Witam...
Piszę, bo nie wiem co robić- czyli standardowo. Nie uważam, żeby internet był najlepszym miejscem do szukania porad, ale "tonący brzytwy się trzyma". Znamy się z mężem wiele lat, od 5 lat jesteśmy parą, a od ponad roku małżeństwem. Zawsze uważałam, że jesteśmy bardzo dobraną parą, pomimo licznych kłótni, które zdarzają się wszędzie. Mamy 2 letnią córeczkę. Zawsze kochałam mojego męża, był dla mnie wszystkim, takim powietrzem, którym oddycham. On także w wielu kwestiach traktował mnie jako swoją wyrocznię. Rozumieliśmy się bez słów, łykaliśmy życie garściami, realizowaliśmy swoje plany, nawet jeżeli zaplanowaliśmy to 10 minut wcześniej. Mamy taką samą wizję na życie i na wychowanie dziecka. Jednak jakiś czas przed naszym ślubem coś zaczęło się zmieniać, mąż miał mnóstwo problemów w pracy, o których mi nie mówił, pomimo, że mogłabym mu w nich pomóc. Ja dostałam pracę, co prawda pracowałam dużo mniej niż on, ale wracając do domu praktycznie wszystko było na mojej głowie, tzn. w trudnych chwilach mogłam na niego liczyć, ale w przyziemnych problemach nie, zawsze powtarzał, że "nie ma czasu na pierdoły". Nie było między nami żadnych rozmów, tylko takie: co kupić, gdzie pojechać, co naprawić... zero rozmów o nas. Mój mąż ma jedną wadę albo zaletę (zależy jak na to spojrzeć), strasznie kocha pieniądze, kocha może złe słowo, lubił wiedzieć, że stać go na coś, że ma odłożone na dom, na wyjazd. Dlatego też tyle pracował, nieraz chciałam gdzieś pojechać z naszą córeczką, a on siedział w pracy. Czasami miałam wrażenie, że siedzi, bo siedzi. Nieraz mówiłam "zostaw to teraz, pójdźmy na spacer, a wieczorem przyjdę Ci pomóc, jak Mała pójdzie spać", ale jak słyszałam odpowiedź "wieczorem nie będzie mi się chciało", to zastanawiałam się, co tak naprawdę jest dla niego w życiu najważniejsze. Jakieś 3 miesiące po naszym ślubie zaczęło się ze mną dziać coś dziwnego, jak nigdy zaczęły liczyć się dla mnie imprezy, wygląd zewnętrzny (nie tylko mój, ale i mojego męża), to znaczy dbałam o dom, ale nie tak jak kiedyś. Wdałam się w romans, z bardzo bliską osobą dla mojego męża. Teraz jak o tym wspominam, to myślę o tym, jakby to nie była moja historia, ale to jest moja historia niestety. Nigdy nie przestałam kochać mojego męża, nic nie czułam do mojego kochanka, to było coś, co było nie wiadomo po co, miałam świadomość, że to niczego nie poprawi, a wręcz pogorszy, ale trwałam w tym romansie jakieś 1,5 miesiąca
Romans się skończył i przez zupełny przypadek mąż się o tym dowiedział, próbowałam kłamać, kręcić, żeby cała prawda nie wyszła na jaw- jednak w końcu powiedziałam wszystko, co pamiętałam- resztę mój mąż sam doczytał. Nie wiem, co by było, gdyby ta sprawa nie ujrzała światła dziennego, jestem tak słabą osobą, że pewnie prędzej czy później i tak bym się przyznała. Było ciężko, ciągle któreś z nas płakało- ciągle słyszałam od mojego męża epizody, których wolałabym nie powtarzać. Co jakiś czas wyrzucał mnie z domu, potem wracałam. Były chwile lepsze i gorsze. Mój mąż od chwili, w której się o tym dowiedział zaczął sobie uporczywie szukać pocieszenia na boku, swoimi podbojami się mi chwali oczywiście, co chwila przychodzą sms, jak dzwoni telefon, to nie odbiera lub wychodzi rozmawiać tak, żebym nie słyszała. Są dni, że jest dla mnie strasznie miły, czasem mówi mi, że mnie kocha, ale częściej słyszę wyzwiska (s..., k..., dzi....), zdarzyło mu się nie raz, że mnie uderzył. Najgorsze, że wyzywa mnie przy naszym dziecku, bił mnie przy niej, a jak mu powiedziałam, że nie ma tego robić przy niej, to usłyszałam, że ktoś taki jak ja nie będzie mu mówił, co ma robić przy dziecku. Trwamy w takim stanie agoni od ponad 8 miesięcy. Ja dalej kocham mojego męża, dalej robię dla niego wszystko, to co zrobiłam jest dla mnie nauczką i wiem doskonale, że więcej czegoś takiego nie zrobię (nawet jakbym odrzuciła wszystkie uczucia i pomyślała tylko rozumem, to nie zrobiłabym czegoś takiego, żeby znowu nie przeżywać tego co mam teraz). Teraz mówię mojemu mężowi o wszystkim, o każdej nawet najdrobniejszej rzeczy, jaka w moim życiu się zdarza (choć tak naprawdę za wyjątkiem pracy i domu, to nic się nie dzieje- praktycznie odrzuciłam wszelkie kontakty ze znajomymi, wyjście na zakupy, to jedyna atrakcja, jaka się trafia). Ostatnio ciągle powtarza, że chce rozwodu (mówi to oczywiście takimi słowami, że nie mogę ich tu zacytować). Znowu kazał mi się wyprowadzić. Ciągle powtarza, że ma dosyć upokarzania, poniżania i męczarni ze mną. Tylko skoro teraz ma wszystko podane na tacy, to w jaki sposób ja go teraz upokarzam. Ja rozumiem, że to co zrobiłam, to błąd, bardzo tego żałuję. Czy naprawdę kara musi trwać wiecznie? Powtarzam mu, że ma mnie przestać poniżać na każdym kroku, ale on swoje, że będzie mnie poniżał do końca swoich dni. Chodzę do pracy i drżę, jak zobaczę, że on napisał do mnie sms, drżę jak dzwoni, bo nie wiem czy będzie mnie poniżał, czy będzie dzień dobrego traktowania. Wracam do domu i nie wiem czy na przywitanie, mnie ucałuje czy uderzy. Pomimo tego, co czuję, pomimo mojego strachu i tak bardzo go kocham i tak chcę walczyć o nasze małżeństwo. Wiem, każdy kto to przeczyta, uzna, że to jest moja wina, ja to wiem, że sama jestem sobie winna, ale każdy medal ma dwie strony. On twierdzi, że go nie kocham, bo gdybym kochała, to bym tego nie zrobiła- zgoda, ale czy jeżeli bym go nie kochała, to trwałabym w tym koszmarze, który teraz on mi każdego dnia gotuje? Gdybym go nie kochała, to odwróciłabym się na pięcie i poszła. W moim życiu zawsze najważniejsza była dla mnie rodzina, zawsze. Nawet jak trwałam w tym cholernym romansie, to i tak moja rodzina była dla mnie najważniejsza (pewnie śmiesznie to brzmi). Kurcze naprawdę nie wiem już, co robić? Chodziliśmy przez jakiś czas na terapię małżeńską, ale pani terapeuta stwierdziła, że dopóki w dwójkę nie zadeklarujemy, że chcemy nas naprawiać, to taka terapia nie ma sensu. No i mój mąż chodził sam, ale jak się okazało, żeby naprawiać siebie, a nie nas. Czy jest jakaś metoda na naprawę naszego małżeństwa? Jakakolwiek? Wiem, że nikt nie poda mi recepty, ale może chociaż jakąś radę.
