Hej.
Mam nadzieję, że w dobrym dziale zamieściłam ten temat... w sumie chodzi tu o relacje z przyjaciółmi i rodziną.
Więc tak, od dwóch lat mieszkam z narzeczonym w Niemczech, niestety nie mam tu żadnej rodziny ani znajomych z moje strony.
Natomiast mój narzeczony ma tu sporą rodzinę i znajomych, no i jak to bywa często w weekendy spotykamy się to u jednych, to u drugich.
Ja jestem osobą niepijącą, po prostu nie przepadam z alkoholem i zauważyłam, że większość z w/w osób wykorzystuje to.
Zawsze kiedy jedziemy do rodziny to wiadomo, jedziemy autem. A Nasi znajomi albo autobusem albo autem...tyle że potem zawsze narzucają się, że wracają z Nami ( ze mną i moim menem). Jako że ja nie piję to w ich rozumieniu mogę robić za kierowcę i odwozić ich do domu bo oni zawsze piją...Niby to w tą samą stronę, ale boli mnie to ,że NIGDY nie zadzwonili do mnie wcześniej i nie zapytali czy będę mogła ich odwieźć, czy może mam chęć dziś wypić coś i że tym razem to ONI Nas odwiozą. Zawsze w połowie imprezy pada teks " to co Sandra, odwieziesz nas nie".
Nie raz było, że na początku specjalnie mówiłam, że dziś to ja piję... i wyobraźcie sobie, że wtedy ( no trochę bezczelnie) nikt nie zaproponował mi nawet piwa. I siedziałam przez całą imprezę z herbatą...
A raz na grillu ( ta sama rodzina, Ci sami znajomi) był smaczny likier truskawkowy i dziewczyny mieszały go z truskawkowym szampanem, i jako alkohol odpowiadała mi taka ( kobieca) mieszanka, więc wypiłam z 2 lampki, a potem co? Ta która rozlewała owe drinki, przestała mi nalewać, chyba w obawie, że jej znajomi autobusem będą musieli wracać. I oczywiście ja znów szoferem byłam.
Opiszę jeszcze jedną sytuację, rok temu na urodzinach ( cała familia+ znajomi) powiedziałam, że nie będę nikogo odwozić, to słyszałam kawałek rozmowy " Powiem M ( mój chłopak) to nie będzie miała nic do gadania).
Oczywiście po tym tekście byłam tak wkurwiona, że postanowiłam zostawić całe towarzystwo i iść z buta
Dodam, że NIGDY nie zapytali się czy dorzucić się do paliwa, nawet żadnego cukierka nie dostałam za te "taxi usługi" o czekoladkach nie wspomnę lub o czymś innym.
Wczoraj dostaliśmy zaproszenie na urodziny na 25 maja, będą też Ci znajomi, którzy mają mnie za taryfę. Co mam z tym fantem zrobić?
Pojechać no muszę bo to kolega z pracy mojego narzeczonego, ( ja go tylko raz widziałam, więc i On i Jego rodzina za bardzo mnie nie znają) nie chce przy wszystkich ludziach wyjść na gbura, dlatego muszę coś wymyślić... ale co?
Co byście zrobili na moim miejscu?