netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

23 odpowiedzi9 334 wyświetleniazałożony przez mezatka5, 19.07.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24 ]

1 Ostatnio edytowany przez mezatka5 (2013-07-19 01:30:07)

Temat: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

witam

jestem nowa na forum i proszę o poradę, chociaż zawsze wydawało mi się ze jestem silna psychicznie, teraz nie wiem co robi. Jesteśmy małżeństwem od 3 lat a w związku w sumie 10. On jest 7 lat starszy, ma 34 lata ja 27. Patrząc wstecz wydaje mi się że byłam ślepa! A z drugiej strony czasami myślę że to ja wszystko psuję. Po prostu głupieje już i nie wiem co mam myśleć.

Od początku związku to ja zawsze nosiłam spodnie tzn decydowalam o wszystkim, moj facet zawsze mowil co chcesy kochanie i to robilismy. Przy czym to nie jest tak ze ja nie patrzyalm na niego, wspolnie cos planowalismy ale to ja mialam ostatnie zdanie. Chlopak byl we mnie wpatrzony jak w obrazek. Nie tylko pod względem urody ale też podziwiał moją zaradnośc i inteligencję. Jak zaczęlismy sie spotykac mialam niecale 18 lat ale wiele osob uwazalo mnie za dojrzalszą i odpowiedzialną.

Obecnie jest tak że ja boję się wypowiedzieć czasami swoje zdanie po to żeby się nie kłócić. Zawsze byłam śmiała i pewna siebie, teraz czuje się słaba i czuję że mam niskie poczucie własnej wartości. Kiedy mam inne zdanie niż on, on często wypowiada się w raniący mnie sposób typu "pierdolisz głupoty". Najgorsze jest to ze nie wiem kiedy nastąpiła zmiana i co było przyczyną.

Nasz związek jest dziwny. Nie mamy dzieci (on niby chce ale nie mówi o tym często, a ja w sumie teraz bym już chciała, bo wcześniej uważałam ze jestem za młoda - studia i praca, chciałam nacieszyć się wyjazdami i brakiem zobowiązań co do miejsc - wiele podróżowaliśmy z moim facetem, zaraziłam go ta pasja). Czasami jest cudownie między nami a nawet więcej niż czasami, powiedzmy jest cudownie czasem tydzień a czasem miesiąc i nagle trach i heja. Jak jest dobrze to naprawdę jest dobrze. Mój mąż często mnie zaczepia w pozytywnym sensie, wykazuje zainteresowanie, całuje w rękę, klepie po tyłku, jest wyrozumiały i można z nim porozmawiać o wszystkim i dobrze się rozumiemy. I nagle robi się awantura i szczerze to nie wiadomo z czego. Mój mąż zachowuje się jak zupełnie obcy człowiek i wtedy nie ma hamulców. Potrafi mi ubliżać i wyzywać od debili, głupków, szmat itp. Ogólnie ja czasami krzyknę bo jestem cholerykiem ale staram się tego nie robić i panować nad sobą, ale nie używam obelg w stosunku do niego, mimo iż pewne rzeczy mi się nie podobają nie poniżam go, nie używam słów bo ty zawsze, tylko mówię o swoich uczuciach. Dla niego to jest pierdolenie głupot i przypierdalanie się. Ja jak się zdenerwuję to krzyknę, pobiegam i za 15 minut mi przechodzi, nie tłumię w sobie złości. Natomiast on obraża się na mnie na pół dnia i często ja pierwsza rękę wyciągam chociaż wiem że nie powinnam, to po prostu mi przechodzi i ja nie lubię złej atmosfery i nie uznaję cichych dni bo mnie to męczy. Wolę żyć w optymistycznej atmosferze.

Ale od jakiegoś czasu nie dzieje się dobrze. Nie da się z nim w ogóle porozmawiać nawet jak jest dobrze. Wypowiada się może nie dosłownie z pogardą do mnie ale na każdym kroku podkreśla że jest starszy i mądrzejszy, rozmowa kończy się tym że powiem mi odpierdol się albo mnie całkowicie lekceważy więc ja odpuszczam bo nie chcę się kłócić. Ale czasami od razu jest niemiły i np. usłyszałam już nie raz teksty typu żałuję że się z tobą ożeniłem, oddaj mi pieniądze jakie wsadziłem w mieszkanie i się wyprowadzę, jest dla mnie chamski i wyzywa mnie od najgorszych.

Dodam że mieszkamy z moimi rodzicami tzn jest wspólna klatka schodowa ale mamy osobne mieszkanie i osobne drzwi do mieszkania na górze. Dobudowa była jeszcze przed ślubem i do tej pory do końca się nie przeprowadziliśmy. Dopiero w tym roku w marcu zaczęliśmy tu spać a wcześniej mieszkaliśmy u mnie w 1 pokoju i łazienkę mieliśmy swoja.

Ja - pracuję, zarabiam troche gorzej niż on ale niewiele i całkiem nieżle, mam dobre wykształcenie i ogólnie jestem osobą lubianą w towarzystwie chociaż jestem nieufna w stosunku do ludzi, mam odpowiedzialną pracę i wiele zalezy ode mnie w firmie, nie boje sie wyzwan, jestem optymistka, czesto sie usmiecham nawet jak jestem wkurzona czy smutna to po 15 minutach juz sie smieje, mam pragnienie coś w życiu osiągnąć i chcę robic to co lubię, jestem indywidualistką

On - pracuje (po wielkiej walce z mojejs strony, wczesniej troche na czarno cos dorabial), nie ma skończonej szkoły wyższej co czasem widze ze wprawia go w kompleksy, jest zaradny, umie wiele rzeczy zrobic sam (zreszta ja tez nie jestem paniusią tylko umiem też wiele rzeczy sama ogarnąć). Jest pesymistą, często narzeka i rozważa czarne scenariusze a ja wręcz przeciwnie. On denerwuje sie każdym gownem za przeproszeniem i kazda pierdoła wplywa na jego nastroj. On nie umie dogadac sie z moim ojcemn, rodzice do nas nie przychodza ale mijamy sie na schodach. Ja ogolnie mam dobry kontakt z rodzicami.


On pochodzi z rodziny wielodzietnej. Jego mama z całym szacunkiem nie jest normalna tylko kościółkowa. W jego domu widać pogarde do matki i ublizanie jej przez jej meza i corki a takze mojego meza a jej syna. Dzięki mnie on teraz bardziej szanuje swoją mamę bo jakby nie patrzeć to jest matka.