Podobne tematy
a ja będąc w podobnej sytuacji(choć jakże odmiennej, też mam tu swoj temat) uważam ze mam na to sposób
nie zatrzymasz go siłą, mimo krzywdy jaką mu zrobiłaś uważam że nie powinnaś dawać się tak traktować, nawet jeśli mąż wyznaje "oko za oko" to ok niech zdradzi i dalej sie staracie a nie ciagla udreka fizyczna i psychiczna.
pewnie on cierpi i nie może sobie z tym poradzić co nie zmienia faktu ze nie moze cie tak traktować!
ja bym sie wyprowadziła i wtedy po miesiącu spotkała się na rozmowę czego tak właściwie chcecie
"Nawet jak trwałam w tym cholernym romansie, to i tak moja rodzina była dla mnie najważniejsza (pewnie śmiesznie to brzmi)"
Komicznie wręcz. Mąż chce rozwodu, zrób o co prosi.
W traksie romansu nie liczył się nikt - jak tylko Ty. Egoizm i słabość- to mieszanka wybuchowa.
Nikogo na siłę nie zmusisz do miłości. Ofiara stała się katem, a to nie prowadzi do dobrego.
Was już nie ma - jest wiele żalu, złości, nienawiści.
Każdy ma brawo popełnić błąd - i każdy ma prawo nie wybaczyć błędu. Twój Mąż nie ma ochoty - ma do tego prawo.
Moim zdaniem, najlepszym wyjściem będzie rozwód.
...Chodziliśmy przez jakiś czas na terapię małżeńską, ale pani terapeuta stwierdziła, że dopóki w dwójkę nie zadeklarujemy, że chcemy nas naprawiać, to taka terapia nie ma sensu. No i mój mąż chodził sam, ale jak się okazało, żeby naprawiać siebie, a nie nas. Czy jest jakaś metoda na naprawę naszego małżeństwa? Jakakolwiek? Wiem, że nikt nie poda mi recepty, ale może chociaż jakąś radę.
Skoro nie rozmawiacie w jednym języku to PO CO rozmawiać w ogóle? By szukać tego osławionego: "czyje na wierzchu"?
CO tu ratować?
Jest różnica między pustymi DEKLARACJAMI a czynami. Kto CO czynił sama wiesz... może sugestia paranojewmojejglowie ma jedyny sens? Bo wtedy będzie wóz albo przewóz i zero wątpliwości.
Daj mu rozwod, nie kocha Cie, a Twoj widok powoduje w nim agresje.
Macie oboje jeszcze szanse na ulozenie sobie zycia, ale osobno.
Nie kazdy potrafi zdradę wybaczyć. Ty zrobilas źle spotykając sie z innym mezczyzna, na dodatek bliskim twojemu mężowi. On nie potrafi sie z tym uporać. Ale to nie jest powod, żeby mogl Cię teraz bic i poniżać przez miesiące. Nie wspomne o tym, ze robi to jeszcze przy dziecku.
Wez sie w garść. Po zdradzę potrzeba dużo czasu, żeby odbudować zaufanie, ale pracować musza chciec obie strony. Jeśli on nie jest w stanie Ci wybaczyć, to rozstanie jest jedyna opcja (chyba ze wolisz ciągle traktowanie ciebie jak psa).
Ja bym sie wyprowadziła, albo pozwoliła odejsc jemu. Niech sobie pobędzie sam.
Widzę, że mój mąż cierpi. Bardzo chciałabym mu pomóc. Starałam się jak mogłam, uwierzcie ja zatraciłam wszystko w sobie, w ogóle o sobie zapomniałam przez ostatni czas. Pomagałam mu w pracy, mógł nic nie robić, bo skakałam wokół niego cały czas, wręcz mu usługiwałam. Po prostu byłam wzorowa. Dzisiaj się wyprowadziłam zgodnie z jego życzeniem. Nie wiem co będzie dalej, nie potrafię sobie z tym poradzić. Wiem, że to ja naważyłam tego piwa, ale nie potrafię go wypić. Bardzo kocham naszą córeczkę i wiem, że on też ją bardzo kocha. Mam wrażenie, że tak jak ktoś napisał wyżej mój mąż nie wie, co robić, tylko dlaczego wybiera rozwiązanie krzywdzące tak wiele osób? I nie mówię teraz o sobie. Akurat owszem, należy mi się kara za to co zrobiłam, ale mam do mojego męża żal, że ocenia mnie przez pryzmat tylko tego romansu, tak jakby nic innego w naszym życiu nie istniało. ![]()
A moim zdaniem, wygląda na to, że mąż naprawdę bardzo Cię kochał i dlatego tak mocno to przeżywa. Nie chce mi się wierzyć, że nagle przestał, ale poważnie go zraniłaś. Stąd tak silne reakcje.
Ja ekspertem nie jestem, ale na terapię też chodziłam ze swoim byłym. Nie wiem, jak to u Was wyglądało, ale skoro w ogóle tam poszedł, to chyba nie dlatego, że zaprowadziłaś go tam siłą, tylko z własnej woli.
Tylko chyba trochę za wcześnie. Ja na Twoim miejscu bym się wyprowadziła na jakiś czas. To prawda, że kiedy Cię widzi, od razu staje się agresywny. Przyjmujesz to wszystko z pokorą i tu Cię podziwiam. Ale on potrzebuje czasu, wyciszenia. Nie uspokoi się, stale Cię widząc. Rozwód to ostateczność. Spróbuj może usunąć się na bok i czekać. On ma teraz problem i musi go sam rozwiązać w swojej "jaskini". Twoja obecność jedynie pogarsza sprawę. A jeśli po jakimś czasie uzna, że nie da rady, to trudno, będziesz musiała zrozumieć jego decyzję. Jednak myślę, że warto odseparować się na jakiś czas.
Zresztą Ty za chwilę stracisz do siebie resztki szacunku. Nie możesz w nieskończoność dawać się wyzywać i poniżać.
No i dziecko... Dobrze byłoby gdyby jednak nie widziało takich sytuacji.
Wiem, że to ja naważyłam tego piwa, ale nie potrafię go wypić.
Dasz radę, na pewno. Emocje w końcu miną, a Ty masz dla kogo się starać.
A mężczyźni nie mają podzielności uwagi. On teraz nie widzi, że krzywdzi dziecko. Teraz dla niego ważne jest to, że go zraniłaś i on musi sobie z tym poradzić. Oni myślą o jednej rzeczy w czasie. Teraz szuka sposobu ujścia swojego gniewu, a nie takiego rozwiązania, które nie będzie krzywdziło Waszego dziecka.
11 2013-08-20 21:44:52 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-08-20 21:45:04)
Zona - czy kiedyś też używał przemocy wobec Ciebie? Też był taki wulgarny?
Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Oczywiście na wszystko, co jest w kierunku rozwodu przymykam oko. Wiara w nas i nasza córeczka, to dwie rzeczy, które trzymają mnie przy życiu. Wierzę, że on mi to kiedyś wybaczy, wierzę, że w dalszym ciągu mnie kocha, tylko zakopał tę miłość gdzieś głęboko. Próbuję się postawić w jego sytuacji, próbuję popatrzeć na to z jego strony. Przecież to ja w naszym związku byłam tą straszną zazdrośnicą, on NIGDY nie był o mnie zazdrosny, a ja tak strasznie chciałam poczuć, że jest zazdrosny (dałoby mi to poczucie, że mu na mnie zależy)... to teraz mam, ciągłe powtarzanie "idź do kochanka" itp, itd ![]()
Więc jeszcze raz dzięki- odezwę się pewnie jeszcze..
smallangel, nie, nigdy wcześniej mnie nie uderzył, a co do wyzywania... hmm nasze kłótnie były burzliwe, ale to co teraz słyszę, to nie jest mój mąż, to inny człowiek. On zawsze był szarmancki, inteligentny, usłużny wszystkim kobietom, a jak ostatnio podczas jak mnie wyzywał, powiedziałam mu to, że ma się zachowywać godnie, to mi odpowiedział "że do ku...nigdy nie miał szacunku". Nie wiem, co mam robić, ale faktycznie trwanie w takim stanie mija się z celem, nie chcę, żeby Mała na to patrzyła ![]()
Cholera tak strasznie go kocham, że pewnie bym się zgodziła na to znęcanie się, byle byśmy byli razem ![]()
On twierdzi, że kochanek dał mi kosza, dlatego teraz chce z nim być i mówię, że go kocham. Litości, jak go przekonać....??? Poświęcenie mu wszystkiego nie wystarcza ![]()
Daj mu czas, nic na siłę...
