Witam,
Jestem w związku od 14 lat (7 lat po ślubie). Mąż jest ode mnie starszy o 7 lat. Od początku byłam bardzo w nim zakochana. Miałam wtedy 20 lat i taki 27 latek wydawał mi się taki mądrym i doświadczonym mężczyzną. To ja go poderwałam, ja organizowałam spotkania, wyjazdy, chciałam być z nim blisko. Świata poza nim nie widziałam. Liczył się tylko on i to co on mówił było racją. Byłam dumna, że chciał ze mną być. Myślałam, że Pana Boga za nogi złapałam.
Problemy zaczęły się jak zamieszkaliśmy razem. Zaczęło się od tego, że przestał on inicjować seks. Zresztą wcześniej też trudno mówić o jakimś ispontanicznym inicjowaniu z jego strony bo jak mieliśmy "wolną chatę" lub był jakiś wyjazd to oczywiste było, ze będziemy się kochać. Jak już zamieszkaliśmy razem to to przestało być takie oczywiste. Ciągle coś mu przeszkadzało. Łóżko złe, współlokatorzy za ścianą. itd. A tak naprawdę chodziło mu o to bym to ja była stroną aktywniejszą. Jak mi dopiero niedawno powiedział był przyzwyczajony (z poprzednich związków), że to kobieta inicjuje seks. Miał wiele partnerek (ale żadnego długiego związku) i ponoć w większości przypadków zbliżeń to one częściej a czasem jak mówił zawsze były stroną inicjującą. Jakoś nie chce mi się w to do końca wierzyć. We mnie znowu było i jest przekonanie, że facet też powinien inicjować seks. Do tego mój mąż raczył mnie opowieściami jakie to fajne były jego eks i jak wiele potrafiły zrobić, żeby jemu dogodzić (chodziło głównie o kokietowanie go i inicjowanie seksu)
W życiu codziennym traktowałam go jak jajko. Patrzyłam na jego humory, bałam się, żeby się nie obraził (tak jak kiedyś obrażał się na mnie mój ojciec), wszystko było pod jego wygodę. To ja wstawałam zawsze do dziecka mimo, że on wtedy też nie pracował, no ale przecież on musiał się wyspać. Jego wygoda była zawsze najważniejsza. Ignorował moje problemy w pracy (przestań mi głowę zawracać, weź się w garść), nie miałam w nim żadnego oparcia. Wymagał za to ode mnie siły i zaradności. To ja decydowałam o kupnie mieszkania, remontach, kafelkach itd. Ja miałam być od załatwiania spraw, organizowania wakacji i dbania o jego dobry humor. On nigdy (nawet na początku) nie mówił mi komplementów, za to sam się ich domagał i to wprost. Mówił, że inne mówiły mu, że ma ładne oczy itd. Mąż bardzo zwraca uwagę na wygląd fizyczny. Nie przejdzie obok lustra, nie spoglądając w nie. W sklepach z ciuchami spędza 2x więcej czasu niż ja.
Jakiś czas temu dowiedziałam się o jego zdradzie. Zdradził mnie z jedną ze swoich przelotnych eks-partnerek, która podstawiła mu tyłek pod nos. Całą winę za zdradę zrzucił na mnie. Powiedział ?zastanów się dlaczego musiałem korzystać z usług innej babeczki?. Ty nie inicjowałaś seksu tak jak ona, nie prowokowałaś mnie tak jak ona, nie nosiłaś pończoch tak jak ona. Czyli do roli służebnicy i wyrobnika powinnam jeszcze dodać rolę dziwki w nocy. Ja wiem, że jest powiedzenie, że facet potrzebuje żony w dzień i dziwki w nocy ale to chyba musi być prawdziwy facet a nie rozpieszczona i skoncentrowana tylko na sobie lala.
