netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Jak pokonać kryzys w związku

13 odpowiedzi3 741 wyświetleńzałożony przez Niena1, 08.09.2021

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak pokonać kryzys w związku

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: Jak pokonać kryzys w związku

Czy ktoś z użytkowników forum ratował zwiazek w kryzysie? Kryzysie wynikającym znudzeniem druga osoba?
Jest jakiś ciekawy sposób, by milosc odżyła na nowo?

Po ślubie jestem 7 lat. Żyliśmy sobie bujnie i kolorowo - co chwile w innym miejscu, co chwile w piękniejszym. Mieliśmy czas na rozmowy, lubiliśmy razem spędzać czas: a to wypad na plaze, a to na basen, a to czasem jakiś spacer i dobre jedzenie. Były problemy, owszem, ale jakoś mój mąż potrafił wszystko załagodzić.
Przez ta okropna pandemie musieliśmy wrócić do pl, zamieszkaliśmy w domu z bratem. Mamy mieszkania, ale mamy tez dwa psiaki przyzwyczajone od zawsze do życia w domu, wiec ze względu na nie nie chcemy przenieść się do bloku. Dodatkowo cierpie na mizofonie, a sąsiedzi są okropnie głośni i mecze się tam przeokrutnie.
W domu z bratem żyje nam się niby Ok, on się bardzo cieszy, bo dom jest ogromny i samemu było mu nieswojo. Jednak ze względu na taki a nie inny układ domu, musimy z mężem mieszkać w innych pokojach. To chyba jeden z powodów, dla którego wkradł się kryzys.
Drugi powód a może skutek kryzysu, to pracoholizm męża. Odkąd wrocilismy do pl, dostał kilka ofert pracy, nie wiedział, na która się zdecydować, wiec przyjął wszystkie. W najgorszym momencie miał 5 etatów (informatyk, praca zdalna). Kasa z tego jest fajna, ale co z tego? Namawiałam go i w końcu rzucił jeden etat, ale nie poprawiło to sytuacji. Tzn oficjalnie nie poprawiło. Ciagle siedzi u siebie w pokoju przed tysiącem monitorów, jeść wychodzi może raz dziennie, ciagle utyskuje, ze ma awarie w pracy, a jak do niego idę, to leci jakiś serial na jednym z monitorów albo przegląda jakieś głupoty na telefonie. I jasne, rozumiem, ze chce trochę rozrywki, ale dawniej tez tak było i po prostu po skończonej pracy przychodził i razem przeglądaliśmy te głupoty czy oglądaliśmy jakiś serial. Teraz mam wrażenie, ze po prostu moje towarzystwo nie sprawia mezowi przyjemnosci. Raz na jakieś dwa dni idzie na zakupy. Nigdy nie zaproponuje, żebyśmy poszli razem, a jak ja mówię, ze tez się chętnie wybiorę, to zaraz się irytuje, ze po co, jak on sam szybko skoczy i za pół godziny będzie spowrotem.
Mamy już spore oszczędności, chcemy kupić niezależny dom, żebyśmy mogli zamieszkac razem, ale zanim to dojdzie do skutku, to małżeństwo może się całkiem rozpaść.
Ja tez pracuje zdalnie, zarabiam sporo, ale nie mam nadmiaru pracy. Czasem przychodzę właśnie do pokoju męża i usiłuje z nim porozmawiać, ale nie ciągnie on żadnego tematu. Zdarza się, ze przez cztery dni nie zamienimy nawet słowa, bo on urzęduje w domu na dole, ja głównie na gorze, na dol schodzę tylko do kuchni coś zjesc. Mąż nigdy nie był zainteresowany wspólnym spożywaniem posiłku, nawet jak było lepiej, to robił sobie kanapki i szedł do laptopa jeść. Wcześniej mi to jakoś tak nie doskwierało, bo mieliśmy czas porozmawiać, a teraz ani przy posiłku ani bez posiłku. Czuje sie, jakbym mieszkała z zombie a nie człowiekiem. Niby jest, a jedynie przemyka po domu. Nie jest to kwestia tego, ze mu złe w tym domu. Dom jest brata i nasz wspólny. Kupiliśmy go wspólnie, bo wiedzieliśmy, ze nie będziemy w pl mieszkać na stałe, a chcieliśmy mieć miejsce, gdzie spokojnie można na trochę dłużej przylecieć. Dlatego właśnie dom jest przystosowany bardziej pod potrzeby brata a nie nasze. Z moim bratem lubi się bardzo i czasem razem stanowią wspólny front przeciwko mnie, co mnie dodatkowo dołuje, bo jak spieram się o coś z bratem, to nie staje po mojej stronie tylko po jego, ale! Najczęściej jest tak, ze to mój mąż celowo rzuca jakaś zaczepkę i patrzy na brata, żeby ten go poparł w wyśmianiu mnie! Doprowadza mnie wtedy do szału i wyjeżdżam wtedy z domu do mieszkania, żeby nie musieć na męża patrzeć. Czasem mam wrażenie, ze celowo mnie wkurza, żebym wyjechała.
Wyjezdzamy czasem do spa czy na wspólny weekend, ale i tak kończy się tak, ze on musi coś podłubać w pracy którejś albo po prostu z kimś gada przez telefon o pracy i zazwyczaj się kłócimy. Ciagle tłumacze mezowi, ze praca praca, kasa jest ważna, ale nie aż tak i ze lada moment nie będzie co zbierać z tego naszego związku, on przytakuje, ale ciagle tłumaczy, ze nie może zostawić żadnej z nich, bo wszędzie na nim polegają i ze w sumie co, rzuci robotę i będzie siedział i się nudził, jak może kasę zarabiać.