15 2013-08-20 22:09:07 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-08-20 22:10:05)
Zona po zdradzie takie uczucia targają człowiekiem, że tak naprawdę czasami trudno nad nimi zapanować. Wiem co piszę - zdradzil mnie Mąż i to co się działo ze mną po zdradzie - nie chcę wspominać. Chociaż taka wściekłość u mnie tyle nie trwała.
Mąż nie wierzy w to co mówisz - i długo jeszcze nie uwierzy. Bo co innego mówisz, a co innego robisz (mam na myśli romans).
Obecnie Cię nie szanuje i uważam, że trwa to zbyt długo.
Ofiara stała się katem, a to bywa niebezpieczne... co nawet widać po tym co piszesz.
Kurcze, on nie wierzy w to co mówię, bo wie, że okłamywałam go mając romans, ale teraz jestem czysta jak łza, jestem jak otwarta księga, co może sprawdzić. A jak sprawdzał, to mi powiedział, że przecież mogę mieć jeszcze jeden telefon i że wogóle teraz jak będę miała romans, to będę uważniejsza, żeby się nie wydał. Jak mogłabym mieć romans? To po co bym to teraz znosiła wszystko? Płaczę codziennie, są takie dni w pracy, że płaczę przez 8 godzin bez przerwy... ![]()
Co robić ? Dam mu czas, spróbuję się powstrzymać od wysyłania mu sms i dzwonienia, spróbuję, chociaż kiepsko mi to wychodzi, żeby się do niego nie odzywać ![]()
Witaj.Też byłem w podobnej sytuacji.Z tym ,że ja jestem facetem i to ja zdradziłem moją żonę .Po paru latach od tamtego zdarzenia rozwodzimy się.Moja żona chyba nie umiała mi wybaczyć albo wybaczyła i teraz zapomniała o tym wybaczeniu i sie zemśćiła sam nie wiem jak to u niej było.
Co do Ciebie to faktycznie zdrada to duży błąd pewnie zrozumiałaś to tak samo jak ja tylko po fakcie.Jakkolwiek jeżeli teraz jesteś pewna ,że nigdy tego więcej nie zrobisz i możesz sobie przysięgnąć to Twój mąż nie ma prawa Ciebie tak traktować.Jeżeli chce rozwodu to powinien to zrobić a nie wyżywać się na Tobie i to jeszcze przy dziecku.Musisz zadać sobie pytanie czy chcesz być z takim człowiekiem do końca życia bo raczej on nie zapomni i wątpie żeby wybaczył .Moja rada to rozwieść się i spróbować ułożyć sobie życie od nowa w nowym zwiążku w którym będziesz już wiedziała ,ze zdrada niszczy wszystko.
skończyłam czytanie na "zdarzyło mu się nie raz, że mnie uderzył.".
Czy byłaś niepoczytalna jak zdradzałaś, wiedziałaś chyba co robisz? Zostaw tego chama i nie pozwalaj na takie upokarzanie, miej swój honor kobieto.
Romans się skończył i przez zupełny przypadek mąż się o tym dowiedział, próbowałam kłamać, kręcić, żeby cała prawda nie wyszła na jaw- jednak w końcu powiedziałam wszystko, co pamiętałam- resztę mój mąż sam doczytał. Nie wiem, co by było, gdyby ta sprawa nie ujrzała światła dziennego, jestem tak słabą osobą, że pewnie prędzej czy później i tak bym się przyznała.
Skoro próbowałaś zataić prawdę, to tak naprawdę nie ma szansy na to, że wyjawiłabyś ją sama z siebie. Cały czas usprawiedliwiasz swoją winę tym, że ten romans był nic nieznaczącym epizodem w Twoim życiu, że nadal kochasz swojego męża, więc dla jakiej idei miałabyś psuć swoją rodzinną sielankę ?
On twierdzi, że go nie kocham, bo gdybym kochała, to bym tego nie zrobiła- zgoda, ale czy jeżeli bym go nie kochała, to trwałabym w tym koszmarze, który teraz on mi każdego dnia gotuje?
Tu masz odpowiedź:
Widzę, że mój mąż cierpi. Bardzo chciałabym mu pomóc.
Klasyczne wyrzuty sumienia.
Jeśli rzeczywiście chcesz pomóc jemu, sobie, i swojemu dziecku - zgódź się na rozwód.
Po pierwsze: co z tego, że mam klasyczne wyrzuty sumienia? dziwnym by było, gdybym mówiła, że kocham i nie żałowała tego, co zrobiłam i nie miała wyrzutów sumienia
Po drugie: jak się kogoś kocha, to nie można usiąść i pogadać o rozwodzie, tak jak o wyjeździe na wakacje
Po trzecie: w jaki sposób pomogę mojemu dziecku rozwodząc się z mężem, a jej ojcem?
Po czwarte: ja nie powiedziałam, że nie dam mu rozwodu, ja powiedziałam, że będę o nas walczyć i sama z siebie na pewno nie podejmę decyzji o rozwodzie
21 2013-08-20 22:54:13 Ostatnio edytowany przez Vadra (2013-08-20 22:55:20)
Po pierwsze: co z tego, że mam klasyczne wyrzuty sumienia? dziwnym by było, gdybym mówiła, że kocham i nie żałowała tego, co zrobiłam i nie miała wyrzutów sumienia
W sumie to nic, że masz te swoje wyrzuty sumienia, ale nie oczekuj od męża, że nie docenia Twojej walki o wasze małżeństwo.
Mi jest trudno uwierzyć w Twoje słowa, a co dopiero jemu.
Po drugie: jak się kogoś kocha, to nie można usiąść i pogadać o rozwodzie, tak jak o wyjeździe na wakacje
Jeśli tylko jedna osoba kocha, to owszem, można, a nawet trzeba, usiąść i porozmawiać o tym na spokojnie, bo do tanga trzeba dwojga.
Natomiast nie porównałabym rozmowy o rozstaniu do planowania wakacji - wakacyjny wyjazd to przyjemność, a rozwód zazwyczaj nie.
Po trzecie: w jaki sposób pomogę mojemu dziecku rozwodząc się z mężem, a jej ojcem?
Uważasz, że ciągłe awantury, epitety rzucane w Twoją stronę, bicie w obecności dziecka, to coś pozytywnego dla jego rozwoju?
Po czwarte: ja nie powiedziałam, że nie dam mu rozwodu, ja powiedziałam, że będę o nas walczyć i sama z siebie na pewno nie podejmę decyzji o rozwodzie
Ale przecież on chce rozwodu. Co prawda jeszcze walczy sam z sobą, bo na jednej szali są wspólnie spędzone lata, przywiązanie, zobowiązania, dziecko, a na drugiej nienawiść do Ciebie, i szereg skrajnych myśli, ale nie zdziw się, kiedy w końcu ten pozew dostaniesz.
zona_28 napisał/a:Po pierwsze: co z tego, że mam klasyczne wyrzuty sumienia? dziwnym by było, gdybym mówiła, że kocham i nie żałowała tego, co zrobiłam i nie miała wyrzutów sumienia
W sumie to nic, że masz te swoje wyrzuty sumienia, ale nie oczekuj od męża, że nie docenia Twojej walki o wasze małżeństwo.
Mi jest trudno uwierzyć w Twoje słowa, a co dopiero jemu.
* że będzie doceniał Twoją walkę o wasze małżeństwo.
Zgadzam sie z Vanda.
