Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Strony 1 2 3 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 480 ]

1

Temat: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Witam wszystkie forumowiczki i forumowiczów. Przeczytałem gdzieś ( nie pamiętam na jakiej stronie ) ciekawostkę na temat powrotów kobiet, które odeszły od swoich partnerów, bo znudziły się nimi, bo poczuły się wypalone, bo zamarzyło im się przełamanie rutyny w ich życiu i uwierzyły w harlequina, czyli potocznie nazywając rzeczy po imieniu - odeszły, bo liczą, że spotkają księcia z bajki i z nim spędzą resztę życia. To, co mnie bardzo zaciekawiło w artykule, który przeczytałem, to to, że świeżo po "odejściu" nie ma szans na przemówienie im do rozsądku, nawet najbardziej logicznym i racjonalnym argumentowaniem, że odrzucają trwałe wartości, bo działają w tych kobietach emocje i hormony. Jedyne, co możemy ( my - mężczyźni ) zrobić, to czekać na rozwój wydarzeń, czyli albo się ich harlequin rozwali, bo okaże się, że książę to nie książę i też ma swoje wady, których w miłosnym amoku nie chciały zauważać i wtedy będą chciały wrócić do tego jednak najlepszego "byłego" partnera, albo pod wpływem emocji i zauroczenia popełnią "drugi błąd Pudziana" czyli pojawi się ciąża. W tym drugim przypadku z powodu niewystarczającego czasu poznawania partnera taki związek pozornie scementowany dzieckiem albo się rozpadnie, albo przejdzie w degrengoladę umysłową. Z góry zaznaczam, że to wszystko dotyczy kobiet, które decyzję o odejściu podjęły ze względu na swoją niedojrzałość emocjonalną. Powołując się dalej na artykuł i badania przeprowadzone w jego ramach - podobno ta faza harlequina trwa do 4 lat, czyli średnia wynosi 2 lata. I tu mam pytanie do Was kochani: czy ktoś z Was zauważył prawidłowość tej teorii? Czy czas, kiedy Wasze ex-partnerki chciały skruszone do Was wrócić zawiera się w tych ramach czasowych? Ja ze swojej strony mogę napisać, że ta średnia 2 lat potwierdza się w zdecydowanej i bardzo dużej większości wśród odejść partnerek od moich znajomych,. Ciekawią mnie Wasze spostrzeżenia.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Moja eks chciala wrocic po roku i 12 dniach.

3

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

W moim wypadku, znaczy się mojej ex, faza zauroczenia trwała za pierwszym razem osiem miesięcy, a za drugim trwa do teraz czyli jakieś pięć.
Piszesz, że mają wracać skruszone. Za pierwszym razem tego nie zauważyłem. Raczej było "poszukiwanie haków", aby sobie samopoczucie poprawić wink

4

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Ja się nie wypowiem czy wracają bo mam za mały staż ale u mnie jest identycznie jak piszesz. Ten sam scenariusz. Chętnie bym poczytał ten artykuł.

THE PERFECT LI(F)E IS WAITING FOR YOU.

5 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-13 11:00:31)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

to to, że świeżo po "odejściu" nie ma szans na przemówienie im do rozsądku, nawet najbardziej logicznym i racjonalnym argumentowaniem, że odrzucają trwałe wartości, bo działają w tych kobietach emocje i hormony.

Potwierdzam... doswiadczone osobiscie big_smile

Jedyne, co możemy ( my - mężczyźni ) zrobić, to czekać na rozwój wydarzeń, czyli albo się ich harlequin rozwali, bo okaże się, że książę to nie książę i też ma swoje wady, których w miłosnym amoku nie chciały zauważać i wtedy będą chciały wrócić do tego jednak najlepszego "byłego" partnera

No i tu sie pojawia taki pierwszy - dla Nas "doswiadczonych" smieszny - szkopol... "Ile mam czekac, co? Ile no?"

podobno ta faza harlequina trwa do 4 lat, czyli średnia wynosi 2 lata.

Przy porywach sredniej znajdzie sie nowy/a partner/ka a lecac po calosci 4 lat, to zawitaja na palcu nowe obraczki smile

Z góry zaznaczam, że to wszystko dotyczy kobiet, które decyzję o odejściu podjęły ze względu na swoją niedojrzałość emocjonalną.

No raczej big_smile
A tak z innej beczki nawiazujac i trzymajac sie tematu, to mi pozostalo jeszcze poczekac roczek do sredniej - o ile zaauroczenie pt nieodcieta pepowina tez jest brana pod uwage big_smile - lub 22 miesiace od zapoczatkowania "ery nowego ksiecia".

z powodu niewystarczającego czasu poznawania partnera taki związek pozornie scementowany dzieckiem albo się rozpadnie, albo przejdzie w degrengoladę umysłową.

Tu raczej badania nie sa potrzebne... to wiadomo na zdrowy chlopski rozum.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

6

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

6 miesięcy smile teraz chyba szykuje się następna akcja

7

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

A ja Wam napisze tak,jak wyszla z domu zabierajac Swoje rzeczy,to drzwi nalezy zamknac na klucz niestety,po powrocie juz nie jest tak jak bylo wczesniej,jest gorzej,pozostaje zadra w pozostawionym polaczona z utrata zaufania.

