netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Nie mam siły na dalsze życie...;(

24 odpowiedzi3 899 wyświetleńzałożony przez kocurek102, 04.07.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nie mam siły na dalsze życie...;(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1

Temat: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Czuję, że stanęłam na rozdrożu. Jestem przypadkiem, który jest chyba nieuleczalny. Zacznę od tego, że od kilku lat zmagam się z depresją. Brałam udział w różnych jej formach tj. grupowej, indywidualnej. Odwiedzałam psychiatrę, zapisywała mi serotoninę. Wydawało mi się, że pomaga, ale był okres kiedy problemy mnie przygniotły i wówczas stwierdziłam, że to jednak placebo. Zmiana leku nic nie dała, było gorzej.
Moje związek małżeński się rozpadł z powodu licznych problemów, na pewno ja miałam w tym swó udział, ponieważ wiem, że jestem DDA. W każdym razie dążyłam do naprawy, poszłam na terapię,ale też mój mąż był mega trudną osobą, czułam się strasznie samotna w związku. Od ponad roku nie jesteśmy ze sobą.Mamy córkę, to ja od początku się nią zajmuję. Ciągle słyszę, że mam cudowne dziecko i że mam dla kogo żyć, ale prawdą jest, że zamiast życia mam wegetację. Od kwietnia jestem na bezrobociu, bez prawa do zasiłku, wcześniejsza praca spowodowała jedynie liczne stresy i zadłużenia-była nieopłacalna, więc zrezygnowałam, zwłaszcza, że musiałam osobićie opłacac ZUS. Córka nie chodziła do przedszkola przez ostatni rok, poniewaz na prywatne już nie było mnie stać, a do samorządowego nie miała szans się dostać (brak sądowego orzeczenia o rozwodzie). Nikogo nie obchodziło,że nie mam w mieście rodziców ani teściów, że jestem samotną mamą. Bo takie jest prawo.
Z podjęciem pracy jest mega ciężko. W trakcie terapii załamałam się psychicznie i nie dokończyłam studiów, a to już był własciwie ostatni, 3. rok licencjatu. Sama nie wiem, czy jest czego żałować, bo to studia stricte humanistyczne i na bank nic bym po tym nie znalazła. Myślałam o powrocie, ale z czasem się okazało, że nie mam pieniędzy na drugi semestr, więc odpusciłam. Z wielką chęcią poszłabym na jakiś kurs, ale wszystko niestety kosztuję, a ja mam 1700 zł kredytu+ ok 700-800 zł za rachunki. Nie liczę w tym jedzenia, ubrań, biletów, środków czystości itd. Od roku znajduje prace-zlecieniówki, gdzie płacą albo prowizje albo nic jeśli nie wyrobię progu,co mocno mnie również demotywowało. Roznosze setki CV, wysyłam drogą internetową, ale nic, bo wszędzie to samo- chcą studentów, z doświadczeniem, samochodem, najlepiej bez dzieci, tak by pracować w weekendy. Teraz, na czas wakacji, bo na pewno nie dłużej zawiozłam córkę do rodziców, żeby skupić się na poszukiwaniu pracy z umową o pracę, ale nikt się nie odzywa. Siedzę sama w pustym mieszkaniu i dostaję fioła. Nie liczę na większa pomoc od rodziny, bo spłacają mój kredyt (przejeli go od kiedy mąż odszedł). Na alimenty dla córki raz moge liczyć, a raz nie-ale są to kwoty w wys. 300-450 zł, czasem 800, czasem nic. W tym miesiącu póki co nic. Ojciec dziecka ma w nosie, gdzie będę żyła z córką, że nie mam jej z kim zostawić, że życie w dużym mieście kosztuje. Uważa, że to mój wybór życiowy, że zawsze mogę wrócić do rodziców, ale niestety to mała miejscowość, tam tym bardziej nie miałabym szans na znalezienie czegokolwiek i chyba palnęłabym sobie w łeb. Córka od września idzie do szkoły, dlatego chciałabym utrzymać się mimo wszystko tutaj gdzie jestem. Tylko co z tego? Moje poczucie wartości zmalało do zera, wszystkie moje decyzje były błędne, nie potrafię niczego dokończyć. Rodzina psychicznie mnie nie wspiera, zawsze mówią, że się do niczego nie nadaję i że mogłabym sprzątać (dodam, że studiowałam na jednej z najlepszych polskich uczelni). Przede wszystkim rozwalone małżeństwo odebrało mi poczucie bezpieczeństwa; jestem w nowym związku, niestety na odległość i nie umiałabym wykorzsytywac materialnie tej osoby, zawsze sama szukałam pracy, zawsze sama zajmowałam się dzieckiem, załatwiałąm przedszkola, lekarzy etc. To jest po prostu piekło, codziennie budzę się z lękami, że moje zadłużenie rosną, że nie będzie mnie stać na nic, łącznie z jedzeniem. Zwróciłam się do mopsu, ale tam też są długie i skomplikowane procedury, możliwe że nie przyznają mi nic, zresztą taka pomoc nie rozwiązuje problemu. Mam 25 lat i mam wrażenie, że moje życie się skonczyło, że już nic nie jest w stanie mi pomóc, bo jeste nieprzystosowana do tego świata i za szybko się poddaję.Szukałam pomocy wielokrotnie, ale już w nią nie wierzę. Może nigdy nie trafiłam do dobrego terapeuty??Sama nie wiem,a może to ja jestem odporna na terapie, może jestem zapatrzoną w siebie egoistką? Obwiniam się za wszystko i coraz rzdaziej mam ochotę spotykać się z ludźmi. Jestem wprawdzie dumna z tego, że podjęłam decyzję o rozstaniu z mężem, bo to małżeństwo nie było szczęścliwe,ale teraz widzę jak trudno jest żyć bez wiary w siebie, po przejściach. Takie klasyczne limbo. Wiele osób najchętniej zastosowałoby w moim przypadku terapię szokową, ale to niestety nie działa.Już dawno przekroczyłam wytrzymywalny próg stresu i teraz chyba niewiele mnie ruszy. Boję się o przyszłość, o siebie i córeczkę. Boję się wpaść w psychiczną abulię. Myśli samobójcze są na porządku dziennym, ale wiem, że nie zrobię nic głupiego ze względu na córkę i mężczyznę,który jest ze mną. Tak czy inaaczej- jest bardzo bardzo źle i zastanawiam się, czy w ogóle ktoś może mieć gorzej...