Rozumiem, ze po tym wszystkim moga targać nim emocje, ale badzmy dorośli. Odseparowuje sie od partnera, myśli nad tym, uklada w glowie i albo ci wybacza i daje szanse na naprawę (bez wracania do tematu przy każdej okazji) a nie urządza w domu dzikie jazdy z rękoczynami wlacznie.
Uwazasz, ze lepiej będzie dla dziecka tkwić w takiej sytuacji nadal ? Maz nie przejawia checi dogadania sie, rozwiązania sytuacji, wiec to będzie dalej trwalo. Czemu to niczemu winne dziecko ma sluchac krzyków, wyzwisk pod adresem matki czy patrzec jak tatus trzepnie w ryj mamusie. Nie niszczccie mu psychiki od malego.
Ta sytuacja trwa juz dlugo. I nie zapowiada sie, żeby szybko sie rozwiazala. Nie lepiej rozejść sie na jakiś czas, moze wtedy facet na zimno pomyslu wybacza i zyje normalnie albo nie wybacza i sie rozchodzicie.
Dziwie sie, ze chcesz to znosić. Jeszcze 'dla dobra dziecka'. Gdzie tu wasze dobro ?
Choćbyś na rzęsach po domu biegala to jak on nie będzie sie chcial dogadać to sie nie dogadacie. A on wyraźnie nie chce.
Kobieto, on Ci nie wybaczy! Nie moze na Ciebie patrzec, nie zapomni tego, co zrobilas. Nie stworzycie ponownie szczesliwej rodzinki.
Dla dobra wszystkich zgodz sie na rozwod.
Pamietaj, ze masz dziecko, ktore patrzy na przemoc slowna i fizyczna.
25 2013-08-21 08:12:42 Ostatnio edytowany przez zona_28 (2013-08-21 08:13:37)
Nasza córka nie może patrzeć na takie "sceny" i to jest oczywiste, ale rozwód, to rzecz która dla nikogo nie jest przyjemnością, ani dla nikogo nie jest dobra, jest ucieczką od problemów, więc trzeba dążyć do innego rozwiązania. Jeżeli ktoś mówi, że rozwód to pomóc dla dziecka, to chyba nie ma dzieci. Ja mojego męża kocham i ot tak sobie nie przestanę. Brakuje mi go w każdej chwili mojego życia i jak już pisałam, wiara w to, że jednak nam się to wszystko ułoży, to rzecz która podtrzymuje mnie przy życiu. Więc będę wierzyć, że to wszystko się poukłada, że separacja coś da
Jejku jak mi go brakuje, a to dopiero 2 dni, jak go nie ma przy mnie ;(
Zgodzę się, nic na siłę, tylko czasem ludziom się coś wydaje, a po czasie okazuje się, że jednak to był błąd- coś o tym wiem, niestety
...
A co do wybaczenia. Zapomnieć tego nigdy nie zapomni, ale wybaczenie to jest decyzja, którą się podejmuje.
26 2013-08-21 09:18:54 Ostatnio edytowany przez anka43 (2013-08-21 09:20:14)
zona_28 - w sumie trochę Cię rozumiem, bo sama mam za sobą zdradę, jedyne co jest innego, to to , że mój facet o niczym nie wie. Zastanawiałaś się nad tym czy skoro poszłaś z innym to nie jest jakiś znak??? Widzisz ja chyba chcę mu o tym powiedzieć i od niego odejść. Może tak samo gdyby się nie dowiedział zbyt wcześnie byłabyś teraz w innym związku - szczęśliwa - tego nikt nie wie. Moim zdaniem powinnaś rozwieść się jak najszybciej niż zdecydować się na życie na siłę razem, a Ty będziesz dalej rozmyślała o innych facetach.
anka43- Widzisz, ja wiem, że prawda jest lepsza od wszystkich kłamstw. Wdając się w romans, nigdy nie przeszło mi przez myśl, żeby się rozwieść, a już w ogóle żeby z tym kochankiem wiązać przyszłość i to właśnie jest absurd tego, co zrobiłam.
Pomimo tego, co teraz się dzieje w moim życiu, ja na prawdę kocham mojego męża i "nie rozmyślam o innych facetach", to co zrobiłam to był błąd wiem to... Wiem, czego chcę. Więc jeżeli kochasz swojego faceta, to zrób wszystko, żeby Wasz związek się utrzymał.
Wierność to rzecz cholernie ważna, niestety jesteśmy tylko ludźmi. Ja nigdy wcześniej nie zawiodłam mojego męża w kwestii szczerości, zawsze byłam w stosunku do niego wręcz szczera do bólu (on wiedział o wszystkim- mówiłam mu nawet o facetach, którzy mnie podrywali- zawsze pozostawał niewzruszony- nigdy nie poczułam, że jest o mnie zazdrosny
), nie wiem, co mną targało, że tak postąpiłam. Czuję się podle, cały czas płaczę i w ogóle nie dopuszczam myśli o rozwodzie. Może to był mój "krzyk", żeby mnie zauważył- nie wiem, to tak naprawdę nie ma znaczenia teraz. Zrobię wszystko, żeby nas uratować, żeby uratować naszą rodzinę ("bo rodzina to jest siła")
Witki opadają.
Oczywiscie, ze rozwód nie jest dla dziecka rzecza dobra. Ale skoro uwazasz, ze lepsze dla niego jest patrzenie na ciagla zlosc w domu, agresje i przemoc... To wspolczuje dziecku.
To nie byl jednorazowy skok w bok, tylko 1,5 miesięczny romans z osoba bliska twojemu mężowi. Dlatego slowa o twojej tak wielkiej, przeogromnej milosci w zestawieniu z tym wyżej brzmią dość komicznie.
Nie kazdy zdradę potrafi wybaczyć. Twój mąż po wielu miesiącach nadal tego nie zrobil. Separacja tu jest jedyna wlasciwa rzecza. Wybaczy i zmieni zachowanie to dobrze. A jak nie to trudno, będziesz musiała ponieść konsekwencje swojej zdrady. No, chyba ze za wszelka cenę dalej będziesz przy nim tkwić, dajac sobą pomiatać w imie 'milosci'.
zona
a ja uwazam inaczej, nic na sile, daj mu wlasnie smsa, miesiac pomieszkajcie razem, nie pisz do niego, rozmawiajcie tylo o dziecku, za miesiac spotkajcie sie i porozmawiajcie o tym jak wam bylo przez ten czas, jesli jemu bylo ok gdy ciebie nei bylo to uwazam ze to konczy temat, wtedy nawet jesli on kocha to nie umie wybaczyc i wlasnie z wielkiej milosci powiannas dac mu spokoj, bo kochac to myslec o kims a nie o sobie.
ja gdy zrobilam pdoobny blad sama zaproponowalam rozowd dla meza, bo uwazam ze on zasluguje na lepsze zycie bez potrzeby meki wybaczania...on rozowdu niechce, ja nadal uwazam ze to najlepsze wyjscie
anka43
co do powiedzenia mezowi...
ktos mi kiedys powiedzial zeby o zdradzie nigdy nie mowic bo po tej wiadomosci mezczyzna sie zmienia na zawsze tak wielka krzywde mu sie sprawia...
poza tym powiedzenie mezowi o zdradzie to troche przezucanie tego ciezaru na faceta, bo przeciez gdy sie powie to osobie zdradzonej jest lzej, czy to nie egoizm?
Nasza córka nie może patrzeć na takie "sceny" i to jest oczywiste, ale rozwód, to rzecz która dla nikogo nie jest przyjemnością, ani dla nikogo nie jest dobra, jest ucieczką od problemów, więc trzeba dążyć do innego rozwiązania. Jeżeli ktoś mówi, że rozwód to pomóc dla dziecka, to chyba nie ma dzieci. Ja mojego męża kocham i ot tak sobie nie przestanę. Brakuje mi go w każdej chwili mojego życia i jak już pisałam, wiara w to, że jednak nam się to wszystko ułoży, to rzecz która podtrzymuje mnie przy życiu. Więc będę wierzyć, że to wszystko się poukłada, że separacja coś da
Jejku jak mi go brakuje, a to dopiero 2 dni, jak go nie ma przy mnie ;(
Zgodzę się, nic na siłę, tylko czasem ludziom się coś wydaje, a po czasie okazuje się, że jednak to był błąd- coś o tym wiem, niestety
...