8

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Bags, właśnie w tym cały sęk, że mężczyzna, przed którym kobieta postawi ścianę powinien wytyczyć sobie pewien okres, którego się konsekwentnie trzyma. Te zabawne kobiety nas skreśliły i musimy sami zaczekać, czy one skreślą się same dla nas, czy może jednak nie. Konsekwencja w ustaleniu i trzymaniu terminu moim zdaniem jest też pewnego rodzaju terapią "na przetrzymanie" tego pierwszego bólu. Ja na przykład mojej daję czas do końca lipca 2014. Jeśli do tego czasu nie zmieni się nic w jej głowie, to odpuszczam temat i trudno, zaczynam układać swoje życie. Jeśli w trakcie tego czasu ona sama się skreśli, to przynajmniej będę wiedział, że ja dałem jej nie jedną szansę, a 730. Bo każdy dzień z tych dwóch lat traktuję jako daną jej szansę. Jedyne, co może ją skreślić w moich oczach zanim upłynie ten czas, to spuchnięcie brzucha, ale to będzie "drugi błąd Pudziana" - czyli błąd, po którym ta kobieta nie mając jeszcze tej świadomości będzie się za jakiś czas czołgać po glebie i rwać kudły z głowy za tym, co odrzuciła. Może tu jest moja naiwność, może zbytnia ufność w ludzi, a może po prostu echo wszystkich uczuć, którymi ją darzyłem. Wiadomo, że nic na siłę. To ona musi zanegować na amen wartości przysięgi małżeńskiej, którą wypowiadała patrząc mi w oczy trochę ponad 2 lata temu, świadomie wypowiedzianej, bo poprzedzonej 4 letnim okresem związku.

Bags, to co jeszcze każe mi nabrać dystansu do ich fazy koczkodana, to to, że fakt ślubu z jakimś delikwentem nie jest niczym permanentnym, bo przecież wielu z nas tego doświadczyło własnie z nimi i, o ironio, okazało się to nic niewarte dla nich i bez skrupułów zerwały ten sakrament smile


onslaught - może po pierwszym razie była w Tobie męska duma, która uniemożliwiła przeprowadzenie prawdziwie dogłębnej rozmowy mającej prowadzić do wyjasnienia przyczyn jej decyzji? Tak tylko myślę, nie musi to być prawda. To tylko moja luźna myśl.

mayk222 -zaufanie jest ciężko odbudować, ale jest to możliwe. Myślę, że przy odpowiednim wysiłku obustronnym i przy obustronnej chęci naprawy relacji po takim zajściu związek może nabrać zupełnie nowej wartości, znacznie głębszej i dojrzalszej. I może wejść na poziomy, o których wcześniej nie śniliśmy. Ale do tego potrzeba dojrzałości obu stron, aby nie kierować się urazą, gniewem i uporem. U kobiety musi być prawdziwa skrucha, a u mężczyzny prawdziwa chęć wybaczenia. Wtedy to na pewno zadziała i nie rozpadnie się ponownie.

9 Ostatnio edytowany przez onslaught (2013-03-13 14:36:40)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
Fevers napisał/a:

onslaught - może po pierwszym razie była w Tobie męska duma, która uniemożliwiła przeprowadzenie prawdziwie dogłębnej rozmowy mającej prowadzić do wyjasnienia przyczyn jej decyzji? Tak tylko myślę, nie musi to być prawda. To tylko moja luźna myśl.

Wiesz... rozmowa została przeprowadzona. Po jakimś czasie jednak okazało się, że to co w jej trakcie usłyszałem
mijało się z prawdą, która niestety była bardziej prozaiczna. "Książę z bajki" przyciśnięty do muru przez moją ex
przyznał się, że nie ma zamiaru zostawić dla niej rodziny i dzieci oraz dobrze prosperującej firmy zarejestrowanej
na małżonkę. Tym samym perspektywa bycia singlem była tak przerażająca dla ex, że postanowiła wrócić do "szarej"
aczkolwiek pewnej rzeczywistości czyli do mnie wink

10

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
onslaught napisał/a:

"Książę z bajki" przyciśnięty do muru przez moją ex
przyznał się, że nie ma zamiaru zostawić dla niej rodziny i dzieci oraz dobrze prosperującej firmy zarejestrowanej
na małżonkę.

Podłość ludzka nie ma granic smile Ale musiała się kobieta zdziwić po takim wyznaniu smile
A tak na serio, to chyba idealną szkołą życia dla Twojej kobiety byłoby wtedy zatrzaśnięcie przed jej nosem drzwi. Może to skłoniłoby ją do rozwoju...emocjonalnego oczywiście.

11

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
Fevers napisał/a:

(...) A tak na serio, to chyba idealną szkołą życia dla Twojej kobiety byłoby wtedy zatrzaśnięcie przed jej nosem drzwi. Może to skłoniłoby ją do rozwoju...emocjonalnego oczywiście.

Niestety masz rację. Ja nie zatrzasnąłem przed nią drzwi, za co zostałem skarcony przez los kilka miesięcy później (szerzej możesz przeczytać
o tym w moim wątku). Mechanizm był ten sam - znowu inny "książę z bajki" zwyciężył "szarą rzeczywistość".

12

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
Fevers napisał/a:

Jedyne, co może ją skreślić w moich oczach zanim upłynie ten czas, to spuchnięcie brzucha,

Czyli dopuszczasz mozliwosc, ze ona bedzie miala w tym czasie kochankow? jaki jest status waszej racji? separacja? co jesli bedzie chciala rozwodu?

13

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
woytek napisał/a:
Fevers napisał/a:

Jedyne, co może ją skreślić w moich oczach zanim upłynie ten czas, to spuchnięcie brzucha,

Czyli dopuszczasz mozliwosc, ze ona bedzie miala w tym czasie kochankow? jaki jest status waszej racji? separacja? co jesli bedzie chciala rozwodu?

