Witam
Rozstałem się ze swoją eks miesiąc temu i bardzo chciałbym do niej wrócić ponieważ ją kocham ponad wszystko. Zostawiła mnie dla innego. Może innym razem napiszę coś więcej o historii mojego związku, teraz nie mam czasu, a bardzo chciałbym ruszyć temat... Dodam tylko, że byliśmy ze sobą prawie 4 lata, już 2 razy ode mnie odchodziła, raz trwało to 2-3 dni, drugim razem około miesiąc nie byliśmy ze sobą. Chciałbym aby ktoś opisał tutaj swoje własne historie powrotów, jak to było, ile trwała rozłąka, w jakich okolicznościach to się stało, po jakim czasie pojawiła się tęsknota itd. Chciałbym usłyszeć historie z obu stron tzn. porzuconej i tej, która porzuciła... Obiecuję, że w najbliższym czasie dodam więcej szczegółów ze swojej historii
Pozdrawiam
Podobne tematy
Leniuszek.
Leniuszek.
![]()
jak to było, ile trwała rozłąka, w jakich okolicznościach to się stało, po jakim czasie pojawiła się tęsknota itd. Chciałbym usłyszeć historie z obu stron tzn. porzuconej i tej, która porzuciła...
i jakie wymagania
.
Tutaj podobnych historii było przynajmniej kilka, bez trudu powinieneś je odszukać w tym dziale. Niestety nawet z tak króciutkiego opisu widać, że nie wyciągaliście wniosków z odejść i zdrad "eks", dlatego sprawa ciągle się powtarza.
5 2013-08-24 10:00:45 Ostatnio edytowany przez Anonim29 (2013-08-24 10:01:22)
Tutaj podobnych historii było przynajmniej kilka, bez trudu powinieneś je odszukać w tym dziale. Niestety nawet z tak króciutkiego opisu widać, że nie wyciągaliście wniosków z odejść i zdrad "eks", dlatego sprawa ciągle się powtarza.
Masz racje i pewnie było wiele takich deklaracji, że tym razem byłoby inaczej ;>
Gwoli leniuszka na razie napiszę tyle:
Miałbym o niej wyrobione negatywne zdanie gdybym odwzajemniał jej miłość w należyty sposób. To przeważnie ona była tą osobą, która bardziej się starała, która wychodziła z większą inicjatywą i bardziej okazywała uczucia. Ja sam wielokrotnie zastanawiałem się czy jej chcę, czy czuję do niej miłość, czy to ma sens. Ale jest tak, że człowiek nie docenia tego co ma dotóty, dopóki tego nie straci. Ostatnie 5 miesięcy było fatalne w moim wykonaniu. Z powodu własnej głupoty wpadłem w problemy finansowe, dużo piłem, co tu dużo pisać, totalnie nie dbałem o tę miłość, naprawdę totalnie. A ona była taką dobrą osobą, miała w sobie tyle ciepła, cierpliwości. Mówiła mi o zaręczynach, gdybym miał tylko pienądze na pierścionek - zaręczyłbym się. Gdybym to odwzajemniał we właściwy sposób a ona by mnie zostawiła - byłaby dla mnie ******, ale tak nie jest. Ale fakt jest taki, że miałem etap frajerzenia się, zabiegałem o spotkanie, o rozmowe, w ogóle miałem totalny emocjonalny odjazd i robiłem głupie rzeczy. Faceci dzielą się na dwie grupy, na takich jak ja i takich co mają wyje****. Ja wyje**** mieć nie potrafię, bo bardzo kocham i wiem, że to jest może nie tyle co mój błąd, bo to ona odeszła i to ona ostatecznie pociągnęła za najważniejszy sznurek, natomiast wystarczyło naprawdę niewiele wysiłku z mojej strony aby temu zapobiec. Teraz od kilku spotkań widzę, że coś się dzieje w jej głowie (bo na początku jak skamlałem była bardzo negatywnie nastawiona). Ostatnio widziałem jak po spotkaniu kiedy odchodziłem bardzo długo za mną patrzyła, wcześniej się popłakała. W ogóle na każdym spotkaniu płakała. Z kolei na ostatnim spotkaniu wyznała mi, że bardzo tęskni za mną, że brakuje jej również seksu ze mną (od razu zaznaczam, żeby nie odbierać to jako największą jej tęsknotę). Spytała się czy może się przytulić, oczywiście zgodziłem się. Ogólnie rozmowa była bardzo szczera, miła wręcz uczuciowa - po prostu widziałem uczucie w jej oczach. To się czuje i tyle. Natomiast zaznaczę, że na pytanie czy jest teraz szczęśliwa po chwili odpowiedziała, że tak, później na pytanie czy go kocha odpowiedziała najpierw że nie wie, po chwili się poprawiła, że chyba tak, tak jakby chciała zachować poprawność polityczną. Z kolei po chwili zaczęła opowiadać, że miała ostatni jakieś schizy w nocy i zaczęła płakać. Coś w niej chyba zaczyna pękać, nie wiem jak to rozegrać, czy być jej przyjacielem czy dać czas aby zaczęła tęsknić jeszcze bardziej. Na pewno nie będę naciskał, byćmoże wyjdzie coś z jej inicjatywy, czas pokaże i tyle...
