Witajcie.
Jestem z kobietą ponad rok, ja mam 26 lat, ona 25. Zaryzykuję stwierdzenie, że do czasu byliśmy parą idealną. Świetnie się dogadywaliśmy, mnóstwo seksu, częste wyjścia ze znajomymi, imprezy, wyjazdy do mojej czy do jej rodziny, oddanie się pasjom, zainteresowaniom. Już piszę, dlaczego uważam, że do czasu. Kilka miesięcy temu ciężko zachorowałem (choroba autoimmunologiczna), wyłączyło mnie to całkowicie z życia, z bólu nie mogłem chodzić, zaliczyłem epizod w szpitalu (prawie miesiąc). Moja kobieta bardzo się tym przejęła, często mnie odwiedzała, cały czas pisała smsy i dzwoniła z zapytaniem jak się czuję, itp. itd. Przez chorobę straciłem praktycznie cały dorobek mojej aktywności (forma fizyczna, kondycja, wygląd), ćwiczyłem intensywnie przez 4 lata, schudłem przez chorobę ponad 15kg, przez brak ruchu porobiły mi się zaniki mięśniowe. Zacząłem mieć chwile słabości. Znajomi mi się pokruszyli (koniec studiów, powyjeżdżali, itd.), z racji, że nie mogłem robić tego, co kocham (góry, rower, siłownia) chciałem więcej czasu poświęcać z moją kobietą. Pewnego dnia powiedziałem jej, że ją kocham. Ona się uśmiechnęła, przytuliła mnie, ale nic nie odpowiedziała. Do tej pory nie odpowiedziała, że mnie kocha (już minęło 4 miesiące). Od tamtej pory czuję, że diametralnie w tym związku się coś zmieniło. Mam wrażenie, że od tamtego czasu zaczęło jej tak jakby mniej zależeć. Nie proponuje spotkań, gdy wychodzi na imprezę z koleżankami to nawet mi nie proponuje, czy bym z nią nie poszedł (a kiedyś było całkowicie na odwrót). Za każdym razem ja proponuję spotkania (ona zaproponowała mi spotkanie ostatnio chyba w kwietniu...), gdy się widzimy, czy gdziekolwiek jedziemy wiecznie jest w złym humorze, cały czas nad czymś rozmyśla, ale jak widzimy się ze znajomymi czy kimkolwiek to diametralnie zmienia swoje zachowanie o 180 stopni. Niby z zewnątrz to wygląda dobrze, bo jak się widzimy to rozmawiamy, śmiejemy się, niby rzadziej uprawiamy teraz seks (raz, dwa razy w miesiącu) ale może to jest spowodowane moją chorobą, nie wiem...
Zaczynam wracać powoli do siebie, przytyłem już ponad 6kg, ale dalej jest daleka droga do całkowitego wyleczenia i powrotu do pełnej formy (póki co nadal nie mogę ćwiczyć, nie mogę pić alkoholu, lub cokolwiek co jest związane z większą aktywnością).
Jakiś czas temu jej przyjaciółka potajemnie do mnie napisała (która mnie bardzo lubi) i napisała mi, że moja kobieta jej powiedziała, że za bardzo się staram i że jestem dla niej chyba za dobry (to było jakieś 2 tygodnie po słowach "kocham Cię" do niej). Naprawdę nie wiem co mam w takiej sytuacji zrobić. Jestem wyłączony do tej pory z tego co kocham robić, chciałbym z nią spędzać jak najwięcej czasu, a ona tego po prostu nie odwzajemnia. Mam po prostu takie wrażenie ostatnio, że jest ze mną w tym związku bo jej może być wygodnie albo "skoro jest to niech będzie". Jak się umawiamy... przepraszam, jak ja umawiam spotkanie, to wiecznie jest kolejka, bo w ten dzień się widzi z tą koleżanką, bo w następny idzie na imprezę z tamtą.. Podobna sytuacja jest w tym tygodniu, wczoraj spędziła cały dzień z jakąś koleżanką, dzisiaj chciałem się spotkać to nie bo idzie do cioci, w sobotę nie bo idzie na imprezę z koleżanką, z którą się widziała wczoraj i nawet nie zaproponowała czy nie chciałbym iść nimi, to na koniec dodała "a to może w poniedziałek się zobaczmy bo mam wtedy wolne". Czy to jest normalne? Chyba, że ja po prostu jestem przewrażliwiony przez tę chorobę?
Co o tym sądzicie drodzy Panie i Panowie? Jak się zachować w takiej sytuacji, co zmienić? Proszę o pomoc.