Nie, wyprowadziła się na początku sierpnia a we wrześniu złożyła pozew. Oczywiście co zabawne - bez orzekania o winie. Pierwszy odruch z mojej strony to odpowiedź sądowa, że ja chcę walczyć o uratowanie małżeństwa. To ją tak wkurzyło, że po pierwszej rozprawie poszło na noże i zaczęliśmy oboje walkę o orzeczenie wyłącznej winy. Pierwsza rozprawa była na początku grudnia, teraz kolejna będzie pod koniec marca, ale ja po ostatnim pismie procesowym z jej strony zrezygnowałem z orzekania o winie i zaproponowałem ugodę, bo tym pismem przekroczyła wszelkie granice moralne i etyczne. Posunęła się do wyśmiewania mojej choroby, o której nie chcę się rozpisywać ( ale chodzi o płuca ). Ta choroba objawiła się u mnie na rok przed naszym slubem, więc dobrze wiedziała za kogo wychodzi. Poza pewnymi niedogodnościami nie ma ona odzwierciedlenia w postaci jakichś ułomności itd. Ale od kilku lat biorę sterydy i do końca życia musze mieć regularne badania co jakiś czas. Na podstawie tylko tego argumentu dostałbym orzeczenie o jej winie, ale obecnie upadła w moich oczach tak nisko, że nie zależy mi na wywalczeniu tego. Nigdy bym się nie posunął do tego, aby jawnie szydzić z losu, który ją by dotknął. Może wystarczy, że napomknę, że pierwszą diagnozą jaką mi postawiono zanim potwierdzono ostateczną diagnozę był jeden z 3 nowotworów płuc. Ale mniejsza o to, chcę tylko pokazać perfidność z jej strony. Wracając do sedna - wiem, że będzie miała kolejnego lub kolejnych partnerów, bo jest na tyle ciekawą postacią, że nie umie żyć bez partnera. Dla mnie to niedojrzałość i niezaradność. Ma też pewien mechanizm, który zauważam dopiero po takim czasie rozłąki, który nazwałbym po imieniu - kure*two. Tak więc rozwód będzie tak czy siak. Dojrzałem przez ostatnie miesiące do tego, by dać go jej, bo wiem, że jeśli jej wyimaginowana bańka mydlana sama nie pęknie, to ja będę tylko i wyłącznie wzbudzał w niej gniew, bo przedłużaniem rozwodu uniemożliwiam jej zaliczenie kolejnego związku. A to nie ma sensu. Jeśli sama chce się pakować w kłopoty, to ja mogę jedynie kibicować, bo jestem przekonany, że ona przez te ponad pół roku rozłąki nie dała sobie kwarantanny na poukładanie w głowie, tylko zaczęła stroszyć pióra do kolejnego podboju. A skoro wyszła ze związku ze mna z problemami emocjonalnymi, to wejdzie z nimi w kolejną relację ( albo może raczej związek ) co zaowocować może "upadkiem harlequina". Potrzeba na to tylko czasu. Najgorsze jest to, że ludzie niedojrzali są nieobliczalni jak wariaci. Jeśli wystarczająco mocno uwierzy i będzie się przekonywać, że tym razem to jest to, to ciąża jest nieunikniona. Tylko dziewczyna jeszcze nie ma zielonego pojęcia, jaki walec przejedzie po niej gdy rózowe okulary spadną z jej nosa. Ale to już będzie wyłącznie jej zmartwienie. Ja przez te ponad pół roku codziennie myślałem, analizowałem swoje i nasze wspólne błędy i myślę, ze wyciągnąlem solidną naukę i dojrzałem. Dlatego dopóki we mnie nie przestanie grać tęsknota i uczucie do niej, to nie mam zamiaru na pocieszenie pakować się w związek, bo to samobójstwo i krzywda dla mojej potencjalnej partnerki. Czy potrafiłbym wybaczyć, że po mnie miała innych mężczyzn? to bardzo skomplikowane. Cięzko mi w tej chwili odpowiedzieć, bo jest masa czynników, które by wpłynęły na końcowy wynik. Ale myślę, że jeśli zaliczy naprawdę solidny upadek harlequina ( a taki może nastąpić, bo w kolejnym związku będzie pokładać ogromne nadzieje, że tym razem to jest to ), to w jej głowie pojawią się pewne procesy, które POWINNY wymusić jej rozwój. Ale co wtedy...to na razie daleka przyszłość, która do tego jest niepewna.

14 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-13 17:52:13)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Fevers...
Czytam Ciebie i popieram za kazdym nie tyle zdaniem co slowem. Mam dziwne odczucia tzn zmieniajac tylko nazwe choroby, napisales moje przemyslenia "wylewane" juz tu na forum w watku swoim i fluffiego.
Nie wiem, czy Ty jakis plagiat mojego malzensko - sakramentalnego watku stosujesz big_smile czy co, ale jedno jest pewne, co do kwesti winnego rozwodu to mozemy sobie reke podac i wypic stakanczyka czystej ognistej na znak poparcia.
Rozwodu jeszcze co prawda nie zaczalem, choc mialem 3 wiadomosci, ze jz startuje z tym zamiarem i podobnie do Ciebie, ze albo przystane za porozumieniem albo zrobi mi wojne w temacie mojej "choroby".
NIe wiem jak wysoko sie cenisz, ale po takim wystartowaniu zony do "nowego ksiecia" nie dawalbym juz szans na powrot i nie wnikal czy jest spuchnieta w okolicach pasa. Wybrala lepsze zuycie, to niech spija z niego smietanke... my mozemy jedynie pokibicowac i "podziwiac".

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

15

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Jak Ja "walec przejedzie i spadna rozowe olulary"podpisuje sie pod tym.

16

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
bags napisał/a:

Fevers...
Czytam Ciebie i popieram za kazdym nie tyle zdaniem co slowem. Mam dziwne odczucia tzn zmieniajac tylko nazwe choroby, napisales moje przemyslenia "wylewane" juz tu na forum w watku swoim i fluffiego.
Nie wiem, czy Ty jakis plagiat mojego malzensk o - sakramentalnego watku stosujesz big_smile czy co, ale jedno jest pewne, co do kwesti winnego rozwodu to mozemy sobie reke podac i wypic stakanczyka czystej ognistej na znak poparcia.
Rozwodu jeszcze co prawda nie zaczalem, choc mialem 3 wiadomosci, ze jz startuje z tym zamiarem i podobnie do Ciebie, ze albo przystane za porozumieniem albo zrobi mi wojne w temacie mojej "choroby".
NIe wiem jak wysoko sie cenisz, ale po takim wystartowaniu zony do "nowego ksiecia" nie dawalbym juz szans na powrot i nie wnikal czy jest spuchnieta w okolicach pasa. Wybrala lepsze zuycie, to niech spija z niego smietanke... my mozemy jedynie pokibicowac i "podziwiac".