Następnym razem postaram się opisać jak najbardziej szczegółowo. Pozdrawiam
Jakieś komentarze? ![]()
Mój były związek to jedno wielkie pasmo rozstań i powrotów. Po jakim czasie zaczeliśmy tęsknić do siebie? Tak po 3 dniach. Rozłąki były powodowane tym, że ciągle się kłóciliśmy i zawsze to ja byłam temu wszystkiemu winna (wg. niego). Jeżeli Cię zostawiła dla innego to już ten związek nie ma szans. Zapomnij i żyj dalej.
8 2013-08-25 20:26:00 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-08-25 20:28:19)
Moja koleżanka opowiadała mi podobną historię o swojej siostrze ale z nieco innym podejściem chłopka dla ciebie będzie to optymistyczne ![]()
Jej chłopak wpadł w alkoholizm dostał nawet delirium tremens i wyrwał barierkę utwierdzoną do betonu ona w pierwszej chwili zbaraniała ale on po chwili zasłabł.
Zadzwoniła więc po pogotowie, zawsze z nim była, ona pomagała mu ale każdy to widział ze nie daje sobie rady więc poprosiła kolegę jak też radzili jej sąsiedzi(sypiała po 4-5 godzin max)
Było wszystko OK do czasu aż on nie zaczął jej podrywać po miesiącu kochali się ale ona nadal chciała pomagać chłopakowi, pokazała więc koledze drzwi ale niestety nadal była pod wpływem uroku miała wyrzuty sumienia choć nie przepadała za chłopakiem.
W końcu sam określił siebie alkoholikiem, poszedł do AAA i po pół roku od terapii wyszedł z alkoholizmu.
Były jeszcze kłótnie ona pokazywała jak się starała on wrócił do fochy ale na szczęście nie do alkoholu, w końcu przyznała się do zdrady wyrzucił ją była zła ale szybko zanim zatęskniła niestety pokazał jej drzwi więc w twoim przypadku widzę dużą szansę powrotu, widzę że to głównie zależy od twojej determinacji.
Nie obawiał się jej zachowania jej to przejdzie bo z czego piszesz fajna z niej dziewczyna.
Mój były związek to jedno wielkie pasmo rozstań i powrotów. Po jakim czasie zaczeliśmy tęsknić do siebie? Tak po 3 dniach. Rozłąki były powodowane tym, że ciągle się kłóciliśmy i zawsze to ja byłam temu wszystkiemu winna (wg. niego). Jeżeli Cię zostawiła dla innego to już ten związek nie ma szans. Zapomnij i żyj dalej.
Ja jestem w tym przypadku większą optymistką ba realistką, jak wcześniej napisałam musisz kolego postarać się, nie możesz strugać fochy.
Leniuszek, na dodatek lubi "obiecanki-cacanki" - moze tu jest cos na rzeczy ![]()
Zapomnij i żyj dalej.
na razie nie potrafię, bo wiem, mimo iż wiele osób sądzi, że zdrada to ostatni gwóźdź do trumny, wiem to, że dawałem ciała przez ostatnie kilka miesięcy przed rozstaniem. Poza tym jestem osobom chętnie wybaczającą. Może mój błąd. Nigdy nie potrafiłem się na Nią gniewać dłużej niż przez chwilę...
"bo z czego piszesz fajna z niej dziewczyna"
Mało powiedziane, a ja byłem często skurwysy****. Nawet jak macie mnie teraz piętnować to z chęcią wysłucham wszystkiego...
