Hej. Mam prawie 20 lat i od miesiąca mieszkam znowu z rodzicami i... młodszą o 5 lat siostrą. Od kiedy pamiętam zawsze się kłóciłyśmy. Kiedy mieszkałam w Gdańsku, wszystko było w porządku, do momentu kiedy wróciłam. Mamy wspólny pokój, więc nie była zadowolona z mojego powrotu. Z bałaganem jaki narobiła walczyłam przez 3 dni... do tego miałam wielki raban, że układam swoje rzeczy.
Od tego się zaczęło, a niestety wszystko układa się co raz gorzej... Już pomijając fakt, że zabiera mi ciuchy i czyta pamiętniki, do tego (nawet nie wiem jak) wkrada mi się na mój prywatny komputer. Jest bezczelna, chamska i opryskliwa. Pali papierosy, ma nieciekawe towarzystwo i naprawdę się o nią martwię. Nie wiem co zrobić...
Wczoraj w ramach miłego gestu, posprzątałam jej wszystkie rzeczy, posegregowałam, wyrzuciłam niepotrzebne rzeczy. Nie otrzymałam ani kropli jakiejkolwiek wdzięczności, ale za to moja siostrzyczka (za zgodą mamy) wyszła na molo w moich ciuchach... Dzisiaj było podobnie. Z tym, że po tym, kiedy powiedziałam jej, że porozmawiam na jej temat poważnie z rodzicami zaczęła mnie wyzywać, grozić, mówić, że ma na mnie "haki" (chociaż, to akurat nieistotne) a nawet bić.
Ma bardzo słabe stopnie, w ogóle nie sprząta. Ja rozumiem, że to taki wiek, gdzie nie ma się za bardzo oleju w głowie, ale bez przesady... Też potrafię być dla niej niemiła jak zajdzie mi za skórę, ale nigdy nie byłam aż tak okrutna jak ona. Czuję się jak sprzątaczka. Takie przynieś-podaj-pozamiataj, bo ona nie ma praktycznie żadnych obowiązków, niczego się od niej nie oczekuje. Mama nie zwraca na to uwagi, a nawet twierdzi, że wyolbrzymiam problem. Myślałam, że inaczej zareaguje tata, ale poza opieprzem nic jej się nie dostało, nawet szlabanu.
Co z tym zrobić? Już dłużej nie wytrzymam, może ktoś potrafi mi pomóc?