Witam
Nie wiem do końca jak zatytułować dobrze ten wątek.
Bedąc anonimowym chyba łatwiej z siebie wywalić emocje.
Jestem jedynaczką, mam własną rodzinę, udane małżeństwo, dzieci. Spełniona.
Od 4 lat moja mama opiekuje się babcią. Babcia mieszka piętro wyżej z mojej mamy młodszą siostrą. Są jeszcze 2 siostry, które mieszkają 100 km od babci.
Cała opieka nad babcią scedowana jest na dwie siostry, które najbliżej babci mieszkają.
Babcia jest w demencji, cewnikowana, leżąca, bez mowy jako takiej , z bardzo ograniczonym kontaktem.
Od 4 lat moja mama biega na górę a to podać leki, a to przesadzić, nakarmić. Od 4 lat od godziny 16 do 18 jest tam codziennie, aby odciążyć siostrę z którą babcia mieszka.
Sytuacja jest trochę pogmatwana. Ja jako siostrzenica mojej mamy siostry miałam X lat temu zakaz przychodzenia, nigdy od ciotki nie usłyszałam dobrego słowa. Babcia na tamten moment nie reagowała, tak było jej wygodnie.
Między czasie moja mama zachorowała, nawet wtedy babcia, czyli matka mojej mamy nie odwiedziła jej, nie mówiąc już o siostrach. Nikt.
Obie siostry, które mieszkają dalej przyjeżdzają sporadycznie.
Moja mama jest osobą bardzo emocjonalną, momentami apodyktyczną, uważa, ze zrobi lepiej, szybciej, dokładniej.
Staram się mame wspierać, ale czasami tak jak dziś moje emocje zbuntowały się.
Proszę mamę, aby jako najstarsza siostra zebrała swoje siostry i coś ustaliły, jakiś grafik, żeby zainteresowały się babcią.
Trafiam na zdecydowany sprzeciw mojej mamy, mam najlepiej milczeć, nie poruszać tego tematu, przytakiwać, nie mogę mieć swojego zdania. Mój tato w tej kwestii też jest zdominowany przez mame. Gdy się odzywamy to od razu są kłótnie.
Ona sie wykańcza, coraz gorzej widzi, jest strasznie nerwowa.
Martwię sie o mamę, boje sie, że coś jej się stanie.
Chciałabym też pocieszyć się za jakies 20 lat swoją emeryturą a jak tak dalej pójdzie to ja będę siedziała w pampersach przy mamie.
Gdy to mamie mówię, to twierdzi, że nie ma eutanazji, ale ona popełni samobójstwo żeby nie być dla mnie ciężarem...
Jak żyć? jak reagować? co zrobić? chyba mi jest potrzebny psycholog.. brak mi pomysłu, czuję żal, złość, mam w sobie ogrom emocji, nie są one fajne..
niestety moje emocje przekładaja się na moją relację z dziećmi, mężem..
Jak postępować?
może ktoś z Was miał podobnie?