Natomiast jeśli chodzi o alkoholizm to nie jestem żadnym alkoholikiem, ale przyznam, że parę razy się zeszmaciłem. To fakt. Natomiast chciałbym trochę opowiedzieć o naszych ostatnich relacjach, abyście mogli to Drodzy Forumowicze lepiej ocenić i dokładniej przeanalizować. Było więc tak, że zmarła mama jej najlepszej koleżanki, która była dla niej jak ciocia. Oczywiście nie dałem jej odpowiedniego wsparcia, bo zapiłem. Jeszcze przed pogrzebem powiedziała mi, że potrzebuje przerwy. Na pogrzeb poszedlem i bardzo się cieszyła, podziękowała mi za wsparcie. Później było frajerzenie się z mojej strony. Błaganie, proszenie, sami wiecie o czy mówię. Nie chciała ze mną gadać, nie odpisywała mi na sms itd.. Następnie przed moimi urodzinami napisała mi w sms, że to juz koniec, że dziękuje mi za te wspólnie spędzone niemalże 4 lata i że już nigdy nie będziemy razem. Wybłagałem ją o spotkanie. Na spotkaniu przyznała mi się do tego, że mnie zdradziła, tzn że całowała się z tym gościem (nie było sexu, być może dla niektórych to nie ma znaczenia w jaki sposób mnie zdradziła, ale dla mnie ma - całowali się). Dużo płakała, nazywała siebie dziwką. Dałem jej list, szczery, od serca - rozpłakała się znów. Póżniej było jeszcze kilka spotkań. Też płakała. Wiem, że bardzo tęskini, bo mi o tym mówiła, poprosiła abyśmy się przytulili. Generalnie to były szczere i pozytywne rozmowy, takie, które napawały mnie optymizmem. Już nie było gadki, że nigdy nie będziemy razem. Mój największy przyjaciel rozmawiał z nią na facebooku i powiedziała mu, że byćmoze jeszcze kiedyś będziemy razem, że być może to ona będzie mnie błagała o powrót. Ostatnio byłem u mniej pod oknem 2 razy(mieszkamy blisko siebie). Robiła mi tosty, przyjemnie się gadało, za każdym razem długo patrzyła za mną jak odchodziłem. Wiem, że coś do mnie czuje, po prostu wiem to. Wydaje mi się, że duży wpływ na nią ma jej brat, który zostawia dziewczyny po prostu od tak z dnia na dzień. Kiedyś go lubiłem, ale ostatnio to dla mnie śmieć i frajer (żeby nie było ja też czuję się jak frajer - w końcu jestem rogaczem). Dzisiaj byłem u niej pod oknem. było przyjemnie. W ogóle za każdym razem jak byłem pod oknem - trzymaliśmy się za ręce. Następnie gadałem z nią na gg. Wiem, że raczej źle zrobiłem, ale nie wytrzymałem. Powiedziałem, żeby napisała to... To, że nic do mnie nie czuje, że jej na mnie nie zależy i że już nigdy nie będziemy razem, a już mnie więcej nie zobaczy. Dodałem, że nie zobaczy mnie szybko, dopóki będę już mógł być jej przyjacielem. Albo i nie będę mógł.... Napisała mi coś takiego: "Teraz to ja nie potrafię. (moje imię) .. pojdzmy na ten uklad ze nie bedziemy sie widziec, chyba ze tak jak mowisz przypadkiem. i dopiero za jakis czas bedziemy gadac co u nas slychac.. dobrze?" Ja nalegałem, żeby potwierdziła to co napisałem. Nie potwierdziła. Zyczyliśmy sobie dobrej nocy i poszliśmy spać...W taki sposób zakończyłem dzisiajszy dzień. Teraz chyba nie zostało mi nic jak totalnie się nie odzywać...Może zatęskni...
To na razie tyle. Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi. historię będę uzupełniał... No chyba już nie jestem leniuszkiem ;>
Jutro idziemy się spotkać ostatni raz i planujemy nie widzieć się przez cały wrzesień, jednak ona chce rozmawić ze mną jak twierdzi "od czasu do czasu" zawsze.....
Jakieś porady przed tym spotkaniem?
nikt Ci nie poda złotego środka. Ja wracałam, najdłuższą przerwę mieliśmy miesiąc po to, żeby za rok rozstać się definitywnie. Szkoda energii na odrzewanie kotletów. Uwierz.
nikt Ci nie poda złotego środka. Ja wracałam, najdłuższą przerwę mieliśmy miesiąc po to, żeby za rok rozstać się definitywnie. Szkoda energii na odrzewanie kotletów. Uwierz.
