Kochane dziewczyny. Chciałabym się was poradzić, choć nie wiem, czy jest na to rada. Mój mąż jest po rozwodzie. Z tamtego małżeństwa ma syna - 6-letniego. My jesteśmy po ślubie dwa lata, mamy własną, półroczną pociechę i jest nam ze sobą naprawdę wspaniale. Jest tylko jedna sprawa. Była małżonka bardzo utrudnia mu kontakty z małym. Mamy już serdecznie tego dość. Najpierw wmawiała małemu, że stanie mu się u nas coś złego albo, że go gdzieś wywieziemy i nie wróci. Potem znów jakieś chore historie. Doszło do tego, że mały przychodził coraz rzadziej a teraz nie było go od kilku miesięcy. Czasem uda się mężowi porozmawiać z nim przez tel. kiedy jest u cioci lub babci. Wówczas mały żali się, że tęskni i chce przyjść ale mama nie pozwala bo to czy tamto. Przy ostatniej wizycie mały był bardzo niegrzeczny. Jak każde dziecko czasem. I jak każde dziecko dostał reprymendę za swoje zachowanie. Właściwie to mąż go trochę ochrzanił, ja wtrąciłam zaledwie dwa zdania ale super mamusia znalazła nowy pretekst. Że to niby ja się wtrącam do wychowania i że mały nie może przychodzić. I tak nie ma go jak wspomniałam już dość długo. Mąż kiedy dzwoni, to była mówi mu ze się nie zgadza choć mały w tle płacze, że chce iść. A ostatnio zaczęła proponować, żeby przychodził do małego do niej do domu...hm.... Wciąga małego w te wszystkie problemy, dyskutuje, opowiada mu bzdury. Mały jest już bardzo zdezorientowany tym wszystkim. Ma w głowie mętlik. Myślę, że opowiada mu również głupoty na mój temat, bo malutki chętnie się ze mną bawił, wygłupiał a ostatnio to tak jakoś patrzy na mnie z byka i niby jest wszystko ok ale widzę jak mnie obserwuje kiedy myśli, że ja nie patrzę. Szkoda mi dziecka, bo niczemu nie jest winne a ta urządza sobie gierki jego osobą. Mąż próbował na różne sposoby ale widzę, że ostatnio coraz rzadziej tam dzwoni i jakby dał sobie spokój. Kiedy go o to zapytałam powiedział, że ma juz dość szarpania się. Chce żebyśmy spokojnie żyli. Że i tak nic nie może zrobić. Owszem, mógłby pójść w dzień wyznaczony przez sąd z policją. Ale nie chcemy małemu fundować takich rewelacji. Tyle już przeszedł. Nie chcę opisywać całości ale przy rozwodzie szarpała tym dzieckiem i tyle cudowała, że przez ponad pół roku musieliśmy małego doprowadzać do porządku, że tak powiem i tłumaczyć, że nic mu nie grozi, i że tata wciąż go kocha. Od pół roku też jestem mamą. I nie mogę tego pojąć, jak można tak krzywdzić dziecko. Ja bym swojemu serce oddała. Nie wiem..... Czy ona go nie kocha? Tak czy inaczej, błagam, poradzcie. Może jest tu na forum jakiś prawnik? Co mozna zrobić??? Czy coś można??? co z tego, że sąd wyznaczył dni, kiedy ona bimba sobie na wyrok sądu. Uznała, że dziecko to jej własność. A na forum wspaniale gra czułą mamę, która została porzucona i wmawia wszystkim, że ojciec się dzieckiem nie interesuje. Dziecko się chyba boi już jej przeciwstawić, bo cokolwiek by się nie działo on zawsze mówi, że mamy trzeba zapytać czy pozwoli......nie wiem już co robić....
Podobne tematy
2 2013-05-16 11:15:51 Ostatnio edytowany przez HrabiniaDePompadur (2013-05-16 11:19:35)
Rozumiem wyeksploatowanie Twojego męża, ale nie jestem w stanie pojąć, jak mógłby żyć spokojnie, tak naprawdę bez dziecka. Cieszyć się idyllicznym życiem rodzinnym, podczas gdy jego syn byłby marionetką w rękach bezkręgowca moralnego... Jakby w tym wszystkim odnalazł się ten dzieciak, bez wsparcia taty, ale za to z matką i jej problemami na barkach? Twój mąż musi walczyć o syna, i nie ma czegoś takiego jak "mam dość szarpania się, odpuszczam". Idźcie do MOPR-u i złóżcie zawiadomienie o nadużyciach byłej żony. Zajdźcie do kuratorium i zasięgnijcie porady, jak się w tej sytuacji zachować. A może faktycznie trzeba wezwać policję i dać byłej żonie do zrozumienia, że to nie przelewki, i będziecie walczyć ?
Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź. To nie tak, że mąż zrezygnował z syna. Myślę, że to poprostu chwilowe załamanie, bezradność. Wiem, że bardzo kocha małego i mocno to przeżywa. Ostatnio to nawet boję się ruszać ten temat, bo widzę, że przestał chcieć rozmawiać o tym. Ale myśli o tym. Ja zupełnie nie wiem jak mu pomóc dlatego tu poprosiłam o radę. Nigdy nie miałam do czynienia z taką sprawą. Co moglibyśmy osiągnąć idąc do tego kuratorium? Powiedz mi proszę. A jeśli chodzi o wezwanie policji to mąż to rozważał ale tak jak powiedziałam to byłaby kolejna trudna sytuacja dla małego. Kolejna wojna mamy i taty. A co do walki z nią... Każda jak dotąd podjęta walka kończy się jej satysfakcją. Ma radochę z tego, że robi nam po złości. Że może być górą. Ona wie, że mąż nie ruszy na nią z widłami że tak to ujmę, bo boi się narazić synka na chore sytuacje i wykorzystuje to. Mam wrażenie, że im bardziej pokazujemy jej, że nam na małym zależy, tym bardziej robi po złości ciesząc się, że nam pokazała kto tu rządzi. Wciąż nie może pogodzić się z tym, że on ją zostawił a już najbardziej boli ją nasze szczęście, bo ona wciąż jest sama. Może gdyby kogoś miała byłoby inaczej. Jest jak jest. Tylko dlaczego ma cierpieć dziecko przez jej chorą, urażoną ambicję. Powiedz proszę, co daje takie zgłoszenie w MOPS? Jakie są tego następstwa? Co możemy zyskać? Dziękuję z góry ogromnie.
4 2013-05-16 12:54:54 Ostatnio edytowany przez HrabiniaDePompadur (2013-05-16 13:47:05)
MOPS był kiedyś. Teraz jest MOPR, czyli Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie.
Na wasze zgłoszenie pracownik socjalny przejdzie się do byłej żony i małego, zobaczy jakie są jego warunki socjalno-bytowe, porozmawia z chłopcem, i z tej rozmowy wyciągnie, czy jest traktowany dobrze czy nie. Porozmawia też z byłą żoną, aby poznać jej stanowisko w tej sprawie. Zrobi wywiad środowiskowy po sąsiadach, i sporządzi notatkę. Umówcie się z kuratorem sądowym, powiedzcie, że była żona nie stosuje się do postanowień sądu, i nie wiecie jak postępować. Kurator podpowie wam, co poczynić dalej.