Czasem zastanawiam się, czy mąż nie ma depresji, ale kurczę jak wyjdzie z tej swojej nory, to jest normalny, chce mu się wyjść do ludzi.
Ja sama choruje na depresje. Raz jest lepiej, raz gorzej. Przyjmowałam leki, ale niestety moja wątroba nie wytrzymała natłoku chemii i musiałam wszystko odstawic. Niestety od tego momentu jestem bardziej przybita i to na pewno nie zachęca go do kontaktu ze mną, ale dawniej tez miewałam takie momenty i jednak bardziej się wtedy mną interesował, próbował czyms zająć, choćby wciągnąć w jakiś serial czy zorganizował jakieś wyjście. Teraz nic. Ok, wiem, nie jestem dzieckiem, by sie mną non stop opiekował, ale z drugiej strony - ‚milosc - kiedy jedno spada w dol, drugie ciągnie je ku gorze’.

Wydaje mi się, ze cały ten kryzys jest skutkiem wygaśnięcia uczuć. Dlatego właśnie zastanawiam się, czy jest jakaś metoda, sposób na rozgrzanie uczuć od nowa? Czy ktoś pokonał kryzys spowodowany znudzeniem się druga osoba?

2

Odp: Jak pokonać kryzys w związku

Możesz mu zaproponować terapie, tylko nie wiem czy to cokolwiek da. Bo problem widzisz ty, a on problemu nie widzi, on sam musi zauważyć problem i normalnie się leczyć na ten pracoholizm, ale to musi wyjść od niego.

Może znajdź innego ex-pracoholika informatyka, który z nim pogada, że nie warto - skoro ciebie nie słucha.

3

Odp: Jak pokonać kryzys w związku

Cokolwiek mu powiesz będzie mial to gdzieś. Skoro pracujesz też zdalnie to może wyjedź do rodziców, czy gdzies tam na miesiąc nie kontaktuj się z nim i po tym czasie wróć do domu? Jak nadal będzie miał wszystko gdzieś to chyba wiadome będzie co robić...