A co do wybaczenia. Zapomnieć tego nigdy nie zapomni, ale wybaczenie to jest decyzja, którą się podejmuje.
BOZE... Kobieto, odkad maz dowiedzial sie o zdradzie, zaczal Cie bic, obrzucac wyzwiskami. Nie dociera do Ciebie, ze skoro to robi, to jedyne, co do Ciebie czuje, to obrzydzenie?
Zlamalas mu zycie, a teraz lamiesz zycie swojego dziecka pozwalajac jej patrzec na agresje. Przestan w koncu myslec tylko o sobie.
31 2013-08-21 10:27:15 Ostatnio edytowany przez zona_28 (2013-08-21 10:31:13)
Ja myślę o sobie? Gdybym myślała, to rzuciłabym to wszystko już dawno i nad niczym się nie zastanawiała... Po co ja w tym trwam? Na pewno nie z mojego egoizmu daję się tak traktować...
Co do obrzydzenia, to jak się czuje do kogoś obrzydzenie, to nie mówi się że się go kocha, nie organizuje wspólnego czasu, a przede wszystkim nie planuje wspólnej przyszłości. Mój mąż w z chwili na chwile zmienia zdanie ![]()
Jeżeli zechce się rozwieść, to go nie zatrzymam na siłę, to on podejmuje decyzje.
Jasne, niech on podejmie decyzje.
Ale zanim ja podejmie, niech Ci jeszcze pare razy oko podbije. A dziecko niech patrzy.
Super scenariusz, nie ma co.
[...]rozwód, to rzecz która dla nikogo nie jest przyjemnością, ani dla nikogo nie jest dobra, jest ucieczką od problemów, więc trzeba dążyć do innego rozwiązania.
Jeżeli ktoś mówi, że rozwód to pomóc dla dziecka, to chyba nie ma dzieci.
Nie mam dzieci, ale wywodzę się z rodziny, gdzie ojciec był alkoholikiem, i z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że rozwód to w wielu przypadkach wybawienie, dla wszystkich. Niestety są kobiety, które myślą tak jak Ty, tkwią w patologii wraz ze swoimi Bogu Ducha winnymi dziećmi, latami. Są bite, sponiewierane, po jakimś czasie mają tak nadgniłą psychikę, że nie są w stanie samodzielnie myśleć, nie podporządkowywać się, być mentalnie niezależną... No tak, ale one nie uciekają od problemów. One po prostu tak lubią ich towarzystwo, że na siłę tworzą sobie nowe. Może to jakaś odmiana masochizmu?
Wychodzę z założenia, że jeśli zostaje się matką, w życiu należy kierować się bardziej dobrem własnego dziecka, aniżeli porywami serca.
Nie chodzi mi o to, aby kobieta rezygnowała ze szczęścia na życie z kimś w związku, ale chodzi mi o takie poczucie obowiązku, żeby dziecko wychować na mądrego, dobrego, bez zaburzeń emocjonalnych człowieka, których może dostarczyć nieodpowiedni człowiek, na nieodpowiednim miejscu.
Chyba nie bardzo czytasz, co było napisane wcześniej....
Wyprowadziłam się !
35 2013-08-21 10:40:06 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2013-08-21 10:40:24)
Z Wami oboje jest coś nie tak...
Ty stałaś się jego wycieraczką, a on zamiast się określić i zachować jak facet - czyli albo wóz albo przewóz - to leje Ciebie na oczach dziecka, a Ty to z pokorą przyjmujesz?
Szkoda mi tylko Waszego dziecka!
Chyba nie bardzo czytasz, co było napisane wcześniej....
Wyprowadziłam się !
Czytam, czytam, ale Ty jak już czytasz, to czytaj ze zrozumieniem, bo moja wypowiedź odnosiła się wyłącznie do Twoich poglądów na podejmowanie decyzji o rozwodzie. Koniec Twojej opowieści może być naprawdę różny, więc warto poszerzyć horyzonty.
Vadra- moja ostatnia wypowiedź nie była do Ciebie, tylko do Cynicznahipo ![]()
Vadra- wiem, że tkwienie w czymś takim nie ma sensu, a wiem kim jest mój mąż i wiem, że to co teraz robi, nie jest w jego naturze (on taki po prostu nie jest), tak jak i ja nie jestem osobą, która mogłaby zdradzić (a jednak to zrobiłam). Jak już mówiłam, wierzę, że w nas, wierzę, że to się poukłada jeszcze. Chciałam stworzyć naszemu dziecku najlepszą rodzinę (taką jak ja i mój mąż mieliśmy)- a sama nas wpakowałam w tą patologię...
Tylko czas leczy rany, może jak pobędziemy trochę osobno, to każde z nas pozna czego naprawdę chce.
Ja już wiem, pomimo wszystkiego, co się dzieje. Ale zawsze jeszcze warto pomyśleć nad sobą, samotność temu sprzyja.
Vadra- moja ostatnia wypowiedź nie była do Ciebie, tylko do Cynicznahipo
Vadra- wiem, że tkwienie w czymś takim nie ma sensu, a wiem kim jest mój mąż i wiem, że to co teraz robi, nie jest w jego naturze (on taki po prostu nie jest), tak jak i ja nie jestem osobą, która mogłaby zdradzić (a jednak to zrobiłam). Jak już mówiłam, wierzę, że w nas, wierzę, że to się poukłada jeszcze. Chciałam stworzyć naszemu dziecku najlepszą rodzinę (taką jak ja i mój mąż mieliśmy)- a sama nas wpakowałam w tą patologię...
Tylko czas leczy rany, może jak pobędziemy trochę osobno, to każde z nas pozna czego naprawdę chce.
Ja już wiem, pomimo wszystkiego, co się dzieje. Ale zawsze jeszcze warto pomyśleć nad sobą, samotność temu sprzyja.
Okej. ![]()
Jak człowiek jest rozgoryczony, to zachowuje się w taki sposób, w jaki nikt by go o to wcześniej nawet nie podejrzewał. Z czasem emocje opadają, człowiek patrzy na sytuację racjonalniej, ale często uraza i gorycz pozostają. Po części rozumiem Twojego męża, bo zdaję sobie sprawę z tego, że kiedy mój partner zdradziłby mnie, a prawda by wyszła na jaw, to chyba w napadzie furii wykastrowałabym go. Niemniej nigdy bym nie zrobiła tego przy dzieciach.
Każdy człowiek może zdradzić. Kwestia tego czy chce, czy nie.
Chyba nie bardzo czytasz, co było napisane wcześniej....
Wyprowadziłam się !
Fatycznie, nie doczytalam, przepraszam.
Dobro dzieci bardzo lezy mi na sercu, poniewaz wywodze sie z rodziny patologicznej, gdzie byl alkohol i przemoc..
Takze dokladnie wiem, jak czuje sie dziecko, ktore takie rzeczy widzi...
40 2013-08-21 11:33:36 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-08-21 11:45:07)
Życie po zdradzie nie jest kolorowe. Bardzo dobrze rozumie stan Twojego Męża - mogę się założyć, że te wszystkie działania, bicie, wyzywanie - to irracjonalne działania (wbrew niemu). Zwyczajnie nie radzi sobie z emocjami jakie targają po zdradzie. To jest ból, nienawiść, obrzydzenie pomieszane ze wspomnieniami, milością, kochaniem - tak miałam tak samo, mieszanka wybuchowa. I zachowywałam się podobnie irracjonalnie - Mąż dostał po ryju mimo iż nie chciałam tego zrobić - to było mechaniczne działanie, nie miałam na to wpływu. zona_28- musisz być cierpliwa. O granicę wytrzymałości jestem u Ciebie spokojna. Tylko bardziej niepokoje się granicą wytrzymałości u Męża. Te wszystkie Jego zachowania - to rola kata - najpierw był ofiarą, teraz jest katem i wymierza Ci karę, zadaje ból za to, że Ty Mu go sprawiłaś - chcę byś poczuła jak cierpi. I tu martwię się by nie spodobało mu się takie traktowanie...