Wiesz, to wszystko jednak nie jest takie proste. gdy toczyła się sprawa rozwodowa mąż o wszystkim poinformował sąd, opowiedział różne sytuacje, włącznie z tym, że synek głośno deklarował, że chce być z tatą a nie z mamą. I jakoś nikt się tym zbytnio nie przejął. Odrzucono nawet wniosek męża o badania w rodzinnym ośrodku. I co? Kurator też był u nich ale zrobiła na nim dobre wrażenie i była bardzo chętna do współpracy
. Jest wspaniałą aktorką. Powiem szczerze, że mąż dał mi do przeczytania pismo jakie wystosowała wówczas do sądu. Gdybym nie znała całej sytuacji to wierzcie mi, stałabym po jej stronie. Czytając to pismo można się wręcz popłakać nad jej losem. Więc co zmieni kolejna wizyta jakiegoś człowieka??? Znów odegra rolę cudownej matki jakże troszczącej się o dziecko. Słowo przeciw słowu. A ja? Mnie jest zwyczajnie wstyd się w to mieszać. Zobacz jaka to banalna sytuacja: obecna żona mówi be o poprzedniczce. Toż to naprawdę żałosne. I właśnie dlatego jesteśmy tacy bezradni. Bo ona i tak obróci kota ogonem a z małym robi co chce. A gdyby ktoś chciał z dzieckiem porozmawiać to nie wiem, czy coś z niego by wyciągnął. przeszkolony jest, że o mamusi musi mówić, że jest lepsza od taty, bo inaczej go wezmą do domu dziecka. Tak nam powiedział przy którejś wizycie i on teraz się boi tego domu dziecka. Także mamusia czasu nie marnuje. Czy wciąż myślisz, że mamy szansę coś zmienić?....
Moniko, ja bym zrobiła tak. W dniu wyznaczonym przez sąd, pojechałabym z mężem po chłopca. Jeśli matka stawiałaby opór, zadzwoniłabym po policję. Aktorka chce przedstawienia? To będzie je miała. Wpis o interwencji będzie w papierach, więc dowód numer 1.
Gdy już mały byłby w domu, włączyłabym dyktafon, i na spokojnie wraz z partnerem porozmawiała z dzieckiem. Rozmowę trzeba przeprowadzić o tyle umiejętnie, aby wyznał jeszcze raz swoje obawy. Wówczas macie dowód numer 2. Musicie być zawsze o krok przed nią, wtedy będziecie zwycięzcami. No i masz rację, takie słowo przeciwko słowu, to trochę jak walka gumowymi mieczami, ale jeżeli będziecie mieli namacalne argumenty, to skończy się ta cała szopka.
Zastanawiam się, co tą kobietą kieruje... Żal o rozstanie ? Czy boi się, że jej odbierzecie małego, i już totalnie zostanie z niczym? Nie wiem, co może człowieka posunąć do takiego wyrafinowania...
Nie pytajcie się co nią kieruje, bo na to pytanie jest bardzo ciężko odpowiedzieć.
Miałam kiedyś prawie że identyczną sytuację w rodzinie.
Więc Moniko namawiaj męża do walki o dziecko, bo ono tylko u ojca będzie miało normalny dom i bezpieczny. Była żona odgrywa rolę cudownej matki, ale znajdą się ludzie, którzy się na niej poznają. A czy macie dowody, że żona zabrania widywania się z dzieckiem?
Wytłumacz mężowi, że dziecko będzie tylko przez chwilę cierpiało, ale potem będzie miało porządny dom. Warto wiec troszkę po cierpieć. Naprawdę musisz go do walki namawiać, bo podejrzewam, że ona nie traktuje dobrze tego dziecka (naprawdę wiem co piszę), tylko traktuje go jak kartę przetargową.
Dziękuję Wam kochane za Wasze słowa. Już samo to, że mogę z kimś postronnym o tym porozmawiać to dużo. Hrabinia bardzo mi dałaś do myślenia swoimi radami. Aż się teraz dziwię, że sama na to nie wpadłam, żeby nagrywać te opowieści małego. Człowiek mądry już po czasie. A co do zgłoszeń to masz rację. Może niewiele to zmieni na już ale nie pomyślałam, że faktycznie, zawsze w papierach już te interwencje pozostaną. Muszę teraz przekonać męża, żeby nie bał się podjąć takich działań. Boże, co za chora sytuacja. Jakby nie mogło być normalnie.
Myszeczka - nie wiem jak ona traktuje małego kiedy są razem w domu. Nigdy nie będę tak do końca wiedzieć, bo z nimi nie mieszkam więc nie mogę jej też oczerniać. Chyba jakieś straszne rzeczy się tam nie dzieją. Wiem tylko, że krzywdzi go mieszaniem mu w głowie i separowaniem od ojca. Przecież to wszystko się na maluchu i tak odbije, takie rzeczy nie pozostają bez echa... Jedyna sprawa gdzie o tatusiu pamięta to kasa. Znów chce podnieść i tak nie małe alimenty. Swoją drogą to chore, że do płacenia ojca wzywają, ale żeby pozwolić mu na kontakty z dzieckiem to już błahostka. Co za świat.
Witaj monika.
Mam pytanie: czy to Ty byłaś powodem ich rozwodu?
Pozdrawiam.
Żyworódko - to zależy z czyjego punktu widzenia. Gdy poznałam mojego męża ich małżeństwo właśnie się kończyło zatem nie moje to dzieło. Niemniej jednak odkąd ona dowiedziała się o mnie jest całkowicie przekonana że gdyby nie ja, on nadal byłby z nią i że to moja wina. Jest to bzdura ale tak, z jej punktu widzenia to ja zabrałam jej męża.
11 2013-05-17 15:16:13 Ostatnio edytowany przez HrabiniaDePompadur (2013-05-17 15:18:41)
Moniko, uświadom mężowi, że przemoc psychiczna jest o wiele gorsza niż fizyczna, bo siniaki znikają błyskawicznie w porównaniu do ran na psychice, więc musicie działać pędzikiem. Mały i tak już ma zwichrowaną psychikę, i będzie was czekał ogrom pracy... Ja trzymam kciuki.
Hrabinio kochana.
Przez cały weekend myślałam o tym co mi tu napisałaś. Przede wszystkim to bardzo Ci dziękuję za to, że jesteś. Bo jak sama widzisz prawie nikogo nie zainteresował temat o którym tu piszę. Liczyłam na to bardzo, że może ktoś był w podobnej sytuacji, może ktoś pomoże. To nie jest dla mnie łatwa sytuacja. Bądz co bądz ona jest matką a ja tylko drugą żoną. Często ta druga postrzegana jest jako ktoś, kto chce dokopać tej pierwszej. I niestety była męża nie patrzy zupełnie na to, co wyprawia z dzieckiem ale widzi we mnie kogoś z kim trzeba walczyć. A ja tak naprawdę nie chcę z nią walczyć ani wogóle mieć z nią doczynienia. Niestety z racji tego co się dzieje nie ma takiej możliwości aby nie była obecna w naszym życiu. Nigdy nie myślałam Hrabinio o tym, aby odbierać jej dziecko, aby o to walczyć... Nie wiem, ale tym co napisałaś sprawiłaś, że myślę o tym, jak będzie wyglądało życie małego jeśli wychowa się przy niej. Masz rację. Patrząc na to jak pogrywa dzieckiem i nie liczy się z jego uczuciami dochodzę do wniosku, że faktycznie nie jest kimś kto powinien sprawować opiekę. Ale nawet jeśli tak jest, nawet jeśli przekonałabym męża aby walczył o małego....cóż z tego. Skoro w praktyce nawet normalnych widzeń nie możemy sobie wywalczyć. I czy dla małego nie byłoby to zbyt trudne? Bądź co bądź to jest jego mama. Mieszka z nią już długi czas i przywykł do takiej sytuacji. Cholera już nic nie wiem. Ale zrobienie czegokolwiek jest trudne, bo ona jest bardzo cwana jak już pisałam. Nie wiem jakie trzeba by mieć dowody. I skąd je wziąść?.......
13 2013-05-20 10:00:46 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-05-20 10:02:28)
Żyworódko - to zależy z czyjego punktu widzenia. Gdy poznałam mojego męża ich małżeństwo właśnie się kończyło zatem nie moje to dzieło. Niemniej jednak odkąd ona dowiedziała się o mnie jest całkowicie przekonana że gdyby nie ja, on nadal byłby z nią i że to moja wina. Jest to bzdura ale tak, z jej punktu widzenia to ja zabrałam jej męża.