2

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

W życiu są różne momenty, lepsze gorsze.. te lepsze wydają się być snem, iluzją, te gorsze ciągną się w nieskończoność.
Nic dziwnego, że czujesz się tej chwili beznadziejnie i masz ochotę skończyć swoje życie. Po pierwsze brak pracy powoduje utratę poczucia wartości, po drugie masz kredyt oraz córkę na wychowaniu więc stres się kumuluje. Ja na Twoim miejscu pielęgnowałabym to co dobre mnie spotka, nawet najmniejsza pomoc, wsparcie, dobrze udany dzień i wykonane zadania. Nie skupiałabym się na dalekich planach i bilansie swojego życia, w tej chwili co byś nie zrobiła i tak wyjdzie ujemnie ze względu na brak poczucia stabilności finansowej. Organizowała bym plan dnia tak by skupić się na zadaniach, a nie wynikach te przyjdą z czasem. Szukanie pracy i brak odpowiedzi mogą mieć związek ze źle skonstuowanym cv, bądź złym wyborem firm do których aplikujesz. Cv możesz poprawić zdaje się, że w urzędzie pracy przy pomocy doradcy zawodowego, sama skorzystałam i pomogło. Tam też możesz się zapytać o wybór owych firm.
Myślę, że wraz ze znalezieniem stałego zajęcia Twoje nastawienie do życia się zmieni, więc raczej nie warto oceniać się w kategoriach nieudacznika i błędnych decyzji. Jest to etap w Twoim życiu, beznadziejny bo beznadziejny, ale etap. Skupianie się na tym co nie wychodzi,nie wyszło niczego dobrego nie wnosi odbiera tylko energię życiową, która w tej chwili jest Ci bardzo potrzebna.
Życzę dużo siły i oby wszystko jak najszybciej się poukładało.

3

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Dzięki za chociaż jedną miłą odpowiedź. Dziś niestety znowu się załamałam -czekałam cały dzień na odpowiedź z agencji, która mnie rekrutowała, ale się przeliczyłam. Wydaje mi się, że moje CV jest dobrze skonstruowane, a inna rzecz, że nie mogę się pochwalić zbyt wielkim doświadczeniem zawodowym. To jest niestety dla pracodawców kluczowe:/ Poza tym już zaczynam mieć taką obsesję, że może oni wyczuwają, że nie jestem taka 'przebojowa'?Staram się dobrze wypaść na rozmowach, ale jak widać oni to odbierają inaczej. Mama zaczyna mnie porównywaćdo osób bez matury,mówi,że sobie lepiej radzą. Do tej pory byłam z córką, więc rzeczywiście szukanie pracy było utrudnione, ale teraz zaznaczyłam, że jestem w 100% dyspozycyjna. Boję się, że nawet teraz nic nie uda mi się znaleźc, a czas niestety leci, zadłużenia rosną.
Może rzeczywiście powinnam się udać do pupu raz jeszcze, rozważę to na pewno. Zaczynam myśleć o stworzeniu biznesplanu,ponieważ od dawna chciałam stworzyć własną markę modową.Nie mam kapitału, więc musiałabym postarać się o dofinansowanie. Jeśli mi się to nie uda, rozważę wyjazd za granicę, choć to mega ryzykowne, bo mam przecież córkę.

