Witam! mam poważny problem w związku, mianowicie chodzi o jego rodziców. Przejrzałam już mnóstwo różnych tematów, na różnych forach, ale żaden nie był podobny do mojej sytuacji. Jesteśmy ze sobą 3 lata, właśnie kończymy studia, on pracuje, ja dopiero zaczynam. Pojawił się temat wspólnego zamieszkania, jeśli tylko ustabilizuje nam się sytuacja w pracy. Wszystko było cudownie, wspaniale, do momentu, kiedy jego rodzice usłyszeli o przeprowadzce. Wcześniej mnie lubili, jego mama dużo ze mną rozmawiała, jego tata też był otwarty, starałam się im pomagać w czym tylko mogłam. Kiedy jednak wyszedł temat z przeprowadzką jego rodzice nagle zmienili zdanie o mnie i zaczęli ingerować w nasz związek. Jego mama tylko czekała na jakiś pretekst, aby nagle zacząć mnie "nie lubić", znalazła go na wyjeździe po zakupy. Byłam zmęczona tego dnia, trochę zła na całą sytuację, jaka wyniknęła, więc po prostu się nie odzywałam i chodziłam za jego mamą i za nim i pomagałam w pakowaniu zakupów (było to przed gwiazdką). Zeszło nam na to cały dzień i z tego powodu byłam zła, bo nie przepadam za zakupami, ale zawsze kiedy coś do mnie mówiła to z uśmiechem odpowiadałam, bez szczekania itp. kiedy wróciliśmy poszłam spać (akurat byłam u niego na weekend). na następny dzień usłyszałam, że się zachowałam karygodnie i jego mamie już nie pasuje, żebym była u nich i żeby on do mnie przyjeżdżał. Od tego czasu praktycznie w ogóle do mnie nie przyjeżdża na dłużej (mieszkamy prawie 40km od siebie, ja nie mam auta). Tłumaczy się tym, że ma dużo do zrobienia w domu, ale kiedy pytam co konkretnie, to okazuje się,że to praca na jakieś 2 godzinki do tego można wszystko rozplanować tak, by starczyło mu czasu dla mnie. Nie chcę spędzać ze sobą 24/7 bo wiem, że na to będzie czas, gdy zamieszkamy ze sobą, ale chociaż jeden weekend w miesiącu chciałabym, żebyśmy spędzili razem. Tym bardziej, że oboje pracujemy, więc w tygodniu już też jest mniej czasu. Dowiedziałam się, że jego rodzice jak usłyszą, że ma on do mnie przyjechać to nagle zaczynają wymyślać co jest w domu do zrobienia, zasypywać go jakimiś absurdalnymi pracami, a on im nie potrafi powiedzieć nie. ostatnio jego tata kazał mu poprzestawiać kamienie w ogrodzie (bo go plecy bolały), a potem znowu poustawiać tak jak były... a zdarzyło się to wtedy, gdy planowaliśmy wspólny weekend majowy. Nie przyjechał z powodu tych kamieni. dla mnie to absurdalne. Nie podoba mi się to, że on nie potrafi powiedzieć rodzicom "dziś jadę do dziewczyny, wracam w niedzielę, nie planujcie niczego". Nawet jak do mnie przyjedzie, to po godzinie dzwoni jego mama z pretensjami, że już późno i ma wracać. a on grzecznie wraca do domu... Już sobie z tym nie radzę, nie potrafię dłużej tolerować bycia odstawianą na dalszy plan. Martwię się, że jak tak dalej pójdzie to nasz związek się popsuje, bo temat wspólnego zamieszkania też nagle zostaje odkładany coraz dalej. Zaczynam już nawet tracić szacunek do jego rodziców, przez to, że tak stają między nami. Nie wiem co robić w tej sytuacji, bo rozmawiać próbowałam, a słyszałam, że on nie może zostawić rodziców, bo jak on był mały to oni mu pomagali... Ale przecież ma brata, a do tego nie wyprowadzamy się 500km dalej, nie każę mu zrywać z nimi kontaktu
Podobne tematy
Rodzice Twojego chłopaka mają problem bo ich syn dorasta, taki podporządkowany ułożony, komu teraz będziemy wyznaczać kierunek życia. Tak czy inaczej to od Twojego chłopaka zależy jak się zachowa wobec Ciebie. Jest już dorosły i moim zdaniem powinien raczej stanowczo im pokazać kto się liczy w tej chwili w jego życiu najbardziej. Czemu tego nie robi?
