Witam. Mój brat ma 32 lata, ja mam 18. Obecnie mieszka z nami babcia, bo moja mama pracuje za granicą. Do niedawna jeszcze wszystko było PRAWIE wporządku. Otóż mój brat zawsze mi dokuczał, drażnił się ze mną, ale nigdy nie wyzywał mnie i nie groził mi. Wiem, że prawdopodobnie nic by mi nie zrobił, ale boje się coraz bardziej. Ale może zacznę od początku. Brat jest starym kawalerem. Pracuje jako kierowca busów, wozi ludzi za granicę. Dni kiedy jest w trasie są najlepszymi chwilami w tygodniu. Ale kiedy wraca...podam przykład z dzisiejszego dnia. Poszłam się umyć i niestety, jak to dziewczyna, wylałam całą ciepłą wodę. Później poszedł do łazienki on i zaczęło się piekło. Odkręcił kran i nagle usłyszałam "zabije tą małą piz**, kryj sie mała szmato, bo nie ręcze za siebie. Zapier*** cie ty gnido!" To mój kochany braciszek tak zareagował na brak ciepłej wody i fakt, że musi poczekać pół godziny, żeby się zagrzała. Innego dnia po prostu siedziałam sobie w pokoju i pisałam coś w zeszycie a on wszedł i wrzeszczy do mnie "zabije cie, zapier**, pożałujesz, że się urodziłaś". Patrze się na niego zdziwiona i pytam się o co mu znowu chodzi a on do mnie "urodziłaś się, o to mi chodzi. nienawidze cie". Takie sytuacje zdarzają się każdego dnia, kiedy tylko on jest w domu. Przez niego czas kiedy musze wrócić do domu i wiem, że czeka mnie pełno wyzwisk i odzywek typu "po co ty sie urodziłaś, zamknij dupe" itp. to najgorsze chwile w ciągu całego dnia.
Już naprawdę nie wiem co mam zrobić. Potrzebuję tylko trochę spokoju, zwłaszcza, że muszę się uczyć, koniec roku jest blisko. jestem wykończona emocjonalnie, bo niedawno rozstałam się z chłopakiem (dotąd nie poradziłam sobie z tym i nie daje rady w takich warunkach) i teraz już nie mam nikogo, do kogo mogłabym uciec chociaż na chwilkę i schronić się przed wyzwiskami. Jestem młoda, chciałabym cieszyć się życiem, a nie bać się wracać do domu i płakać przez własnego brata. Jestem w totalnej kropce...