Widzisz Bags, siwy Pan wysoko w chmurach jest hedonistą i ma bardzo specyficzne poczucie humoru w pisaniu naszych scenariuszy życia smile Widząc jaki splot wydarzeń w moim życiu raczył utkać, to wcale bym się nie zdziwił, gdybyśmy kiedyś takiego kielona wychilili smile
Natomiast co do rozwodu...jesli mógłbym dać Ci jakąś radę jako młodszy i pewnie mniej doświadczony życiowo - daj jej rozwód bez orzekania i jak najszybciej. Dlaczego? Bo tym samym robisz sobie przysługę. Wiem, że to może stać w sprzeczności z uczuciami Twoimi do niej jesli takowe jeszcze masz. ja na ostatniej rozprawie w sądzie strzelę jej taką mowę, że jeśl;i nie w niedalekiej przyszłości, to po latach będzie jej bania się przegrzewała. Odniosę się wprost do tego, czym dla mnie była świadoma decyzja o zawarciu małżeństwa ( a nawet już pomijając sam węzeł małżeński - zdecydowałem się na związek z nią będąc w pełni świadomym, że to nie tylko chwile zauroczenia, ale też rutyna i chwile gorsze ), jakimi wartościami się kierowałem i jakim uczuciem ją darzyłem. Wiem, że teraz po niej to spłynie jak woda po kaczce, ale kiedyś może wróci do niej jak uderzenie młota kowalskiego. Jeśli czeka Cię rozwód, to szczerze Ci współczuję, bo to naprawdę trudny okres. Chyba, że jesteś na niego gotowy psychicznie.
Jak wysoko się cenię? Wysoko, ale jakoś nie potrafię skreslić mojej jeszcze zony na zawsze, chyba, że sama się skreśli, o czym już wspomniałem wczesniej. Mam też gdzieś głęboko w sercu nadzieję, że jej księciunio okaże się złym Iktornem z gumisiów i pozwoli jej zrozumieć, czym były nasze wspólnie spędzone lata, zwłaszcza w trudnych dla nas chwilach i co one nam dały jako małżeństwu. Dla mnie dały bardzo dużo. Dla niej...? Nie, chyba nie.

17

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Delikatnie mowiac ja mam ciezki przypadek zwiazku malzenskiego, gdzie figuruja 3 osoby... ale ta trzecia nie jest dziecko.
Co do rozwodu, to znowu sie zgadzamy, choc wiekowo jestesmy prawie rowni. Dla mnie to jest smieszne, ze ktos kto przysiegal i obiecywal mi zlote gory przed oltarzem, teraz przez absurdalna sprawe, na ktora nie ma zadnych dowodow i potwierdzen bedzie chcial mnie zniszczyc.
Przerobilem ciezkiego kalibru toksyka, niedojrzalosc emocjonalna partnerki, zdrade emocjonalna i teraz fizyczna.
Zona sie odgrazala ze che rozwodu... wiec niech sie sama wyrywa przed szereg, choc juz po 2 miesacach widze, ze to byl raczej jej slomiany zapal z fajerwerkami pt grozba.
Ja mam teraz problemy z praca i nie w glowie mi bieganie po sadach.
Probowalem juz wszelkich metod i pomocy mediatora. moze sie osmieszylem w jej oczach ale w kwestii rozwodu niech idzie z Bogiem... krzyz na droge jak to mowia.
Jesli bedzie mi dane wyglosic mowe koncowa na temat upadku malzenstwa, wyglosze ja w oparciu o zdobyta wiedze, wiadomosci i fakty a jesli bedzie trzeba, to tym sposobem uzasadnie powody wniesienia pozwu o rozwod.

Poki co przyjalem postawe kibica pilkarskego przed tv: cieple kapcie, piwko pilot w reku i... wykaz sie kobieto. big_smile

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

18

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
bags napisał/a:

Delikatnie mowiac ja mam ciezki przypadek zwiazku malzenskiego, gdzie figuruja 3 osoby... ale ta trzecia nie jest dziecko.
Co do rozwodu, to znowu sie zgadzamy, choc wiekowo jestesmy prawie rowni. Dla mnie to jest smieszne, ze ktos kto przysiegal i obiecywal mi zlote gory przed oltarzem, teraz przez absurdalna sprawe, na ktora nie ma zadnych dowodow i potwierdzen bedzie chcial mnie zniszczyc.
Przerobilem ciezkiego kalibru toksyka, niedojrzalosc emocjonalna partnerki, zdrade emocjonalna i teraz fizyczna.
Zona sie odgrazala ze che rozwodu... wiec niech sie sama wyrywa przed szereg, choc juz po 2 miesacach widze, ze to byl raczej jej slomiany zapal z fajerwerkami pt grozba.
Ja mam teraz problemy z praca i nie w glowie mi bieganie po sadach.
Probowalem juz wszelkich metod i pomocy mediatora. moze sie osmieszylem w jej oczach ale w kwestii rozwodu niech idzie z Bogiem... krzyz na droge jak to mowia.
Jesli bedzie mi dane wyglosic mowe koncowa na temat upadku malzenstwa, wyglosze ja w oparciu o zdobyta wiedze, wiadomosci i fakty a jesli bedzie trzeba, to tym sposobem uzasadnie powody wniesienia pozwu o rozwod.

