Załamka. W ostatnim czasie poznałam trochę nowych osób i zrobiła się z nas paczka. I są w niej też faceci. I problem jest taki, że oni są dla mnie mili, lubimy się, wiadomo...Ale ja jestem na tyle głupia, że "zakochuję się" w tych kolegach! Najpierw był Marcin. Był dla mnie bardzo miły, ale zapewne jak dla każdej z naszej paczki. A ja zaczęłam sobie coś wyobrażać i myślę, że chłopak się połapał, bo zaczął mnie trzymać troszkę na dystans. A wtedy moje zauroczenie przerodziło się w nienawiść wręcz xD Zapewne z powody odrzucenia. I nie chcę nic psuć, rozwalać. Ale teraz jak mamy jakąś imprezkę to modlę się, żeby go nie było, uciekam przed nim i jestem dla niego niemiła
I wczoraj zaczęłam myśleć tak o innym koledze...
To jest silniejsze ode mnie
I nienawidzę siebie za to!!!
Wcześniej też miałam takie przypadki. Jak jakiś kolega był dla mnie super miły, to ja już swoje... Przenosiłam się w świat marzeń i wyobrażeń ![]()
Całą noc myślałam. I pewnie to wynika z mojej niskiej samooceny. I jestem desperatką. Mam 22 lata i nie mam chłopaka.
Proszę poradźcie mi jak to zmienić! Wiem, że przez to bardzo cierpię i będę cierpieć jeszcze bardziej.
Dzisiaj mamy się spotkać na jednej imprezie i nie wiem czy może zrezygnować i nie iść. Trzymać się od niego z dala? Boję się że po % zacznę coś głupiego robić.
Wstyd mi, że jestem taka infantylna. Jestem NIENORMALNA.