Co to znaczy że się właśnie kończyło? Jeśli sprawa była już w sądzie, a między Wami coś się zaczynało, to ok., dla mnie jest to zrozumiałe ale jeśli facet spotykał się z Tobą ZANIM sprawa trafiła do sądu to w umyśle jego byłej żony jesteś i będziesz kochanką, która rozwaliła jej małżeństwo. Niestety.
Podział na życie PRZED i PO rozprawie może wydawać się śmieszny, ale z punktu widzenia tamtej kobiety jest całkiem logiczny - sprawa w sądzie to taki Rubikon...
Batszeba - kiedy poznałam mojego męża był już po pierwszej rozprawie rozwodowej i w trakcie oczekiwania na drugą. Nie wiem czy to Cię uspokaja czy też nie ale szkoda, że moja moralność lub też jej brak przysłoniły Ci główny problem tego wątku, który dla mnie jednak jest bardzo istotny. A gdyby sytuacja była inna? Gdybym spotykała się z moim mężem na długo przed jego rozwodem i gdybym była jak piszesz tą która rozwaliła ich małżeństwo? To usprawiedliwia Twoim zdaniem to co ona jako matka robi z dzieckiem? Sprawa dotyczy 6- letniego dziecka, które kocha i potrzebuje ojca, bez względu na to co myśli o mnie jego mama. Jaki to ma wogóle związek? Niech tam ona sobie myśli o mnie jak najgorzej, tylko dlaczego ma cierpieć ich syn. Nawet słowem nie zagadnęłaś na jego temat. A przecież o niego tu chodzi, nie o mnie. Ja sobie poradzę, on nie.
15 2013-05-20 11:06:29 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-05-20 11:09:08)
Batszeba - kiedy poznałam mojego męża był już po pierwszej rozprawie rozwodowej i w trakcie oczekiwania na drugą. Nie wiem czy to Cię uspokaja czy też nie ale szkoda, że moja moralność lub też jej brak przysłoniły Ci główny problem tego wątku, który dla mnie jednak jest bardzo istotny. A gdyby sytuacja była inna? Gdybym spotykała się z moim mężem na długo przed jego rozwodem i gdybym była jak piszesz tą która rozwaliła ich małżeństwo? To usprawiedliwia Twoim zdaniem to co ona jako matka robi z dzieckiem? Sprawa dotyczy 6- letniego dziecka, które kocha i potrzebuje ojca, bez względu na to co myśli o mnie jego mama. Jaki to ma wogóle związek? Niech tam ona sobie myśli o mnie jak najgorzej, tylko dlaczego ma cierpieć ich syn. Nawet słowem nie zagadnęłaś na jego temat. A przecież o niego tu chodzi, nie o mnie. Ja sobie poradzę, on nie.
Wyluzuj, nie wiem skąd ta ekscytacja.
Zabawne, nie zaatakowałam Cię, zapytałam zupełnie spokojnie, niejako rozwijając pytanie żyworódki. KWestia okoliczności, w jakich się Twój mąż z żoną rozstawał jest bardzo istotna - ponieważ rzutuje na jego relacje z dzieckiem, niestety.
Mnie kompletnie nie interesuje Twoja moralność - po prostu, jeśli Wasza ex ubzdurała sobie, że jesteś winna jej rozstania z mężem, to nic na to nie poradzisz, bo to tkwi w jej głowie i zapewne dlatego odgrywa się w taki sposób na Tobie i Twoim mężu. Skoro zaczęłaś się spotykać z tym facetem gdy rozwód był w toku, to przynajmniej jeden argument przeciwko Tobie, który była może wyciągać, odpada (czyli: nie chcę, aby ta ***, która rozwaliła mi małżeństwo, stykała się z moim dzieckiem).
Batszebo i ja Cię nie atakuję. Przepraszam jeśli zabrzmiałam zbyt nerwowo. To dlatego, że cała ta sytuacja jest totalnie beznadziejna. A i moja w niej rola jeszcze gorsza. Wiesz, to i tak nie ma znaczenia dla całej tej historii, że poznałam męża już w trakcie trwania rozwodu. Ona i tak ma mnie za tą*** jak napisałaś która rozbiła jej małżeństwo. Dokładnie tak myśli. Ja już przestałam się nią przejmować i tłumaczyć się też nie zamierzam. Tylko dziecka mi żal. Widzę jaki ten mały jest rozbity, jak to się wszystko na nim odbija. Ona mu cały czas tłumaczy, że ja mu zabrałam tatusia. My jesteśmy dorośli, damy radę, ale pomyśl co dzieje się w głowie takiego malucha. Co on musi przeżywać. A jej "chronienie" syna przede mną ma jakiś dziwny wymiar. Bo jak miała okazję wyjechać na koncert ze znajomymi to ni z gruszki ni z pietruszki zadzwoniła, że to niby mały tak tęskni i chce do taty. I wówczas nie przeszkadzało jej, że zostawia go na 3 dni właściwie pod moją opieką, bo mąż pracuje do godz. 17.00. nawet przez ten czas nie zadzwoniła do dziecka. Ale już tydzień później nie mógł do nas przyjść, bo to dla niego trauma. Sama więc widzisz, że nie chodzi o to, w jakiej atmosferze rozstał się z nią mąż, ale o to, że ona z całym szacunkiem nie nadaje się na matkę.
Batszebo i ja Cię nie atakuję. Przepraszam jeśli zabrzmiałam zbyt nerwowo. To dlatego, że cała ta sytuacja jest totalnie beznadziejna. A i moja w niej rola jeszcze gorsza. Wiesz, to i tak nie ma znaczenia dla całej tej historii, że poznałam męża już w trakcie trwania rozwodu. Ona i tak ma mnie za tą*** jak napisałaś która rozbiła jej małżeństwo. Dokładnie tak myśli. Ja już przestałam się nią przejmować i tłumaczyć się też nie zamierzam. Tylko dziecka mi żal. Widzę jaki ten mały jest rozbity, jak to się wszystko na nim odbija. Ona mu cały czas tłumaczy, że ja mu zabrałam tatusia. My jesteśmy dorośli, damy radę, ale pomyśl co dzieje się w głowie takiego malucha. Co on musi przeżywać. A jej "chronienie" syna przede mną ma jakiś dziwny wymiar. Bo jak miała okazję wyjechać na koncert ze znajomymi to ni z gruszki ni z pietruszki zadzwoniła, że to niby mały tak tęskni i chce do taty. I wówczas nie przeszkadzało jej, że zostawia go na 3 dni właściwie pod moją opieką, bo mąż pracuje do godz. 17.00. nawet przez ten czas nie zadzwoniła do dziecka. Ale już tydzień później nie mógł do nas przyjść, bo to dla niego trauma. Sama więc widzisz, że nie chodzi o to, w jakiej atmosferze rozstał się z nią mąż, ale o to, że ona z całym szacunkiem nie nadaje się na matkę.
Sądzę, że ma przypływy uczuć macierzyńskich, gdy jej wygodnie. Gdy niewygodnie - nie widzi problemu żeby podrzucać dziecko tej jędzy czyli Tobie ![]()
Próbowaliście rozmwiać z psychologiem dziecięcym? Poradził Wam coś?