Najgorsze jest to, że on zawsze mnie urabiał. Mówił mi jaka powinnam być. I to poprzez porównywanie mnie lub opowiadania o eks. Ta mu spontanicznie zrobiła to , tamta potrafiła otworzyć mu drzwi w samej bliźnie. I zawsze on był najważniejszy.
Ja już sama nie wiem czy on jest egocentrykiem czy ja nienormalna i w wyniku złych doświadczeń z dzieciństwa (apodyktyczny ojciec) ?ustawiłam? się w roli żony araba.
Myślę o rozwodzie bo ten człowiek pozbawi mnie resztek poczucia wartości i kobiecości.
Bo oczywiście wiecie jak się czuję jak tylko wciąż słyszę, że inne są fajne i jak mu potrafiły dogodzić (i to przecież takie oczywiste, że kobieta powinna tylko facetowi dogadzać) ale ani słowa, że ja jestem fajna. Nie wiem może nie jestem ![]()
Podobne tematy
2 2011-11-17 17:33:37 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2011-11-17 17:35:49)
Trudno mi ocenić... Może tylko opowiadał o swoich fantazjach erotycznych, a Ty je olewałaś? To może bardzo boleć. Ale niestosownością było opowiadanie o poprzednich partnerkach.
Natomiast cały Twój problem podsumowałaś jednym zdaniem:
"Ja wiem, że jest powiedzenie, że facet potrzebuje żony w dzień i dziwki w nocy ale to chyba musi być prawdziwy facet a nie rozpieszczona i skoncentrowana tylko na sobie lala."
A Twój mąż to zadufany w sobie, leniwy narcyzek, który chce, by kobieta zarabiała pieniądze, zajmowała się domem i dziećmi, do tego dbała o rachunki, załatwiała wszystko w urzędach, organizowała wypoczynek, nocami urządzała pikante show, a pinduś glancuś będzie leżał, pachniał i dawał się obsługiwać.
Niestety muszę również napisać, że odrobinę go do tego przyzwyczaiłaś, bo od początku to Ty byłaś stroną aktywną i zabiegałaś o niego (poderwałaś, organizowałaś spotkania, otoczyłaś uwielbieniem i zachwytem). Potem harowałaś za dwoje, a zamiast wdzięczności wysłuchiwałaś utyskiwań i żądań, żebyś była jeszcze lepsza. Po zdradzie dajesz się nadal upokarzać i, o zgrozo, zastanawiasz się, czy to z Tobą jest coś nie tak!
A z Tobą jest tylko tyle nie tak, że dzięki ojcu usiłujesz być jak najlepsza, żeby tylko nigdy więcej żaden mężczyzna się na Ciebie nie obraził i nie ukarał Cię milczeniem/odepchnięciem/krytyką. Małżeństwo to partnerstwo, nie służba! Wywal narcyzowatego pasożyta ze swojego życia (i tak nie masz z niego żadnego pożytku - nie zarobi porządnie na rodzinę, w domu nie pomoże, w łóżku też do bani) i wybierz się na terapię by odbudować poczucie własnej wartości i pewność siebie.
kochana
jesteś normalna a facet to dupek
po co ci taki?
Millenia - możemy sobie podać ręce. Ja jestem 15 lat po ślubie i jak przeczytałam twój post to przed oczami pojawiło mi się moje małżeństwo. Ja też robiłam wszystko żeby mój arcy książe był zadowolony z życia i miał super żonę. Piszę robiłam bo od roku we mnie wszystko się wypaliło, jesteśmy małżeństwem , robię dalej to co wcześniej ale przestałam się "bać" teraz na jakieś pretensje reaguję gniewem i obrazą. To nie jest wyjście wiem - ale po prostu po tylu latach mam dość. Sprawdza się teoria że człowiek ma swoją wytrzymałość i czasem coś w nim pęka. Efekt mojej zmiany zachowania jest taki że mąż zaczyna dopytywać się czy go kocham, czy go nie zdradzam bo jestem inna niż wcześniej i zaczyna pokazywać że mu zależy, stara się i ja mam tylko nadzieję że nie jest za późno i znowu zacznie mi zależeć na naszym małżeństwie i przestanę być taka obojętna. Dlatego rób coś nawet jeśli ma to oznaczać rozwód - żebyś kiedyś nie stanęła przed lustrm i nie stwierdziła że ty nie umiesz się już uśmiechać.!!!!!!!