Poki co przyjalem postawe kibica pilkarskego przed tv: cieple kapcie, piwko pilot w reku i... wykaz sie kobieto. big_smile

No to powiem Ci szczerze, że wszystkie te cechy toksycznego związku ja też przerobiłem wzdłuż i wszerz:) Oczywiście chyba oprócz zdrady, ale tu nie chciałbym być zbyt naiwny smile Problemy z pracą u mnie były bezpośrednim efektem postawienia przez żonę przede mną ściany. Od długiego czasu staje na głowie, żeby z tego bagna się wygrzebać, ale nie jest łatwo. Jednak poddawać się nie mam zamiaru.
Nie powiedziałbym, że się ośmieszyłeś. Okazanie słabości i potrzeby pomocy to moim zdaniem siła. Ciekawy jestem, jaki u Ciebie będzie finalnie scenariusz smile

19

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

zauroczenie badz zwane zakochaniem trwa podobno do max 2 lat.fascynacja 2-ga osoba itd.i czesto w tym okresie pary sie rozchodza.kolejny etap kryzysu to po 5 latach.z tym czekaniem tez nie wiadomo.bo moze ona mysli ,ze ma sie na to zlewke bo sie nie stara o nia.i w koncu nie wiadomo bo jest niby stereotyp ,ale z 2-ej strony kazda kobieta jest inna.taka glupia gra-kto przetrzyma dluzej. ja chyba zrobilem blad bo latalem przez 1-szy tydzien mimo ,ze ona zerwala i ona w ogole sie nie czuje o nic winna. teoretycznie uzalanie sie nad soba i blaganie o powrot kazdy odradza.ale wtedy mozesz sobie zarzucic ,ze nie zrobiles wszystkiego ,aby ja odzyskac z mozliwych sposobow. no ,a teraz 2 tyg milczenia tyle ,ze moj zwiazek krotki stazem wiec marne szanse ,a mi po prostu zalezy na niej.wiec tak czekamy choc to moze byc tylko ludzenie sie.mozna by zalozyc post -poczekalnia-i bysmy wiedzieli czy w koncu ktos sie doczekal powrotu...

"Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Antoine de Saint-Exupéry

20

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
geniu napisał/a:

zauroczenie badz zwane zakochaniem trwa podobno do max 2 lat.fascynacja 2-ga osoba itd.i czesto w tym okresie pary sie rozchodza.kolejny etap kryzysu to po 5 latach.z tym czekaniem tez nie wiadomo.bo moze ona mysli ,ze ma sie na to zlewke bo sie nie stara o nia.i w koncu nie wiadomo bo jest niby stereotyp ,ale z 2-ej strony kazda kobieta jest inna.taka glupia gra-kto przetrzyma dluzej. ja chyba zrobilem blad bo latalem przez 1-szy tydzien mimo ,ze ona zerwala i ona w ogole sie nie czuje o nic winna. teoretycznie uzalanie sie nad soba i blaganie o powrot kazdy odradza.ale wtedy mozesz sobie zarzucic ,ze nie zrobiles wszystkiego ,aby ja odzyskac z mozliwych sposobow. no ,a teraz 2 tyg milczenia tyle ,ze moj zwiazek krotki stazem wiec marne szanse ,a mi po prostu zalezy na niej.wiec tak czekamy choc to moze byc tylko ludzenie sie.mozna by zalozyc post -poczekalnia-i bysmy wiedzieli czy w koncu ktos sie doczekal powrotu...

Ja popełnilem ten błąd, że latałem do niej prawie 4 miesiące...Szkoda, że nie znałem metody 34 kroków od razu po jej odejściu.

21 Ostatnio edytowany przez woytek (2013-03-13 20:53:57)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Panowie! nie martwicie sie! ja tez mam podobna sytuacje, choc bez takiego udzialu toksycznej tesciowej jak w przypadku Bagsa. Ale moja zonka tez ma z mamusia bardzo dobre uklady i to nie tylko towarzyskie ale i finansowe, uwaza ze mamusia sobie bez niej nie poradzi, itd. Oczywiscie o wszsytko oskarza mnie, ale nie rozumie ze moje zachowanie wynikalo po czesci z jej zachowania (dzieki Bags ze mi to uswiadomiles). Mozna powiedziec ze od 3 miesieczy jest miedzy nami zle, od 7 tygodni nie mieszkamy razem, a od 2 wogole sie do siebie nie odzywamy. Oczywiscie od 3 miesiecy jest mowa ze ona chce sie rozwiesc, ciekawi mnie tylko jaki poda powod rozwodu. Wy macie jakis kontakt z waszymi "jeszcze zonami"?

Ech, trzeba isc Lige Mistrzow poogladac! smile

22

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

no wlasnie...szkoda.ja za swoja ex narzeczona latalem 7 miechow wiec nie peniaj bo po prawie 2 latach chciala wrocic.ale chyba jednak lepeij nie latac tongue i 2-gi raz to zrobilem i teraz juz raczej po ptakach ,ale juz 3 nie bedzie chocby nie wiadomo co sie by nie dzialo.teraz wiem ze latanie tylko przedluza sprawe powrotu.w srodku skreca,ale na zewnatrz nie wolno tego pokazac.najlepiej usunac od razu kazdy mozliwy kontakt z nia,ale nie tak ,ze gdzies tam cos sie znajdzie jak by trzeba bylo napisac bo na pewno bedzie sie chcialo napisac jak zalezy.tlumaczac i sie ponizajac co tylko dziala na niekorzysc.heh,najlepiej jak by nasze ex zobaczyly co my sobie opracowujemy tu za mysterny plan tongue

"Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Antoine de Saint-Exupéry

23

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
geniu napisał/a:

heh,najlepiej jak by nasze ex zobaczyly co my sobie opracowujemy tu za mysterny plan tongue