Nie rozmawialiśmy z psychologiem. Ale już jakiś czas temu proponowałam mężowi, aby zabrał małego do dobrego psychologa, który by w mądry i delikatny sposób porozmawiał z maluchem o tym, co się w jego życiu dzieje. Być może w takiej rozmowie mały opowiedziałby o tym, co mama mu opowiada i co się dzieje u nich w domu. Mąż miał jednak opory i w sumie temat ten ucichł. Ja nadal uważam, że taka opinia psychologa byłaby mocnym dowodem na to, że nie jest ok. Ale pewne kroki musiałby poczynić mój mąż, nie ja. Ja za niego tego nie zrobię. A naciskać też nie chcę, żeby nie wyszło, że przedobrzę. Kurczę przyznam się, że mąż jakoś nie bardzo sobie radzi z całą tą sytuacją. Ja już dawno na jego miejscu zrobiłabym porządek. Ale on ma taki charakter a ja inny. Jednak pomimo, że to on spędził z nią kilka lat, to ja potrafię rozgryźć jej postępowanie a on nadal nie koniecznie. Kiedyś, kiedy bardzo nie chciała nam dac małego na weekend powiedziałam mu, żeby w kolejny weekend napisał jej sms, że w tym tyg. mu nie pasuje bo mamy plany i wolałby małego nie brać. I tak jak przewidywałam, odrazu był telefon, że absolutnie musi go wziąść, bo to sąd wyznaczył, bo mały nagle bardzo chce, bo jaki z niego ojciec itp.itd. Generalnie mus był wziąść
. Mnie to wystarczyło w zupełności aby wiedzieć, jaka z niej mama i do czego jej to dziecko służy. Zresztą co to za matka, która brzydzi się zjeść po dziecku, czy wykąpać w wodzie po nim. Kiedyś dojadłam po małym ciastko kiedy był u nas i on był bardzo zdziwiony, bo mama po nim nie je. Wówczas mąż powiedział mi, że ona się brzydziła. Co prawda jestem mamą od kilku miesięcy ale uwierzcie mi - nie mieści się to w mojej głowie. Ja swojego skarba mogę wycałować w brudną pupę i nie przeszkadza mi to..... ale może jestem nienormalna jakaś, nie wiem. Batszebo pozdrawiam. A do rozmowy z mężem na temat psychologa chyba jednak powrócę.
Moniko, zastanawia mnie jedna rzecz, a mianowicie to, że to Ty bardziej jesteś zainteresowana "załatwieniem" tej sprawy niż Twój mąż, a przecież to do niego należy inicjatywa w tej sprawie. Pytanie, dlaczego... Czy jest mu tak wygodniej? Nie chce? Boi się? A jeśli tak, to czego się boi?
Co do rozmowy z psychologiem, to uważam, ze powinniście pójść tam obydwoje i może Twój mąż powinien usłyszeć dokładnie to, co napisałaś w powyższym poście - plus komentarz psychologa.
Batszebo dokładnie tak to wygląda jak napisałaś przed chwilą. Ja tez mam wrażenie czasem, że mnie bardziej na tym zależy.... I głupio mi dlatego później zaczepiać męża o to, naciskać, bo dokładnie tak to wygląda, jakbym wręcz męczyła go o to i wsadzała trochę nosa w ich sprawy. A przynajmniej tak się czuję. Dlatego chodzę koło tego tematu jak koło jajka. Ostatnio to mam wrażenie, że zrobił się z tego w naszym domu jakiś temat tabu. Wiem o tym napewno, że on kocha małego bardzo, że brakuje mu go ale dlaczego przestał walczyć?.... Nie wiem. Kurczę po prostu nie wiem. Ja o swoje dziecko walczyłabym łapami i pazurami gdyby ktoś mnie od niego separował. Wiem jedno. Dobrze zrobiłam, że tu napisałam. Dajecie mi tu wiele mądrych rad ale przedewszystkim znów dzięki Wam załączył mi się pałer żeby nie zostawiać tak tego jak jest. Bo widzę, że nie tylko ja mam na ten temat takie zdanie. Że ktoś inny też tak myśli, to może jednak mam rację. Może to i nie jest moja sprawa ale ktoś musi stanąć za tym dzieckiem. I bardzo bym chciała aby to był mój mąż. Tym bardziej, że jest super kochanym tatą i małego wiele omija.
Monika, pytałam, bo chciałam wiedzieć, czy zachowanie byłej żony Twojego męża mogło być wynikiem tego, że byłaś przyczyną rozpadu ich małżeństwa. Ale wyjaśniłaś już to w rozmowie z batszebą.
Oczywiście, że nawet gdyby tak było, to dla dobra dziecka nie powinna w tak perfidny sposób ograniczać jego widzeń/kontaktów z ojcem. Ale bardziej zrozumiały byłby dla mnie motyw jej postępowania. Bo: rzuciłeś mnie dla innej, nie myślałeś wtedy o dziecku, a teraz udajesz dobrego tatusia, nie chcę aby obca kobieta miała swój udział w wychowaniu synka.
Czyli wyładowywanie gniewu, frustracji, żalu, porzucenia itp.
Sposób w jaki ta matka szafuje uczuciami synka, jest nie do przyjęcia.
Powyższe wymienione uczucia targają nią chociaż rozpad małżeństwa nastąpił pomimo braku Ciebie w tamtym momencie.
Jest wściekła, że jej były mąż ułożył sobie życie z inną kobietą.
Wiesz, po tym co opisujesz, z kolejnych Twoich postów jawisz mi się jako kobieta ciepła, pełna uczuć nie tylko dla swojego dziecka, ale również dla dziecka męża. To bardzo dobrze o Tobie świadczy, bo nie robisz różnicy w traktowaniu Waszego dziecka i jego. Jest Ci bliskie, poprzez związek z jego ojcem.
Chłopak ma fajną...macochę. ![]()
Wybacz, ale nie znam innego określenia.
Fakt, ciężka jeszcze droga przed Tobą o stworzenie normalnych stosunków z byłą żoną, skoro ona nie chce/nie zależy jej na kontaktach synka z ojcem.
Bo jak piszesz, to chciałabyś uniknąć rozgłosu, ingerencji władz - tu Cię popieram, bo to ostateczność.
Tak, zasięgnij rady psychologa, a mąż powinien zrozumieć, że to konieczność w rozwiązaniu tego problemu.
Pozdrawiam cię serdecznie. ![]()
Moniczko, a ja mam pytanie: jak ona traktowała kiedyś Twojego męża? Jaką była żoną? I jak wtedy wyglądały jej kontakty z dzieckiem?
To są ważne pytania, więc prosze postaraj się na nie odpowiedzieć.
Żyworódko - dziękuję Ci bardzo za Twoje słowa. Staram się traktować małego jak najlepiej, bo patrzę na niego przez pryzmat swojego dziecka. Zawsze myślę na zasadzie : a gdyby moje dziecko było w takiej sytuacji. Fakt, że jestem świeżo upieczoną mamą, bo maluszek ma dopiero 9 m-cy i całkowicie mi rozum odebrało na jego punkcie
, ale przecież każda mama powinna dla swojego dziecka chcieć jak najlepiej. Okazuje się jednak, że nie każda... Mały jest w tym wszystkim najbardziej pokrzywdzony, bo od niego tu nic nie zależy. To dorośli skomplikowali mu życie a teraz jeszcze osoba najbliższa - mama - która powinna być dla niego oparciem, robi mu w głowie takie coś. Szkoda słów. Wiesz, w tym wszystkim zastanawia mnie jedna rzecz, to że w naszym kraju matka może być najgorsza, może dziecku robić krzywdę ale żeby ktoś zechciał się tym zainteresować to musi się stać prawdziwa, fizyczna tragedia. Że nie ma metody na taką cwaniarę, bo nikomu się nie chce tyłka ruszyć. Bo jak inaczej wytłumaczyć odrzucenie wniosku mojego męża o badanie chłopca w rodzinnym ośrodku. Bo Pani sędzia nie widziała potrzeby.
Myszeczka.