Mnie wkurza: kłamanie, glupota m.in. trwonienie czasu na glupoty typu plotki czy zycie celebrytow, nie lubie porazek.
Jego wkurza: krzyk i to bardzo, postepowanie nie wedlug jego mysli, narzucanie mu swojego zdania - na zasadzie zrobię dokładnie odwrotnie niz mowisz tylko po to zeby pokazac ci ze ja mam wlasne zdanie i nie masz na mnie wplywu

Najgorze rzeczy jakie sie zdarzyly: uderzył mnie 3 razy w twarz, czasami boje sie go czy mnie nie uderzy, nie czuje sie przy nim bezpieczna. Czasami on wpada w jakis szal, normalnie boje sie wtedy nawet odezwac. Oczywiscie po wielkiej klotni na drugi dzien przprasza i obiecuje poprawe. A jak ja sie pierwsza dezwe to jest jeszcze gorzej. Czesto zwala wine na mnie i odwraca kota ogonem.

Widze ze zdanie kolegow jest dla niego wazniejsze niz moje chociaz kiedys bylo inaczej. ogolnie on ma zdanie ze kobiety sa glupsze od facetow co widac w wielu przypadkach np w rozmowie z kolegami.

Pieniedzy nie mamy wspolnych. czasem on cos kupi czasem ja, ale ogolnie to jak maialam ciezka sytauacje finansoawa to owszem zatankowal mi samocvhod ale z taka mina ze mialam ochote isc na piechote. Duzo czasu sp-edza z kolegami i oni chy6ba maja na niego zly wplyw. Kiedys bral moje zdanie pod uwage a teraz nie + poprostu on cos robi a ja moge z nim jak mam ochote albo nie.

Ja tey nie jestem latwa obiektywnie patrzac. jestem uparta i mam swoje zdanie, nie akceptuję dwulicowosci i jestem strasznie zazdrosna. Nie rozumiem jak on ogląda gołe baby zwlaszcza ze wielu jego kolegow mowi mu ze ma zajebista zonke i zeby ja szanowal bo ja straci. W łożku nam się nie układa od zawsze mimo kilu dobrych epizodów. On ma przedwdczesny wytryski, 1 minuta i koniec w fdobrych momentach 5 minut.

Przepraszam za chaotyczna wypowiedz ale juz sama nie wiem co myslec. Czy jest norm,alnie a ja szukam ksiecia z bjki? a moze poprostu zwiazek przeszedl na inny etap a ja tego nie rozumiem? moze to wszhystko prze moja zazdrosc? a moze to on wlaz mi na leb i robi ze m,na co chce?

mysle coraz czesciej o rzozwodzie, co ztegoze jest codownie 5 dni jak szostego jest taka jazda ze czuje sie jak smiec, ja chce zeby bylo normalnie. rozmowy pomagauja do czasu. bylismy u psychologa i to tylko pogorsylo spraw bo tylko wykorzystuje to przeciwko mnie - psycholog powiedziala ze jak ktos sie zdenerwuje to trzeba wyjsc i ochlonac i on nawrzuca mi, nie da dojsc do slowa i wychodzi, przychodzi  znowu nawrzuca i nie da nic powiedziec i wychodzi.

Nie mam siły już walczyć, to chyba obu stronom musi zależeć. On jnie raz rzucał obrączką.

Wie że mi zawsze przechodzi i śmieje się ze mnie.

A ja nie wiem czy ma  czekać i pracować dalej nad związkiem? z drugiej strony szkoda mi straconych lat i wydaje mi sie ra ze nam sie ulozy, a potem ze my sie nie dogadamy i bedziemy sie meczyc ze soba.

2

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

No taka prawda jeżeli nic nie zmienicie będziecie się męczyć i napewno któreś z was wkońcu odejdzie.
Pamiętaj facet który raz uderzył uderzy ponownie,może minąć sporo czasu ale uderzy..Nie pozwalaj na to by cię nie szanował chyba na tym nie polega miłość by mieszać z błotem osobę którą sie kocha...Kiedyś słyszałam w tv wypowiedź psychologa,że facet kóry nie szanuje i nie szanował swojej matki nie potrafi i nie będzie potrafił uszanować żadnej kobiety.
Decyzje co dalej musisz podjąć sama,nikt nie moze ci tego doradzić,bo jeśli kochasz to spóbuj coś z tym zrobić.
Myślę że na początek idź sama do psychologa bądź poradni małżeńskiej,po rozmowie z tobą będą kazali wam przyjść we dwoje.To myślę najlepszy sposób, w takiej sytuacji.

3

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Zakompleksiony czlowiek.
Zle wzorce z rodzinnego domu.Duzo czasu by trzeba,zeby go naprostowac.
Moze jego matka z jakiegos powodu stala sie kosciolkowa ? Ma on rodzenstwo ? Jesli tak, jak im sie uklada ?

4 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-07-19 09:45:29)

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on
mezatka5 napisał/a:

...
Najgorze rzeczy jakie sie zdarzyly: uderzył mnie 3 razy w twarz, czasami boje sie go czy mnie nie uderzy, nie czuje sie przy nim bezpieczna. Czasami on wpada w jakis szal, normalnie boje sie wtedy nawet odezwac. Oczywiscie po wielkiej klotni na drugi dzien przprasza i obiecuje poprawe. A jak ja sie pierwsza dezwe to jest jeszcze gorzej. Czesto zwala wine na mnie i odwraca kota ogonem.

Widze ze zdanie kolegow jest dla niego wazniejsze niz moje chociaz kiedys bylo inaczej. ogolnie on ma zdanie ze kobiety sa glupsze od facetow co widac w wielu przypadkach np w rozmowie z kolegami.
...

Tyle wystarczy. Tak, rozwieść się. Bezzwłocznie.

5

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Hmm.. "dziwne" są takie historie: "on jest kochany przez większość czasu, tu mi pomoże, to mi kupi, tam mnie zabierze, no po prostu ideał, tylko czasami pierdolnie mnie twarz albo wyzwie od kurew, ale poza tym, to jest bajkowo w moim związku/małżeństwie" (przepraszam za niezbędne wulgaryzmy)

Mnie ciekawi czy są jakieś wskaźniki ile trzeba 'nasłodzić' niektórym kobietom żeby dostać przyzwolenie na użycie przemocy (słownej lub fizycznej) w takich patologiach pięknie ubranych w słowa. Jak zachować ten balans?:/

6 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-07-19 16:26:35)

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Ja to łatwo wszystkim na podstawie kilku linijek opisy zawyrokować - rozwiedź się !!.
mezatka5 tak idealistycznie przedstawiła siebie, tylko trochę się złości, powie kilka obraźliwych słów ale za to po 15 minutach jest juz "normalna" .
Maż za to - totalna świnia...

no dla tak idealnej osóbki jak  mezatka 5 tylko ideał się należy.
Pisałaś że Waszym małżeństwie "Najgorze rzeczy jakie sie zdarzyly: uderzył mnie 3 razy w twarz,"
- za co ?? za calokształt ?
Ile razy ty go uderzyłaś w twarz ?
Jaki najgorzesz rzeczy spotkały go z Twojej strony ???

