Witam, Nie jestem pewna w którym własciwie dziale powinnam umiescic tę wypowiedz, czy w tym, czy może w "NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY". Powiedziałabym, ze jestem gdzies pomiedzy, jednak z wiekszym naciskiem na jakieś różnego rodzaju lęki niż sama niską samoocene, która sama w sobie wcale nie jest jakaś bardzo niska w moim przekonaniu przynajmniej. Wiem też, ze moje problemy z samą sobą, w porównaniu z niektórymi z tego działu, nie sa jakies bardzo duże i nie zasługują na uwagę w pierwszej kolejności. Sa jednak dośc problematyczne mimo wszystko - blokujące, powodujące że nie mogę się prawidłowo rozwijac i wyrażac, a przez to "zawalam" różne istotne rzeczy i później jest juz za pozno. Od zawsze miałam ze soba jakis problem. Niska samoocena, duża nieśmiałośc, wstydliwość(wstydziłam sie w sobie różnych, dla niektórych normalnych, rzeczy), zblokowanie. Marzycielka, żyjaca bardziej sytuacjami w wyobrazni niż w otaczajacym swiecie. Mimo moich prawie 30 lat wciąż sie nie nauczyłam i bardzo latwo się łamie, poddaje, chce mi sie płakac... Cięzko mi z tym zawsze było. Wielu fajnych facetów przez to straciłam. W efekcie jestem teraz sama. Zawsze wydawało mi się, ze jak to .. ten facet który mi sie podoba, to jest za fajny dla mnie, a nawet jak zagadal, to "uciekałam", zamykałam sie w sobie... Za to z łatwoscia wplatywalam sie w sytuacje gzie mi sie facet nie podobal. no bo tutaj juz nie mailam poczucia, ze na bycie z nim nie zasługuje. To tylko jedna dziedzina, ale podobne problemy mialam i wciaz mam jesli idzie o inne- np. zarabianie pieniedzy.. Z jakiegos powodu wbilo mi sie do głowy, ze nie zasluguje na to, zeby zarabiac pieniadze. Że nie potrafie dać z siebie nic tak cennego, zeby dostac miesieczna pensje powyzej kilkuset zł. 500 zł to juz wydaje mi sie powoli za duzo. Skonczyłam taki kierunek studiów, ze moglabym spokojnie dawac z niego korepetycje teraz. I nawet bym chciala. Nawet próbowałam. Ale nie moge. Po I, nie czuję się wielkim orłem w tej dziedzinie mimo skończonych studiów. Tzn nie jest jakos zle, daje rade i nawet jak juz dawalam korepetycje, to ludzie byli raczej zadowoleni, ale ja uwazam, że za mało umiem, zeby bvrac za to kase. Że to oszustwo, a jak chce sie zarabiac na czyms, to trzeba byc w pełni kompetentnym. Dlatego bralam mało za te korepetycje. Ale gdy biore mało, albo nic to .. nie chce mi sie dawac tych korepetycji za darmo też, a za pieniadze nie potrafie. Mam jakies kolizje wew. Poza tym strasznie sie stresuje tymi korkami. Do tego stopnia, ze na kilka dni przed ja juz spac nie moge czasem.. W kocu przestałam ich udzielac, bo lęk wcale nie ustepował z czasem.. Wykanczalam sie tylko psychicznie. Duzy strach, lęk przed kompromitacja, przed tym, ze nie bede potrafila udzielic odpowiedzi...
Miałam tez doświadzczenia z nerwicą, bo nie umialam sobie poradzic ze stresem z róznych powodów nawet niezbyt poważnych.. Teraz jest juz trochę lepiej w tym temacie. Jestem jednak troche zdołowana, bo miałam dwa pod rzad spore zawody miłosne własnie niedawno. Chciałabym sie podniesc jakos, zacząć konstruktywnie żyć. nie bac sie ludzi, a jestem jakas dzika i wydaje mi sie, ze mi to nic co dobre nie przysługuje tylko same "resztki"...
Wiem, ze powinnam sie z tym wszystkim udac do jakiegos choćby psychologa, ale też będąc w swojej sytuacji nie mam na niego nawet kasy.. Nie wiem, moze jesteście w stanie mi cos pomóc, jakos doradzic... Szkoda mi mojego życia na stresy, nerwy i tego marnowania potencjału, który mogłabym dobrze wykorzystać i być szczęsliwa... Czy moglibyście mi jakos pomóc?
Podobne tematy
A nie zastanawiałaś się skąd się to wzięło? Jakie miałaś relacje z rodzicami? Masz jakąś bliższą koleżankę/ przyjaciółkę, która byłaby dla Ciebie wparciem?
Wiesz, czytając Twój opis, czuję, jakbym czytała o sobie, nie w każdej kwestii, ale np. w tej sercowej. Też, kiedy poznaje fajnego faceta, który wydaje mi się, że mnie lubi, zaczynam uciekać, nie chcę go spotkać, żeby czegoś nie zawalić, żeby przypadkiem nie dowiedział się jaka jestem naprawdę, czyli wcale nie tak fajna jak mu się wydaje.
Ale zaczęłam nad tym pracować. Jest ciężko. Przede wszystkim zmieniłam otoczenie, poczułam pragnienie poznawania nowych ludzi. Oczywiście nadal nie jest tak, że np. pierwsza podejdę do jakiejś osoby, ale staram się uśmiechać, wywoływać pozytywne wrażenie. No i też zaczęłam bardziej dbać o siebie. Jeśli wiem, że dobrze wyglądam, od razu jest mi lepiej.
