Witajcie ![]()
Chciałabym zasięgnąć Waszej opinii. Postaram się opisać swój problem, jednak jest to dla mnie trudne do sprecyzowania...
Mam 21 lat. Jestem osobą dość zamkniętą w sobie, nieufną, może dlatego, że już trochę w swoim życiu przeszłam. Od pewnego czasu - nie umiem nawet określić ile to już może trwać natomiast wiem, że bardzo długo - moje życie opiera się głównie na przygnębieniu, stresie, zamartwianiu się, płaczliwości... Do tej pory wydawało mi się, a może sobie wmawiałam, że jest to normalne, każdy ma jakieś problemy, może po prostu mam taką osobowość. Ale teraz wiem, że coś jest nie tak.
Jestem zaręczona, mam pracę, studiuję, niedawno dowiedziałam się, że zaszłam w ciążę. Mam zamieszkać wkrótce z narzeczonym, wydawać by się mogło, że wszystko co mi potrzebne do szczęścia posiadam... Mimo to cały czas zadręczam się co będzie dalej, w głowie mam tysiąc myśli, jestem non stop przygnębiona, często płaczę, mam wrażenie, że nie radzę sobie z podstawowymi obowiązkami - chociaż tak naprawdę nawet nie mam wyraźnych powodów aby tak myśleć. Stresują mnie przyziemne obowiązki. Ostatnio zdecydowałam się pójść nawet do psychologa, prywatnie aby było szybciej. Usłyszałam jedynie, że jak na swój wiek przeszłam wiele i miałam bardzo ciężkie ostatnie pół roku, dlatego muszę dać sobie czas na "wyciszenie się". Faktycznie - w tym roku wiele się działo, zmieniałam pracę, przeszłam przez rozstanie z narzeczonym, które przeżyłam bardzo ciężko, następnie powrót do siebie, itd... Ale nie oczekiwałam takiej "diagnozy". Więcej tam nie poszłam.
Nie umiem myśleć pozytywnie. Cały czas jestem spięta, mam wrażenie, że jak tylko przestanę się zadręczać i pomyślę pozytywnie, to zapeszę i wydarzy się coś złego - wiem, brzmi idiotycznie, ale ta myśl wciąż mi towarzyszy. Uspokajam się jedynie, gdy jestem z chłopakiem lub przyjaciółką.
Czy któraś z Was też tak miała lub ma? Uniemożliwia mi to normalne funkcjonowanie, a patrząc na stan w jakim obecnie się znajduję powinnam wyluzować...