No i te pomieszkiwanie z teściami ...
Tobie na pewno na rękę - mamusia zrobi śniadanko, obiadek ugotuje, tatuś nakaże niedobremu mężowi zrobić to i owo, pouczy co należy i jak poprawnie zrobić, najaże przeprowadzenie remontu w  "właściwy" sposób,  mamusia pouczy jak ma wieszać firanki itd.....tak jak piszesz : "On nie umie dogadac sie z moim ojcemn, rodzice do nas nie przychodza ale mijamy sie na schodach. Ja ogolnie mam dobry kontakt z rodzicami" to świetnie że masz dobry kontakt ze swoimi rodzicami.
Widać że nawet lepszy niż z mężem.
Jeżeli zamierzasz dalej pomieszkiwać u rodziców , to niewielu facetów wytrzyma kontakt z nuimi nawet poprzez "oddzielna" klatkę schodowa, a tym bardziej w "osobnym" 1 pokoiku ich mieszkania ....HORROR sad
Współczuję facetowi.

"On pochodzi z rodziny wielodzietnej. Jego mama z całym szacunkiem nie jest normalna tylko kościółkowa. W jego domu widać pogarde do matki i ublizanie jej przez jej meza i corki a takze mojego meza a jej syna. Dzięki mnie on teraz bardziej szanuje swoją mamę bo jakby nie patrzeć to jest matka."
Wow, znowu aleś Ty dobra, idealna.... nawet potrafiłaś sie znizyć do tego by przymusić go to lepszego traktowania zwojej matki, chociaż .... wiadomo jaka ona jest ... nienormalna, ale co tam niech zna Twoje dobre serce.
No a jego ojciec !... gdzie mu tam do Twojego ojca !... a tak w ogóle pochodzi z takiej jakiejś wielodzietnej rodziny ( pewnie nie tak bogatej jak Wasza ! tylko z gorszej...) .
Co prawda tylko czasami mu to krzykniesz w twarz i nazwiesz dosadnie po nazwie własnej jej członków, ale po 15 minutach jesteś już spokojna....
No mamusia i tatuś też coś może szepną po katach..ale tylko czsami i jak maja ku temu powody. smile
Wiesz co mezatka5 - żałosna jesteś, żałosna w swojej idealności dostrzegasz tylko jego wady.
idź szukaj swojego nowego, lepszego księcia na białym koniu !
tylko... czy mamusia i tatuś go zaakceptują ??

7

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Nie rozumiem czemu się męczysz... Moja znajoma wyszła za mąż w wieku 22 lat a po roku czasu była z nim w separacji. Jednak na rozprawie rozwodowej znowu się pogodzili i tu był ich błąd. Problemów było coraz więcej. On nie pomagał w domu. Nawet jej na nic nie dawał, kłamał... Teraz rok po rozwodzie ona się w końcu uśmiecha i ma faceta, który o nią dba i ją kocha taka jaka jest... Może ty powinnaś zakończyć to wszystko abyś znowu poczuła się szczęśliwa hmm

8

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Drzazga - brak słów na komentowanie tak chamskiej wypowiedzi, wymyślasz alternatywne historie zamiast czytać uważnie.

"Hmm.. "dziwne" są takie historie: "on jest kochany przez większość czasu, tu mi pomoże, to mi kupi, tam mnie zabierze, no po prostu ideał, tylko czasami pierdolnie mnie twarz albo wyzwie od kurew, ale poza tym, to jest bajkowo w moim związku/małżeństwie"
Zgadzam się z Nustablo.

Mężatko, pytasz czy zachowanie męża jest normalne... Żartujesz??? Ten facet nadaje się tylko do wykopania za drzwi. Uderzył Cię kilka razy, wyzywa Cię od szmat itd., ma Cię za głupszą, wiele razy rani Cię słownie, nie tworzycie wspólnoty - nie macie wspólnych pieniędzy, nawet w łóżku się nie układa.
A Ty się jeszcze pytasz, czy może szukasz księcia na białym koniu, a on zachowuje się normalnie...
Tu nie ma co i jak ratować.

9

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on
Drzazga napisał/a:

Ja to łatwo wszystkim na podstawie kilku linijek opisy zawyrokować

Widzę że Tobie najłatwiej ze wszystkich zawyrokować i oceniać kogoś po paru linijkach

Drzazga napisał/a:

mezatka5 tak idealistycznie przedstawiła siebie, tylko trochę się złości, powie kilka obraźliwych słów ale za to po 15 minutach jest juz "normalna" .
Maż za to - totalna świnia...

napisałam przecież że jestem wybuchowa krzyczę ale że szybko mi przechodzi i nie po to by idealizować siebie ale po to żeby pokazać odmienność naszych reakcji, notabene meczy mnie taka obrazalska atmosfera i ciche dni, poprostu meczy mnie psychicznie to i już, nie rozumiem jak można sie na kogoś całymi dniami obrażać bez prawdziwego powodu jeżeli się kogoś kocha, no chyba że się nie kocha

Drzazga napisał/a:

no dla tak idealnej osóbki jak  mezatka 5 tylko ideał się należy.
Pisałaś że Waszym małżeństwie "Najgorze rzeczy jakie sie zdarzyly: uderzył mnie 3 razy w twarz,"
- za co ?? za calokształt ?
Ile razy ty go uderzyłaś w twarz ?
Jaki najgorzesz rzeczy spotkały go z Twojej strony ???

Wszystkie tego typu sytuacje miały miejsce po alkoholu

1) Uderzył mnie w twarz na dyskotece. Byliśmy w barze ze znajomymi, moimi kuyznkami i Jego siostr rodzoną i padła decyzja że dziewczyny idą na dyskotekę a chłopaki na bilard. Na dyskotece spotkalismy mojego kuzyna (brata rodzonego kuzynek które były z nami) ktróry był z kolegami - naszymi moimi i mojego meza wspólnymi znajomymi. Tańczylam z kolegą i nagle dostałam w twarz tak że poleciałam na stolik czyjś i wylało sie siedzącym tam obcym ludziom całe piwo, po czym wyrzuciła go ochrona a ja pojechałam taksówką do domu - to było przed ślubem

2) Byliśmy na wakacjach za granicą, mąż wypił sporo bimbru, wróciliśmy do hotelu i miał jeszcze wyskoczyć na dół do sklepu, zapytał czy coś chcę, chciałam bułkę czy coś w tym stylu i się zaczęło że on nie ma pieniędzy, mówię to nie kupuj, a on wypchał mnie dosłownie na kopach za drzwi na korytarz, po jakimś czasie weszłam, zabrałam dokumenty i uciekłam, wróciłam po kilku godzinach i cały pokój był przewrócony do góry nogami a on jak mnie zobqaczył to siadł na parapecie z nogami na zewnątrz i mówi że będzie skakać do basenu. Wtedy naprawde się bałam że coś sobie zrobi.

