Na początku chciałbym przywitać wszystkie użytkowniczki tego forum i przeprosić że zaplątał się tu Wam męski intruz, czyli ja. Mam na imię Krzysiek i mam 23 lata, miło mi! Szczerze mówiąc troche się ociągałem z zarejestrowaniem się tutaj, wiem że to nie wypada blablabla żeby facet szukał porady na forum dla płci pięknej, ale kurde blaszka, obiektywnej opinii i porady kobiety teraz potrzebuję najbardziej.
Żeby naświetlić dokładnie sytuację zrobię coś czego żaden facet szczególnie robić nie lubi, czyli napiszę coś szczerze o sobie. Jak już wspomniałem, mam 23 lata. Może będzie to trochę nieskromne, ale wg. ogólnej opinii jestem gościem niebrzydkim. Nie miałem nigdy problemu z żadną dziewczyną, zdarzało mi się że tu i tam byłem pod ostrzałem zalotnych spojrzeń. Może wystarczy powiedzieć tyle że moja gęba nie jest jakoś bardzo odstraszająca. Jestem gościem towarzyskim, otwartym, uczciwym, zawsze optymistycznie nastawionym do wszystkiego (staram się przynajmniej). I leniwym, ale ta cecha najbardziej jest widoczna kiedy trzeba notować w czasie wykładów. Zmierzając w kierunku konkretów; jest dziewczyna o imieniu Asia. Poznaliśmy się na pierwszym semestrze studiów (jesteśmy już na 7) i zakumplowaliśmy się; ja, Asia i jej przyjaciółka Martyna. Generalnie trzymaliśmy się zawsze we 3, czy to na uczelni, czy to poza uczelnią. Jesteśmy typową zgraną małą paczką przyjaciół. Przez te 3 lata wiadomo, każdy miał swoje sprawy i problemy którymi dzielił się z innymi, przy piwie dziewczyny opowiadały o swoich chłopakach, ja o dziewczynach, doradzaliśmy sobie wzajemnie, śmialiśmy się itd. Od jakiegoś czasu, kilku miesięcy ja i Asia zaczęliśmy się spotykać nieco częściej, ta linia między przyjaźnią a flirtem coraz bardziej się zacierała. Muszę wspomnieć w tym momencie że Asia ma 2-letnią córeczkę, którą urodziła na pierwszym roku (ojciec córeczki od razu zerwał kontakt całkowicie, mega nieodpowiedzialny koleś, jego rodzice płacą alimenty, on imprezuje). Asia jest osobą bardzo otwartą, może dwa lub trzy razy widziałem ją bez uśmiechu na twarzy. Naprawdę ma poukładane w głowie. Czasami ma cały dom na głowie plus małą córeczkę i nie narzeka, a wręcz przeciwnie, czuje się z tym świetnie i sprawia jej to przyjemność. Tak jak pisałem, od jakiegoś czasu spotykamy się coraz częściej, zaprasza mnie do siebie na obiady, poznałem jej rodzinę (ma świetnych rodziców), zaprasza mnie do kina, kilka razy byliśmy z jej córeczką w ZOO i tak dalej. Natomiast nie było niczego więcej co pozwoliłoby nazwać nas parą; w sensie, nie rozmawialiśmy nigdy o nas jak o parze, nawet nie pocałowaliśmy się oprócz buziaka w policzek na dzień dobry i na do widzenia. I tutaj pojawia się mój problem, a gdzie leży tego mam nadzieję się dowiedzieć, bo być może problem jest we mnie a ja nie potrafię go zauważyć. Czasami mam wrażenie, że ona tylko czeka aż ja w końcu wykonam ten pierwszy krok, a czasami mam wrażenie że to ja jestem znowu krok do tyłu. Wiem jak to wygląda kiedy facet podoba się dziewczynie, ale obawiam się czy ja przypadkiem nie odbieram błędnych sygnałów? Czy nie widzę tego co chciałbym zobaczyć? Zastanawiam się czy po prostu ona nie jest dla mnie taka miła tylko dlatego że z natury jest świetną osobą? Czasami je przyjaciółka Martyna rzuci w żartach tekst typu "Wy to świetnie razem wyglądacie", czy to przypadkiem już nie jest taki oczywisty sygnał dla mnie żeby wziął się do roboty a nie tracił czas? Czy możliwe jest że z po 3 latach przejść drogę od kumpla do partnera?
Naprawdę nie miałem nigdy problemu ze znalezieniem sobie dziewczyny, ale w tym momencie nie wiem, czy albo jestem ślepy albo coś nadinterpretuję? Wiem że mój post to taki potok słów z którego ciężko cokolwiek zrozumieć, wybaczcie. Starałem się to napisać najprzejrzyściej jak potrafię, ale humanistą nie jestem i talentu do pisania felietonów nie posiadam. Z góry dziękuję za odpowiedzi, a teraz idę sobie spojrzeć w oczy i spróbować wmówić że jednak nie jestem taką łajzą, jaką myślę że jestem. Pozdrawiam!