Artlove, co było powodem rozstania, to samo co u mnie?
Drogi Anonimie, jeżeli to ona Cię zostawiła, to wrócicie do siebie jedynie wtedy, gdy ona tego zapragnie (bardziej od Ciebie).
A w tej chwili na to się nie zanosi. Jedynym co może Ci pomóc, to odcięcie się od niej w sposób chirurgiczny i pokazanie kogo straciła.
Ciesz się życiem i pamiętaj, masz tylko jedno.. ![]()
Nie, coś innego. Mój facet zaczynał co roku studia i nie konczył żadnych, nie pracował, siedział w domu cały czas przed kompem, ps3 czy tv. Nie pomagał mi nic. Rodzice utrzymywali go, mimo, że nie dawał z siebie nic. Taki dorosły nieudacznik.
Jutro idziemy się spotkać ostatni raz i planujemy nie widzieć się przez cały wrzesień, jednak ona chce rozmawić ze mną jak twierdzi "od czasu do czasu" zawsze.....
- porzuciła Ciebie dla innego, ( czytaj zdradziła mnie z innym), teraz chce się spotkać od czasu do czasu..
chce mieć "zapasowe koło ratunkowe".
Ole, ją, nie jest Ciebie warta.
Ostatnie spotkanie i żegnaj.
Nie mów tego co dyktują emocje, bo są głupie i wprowadzą Ciebie w większe klopoty.
Co najwyżej znowu się Tobą pobawi i znowu Ciebie zdradzi.
Dobra jestem już po spotkaniu, długo ze sobą gadaliśmy było bardzo miło. Wspominaliśmy stare czasy, przytuliliśmy się. Miała łzy w oczach. Powiedziała, że mam jeszcze moje zdjęcia u siebie w pokoju. Teraz mam taki plan, żeby się nie widzieć i nie odzywać przez cały wrzesień, zobaczymy co będzie dalej. Jeśli napisze mi jakiegoś sms to planuje odpisać po czasie, bez emocji. Cholera, nie chę całkowicie zrywać kontaktu, bo bardzo mi zależy i mimo wszystko chciałbym z nią być...
jak nie zerwiesz kontaktu to bedziesz sie zbieral kilka lat. ale jak jestes masochistą to ok.
Dobra jestem już po spotkaniu, długo ze sobą gadaliśmy było bardzo miło. Wspominaliśmy stare czasy, przytuliliśmy się. Miała łzy w oczach. Powiedziała, że mam jeszcze moje zdjęcia u siebie w pokoju. Teraz mam taki plan, żeby się nie widzieć i nie odzywać przez cały wrzesień, zobaczymy co będzie dalej. Jeśli napisze mi jakiegoś sms to planuje odpisać po czasie, bez emocji. Cholera, nie chę całkowicie zrywać kontaktu, bo bardzo mi zależy i mimo wszystko chciałbym z nią być...
Zmień wrzesień na luty, przyszłego roku. Zatęskni, czy coś się w niej obudzi to sama przyjdzie - i wtedy dopiero będziesz się zastanawiał co dalej.
jak nie zerwiesz kontaktu to bedziesz sie zbieral kilka lat. ale jak jestes masochistą to ok.
Artlove ze mną na razie jest całkiem dobrze. Być może to dlatego, że spotykaliśmy się cały czas od czasu do czasu. Nie jestem aż tak bardzo skatowany jak na początku. Może po dłuższej rozłące zacznę się czuć gorzej... Zdaję sobie sprawę, że gdyby mnie nie zostawiła to bym się nie zmieniał, nie szedłbym do przodu. Wiesz, ja niestety jestem takim trochę Twoim byłym, jednak niezupełnie. Mam ukończony jeden kierunek i jestem na ostatnim roku na innym, na innej uczelni. Jednak co z tego, jak przez ostatnie pół roku nie miałem kasy nawet na głupie kondomy
Teraz wziąłem się za siebie, na razie pracuje, kończe stare projekty, które kiedyś zacząłem - np. prawo jazdy kat. C i ona to dostrzega. Wiesz, ja nie mam wątpliwości co do tego co nas łączy. Ona po prostu mnie kocha a ja ją. Bardzo za sobą tęsknimy...
Kal-El na razie jest wrzesień, zobaczę co zrobić dalej. Na razie sytuacja wygląda tak, że chciałbym być znowu razem, bo myślę, że to kobieta mojego życia. Jak będę myślał w przyszłości - czas pokaże... Jednak biorąc pod uwagę fakt, że chcę ją z powrotem- nie wiem jaka strategia byłaby lepsza. Za drugim razem jak mnie zostawiła na miesiąc to spotykaliśmy się od czasu do czasu i w pewnym momencie coś w niej pękło....