3) Na weselu u znajomych, też po alkoholu. Mój maż nie lubi tańczyć ale ja się cały czas bawiłam ze znajomymi. Też trochę dużo wypiłam. Potem poszłam do stołu i już były chamskie teksty bo leciało żono moja i on chciał ze mną zatańczyć ale nie chciał mi przeszkadzać w zabawie. Zeszliśmy potem na fajkie i zaczą mi robić wyrzuty że jestem pijana gdzie sam nie był trzeźwiejszy i mnie uderzy w twarz, bo przecież dla niego wtedy byłam szmatą.

Ja go raz uderzyłam w twarz z placka - kiedy przy jakiejś kłótni powiedział mi że żałuje że się ze mną ożenił i że zrobił to tylko dlatego że juz sala była zamowiona i różne tego typu teksty że zamontował drzwi - 1 sztukę w domu (na co czekałam 7 miesicy odkad je kupilam a kupilam 4 pary) bo myślał że mu się odwdzięcze "lodem". I różne inne typu że jestem mendą itp. Po którymś tekście nie wytrzymałam i go uderzyłam z placka. Na co wclae mi nie był dłużny i oddał mi w ramię.

Też zdarzało mi się go wyzywać na zasadzie sam jesteś pojebany. Kilka razy też mu naubliżałam. Nie jestem święta. Poprostu od jakiegoś czasu oko 2-3 lat mocno pracuję nad sobą wychodząc z założenia że jak ja się zmienię to i on będzie inny w stosunku do mnie. Ale tak nie jest.

Drzazga napisał/a:

No i te pomieszkiwanie z teściami ...
Tobie na pewno na rękę - mamusia zrobi śniadanko, obiadek ugotuje, tatuś nakaże niedobremu mężowi zrobić to i owo, pouczy co należy i jak poprawnie zrobić, najaże przeprowadzenie remontu w  "właściwy" sposób,  mamusia pouczy jak ma wieszać firanki itd.....tak jak piszesz : "On nie umie dogadac sie z moim ojcem, rodzice do nas nie przychodza ale mijamy sie na schodach. Ja ogolnie mam dobry kontakt z rodzicami" to świetnie że masz dobry kontakt ze swoimi rodzicami.
Widać że nawet lepszy niż z mężem.
Jeżeli zamierzasz dalej pomieszkiwać u rodziców , to niewielu facetów wytrzyma kontakt z nuimi nawet poprzez "oddzielna" klatkę schodowa, a tym bardziej w "osobnym" 1 pokoiku ich mieszkania ....HORROR :(
Współczuję facetowi.

widzę że wiesz lepiej jaka jest sytuacja, 2 lata mieszkalismy razem samemu za granicą, pewne sprawy sie nie ulozyły i wróciliśmy, sam powiedział że woli mieszkać u mnie niż u niego w domu.  Święta też woli spędzac z moją rodziną niż z jego. Moja mama nie gotuje, bardzo dużo pracuje i rzadko się widujemy.

Ojciec jest upierdliwy to musze przyznać ale wiele o tym rozmawialiśmy i wiedział na co się godzi.

Też chętnie zamieszkam całkiem osobno, zresztą przyjmuję że to mieszkanie jest na kilka lat a potem się wybudujemy przynajmniej tak bym chciała. Ale skoro Panu męzowi nie pasuje to dlaczego nie zaproponuje żebyśmy się wyprowadzili, dlaczego czegoś nie wynajmie lub nie kupi? Wiele razy mu mówiłam że jest dla mnie ważniejszy niż mieszkanie i możemy się wyprowadzić a to wynająć. Co raz słysze że on tu nie chce mieszkać ale jakoś nie ma nic lepszego do zaproponowania. Jemu nie pasuje to ja mam stawać na głowie żeby coś wymyśleć i mu dogodzić? Mój dom to jest dolm wielorodzinny. Jest normalna klatka schodowa jak w bloku i 3 mieszkania. A najlepsze jest to że jak sie pokłócimy i pwoie mi ze sie wyprowadza tylko zebym mu oddała pieniądze które włozył w mieszkanie to jak mu raz położyłam kasę na stole to nagle on się poczuł jak usiebie i mówi żebym to ja się wyprowadziła bo on jest u siebie.

Drzazga napisał/a:

Wow, znowu aleś Ty dobra, idealna.... nawet potrafiłaś sie znizyć do tego by przymusić go to lepszego traktowania zwojej matki, chociaż .... wiadomo jaka ona jest ... nienormalna, ale co tam niech zna Twoje dobre serce.
No a jego ojciec !... gdzie mu tam do Twojego ojca !... a tak w ogóle pochodzi z takiej jakiejś wielodzietnej rodziny ( pewnie nie tak bogatej jak Wasza ! tylko z gorszej...) .

Napiasłam że jest nienormala bo dla mnie teksty w stylu "jak nie pójdziesz do kościoła to nie skończysz studiów" sebysmy poszli do koscioła nie jest normalne. Ale to nie powód żeby odzywac się do matki wulgarnie. Jest jaka jest ale zasługuje na szacunek od własnych dzieci bo je wychowała. Mój mąż ma 4 siostry. One też się naśmiewają z matrki, a jego ojciec to już szczególnie. Poza tym to dobrzy i mili ludzie. Wcale nie są gorsi od mojej rodziny. Poprostu inny model rodziny. Nie rozumiem dlaczego wszystko odczytujesz negatywnie. Nie taka była moja intencja. Poprostu ja mogę z moją mamą porozmawiać o wszystkim, zawsze byłam samodzielna i nie jestem pajiusią która nic nie robi, bo rodzice nauczyli mnie cięzkiej pracy. A w domu też nam się nie przelewa chociaż zylismy zawsze na dostatnim poziomie. U niego z mamą nie da sie pogadac bo słyszy się tylko o kościele. Remedium na wszystko - kościół. Nie widze u nich w rodzinie takiej więzi jak w naszej - i to chyba też o czymś świadczy że on woli spędzać Święta z moją rodziną a nie z jego rodziną.

Drzazga napisał/a:

Wiesz co mezatka5 - żałosna jesteś, żałosna w swojej idealności dostrzegasz tylko jego wady.
idź szukaj swojego nowego, lepszego księcia na białym koniu !
tylko... czy mamusia i tatuś go zaakceptują ??