Oj źle jest ;(

4

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Wzruszyla mnie Twoja historia.Szczerze Ci wspolczuje i doskonale Cie rozumiem,choc nie mialam
w swoim zyciu podobnej historii. Jestes madra dziewczyna.To ze nie dokonczylas studiow o niczym nie swiadczy
.,kiedys je mozesz dokonczyc jak poprawi Ci sie sytuacja finansowa.Dla mnie jestes silna osoba,poniewaz zdecydowalas sie na zerwanie zwiazku
w ktorym nie bylas szczesliwa a to juz bardzo duzo .Nie ma nic gorszego niz trwanie i wegetowanie za wszelka cene
obawiajac sie trudnosci jakie moze nam przyniesc zycie. Dokonalas pierwszego kroku ku polepszeniu swojego zycia,wierze ze z czasem
wszystko Ci sie ulozy i los sie do Ciebie usmiechnie. Nie skupiaj sie  zbytnio na sobie i na tym co Ci nie wychodzi, bo to niczego dobrego
nie wniesie do Twego zycia - a tylko odbiera Ci energie zyciowa,ktora w tej chwili jest Ci bardzo potrzebna
Nie zalamuj sie-glowa do gory-biznesplan to dobry pomysl-dbaj o siebie i dziecko bo warto
Nie licz na   ludzi  - licz tylko na siebie -musisz byc silna i wierzyc w swoje mozliwosci-wierze ze Ci sie to uda
NIE PODDAWAJ SIE DZIEWCZYNO -ZYCZE CI ODWAGI JAKA MA SLONCE,KTORE CODZIENNIE OD NOWA WSCHODZI
MIMO NĘDZY TEGO ŚWIATA

POWODZENIA

Patrz twoja historia przeczytalo prawia 150 osob a tylko 2 osoby probuja Cie wesprzec-niesamowita znieczulica

5

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Myślę, że to nie tylko znieczulica. Czasem ludzie czują się bezradni wobec problemów innych więc milczą. Bo co mądrego można zrobić? Poklepać po ramieniu?

Z mojej perspektywy jedyne co mogę poradzić, to żebyś nie izolowała się od ludzi. Jeżeli masz przyjaciół, to o nich dbaj, nawet jeżeli nie mogą ci pomóc. Wrócić do ludzi jest bardzo trudno.

6

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Myślę, że to nie jest znieczulica, ale brak pomysłów jak pomóc. Same słowa tak mało znaczą, gdy problemy są takie poważne, a w tym przypadku są. Jakie są Twoje wymagania co do pracy?

7

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
Iceni napisał/a:

Myślę, że to nie tylko znieczulica. Czasem ludzie czują się bezradni wobec problemów innych więc milczą. Bo co mądrego można zrobić? Poklepać po ramieniu?

Z mojej perspektywy jedyne co mogę poradzić, to żebyś nie izolowała się od ludzi. Jeżeli masz przyjaciół, to o nich dbaj, nawet jeżeli nie mogą ci pomóc. Wrócić do ludzi jest bardzo trudno.

Absolutnie nie czuję potrzeby izolowania się od ludzi. Choć fakt-niewiele osób przy mnie zostało; raz się zdarzyło, że wyciągnełam rękę po pomoc i 99% mi odmówiło.Zweryfikowałam te 'pseudoznajomości'. Na szczęście doceniam tych, którzy są ze mną na złe, m.in. mojego chłopaka. W tym momencie te osoby są mi bliższe niż rodzina, od której ciągle słyszę, że jestem zerem i nic nie osiągnęłam. Znieczulica jest wszędzie, i w rodzinie, i w urzędach, nawet na forach internetowych, więc tego tematu nawet nie ma potrzeby poruszać, trzeba się z tym pogodzić i iść dalej. Przede wszystkim rozumiem, że ciężko się wczuć w czyjąś sytuację. Ja swoją uważam za tragiczną, ale dla wielu to zapewne kaszka z mleczkiem i nie dowierzają, bo sami nigdy w takiej nie byli i nawet nie podejrzewają, że mogliby. W sumie,  milczenie jest sto razy lepsze od osądzania...

8

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Widzisz, też jestem DDA, też jestem samotna matką po rozwodzie i też stoję już na jakiejś krawędzi. Różnica jest tylko taka, ze mam pracę, bo nie mieszkam w Polsce, więc pod tym względem jest mi łatwiej. Dlatego potrafię Cię zrozumieć, ale raczej mądrego wiele nie dodam sad skoro nie potrafię naprawić swojego życia, to Twojego tym bardziej...
Ale z ochotą będę Cię dopingować smile

9

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
missnowegojorku napisał/a:

Myślę, że to nie jest znieczulica, ale brak pomysłów jak pomóc. Same słowa tak mało znaczą, gdy problemy są takie poważne, a w tym przypadku są. Jakie są Twoje wymagania co do pracy?