Takie zachowania po zdradzie to NORMALNOŚĆ. Potrzeba czasu by zacząć znów racjonalnie myśleć i zachowywać się racjonalnie. Nie przez pryzmat własnego bólu, który jest ogromny
Dobrze, że się wyprowadziłaś? Gdzie mieszkasza? Sama z dziećmi czy masz kogoś blisko siebie?
On niech odpoczywa od wizerunku Twojego, który koajrzy mu sie jedynie ze zdradą, bólem, cierpieniem i nie szanowaniem Go.
Ten ból mija - tylko nie wiadomo z jakim skutkiem.
Bądź przygotowana na wszystko- na to, że będziecie razem, ale i na rozwód.
Trzymaj się!
Wiecie co, tak naprawdę nikt nie powie mi, co mam zrobić. Zależy mi bardzo na moim mężu i na naszej córeczce.
Nie znam patologii, ja jej w domu nie zaznałam, mój mąż także nie... Współczuję, tym, którzy znają to z własnego doświadczenia, ja ostatnio dostałam tego namiastkę. Mówicie, że to egoizm, że o nas walczę i mówię, że to on rozdaje karty, ale taka jest prawda, doszłam do punktu, w którym chyba nic już nie jestem w stanie zrobić, jak poddać się jego decyzjom ![]()
TAK BARDZO MI GO BRAKUJE- NIE MACIE POJĘCIA ![]()
42 2013-08-21 11:43:25 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-08-21 11:44:26)
Wiecie co, tak naprawdę nikt nie powie mi, co mam zrobić. Zależy mi bardzo na moim mężu i na naszej córeczce.
Jesteśmy wstanie Ci pomóc tylko by On uwierzył i chcial ratować to wszystko MUSI poradzić sobie z emocjami. Bez tego nie przejdzie nic, bo w NIC Ci nie uwierzy. Każde Twoje słowa, każde Twoje czyny - odczytuje jak kłamstwo!
Jeżeli sobie z emocjami nie poradzi - będzie rozwód. Niektórzy nie potrafią zaakceptować puszczania się Żony. Nie umie poradzić sobie z poczuciem gorszości od innych jeżeli poszłaś z innym. Ego u mężczyzn - jest najważniejsze. A przy zdradzie - spada do zera. Czuje się nikim ...
Wiecie co, tak naprawdę nikt nie powie mi, co mam zrobić.
Padło tutaj wiele podpowiedzi, rad, ale podjęcie decyzji należy do Ciebie i Twojego męża.
Nie wiem czy to dobrze, że się wyprowadziłam, spełniłam rozkaz mojego Ukochanego, sama z siebie w życiu by się nie wyprowadziła. Cierpię jeszcze bardziej teraz niż cierpiałam, próbuję uporządkować wszystko w moim życiu, ubrać się, pomalować, próbuje udawać, że jakoś jest, ale tak naprawdę jest beznadziejnie- nie ma co ukrywać ![]()
Myślałem, że już nie wrócę na to forum, ale w tym konkretnym przypadku nie mogłem się powstrzymać.
Posłuchaj zona_28, Was już NIE MA. Nie znalazłem w Twojej wypowiedzi, motywu zdrady poza żałosnym "Chciałam, by był o mnie zazdrosny..." Twoje wypowiedzi i postawa pozwalają mi sądzić, że rozwój czegoś, co nazywamy inteligencją emocjonalnąj i empatią zatrzymał się w twoim przypadku na poziomie embrionu.
Jeżeli żyjesz wiarą, że uda się te ruiny, zwane tymczasowo małżeństwem, jeszcze poskładać w jedną całość, to według mnie twój powód do dalszej egzystencji ma raczej marne podstawy. Ja na twoim miejscu skupiłbym się na dziecku i zapomniałbym na bardzo długi czas o własnej dupie, bo to właśnie robisz. Wcielasz się egoistycznie w rolę ofiary! Patrzcie jaka ja biedna. Mąż mnie leje, ale ja go tak kocham, więc mu na to pozwalam. Nie obracaj kota ogonem!! Niemcy też mnie wkurw... jak płaczą o swoich wypędzonych. Widzę analogię w twojej sytuacji, tylko skala mniejsza. Ty też najpierw coś "zamordowałaś", a teraz beczysz, że jest tak źle, tak niestabilnie emocjonalnie, mąż nie może się zdecydować etc. Wykonujesz rozkazy pana, bo myslisz, że w ten sposób go przekonasz do swojej miłości. Kompletna BZDURA! Ty myślisz, że on chce mieć słabą, ubezwłasnowolnioną osobę u swojego boku, gdy sam jest teraz słaby i potrzebuje oparcia, bo inaczej się podda i juz nie wstanie?? Tu wychodzi Twój egoizm! To on ma się starać, a ja będę tylko szmatą do podłogi, którą będzie mógł przerzucać z kąta w kąt. To tylko potęguje jego agresję i obrzydzenie, a ty się dziwisz...
On już podjął decyzję, tylko ona się mu jeszcze nie skonkretyzowała. Twój mąż się miota i ma do tego prawo. Pewnie nie był wcześniej w takiej traumatycznej sytuacji, nikt też nie powiedział mu, jak się ma zachowywać, gdy najbliższa osoba w życiu wbija kindżał w plecy i jeszcze tym nożem obraca. Na to nie ma instrukcji!
Ty jesteś dla niego chodzącą definicją kłamstwa. To się nigdy nie zmieni. Może to tylko odrobinę stłumić, więc po tym, co piszesz, dzieje się w Twoim związku, ja nie widzę szans na ratunek. Tylko dziecka żal...
P.S.
"Tak strasznie mi go brakuje- nie macie pojęcia..." Kobieto, mówisz do ludzi, którzy na jakimś etapie stracili swoich partnerów, bo ci zdradzili. Każdy ze zdradzonych cierpi, bo im tego zdradzacza/zdradzającej zwyczajnie brakuje, bo nadal kochają!! Więc nie pieprz, że nie mamy pojęcia!
Nie pozdrawiam
Doom, bardzo dobrze, że napisałeś tego posta. Ja dokładnie tak samo odbieram jęczenie i samobiczowanie autorki - egoizm do kwadratu.
Napisałaś, ze rozwód to ucieczka od problemu. W tym przypadku rozwód to chęć posiadania świętego spokoju, Zdradziłaś, Twoja wina, mąż ma prawo do rozwodu, nie chce być z osobą, której nie ufa i nie zaufa. Skoro dawałaś się okładać to Twoja sprawa, ja nigdy bym na to nie pozwoliła. W takiej sytuacji dzwoni isę na policję, za zdradę się u nas do więzienia nie idzie, za pobicie i owszem.