Na wszystkie pytania, które mi zadałaś powinien raczej odpowiedzieć mój mąż. Nie wiem, czy mnie wypada, bo to nie ja z nią żyłam. Ale jak się domyślasz mąż opowiadał mi o swoim małżeństwie, o tym dlaczego chciał rozwodu. Powiem Ci, że kiedy poznałam mojego męża, to pomimo, że był już w trakcie rozwodu wciąż stawał na baczność kiedy do niego dzwoniła. Musiałam się porządnie wkurzyć aby zaczął wreszcie uwalniać się od myśli, że ona nadal nim rządzi i wyznacza zadania. Przez całe małżeństwo ona tylko rozkazywała a on latał i robił. Dla przykładu : "dziś posprzątaj dom, umyj kafelki w łazience, rozwieś pranie, połóż dziecko a ja jadę do miasta." Pamiętam mój pierwszy wyjazd z mężem. Cały czas pytał mnie czy podoba mi się miejsce, otoczenie, czy dobrze wybrał. Aż wreszcie mnie zdenerwował tym upewnianiem się co godzinę i zapytałam o co mu chodzi, przecież jest super, wszystko mi się podoba, a najważniejsze, że jesteśmy razem, to nie mógł tego pojąć. Tego, że jestem ze wszystkiego zadowolona. Bo ona nigdy nie była. Gdziekolwiek by nie jechali zawsze było żle. Bo czemu tu a nie tam, a jak tam to czemu nie tu....Chore. Podobno w domu nic nie robiła, on sprzątał, prał a ona i tak zarzucała, że nie jest zrobione tak jak trzeba. Super nie? I wierzę, że tak było bo kiedy zamieszkaliśmy razem to zawsze kiedy brałam się za sprzątanie czy cokolwiek innego on się zrywał i zabierał mi z rąk robotę w takim pośpiechu, jakby nie wiem co się stało. Długo trwało zanim go nauczyłam, że nie jest w domu niewolnikiem i że ja też coś robię. Że robimy razem. Że każdy ma obowiązki, nie tylko on. Teraz jest już dobrze, kiedy za coś się biorę to nie zrywa się w popłochu tylko pyta, czy trzeba mi pomóc. Do dziś, choć minęło tyle czasu nie może się przyzwyczaić, że codziennie ma podany obiad. Cieszy się tym jak dziecko, aż mnie czasem rozbawia.
A co do traktowania ich synka. On małego woził do przedszkola, odbierał, potem zajmował się nim, wieczorem kąpał i kładł spać. Co robiła ona? Spała, oglądała seriale, jezdziła do miasta pochodzić po sklepach. A jeśli chodzi o miłość do synka dam Ci tylko jeden przykład, bo myślę, że wystarczy. Kiedy mały miał dwa latka dostał nagle w środku nocy gorączki, prawie 40 stopni. Tracił przytomność. Mąż kiedy wpadł w panikę usłyszał tylko od szanownej mamy : to jedz z nim do lekarza. I mama wróciła do łóżka aby kontynuować spanie. Mąż ubrał małego, wsadził w samochód i popędził na pogotowie. Po drodze dostał tylko jednego sms a od żony, cztery słowa: "PO DRODZE KUP FAJKI". Koniec cytatu......Dziecko półprzytomne w foteliku a on ma iść po fajki....Widziałam tego smsa na własne oczy, bo jeszcze kedy się poznaliśmy mąż miał go w telefonie. Kiedy zapytałam dlaczego, powiedział, że trzyma go, bo za każdym razem kiedy nachodzą go wyrzuty sumienia, że może źle o niej myśli, że może ona nie jest taka zła, to czyta sobie tego smsa... Czy którakolwiek matka położyłaby się spokojnie spać? Czy w głowie byłoby jej to, że nie ma fajek na rano? Dziewczyny, chciałabym wiedzieć, co Wy myślicie o takiej sytuacji?... Jak Wy to widzicie?....Bo ja myślę o niej jak najgorzej i nie potrafię inaczej. Przykro mi...
Mam nadzieję Myszeczko, że odpowiedziałam Ci na pytania wystarczająco. Napisz proszę co myślisz a przede wszystkim proszę Cię powiedz mi, dlaczego zadałas mi takie pytania. Pozdrawiam.
Sądzę, że ex jest klasycznym przykładem manipulantki wykorzystującej innych ludzi (męża, dziecko, założę się ze także inne osoby z otoczenia) do swoich celów.
Twój mąż doskonale zdaje sobie z tego sprawę, pytanie tylko dlaczego nie chce wyrwać z tego syna. Być może stwierdził, że lepiej poczekać aż syn będzie nieco starszy (w domyśle: zrozumie więcej i sam wyciągnie wnioski).
Batszebo jakbyś zgadła. Mój mąż już kilka razy powiedział, że mały wiele już rozumie a za chwilę będzie jeszcze starszy i wówczas sam kopnie ją w tyłek i przyjdzie do niego. Tylko ja się jednak boję o to, jak to wszystko co jest teraz się na nim odbije. I jak przez ten czas zanim mały podrośnie ona zdoła go zmanipulować i nastawić przeciwko nam.
Batszebo jakbyś zgadła. Mój mąż już kilka razy powiedział, że mały wiele już rozumie a za chwilę będzie jeszcze starszy i wówczas sam kopnie ją w tyłek i przyjdzie do niego. Tylko ja się jednak boję o to, jak to wszystko co jest teraz się na nim odbije. I jak przez ten czas zanim mały podrośnie ona zdoła go zmanipulować i nastawić przeciwko nam.
Wydaje mi się, że jest to pójście na łatwiznę. Ex jest jego matką i dziecko będzie ją kochać, nawet wbrew sobie. Co do tego nastawiania - myślę, że za kilkanaście lat chłopak będzie na tyle dojrzały, że będzie w stanie uodpornić się na manipulacje mamusi (bo nastolatek jeszcze tego nie potrafi), jednak szkoda, aby wygodnictwo taty zmarnowało mu kawał życia...
Dziecko jest izolowane od ojca, prawie nie ma z nim kontaktu .. a teraz ma jeszcze stracić matkę? Najbliższą mu osobę? Wg mnie tylko psycholog dziecięcy może tu pomóc.
Autorko: piszesz że nie zauważyłaś aby dziecku działa się z nią krzywda - więc nie rozumiem, jak matka może chcieć drugiej matce zabrać dziecko..
Przepraszam za szczerość ale podejrzewam że równie "pikantne" historyjki jak Ty o niej mogłaby napisać o Tobie i Twoim mężu tamta kobieta.
Witaj Moniczko![]()
Pytałam Cię, bo identycznie robiła moja ciocia (jak to czyta to serdecznie pozdrawiam:p). Też była taką manipulantką, wujek w domu gotował, sprzątał i zajmował się dzieckiem. Mało tego: potrafiła używać ciężkich przedmiotów na niego, bo podejrzewała go o zdrady. I tak samo jak Twój mąż wujek po rozwodzie z ciocią był na jej każde zawołanie. Auto się jej zepsuło to pożyczył swoje (on do pracy z buta szedł), gdy pisała to się zrywał, bał się jej i dał się w jej gierki wciągać. Z czasem przy swojej nowej dziewczynie zmieniał się, zaczął wierzyć w siebie i szanować się. Gdy przestał być na jej posyłki, to właśnie zaczęły się ograniczenia kontaktów z córką. Kuzynce mojej mówiła, że ojciec się nią zajmować nie chce, woli czas z dziewczyną spędzać, a wujkowi pisała, że nie ma wstępu do jej mieszkania. A on tak jak Twój mąż czekał, aż córka sama uskarży się na matkę. Ale przestała to robić, bo nie wierzyła, że coś się zmieni. Zaczęła mieć żal do obojga rodziców (do mamy, że ogranicza jej kontakty z ojcem, do ojca, że o córkę nie walczy, bo się boi). Musisz mężowi mówić, że syn ma nie wesoło u matki, że ogranicza kontakty z nim, bo boi się, że syn wygada jak źle jest w domu. Proszę namawiaj męża by przy dziecku był najwięcej jak się da, że syn go ogromnie potrzebuje. Mów mu to codziennie do znudzenia! Niech on się nie poddaje, bo synek naprawdę go potrzebuje. Dlaczego? Chociaż by dlatego, że miał silną więź emocjonalną z ojcem i brakuje mu go. Proszę Cię chociaż Ty się nie poddawaj i walcz o tego malucha. Nie bój się z mężem o tym rozmawiać. Ale mów to na spokojnie, mocno go tuląc do siebie.
