko domyśleć co sobie powiedzieli.
Boję się odbierać telefony od rodziców i rodziny K. Nie chcę brać udziału w wzajemnym obrażaniu się, ale z drugiej strony muszę coś zrobić, bo to wykończy mnie, nie tylko psychicznie, ale również fizycznie. Objawy tachykardii zasilają się, nie jem, nie mogę spać i zamknęłam się w domu. Jestem kobietą, ale to wszystko mnie przerasta..
Wiem, że kiedy się to napisze, to nie wygląda strasznie, ale wystarczy dodać do tego jeszcze kilka nie związanych z tym awantur i kłótni, wyobrazić sobie towarzyszące emocje i moją desperację, by choć trochę się "poczuć" mną.
Podobne tematy
A rozmawiałaś o tych wszystkich obawach i problemach z narzeczonym?
po pierwsze porozmawiaj z narzeczonym, warto też byłoby poznać przyczynę konfliktu i ją rozwiązać bo chyba od tak się nie pokłócili, mam nadzieję że twój narzeczony wie o wszystkich twoich problemach ze zdrowiem i stanem twoim, spróbuj załagodzić jakoś konflikt,albo może on sam ucichnie , porozmawiaj o czym pokłócili się odetnijcie się od rodzin na jakiś czas i ty i on pogadajcie w 4 oczy o tym wszystkim o co poszło jak twoje zdrowie To jest trudna sytuacja współczuje ci jej ale rozmowa to klucz.
Jedyna nadzieja na wasz związek, to wyjechać gdzieś i całe to "bagno" zostawić za sobą, wtedy jak będziecie sami zobaczysz na czym zależy twojemu chłopakowi i co z tą koleżanką, czy wlecze ja za sobą. Choć nie rozumiem, że on ją akceptuje jak ona tobie tyle zła wyrządziła.Nie widzę w tym związku przyszłości, jezeli zbudujecie go na tym co teraz "osiągnęliście".