Właśnie tu czuję się pokrzywdzona. Zamiast powiedzieć im, że mamy swoje plany, że w tym dniu widzi się ze mną, on grzecznie się podporządkowuje. Jeśli chce do mnie przyjechać to najczęściej od nich słyszy "najpierw praca, potem przyjemność, a dziewczyna to przyjemność" albo wmawiają mu, że są już starzy,schorowani i kto im będzie pomagał. Mieszkają na wsi, starzy wcale nie są, bo jego mama jest młodsza od mojej (przed 50), a tata w okolicach 60. ja to rozumiem, że musi im pomagać, nie mam nic przeciwko, nawet jak jeszcze do nich jeździłam to też pomagałam, ale nie przesadzajmy, tej roboty nie ma aż tak wiele! nie mają własnego pola, mają mieszkanie w takiej małej kamieniczce, obok własny sklep. On im zaproponował, że jak jego mama przejdzie na emeryturę to żeby przenieśli się do miasta, sprzedali to wszystko, bo w mieście będzie im łatwiej. Na początku się zgodzili, a teraz jakby zapomnieli i wszystkie rozmowy ucinają. On chciał z nimi porozmawiać o ich podejściu do mnie, posadził ich na kanapie, zapytał co się stało, przecież wcześniej tacy byli mili dla mnie i tak bardzo podobno mnie lubili,a teraz im zaczęłam przeszkadzać, powiedział, że jesteśmy razem już długo i planujemy wspólną przyszłość i dlaczego tak się zachowują. W odpowiedzi usłyszał "mamy własne zdanie na ten temat i mamy to gdzieś"... Kulą w płot! a ja się zamartwiam, bo wiem, że jeśli nie podejmie decyzji o tym, by się przeprowadzić i żebyśmy zamieszkali ze sobą, to ten związek się rozpadnie
4 2013-08-18 12:33:02 Ostatnio edytowany przez asmo (2013-08-18 12:34:57)
Sam mam podobny problem, ale z rodzicami partnerki. Dla mnie istnieją jedynie dwie opcje.
Rozstać się, albo wyprowadzić się czym prędzej. Im dalej, tym lepiej. Tacy ludzie nigdy się nie zmienią, zawsze będą ustawiać mu życie (Tobie przy okazji też, zresztą jak widzisz, już to robią poniekąd) i w końcu będziesz miała dość i wracamy do pierwszej opcji - rozstania.
Jeśli będziesz go namawiać to postawienia przy swoim, to zostaniesz "tą złą i zepsutą, która zabrała i zmieniła im syna, że go nie poznają" do końca świata i o jeden dzień dłużej, a jak partner się nie zorientuje jakim popychadłem jest, to również przyłączy się do narzekania na Ciebie.
Jeśli zechcesz, to mogę Ci trochę poopowiadać co może Cię dalej czekać i jak sobie z tym radzić na przykładzie kilkuletnich doświadczeń, ale to już nie na ogólnodostępnym forum ![]()
5 2013-08-18 12:45:45 Ostatnio edytowany przez JA_skółka (2013-08-18 12:47:16)
Chciałabym poznać punkt widzenia ze strony mężczyzny. To nie jest tak, że mój partner się nie stara, on jest po prostu między młotem a kowadłem. Próbuje znaleźć czas, żeby być u mnie, ale jeśli tylko jego mama się o tym dowie, to od razu wydzwania z pretensjami. ja nie naciskam, nie kłócę się o to, przyjęłam strategię, żeby przeczekać, z nadzieją, że może on w końcu sam zauważy i dość będzie miał tego traktowania, ale mam wrażenie, że im dłużej ja przeczekuję tym bardziej to pasuje jego rodzicom. Teraz jestem na okresie próbnym w nowej pracy, mam nadzieję, że uda mi się dostać tam umowę na stałe i w końcu zaczniemy szukać mieszkania, chociaż martwi mnie to, że jakiś czas temu on mi powiedział, że nie może się wyprowadzić, bo nie może zostawić swoich rodziców. Chora sytuacja, rozstać się nie chcę, bo nie sztuką jest się rozstać, tym bardziej, że związek uważam za udany, potrafimy przegadać całą noc, mamy podobne spostrzeżenia, dogadujemy się świetnie w prawie każdej sytuacji, tylko oczywiście nie w kwestii przeprowadzki. Kiedy próbowałam mu tłumaczyć, że jego rodzice nie szanują jego planów, decyzji, nie szanują naszego związku i zasypują go głupimi pracami wymyślanymi od tak, to usłyszałam "a co ja mogę, rodzicom trzeba pomagać". Już brak mi argumentów. W przyszłym tygodniu mamy zaplanowany wyjazd, wycieczkę po paru miastach na weekend. Jestem pewna, że jak tylko jego rodzice o tym usłyszą to zaraz coś wymyślą, abyśmy nie pojechali. Jakiś czas temu, kiedy znajomi wyprawiali parapetówkę, to przyjechał do mnie. Wróciliśmy późno z imprezy, ale jego mama dzwoniła już o 7 rano, że ma się zbierać, wracać do domu,bo ma szopkę naprawiać...