Na koniec dodam, że historia z moją kuzynką skończyła się dobrze, ale tylko dlatego, że chłopak potrafił do niej dotrzeć i przekonać ją, by się matki nie bała i zamieszkała z ojcem.;)
Matka od pół roku do córki nie zadzwoniła, ani nie napisała...
29 2013-05-21 17:16:07 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-05-21 17:17:28)
Dziecko jest izolowane od ojca, prawie nie ma z nim kontaktu .. a teraz ma jeszcze stracić matkę? Najbliższą mu osobę? Wg mnie tylko psycholog dziecięcy może tu pomóc.
Autorko: piszesz że nie zauważyłaś aby dziecku działa się z nią krzywda - więc nie rozumiem, jak matka może chcieć drugiej matce zabrać dziecko..
Przepraszam za szczerość ale podejrzewam że równie "pikantne" historyjki jak Ty o niej mogłaby napisać o Tobie i Twoim mężu tamta kobieta.
No dobra, ale autorka wyjaśniła, że nie rozbiła tamtego małżeństwa, więc nie wiem, jakiej pikanterii można się tu doszukiwać...
Dodam, że znam podobną historię - ISTNIEJĄ KOBIETY, KTÓRE NIE NADAJĄ SIĘ NA MATKI - finał był taki, że chłopak bodajże w wieku 16 lat na sądownie (na własne życzenie) przeszedł pod opiekę ojca... I wierzę w historię o fajkach i zerowym zainteresowaniu chorobą dziecka - w tamtym przypadku mamusia (przy opiece naprzemiennej) potrafiła odstawić do taty syna jesienią w klapkach podomowych, koszulce i bluzie... sama sypiała do południa a dzieciak odgrzewał żarcie w mikrofali. Alimenty otrzymywała odpowiednie i to na czas, więc nie było tak, że składała grosz do grosza
Alfaalfa - krótko, bo szkoda mi czasu. Gdybyś się bardziej skupiła na istocie tego wątku a nie pikanterii tej, jak to nazwałaś historyjki, to doczytałabyś, że nikt tu nie mówi o odebraniu dziecka kochającej matce a o wywalczeniu dla niego normalności. I najlepiej byłoby, aby tę normalnośc zapewniła mu przedewszystkim mama, kochając syna i ciesząc się nim. Ale tak nie jest. Piszesz, że tego nie rozumiesz....I w to akurat Ci wierzę. Nic nie rozumiesz. Pozdrawiam.
Dziewczyny kochane. Kiedy czytam to wszystko co mi napisałyście, to niestety nie jest mi do śmiechu. Batszebo rozwaliłaś mnie stwierdzeniem, że znasz matkę, która spała do południa a dziecko odgrzewało jedzenie.... Nasza ex słynie ze spania. W tygodniu mały chodzi do przedszkola a ona do pracy, więc jest ok z rana. Za to lubi mama pospać po południu. W dni wolne "mama śpi długo a ja oglądam telewizor i się nudzę. I sam biorę chleb jak jestem głodny". A czemu nie budzisz mamy? "bo wtedy jest bardzo zła i krzyczy".... Cholera jasna..... Najlepsza byłaby wizyta kogoś z opieki w weekend do południa, kiedy ona śpi a dziecko chodzi samopas. Ale w weekend opieka nie pracuje..... I zaś bezradność. Ale słowo daję. Od tej pory będę nagrywać takie rozmowy. Pod warunkiem, że mały wreszcie do nas przyjdzie:(. A rację macie pisząc, że sytuacja na przeczekanie to jednak pójście na łatwiznę. Chodzę i się zbieram do tej rozmowy z mężem... Tak mi z tym nie fajnie. Za każdym razem potem mam odczucie, że naciskam, że się wtrącam..... Trudno. Wtrącę się jeszcze raz. Namówię go dziś na fajny spacer i spróbuję porozmawiać. Dziękuję Wam bardzo. Za każde Wasze słowo. I za wsparcie. Nawet nie wiecie jaką energią mnie tu naładowałyscie.
Kochane moje dziewczyny. Siedzę i sobie ryczę. Godzinę temu zadzwonił z pracy mój mąż, że nie ma dziś za bardzo co robić i wróci wcześniej. No i tak sobie chwilę gadaliśmy i nie wytrzymałam. Powiedziałam, że chcę porozmawiać i.... rozmawialiśmy godzinę. Teraz wiem, dlaczego mąż odpuścił. Po pierwsze dlatego, że czuł się bezradny a po drugie dlatego, że każda wizyta małego niosła za sobą jakieś problemy z ex i często ta nerwowa atmosfera przekładała się na nas, nieraz były sprzeczki. Powiedział, że jest w jego życiu nareszcie tak dobrze, że za nic w świecie nie chciałby abyśmy się kłócili i żeby to się miało popsuć. Jeszcze jedna sprawa to ta, że nie chce mieć żadnego kontaktu z ex, że ma dość tych wojen i jej samej.....Bo my się kłócimy a małego ona i tak i tak nie daje.... Powiedziałam mu to wszystko o czym tu z Wami rozmawiałam. Długo rozmawialiśmy. Obiecaliśmy sobie, że postaramy się zdystansować do tego żeby nie odbijały się te nerwy na nas i...... pójdziemy wszędzie gdzie tylko można pójść, na policję, do MOPRu, do kuratora, psychologa a nawet samego pana Boga ale nie zostawimy małego. Nawet jeśli efekty naszych działań będą marne, to jedno osiągniemy napewno. Damy małemu poczucie, że nam na nim zależy. Żeby wiedział, że tutaj zawsze jest dla niego miejsce. Że tata ma nową rodzinę, ale on jest jej ważną częścią. Czuję się, jakbym była lżejsza sto kilo! Przez samo to, że ruszyliśmy ten temat, że spokojnie o tym porozmawialiśmy, że wiem co siedzi w głowie mojego męża.... A najważniejsze jest to, że pierwszy krok zrobimy dzisiaj. Postanowiliśmy, że mąż pojedzie do przedszkola zanim dotrze tam mama i jeśli mały będzie chciał, a jestem tego pewna, to przywiezie go do nas. Wiem, że będzie cholerna wojna, już to widzę.Dostanie szału, że się jej sprzeciwiliśmy ale mam to gdzieś. Najważniejsze, że mały będzie cały dzień z tatą. I poprosiłam męża aby spróbował z nim porozmawiać i nagrywał tę rozmowę. Wiem, że dziś zakończy się spokojny czas a zacznie się krwawa jatka ale trudno. Musimy to wytrzymać. Nasz święty spokój nie jest tu najważniejszy. Nie ma takich słów, którymi mogłabym Wam podziękować. Batszebo, Myszeczko - poruszyłyście ziemię
. Kocham Was.
32 2013-05-22 14:49:31 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2013-05-22 14:50:31)
(...) A najważniejsze jest to, że pierwszy krok zrobimy dzisiaj. Postanowiliśmy, że mąż pojedzie do przedszkola zanim dotrze tam mama i jeśli mały będzie chciał, a jestem tego pewna, to przywiezie go do nas. Wiem, że będzie cholerna wojna, już to widzę.Dostanie szału, że się jej sprzeciwiliśmy ale mam to gdzieś. Najważniejsze, że mały będzie cały dzień z tatą.(...)
Czy mąż jest wpisany/upoważniony do odbioru dziecka z przedszkola?
Jeśli nie, to opiekunka nie powinna zezwolić na zabranie dziecka.
Gdy wyrazi zgodę, a matka zna się na przepisach...to faktycznie może być WOJNA...i to nie tylko z nią.
I wizyta małego dziś się nie powiodła
. Nie było go dziś w przedszkolu. Trudno. Następnym razem.