Jestem w bardzo podobnej sytuacji. Myślę, że wiele kobiet zmaga się z takimi problemami. Ja w związku od 9 lat, jedno dziecko a drugie w drodze. Coraz częściej myślę o rozwodzie, chcę się uwolnić od męża,ciągłych pretensji i głupich uwag. Próbowałąm rozmawiać, prosiłam, poprawa chwilowa:( Ostatnio pomyślałam, że damy sobie czas aż urodzi się maleństwo, może to coś zmieni. Jeśli nie, trudno, nie mam już sił. Dam sobie radę, jestem silna babka.
6 2011-11-18 12:29:44 Ostatnio edytowany przez Millenia (2011-11-18 12:32:00)
Macie dziewczyny rację. Trzeba pogonić Piotrusia Pana w te pędy.
Mam już dość ciągłego tańcowania koło niego, zadowalania go a i tak zawsze będzie źle.
Wolę być sama niż tkwić w chorym związku z toksyczną osobą.
A jeśli mam z kimś być to niech to będzie prawdziwy facet (wiem, że nie ma ideałów i każdy ma swoje wady) ale na litość boską niech będzie normalnym facetem a nie wyglancowanym wiecznie niezadowolonym gogusiem.
Witam,
Ja już sama nie wiem czy on jest egocentrykiem czy ja nienormalna i w wyniku złych doświadczeń z dzieciństwa (apodyktyczny ojciec) ?ustawiłam? się w roli żony araba.
nieleczone DDD/DDA (Dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych/alkoholików ) lokuja sie w roli "arabów" i zawsze znajdzie sie taki facet, który bardzo chetnie tego araba wykorzysta.
Myślę o rozwodzie bo ten człowiek pozbawi mnie resztek poczucia wartości i kobiecości.
Bo oczywiście wiecie jak się czuję jak tylko wciąż słyszę, że inne są fajne i jak mu potrafiły dogodzić (i to przecież takie oczywiste, że kobieta powinna tylko facetowi dogadzać) ale ani słowa, że ja jestem fajna. Nie wiem może nie jestem
ratuj sie, idź na grupe S-Anon w swoim miescie, niezaleznie od tego czy zostaniesz z nim czy odejdziesz, bo nawet jak odejdziesz, to szybko wpadniesz w sidła jakiegos innego pokręconego, którego trzeba ratowac i bawić.
8 2011-11-18 20:44:21 Ostatnio edytowany przez Muszka28 (2011-11-18 20:45:03)
wiesz co ci powiem nie ma sensu żebyś o niego walczyła on o tak uzna że robi ci łaskę że jest z tobą.
Jak odejdzie zobaczysz jak poczujesz się lekko niech inna dźwiga ten balast na plecach albo go postawi do pionu ty nie musisz bo byłaś dla niego za dobra. To nie smaczne ,że porównuje cie z innymi kobietami to nie zbyt dobrze o nim świadczy i powiedz mu na odchodne:- ,że idziesz poszukać prawdziwego faceta a nie tylko oprawy faceta w spodniach z małym ego ale za to z wielkim....żeby zrobił tobie dobrze bo jemu rzadko się tu udawało i ,że większość to udawane orgazmy żeby mu przykro nie było tak z litości - zobaczysz zaboli jak cholera mówię ci on ci tego nie powie ale go to zaboli.Może to mały brak klasy ale ci powiem ktoś mu musi dogadać niech nie myśli że on taki orzeł w łóżku jest.?Wygarnij mu jaki kiepski był masz do tego prawo skoro on tak z tobą postępował przez tyle lat.Jesteś kobietą masz prawo kochać i być kochaną odbudujesz swoje poczucie wartości ale tylko w tedy gdy pozwolisz mu odejść bo ty z tego związku nie masz nic
Każda z moich przedmówczyn ma racje. To co tu opisujesz jest niczym zaskakującym bo to jeden z najgorszych scenariuszy jaki może spotkać kobiete z symptomem dda/ddd. Strasznie mnie to przeraża, dlatego zastanawiam się czy w takich sytuacjach z takim "ciężarem" na plecach czy nie lepiej darować sobie zabawe w rodzine/małżenstwo. To jeden z czynników dla których panicznie boje się poważniejszych związków.
