Od wielu lat borykam się ze swoimi lękami. Boję się mostów (po ostatnim napadzie paniki nieprędko przejdę przez most nad szeroką rzeką), autostrad (nawet jako pasażer), stania w korkach na lewym pasie (bardziej jak sama prowadzę), podróży samolotem, statkiem; w teatrze, kinie, na koncercie mogę siedzieć tylko z brzegu, u kosmetyczki nie mogę mieć położonej maseczki na całą twarz (nie mogę mieć zalepionych oczu i ust), czuję lęk przed fotelem dentystycznym (i nie chodzi właściwie o ból), w kościele mogę siedzieć blisko wyjścia; czuję niepokój, gdy jestem na wyspie,(rok temu bałam się nawet na Półwyspie Helskim i myślałam, że będziemy musieli zrezygnować z kwatery w Jastarni, ale jakoś powoli przywykłam) wyciąg narciarski typu krzesełko, kanapa, gondola, czyli te "powietrzne" też odpadają.
Nie wiem w tej chwili, czy to wszystko, jest tego tak dużo, że nie sposób to spisać;-) Niedawno wyczytałam, że te moje napady paniki to jest klaustrofobia. Co dziwne daję radę w windzie, metrze, małe pomieszczenia tez spoko. Czasami nie mam wyjścia i muszę np. lecieć samolotem, ale walcząc z atakiem paniki miałam ostatnio słuchawki (składanka piosenek, które pozytywnie na mnie działają i tekst o radzeniu sobie z lękiem;-)) , mazałam długopisem na kartce i pisałam jakieś bzdurne uspokajające teksty, musiałam usiąść oczywiście z brzegu i koło płaczących dzieci (odwracały trochę uwagę;-)) i wzięłam oczywiście tabletki uspokajające, a mimo to było ciężko. W ogóle ciężko mi z tym. Czuję, że dużo przez to mnie w życiu omija, zazdroszczę szczęśliwcom bez lęków.
Podobne tematy
A korzystasz z pomocy psychologa lub psychiatry?
To musi być bardzo uciążliwe, współczuję Ci. I zdecydowanie polecam dobrego psychologa, bo to może być już za wiele jak na forumowe możliwości. Choć może znajdą się osoby których lęki choć częściowo pokrywają się z Twoimi i jakoś je pokonali ![]()
Próbuję radzić sobie sama, często, niestety, poprzez unikanie trudnych dla mnie sytuacji (np.jechałam ostatnio do Drezna inną drogą, omijając autostradę i poruszałam się po jednej stronie Łaby, bo bałam się przejść przez most). Wiem, że powinnam się zdecydować na psychoterapię, ale (to pewnie głupie) mam obawy, czy trafię do kogoś kompetentnego i czy będzie w stanie mi pomóc.
Próbuję radzić sobie sama... powinnam się zdecydować na psychoterapię, ale (to pewnie głupie) mam obawy, czy trafię do kogoś kompetentnego i czy będzie w stanie mi pomóc.
Logika kogoś uwikłanego "Robić WCIĄŻ TO SAMO i oczekiwać odmiennych rezultatów" ![]()
Kochana - stwierdzasz, że kiepsko sobie radzisz (zdarza się). Sugerują Ci sięgnięcie po pomoc fachową (realistyczne). ODMAWIASZ, bo się boisz (!) - WSZAK i bez tego się boisz...? coraz bardziej i coraz więcej rzeczy to powoduje, więc CHOWASZ się w swój strach. I dalej się boisz
to strasznie smutne.
KTO zrobi Ci większą krzywdę niż Ty sama? TAK JAKBY psycholog czy terapeuta tylko czekali i czyhali na okazję by Cię ukrzywdzić... Jak coś dolega (np. ząb) to udajemy się do fachowca i PRÓBUJEMY. Fachowca TEŻ można ZMIENIĆ, aczkolwiek warto dać mu szansę (leczenie podobnych problemów daje efekty DOPIERO PO PARU TYGODNIACH - warto wbić sobie do głowy).
Trzymam kciuki i życzę podjęcia słusznej decyzji co do dalszego funkcjonowania. SAMO się nie zrobi
Zapisałam się dzisiaj na wizytę do psychologa. Zrobiłam to jeszcze przed przeczytaniem wpisu Anhedonii ;-) Wszystkim BARDZO DZIĘKUJĘ za kopa w d... Dopiero po ponownym przeczytaniu swoich wpisów i Waszych na nie odpowiedzi zdałam sobie sprawę jaka jestem w tym wszystkim żałosna i jakie to smutne, że trwam w takim stanie tyle lat. Pozdrawiam wszystkich i trzymajcie kciuki :-))
Trzymam kciuki z całych sił
najtrudniejszy pierwszy krok, a to już masz za sobą. Teraz tylko konsekwencja I... do przodu.
Ja teź trzymam kciuki!!!
Dziękuję, dziewczyny!
Muszę jeszcze napisać, że mój partner nie jest przekonany, że powinnam szukać pomocy u psychologa. Odnosi się z dużym zrozumieniem do moich fobii, ale chyba do końca nie zdaje sobie sprawy, jakie to dla mnie cierpienie. Poza tym w pracy i w towarzystwie jestem postrzegana jako osoba, która sobie świetnie ze wszystkim radzi, dużo pracuje, jest aktywna. Najbliżsi niby wiedzą, ale mam wrażenie, że czasami uważają, że to nawet zabawne i oryginalne, a i ja, opowiadając im np. jak to objeżdżam pół miasta, żeby nie stać na światłach na lewym pasie, śmiałam się z tego. A tak naprawdę to bardzo smutne przecież. Ciekawa jestem, jak "zabierze się" za mnie psycholog. To dopiero 30.08.