Żyworódko kochana. Małego do tego przedszkola zapisał mąż. Przez dwa lata to on go woził i odbierał i to jego panie znają lepiej jak mamę. Bo ona się tam pojawiła dopiero gdy się rozstali i musiała zacząć go wozić. A co najważniejsze, mąż nie jest pozbawiony praw rodzicielskich, więc na jakiej podstawie pani miałaby nie dać dziecka rodzicowi?
Monika, stan prawny Twojego obecnego męża wobec synka jest w chwili obecnej inny.
Jak piszesz nie jest pozbawiony praw rodzicielskich, ale opiekę nad dzieckiem powierzono matce - mieszkają razem.
Ojcu zasądzono alimenty na dziecko i widzenia z synkiem.
Owszem, ojciec może zabrać dziecko z przedszkola, ale za wiedzą matki, bo to ona teraz odpowiada za jego bezpieczeństwo.
Bez znaczenia jest, że to ojciec zapisał dziecko do przedszkola i zawoził go na zajęcia.
To wszystko jest czas przeszły i w zasadzie bez znaczenia w temacie, który teraz poruszyłaś.
A już pomysł zabrania dziecka do Waszego domu, bez jej wiedzy jest karygodny!
Pomyśl logicznie, na co się porywacie.
35 2013-05-25 10:43:18 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2013-05-25 10:47:22)
W tej kwestii Żyworódka ma rację. Musicie najpierw się dowiedzieć czy Twój mąż może zabrać dziecko z przedszkola. Zróbcie tak: niech Twój mąż napisze wiadomość, że syna zabiera na weekend i niech czeka na reakcje. Jeśli zabroni, niech wezwie policję. Gdy przyjadą niech pokaże orzeczenie z sądu, że na weekendy może zabrać dziecko, a mama to utrudnia. Wtedy mama na pewno odda dziecko mężowi na weekend. Jeśli dalej nie będzie chciała tego zrobić, to Twój mąż idzie na komendę z tymi funkcjonariuszami i pisze na byłą żonę zeznanie. Potem może ją oskarżyć, że utrudnia wam widzenia. Ale jeśli bez wiedzy matki mąż zabierze dziecko to może mieć kłopoty i tylko wam to zaszkodzi. Musicie grać z jego byłą żoną w otwartą wojnę. On się pewnie boi swojej byłej żony dlatego bądź przy nim i mu tłumacz, że tak będzie najlepiej dla dziecka.
I nigdy, ale to nigdy o to się nie kłóćcie! On musi mieć w Tobie oparcie. Razem wam się uda.
I ja się ogromnie cieszę, że mogłam pomóc. Bardzo się cieszę, że Twój mąż ma taką wspaniałą żonę i jego horror z byłą się skończył. A sprawa z synem skończy się szybciej niż myślisz, bo z tego co widzę to była żona już nie panuje nad sytuacją.
36 2013-05-25 20:13:12 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-05-25 20:15:19)
I wizyta małego dziś się nie powiodła
. Nie było go dziś w przedszkolu. Trudno. Następnym razem.
Żyworódko kochana. Małego do tego przedszkola zapisał mąż. Przez dwa lata to on go woził i odbierał i to jego panie znają lepiej jak mamę. Bo ona się tam pojawiła dopiero gdy się rozstali i musiała zacząć go wozić. A co najważniejsze, mąż nie jest pozbawiony praw rodzicielskich, więc na jakiej podstawie pani miałaby nie dać dziecka rodzicowi?
Monika, biorąc pod uwagę wasze zaognione stosunki z byłą nawet nie próbujcie działać na własną rękę. Wszystko, co robicie MUSI BYĆ W 100% ZGODNE Z PRAWEM i dlatego doradzam najpierw wybranie się do dobrego prawnika, który od A do Z powie wiam, co możecie a czego nie.
Myszeczka 23 napisała Ci dokładnie, co macie zrobić - tylko pytanie, czy Twój mąż będzie miał jaja żeby się na tyle postawić .
Jeszcze jedna sprawa: osoby typu waszej ex doskonale wiedzą co robią, manipulują świadomie, ponieważ liczą na to, że zastraszona osoba się nie postawi. Twój mąż przez lata, także po rozwodzie przyzwyczaił ją do tego, że jest miękki. Być może ostre i zdecydowane postawienie sprawy pomoże, ale musicie być konsekwentni.
Dziewczyny.
Nie napisałam Wam najważniejszego. Mąż ma przysądzone widzenia w weekendy oraz w środy. W wyroku jest jasno napisane, że w środy odbiera małego z przedszkola i wieczorem odwozi do matki. Dlatego o tym pomyśleliśmy. Nic poza prawem, wiem, że to by nam zaszkodziło. Ona nam zabrania teraz odbierać małego a mąż słucha, bo jak piszecie, nie potrafił się jej przeciwstawić. A ja myślę, że czas najwyższy.
Dziewczyny.
Nie napisałam Wam najważniejszego. Mąż ma przysądzone widzenia w weekendy oraz w środy. W wyroku jest jasno napisane, że w środy odbiera małego z przedszkola i wieczorem odwozi do matki. Dlatego o tym pomyśleliśmy. Nic poza prawem, wiem, że to by nam zaszkodziło. Ona nam zabrania teraz odbierać małego a mąż słucha, bo jak piszecie, nie potrafił się jej przeciwstawić. A ja myślę, że czas najwyższy.
Trochę mi tu nie gra...
Piszesz, że ojciec ma prawo odbierać synka w każdą środę z przedszkola i być pod jego opieką do wieczora, a w pierwszym poście, że dziecko nie było już u Was od kilku miesięcy.
Zatem nie rozumiem, dlaczego tak długo ojciec z tego prawa nie korzystał?
Matka dziecka pracuje, więc wystarczyło, żeby to on pierwszy przyszedł po synka do przedszkola, aby uniknąć scysji z byłą żoną i zawieźć go do Waszego domu, a wieczorem do matki.
To tylko jemu opiekunka z przedszkola ma prawo w środy wydać dziecko, skoro ma taki stosowny dokument.
Ale skoro ojciec się nie zjawia, tylko matka...
Poza tym...powątpiewam w to, że cyt: "w wyroku jest jasno napisane, że w środy odbiera małego z przedszkola....(...)
Przecież dziecko niekoniecznie musi chodzić do przedszkola - to żaden przymus.
A teraz mając sześć lat może już chodzić do szkoły.
Żyworódko i masz absolutną rację. Właśnie na tym też polega problem, że mąż ma prawo odebrać go z przedszkola a nie robi tego bo..... no właśnie, bo..... Bo chyba wciąż ma zakodowane w głowie, że to ona rządzi. Kiedy napisał do niej, że odbierze go jak zwykle w środę, ta zadzwoniła i nawrzeszczała, że absolutnie nie, bo ona sobie nie życzy itp itd... No to nie odbiera już trzeci miesiąc. Wytłumaczcie mi dlaczego? Bo ja już nie mam do tego siły. Mnie by gówno interesowało co ona sobie życzy i odebrałabym chociażby dlatego, żeby pokazać, że nie ona tu wyznacza widzenia a dziecko to nie jej własność. A on nie. Zabroniła, to on nie jedzie. Bo on ma dość jak to mówi wojen z nią, chce się odciąć. Tylko że w ten sposób moim zdaniem odcina się ale od syna a ją tylko upewnia w tym, że może robić co chce. Wczoraj powiedziałam mu, że uważam, iż ta sytuacja to w dużej mierze jego wina, bo nauczył ją i dalej uczy, że ona rządzi a on słucha. A w wyroku Żyworódko jest napisane, że przejmuje dziecko w każdą środę od godziny 15.00 z miejsca, w którym przebywa dziecko. I ustalone było, że jeśli jest w przedszkolu to z przedszkola. Zresztą w środę o 15 to mały normalnie jest w przedszkolu bo ona kończy pracę o 15.30 więc nawet nie ma innej opcji aby o 15 wziął z innego miejsca niż przedszkole. Tylko co z tego. Po naszej ostatniej rozmowie we wszystkim mi przyznał rację.... tylko minęło kilka dni i już widzę, że znów temat cichnie. Niby na gorąco po rozmowie pojechał do przedszkola ale chyba na tym będzie koniec. Bo kiedy wczoraj zapytałam co robimy dalej, usłyszałam, że już się wszystkie wojny uspokoiły, i on jest szczęśliwy że jej nie widzi, nie słyszy i ma od niej spokój i nie chce wracać do tego, żeby znowu mieć z nią do czynienia..... Rozumiem, że zniszczyła mu kawał życia, rozumiem, że nie chce na nią patrzeć ale nie rozumiem, że gotów jest ponieść taką cenę. Zabrzmi to źle, ale przez te 3 miesiące ja też odetchnęłam z ulgą. Bo zniknęła i mamy faktycznie spokój. Czasem myślę, że najlepiej by było, aby mały nie istniał.... Ale istnieje i ja nie mogę o tym zapomnieć. Myślę, że zostawić go za cenę własnego spokoju i uwolnienia się od niej to jednak nie jest ok. Tak nie robią przyzwoici ludzie. Mnie poprostu żrą wyrzuty sumienia. I już nie wiem, czy powinnam dalej ciągnąć ten temat, czy dać sobie wreszcie spokój....... Nie wiem co mam robić. Jak postąpić aby zachować się właściwie.... Ryczeć mi się chce....Ale kiedy zostawiłam ten temat na te 3 miesiące, nic nie robiłam, nie pytałam męża o małego to nie czułam się z tym dobrze. Jakaś jestem chora.... sama szukam sobie problemu. Nic już nie wiem. NIC.