6 2013-08-18 13:01:17 Ostatnio edytowany przez asmo (2013-08-18 13:04:48)
Moja partnerka też stara się grać na dwa fronty, bo nie ma innego wyjścia. Ja jestem innym człowiekiem, mam inny charakter i zostałem zmuszony do przeczekiwania, choć załatwiłbym to najchętniej zupełnie inaczej. To jedynie gra na czas, żadne rozwiązanie, im dłużej to potrwa, tym więcej spięć będzie pomiędzy Tobą a Twoim partnerem. On pewnie to zauważy, zacznie troszkę stawiać się swoim rodzicom, ale oni nieprzyzwyczajeni do tego będą chcieli natychmiast stłumić jego bunt, a przy okazji skierują ku Tobie nienawiść, już bez żadnych pozorów, bo "Ty buntujesz im syna". On nie będzie chciał awantur w domu, zacznie kombinować, nie będzie chciał kłócić się z Tobą i Cię zawodzić, będzie kombinował. Jak rodzice przyłapią go na kłamstewkach - będzie źle, jak Ty - będzie źle. Koniec końców i tak to nie zadziała, wykończy się psychicznie, a wtedy może być niestabilny emocjonalnie, wybuchowy itp. Nic dobrego.
Wychodzę z tego samego założenia co Ty, że rozstać się to nie problem. Gdyby było inaczej, już od dawna moje życie wyglądałoby inaczej. Może lepiej, może gorzej, na pewno inaczej. I sam też byłbym innym człowiekiem, bo długo utrzymująca się sytuacja bardzo na mnie wpłynęła. Jeśli się wyprowadzicie, a on nie zmieni swojego podejścia do rodziców (Pomagać trzeba, czyli być na telefon, z byle pierdołą, a także będzie ich słuchał jak to robi do tej pory, to nic się nie zmieni) to oni zaczną być częstym gościem w Waszym domu. Umiejętnie wskażą, co robisz źle, jak być powinno i będą starać się to wyegzekwować wywierając nacisk na Twojego partnera, oczywiście za Twoimi plecami.
A czy Twoja partnerka zauważa ten problem? też chce go jakoś rozwiązać? Czy ma już dośc całej takiej chorej sytuacji?
To już na niego źle wpływa, jest często wykończony psychicznie, nie dziwię mu się, bo bardzo się stara wszystkich zadowolić a słyszy ciągłe pretensje. Ostatnio nawet jego rodzice stwierdzili, że nie powinien pracować, bo wraca do domu po 18, zmęczony, a powinien przecież zapierdzielać dookoła domu i wszystko robić tam. Ale jak przychodzi co do czego, to wyciągają do niego rękę po pieniądze. Ich sklep nie przynosi dochodów, ledwo ich stać na utrzymanie się, na zakupienie towarów często biorą pożyczki. Boję się, że nawet jeśli się wyprowadzimy, to będą nim manipulować i wyciągać pieniądze, bo ich biednych nie stać. co najlepsze do jego brata tak nie latają, fakt jest faktem, że tez im zaczęła jego narzeczona przeszkadzać, psy na niej wieszają, jak są spotkania rodzinne, to nawet jej nie pozwalają do słowa dojść, zbywają ją, kiedy ona coś mówi jego mama przerywa jej w pół zdania i wtrąca zupełnie inny temat. Kiedyś nawet mi powiedziała, że musi oswajać się z tą myślą, że zabieram im syna, kto im teraz będzie pomagał, pewnie zostaną sami na starość. mówiąc szczerze, to nawet się cieszę, że już tam nie jeżdżę, a po wyprowadzce najchętniej nie podałabym im adresu.