Ja też jestem wstydliwa, panicznie się wstydzę niektórych rzeczy, także nie martw się, nie jesteś sama ![]()
3 2013-09-21 20:46:57 Ostatnio edytowany przez mambra (2013-09-21 20:48:35)
U mnie to jest takie..wracajace, jak bumerang. Tzn nieraz juz z powodu sytuacji w jakich sie znalazlam musialam przelamac którys ze swoich lęków. Na poczatku było ciezko, ale pozniej troche latwiej.. I juz myslalam, ze teraz jeden lek mniej. Wystarczył tylko niezbyt długi okres czasu, zebym znów zaczela ten sam lęk odczuwać...
Relacje w rodzinie i z rodzicami? Tja.. tu to by mial sporo roboty niezły psycholog.. nie ma sie co w to nawet wgłebiać, bo za duzo tego. A z reszta juz to analizowalam, nawet nie sama.. No cóż... jest jak jest, bylo jak bylo, wspominanie tego niewiele mi teraz przyniesie. Musze zajac sie soba, a nie przeszloscia w rodzinie.. Tylko jak zaczac, skoro wiele juz razy wałkowane lęki i opanowywane chwilo, teraz znow wracaja?...
Myślę, że najlepiej, gdybyś jednak wybrała się do psychologa, wiem, że to kosztowne. Czasem warto zagłębić się w przeszłość, mimo wszystko, mimo, że to bolesne, ale to jacy jesteśmy teraz wynika z naszego dzieciństwa. Warto to przepracować.
Powinnaś sobie wyznaczać cele i stopniowo je realizować. Zastanów się czego tak naprawdę chcesz w życiu, co chciałabyś osiągnąć. Zaplanuj sobie wykonanie czegoś, a potem to zrealizuj. Pokonywanie lęków to przekraczanie własnych granic. Jeśli stopniowo będziesz nad tym pracować, staniesz się silniejsza.
Znajdź sobie też jakąś pasję, coś co będziesz robiła tylko dla siebie. To dużo pomaga.
Mialam podobny problem dlugo walczylam ze strachem przed zyciem balam sie zrobic jakikolwiek krok, odpowiedzialnosc mnie przerazala az wkoncu poszlam do psychologa, takie leki wiaza sie zazwyczaj z nadopiekunczoscia rodzicow ale da sie to zmienic, krok po kroku,
No właśnie staram się mieć hobby i mam ich nawet kilka. Wcale sie nie nudze w życiu. Tylko, ze wszystkie sa takie bardziej w samotności, bo to mnie odstresowuje i bardziej mogę sie skupić... Wsród ludzi zawsze czułam sie jakas taka "rozproszona", szybko sie meczylam psychicznie. A broń Boże gdybym miala coś sama innym pokazywac, wystepowac... Trauma. I tu jest problem. Nie brakuje mi hobby, brakuje mi ludzi, faceta... Ta częśc społeczna u mnie kuleje i boli..
A jeszcze co do tych hobby, to moja mama uważa, ze moje hobby, to marnowanie czasu, bo "z tego nic nie ma". Uważaja, ze trace czas tylko na głupoty... Według mnie to ciekawe rzeczy co ja robie, np czytam sobie na rózne tematy, ale dla nich to marnowanie czasu..
Ja też jestem osobą wszystkiego się bojąca, życia, decyzji. Ciąglę muszę być z dana na kogoś. To wszystko doprowadziło do rozpadu mojego małżenstwa. Ciąglę musiałam liczyć na pomoc rodziców. Moja mama drygowała mną. Od 8 lat chodzę do psychologa i psychiatry, biorę leki, bo nie umię powiedzieć nie! To wszystko wynosi się z domu rodzinnego. Za bardzo byłam jako dziecko głaszczona i nie pozwalano mi o sobie decydować. Więc jak widzisz, są też osoby, które mają lęk, strach na co dzień.
No ja też się przyłączam do grono niedojrzałych życiowo. Moi rodzice zawsze wiedzieli co dla mnie lepsze i nigdy nie szanowali moich decyzji. Mnie z kolei nie głaskali tylko krytykowali!
No własnie u mnie tez zawsze to rodzice wiedzieli lepiej, co dla mnie lepsze. Nawet przy wyborze studiów. Twierdzili, ze wiedza lepiej jaki facet jest dla mnie dobry. Dobrze, ze sie nie dalam z tym, bo teraz bylaby tragedia. no jak mozna byc z kims, od kogo cie odrzuca..? Ale według nich to dobra partia byla i ja sie nie znam bo jestem za mloda. Zawsze bede od nich młodsza, wiec zawsze musieli by mnie pouczac. O tyle sytuacja byla trudniejsza, ze ja na zycie patrze zupelnie inaczej jak oni, mam inne wartosci, wiec oni jeszcze bardziej naciskali. Się nasłuchałam, że jestem głupia, ze co ja wiem o zyciu, ze sama to moge wybrac ale źle...
U mnie było podobnie i to doprowadziło do rozbicia mojego małżeństwa po 23 latach.Dopiero zmądrzałam i to zauważylam. Więc zbiesz siły i sie przeciwstaw. Abyś potem tego nie żałowała.
Właśnie, jak ktoś napisał ważne jest wyznaczanie celu! znalazłam dziś artykuł ogólnie o depresji ( kobiecyporadnik.pl/kat,1026343,title,Czy-wpadlas-w-sidla-depresji,wid,16021324,nasz_temat.html ) zapoczątkowany dość fajnym cytatem... ?Sens życia nikomu nie zostaje ofiarowany. Każdy musi go zdobywać i tworzyć?.
Cel życia jest jak woda i powietrze: niezbędny.
Nie raz gdy wstaje rano nie mam na nic siły, zaznaczam wtedy sobie gdzieś w przyszłości miły punkt, czy wyjście ze znajomymi, czy sama organizuje sobie przyjemność typu kino, wtedy łatwiej jest iść do przodu, nawet gdy kompletnie nie mam na to siły.