Kochana jutro z mężem porozmawiaj o środzie i mów mu cały czas, że syn go potrzebuje, a on syna! Mów do skutku!
Boi się żony, bo się jej nigdy nie sprzeciwił. Jeśli to zrobi po czuje ulgę i potem już będzie walczył o synka.
Mój wujek przeżywał to samo i uwolnił się od strachu gdy zobaczył, że byłej żonie można się sprzeciwić. A zrobiła to ich córka. Była twarda i w konfrontacji z mamą przy ojcu powiedziała, że nie wróci do niej, że chce mieszkać z ojcem. Ona nawet próbowała wkręcić, że jest chora na raka, ale kuzynka nie dała się zmanipulować. I od tamtej pory wujek już przestał się bać byłej żony i zrozumiał jakim ona naprawdę jest słabym człowiekiem.
Twój mąż też to zrozumie. Niech w środę weźmie dziecko z przedszkola i napisze wiadomość do żony: syn do wieczora jest dziś pod moją opieką, wrócę z nim wieczorem.
I tyle. Jeśli będzie dzwonić to niech rozmowy nagrywa (jak się da, bo ja nie wiem czy mam taką funkcje w telefonie, nie znam się.:p)
Wiadomości od niej tez niech wszystkie zostawia.
Powodzenia.;)
Żyworódko i masz absolutną rację. Właśnie na tym też polega problem, że mąż ma prawo odebrać go z przedszkola a nie robi tego bo..... no właśnie, bo..... Bo chyba wciąż ma zakodowane w głowie, że to ona rządzi. Kiedy napisał do niej, że odbierze go jak zwykle w środę, ta zadzwoniła i nawrzeszczała, że absolutnie nie, bo ona sobie nie życzy itp itd... No to nie odbiera już trzeci miesiąc. (...)
(...) A w wyroku Żyworódko jest napisane, że przejmuje dziecko w każdą środę od godziny 15.00 z miejsca, w którym przebywa dziecko. I ustalone było, że jeśli jest w przedszkolu to z przedszkola. Zresztą w środę o 15 to mały normalnie jest w przedszkolu bo ona kończy pracę o 15.30 więc nawet nie ma innej opcji aby o 15 wziął z innego miejsca niż przedszkole.(...)
No, teraz jest jasność sytuacji - musisz dokładnie precyzować to, co wynika z dokumentów.
Faktycznie, z Twojego męża jest zawalidroga.
Ty wołasz hetta wio, a on stoi w miejscu.
Ale i tak szczęśliwie sobie żyjecie (poza tym problemem) - to się liczy.
Tak sobie myślę, że mąż mógłby wypisać Ci tak odręcznie coś w rodzaju upoważnienia/pełnomocnictwa do odbioru dziecka z przedszkola w środy.
Należy wpisać Twoje dane osobowe (nazwisko i imię, adres zamieszkania, stopień pokrewieństwa - w Twoim przypadku jako obecna żona ojca dziecka) i przekazać do dyrekcji przedszkola. Oczywiście mąż musiałby osobiście z takim pismem wystąpić.
Przecież i tak to Ty jesteś najbardziej zaangażowana w całą tę sprawę. Mąż mógłby co jakiś czas sam pokazać się w przedszkolu.
Jako przyczynę (gdyby trzeba było ją określić) można podać późniejszy powrót ojca z pracy.
Dlatego takie rozwiązanie Ci sugeruję, ponieważ czasami odbieraliśmy wnuczątka z przedszkola na podstawie takiego upoważnienia.
Taki proceder prawdopodobnie chociaż w części,(w środy) umożliwiłby chłopcu pobyt w Waszym domu.
Należy tę kobietę przechytrzyć. Bez wdawania się w dyskusję poinformować ją, że w środy syn jest po przedszkolu u Was.
Może nie odważy się awanturować w przedszkolu, a jeśli to będą świadkowie.
Spróbujcie.
Żyworódko to dopiero byłby hardcor gdyby wypisał mi to upoważnienie. Wprawdzie dwa czy trzy razy odebrałam małego kiedy mąż nie mógł wyjść z pracy. Wówczas dzwonił do wychowawczyni i nie było problemu ale gdybym odbierała częściej zrobiłaby pewnie wojnę. I tak wystarczy już tych wojen które są. To wszystko takie głupie. Ale coś tam chyba daje to moje gadanie, bo dziś mąż wrócił z pracy a ja mu powiedziałam, że wycofuję się i niech robi co chce, bo widzę, że mu ta sytuacja chyba nie przeszkadza. Wówczas powiedział, że zrobimy tak jak mu radziłam, bo on wie, że ja mam rację, tylko niedobrze mu się robi na samą myśl o kolejnym szarpaniu się....ech....
Ale mów mu cały czas, że razem sobie poradzicie, że ma Ciebie i wszystko się ułoży.;)
Ale mów mu cały czas, że razem sobie poradzicie, że ma Ciebie i wszystko się ułoży.;)
Mówię mu Myszeczko, powtarzam do znudzenia, ale on się tak do tego zbiera jakby chciał odsunąć ten proces jak najdalej. To miejsce, rozmowy z Wami motywują mnie do tego, żeby jednak się nie poddawać. Dziękuję Wam bardzo. Myślę, że nie ma na co czekać, zwłaszcza, że wiem, iż ona zabrania mu się widywać z małym ale potem i tak wykorzysta to w sądzie (np. w sprawie o podniesienie alimentów do której się przymierza) przeciwko niemu. Zrobi z niego wyrodnego ojca, który się dzieckiem nie interesuje. Za dobrze ją poznałam aby nie wiedzieć, że tak właśnie będzie.
Pewnie, że tak zrobi. Myślisz, że moja ciocia tego argumentu w sądzie nie podała jak kuzynka w końcu odważyła się zamieszkać z ojcem i nie być pod dyktando matki?
Ciocia potrafiła nawet skłamać, że wujkowi mówiła, że kuzynka próbowała palić trawkę i wujek podobno powiedział, że dumny jest z córki.;)
Albo wkręcała, że jak kiedyś kuzynka była na noc u ojca to on sobie na imprezę poszedł i wrócił pijany. Lecz sędzina szybko się na niej poznała i psycholog tak samo. Teraz kuzynka szczęśliwie mieszka u ojca i w pierwszy dzień zaakceptowała jego nową partnerkę.;)