Mam problem z babcią. Zawsze miałyśmy dobry kontakt, a teraz tak mi się w życiu układa, że nie mogę poświęcać jej dużo czasu (na upartego mogłabym - dlatego winię siebie, że szukam wymówek). Chłopak i mama mówią, że to normalne, że mam swoje życie. Ale mi z tym źle, że mniej dzwonię, bo jestem zestresowana i poddenerwowana wszystkim i po prostu z nikim nie chce mi się gadać. Babcia nie ma na kogo liczyć, mieszka z synem (moim ojcem), wmawiam sobie, że jest on i on jej pomoże, chociaż wiem, że na nim polegać babcia nie może.
Boli mnie to. A babcia często na mnie coś wymusza, np. dzwoni, pyta co robię, mówię, że się uczę, a babcia próbuje tak mną zmanipulować, że po rozmowie mam wyrzuty sumienia, że zamiast jej pomóc to ja się uczę, że znalazłabym dla niej te 3 godziny...
Ostatnio też pokłóciłyśmy się o to, że mam plany na przyszłość - chcę wyjechać do innego miasta. Zawsze babcia trzymała za mnie kciuki we wszystkim, mówiła, że się uda, a teraz cokolwiek się nie dzieje - babcia ma stracha. Wiem, że wolałaby bym została w jej mieście, dlatego próbuje mnie zniechęcić, ale często te zniechęcanie się jej zdarza. Np. jak czekam na wyniki egzaminu - zawsze mówiła, że wszystko będzie dobrze, a teraz "oj, ciężko będzie, obyś zaliczyła"...
Ja się zmieniłam i babcia. KOCHAM JĄ bardzo, wydaje mi się, że zawsze miałam z nią relacje lepsze niż z mamą, z którą można powiedzieć, że (mimo moich humorów i chamskiego zachowania wobec niej) się przyjaźnię.
Zastanawia mnie jedno: czy powinnam mieć wyrzuty sumienia, że biorę życie we własne ręce i trochę odstawiłam relacje z babcią na plan dalszy?
Chciałabym z babcią spędzać dużo czasu, ma 83 lata. Mam ten czas, ale ostatnio w moim życiu sporo się dzieje i jak mam kilka dni wolnego to chcę zaszyć się w dresie w domu i nigdzie nie wychodzić, odpocząć... Co prawda mogłabym to robić u babci, ale... tam jest ojciec, a ja nie chcę z nim przebywać.
![]()