Tym stwierdzeniem uczyniłeś mój dzień pięknym i radosnym smile

24

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
geniu napisał/a:

zauroczenie badz zwane zakochaniem trwa podobno do max 2 lat.fascynacja 2-ga osoba itd.i czesto w tym okresie pary sie rozchodza.kolejny etap kryzysu to po 5 latach.z tym czekaniem tez nie wiadomo.bo moze ona mysli ,ze ma sie na to zlewke bo sie nie stara o nia.i w koncu nie wiadomo bo jest niby stereotyp ,ale z 2-ej strony kazda kobieta jest inna.taka glupia gra-kto przetrzyma dluzej. ja chyba zrobilem blad bo latalem przez 1-szy tydzien mimo ,ze ona zerwala i ona w ogole sie nie czuje o nic winna. teoretycznie uzalanie sie nad soba i blaganie o powrot kazdy odradza.ale wtedy mozesz sobie zarzucic ,ze nie zrobiles wszystkiego ,aby ja odzyskac z mozliwych sposobow. no ,a teraz 2 tyg milczenia tyle ,ze moj zwiazek krotki stazem wiec marne szanse ,a mi po prostu zalezy na niej.wiec tak czekamy choc to moze byc tylko ludzenie sie.mozna by zalozyc post -poczekalnia-i bysmy wiedzieli czy w koncu ktos sie doczekal powrotu...

Co do okresu dwóch pierwszych lat to faktycznie coś jest na rzeczy. W moim przypadku stało się to trochę wcześniej bo po około 1,5 roku. Nagle stałem się jak to ładnie określono
"bezbarwny" a moje miejsce zajął "książę z bajki", o którym wspominałem powyżej. Mój czar niestety prysł. Też starałem się (nie musiałem latać, bo ona mieszkała dalej u mnie) ją
odzyskać przez pół roku. W nagrodę dowiedziałem się, że ona i jej "książę" podziwiają, że tak o nią walczę. Do momentu kiedy "książę" określił się co do ewentualnego rozwodu
ze swoją żoną wink Co do metody 34 kroków to wydaje mi się, że raczej traktować ją należy jako zbiór wskazówek a nie reguł, bo niestety każdy przypadek jest inny. A motyw
"poczekalni" godny poparcia mi się wydaje wink

25

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Wszystko się zgadza, a faza totalnego zauroczenia 2 lata - ale u mnie dotyczyło to partnera tongue

26

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

to z tymi 2 latami to nie ja wymyslilem lecz jest zbadane przez psychologow. pozniej,przyzwyczajenie, albo sie jest ze soba albo kleka.i moze to stac sie wczescniej tak jak jeden przypadek po poltora roku.a to ,ze odeszla do ineego i razem podziwiali.chore,a wiesz co jest najgorsze.ze Twoje proby byly dla nich tematem do rozmow bo tak by moze nie mieli o czym rozmawiac a tak pomagales podtrzymac ich barwne zycie.jakkolwie zauwazylem na swoich zwiazkach,ze czy ja odszedlem dla kogos,czy ode mnie odeszla dla kogos...to zwiazki zbudowane na czyims nieszczesciu i w wszystkich tych przypadkach ,ktore znam po sobie zaden nie przetrwal.podobno zla karma zawsze wraca,chociaz nie zycze nikomu zle.odkad czytam na tym forum wszystkie historie to ja nie widze sensu ,aby w ogole sie z kims wiazac.bo milosc to piekne uczucie ,ale dramat ,ktory sie przezywa po,masakra.codziennie sie bije z myslami i sie nie skupiam na pracy.tak strasznie to potrafi owladnac umysl.a zawsze bylem wesolym usmiech, jajcarzem spiewajacym pod prysznicem.polecam film Testosteron.po rozpadzie zwiazku rozsmieszyl mnie.scena jak ojciec przed synem gra odchodzaca zone.badz pijany koles dzwoniacy z budki ,albo ten rockman jak wracal samochodem. smialem sie z siebie smile

"Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Antoine de Saint-Exupéry

27

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Woytek...
Cusik mi sie kumo widzi, ze tez bedziesz potrzebowal tak jak ja czasu albo checi ponad wlasne sily, by dokopac sie do ukrytych wskazowek w zachowaniu zony, tesciowej i swoim zwiazku.
Bo jesli doszukales sie pokrewienstwa miedzy Naszymi historiami, to w wolnym czasie skup sie na tych elementach ukladanki:
- Twoja zona to "efekt ksero" jej matki (jesli znasz cos z opowiesci zony na Jej temat, to juz tu wiele spraw sie pokryje),
- poczytaj i przeanalizuj to co mowi o relacjach "trojkata" Zorro u mnie w watku w odniesieniu do Was,
- poczytaj z uwaga watek polcany Tobie "tesciowie..."
efekty Ciebie samego zaskocza...

Fevers napisał/a:
geniu napisał/a:

heh,najlepiej jak by nasze ex zobaczyly co my sobie opracowujemy tu za mysterny plan tongue

Tym stwierdzeniem uczyniłeś mój dzień pięknym i radosnym smile

Krecic, necic, rozkrecac, skrecac, rozkminiac, szufladkowac i dumac...
kazdy facet ma zapedy na majsterkowicza big_smile tak wiec czy to tylko w domu, ogrodzie czy przy aucie ma majsterkowac? lol

onslaught napisał/a:

Co do metody 34 kroków to wydaje mi się, że raczej traktować ją należy jako zbiór wskazówek a nie reguł, bo niestety każdy przypadek jest inny.

i tu trafiles w samo sedno sprawy, bo ta lista wskazowek jest stworzona przez psychologow z gornej polki w tym swiatku specjalistow. A jak wiadomo psycholog na terapii nie daje formulek regul czy zasad do zastosowania a daje wskazowki...