Wymagania co do pracy???ZABAWNE;)
Ja już nie mam wymagań, szukam wszędzie. Nie wysyłam CV tam,gdzie wiem, że nie mam szans i  tam gdzie wiem, że mnie oszukają.
Nie interesuje mnie praca bez podstawy, już się w to bawiłam i tylko zadłużułam albo mnie wykorzystano, nie wypłacano pensji uczciwie zarobionej i to w poważnych (niby) korporacjach. Jednego pracodawcę pozwałam do inspekcji, ale całkowicie mnie olali, pracodawca nakłamał. Mogę iść do sądu, ale po co?walczyć z wiatrakami?
Mam dziecko, więc to też komplikuje nieco sprawę. Nie mam jej z kim zostawiac, nie mam alimentów na dziecko (muszę czekać przynajmniej do sierpnia), więc też nie mam pewności co do tego, że np. dostanę jakieś w tym miesiącu,a zatem cięzko mi np. zatrudnić opiekunkę, coś komuś obiecać a potem powiedzieć ' sorry,ale to nieaktualne, bo właściwie nie mam kasy'.
Córeczka jest mała, ma niecałe 5 latek, więc nie mogę jej zostawiać samej. Też zależy mi na pracy z umową o pracę, ponieważ zleceniówka nic mi nie gwarantuje,ani emerytury, często nawet świadczeń zdrowotnych, a przecież gdyby córce coś się stało- muszę mieć pewność, że skorzystamy ze służby zdrowia. Zresztą ja też chodzę do lakarza.
Ostatnio roznosiłam CV (paredziesiąt) w centrum miasta. Zero odezwu. Codziennie lub prawie codziennie wertuję strony z ogłoszeniami i zazwyczaj odpowiadają tacy, co GWARANTUJĄ prowizję. Jak słyszę słowo 'prowizja' to mam odruch wymiotny.
Praca w sklepie- ostatnio mnie prawie przyjęli, ale okazało się, że ktoś był lepszy,bo miał opanowaną kasę fiskalną. Ja się dopiero uczyłam, więc od razu byłam spisana na straty. Albo praca za 5 lub 6 zł/godz. W duzym mieście????Może dobre jako dorywcza, dla studentki, czy 18latki, ale ja niestety mam spore wydatki. Dla mnie to po prostu wyzysk. Dla pracodawców przesszkodą jest też to, że nie mam prawa jazdy. To, że wolałabym nie pracować w weekendy (no bo jednak dziecko)-choć ostatnio nawet nie przyznaję się, że je mam, bo wiem jak to się kończy.
Cóż, wpadłam w bagno i chyba trochę czasu minie zanim to uporządkuję, zanim odnajdę siłę, by wrócić na studia, dokonczyć kursy, zamknąć sprawę rozwodową. Niestety, ale to jest kumulacja problemów, vicious circle.

10

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
Iceni napisał/a:

Widzisz, też jestem DDA, też jestem samotna matką po rozwodzie i też stoję już na jakiejś krawędzi. Różnica jest tylko taka, ze mam pracę, bo nie mieszkam w Polsce, więc pod tym względem jest mi łatwiej. Dlatego potrafię Cię zrozumieć, ale raczej mądrego wiele nie dodam sad skoro nie potrafię naprawić swojego życia, to Twojego tym bardziej...
Ale z ochotą będę Cię dopingować smile

Praca daje jednak mega-powera,wiem to doskonale. Dlatego nawet nie dziwię się, że jestem w takim stanie.
dziękuję za doping, od siebie mogę dodać, że wierzę w karmę i jesli życzymy innym dobrze, to to szczęscie powraca do nas w niespodziewanym momencie;)

11

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
kocurek102 napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:

Myślę, że to nie jest znieczulica, ale brak pomysłów jak pomóc. Same słowa tak mało znaczą, gdy problemy są takie poważne, a w tym przypadku są. Jakie są Twoje wymagania co do pracy?

Wymagania co do pracy???ZABAWNE;)
Ja już nie mam wymagań, szukam wszędzie. Nie wysyłam CV tam,gdzie wiem, że nie mam szans i  tam gdzie wiem, że mnie oszukają.
Nie interesuje mnie praca bez podstawy, już się w to bawiłam i tylko zadłużułam albo mnie wykorzystano, nie wypłacano pensji uczciwie zarobionej i to w poważnych (niby) korporacjach. Jednego pracodawcę pozwałam do inspekcji, ale całkowicie mnie olali, pracodawca nakłamał. Mogę iść do sądu, ale po co?walczyć z wiatrakami?
Mam dziecko, więc to też komplikuje nieco sprawę. Nie mam jej z kim zostawiac, nie mam alimentów na dziecko (muszę czekać przynajmniej do sierpnia), więc też nie mam pewności co do tego, że np. dostanę jakieś w tym miesiącu,a zatem cięzko mi np. zatrudnić opiekunkę, coś komuś obiecać a potem powiedzieć ' sorry,ale to nieaktualne, bo właściwie nie mam kasy'.
Córeczka jest mała, ma niecałe 5 latek, więc nie mogę jej zostawiać samej. Też zależy mi na pracy z umową o pracę, ponieważ zleceniówka nic mi nie gwarantuje,ani emerytury, często nawet świadczeń zdrowotnych, a przecież gdyby córce coś się stało- muszę mieć pewność, że skorzystamy ze służby zdrowia. Zresztą ja też chodzę do lakarza.
Ostatnio roznosiłam CV (paredziesiąt) w centrum miasta. Zero odezwu. Codziennie lub prawie codziennie wertuję strony z ogłoszeniami i zazwyczaj odpowiadają tacy, co GWARANTUJĄ prowizję. Jak słyszę słowo 'prowizja' to mam odruch wymiotny.
Praca w sklepie- ostatnio mnie prawie przyjęli, ale okazało się, że ktoś był lepszy,bo miał opanowaną kasę fiskalną. Ja się dopiero uczyłam, więc od razu byłam spisana na straty. Albo praca za 5 lub 6 zł/godz. W duzym mieście????Może dobre jako dorywcza, dla studentki, czy 18latki, ale ja niestety mam spore wydatki. Dla mnie to po prostu wyzysk. Dla pracodawców przesszkodą jest też to, że nie mam prawa jazdy. To, że wolałabym nie pracować w weekendy (no bo jednak dziecko)-choć ostatnio nawet nie przyznaję się, że je mam, bo wiem jak to się kończy.
Cóż, wpadłam w bagno i chyba trochę czasu minie zanim to uporządkuję, zanim odnajdę siłę, by wrócić na studia, dokonczyć kursy, zamknąć sprawę rozwodową. Niestety, ale to jest kumulacja problemów, vicious circle.

ja mieszkam też w duzym mieście, a już na samej mojej ulicy znalazłam 2 ogłoszenia o pracy, w lumpeksie i w żabce.