Ja też wierzyłam, że to nie koniec. Że to zerwanie nas odmieni i do siebie wrócimy za rok. Uwazalam wręcz to za magiczne i w tym tkwiłam. Przez to dłużej się z tym godziłam. Dziś po 2latach dziekuje Bogu za to, że tak się stało.
Więc sama widzisz, nie pozostało nic innego jak tylko czekać... Napisz mi proszę coś o Twojej sytuacji, czy kontaktowaliście się przez ten czas?
Witaj
Napiszę Ci jak to było w moim przypadku. Byłam z chłopakiem 3 lata. Gdy razem zamieszkaliśmy wszystko zaczęło się psuć. Kłóciliśmy się, przestaliśmy dbać o siebie, on mówił, że chce to skończyć, bo jest tym wszystkim zmęczony. Okazało się, że w tym czasie, jakże bardzo sprzyjającym, poznał dziewczynę i traktował tę znajomość jako "furtkę" na te wszystkie problemy ze mną. Ja myślałam, że umrę, że serce mi pęknie, prosiłam go żeby został i żeby się nie wyprowadzał, niestety bezskutecznie. Całkowicie się podłamałam. Ale w głębi duszy wiedziałam - znałam go na wylot - że on nie jest z tą dziewczyną szczęśliwy, nie czuje nic do niej. I tak właśnie było. Takie informacje dochodziły do mnie od naszych wspólnych znajomych, że ich związek to fikcja, że on ciągle gada tylko o mnie, nawet przy niej. I tak mijało 1,5 miesiąca. Po tym czasie wróciliśmy do siebie. Ja przez te 1,5 miesiąca nie odzywałam się do niego, nie błagałam już żeby wrócił, stwierdziłam, że będzie co ma być i jeśli ma wrócić, ma to wyjść z jego inicjatywy. Co było dalej? Pewnego dnia wyszłam z pracy i on na mnie czekał. Byłam zupełnie zaskoczona. Poszliśmy na długi spacer, później na kawę i... od tego dnia jesteśmy razem, a mija już prawie 3 miesiąc. Jest wspaniale, jesteśmy szczęśliwi, jest nawet lepiej niż przed rozstaniem - potrafimy docenić to co mamy i wiemy, że non stop trzeba ten związek pielęgnować.
Dlatego jestem przeciwna teorii, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi... Ja weszłam i jestem przeszczęśliwa
Trzymam kciuki za Twoją historię.
Witaj
![]()
Napiszę Ci jak to było w moim przypadku. Byłam z chłopakiem 3 lata. Gdy razem zamieszkaliśmy wszystko zaczęło się psuć. Kłóciliśmy się, przestaliśmy dbać o siebie, on mówił, że chce to skończyć, bo jest tym wszystkim zmęczony. Okazało się, że w tym czasie, jakże bardzo sprzyjającym, poznał dziewczynę i traktował tę znajomość jako "furtkę" na te wszystkie problemy ze mną. Ja myślałam, że umrę, że serce mi pęknie, prosiłam go żeby został i żeby się nie wyprowadzał, niestety bezskutecznie. Całkowicie się podłamałam. Ale w głębi duszy wiedziałam - znałam go na wylot - że on nie jest z tą dziewczyną szczęśliwy, nie czuje nic do niej. I tak właśnie było. Takie informacje dochodziły do mnie od naszych wspólnych znajomych, że ich związek to fikcja, że on ciągle gada tylko o mnie, nawet przy niej. I tak mijało 1,5 miesiąca. Po tym czasie wróciliśmy do siebie. Ja przez te 1,5 miesiąca nie odzywałam się do niego, nie błagałam już żeby wrócił, stwierdziłam, że będzie co ma być i jeśli ma wrócić, ma to wyjść z jego inicjatywy. Co było dalej? Pewnego dnia wyszłam z pracy i on na mnie czekał. Byłam zupełnie zaskoczona. Poszliśmy na długi spacer, później na kawę i... od tego dnia jesteśmy razem, a mija już prawie 3 miesiąc. Jest wspaniale, jesteśmy szczęśliwi, jest nawet lepiej niż przed rozstaniem - potrafimy docenić to co mamy i wiemy, że non stop trzeba ten związek pielęgnować.Dlatego jestem przeciwna teorii, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi... Ja weszłam i jestem przeszczęśliwa
![]()
Trzymam kciuki za Twoją historię.