Mąż nie powinien się nad Tobą znęcać, ale ogólnie uważam, ze zasłużyłaś sobie na chwile goryczy
48 2013-08-21 13:39:04 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-08-21 13:39:42)
ja też batszeba. nie chciało mi się nic pisać do biednej skrzywdzonej sierotki
autorko - mnie zdradził mąż
OCZEKIWAŁAM od niego, że poniesie konsekwencje swoich decyzji i działań
pierdolenie - że nie miał świadomości, nie chciał mnie skrzywdzić, nie wiedział, nie planował, nie miało znaczenia- wyśmiałam
w momencie, gdy rozpinasz rozporek - podejmujesz decyzje i ryzujesz scenariusz, wybierasz coś, co przyniesie za sobą okreslone sytuacje, zmiany, emocje
więc bez pitolenia
nie miałes jaj jak zdradzałeś- to teraz pokaż, że masz jaja i przyjmij na siebie konsekwencje zdrady
mąż cierpi - twoja wina
córka patrzy na patologiczne relacje - twoja wina
rozpierdzieliłaś związek - twoja wina
to teraz weź dupę w troki-to się nazywa "redukcja szkód" - zacznij działać tak, aby zarówno dla twojego męża, jak i twojego dziecka było najlepiej
przyjmij na siebie konsekwencje, które niesie zdrada
w momencie, gdy pierwszy raz dałaś kochasiowi buziaka - podjęłaś decyzję - moje małżeństwo i rodzina mogą się rozpaść
znasz okreslenie brzytwa okhama?? jak jest dużo rozwiązań i mozliwości - to to najprostsze zwykle jest najlepsze....
jeśli twój mąż cierpi, jak cię widzi - odejdź
pokaż mu, że możesz czekać na niego, powiedz, że pójdziesz na terapię, gdy będzie chciał
nie powzól na bicie i poniżanie, do tego nikt nie ma prawa
powiedz, że jesteś gotowa na jego decyzje
i że będziesz na nią czekać tak długo, jak bedzie potrzeba
i czekaj
udowodnij, że zasługujesz na wybaczenie
udowodnij mu - że dojrzałaś, zmądrzałaś, nauczyłaś się czegoś
czekaj
uczciwie
i tyle
I ja się zgadzam z Wami dziewczyny. Mimo, że zostałam zdradzona i moje małżeństwo przez to się rozpadło, to nie mam jakiejś szczególnej "alergii" na zdradzaczy. Jednak to samobiczowanie autorki tego wątku, robienie z siebie ofiary, napawa mnie niechęcią.
50 2013-08-21 14:07:20 Ostatnio edytowany przez zona_28 (2013-08-21 14:11:41)
Wiecie co, dzięki za szczerość...
Jednak ja piszę, to co czuję... Nie robię z siebie ofiary i nie biorę do siebie tekstów, przez kogoś wcześniej napisanych w stylu "ofiara stała się katem", bo ja tego nie rozpatruję w takich kategoriach.
Napisałam tutaj, bo szukałam jakiegoś oparcia, a nie osądu.
Ale pomimo to i tak dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pozdrawiam.
smallangel, nie, nigdy wcześniej mnie nie uderzył, a co do wyzywania... hmm nasze kłótnie były burzliwe, ale to co teraz słyszę, to nie jest mój mąż, to inny człowiek. On zawsze był szarmancki, inteligentny, usłużny wszystkim kobietom, a jak ostatnio podczas jak mnie wyzywał, powiedziałam mu to, że ma się zachowywać godnie, to mi odpowiedział "że do ku...nigdy nie miał szacunku". Nie wiem, co mam robić, ale faktycznie trwanie w takim stanie mija się z celem, nie chcę, żeby Mała na to patrzyła
Cholera tak strasznie go kocham, że pewnie bym się zgodziła na to znęcanie się, byle byśmy byli razem
On twierdzi, że kochanek dał mi kosza, dlatego teraz chce z nim być i mówię, że go kocham. Litości, jak go przekonać....??? Poświęcenie mu wszystkiego nie wystarcza
Ma się zachowywać godnie, nie rozśmieszaj mnie. Ty sobie kpisz z niego i z nas wszystkich, czy rzeczywiście jesteś tak emocjonalnie tępa? Jak ma się godnie zachowywać, gdy ty mu tę godność odebrałaś?? Ty tego nie widzisz, prawda? Był szarmacki, usłużny, grzeczny, miły etc. Aż nagle "coś" się zmieniło. No zobacz jak można człowieka upodlić, nieprawdopodobne, prawda??
Nie pochwalam jego agresywnej postawy, sam rozegrałbym taką sytuację inaczej, bolałoby by znacznie bardziej ale nie pysk i dupa, tylko sumienie, serce i umysł zdradzającej. Nie pochwalam, ale go rozumiem.
zona, chodzi o to, że nie możesz biadolić
musisz stanąc prosto
spojrzeć mu w twarz
powiedzieć: zawiodłam, rozumiem to i czuję
chcę być z tobą, chcę o ciebie walczyć i jestem na to gotowa
wiem, że potrzebujesz czasu, żeby mi uwierzyć, zaufać, pokochać
jestem gotowa czekać
to ty zdecydujesz, czy chcesz ze mną być, czy mi wybaczysz.
musisz mieć odwagę patrzeć mu w oczy gdy płącze, gdy cierpi
musisz mieć odwagę byc przy tym, jak jego serce peka po raz tysięczny
musisz mieć siłę, by go wspierać...
to robił mój mąż
przez trzy lata zono...
trzy lata zyłam zdradą, w zdradzie, o zdradzie....
tyle czasu potrzeba, żeby:
zamknąć przeszłość
przestać kochać człowieka, który cię tak skrzywdził
nauczyć się go nienawidzić
zaaprobowac tę nienawiść
wybaczyć
zacząć patrzeć na tego człowieka "od nowa"
polubić
pokochać
wyrazić wolę, że chcesz z nim być...
Napisałam tutaj, bo szukałam jakiegoś oparcia, a nie osądu.
Oparcia potrzebuje Twoj maz.
Mam pełną świadomość, że na to potrzeba czasu...
O tym, że mam pokazać siłę mówił mi psychiatra, psycholog i powie każda jedna mądra książka, za którą się złapię. Ale pewnie wiecie jak to jest w chwili, kiedy życie przelewa się przez palce (w moim przypadku z własnej winy), a ty próbujesz iść do przodu, wychodzą dwa kroki w przód i trzy w tył ![]()
Wiem, że oparcia potrzebuje mój mąż... Próbowałam i próbuję jak mogę mu je dać i będę próbowała dalej, nawet jeżeli będzie to bezskuteczne i bezcelowa.
Wiem, że oparcia potrzebuje mój mąż... Próbowałam i próbuję jak mogę mu je dać i będę próbowała dalej, nawet jeżeli będzie to bezskuteczne i bezcelowa.
Nie rozumiesz - on nie potrzebuje oparcia od Ciebie! Ty mu sie kojarzysz z klamstwem, brudem. Jedyne, czego od Ciebie chce na dzien dzisiejszy, to spokoju!
Pojmij to wreszcie.
Robisz z siebie ofiarę bo pokornie stałaś się podnóżkiem u stóp swojego męża. Jawisz mu się pewnie jako słaba, jęcząca i płaszcząca się istota a to, wierz mi, potęguje tylko agresję. Nie wierzę, że wygląda to tak, że mówisz mu spokojnie, z szacunkiem i godnością o swoich uczuciach, czy odpowiadasz na jego pytania, a on wtedy leje Cię po twarzy.
End aluzja dobrze pisze: czas przestać biadolić i skamleć o uczucie, którego być może już nie ma, ale stanąć na własnych nogach i z godnością ponieść wszelkie konsekwencje.
58 2013-08-21 14:30:29 Ostatnio edytowany przez Tulawiedźmula (2013-08-21 14:31:03)
Ja myślę o sobie? Gdybym myślała, to rzuciłabym to wszystko już dawno i nad niczym się nie zastanawiała... Po co ja w tym trwam? Na pewno nie z mojego egoizmu daję się tak traktować...
Co do obrzydzenia, to jak się czuje do kogoś obrzydzenie, to nie mówi się że się go kocha, nie organizuje wspólnego czasu, a przede wszystkim nie planuje wspólnej przyszłości. Mój mąż w z chwili na chwile zmienia zdanie
Jeżeli zechce się rozwieść, to go nie zatrzymam na siłę, to on podejmuje decyzje.