12

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Ogłoszenia to niestety nie wszystko. Oni jeszcze muszą chcieć mnie zaprosić na rozmowę+ przyjąć. Nie wiem jaki popelniam błąd, zacznę chyba od CV. Teraz zamierzam się zapisać na kurs księgowośsci, może z dodatkowym papierkiem będzie łatwiej. To nie jest tak, ze się poddałam, bo wiem,że nie mogę się poddać, ale moje poczucie wartości już tak zmalało, że nie wiem co będzie dalej. Już jestem w takim stanie, że np. dziś po odmowie wszelkich możliwych zasiłków mało co się nie poryczałam w urzędzie miasta. Zwyczajnie już mam dość tego latania,  załatwiania, proszenia się, bo i tak zawsze efekt ten sam- mam sobie radzić sama,szukać dalej.

13

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
kocurek102 napisał/a:

Ogłoszenia to niestety nie wszystko. Oni jeszcze muszą chcieć mnie zaprosić na rozmowę+ przyjąć. Nie wiem jaki popelniam błąd, zacznę chyba od CV. Teraz zamierzam się zapisać na kurs księgowośsci, może z dodatkowym papierkiem będzie łatwiej. To nie jest tak, ze się poddałam, bo wiem,że nie mogę się poddać, ale moje poczucie wartości już tak zmalało, że nie wiem co będzie dalej. Już jestem w takim stanie, że np. dziś po odmowie wszelkich możliwych zasiłków mało co się nie poryczałam w urzędzie miasta. Zwyczajnie już mam dość tego latania,  załatwiania, proszenia się, bo i tak zawsze efekt ten sam- mam sobie radzić sama,szukać dalej.

Powiem Ci, że teraz takie czasy, ostatnio poznałam 3 kobiety i każda z nich szuka pracy, mając wyskztałcenie i rózne kursa, jedna rozdaje ulotki żeby z czegoś zyć, druga szaleje w amwayu, a trzecia na callcenter, jedna to pedadgog, a dwie psycholożki, co za świat.

14

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
missnowegojorku napisał/a:
kocurek102 napisał/a:

Ogłoszenia to niestety nie wszystko. Oni jeszcze muszą chcieć mnie zaprosić na rozmowę+ przyjąć. Nie wiem jaki popelniam błąd, zacznę chyba od CV. Teraz zamierzam się zapisać na kurs księgowośsci, może z dodatkowym papierkiem będzie łatwiej. To nie jest tak, ze się poddałam, bo wiem,że nie mogę się poddać, ale moje poczucie wartości już tak zmalało, że nie wiem co będzie dalej. Już jestem w takim stanie, że np. dziś po odmowie wszelkich możliwych zasiłków mało co się nie poryczałam w urzędzie miasta. Zwyczajnie już mam dość tego latania,  załatwiania, proszenia się, bo i tak zawsze efekt ten sam- mam sobie radzić sama,szukać dalej.

Powiem Ci, że teraz takie czasy, ostatnio poznałam 3 kobiety i każda z nich szuka pracy, mając wyskztałcenie i rózne kursa, jedna rozdaje ulotki żeby z czegoś zyć, druga szaleje w amwayu, a trzecia na callcenter, jedna to pedadgog, a dwie psycholożki, co za świat.

OJJ tak! Moj znajomy, inżynier jest od roku bodajże bez pracy.Moja koleżanka po dziennikarstwie i polonistyce- pracuje w call center. Kolega ze studiów rozwozi pizzę+ dorabia udzielając korków. Przyjaciołka po filologii ang. ma wypłątę w wysokości ok 300 zł. Kolejna, po kosmetologii- pracuje na telefonie za 600 zł. itp itd
No szału nie ma, ale te osoby nie mają kredytów, mają wspierające rodziny, nie mają dzieci. A to naprawdę wiele daje, wszystko zaczyna się od psychiki. Znajomi ze studiów też zaczynali w galeriach, sklepach, kinach, knajpach , ale teraz przynajmniej mają jakieś doświadczenie, mogą zacząć pracę w zawodzie. Ja czas studiów dzieliłam na naukę, terapię no i oczywiście dziecko. Żyłam w zupełnie innym, odrealnionym świecie, pełnym smutku, depresji. Teraż żałuję, że 5 lat temu nie starałam się robic tego, co robię teraz,miałabym zupełnie inne życie. Niektórzy twierdzą, że jestem młoda, ale nawet ostatnio na rozmowie kwal. zamurowało mnie, kiedy usłyszałam pytanie co jest moim największym osiagnięciem? poczułam się jak robak, zwłaszcza, że porównuję się do znajomych. Bo oczywiście dla pracodawców istnieją 2 kategorie osób-te zaje** i te do niczego.