Chyba nawazniejsze to obudzic sie i pozbyć złudzeń, ocknąć się w najlepszym momencie i powiedziec "stop!"
Najgorsze, że mąż praktycznie pozbawił mnie wiary w siebie jako kobietę. Skoro tylko słyszałam, że inne są fajne przy tym nigdy nie słysząc nic miłego na swój temat to to wszystko pogłębiło tylko moje przekonanie, że jestem nieatrakcyjna. Ludzie z którymi nie byłam emocjonalnie związana mówili mi coś wręcz przeciwnego, ale dla mnie liczyło sie tylko to co on mówił :-(
Mam nadzieję, że terapia i odcięcie się od niego choc trochę mi pomogą.
11 2012-10-07 13:22:28 Ostatnio edytowany przez Jolantina (2012-10-07 13:26:29)
Witam! Dziewczyny widze że jesteście w wieku ok 20-30lat i zadajecie sobie wiele pytań dotyczacych życia w małżeństwie, ja mogę Wam doradzic jedną podstawową zasadę SZANUJ SIEBIE!! JESLI TY NIE BEDZIESZ SIE SZANOWAŁA TO NIKT NIE BEDZIE CIE SZANOWAŁ!! To w szczególnosci dotyczy Młodych Mężatek, które zakochane i zauroczone swoim NOWYM zyciem zaczynają "hodować" sobie POSOŻYTA! robiąc wszystko aby dogodzić swemy ukochanemu a w przyszłości "panu"! ponieaż niekórzy mężczyżni przyzwyczajają sie tak dalece do troski jaką ich otaczamy ,że czuja sie PĘPKIM ŚWIATA! Natomiast my matki ,żony,(sprzataczki,pielęgniarki,kucharki,praczki)...itd zyjemy jak "satelity" krążace wokół "pana i władcy" którego tak naprawde same stworzyłsmy. Moje małżeństwo skończyło sie po 25latach usługiwania! Nie rozumiałam jak znajomi mi mówili "dlaczego ty z nim jetes?" myślałam sobie "bo nie jest tak żle, inne kobiety maja gorzej" dopiero jak własne dzieci zapytały o to samo "dlaczego dajesz sie tak traktowac?" dotarło do mnie,że cos tu jest nie tak! ale oczywiście winiłam za to siebie za to ,że mogłam zrobić więcej! Dopiero z perspektywy 3lat zaczełam widzieć ,żetak naprawde robiłam "za dużo" dla "pana" nie myslac o sobie ,nie robiac nic dla siebie. żylismy obok siebie przez wiele lat a ja myślałam że to normalne ,że to rodzina. Teraz widze,że to było załosne i NAPRAWDE SZKODA ŻYCIA!! bo człowiek sie wypala i popada w tak niską samoocene że nic go nie cieszy ,nie interesuje i zycie robi sie szare. Kobietki walczcie od początku o swoje miejsce w życiu, w rodzinie nie pozwólcie narzucac sobie "kieratu" ,bo zostaniecie "zonami Araba" zanim sie spostrzezecie! Pozdrawim i życze duuuuzo wiary w siebie to bardzo wazne!! Jola