Dzięki, ja trzymam kciuki za Twój związek. Będę na bieżąco pisał co się u mnie dzieje. Widzisz, ja mam coś takiego jak Ty miałaś tzn w głębi duszy wiem, że ona mnie kocha i że dostaniemy jeszcze szansę od losu....
Ostatnio widziałem jak po spotkaniu kiedy odchodziłem bardzo długo za mną patrzyła, wcześniej się popłakała. W ogóle na każdym spotkaniu płakała. Z kolei na ostatnim spotkaniu wyznała mi, że bardzo tęskni za mną, że brakuje jej również seksu ze mną (od razu zaznaczam, żeby nie odbierać to jako największą jej tęsknotę). Spytała się czy może się przytulić, oczywiście zgodziłem się. Ogólnie rozmowa była bardzo szczera, miła wręcz uczuciowa - po prostu widziałem uczucie w jej oczach. To się czuje i tyle. Natomiast zaznaczę, że na pytanie czy jest teraz szczęśliwa po chwili odpowiedziała, że tak, później na pytanie czy go kocha odpowiedziała najpierw że nie wie, po chwili się poprawiła, że chyba tak, tak jakby chciała zachować poprawność polityczną. Z kolei po chwili zaczęła opowiadać, że miała ostatni jakieś schizy w nocy i zaczęła płakać. Coś w niej chyba zaczyna pękać, nie wiem jak to rozegrać, czy być jej przyjacielem czy dać czas aby zaczęła tęsknić jeszcze bardziej. Na pewno nie będę naciskał, byćmoże wyjdzie coś z jej inicjatywy, czas pokaże i tyle...
Dokładnie, to się czuje. Ja swojego narzeczonego (od roku jesteśmy zaręczeni) znam na wylot. Kiedy odchodził, miałam wrażenie, że ja lepiej znam jego uczucia, emocje niż on sam w tej danej chwili. Widziałam, że kocha, a on mi wmawiał, że nie. Ale on tylko założył maskę - żeby mi w pewien sposób pokazać, że może faktycznie już mu nie zależy, że jest zmęczony, że chce odejść. Ja wiedziałam co się kryje w jego głowie i sercu. I nie pomyliłam się. Jak sam mi później tłumaczył po powrocie - było dokładnie tak, jak byłam przekonana, że jest. Napisałeś, że popłakała się, długo za Tobą patrzyła... U mnie było tak samo. Jak zabierał ode mnie ostatnie rzeczy, popłakał się i mocno mnie przytulił. Jak któregoś dnia podjechałam niezapowiedzianie do niego do pracy, aby jeszcze raz go poprosić o przemyślenie - na pożegnanie spojrzał na mnie w taki magiczny sposób, który może rozumieć tylko ta druga osoba. Widziałam w tym wzroku wszystko - miłość, ale przede wszystkim tęsknotę - mimo, że jego słowa temu przeczyły, ale to tylko słowa.
Dlatego trzymam kciuki i wierzę, że wszystko jest na dobrej drodze
Każdy popełnia błędy - ja też je popełniłam co doprowadziło do rozpadu mojego związku wcześniej. Ale wierzyłam, że tak widocznie musiało być. I teraz jest o niebo lepiej. Musieliśmy dostać kopa od życia żeby mieć nauczkę. Teraz jesteśmy bardziej świadomi, potrafimy dbać o siebie, pielęgnować związek i darować sobie byle jakie sprzeczki.