15

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
kocurek102 napisał/a:
missnowegojorku napisał/a:
kocurek102 napisał/a:

Ogłoszenia to niestety nie wszystko. Oni jeszcze muszą chcieć mnie zaprosić na rozmowę+ przyjąć. Nie wiem jaki popelniam błąd, zacznę chyba od CV. Teraz zamierzam się zapisać na kurs księgowośsci, może z dodatkowym papierkiem będzie łatwiej. To nie jest tak, ze się poddałam, bo wiem,że nie mogę się poddać, ale moje poczucie wartości już tak zmalało, że nie wiem co będzie dalej. Już jestem w takim stanie, że np. dziś po odmowie wszelkich możliwych zasiłków mało co się nie poryczałam w urzędzie miasta. Zwyczajnie już mam dość tego latania,  załatwiania, proszenia się, bo i tak zawsze efekt ten sam- mam sobie radzić sama,szukać dalej.

Powiem Ci, że teraz takie czasy, ostatnio poznałam 3 kobiety i każda z nich szuka pracy, mając wyskztałcenie i rózne kursa, jedna rozdaje ulotki żeby z czegoś zyć, druga szaleje w amwayu, a trzecia na callcenter, jedna to pedadgog, a dwie psycholożki, co za świat.

OJJ tak! Moj znajomy, inżynier jest od roku bodajże bez pracy.Moja koleżanka po dziennikarstwie i polonistyce- pracuje w call center. Kolega ze studiów rozwozi pizzę+ dorabia udzielając korków. Przyjaciołka po filologii ang. ma wypłątę w wysokości ok 300 zł. Kolejna, po kosmetologii- pracuje na telefonie za 600 zł. itp itd
No szału nie ma, ale te osoby nie mają kredytów, mają wspierające rodziny, nie mają dzieci. A to naprawdę wiele daje, wszystko zaczyna się od psychiki. Znajomi ze studiów też zaczynali w galeriach, sklepach, kinach, knajpach , ale teraz przynajmniej mają jakieś doświadczenie, mogą zacząć pracę w zawodzie. Ja czas studiów dzieliłam na naukę, terapię no i oczywiście dziecko. Żyłam w zupełnie innym, odrealnionym świecie, pełnym smutku, depresji. Teraż żałuję, że 5 lat temu nie starałam się robic tego, co robię teraz,miałabym zupełnie inne życie. Niektórzy twierdzą, że jestem młoda, ale nawet ostatnio na rozmowie kwal. zamurowało mnie, kiedy usłyszałam pytanie co jest moim największym osiagnięciem? poczułam się jak robak, zwłaszcza, że porównuję się do znajomych. Bo oczywiście dla pracodawców istnieją 2 kategorie osób-te zaje** i te do niczego.

widzę, że terapia nie za bardzo Cię uskrzydliła...

16

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Terapia tak  mnie dołowała, że właściwie nie wiem po co tam chodziłam...
Może dla wiedzy, bo jednak interesuję się psychologią i lubię gadać niesamowicie;)
Zawsze dochodziłam do tego samego wniosku- ci psychologowie sami powinni się leczyć. Nie miałam żadnych info na temat ich życia,nie mówili o sobie nic, bo tak przecież przebiga proces terapeutyczny, ale mnie to wkurzało, że ja o sobie wszystko, a ci tylko ' usmiech lub zaduma i rada na wszystko'. Gdyby to było takie proste, że idziesz i robisz- wtedy na świecie nikt nie miałby problemów.
Ale ale!- słyszałam o takich, co podobno uzdrawiają. Tylko nie wiem gdzie oni są.

17

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
kocurek102 napisał/a:

Terapia tak  mnie dołowała, że właściwie nie wiem po co tam chodziłam...
Może dla wiedzy, bo jednak interesuję się psychologią i lubię gadać niesamowicie;)
Zawsze dochodziłam do tego samego wniosku- ci psychologowie sami powinni się leczyć. Nie miałam żadnych info na temat ich życia,nie mówili o sobie nic, bo tak przecież przebiga proces terapeutyczny, ale mnie to wkurzało, że ja o sobie wszystko, a ci tylko ' usmiech lub zaduma i rada na wszystko'. Gdyby to było takie proste, że idziesz i robisz- wtedy na świecie nikt nie miałby problemów.
Ale ale!- słyszałam o takich, co podobno uzdrawiają. Tylko nie wiem gdzie oni są.

Ja właśnie uciekam od mojej terapeutki po dwóch latach, przez które nic a nic mi nie pomogła smile

18

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
missnowegojorku napisał/a:
kocurek102 napisał/a:

Terapia tak  mnie dołowała, że właściwie nie wiem po co tam chodziłam...
Może dla wiedzy, bo jednak interesuję się psychologią i lubię gadać niesamowicie;)
Zawsze dochodziłam do tego samego wniosku- ci psychologowie sami powinni się leczyć. Nie miałam żadnych info na temat ich życia,nie mówili o sobie nic, bo tak przecież przebiga proces terapeutyczny, ale mnie to wkurzało, że ja o sobie wszystko, a ci tylko ' usmiech lub zaduma i rada na wszystko'. Gdyby to było takie proste, że idziesz i robisz- wtedy na świecie nikt nie miałby problemów.
Ale ale!- słyszałam o takich, co podobno uzdrawiają. Tylko nie wiem gdzie oni są.

