jestem po ślubie prawie 3 lata, a mój maż od 6 miesięcy nie ma ochoty na seks. Jak próbuję z nim rozmawiać to mnie ignoruje i zazwyczaj potem nie rozmawiamy ze sobą, a ja czuje się podle, i czuje że coś jest nie tak.
Podobne tematy
2 2013-05-21 23:08:43 Ostatnio edytowany przez LadyCampari (2013-05-21 23:09:55)
Może po prostu z nim o tym pogadaj? Przyciśnij go...!
Albo u Was w zwiazku coś nie gra, albo ma kogoś. Nie pogadasz to nie wywróżysz tego z fusów. Chociaż większość takich histori to zwykle kwestia kochanki.
no kochanka to bardzo mozliwa i przerazajaca opcja. jednak moze ma jakis wstydliwy problem? jakas choroba? i zwyczajnie wstydzi sie ci o tym powiedziec. niestety musisz z nim sprobowac pogadac, a jak to dalej nie odniesie skutkow to mozesz troche poweszyc. duzo osob uwaza ze zaufanie to podstawa w zwiasku, ale jak mozesz zaufac komus kto cos ukrywa?
Powiedz mu, że takiego męża nie chcesz. Jeżeli nie chce problemu rozwiązać z Tobą to niech rozwiązuje sam - po rozwodzie.
Nigdy bym sie nie rozeszla, gdyby jedynym pproblemem byl sex.
Mozna sobie radzic, a jezeli nie ma kogos trzeciego, to mozna nad tym popracowac
Nigdy bym sie nie rozeszla, gdyby jedynym pproblemem byl sex.
Mozna sobie radzic, a jezeli nie ma kogos trzeciego, to mozna nad tym popracowac
Pewnie, że można, tylko najpierw trzeba odkryć przyczyny problemu, żeby wiedzieć co z tym zrobić. Może coś jeszcze się zmieniło przez te pół roku?
gocha88-Jestem w drużynie Ojcapiotra!
Albo?albo!
Nigdy bym sie nie rozeszla, gdyby jedynym pproblemem byl sex.
Mozna sobie radzic, a jezeli nie ma kogos trzeciego, to mozna nad tym popracowac
Nigdy nie mów nigdy.
Seks jest jedną z najważniejszych rzeczy w związku. Jeżeli są bardzo duże dysproporcje w zapotrzebowaniu na niego to moim zdaniem związek skazany jest na porażkę.
Zawsze najbardziej przeszkadza to czego się nie ma.
Rozmowa z moim mężem to nie takie proste, nawet wczoraj próbowałam ale on twierdzi że się czepiam, oraz ze jest zmęczony po pracy i takie tam.. kochanki na pewno nie ma, jestem pewna na 1000% chory też nie. odpowiedz na to że nie potrzebuje takiego faceta brzmi : To sobie zmień!! po ślubie praktycznie wszystko się zmieniło i zmienia się na gorsze. dobrze że nie mamy dzieci jeszcze.:(
A poza łóżkiem jak wam się układa?
Rozmowa z moim mężem to nie takie proste, nawet wczoraj próbowałam ale on twierdzi że się czepiam, oraz ze jest zmęczony po pracy i takie tam.. kochanki na pewno nie ma, jestem pewna na 1000% chory też nie. odpowiedz na to że nie potrzebuje takiego faceta brzmi : To sobie zmień!! po ślubie praktycznie wszystko się zmieniło i zmienia się na gorsze. dobrze że nie mamy dzieci jeszcze.:(
To sobie zmień.
czyli ze co tak po prostu odpuscic i zmienic ojczepiotrze
to chyba tak nie działa że bez przyczyny on nie chce seksu,s co do zmian to też bym taka szybka nie była bo chyba lepiej powalczyć o coś wyjątkowego niż mieć kaca moralnego,pogadaj z nim bo myślę że jeżeli tylko o seks chodzi to wszystko da się naprawić
Może ma problem ze wzwodem, albo inne uwłaczające męskiej dumie choróbsko?
Dopóki z niego rozmową nie wydusi, dlaczego nie ma ochoty na seks, to będziemy krążyć w okół rozwiązania, i jedyne skuteczne jakie będziemy mogli podać, to właśnie ta zmiana na chętniejszy do igraszek model.
Doonna napisał/a:Nigdy bym sie nie rozeszla, gdyby jedynym pproblemem byl sex.
Mozna sobie radzic, a jezeli nie ma kogos trzeciego, to mozna nad tym popracowacNigdy nie mów nigdy.
Seks jest jedną z najważniejszych rzeczy w związku. Jeżeli są bardzo duże dysproporcje w zapotrzebowaniu na niego to moim zdaniem związek skazany jest na porażkę.
Zawsze najbardziej przeszkadza to czego się nie ma.
Dla Ciebie byc moze jest wazny - dla mnie nie, wiec nie uogolniaj.
Zgodze sie, ze jesli jedna strona ma ,,duze dysproporcje w zapotrzebowaniu na niego", to moze byc porazka, ale nie musi (jesli obie strony chca, mozna zaradzic ).
Jak sie czegos nie ma, a chce, to przeszkadza... fakt,
ale jeszcze bardziej moze przeszkadzac, jak jest czegos za duzo ![]()
Jakie widzisz zaradzenie jeśli jedna strona ma większe potrzeby? Chcący trochę ograniczy swoje potrzeby, a ten nie chcący przymusi się dwa razy w tygodniu?