Ja z moim byłym po rozstaniu spotykaliśmy się, pisaliśmy, ogolnie było miło. Mówił, że po tym co przeszliśmy nic na szybko się nie wyklaruje, potrzeba czasu, więc spotykaliśmy się, bez naciskania, wyrzutów itd.Trwało to z miesiąc-półtora, ale nie było w tym czasie seksu, buziaków, nic. Pewnego dnia przez tel wykrzyczał mi parę niemiłych słów, skończyliśmy rozmowę, zadzwonił i przeprosił. Ale ja już nie miałam sił. Po tym tel nie odezwałam się ani ja ani on przez kilka msc. Były jego ur, nie napisałam życzeń, święta, sylwester, nic. Widziałam go przypadkiem, tylko kiwnęłam cześć i przeszłam dalej. Po ok pół roku rozmawialiśmy przez tel, była to rozmowa długa-ponad godzinna. Opowiadaliśmy co u nas, mówił, że się z kimś spotyka, że ma nadzieję, że coś z tego wyjdzie, ale że z nią nie jest to samo co ze mną, ale że ma nadzieje, że im wyjdzie. Wypytywał się mnie o wszystko, pytał czy chciałabym wrócić, bo jak tak to on musi to przemyśleć jak to zrobić, żeby nie ranić tej nowej, powiedziałam, że nie, że zyczę im szczęścia, ze chcę, aby spróbował z inną, a ja chcę być sama. Mówił, że on jest taki, że chciałby z kims być. Mówił, że to jest dziwne, że kiedyś wiedział wszystko, co robię, teraz nie wie nawet do jakiego fryzjera jadę. Mówię przecież to jest normalne, nie jesteśmy razem. Później przyjechał kiedyś do mnie, ze dwa razy może. Ale też czysto koleżeńsko. Później wysłał mi życzenia na urodziny, pisał, że życzy mi miłości i wszystkiego, co przynosi uśmiech, podziękowałam i to było rok temu, do tamtego czasu ani się nie kontaktujemy, nie spotykamy, on z resztą już kogoś ma i tak jest lepiej. Ogólnie uważam, że brak kontaktu jest lepszy, wiem po sobie. Nie popełniaj moich błędów, a szybciej zapomnisz.
Jeśli nie dane nam będzie być ze sobą już nigdy to z tego punktu widzenia najlepiej by było gdybym zapomniał. Jednak nie chcę tego, jest za dużo sygnałów, które dają nadzieję - być może złudną, ale to się dopiero okaże. Póki co ona spotyka się z tym gościem, widują się dosyć często, ale nie zmieniła jeszcze statusu na fejsbuku, że jest w związku (wiem bo mi kumpel mówił, ja nie mam fejsa ;p). Wiem, że trzyma moje zdjęcia w pokoju, ma prezenty ode mnie na wierzchu (ja pochowałem wszystko). Za drugim razem jak była akcja to przyszedłem w nocy i nakleiłem jej takie małe serduszko na szybę w samochodzie. Ona je odkleiła i przykleiła w środku koło kierownicy. Ma je do dzisiaj. Jak się spotkaliśmy to bardzo dużo się śmialiśmy, była wręcz głupawka. No i oczywiście było przytulanie. Nawet udało mi się podstępem ukraść buziaka, bo nachyliłem się aby pocałowała mnie w policzek, wyczekałem i w pewnym momencie po prostu obróciłem głowę i bach.... W ogóle nie była zła, śmiała się. Na jeszcze wcześniejszym którymś ze spotkań pocałowaliśmy się normalnie, bez podstępu. Było dużo przypominania starych dobrych czasów. Powiedziałem jej, że przebrnąłem przez nasze archiwum na gg, a ona poprosiła mnie, żebym jej wysłał (ona nie ma bo ma nowego laptopa). Żartowała, że może wpadnie do mnie na seks z rana, bo jej bardzo brakuje tego... Teraz wrzesień mam cały dla siebie - będzie siłka (ogólnie schudłem 7kg przez to rozstanie), będę dbał o siebie i po prostu czekał. Wczoraj wieczorem była jeszcze ostatnia wymiana sms, którą ja zainicjowałem, bo eks była w Warszawie i zapytałem czy wróciła cało. Później jeszcze popisaliśmy trochę sms i życzyliśmy sobie dobrej nocy i słodkich snów. Teraz już pierwszy nie napiszę nic i dam zadziałać czasowi. Nie wiem dokładnie jeszcze jaką strategię podjąć, ona zawsze powtarzała mi, że jak coś będzie nie tak, żebym zawsze walczył. Za drugim razem zadziałało (można powiedzieć, że pierwszy się nie liczy bo to było ok 2-3 dni). W ogóle jak się spotkaliśmy to śmialiśmy się, że za pierwszym razem 2-3 dni, za drugim 3-4 tygodnie, a teraz będzie 4-5 miesięcy więc zostało jeszcze max 4 miesiące. A ona do mnie a co jeśli to 5 lat.....Eh, trochę się rozpisałem, być może za bardzo skupiam się na szczegółach, ale całość zawsze stanowi właśnie suma wszystkich części składowych. Kończę już podsumowując:
- mam wrażenie, że mnie kocha, na pewno bardzo tęskni
- ja na pewno kocham nie odpuszczę tak łatwo
- mam wrzesień dla siebie, zadbam o siebie, dokończę stare projekty
- nie odzywam się pierwszy, ale będę odpisywał
Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz dziękuję za wpisy, kiedy je czytam sprawiają mi radość i dodają otuchy...