4

Odp: Jak pokonać kryzys w związku

Taka starsza Pani powiedziała mi kiedyś, że małżeństwa, które nie mają dzieci, żyją dla siebie nawzajem. Inaczej się szybko kończą.
Twój mąż powoli przestaje żyć z Tobą. Żyje z Tobą bardziej jak z siostrą?
Porozmawiaj z nim. Napisz mu list z informacją, jak się w waszym związku czujesz, czego się obawiasz. Zaproponuj mu to samo.

5

Odp: Jak pokonać kryzys w związku

Dzięki za odpowiedzi. Ogólnie to mój brat tez jest pracoholikiem i mój mąż widzi, ze ten przesadza, ale ze on przesadza to już nie zauważa, choć ciagle mu to tłumacze i pokazuje.

Wydaje mi się, ze ten pracoholizm to tak naprawdę ucieczka ode mnie. Po co ma siedzieć ze mną, jak może poudawać, ze ma masę roboty, zaszyć się w swojej norze i tam siedzieć i robić, co mu się podoba. Ja nie wymagam od niego jakiejkolwiek pracy w domu, nie gderam mu ciagle nad uchem, czasem chce po prostu pogadac o różnych codziennych sprawach, o psiakach czy o przyszłości, ale nie ze męczę go non stop, a przez to jego zamykanie się w pokoju odnoszę właśnie wrażenie, ze ode mnie ucieka.

Wyjeżdżałam z domu, kiedyś nie było mnie dwa miesiące, gdy mnie wkurzył, ale tak naprawdę ucierpiały na tym tylko moje psiaki, które są ze mną mocno związane. On przez ten czas pisał do mnie smsy o wszystkim i o niczym. Jak mnie nie ma, to garnie się do rozmowy: pisze i dzwoni, a jak jestem - ma mnie gdzieś.

Przyznam szczerze, ze już nawet zastanawiam się, czy chce mi się to ratować, ale z drugiej strony ten człowiek jest mi jednak bliski, sporo razem przeszliśmy, niczym konkretnym nie zawinił, wiec nawet nie ma wyraźnego powodu do rozstania. Raz jak byłam poza domem, napisałam mu, ze nie widzę naszej przyszłości razem, jeśli się nie zmieni. Myślałam, ze może to nim wstrząśnie, ze nie zartuje, a on się tylko wkurzył, ze o co mi chodzi, ze przecież skoro chcemy dom, to on musi zarabiać (jakbym ja nie zarabiała…) i ze Ok, jak nie chce związku, to nie! Ale ogólnie, ze myslal, ze będziemy zawsze razem. Nie zmieniło to jego zachowania nawet n chwile. Uważał, ze skoro wyjaśnił mi powód swojego zachowania to ja powinnam to zaakceptować i już.

Nie jest tak, ze trzymam się męskich portek, bo muszę jakieś mieć. Nie. Sama sobie świetnie poradzę, zarabiam, mam swoje własne mieszkanie (które co prawda teraz próbuje sprzedać, żeby mieć więcej kasy na dom), tylko jestem konserwatywna i uważam, ze zwiazek najpierw należy ratować.
Dodam jeszcze, ze on mocno się zapuścił (Ok, ja trochę tez, ale trochę), zęby to nie wiem, czy w ogóle myje, prysznic bierze z raz w tygodniu. Wychodząc z domu leje tylko na siebie litry wody kolońskiej. Brzuszysko mu urosło całkiem spore. Trochę w żartach, ale daje mu do zrozumienia, ze z ust nie pachnie mu pięknie, ze to brzuszysko to trochę za wczesnie (skończył dopiero 40lat) i ze może bysmy poszli razem na siłownie. Tylko w tej zapadłej dziurze, w której jesteśmy, nie ma siłowni, a do dużego miasta mu się nie chce dojeżdżać. Poza tym już kiedyś chodziliśmy na siłownie razem. Skończyło się, ze ja pomykalam na bieżni, a on… lezal na ławeczce i oglądał seriale i tak naprawdę tylko się wstydu najadłam za każdym razem.

