witam
jestem nowa na forum i proszę o poradę, chociaż zawsze wydawało mi się ze jestem silna psychicznie, teraz nie wiem co robi. Jesteśmy małżeństwem od 3 lat a w związku w sumie 10. On jest 7 lat starszy, ma 34 lata ja 27. Patrząc wstecz wydaje mi się że byłam ślepa! A z drugiej strony czasami myślę że to ja wszystko psuję. Po prostu głupieje już i nie wiem co mam myśleć.
Od początku związku to ja zawsze nosiłam spodnie tzn decydowalam o wszystkim, moj facet zawsze mowil co chcesy kochanie i to robilismy. Przy czym to nie jest tak ze ja nie patrzyalm na niego, wspolnie cos planowalismy ale to ja mialam ostatnie zdanie. Chlopak byl we mnie wpatrzony jak w obrazek. Nie tylko pod względem urody ale też podziwiał moją zaradnośc i inteligencję. Jak zaczęlismy sie spotykac mialam niecale 18 lat ale wiele osob uwazalo mnie za dojrzalszą i odpowiedzialną.
Obecnie jest tak że ja boję się wypowiedzieć czasami swoje zdanie po to żeby się nie kłócić. Zawsze byłam śmiała i pewna siebie, teraz czuje się słaba i czuję że mam niskie poczucie własnej wartości. Kiedy mam inne zdanie niż on, on często wypowiada się w raniący mnie sposób typu "pierdolisz głupoty". Najgorsze jest to ze nie wiem kiedy nastąpiła zmiana i co było przyczyną.
Nasz związek jest dziwny. Nie mamy dzieci (on niby chce ale nie mówi o tym często, a ja w sumie teraz bym już chciała, bo wcześniej uważałam ze jestem za młoda - studia i praca, chciałam nacieszyć się wyjazdami i brakiem zobowiązań co do miejsc - wiele podróżowaliśmy z moim facetem, zaraziłam go ta pasja). Czasami jest cudownie między nami a nawet więcej niż czasami, powiedzmy jest cudownie czasem tydzień a czasem miesiąc i nagle trach i heja. Jak jest dobrze to naprawdę jest dobrze. Mój mąż często mnie zaczepia w pozytywnym sensie, wykazuje zainteresowanie, całuje w rękę, klepie po tyłku, jest wyrozumiały i można z nim porozmawiać o wszystkim i dobrze się rozumiemy. I nagle robi się awantura i szczerze to nie wiadomo z czego. Mój mąż zachowuje się jak zupełnie obcy człowiek i wtedy nie ma hamulców. Potrafi mi ubliżać i wyzywać od debili, głupków, szmat itp. Ogólnie ja czasami krzyknę bo jestem cholerykiem ale staram się tego nie robić i panować nad sobą, ale nie używam obelg w stosunku do niego, mimo iż pewne rzeczy mi się nie podobają nie poniżam go, nie używam słów bo ty zawsze, tylko mówię o swoich uczuciach. Dla niego to jest pierdolenie głupot i przypierdalanie się. Ja jak się zdenerwuję to krzyknę, pobiegam i za 15 minut mi przechodzi, nie tłumię w sobie złości. Natomiast on obraża się na mnie na pół dnia i często ja pierwsza rękę wyciągam chociaż wiem że nie powinnam, to po prostu mi przechodzi i ja nie lubię złej atmosfery i nie uznaję cichych dni bo mnie to męczy. Wolę żyć w optymistycznej atmosferze.
Ale od jakiegoś czasu nie dzieje się dobrze. Nie da się z nim w ogóle porozmawiać nawet jak jest dobrze. Wypowiada się może nie dosłownie z pogardą do mnie ale na każdym kroku podkreśla że jest starszy i mądrzejszy, rozmowa kończy się tym że powiem mi odpierdol się albo mnie całkowicie lekceważy więc ja odpuszczam bo nie chcę się kłócić. Ale czasami od razu jest niemiły i np. usłyszałam już nie raz teksty typu żałuję że się z tobą ożeniłem, oddaj mi pieniądze jakie wsadziłem w mieszkanie i się wyprowadzę, jest dla mnie chamski i wyzywa mnie od najgorszych.
Dodam że mieszkamy z moimi rodzicami tzn jest wspólna klatka schodowa ale mamy osobne mieszkanie i osobne drzwi do mieszkania na górze. Dobudowa była jeszcze przed ślubem i do tej pory do końca się nie przeprowadziliśmy. Dopiero w tym roku w marcu zaczęliśmy tu spać a wcześniej mieszkaliśmy u mnie w 1 pokoju i łazienkę mieliśmy swoja.
