Witam wszystkich.. Jestem w zwiazku od trzech lat. Ja mam 24 lata a moja dziewczyna 20. Przez te trzy lata roznie bywalo, czasem sie klocilismy czasem nie. Ale ostatnio dosc czesto sie klocimy niekiedy to moja wina niekiedy jej. Choc w wiekszosci przypadkow to wina jest w polowie. Czesto sa takie sytuacje, ze cos mi sie nie podoba w zachowaniu mojej dziewczyny i mowie jej o tym w sposob kulturalny i spokojny, najzwyczajniej w swiecie zwracam jej uwage i wtedy sie zaczyna gadanie, ze ja tylko narzekam, rozmawiam z nia dalej a ona w pewnym momencie zwala na mnie cala wine, mowi, ze to wszystko dzieki mnie i oczywiscie probuje wmowic mi, ze to ja sie denerwuje, kompletnie nie widzi swojego zachowania. W kazdym przypadku to moja jest wina a ona wszystko robi ok. Strasznie boli mnie to, ze moja dziewczyna calkowiecie nie widzi swojego zachowania na odczepnego zawsze na koncu mowi, ze mam racje, przytakuje mi i historia po jakims czasie sie powtarza i takie cos naprawde juz dlugo trwa. Jest strasznie nerwowa, byle p******a potrafi doprowadzic ja do moze nie szalu ale do takiego zdenerwowania, ze to wszystko odbija sie na mnie i na naszym zwiazku. Bo wtedy jest nie mila atmosfera sa fochy, jest nieodzywanie z jej strony. A nie daj Boze jak cos jest po nie jej mysli. Jesli zwracam jej uwage to wszystko odbiera jako atak na swoja osoba i zaczyna sie wtedy godzinne gadanie z mojej strony, ze tak nie jest, ze tylko chcialem powiedziec co mi sie akurat nie spodobalo a ona w tym czasie nic nie powie ja to odbieram wtedy, ze mnie nie rozumie i gadam dalej to i tak wypali z tekstem, ze mi sie nic nie podoba. A jak robie identycznie tak samo jak ona czyli nie odzywam sie to mi mowi, ze ja sie obrazilem i strzelam fochy jak dziecko. Jestem kompletnie skolowany, co mam robic, co chwile sie klocimy, zle mnie odbiera. Kazde proby rozmowy na temat, ktory mnie 'meczy' koncza sie tak samo czyli, ze w kolko to samo i ze tylko narzekam. Juz sam sie zastanawiam czy to ma jakis dalej sens.
Wczoraj chcialem jej pomoc:
Miala sprzedac laptopa jakiemus gosciowi. Wszystko ok, spakowala. Miala tez folie, ktora lezala obok wiec mowie jej, ze mozna tez ta folie spakowac (folia zabezpieczajaca calego laptopa) biore i pakuje a ona w tym momencie dostaje takiego nerwa, ze ja cos robie, zaczyna wykrzykiwac, ze to jej laptop, ze ona bedzie decydowac co bedzie w srodku. To jej zwracam uwage, ze przeciez moze normalnie na swiecie mi to jakos spokojniej powiedziec, ze nie mam tego pakowac a nie dostawac jakis palpitacji i takich sytuacji jest naprawde duzo. Ostatnio powiedzialem jej, ze jak nie ma pracy to niech sie zarejestruje w urzedzie pracy to bedzie miala ubezpieczenie i moze znajda jej jakas prace. No to sie zdenerwowala, ze ona lepiej wie, ze ona nigdzie sie nei bedzie rejestrowac bo trzeba miec 6 lat przepracowanych, zeby zarejestrowac sie w urzedzie pracy. No przeciez wity opadaja jak takie cos sie slyszy. Oczywiscie nie jestem taki, ze tylko jej mowie co ma robic, ze to to i to i koniec kropka. Po prostu uwazam, ze jesli jestem w zwiazku i mi na kims zalezy to przeciez mam prawo powiedziec, ze sa plusy zarejestrowania sie urzedzie itd. Ona to odbiera jakbym chcial jej udowodnic, ze jestem jakis madrzejszy od niej kiedy wcale tak nie jest. I nie raz na takie tematy chcialem rozmawiac z nia w oczy, zeby wyjasnic, ze nie chce byc jakims madrzejszym, ze chcialem dobrze dla niej. To slowa z jej strony padaly takie, ze znowu bede sie powtarzal, ze znow bede gadal to samo a mimika twarzy mowila jasno "ku*** on znowu bedzie gadal te pieprzony farmazony".
Jestem z dziewczyna trzy lata i jestem juz zmeczony wiecznymi klotniami, wiecznym rozwiazywaniem problemow ale obcych (bo o kims moze rozmawiac do woli). A ja mam potrzebe tez rozmawiania na temat naszych problemow.
Czy to ja cos robie nie tak w zwiazku? Staram sie byc mily choc potrafie pokazac swoje i powiedziec bardzo ostro ale to juz sa naprawde sytuacje krytyczne. Staram sie przychodzic od czasu do czasu z kwiatkiem, pamietam dla nas wazne daty. Staram sie organizowac dla nas jakos dni. Dlaczego ona nie wymysli jak mozemy spedzic czas. Bo w sumie moze to wygladac tak: Jesli powiem, ze zostajemy w domu to zostajemy, jesli jedziemy gdzies to jedziemy, ogladamy tv to ogladamy itp. Czy to jest syndrom DDA (jej ojeciec pije i to ostro do tego sie awanturuje w domu, wygraza itd z tego co wiem to dlugo to trwa).
Prosze Was kobiety o jakies rady, bede czytal wszystko i przyjme wszystko "na klate". Po prostu chce wiedziec co sie dzieje i co Wy o tym myslicie. Bo ja to jestem kompletnie skolowany, nie wiem czy to moja wina czy jej czy nie pasujemy do siebie czy moze jeszcze inne "cos". Jesli zabraklo logiki w zdaniach to sorry, jest pozno.