Ogólnie jest facetem ogarniętym życiowo bardziej niż ja, ma łeb na karku, nie ma dla niego rzeczy niewykonalnej. Tylko co z tego?

Tak naprawdę zabrał mi cała radość z życia, zniechęca mnie do wszystkiego, nie chce mu się nic robić - ani gdzieś wyjść, ani wyjechać. Jak zaproponowałam jakieś wczasy w ciepłym kraju, usłyszałam: No ale gdzieeee? I już mi się odechciało proponować. Pewnie skończyłoby się na tym, ze ja musiałabym ogarniać wszystko, a co to za radość robić wszystko samemu? Myślałam, ze razem usiądziemy, popatrzymy, co jest ciekawego, wybierzemy itd, ale przeliczylam się.

Wiem, narzekam, ale jest 1:45 po południu, a my nie widzieliśmy się dzisiaj jeszcze. Mój brat chociaż wpada do mnie do pokoju, pyta, co będziemy jeść na obiad, co dziś ogólnie robimy, czy może na działce coś ogarniemy czy pojedziemy do miasta na jakieś zakupy, a mój mąż ma wszystko gdzieś. Nawet nie ciągnie go, by mi ‚dzień Dobry’ powiedzieć. Częściej i więcej rozmawia z moim bratem niż ze mną.
Gdyby nie psiaki, które są w dużej mierze ode mnie uzależnione, to znowu bym stad wybyla.

A to jeszcze dodam, ze z psiakami to tez ciekawa sprawa. Niby je kocha, zwłaszcza za jednym skoczyłby w ogień, ale nic wkoło nich ani z nimi nie robi. Jak dawniej cały jego dzień kręcił się wokół psów, tak teraz ma wielki problem pobawić się z nimi dosłownie 15minut. Nie sprawdza misek, czy maja wodę, nie interesuje go, gdzie oni są. Raz jak mnie nie było, zamknął jednego na zewnątrz i zorientował się dopiero mój brat, ze jakoś dziwnie ukochany pupil mojego męża szczeka. Szukał go po całym domu, a on zmarznięty siedział za drzwiami wyjściowymi i krzyczał, żeby go wpuścić do domu.
To już dla mnie jest zupełnie nie do pojęcia, bo o ile ja, człowiek dorosły sobie poradzę, o tyle ten mały psiak, niekoniecznie. Co się stało, ze nawet jego ukochany pupil przestał go interesować?

6

Odp: Jak pokonać kryzys w związku

A ja mam wrażenie, że to wcale nie jest jakiś nagły kryzys, tylko po prostu wcześniej to się ładnie maskowało tymi wyjazdami, gdzie co chwilę było coś innego do zobaczenia, gdzie cały czas było podekscytowanie, były emocje, była różnorodność.
A jak tego nie ma, to macie ze sobą tak bardzo nie po drodze, że się możecie nie spotykać.

I właściwie czemu macie osobne pokoje? W sensie macie dwie sypialnie? Nie rozumiem, co ma do tego układ domu. Są tam tak małe pokoje, że normalne łóżko nie wejdzie? Bo nie widzę żadnego innego powodu, dla którego przez układ domu musicie mieszkać osobno.

Może Twój mąż potrzebuje partnerki do podróży, a nie partnerki do życia?

7

Odp: Jak pokonać kryzys w związku

@Niena1 -- mówisz, że twój mąż jest pracoholikiem, że siedzi całymi dniami przed monitorami, że bierze jedzenie i ucieka do siebie...

Wg mnie on po prostu nie chcę spędzać z Tobą czasu.