Jakbym słyszał swoją historię, z małymi, drobnymi szczegółami ![]()
Na początku nie zauważała, próbowała mnie zmieniać na ich modłę, częste kłótnie, o mało się nie rozstaliśmy.
Później zaczęła powoli dostrzegać sytuację z innej perspektywy, jak chory jest ten układ. Gdy moja partnerska się nie sprzeciwiała, jej rodzice rozbestwili się do granic absurdu, co pomogło mi wskazać w czym jest problem.
Teraz dostrzega wszystko, chce rozwiązania, ale na chwilę obecną mamy związane ręce, robię wszystko by je rozwiązać.
Szczegółów wolałbym publicznie nie opisywać, zapraszam Cię do prywatnej rozmowy. Jeśli chcesz, skorzystaj, jeśli nie, to życzę wytrwałości i powodzenia. Pamiętaj, że to długa kampania, trzeba być dobrym strategiem i umieć przegrywać bitwy, by wygrywać wojnę ![]()
Czy Twój facet jest na pewno mężczyzną? Coś mi się wydaje, że nie... Prawdziwy chłop z jajami potrafi walczyć o to, co kocha.
A tutaj masz chłopczyka, który siedzi wystraszony w kącie i myśli jak wszystkim dogodzić, co nie uda się nigdy, ale on przecież to wie. Nie uważasz, że to chore z jego strony? Powinien podjąć jakąś decyzję. Naturalnie, że jedna ze stron będzie niezadowolona, ale mówi się trudno i żyje się dalej.
Spróbujcie oboje porozmawiać z jego rodzicami. Jak nie podziała to wóz albo przewóz. Życie jest krótkie, pamiętaj.
10 2013-08-18 13:31:43 Ostatnio edytowany przez asmo (2013-08-18 13:34:08)
Annie, nie masz racji, życie nie jest czarno-białe. Tego typu sytuacje są w 99,9% przypadków zbyt skomplikowane, by rozważać je w ten sposób. Nie można zrezygnować ot tak z własnej rodziny, tak samo nie można zrezygnować ot tak z partnera, którego się kocha. Dokładnie tego się musiałem szybko nauczyć.
Teraz, gdybym sam usłyszał ultimatum "Wóz albo przewóz, oni albo ja", to z miejsca wystawiłbym taką Panią za drzwi.
A czy rodzice na prawdę go kochają? Jeżeli się kogoś kocha, daje się mu wolność. Dlaczego warto walczyć o tych, którzy chcą nas kontrolować?
12 2013-08-18 13:38:49 Ostatnio edytowany przez asmo (2013-08-18 13:39:41)
Każdy rodzic kocha swoje dziecko. Jedni okazują to zaufaniem, swobodą i wolnością, za to inni najchętniej ułożyliby dziecku życie od A do Z, żeby było szczęśliwe, by ustrzec je przed pomyłkami i błędami. Jedno i drugie jest oznaką miłości, gdyż zarówno jedni jak i drudzy chcę dla dziecka jak najlepiej.