Jeżeli masz takie przeczucia to postępuj według nich. Jeśli widzisz, że jest szansa, to walcz. Tylko Ty sam wiesz najlepiej co i jak robić. Mi wiele osób radziło co robić po rozstaniu i wiadomo - tonący brzytwy się chwyta - wykonywałam wszystkie rady, ale tak naprawdę skutek przyniosła moja strategia. Znam swojego narzeczonego i zawsze wiedziałam jaki jest i jak z nim postępować - im bardziej się na niego naciska, tym bardziej zamyka się w sobie i skutek jest odwrotny od oczekiwanego. Dlatego przyjęłam ryzykowną metodę i przestałam się odzywać, pisać, dzwonić, kompletnie zamilkłam. I wtedy on zaczął się zastanawiać - dlaczego nie odzywam się, czy jeszcze mi zależy, itd. Nurtowało go to tak bardzo, że w końcu nie dało mu to spokoju i sam wykonał pierwszy krok.
Dlatego przemyśl sprawę i sam znajdziesz odpowiedź
Tylko Ty znasz ją najlepiej i jeśli widzisz szanse - to walcz. Ale w jaki sposób to sam wiesz najlepiej.
Minął tydzień, jest ciężko...
Wiem jak to jest. Dla mnie też każdy dzień bez niego był nie do zniesienia. Jeżeli Cię to pocieszy - potrzebny jest na to czas - i albo to uporządkuje i wrócicie do siebie albo zaczniesz sobie układać sam życie. Wiem, że brzmi to okropnie na chwilę obecną, ale dasz sobie radę, sama przez to przeszłam.
A ona co? Nie odezwała się przez ten czas też?
Nie stosuj się do żadnych schematów... Rób to co Ci serce podpowiada. Masz ochotę coś jej powiedzieć - powiedz, napisz. Może to właśnie coś zmieni. Nie trzymaj wszystkiego za wszelką cenę w sobie. Może napisz jej list dołączając Wasze wspólne zdjęcie?
Witam. Wiem, że dam radę, nie ma innej opcji. Teraz zaczął się wrzesień więc ostro biorę się za siebie...List już napisałem, chciałem jej go wręczyć, ale tylko przeczytała i nie chciała przyjąć (bardzo płakała). To było na świeżo po rozstaniu. Później jak się spotkaliśmy za jakiś czas wziąłem ten list i powiedziałem, że skoro nie chce go przyjąć to spalamy go i idźmy dalej. Nie chciała abym go palił, zaproponowała, żeby go zakopać. Przeczytała go jeszcze raz, wsadziliśmy go do butelki i zakopaliśmy w takim miejscu, że w każdej chwili można go odkopać...
Spotkałem się z nią przed chwilą, to było z mojej inicjatywy, pojechaliśmy w pewne ustronne miejsce, poszliśmy na długi spacer z psem mojej ciotki, którego ona bardzo kocha (ogólnie kocha psy)... Było bardzo miło, sporo śmiania się, sporo zaczepnych tekstów o zabarwieniu erotycznym ;p Na końcu jak już odwoziłem ją do domu, kiedy się żegnaliśmy ugryzła mnie w ramię. Zrobiła to pierwszy raz od czasu rozstania. Na ostatnim spotkaniu mówiła, że ma cholerną ochotę ugryźć mnie, ale tego nie zrobiła (my tak mieliśmy, że ona bardzo dużo mnie gryzła po całym ciele - uwielbiała to). Nie wiem czy to jest krok w dobrą stronę, czy nie za bardzo próbuję analizować każdy szczegół, ale zobaczymy jak będzie... Wiem, że ona poważnie podchodzi do swojego nowego związku... Teraz już planuje się nie odzywać i czekać na odzew z jej strony...
Pozdrawiam Cię Malamiki i trzymam za Ciebie kciuki ![]()
Chyba powoli zdaję sobie sprawę, że nie potrafię i nie wiem czy kiedykolwiek będę potrafił wybaczyć jej to co mi zrobiła...
Mam wrażenie, że nikt tu się nie udziela ze względu na dość infantylny tytuł, jaki nadałem temu wątkowi...
A odrobiłeś "zadanie domowe" z innego wątku? ![]()