Po ślubie jestem 7 lat. Żyliśmy sobie bujnie i kolorowo - co chwile w innym miejscu, co chwile w piękniejszym. Mieliśmy czas na rozmowy, lubiliśmy razem spędzać czas: a to wypad na plaze, a to na basen, a to czasem jakiś spacer i dobre jedzenie.

To wszystko było tylko chwilowym zachwianiem równowagi u niego.

Co zrobić? Jeśli dwoje ludzi to takie łódeczki co trzymają sie razem, płyną razem w jednym kierunku, to Wy jesteście takimi łódeczkami, że on twoją puścił wolno, a Ty jego trzymasz mocno. Zatem puść jego łódkę. Niech płynie gdzie chce. Zaczniecie się oddalać. Jeśli on zobaczy, żę się oddalacie, to czym prędzej złapie twoją łodkę, abyście wciąż byli razem. Jeśli tego nie zrobi, to oddalicie się tak, że już będzie Ci obojętne czy jesteście razem czy nie.

Rozmowy nie uratują... SZantaże nie uratują... Zasady nie uratują...

8

Odp: Jak pokonać kryzys w związku

Nie było mnie jakiś czas, bo miałam mały wypadek i się lekko połamałam. W związku z tym znowu wyprowadziłam się na trzy tygodnie z domu do mieszkania (w domu były schody, po których nie dałabym rady chodzić).
Mąż wtedy przyjeżdżał, przywoził mi jedzenie, był ze mną, rozmawiał. Ok, czasem zwijał się szybciej do domu, bo musiał coś zrobić, ale spędzaliśmy trochę czasu razem. Jak już wróciłam do domu, wszystko wróciło. On sobie, ja sobie. Jeszcze teraz rekrutuje się do kolejnej firmy, bo ‚skoro mogę zarobić więcej, to grzech nie skorzystać’. Tłumacze mu, ze to bez sensu, ze niedługo nie będziemy mieli o czym rozmawiać, to mi wciska, ze on to robi dla nas, dla naszej lepszej przyszłości.

Dla jasności - ja nie zamierzam go trzymać na sile, nie uczepilam się jego. Jesteśmy już bardziej przyjaciółmi niż szaleńczo zakochana para. Coraz mniej mam ochotę o to walczyć. Niedługo znowu się wyprowadzę do mieszkania, żeby nie musieć na niego patrzyć. Mam dość jego zaniedbania siebie i mnie

9

Odp: Jak pokonać kryzys w związku

Trochę jakbym czytał moją historię sprzed lat.

W moim ówczesnym związku również po 7 latach wszystko się posypało, chociaż jakby ktoś mnie chciał zapytać co dokładnie było nie tak - to nie wiem. Po prostu to zaczęło się rozjeżdżać. Ona też coraz więcej czasu spędzała w pracy, a jak nie musiała być w pracy to zawsze sobie znalazła inny powód by nie być w domu. A to koleżanka, a to paznokcie, a to to, a to tamto. W skrajnych sytuacjach, jak już nie mogła nic wymyślić to zatrzymywała się na parkingu kilkaset metrów przed domem i tam napierdzielała przez telefon ze swoimi psiapsi, czasem nawet godzinę czy dwie. A jak już była w domu albo gdzieś wyjeżdżaliśmy to albo było kompletnie nijak albo kręciła afery o byle co.

Skończyło się tak jak prawdopodobnie skończy się to u autorki. Mąż będzie się odsuwał dalej, wahał, stwarzał atmosferę niezdecydowania. Aż nagle pojawi się bodziec do zmian w postaci nowej dupy. Pewnie nawet nie będzie w niczym lepsza od autorki, po prostu będzie inna. Może będzie ją mógł bardziej urobić pod siebie, korzystając z doświadczeń małżeństwa.

Więc jak dla mnie to wszystko rokuje źle. Oczywiście kryzys w związku można pokonać, bez względu na staż związku, ale obie strony muszą chcieć. A tutaj jedna strona udaje, że nie widzi.

