Cześć wszystkim:)
Jestem w związku niecałe pół roku, ja mam 25 a partner 26. Od jakiegoś czasu zauważyłam wyraźny spadek intensywności naszego związku. Ja wszystko rozumiem, zauroczenie, motyle w brzuchu, wzajemna fascynacja itd. to mija.. tylko dlaczego tak wcześnie? Moi poprzedni partnerzy to w znacznej większości pantoflarze (czego nie mogłam znieść) obecny jest absolutnym zaprzeczeniem i dlatego zastanawiam się czy taki ma po prostu styl i ja przesadzam czy faktycznie stracił zainteresowanie, przestało mu zależeć. Moje zarzuty:
- rzadko się widujemy czasem tylko raz w tygodniu (ja rozumiem Warszawa jest duża mieszkamy
daleko od siebie ale podobno dla chcącego nic trudnego) a nie jest jakoś szczególnie mocno
zajęty życiowo, pracą, pasjami
- najczęściej to ja inicjuję spotkania
- kilka tygodni temu byliśmy razem na imprezie u jego znajomych (część z nich też znam i
wszyscy wiedzą że jesteśmy razem) ale mimo to przez cały wieczór ani razu mnie nie pocałował,
nie złapał za rękę, nie przytulił
- więcej czasu rozmawiamy na gg niż się spotykamy
- zdarzają się dni że w ogóle nie mamy kontaktu nawet głupiego smsa "jak Ci minął dzień?"
- nie chce poznać mnie ze swoją mamą, ani poznać mojej
Generalnie jak już się widzimy to wszystko jest w porządku, mamy o czym pogadać, zawsze się dobrze bawimy w swoim towarzystwie, seks jest świetny. Nie chcę też wyjść na jakąś zrzędę, ciągle się go czepiać, zadusić go i wywierać presję.. ale z drugiej strony nie chcę też ciągle się zastanawiać czy mu zależy? Czy ja coś robię źle? Czy on mnie wykorzystuje? Chce mieć po prostu pewność i czuć się bezpiecznie w tym związku.
Pozdrawiam i z góry dziękuję za wszystkie obiektywne opinie ![]()