Ja właśnie uciekam od mojej terapeutki po dwóch latach, przez które nic a nic mi nie pomogła smile

Własnie ten temat też chciałabym kiedyś poruszyć na forum. A jak sądzisz, to była jej 'wina', nieprofesjonalizm, czy może to Ty jej nie słuchałaś, tudzież nie umiałaś zaufać? A może coś jeszcze?

19

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Mam wrażenie, że w moim przypadku terapia nie pomoże żadna.

20

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Dziewczyno podaj byłego do  komornika, jeśli wybierzesz dobrego to ściągnie z niego wszystko. Po 2 wnioskuję że mieszkanie kupiliście będąc jeszcze w związku małżeńskim, Czy mieliście jakiś podział majątku??? Jle masz pokoi?? Nawet jak masz 2, to  Wynajmij 1 jakiejś dziewczynie, Ty chyba w jednym z córa się zmieścisz!!!!! Może jak dobrze trafisz osoba najmująca będzie pomagać Ci w pilnowaniu dziecka...Jesteś mądrą dziewuchą tylko w tych czasach trzeba nauczyć się kręcić i oszukiwac bo neistety w takim państwie żyjemy sad Nie ma co tu się użalać!! Skoro mieszkasz w dużym mieście, A podobno duże miasto ma wiele perspektyw to wal jak nie drzwiami  to oknami jak to się mówi smile

21

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
wciąż pamiętam napisał/a:

Dziewczyno podaj byłego do  komornika, jeśli wybierzesz dobrego to ściągnie z niego wszystko. Po 2 wnioskuję że mieszkanie kupiliście będąc jeszcze w związku małżeńskim, Czy mieliście jakiś podział majątku??? Jle masz pokoi?? Nawet jak masz 2, to  Wynajmij 1 jakiejś dziewczynie, Ty chyba w jednym z córa się zmieścisz!!!!! Może jak dobrze trafisz osoba najmująca będzie pomagać Ci w pilnowaniu dziecka...Jesteś mądrą dziewuchą tylko w tych czasach trzeba nauczyć się kręcić i oszukiwac bo neistety w takim państwie żyjemy sad Nie ma co tu się użalać!! Skoro mieszkasz w dużym mieście, A podobno duże miasto ma wiele perspektyw to wal jak nie drzwiami  to oknami jak to się mówi smile

Mój [jeszcze] mąż nie boi się komorników. Problem w tym, że ok. rok temu zakonczył swoją działalność- z długami i teraz ma zajęcia komornicze. Nie wiem jak naprawdę wygląda jego sytuacja, dopóki był za granicą, płacił regularnie kwotę, którą zadeklarował. Teraz płaci nie tylko nieregularnie, ale też o połowę mniej lub w ogóle. Już nie będę się upominać o pieniądze, bo ostatnio skończyło się to dla mnie źle- zaczął mnie wyzywać od materialistek, poleciały wyzwiska, przekleństwa( w mailu) i nie mogłam się otrząsnąć przez następne 2 tygodnie. Czekam na rozwód.
Oczywiście najemcami mieszkania jesteśmy oboje z mężem, zaś w kredycie figurują jeszcze moi i jego rodzice; obawiam się, że moge stracić to mieszkanie, ponieważ mimo tego,że rodzice szanownego małżonka nie płacą nic, mąż też już dawno do niczego się nie dokłada- nie chcą nawet żyrantować kredytu (sami i tak prawdopodobnie o żaden się nie starają, mają swoje mieszkanie i tak im dobrze, są już za starzy na następne kredyty). Na moje pytanie gdzie zatem będę mieszkać z córką, mąż odpowiada, że to mój problem, że mogę wrócić do rodziców na wieś. No raczej nie mogę, to już wole się wynieść z kraju.
Mieszkanie mam 2-pokojowe, teraz staram się komuś wynająć za 450 zł ten drugi pokój, ale na razie cisza. W zeszłym tyg. jeszcze dzieliłam je z moją siostrą, ale sprowadziła swojego chłopaka, który pół roku do niczego się nie dokładal, ja musialam właściwie dokładać do tego interesu, a przeciez już długo nie mam pracy; kazałam im się wynosić. Parę dni temu dowiedziałam się, że mam pare tys zadłużenia w czynszu (siostra i jej facet-prawie przed 30stką, mimo, że pracowali, nie płacili przez te ponad pół roku). Teraz nie wiem gdzie ich szukać, zaufalam jej, a ona tak mnie wykorzystała...Tak jak mówiłam- rodzina by mnie sprzedała jakby tylko przydarzyła się okazja. Siostra pozwalała sobie na dobre jedzenie, buty, perfumy, ubrania, wyjścia, wyjazdy, widziała jak głoduję, bo jak miałam pieniądze,  to wiadomo, że wolałam dać dziecku. Ją to nie wzruszało, przez kilka miesięcy prowadziłam batalię, by się otrząsnęła, ale ona miała to w nosie, była dla mnie bardzo złośliwa, nie pomagała mi przy córce jak np. musiałam wyjść-ba- dzwoniła do rodziców i skarżyła, że jestem wyrodną matką, a ja czasem musiałam ją zostawić, bo miałam okazję np. coś zarobić w ciągu paru godz. i wiedziałam, że z nią córce nic się nie stanie, nawet jesli ta zamknie się sama w pokoju. No koszmar.
No cóż, szukam pracy dalej, na mieszkanie mam jedną chetną, ale niestety dopiero od września.