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

28

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

jedno mnie zastanawia, - co skłania facetów do czekania rok lub więcej na to, aż panienka się wybawi, błąd zrozumie i łaskawie raczy sobie o "byłym" przypomnieć, bo gdzieś indziej nie wyszło... odeszłaś to - Vaya con dios... a nie za rezerwowe koło ratunkowe robić... bez gwarancji, że znowu nie usłyszy się - jednak to nie jest to mój misiu...

29

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
gen napisał/a:

jedno mnie zastanawia, - co skłania facetów do czekania rok lub więcej na to, aż panienka się wybawi, błąd zrozumie i łaskawie raczy sobie o "byłym" przypomnieć (...)

Myślę, że to takie, staromodne i niepraktyczne coś, jak miłość wink

30

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
onslaught napisał/a:
gen napisał/a:

jedno mnie zastanawia, - co skłania facetów do czekania rok lub więcej na to, aż panienka się wybawi, błąd zrozumie i łaskawie raczy sobie o "byłym" przypomnieć (...)

Myślę, że to takie, staromodne i niepraktyczne coś, jak miłość wink

raczej głupota i brak instynktu samozachowawczego, rozumiem, parę miesięcy, ale rok lub dwa?, to często dłużej niż sam związek trwał... bez sensu... czytałem gdzieś, że miłość najlepiej wychodzi kiedy dwoje chce... inaczej to jest samoumartwienie...

31

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
gen napisał/a:
onslaught napisał/a:
gen napisał/a:

jedno mnie zastanawia, - co skłania facetów do czekania rok lub więcej na to, aż panienka się wybawi, błąd zrozumie i łaskawie raczy sobie o "byłym" przypomnieć (...)

Myślę, że to takie, staromodne i niepraktyczne coś, jak miłość wink

raczej głupota i brak instynktu samozachowawczego, rozumiem, parę miesięcy, ale rok lub dwa?, to często dłużej niż sam związek trwał... bez sensu... czytałem gdzieś, że miłość najlepiej wychodzi kiedy dwoje chce... inaczej to jest samoumartwienie...

Gdybyśmy kierowali się instynktem, to bylibyśmy tylko samcami, a nie mężczyznami. Jedno od drugiego odróżnia to, że ten drugi zna wartość fundamentów położonych na ołtarzu małżeńskim, gdy węzeł był zawiązany świadomie, a nie z powodu na przykład wpadki i potrafi walczyć w imię wyższego dobra, a nie tylko swojego komfortu , samozadowolenia i szczęścia smile

32

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
Fevers napisał/a:
gen napisał/a:
onslaught napisał/a:

Myślę, że to takie, staromodne i niepraktyczne coś, jak miłość wink

raczej głupota i brak instynktu samozachowawczego, rozumiem, parę miesięcy, ale rok lub dwa?, to często dłużej niż sam związek trwał... bez sensu... czytałem gdzieś, że miłość najlepiej wychodzi kiedy dwoje chce... inaczej to jest samoumartwienie...

Gdybyśmy kierowali się instynktem, to bylibyśmy tylko samcami, a nie mężczyznami. Jedno od drugiego odróżnia to, że ten drugi zna wartość fundamentów położonych na ołtarzu małżeńskim, gdy węzeł był zawiązany świadomie, a nie z powodu na przykład wpadki i potrafi walczyć w imię wyższego dobra, a nie tylko swojego komfortu , samozadowolenia i szczęścia smile

POLEJCIE MU!!!!! smile

33

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
Fevers napisał/a:

Gdybyśmy kierowali się instynktem, to bylibyśmy tylko samcami, a nie mężczyznami. Jedno od drugiego odróżnia to, że ten drugi zna wartość fundamentów położonych na ołtarzu małżeńskim, gdy węzeł był zawiązany świadomie, a nie z powodu na przykład wpadki i potrafi walczyć w imię wyższego dobra, a nie tylko swojego komfortu , samozadowolenia i szczęścia smile

Dobrze prawicie Mości Panie! smile

34 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-13 22:45:51)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
gen napisał/a:
onslaught napisał/a:
gen napisał/a:

jedno mnie zastanawia, - co skłania facetów do czekania rok lub więcej na to, aż panienka się wybawi, błąd zrozumie i łaskawie raczy sobie o "byłym" przypomnieć (...)

Myślę, że to takie, staromodne i niepraktyczne coś, jak miłość wink

raczej głupota i brak instynktu samozachowawczego, rozumiem, parę miesięcy, ale rok lub dwa?, to często dłużej niż sam związek trwał... bez sensu... czytałem gdzieś, że miłość najlepiej wychodzi kiedy dwoje chce... inaczej to jest samoumartwienie...

Gen...
a kto tu mowi o czekaniu? My dalismy wolna reke partnerkom w drodze do szczescia w ramionach innego, nowszego modelu. Tu sie nikt nie skupial na zemscie z tego tytulu.
To ze latwo im poszlo odejsc od Nas, to nie znaczy, ze bedzie im rownie latwo wrocic. Bo a noz sie moze okazac, ze My ze smutku i zgryzoty w tym czekaniu na nawrocenie sie Naszych lubych... nabylismy" nowszy model partnerki., w ramach "rekompensaty" za te meki i bole.
Im sie wydaje, ze wciskaja pauze jak na filmie ale niestety, zycie - przynajmniej dla Nas - toczy sie dalej i jestesmy zdrowsi o te "przereklamowane" motylki, bo jesli nawet je zdobedziemy, to w sposob naturalny a nie wymuszony.