10

Odp: Jak pokonać kryzys w związku

Dzięki za podzielenie się swoim doświadczeniem.
Teraz to i ja mam etap: nie zależy mi.
Sama tak naprawdę nic do niego nie czuje. Był moim przyjacielem bardziej niż partnerem.
Dziwnie tak, kiedy zwiazek zmierza donikąd.

Najgorsze jest to, ze jestem strasznie samotna. Poza nim i bratem, nie mam do kogo buzi otworzyć. Nie mam rodziny, z racji długiego mieszkania poza krajem, znajomosci zniknely. To jedynie dokucza teraz najmocniej

11

Odp: Jak pokonać kryzys w związku
Niena1 napisał/a:

Dzięki za podzielenie się swoim doświadczeniem.
Teraz to i ja mam etap: nie zależy mi.
Sama tak naprawdę nic do niego nie czuje. Był moim przyjacielem bardziej niż partnerem.
Dziwnie tak, kiedy zwiazek zmierza donikąd.

Najgorsze jest to, ze jestem strasznie samotna. Poza nim i bratem, nie mam do kogo buzi otworzyć. Nie mam rodziny, z racji długiego mieszkania poza krajem, znajomosci zniknely. To jedynie dokucza teraz najmocniej

Więc wiele wskazuje na to, że jest już za późno. Ja gdy mój ówczesny związek zaczął się sypać byłem przerażony wizją bycia znów singlem. Po tylu latach. To przekraczało moje wyobrażenie. Potem przyszła obojętność, na zasadzie "co ma być to będzie". A jak już to wszystko się skończyło to co prawda parę łez uroniłem, ale ogólnie to poczułem ulgę. A dziś po latach myślę, że byłem głupi ciągnąc to tyle czasu bez sensu smile

Co do znajomych - ciężka sprawa. Trudno kogoś poznać. Ale jest internet, może jakoś sie uda wink

12

Odp: Jak pokonać kryzys w związku

A ja jeszcze napiszę od siebie, ze warto jest czasami sięgnąć po pomoc z zewnątrz. Piszę tutaj chociażby o rozmowie z psychologiem:
https://medonow.pl/oferta/interwencja-k … ytuacjach/

Psycholog może nam pomóc na spojrzenie na niektóre sprawy w inny sposób.

13

Odp: Jak pokonać kryzys w związku
jagczy napisał/a:

A ja jeszcze napiszę od siebie, ze warto jest czasami sięgnąć po pomoc z zewnątrz. Piszę tutaj chociażby o rozmowie z psychologiem:
https://medonow.pl/oferta/interwencja-k … ytuacjach/

Psycholog może nam pomóc na spojrzenie na niektóre sprawy w inny sposób.

Droga ta pomoc. Prawie 500 zł za konsultację. Na jesień już pewno będzie równe 500, bo szkoła.
I do tego wszystko bez gwarancji.

Na yt do wyboru, do koloru - wszystko za darmo.

14 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-07-31 14:04:08)

Odp: Jak pokonać kryzys w związku
AdamJeden napisał/a:
jagczy napisał/a:

A ja jeszcze napiszę od siebie, ze warto jest czasami sięgnąć po pomoc z zewnątrz. Piszę tutaj chociażby o rozmowie z psychologiem:
https://medonow.pl/oferta/interwencja-k … ytuacjach/

Psycholog może nam pomóc na spojrzenie na niektóre sprawy w inny sposób.

Droga ta pomoc. Prawie 500 zł za konsultację. Na jesień już pewno będzie równe 500, bo szkoła.
I do tego wszystko bez gwarancji.

Na yt do wyboru, do koloru - wszystko za darmo.

Ja mam za darmo psychoterapeute w Anglii. W Polsce to jest jakas masakra z tym albo sie człowiek moze wykonczyc zanim sie doczeka albo zbankrutuje placac prywatnie

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak pokonać kryzys w związku

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026