Rodzice nie narzucają mi swojego zdania ani nie wtrącają się w żadne kłótnie. Moi rodzice lubią mojego męża bo on dla obcych jest bardzo miły - taki model wyniósł z domu że ważniejsze jest co ludzie powiedzą niż co się dzieje naprawdę. Kilka osób jak zobaczyło jaki on potrafi być jak wpada w szał to nie wierzyło.

A zalety też widze bo mgdybym widziała same wady to bym nie trwała w tym związku dłużej. Chodzi o to że jak jest dobrze to jest naprawde dobrze: jest kochany, przytula mnie, zaczepia, pomaga, wspiera, możemy o wszystkim pogadać,sprząta w domu, robi coś dla mnie, czasami ugotuje, jest inteligentny i ma poczucie humoru i sa takie momenty że jest jak dawniej że jest we mnie wpatrzony a ja w niego.

Problem w tym że tem momenty zdarzają się coraz rzadziej. Oraz w tym że nie panuje nad sobą podczas kłótni. Łapie mnie za słówka. Np. jak powiem coś inaczej niz on uważa to mówi że pierdolę glupoty, A nawet jak nie mam racji to nie można tego powiedzieć w inny sposób. Poza tym zachowuje się jak święta krowa, nie pasuje mu coś to mnie lekcewazy i traktuje jak powietrze.

Dlatego nie wiem już czy to wszystkie małżenstwa przechodzą i to jest normalne? Bo ja mam inne wyopbrazenia na temat małżenstwa: zaufanie, lojalnośc, wsparcie psychiczne, szczerośc i szacunek. Kto do cholery ma być dla męża wazniejszy niż żona?

Ja poprostu widze że od jakiegoś czasu na coraz więcej sobie pozwala i mi to nie pasuje. To tyle.

P.S. Musisz być bardzo zgorzkniałym człowiekiem

10

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on
Byłamszczęśliwa napisał/a:

No taka prawda jeżeli nic nie zmienicie będziecie się męczyć i napewno któreś z was wkońcu odejdzie.
Pamiętaj facet który raz uderzył uderzy ponownie,może minąć sporo czasu ale uderzy..Nie pozwalaj na to by cię nie szanował chyba na tym nie polega miłość by mieszać z błotem osobę którą sie kocha...Kiedyś słyszałam w tv wypowiedź psychologa,że facet kóry nie szanuje i nie szanował swojej matki nie potrafi i nie będzie potrafił uszanować żadnej kobiety.
.

Też tak słyszałam ale byłam młoda i głupia, patrząc wstecz dopiero teraz widze że niektóre cechy uwidaczniały się już wcześniej. Czasami mpotrafi powiedzieć do mnie nie wkurwiaj mnie bo zaraz ci przypierd...lę

verdad napisał/a:

Zakompleksiony czlowiek.
Zle wzorce z rodzinnego domu.Duzo czasu by trzeba,zeby go naprostowac.
Moze jego matka z jakiegos powodu stala sie kosciolkowa ? Ma on rodzenstwo ? Jesli tak, jak im sie uklada ?

Kiedyś z nim rozmawiałam na ten temat to mówił że go ojciec zawsze wyzywał od idiotów i baranów, kazał mu pracowac obiecując że coś mu kupi i nie kupował.
Ma 4 siostry, wszystkie sie juz wyprowadziły z domu. Teściowa doprowadziła do rozpadu małżenstwa jednej z jego sióstr. Mieszkali z mężem własnie u rodzicow mojego meza i codziennie o 5 rano schodizla do nich i robila wyklad zeby on poszedl do pracy. On nie pracowal ale kase sypali mu rodzice. Moze glupi muklad ale nie wytrzymal koles i sie wyniosl.

Ogólnie jak wyżej - ja nie widze jakiejś takiej rodzinnej atmosfery u nich tylko pretensje i glupie docinki


nustablo napisał/a:

Hmm.. "dziwne" są takie historie: "on jest kochany przez większość czasu, tu mi pomoże, to mi kupi, tam mnie zabierze, no po prostu ideał, tylko czasami pierdolnie mnie twarz albo wyzwie od kurew, ale poza tym, to jest bajkowo w moim związku/małżeństwie" (przepraszam za niezbędne wulgaryzmy)

Mnie ciekawi czy są jakieś wskaźniki ile trzeba 'nasłodzić' niektórym kobietom żeby dostać przyzwolenie na użycie przemocy (słownej lub fizycznej) w takich patologiach pięknie ubranych w słowa. Jak zachować ten balans?:/

Wiesz sama nigdy nie rozumiałam takich kobiet dopóki to się nie zaczęło dziać u mnie w związku. Poprostu jak przychodzi taki moment że jest źle potem sie pogodzimy, jest jego i mój płacz i mam nadzieje że sie ułoży. Ostatni raz uderzył mnie na tym weselu 2 lata temu. Nie chcę go tłumaczyć tylko czasami zastanawiam się jaką ja mam w tym winę, czm go prowokuję, wiem że jest bardzo zazdrosny i ja tez i to wiele psuje i że obojgu nam brakuje cierpliwości.

Róża 27 napisał/a:

Nie rozumiem czemu się męczysz... Moja znajoma wyszła za mąż w wieku 22 lat a po roku czasu była z nim w separacji. Jednak na rozprawie rozwodowej znowu się pogodzili i tu był ich błąd. Problemów było coraz więcej. On nie pomagał w domu. Nawet jej na nic nie dawał, kłamał... Teraz rok po rozwodzie ona się w końcu uśmiecha i ma faceta, który o nią dba i ją kocha taka jaka jest... Może ty powinnaś zakończyć to wszystko abyś znowu poczuła się szczęśliwa hmm

Może tylko że ja nie umiem się zdecydowac na ten krok. powoli to chyba we mnie dojrzewa bo mimo dobrych chwil chyba więcej jest tych złych. Jest wielka radośc albo płacz. A ja bym chciała poprostu równowagi. Może trochę boję się być sama chociaż cięzko mi się do tego przyznać.