Annie, rozmawiać próbowaliśmy. Jego rodzice są takimi bardzo ciężkimi przypadkami ludzi starszych, którzy uważają, że pozjadali wszystkie rozumy. Oni wiedza wszystko najlepiej, gdzie młodzi mają im coś wytłumaczyć? W życiu nie posłuchają. Wydaje mi się, że jego mama zapomniała już jak to było, kiedy jej mąż ją adorował, o nią zabiegał. Poza tym po rozmowach z nią stwierdziłam, że to kobieta bardzo zaborcza. O swoim mężu mówi "a mój to zrobił to i tamto", nigdy do pracy nie była zmuszana, zawsze wszyscy jej nadskakiwali i zapewne tak sobie synów wychowała, żeby wokół niej skakali. To nie jest proste postawić się rodzicom, bo póki co jeszcze z nimi mieszka, a wiem doskonale, że jak im się postawi, to będzie miał wieczne awantury w domu, a to nie jest sytuacja miła. Przecież po tym feralnym wyjeździe na zakupy jego mama nie tylko na mnie się obraziła, ale też i mojemu partnerowi się oberwało i mu urządzała niezłą szopkę. On jest po prostu tak wychowany, że pomocy nie odmawia, nie umie spędzać czasu ze mną wiedząc, że np jego ojciec układa kostkę brukową (bo przecież mama wymyśliła sobie piękny chodnik na podwórku z kostki ułożony). Chcę jeszcze dziś z nim porozmawiać o moich obawach, postawić jasno sprawę, że gdy tylko dostanę umowę na stałe to rozglądamy się za mieszkaniem. Chociaż boję się tej rozmowy, bo ilekroć próbowałam to jednak nie było zadowalającego efektu.
Dziękuję Asmo, ślę maila ![]()
Nie mam dzieci i jest mi ciężko wypowiedzieć się z perspektywy rodzica. Ale sama mam matkę i ojca, którzy też kiedyś byli nadopiekuńczy. Rozmowy nic nie dały, to wyprowadziłam się na jakiś czas od nich i żyłam własnym życiem. Po pewnym czasie milczenia dotarło do nich, co zrobili nie tak. Pogodziliśmy się, a oni byli zadowolenie, że świetnie sobie sama radzę; zawsze się o to bali, że nie dam rady. Teraz mamy zdrowe kontakty ![]()
albo idźcie porozmawiać z psychologiem na ten temat. On/a na pewno ma duże doświadczenie w tych sprawach i poradzi albo chociaż oświetli Wam sytuację ![]()
To wspaniale!
Twoi rodzice chociaż zmądrzeli, zauważyli, że jesteś dorosła, masz prawo do własnych decyzji.
Jego rodzice, myślę, że są po prostu leniwi i boją się, że nie będzie nikogo na codzień, kto im wokół dupki będzie ogarniał. Była sytuacja, kiedy partner był w pracy do 19, była to zima, kiedy wrócił do domu okazało się, że żadnemu nie chciało się ruszyć napalić w piecu. Po co, skoro synek może wszystko ogarniać za nas?
Z kolei kiedy bylo malowanie u niego w domu, to on, jego brat i ja malowaliśmy, a jego ojciec gdzieś poszedł, a tak to wszystkich do pracy gania. Jego mama tylko wierciła się i kontrolowała, czy dobrze pędzlami machamy. Narzeczona brata też gdzieś tam się tylko kręciła
Jak nic nie zmienicie, to wasze życie za 10, 20, 30 lat będzie wyglądać tak samo, a z biegiem czasu do życzeń noworocznych dołączysz kolejne: niech teściowie wreszcie kopną w kalendarz.
A może on podświadomie lubi taką sytuację: rodzice i Ty za nim ganiacie. Jakie to piękne!
Widzę to tak:
- Twój partner stawia na swoim i idziecie tylko WY RAZEM przez życie + później dzieci, jak będziecie chcieli mieć
- on się nie zmienia i Ty jesteś nadal z nim - tutaj będziecie razem dopiero po śmierci jego rodziców, a do tego czasu mogą z Was pozostać tylko cienie
- on się nie zmienia i Ty odchodzisz
- jego rodzice się zmieniają i żyjecie w zgodzie
Może są jeszcze inne opcje, ale na razie widzę tylko tyle...
Nie zazdroszczę położenia.
Życzę szczęścia!:)
Dziękuję Annie za odpowiedzi i za szczęście, przyda się ![]()
pozostaje w takim razie przeprowadzić kolejną rozmowę, tym razem już omówić wszystkie kwestie i konkretnie zaplanować. Niestety mój partner uważa, że ja planuję nad wyrost i twierdzi, że on mi nie może obiecać tego, że moje plany się spełnią, ale przecież nie musimy wszystkiego zakładać co do godziny. Mam tylko nadzieję, że dziś rodzice nie wymyślą piątej z kolei naprawy szopki, czy przekładania kamieni w ogródku i będzie mógł przyjechać na spokojnie.
Powodzenia. Trzymam kciuki!