Ja - pracuję, zarabiam troche gorzej niż on ale niewiele i całkiem nieżle, mam dobre wykształcenie i ogólnie jestem osobą lubianą w towarzystwie chociaż jestem nieufna w stosunku do ludzi, mam odpowiedzialną pracę i wiele zalezy ode mnie w firmie, nie boje sie wyzwan, jestem optymistka, czesto sie usmiecham nawet jak jestem wkurzona czy smutna to po 15 minutach juz sie smieje, mam pragnienie coś w życiu osiągnąć i chcę robic to co lubię, jestem indywidualistką
On - pracuje (po wielkiej walce z mojejs strony, wczesniej troche na czarno cos dorabial), nie ma skończonej szkoły wyższej co czasem widze ze wprawia go w kompleksy, jest zaradny, umie wiele rzeczy zrobic sam (zreszta ja tez nie jestem paniusią tylko umiem też wiele rzeczy sama ogarnąć). Jest pesymistą, często narzeka i rozważa czarne scenariusze a ja wręcz przeciwnie. On denerwuje sie każdym gownem za przeproszeniem i kazda pierdoła wplywa na jego nastroj. On nie umie dogadac sie z moim ojcemn, rodzice do nas nie przychodza ale mijamy sie na schodach. Ja ogolnie mam dobry kontakt z rodzicami.
On pochodzi z rodziny wielodzietnej. Jego mama z całym szacunkiem nie jest normalna tylko kościółkowa. W jego domu widać pogarde do matki i ublizanie jej przez jej meza i corki a takze mojego meza a jej syna. Dzięki mnie on teraz bardziej szanuje swoją mamę bo jakby nie patrzeć to jest matka.
Mnie wkurza: kłamanie, glupota m.in. trwonienie czasu na glupoty typu plotki czy zycie celebrytow, nie lubie porazek.
Jego wkurza: krzyk i to bardzo, postepowanie nie wedlug jego mysli, narzucanie mu swojego zdania - na zasadzie zrobię dokładnie odwrotnie niz mowisz tylko po to zeby pokazac ci ze ja mam wlasne zdanie i nie masz na mnie wplywu
Najgorze rzeczy jakie sie zdarzyly: uderzył mnie 3 razy w twarz, czasami boje sie go czy mnie nie uderzy, nie czuje sie przy nim bezpieczna. Czasami on wpada w jakis szal, normalnie boje sie wtedy nawet odezwac. Oczywiscie po wielkiej klotni na drugi dzien przprasza i obiecuje poprawe. A jak ja sie pierwsza dezwe to jest jeszcze gorzej. Czesto zwala wine na mnie i odwraca kota ogonem.
Widze ze zdanie kolegow jest dla niego wazniejsze niz moje chociaz kiedys bylo inaczej. ogolnie on ma zdanie ze kobiety sa glupsze od facetow co widac w wielu przypadkach np w rozmowie z kolegami.
Pieniedzy nie mamy wspolnych. czasem on cos kupi czasem ja, ale ogolnie to jak maialam ciezka sytauacje finansoawa to owszem zatankowal mi samocvhod ale z taka mina ze mialam ochote isc na piechote. Duzo czasu sp-edza z kolegami i oni chy6ba maja na niego zly wplyw. Kiedys bral moje zdanie pod uwage a teraz nie + poprostu on cos robi a ja moge z nim jak mam ochote albo nie.
Ja tey nie jestem latwa obiektywnie patrzac. jestem uparta i mam swoje zdanie, nie akceptuję dwulicowosci i jestem strasznie zazdrosna. Nie rozumiem jak on ogląda gołe baby zwlaszcza ze wielu jego kolegow mowi mu ze ma zajebista zonke i zeby ja szanowal bo ja straci. W łożku nam się nie układa od zawsze mimo kilu dobrych epizodów. On ma przedwdczesny wytryski, 1 minuta i koniec w fdobrych momentach 5 minut.
Przepraszam za chaotyczna wypowiedz ale juz sama nie wiem co myslec. Czy jest norm,alnie a ja szukam ksiecia z bjki? a moze poprostu zwiazek przeszedl na inny etap a ja tego nie rozumiem? moze to wszhystko prze moja zazdrosc? a moze to on wlaz mi na leb i robi ze m,na co chce?
mysle coraz czesciej o rzozwodzie, co ztegoze jest codownie 5 dni jak szostego jest taka jazda ze czuje sie jak smiec, ja chce zeby bylo normalnie. rozmowy pomagauja do czasu. bylismy u psychologa i to tylko pogorsylo spraw bo tylko wykorzystuje to przeciwko mnie - psycholog powiedziala ze jak ktos sie zdenerwuje to trzeba wyjsc i ochlonac i on nawrzuca mi, nie da dojsc do slowa i wychodzi, przychodzi znowu nawrzuca i nie da nic powiedziec i wychodzi.
Nie mam siły już walczyć, to chyba obu stronom musi zależeć. On jnie raz rzucał obrączką.
Wie że mi zawsze przechodzi i śmieje się ze mnie.
A ja nie wiem czy ma czekać i pracować dalej nad związkiem? z drugiej strony szkoda mi straconych lat i wydaje mi sie ra ze nam sie ulozy, a potem ze my sie nie dogadamy i bedziemy sie meczyc ze soba.