Igriana napisał/a:

Mężatko, pytasz czy zachowanie męża jest normalne... Żartujesz??? Ten facet nadaje się tylko do wykopania za drzwi. Uderzył Cię kilka razy, wyzywa Cię od szmat itd., ma Cię za głupszą, wiele razy rani Cię słownie, nie tworzycie wspólnoty - nie macie wspólnych pieniędzy, nawet w łóżku się nie układa.
A Ty się jeszcze pytasz, czy może szukasz księcia na białym koniu, a on zachowuje się normalnie...
Tu nie ma co i jak ratować.

no moze i nie ma, tylko naprawde szkoda mi tych 10 lat i tych dobrych chwil i czasami mysle ze bedzie jeszcze dobrze i sie dogadamy, czasami jest super przez miesiac i jest jak na poczatku zwoazku, codziennie dostaje sms ze mnie kocha itp

moze on poprstu jest chory? jakas schizofrenia?
wlasnie nie napisalam Wam najważniejszego a może i nie najwazniejszego ale moze to mieć wplyw. Oboje popalamy trawkę, okresami bardzo często. Ale nie mozna chyba zrzucac na to calej odpowiedzialnosci

11

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Oboje jesteście trochę zryci i pasujecie do siebie.
Powodzenia:)

12

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Wszystko idzie poukładać i dopracować. Wszystko idzie zmienić. Tylko nie chamstwa, obelg, czy wyżywania się w postaci fizycznej na kimś. To niedopuszczalne i nic tego nie usprawiedliwia.
Nikt nie jest idealny, ale każdy jest odpowiedzialny za to, by było jak najlepiej. Gdy tego braknie to źle.
Hmm, czy jest ktoś kto chciałby być z kimś kto go nie szanuje, kto nie docenia? Wątpie. Niezależnie od tego jakim się jest. I to jest odpowiedź na to co robić.

13

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Doczytałam do :uderzył mnie w twarz....dziewczyno wyrzuć go za drzwi ,natychmiast.


















r

14

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Oj może i oboje jesteśmy zryci i siebie warci, w kazdym razie cos juz we mnie peklo i mysle coraz czesciej o rozwodzie

15

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Hehe, trawkę, powiadasz... i to "okresami bardzo często" - a to zmienia postać rzeczy smile W takim razie musicie więcej palić i wszystko będzie dobrze - szkoda tylko, że nie mieszkacie gdzieś w wieżowcu na dziesiątym piętrze wink

16

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

mezatka5, piszesz że 1 raz uderzył Ciebie przed ślubem, po alkoholu.... i mimo to pozostałaś z nim potem wyszłaś za mąż, dziwię się ale skoro wtedy nie stanowiło to dla Ciebie jednoznacznej przesłanki do zerwania to dlaczego teraz to wspominasz ?
Następne 2 razy pop ślubie, po alkoholu, Ty zresztą też dałaś w czapę... potem Ty kiedyś dałaś mu placka....

Po co Wam ten alkohol do wspólnej zabawy ?
nie jestem abstynentem, ale nigdy nie upiłem się przy żonie, ona tak samo przy mnie.
Jakoś nie wyobrażam siebie że mógłbym się zniżyć do poziomu mającego problem z płynną wymową nie mówiąc o bełkotaniu czy zataczaniu się.
Pytasz czy wszystkie małżeństwa mają kłopoty ?
Chyba u większości.
Malżeństwo to nie motylki w brzuchu, raczej dojrzała miłość, wzajemne zrozumienie, dbanie o siebie ale bez tego bezkrytycznego zauroczenia które było przedtem. Dlatego często kiedy opada kurtyna zauroczenia, mozna dojrzeć w drugiej osobie coś czego nie widziało się przedtem, a  co teraz doskwiera...:)
Ale to chyba nie w Twoim przypadku, poznaliście się dobrze przed małżęństwem.

fajnie że :"Poprostu od jakiegoś czasu oko 2-3 lat mocno pracuję nad sobą wychodząc z założenia że jak ja się zmienię to i on będzie inny w stosunku do mnie. Ale tak nie jest."
Dobry przykład działa dla tych którzy są przygotowani na to zeby go dostrzec.
Obawiam się że dla męża , Twoja postawa moze oznaczać przyzwolenie, oznakę Twojej słabości.
Powiedz mu o tym, że to nie Twoja słabość ale siła powoduje że starasz się zmienić to co złe w Tobie i Waszym mażeństwie, tego samego oczekujesz od niego.
Bez krzyku.
Może się zdziwi że potrafisz mówić o takich sprawach bez emocji smile
ale to tylko doda wyrazu do Twojej wypowiedzi.

"Dlatego nie wiem już czy to wszystkie małżenstwa przechodzą i to jest normalne? "
wszystkie przechodzą przez problemy, jedne radzą sobie lepiej, drugie gorzej, trzecie wcale...
"Bo ja mam inne wyopbrazenia na temat małżenstwa: zaufanie, lojalnośc, wsparcie psychiczne, szczerośc i szacunek. "
Fajnie, ale czy mąż o tym wie ? czy rozumie pod tymy pojęciami to samo co Ty ?
"Kto do cholery ma być dla męża wazniejszy niż żona? "
Święte słowa.

Sorry że byłem natarczywy w poprzedniej wypowiedzi.
Prawdę mówiąc chciałem Cie trochę sprowokować.
Ale podjęłaś rękawice i nawet nie naubliżałaś mi za nadto smile


P.S. Jest taka fajna książeczka. "Pięć języków miłości" G. Chapman.
Każdy z nas ma swój sposob na okazywanie miłości a jednocześnie odbierania miłości od drugiej osoby.
Problem ze nie zawsze potrafimy zgrać się w tym temacie.  Dla jednych ważniejsze jest wartościowe spędzanie czasu, dla drugich prezenty, dla innych dotyk, itp. Dobrze o tym wiedzić, i zrozumieć czego oczekuje druga osoba, czego oczekuję ja.
Świetna książeczka, poczytajcie sobie do poduchy.
Nie dawaj znaków mężowi.
Mężowie nie są zazwyczaj szkolenie w odbieraniu znaków smile
Trzeba mówić. Używać prostych, ale stanowczych słów.
Za pierwszym razem pomyśli że żartujesz.
Kiedy zobaczy skutek tego co zapowiedziałaś zacznie myśleć.
Proponuję powalcz jeszcze trochę o Was, skoro nie olałaś go kiedy pierwszy raz po pijaku walną Tobą o inny stolik....

17

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

aaaaaaaaa ja sadze , ze nadajecie na innych falach , to kiedys sie rozpsypie , warto tracic czas?

18 Ostatnio edytowany przez Renata27 (2013-07-20 03:38:22)

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Oj naprawdę współczuję ci Mężatko....Tak ciężko było ci opisać to co czujesz, a parę osób na tym forum, zamiast ci pomóc i doradzić, po prostu pokazało jakimi są dupkami! Dobrze rozumiem co czujesz, bo czytając twojego posta to tak jakbym czytała o sobie. Tylko u mnie jest jedna różnica- mąż jak na razie mnie nie uderzył, a raczej ja uderzyłam go. Chociaż jedno wiem na pewno jeżeli uderzy mnie kiedykolwiek raz to będzie jego ostatni....
A ty sama musisz zdecydować co dalej i czy naprawdę jest tego wart aby z nim być i być poniżaną...
pozdrawiam
Renata
PS piszesz że macie osobne konta? nie daje ci to nic do myślenia???