To, że seks jest ważną rzeczą w związku nie jest uogólnieniem a psychologicznie udowodnionym faktem, służy przede wszystkim budowaniu bliskości, więc nie zaspokaja tylko tych fizycznych potrzeb (uważanych przez co poniektórych za niższe potrzeby, zwierzęce itd.) ale także psychicznych.
Skoro nie chce o tym rozmawiać i na siłę unika tematu, to go nie męcz. Próbuj go podniecić, DELIKATNIE, żeby to wyglądało na zabawę, flirtuj, ale to on ma zrobić pierwszy krok. Puszczaj zalotne spojrzenia, bądź kokietką - ale nie narzucaj się. Niech teraz on pogoni trochę króliczka
Jakie widzisz zaradzenie jeśli jedna strona ma większe potrzeby? Chcący trochę ograniczy swoje potrzeby, a ten nie chcący przymusi się dwa razy w tygodniu?
To, że seks jest ważną rzeczą w związku nie jest uogólnieniem a psychologicznie udowodnionym faktem, służy przede wszystkim budowaniu bliskości, więc nie zaspokaja tylko tych fizycznych potrzeb (uważanych przez co poniektórych za niższe potrzeby, zwierzęce itd.) ale także psychicznych.
Idac Twoim tokiem rozumowania... w zwiazku oboje partnerzy powinni miec takie same potrzeby.
Np: facet chce 3 razy na dzien, to jedynie zycie moze sobie ulozyc z kobieta, ktora tez tyle chce.
A kto tak ma?
Pozatym checi sa raz wieksze, raz mniejsze i co?
Odrazu rozwod, szukac innej, co 3 razy na dzien chce,
a jak po roku bedzie miala zastoj checi, to kopa w dupe i nastepna... itd.
Ilez tak mozna, przecierz to bez sesu, zastanow sie sama.
Sex to zadna nizsza potrzeba, tylko silny instynkt samozachowawczy,
potrzeba tak samo ludzka jak i zwierzeca .
Chociaz co do bliskosci... to zalezy od sexu.
Trudno powiedziec, ze wyskok do prostytutki po SEX sluzy budowaniu bliskosci ![]()
Bliskość odnosiła się do seksu w związku
W wypadku prostytutki, ona zarabia on zaspokaja popęd, nie wiem czego tu się doszukiwać.
Takich samych potrzeb mieć nie muszą ale im bardziej zbliżone będą tym mniej będzie problemów w tym temacie.
Ja nie mówię, że jak nie chce 3 razy dziennie to kopa w dupę i następna, to nadinterpretacja moich słów, najpierw problemy się próbuje rozwiązać na wszelkie możliwe dostępne nam sposoby, potem możemy podejmować jakieś radykalne kroki.
Ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie, jak widzisz rozwiązanie tej sytuacji, bo pisałaś o zaradzeniu, przy chęci wykazywanej z obu stron ?
Dopóki z niego rozmową nie wydusi, dlaczego nie ma ochoty na seks, to będziemy krążyć w okół rozwiązania, i jedyne skuteczne jakie będziemy mogli podać, to właśnie ta zmiana na chętniejszy do igraszek model.
Szybko zmieniasz zdanie.
Twoje stanowisko w tej sprawie jest bardzo nie dojrzale.
Malzenstwo to powazna sprawa, piszesz o tym jak o nic nie znaczacym flircie.
Od pol roku facet ma jakies zaburzenie, autorka musi mu i sobie pomoc.
Szukac rozwiazania, rozmawiac, probowac...
moze to przejscowy okres, takie przygasniecie ognia po trzech latach malzenstwa.
Rzucic meza i poszukac sobie ,,chetniejszy do igraszek model" ?
A co z uczuciami do meza, ich malzenstwem, planami na przyszlosc?
Mam napisac co ma zrobic?
Nie znam jej meza, ja bym probowala go uwiesc, a gdyby nie pomoglo to wzbudzila bym w nim odrobine zazdrosci... moze by sie otrzasna.
Mam jeszcze pare innych pomyslow, nie bede sie rozpisywac, bo nie wiem ile masz lat, ogolnie chodzi o to, ze kobieta tez potrafi zajac sie soba i chyba facet byl by ze stali gdyby go to nie ruszylo...
ale kazdy zwiazek jest inny i nie kazdy ma odwage na pewne kroki.
Wyrywasz moje zdanie z kontekstu. Zdania wcale nie zmieniam. A autorytet wieku tu nic nie wnosi.
Więc po kolei:
- Seks w związku, jest rzeczą istotną, daje poczucie niesamowitej bliskości, jest sposobem na wyrażenie uczuć
- Jestem zwolenniczką szukania rozwiązań, ale nie trwania za wszelką cenę, jeśli nie widzę chociaż nikłej nadziei na zmianę. Zawsze przed podjęciem jakiś radykalnych kroków należy wyczerpać wszelkie możliwe drogi naprawy sytuacji, od szczerych, rozmów, poprzez uwodzenie, po pomoc wszelkiej maści specjalistów, jeśli pomimo tego nic nie pomaga to ja innej drogi niż zakończenie związku.
Pomysły jakie masz mi nie są potrzebne do szczęścia ale być może przydadzą się autorce wątku
Tylko mam jeszcze wątpliwości co do rozwiązań typu uwieść, zachęcić, one faktycznie mogą przynieść skutek w "leczeniu" objawów, ale nie mówią nam za wiele o przyczynach obecnego stanu rzeczy.