Mylisz się byłam zdradzana przez męża kilka lat notorycznie i robił to w tym samym czasie ze mną i z kilkoma innymi,jak się dowiedziałam miałam ochotę go zabić!!! Kochałam go mieliśmy syna, czułam złość do niego i do siebie ,że mimo tak ogromnej krzywdy jaką mi wyrządził, ja nadal tak bardzo kochałam go,ale czułam wstręt do niego obrzydzenie do niego i do siebie samej nie mogłam z nim sypiać , nie dotknął mnie potem nigdy więcej...trwałam w takim czymś 2 i pół roku a potem się rozwiodłam zniszczyło mnie to doszczętnie jeszcze ma na mnie wpływ mimo czasu który upłynął i tego, że mam innego męża...Pewnie,że nie powinien bić i upokarzać, przy dziecku to karygodne,na dziecku to się odbije ale nie myślałaś o dziecku bzykając się z innym bzdurą jest mówienie kocham męża ale go zdradziłam,takie osoby nie wiedzą co to miłość, nie maja o niej pojęcia...
zona
o czym Ty piszesz, o miłości? Czy miłość dopuszcza zdradę, oszukiwanie? Ty go nie kochałaś i nie kochasz, kochasz tylko samą siebie. Po prostu boisz się zostać sama i to jest to, a nie pieprz tutaj o wielkiej miłości.
Abstrahując od moralnej oceny czynu zony_28, której tu już dokonano i która jest niewątpliwie słusznie negatywna, jedna kwestia zasługuje tutaj na uwagę.
Zona_28, mąż znęca się nad Tobą psychicznie i fizycznie - a tego nic nie usprawiedliwia. Ewentualny rozwód byłby zatem orzeczony z winy obu stron, nie zaś jedynie Twojej, jak głosi tytuł wątku. Owszem, Ty zawiniłaś pierwsza, ale małżonek nie miał prawa stosować wobec Ciebie przemocy. Zgodnie bowiem z orzeczeniem Sądu Najwyższego z dnia 24 maja 1952 r. (C275/52, OSN 1953, poz. 72), "reakcja jednego z małżonków na niezgodne z obowiązkami małżeńskimi postępowanie drugiego małżonka nie może przekraczać pewnych dopuszczalnych granic przyzwoitości. Jeżeli małżonek te granice przekracza, jego zachowanie może być uznane, stosownie do całokształtu okoliczności, za postępowanie zawinione". Ponadto "reakcja małżonka polegająca na urządzaniu gorszących awantur, biciu współmałżonka i obrzuceniu go najbardziej wulgarnymi wyzwiskami kwalifikuje się bez wątpienia jako tego rodzaju zawinione postępowanie".
Inne orzeczenie Sądu Najwyższego, z dnia 13 maja 1957 r. (3 CR 56/56, OSN 1958, poz. 48) głosi, że "gdyby nawet powódka przyczyniła się do rozkładu pożycia w wyższej mierze niż pozwany, nie zmienia to faktu, że w każdym razie odpowiedzialność za wywołanie rozkładu ciąży również i na pozwanym, którego postępowanie, jeżeli nawet stanowiło rzeczywiście tylko reakcję na postępowanie powódki, przekraczało dopuszczalne granice reakcji w sposób szczególnie rażący (pozwany bił powódkę, ordynarnie ją znieważał, a raz rzucił się na nią z nożem w ręku, na utrzymanie nie dawał)".
Orzeczenia Sądu Najwyższego nie mają mocy prawotwórczej, ale stanowią interpretacją prawa (bo wszystkiego nie ma w ustawach) w konkretnych, indywidualnych sprawach, które trafiają do Sądu Najwyższego wskutek kasacji. Sądy często posiłkują się utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego w podobnych sprawach.
Zona_28, bądź więc silna i wykazuj winę męża, bo w przeciwnym razie, jako wyłącznie winna, będziesz musiała płacić alimenty; choć tu przydałoby się zgłaszanie na policję, świadkowie, nagrania, a tego chyba nie masz.
skończyłam czytanie na "zdarzyło mu się nie raz, że mnie uderzył.".
Czy byłaś niepoczytalna jak zdradzałaś, wiedziałaś chyba co robisz? Zostaw tego chama i nie pozwalaj na takie upokarzanie, miej swój honor kobieto.
Msaro21, czy cyfra w twoim nicku odpowiada Twojemu wiekowi? Jeśli tak, to proszę cię dziecko, nie wyzywaj człowieka od chamów. Nie akceptuję przemocy fizycznej, ale człowiek zdradzony jest postawiony pod emocjonalną ścianą. Przypuszczam, że on sam jest przerażony swoim zachowaniem, no bo przecież wcześniej był szarmancki, uprzejmy etc. Jak myślisz, co go zmieniło? Nie sądzę, że jest mu dobrze samemu ze sobą, ale podziękowania za taki stan rzeczy może złożyć tylko jednej osobie.
Nie pieprz tu o honorze zdradzającej, bo sama się go pozbawiła...
Nie poszla na obdukcje, nie ma dowodow, nikomu sie nie skarzyla, wiec pewnie swiadkow tez nie ma - poza dzieckiem. Obecnie nie mieszka z mezem. Jesli bedzie rozwod, to pewnie z jej winy.
Nie chcę rad dotyczących rozwodu. Nie myślę o tym i ja nie podejmę decyzji o rozwodzie, bo kocham i będę walczyć, oby nigdy nie zabrakło mi sił. Mówicie, że nie wiem co to miłość, że go nie kochałam i nie kocham, bo zdradziłam (hmmm, brzmi mi to jak słowa mojego męża)? Ok, to wasze zdanie. Ja wiem co czuje, i nie chodzi tu o strach przed samotnością.
Proszę Was nie oceniajcie mnie, a tym bardziej nie oceniajcie mojego męża. Nie wiem jak ja bym się zachowywała na jego miejscu, tak naprawdę nikt nie wie, jakby postąpił w sytuacji, w której sam nie jest.
Jak już mówiłam, nie chciałam osądu, tylko dobrej rady (żeby z niej skorzystać lub nie). Nie chcę rad jak zniszczyć, tylko jak naprawić.
Pozdrowienia
64 2013-08-21 15:26:57 Ostatnio edytowany przez Black Angelica (2013-08-21 15:33:12)
Powinna jednak zeznawać to w sądzie, nie można pozwolić, żeby rozwód był z jej wyłącznej winy mimo wszystko. A może sąsiedzi słyszeli awantury i wyzwiska? To wie sama autorka oczywiście, możemy tylko "gdybać", ale trzeba na problem spojrzeć także z tej strony.
To, że się wyprowadziła, nie pogarsza jej sytuacji, bo w tym wypadku wyprowadzenie jest uzasadnione, gdyż stanowi dozwoloną reakcję na niedopuszczalne zachowanie współmałżonka. Trzeba jedynie to zachowanie wykazać. Ciężka sprawa, ale wiem, że wszystko zależy od uporu, także w sądach. Wiem z autopsji.
To wszystko tak na marginesie oczywiście, autorka zrobi, co uważa za słuszne, ale nie mogłam przejść obok tego wątku obojętnie.
Aha, teraz przeczytałam nowego posta zony_28. Tylko jak tu nie oceniać, gdy piszesz, że mąż Cie bije, poniża, wyzywa, a Ty jesteś gotowa to znosić, byleby tylko był? Twoje zachowanie zmieniło Twojego męża nie do poznania, ale jego reakcja przekracza dozwolone reakcje w takich sytuacjach - to, co on robi, nie jest normalne, to jest chore. Powinien albo wybaczyć i dać Ci szansę na powolne i żmudne odbudowanie tej relacji albo rozwieść się dużo wcześniej. On zaś woli Cię katować, wymuszając tym samym zadośćuczynienie w postaci Twojego bólu, fizycznego i psychicznego i poniżenia.
Ale ok, już się nie wtrącam.
ty niechcesz rozowdu, ty chesz walczyc
a spojz dalej niz swoj szubek nosa...
co za nim widzisz??
co twoj maz chce??
jak myslisz co on chce??
mysle ze mowi jasno, chce rozowdu a danie mu swobody i nie walczenie(tzn dla niego to dreczenie rozmowa o ci telefonicznie) to jest to co jemu teraz da najwieksze szczescie NIE UWAZASZ TAK??