19

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

hej mezatka,

Mysle, ze jestes bardzo ciekawa i pragmatyczna osoba.
W tobie jest juz odpowiedz na to czegos starasz sie jeszcze odrzucac!
Jestes wrazliwa, bardzo dobrze analizujesz stan twojej pozycji w tym zwiazku. Nie jestes slaba osoba!
Wystarczy tylko troche odwagi i juz nie mecz sie tak bardzo.
Pomysl o tym, ze to co masz najcenniejszego, czyli twoja energia, narcysyzm sa podstawa do organizacji normalnego zycia.
Uwazam, ze za duzo jest chyba w waszym zwiazku przykrych wulgarnych slow! Za duzo o pierwsze, ktore padlo i o pierwszy policzek, ktory odebralas!

Twoja analiza laczy sie z porownaniem "jego swiata, jego osobowosci" z twoim swiatem etycznym i twoja osobowoscia.

Czyli, jezeli zdoblas sie dzis na ta analize taka na goraco, to juz nic nie bedzie takie samo jak przed!
Widzisz, po co ci sa potrzebni psycholodzy? Sama nim sie okazalas dla ciebie!!!

Tak na prawde, to wszystko w tobie dzieje sie tak, jakbys rozpaczala i za wszelka cene chciala by on byl taki jak na samym poczatku.. Ale natura charatkteru ujrzy zawsze swiatlo dzienne w kazdym zwiazku malzenskim, wlasnie po pierwszych latach zakochania.

Wybor partnera to jednak loteria...

Nie chodzi tutaj o szukanie ksiecia z bajki, i sama to powtarzasz i nawet nie wiem dlaczego, bo sama wiesz, ze nikt nie jest bez skazy, ale to do czego dazysz, jest absolutnie zbudowane na konkretnych argumentach i
niestey, mam wrazenie, ze twoj partner jest daleki w zachowaniu od myslacej normalnej osoby. A ty potrzebujesz kogos dzisiaj, kto nie bedzie uciekal przed dyskusjami i konczyl je apodyktycznym wyborem slow " co znow ty p.......z!!!"

Ile jeszcze ta hustawka bedzie trwac?

Decyzja nalezy do ciebie.

Z powazaniem.

Zycie z rozami

20

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Mnie przeraża, że on uderzył Ciebie przed ślubem, a Ty i tak za niego wyszłaś... No nie mieści mi się to w głowie. Innymi słowy - dałaś mu pozwolenie, żeby Cię bił i uważał za szmatę. Koszmar, jak bardzo można dać się upodlić dla faceta.

Dziewczyno, nie zadawaj pytań w stylu: czy wszystkie małżeństwa to przechodzą, bo z tego co wiem, bicie, wyśmiewanie i nieszanowanie partnera to nie są normalne zachowania w zdrowym związku. Partner, mąż, czyli najbliższa osoba na świecie, to ktoś, kto jakby z definicji nas kocha i szanuje. A jeśli nie - cóż, to oznacza, że związek jest do bani.

Żal Ci 10 lat? Serio? A nie żal Ci całego życia? Jesteś bardzo młoda, jeszcze zdążysz sobie poukładać życie z lepszym facetem. Pomyśl, co będzie za 30 lat, jeśli mąż się nie zmieni - a prawie na pewno się nie zmieni. Będziesz miała poczucie zmarnowanego życia i z goryczą będziesz myśleć, że mogłaś odejść już wiele lat temu : /

Opisałaś faceta, który jest prawdziwym kłębowiskiem wad umożliwiającym zdrowy, normalny związek, a teraz go bronisz i wciąż chcesz z nim być. Innymi słowy - to nic, że czasem trzaśnie Cię tak, że lecisz na meble, że nazywa Cię dziwką, bo tańczysz ze znajomymi, że ma Cię za idiotkę itd itp, długo tu wymieniać - nieważne, bo czasami jest miły i nie leje i nie wyzywa cały czas, więcej, on nawet poczucie humoru ma i bywa zabawny! I co z tego? W najgorszym związku są miłe chwile, najgorszy człowiek bywa miły, Hitler i Stalin też bywali mili ; )

Fajnie, że pracujesz nad sobą, ale to, że Ty będziesz lepsza, to zdecydowanie za mało. To Twój mąż przede wszystkim powinien chcieć się zmienić. Ale na to już nie ma co liczyć.

Uważam, że przyda Ci się terapia i psycholog. Masz jakieś dziwne upodobanie do toksycznych relacji, może spotkania z psychologiem wzmocnią Twoją samoocenę i spowodują, że popatrzysz na związek z innej perspektywy. A, i skończ z trawką, to też nic dobrego ; )

21

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on
Drzazga napisał/a:

mezatka5, piszesz że 1 raz uderzył Ciebie przed ślubem, po alkoholu.... i mimo to pozostałaś z nim potem wyszłaś za mąż, dziwię się ale skoro wtedy nie stanowiło to dla Ciebie jednoznacznej przesłanki do zerwania to dlaczego teraz to wspominasz ?

Wspomniałam bo zapytałeś w jakich okolicznościach.

Dzięki za polecenie książki, skorzystam.

pati31 napisał/a:

aaaaaaaaa ja sadze , ze nadajecie na innych falach , to kiedys sie rozpsypie , warto tracic czas?

też tak myślę, zawsze się różniliśmy ale na początku to nie przeszkadzało. Ja zawsze optymistka, on zawsze narzekał. Teraz nawet to codzienne narzekanie mi przeszkadza - nie wkurza ale zatruwa nie chce mi sie słuchać znowu biadolenia. Myślę, że nie da się na siłę czegoś zaakceptować. Bo na dłuższą metę to męczy czlowieka.

Renata27 napisał/a:

PS piszesz że macie osobne konta? nie daje ci to nic do myślenia???