22

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(

Pamiętaj, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Masz teraz naprawdę ciężki okres w swoim zyciu ale na pewno wszystko się poukłada. Nic nie trwa wiecznie, tylko się nie poddawaj.
Prawda jest taka, że i osoby które Ciebie zostawiły i nie pomogły doświadczą czegoś mniej lub bardziej przykrego. Dziś jest dobrze, jutro wszystko się sypie. Czasami potrafi z dnia na dzień. Znam wiele takich przypadków. Wielkie i bogate rodziny z mojego miasta musiały sprzedać cały dorobek, upadli a jeszcze nie dawno gardzili "zwykłymi śmiertelnikami".
Los się rozliczy z każdym. A ty myśl pozytywnie i zajmij się sobą, bo nikt nie jest LEPSZY ani GORSZY. Po prostu czasem są gorsze momenty w życiu i przytrafiają się każdemu. Ważne żeby jakoś dać temu radę.

Ale dobrze, że gadzinę pogoniłaś. To świadczy o Tobie, że jesteś BARDZO silną i wartościową Kobietą. Nie jest Ciebie wart. Jesteś warta szczęśliwego życia. Tylko najpierw trzeba posprzątać po tym bałaganie.

Ja wierzę, że się uda. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Gdy Bóg zamyka drzwi to otwiera okno!

23

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
małakobietka88 napisał/a:

Pamiętaj, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Masz teraz naprawdę ciężki okres w swoim zyciu ale na pewno wszystko się poukłada. Nic nie trwa wiecznie, tylko się nie poddawaj.
Prawda jest taka, że i osoby które Ciebie zostawiły i nie pomogły doświadczą czegoś mniej lub bardziej przykrego. Dziś jest dobrze, jutro wszystko się sypie. Czasami potrafi z dnia na dzień. Znam wiele takich przypadków. Wielkie i bogate rodziny z mojego miasta musiały sprzedać cały dorobek, upadli a jeszcze nie dawno gardzili "zwykłymi śmiertelnikami".
Los się rozliczy z każdym. A ty myśl pozytywnie i zajmij się sobą, bo nikt nie jest LEPSZY ani GORSZY. Po prostu czasem są gorsze momenty w życiu i przytrafiają się każdemu. Ważne żeby jakoś dać temu radę.

Ale dobrze, że gadzinę pogoniłaś. To świadczy o Tobie, że jesteś BARDZO silną i wartościową Kobietą. Nie jest Ciebie wart. Jesteś warta szczęśliwego życia. Tylko najpierw trzeba posprzątać po tym bałaganie.

Ja wierzę, że się uda. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Gdy Bóg zamyka drzwi to otwiera okno!

Chciałabym myślec tak pozytywnie. Naprawdę dziekuję za wsparcie, bo rzadko słyszę takie słowa. Codziennie płaczę i obwiniam się za to, że doprowadziłam do takiego stanu rzeczy. Choć też trzeba przyznać, że jestem wielkiem pechowcem życiowym bo np. rodziny się nie wybiera. Mimo wszystko ciężko mi się pogodzić z faktem, że oni mają moje życie w nosie, że jestem im tak obojętna i zamiast słów wsparcia ciągle słyszę jaka jestem nieporadna, że jestem szmatą, że nic nie osiagnęłam.Kiedyś wydawało mi się, że kocham moich rodziców, ale problemy materialne uświadomiły mi, że oni nie chcą mieć takiej córki jak ja. To samo z siostrą,  ona mnie potraktowała nawet gorzej, a jeszcze parę lat temu byłyśmy nierozłączne. Bolesna,okrutna prawda.

24

Odp: Nie mam siły na dalsze życie...;(
małakobietka88 napisał/a:

Pamiętaj, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Masz teraz naprawdę ciężki okres w swoim zyciu ale na pewno wszystko się poukłada. Nic nie trwa wiecznie, tylko się nie poddawaj.
Prawda jest taka, że i osoby które Ciebie zostawiły i nie pomogły doświadczą czegoś mniej lub bardziej przykrego. Dziś jest dobrze, jutro wszystko się sypie. Czasami potrafi z dnia na dzień. Znam wiele takich przypadków. Wielkie i bogate rodziny z mojego miasta musiały sprzedać cały dorobek, upadli a jeszcze nie dawno gardzili "zwykłymi śmiertelnikami".
Los się rozliczy z każdym. A ty myśl pozytywnie i zajmij się sobą, bo nikt nie jest LEPSZY ani GORSZY. Po prostu czasem są gorsze momenty w życiu i przytrafiają się każdemu. Ważne żeby jakoś dać temu radę.

Ale dobrze, że gadzinę pogoniłaś. To świadczy o Tobie, że jesteś BARDZO silną i wartościową Kobietą. Nie jest Ciebie wart. Jesteś warta szczęśliwego życia. Tylko najpierw trzeba posprzątać po tym bałaganie.

Ja wierzę, że się uda. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Gdy Bóg zamyka drzwi to otwiera okno!

wczoraj słyszałam, ze kiedy bóg zasuwa drzwi , to rozsuwa suwak czyjejs sukienki.

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Nie mam siły na dalsze życie...;(

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026