Daje mi do myślenia.  chociaż jakbyśmy mieli wspólne to by było chyba jeszcze gorzej. dla niego kolejny samochod do remontu to inwestycja a dla mnie strata kasy bo nie zrobi od razu tylko stoi kilka lat i gnije. dla niego kosmetyczka czy fryzjer czy kolejna para butów to bzdura bo po co mam sie wogole malowac skoro jestem ladna i przeciez mam w czym chodzić. Nie wyobrazam sobie zeby ktos mi mowil na co moge wydac pieniadze a na co nie mogę i też nie chciałabym ja komus narzucac tej kwestii. Poza tym on jest nauczony oszczedzania, a ja wychodze z zalozenia ze pieniądz lubi płynąć a kasa jest po to żeby ją wydawać. Myślę że wspólne konto spowodowałoby jeszcze więcej nieporozumień między nami.
Nie wyobrażam sobie tylko co będzie jak się pojawi dziecko (narazie nie mamy dzieci). Co do samych dzieci to wydaje mi się że on będzie dobrym ojcem bo bardzo lubin dzieci i się z nimi bawić. Mnie natomiadt nie ciągnie do dzieci az tak zeby skakac dookoła wózka znajomuych i titiriti czy inne sylaby wypowiadac do niemowlaka. Powoli też myślę o dziecku ale ja swoje chciałabym wychować sama. To znaczy nie chciałabym żeby je wychowywali moi rodzice lub teśiowie. a to wymaga czasu. Załóżmy będąc na macierzyńskim nie wiadomo jaka bedzie moja sytuacja zawodowa i finansowa - dla dziecka on pewnie kupiłby to co potrzeba. A ja mam wtedy żebrac od niego na waciki? Lub na fryzjera?
On jak przez jakis czas nie pracowal z lenistwa, to ja mu dawalam kase. Zeby mial na soje wydatki i nie obchodzilo mnie co za to kupi.
Mój mąż jest pod tym względem dziwny - z reguły to on robi zakupy spożywcze, ja więcej rzeczy "do domu". Ale kiedys jak mialam kryzys finansowy, to pytal sie tylko ile mi trzeba kasy i przelewał na moje konto. Innym razem znowuz było wielkim problemem zatankowanie mojego auta za głupie 40zł. Niby mi nie żałuje  a czasami żałuje. Ja często jak wpadnę to sklepu to kupię coś dla niego, ot tak bez okazji bo np. zobaczę fajną koszulkę i stwierdzę że będzie w niej fajnie wyglądał. On raczej nie ma takich gestii. Wszytko ma wyliczone. A ja lubię dostawac prezenty, nie mówię o drogich rzeczach ale nawet miłoby było jakby mi 3 kwiatki na ogródku zerwał tak poprostu zeby sprawic mi przyjemność zebym wiedziala ze zrobil cos z mysla o mnie, zeby mi sprawic radosc. Takie drobiazgi wywołują uśmiech na mojej twarzy.

zycie z rozami napisał/a:

Tak na prawde, to wszystko w tobie dzieje sie tak, jakbys rozpaczala i za wszelka cene chciala by on byl taki jak na samym poczatku.. Ale natura charatkteru ujrzy zawsze swiatlo dzienne w kazdym zwiazku malzenskim, wlasnie po pierwszych latach zakochania.

Bo tak jest, bardzo bym chciała żeby on był taki jak na samym początku. Najgorze jest to że on czasami własnie taki jest, gdyby cały czas było źle nie wahałabym się.

zycie z rozami napisał/a:

A ty potrzebujesz kogos dzisiaj, kto nie bedzie uciekal przed dyskusjami i konczyl je apodyktycznym wyborem slow " co znow ty p.......z!!!"

Ile jeszcze ta hustawka bedzie trwac?

Dzięki wogóle za wsparcie. Też uważałam siebie zawsze za silną osobowość, w życiu zawodowym dalej jestm silna i mogę góry przenosić jak trzeba. Natomiast w życiu prywatnym już chyba nie jestem taka silna jak mi się wydawało.
Właśnie o to chodzi, o normalną, szczerą rozmowę a nie uciekanie od tematu. przecież nawet jak mi czy jemu coś nie pasuje to trzeba rozmawiać. A takie niewyjaśnione kwestie tylko się kumulują.
Wiesz, że nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz zapytał mnie jak mi minął dzień? To było chyba po jakiejś kłótni i miał skruchę na drugi dzień. On na co dzień nie interesuje się co u mnie, jak w pracy itp. No chyba że sama coś mówię to czasami słucha, ale szybko zmienia temat. Ja za to pytam co u niego, wysłuchuje jego narzekań  (bo on chyba nie umie cieszyć się z małych rzeczy i ciągle jest coś nie tak, wszyscy dookoła go wkurzają).

Igriana napisał/a:

Mnie przeraża, że on uderzył Ciebie przed ślubem, a Ty i tak za niego wyszłaś... No nie mieści mi się to w głowie. Innymi słowy - dałaś mu pozwolenie, żeby Cię bił i uważał za szmatę. Koszmar, jak bardzo można dać się upodlić dla faceta.

Dlaczego na to pozwoliłam, dlaczego zostałam z nim i dlaczego dalej się waham - spodziewałam się tych pytań i szczerze to  nie wiem dlaczego na to pzowoliłam. Gdybym słyszała taką historię od kogoś, odpowiadałabym i tak jak większość z Was i nigdy mi si to nie mieściło w głowie - muszę stwierdzić że sama nie wiem dlaczego na to pozwoliłam i sama tego nie rozumiem. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie nawet sama przed sobą i strasznie mnie to irytuje, nie rozumiem sama niektórych sowich decyzji i zachowań.


Igriana napisał/a:

Żal Ci 10 lat? Serio? A nie żal Ci całego życia? Jesteś bardzo młoda, jeszcze zdążysz sobie poukładać życie z lepszym facetem. Pomyśl, co będzie za 30 lat, jeśli mąż się nie zmieni - a prawie na pewno się nie zmieni. Będziesz miała poczucie zmarnowanego życia i z goryczą będziesz myśleć, że mogłaś odejść już wiele lat temu : /

Żal mi całego zycia jeszcze bradziej niż 10 lat. Ogólnie nie żyję przeszłoścą tylko nadzieją na lepsze jutro. Decyzja o rozstaniu nie jest łatwa do podjęcia a im dłużej to się ciągnie tym trudniej zdecydować. Wiem napewno że jeśli już podejmę tą decyzję to będzie ona ostateczna i nie będzie powrotu.
Wiesz problem w tym że ja czasami sama czuję się winna niektórych jego zachowań - dlaczego tez nie pojmuję bo na zdrowy rozsądek to jest chore.

22

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Tu znalazłem trochę  podobny przypadek zobaczy jak to się skończyło...
Zdradziłam męża bo w pracy zdradził i obśmiał mą tragedię
Oni mieli dziecko a ty masz łatwiej więc rozwód i papa.

23

Odp: rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Witam Cie smile
Mój partner podobnie się zachowuje, jesteśmy razem 15 lat i mamy dziecko. Jak miałabys ochotę to napisz do mnie na gg 10695498, bo za bardzo nie mam ochoty rozmawiac o tym na forum publicznym.
Pozdrawiam.

Posty [ 24 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » rozwieść się czy nie? nie wiem czy to ja jestem nienormalna czy on

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026