Fevers napisał/a:

Gdybyśmy kierowali się instynktem, to bylibyśmy tylko samcami, a nie mężczyznami. Jedno od drugiego odróżnia to, że ten drugi zna wartość fundamentów położonych na ołtarzu małżeńskim, gdy węzeł był zawiązany świadomie, a nie z powodu na przykład wpadki i potrafi walczyć w imię wyższego dobra, a nie tylko swojego komfortu , samozadowolenia i szczęścia smile

kwintesencja klasy meskosci w zwiazku smile

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

35 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-03-13 23:05:18)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
bags napisał/a:
Fevers napisał/a:

Gdybyśmy kierowali się instynktem, to bylibyśmy tylko samcami, a nie mężczyznami. Jedno od drugiego odróżnia to, że ten drugi zna wartość fundamentów położonych na ołtarzu małżeńskim, gdy węzeł był zawiązany świadomie, a nie z powodu na przykład wpadki i potrafi walczyć w imię wyższego dobra, a nie tylko swojego komfortu , samozadowolenia i szczęścia smile

kwintesencja klasy meskosci w zwiazku smile

Dziękuję za uznanie Tobie, Onslaught i Woytkowi smile

36 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-14 08:13:53)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Fevers
Nie mam pojęcia po co czekasz na żonę.  Chyba tylko hy ją upokorzyć, bo miłości tu nie widzę żadnej.  Urazoną dumę, ambicję, coś bliskiego nienawiści, chęć zemsty - i nadzieję oraz życzenie żonie tego, co najgorsze.

Przy takim Twoim do niej stosunku o przyszłości tu żadnej mowic nie można.

Niektóre trudności się utrzymują,ponieważ ich rozwiązanie uzależniamy od zaistnienia określonych warunków. Lepiej   zaufać, że to,co istotne, się ułoży,gdy przyjdzie właściwy czas. Często jednak naszymi planami wchodzimy losowi w drogę.

37 Ostatnio edytowany przez onslaught (2013-03-14 08:38:49)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
geniu napisał/a:

a to ,ze odeszla do ineego i razem podziwiali.chore,a wiesz co jest najgorsze.ze Twoje proby byly dla nich tematem do rozmow bo tak by moze nie mieli o czym rozmawiac a tak pomagales podtrzymac ich barwne zycie.

Wiesz, w sumie to przypuszczam, że on tylko mówił. Ona nie ma swoich zainteresowań - teraz widzę, że czerpie je od partnera, którym jest
zainteresowana. "Księciem z bajki" była tak zafascynowana, że zaczęła nagle interesować się tym co on, choć wcześniej przez te 1,5 roku
nie było mowy, że jest fanką np. "sportów ekstremalnych", a tu nagle ...bach! Ona jest od tego specjalistą i na treningi chodzi.. oczywiście
z nim.

38

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
mayk222 napisał/a:

Moja eks chciala wrocic po roku i 12 dniach.

Pisze, bo mam podobny dylemat, otóż rozstałam się z facetem który był moją jedyną, prawdziwą miłoscią, tak kochać można tylko raz. Minęło 10 miesięcy od tego czasu, ja w między czasie poznałam kogoś, chcąc zwyczajnie zapomnieć o tym co było.
Nie powiem, bo jest w porządku wobec mnie, szanuje i często wyznaje miłośc, tylko ja już nie potrafię z siebie wykrzesać tego
ognia, który towarzyszył mi w poprzednim związku. Kilka dni temu mój były odezwał się do mnie poprosił o spotkanie, po czym wyznał że nadal mnie kocha, że nie doceniał tego co stracił i chciałby abyśmy na nowo spróbowali, dali sabie jeszcze szansę.
Mam pytanie do Ciebie Mayk, czy Ty dałeś drugą szansę tej kobiecie? czy też zamknąłeś ten rozdział raz na zawsze.

39

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

To byla by 8 szansa,nie dalem Jej tym razem,mam godnosc i charakter.Pomimo ze tkwi we mnie do dzis w pewnym stopniu,to drzwi do mnie sa zaryglowane.

40 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-03-14 13:48:57)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
raki napisał/a:

Fevers
Nie mam pojęcia po co czekasz na żonę.  Chyba tylko hy ją upokorzyć, bo miłości tu nie widzę żadnej.  Urazoną dumę, ambicję, coś bliskiego nienawiści, chęć zemsty - i nadzieję oraz życzenie żonie tego, co najgorsze.

Przy takim Twoim do niej stosunku o przyszłości tu żadnej mowic nie można.

Mylisz się i to bardzo. Piszesz, że kieruję się chęcią upokorzenia jej, moją zranioną dumą, ambicją, chęcią zemsty. Chęć dokopania a danie jej możliwości by sama na swoich błędach wyciągnęła wnioski to zasadnicza różnica. Na jakiej podstawie stwierdzasz, że nie ma w tym miłości? W moim sercu nie siedzisz i nie wiesz co czuję. To, że na forum nie dzielę się moją sferą emocjonalną w zakresie miłości w sposób ostentacyjny, nie oznacza, że jej nie ma. A nawet powiem więcej - gdybym nie kierował się miłością, to nie patrzyłbym z nadzieją w przyszłość, czekając na minięcie tych 2 lat, tylko powiedziałbym sobie "do widzenia" i rozdział byłby zamknięty. Jak zapewne zauważyłaś - napisałem wcześniej, że tylko jedno może ją definitywnie skreślić w moich oczach, czyli ciąża z kimś innym. W pozostałych przypadkach podtrzymuję ciągle chęć uzdrowienia i naprawy naszej relacji. Jeśli dla Ciebie to nie jest jednoznaczna oznaka uczucia do kobiety, to moje pisanie Cię nie przekona. Nie widzę więc zasadności Twojej nadinterpretacji. Zresztą, wszystkie te przywary o których raczyłaś wspomnieć stałyby w sprzeczności z faktem, że wziąłem z nią ślub z powodu prawdziwie głębokiego uczucia. Wiem, że łatwo jest wydać opinię na podstawie wypisanych kilku zdań, nie mając absolutnie żadnego pojęcia o całym tle emocjonalno-uczuciowo-sytuacyjnym, które toczyło się i toczy poza ramami forum, w tak zwanym życiu codziennym.

41

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Ale to poczytaj jak i co o niej piszesz. Do tego w jaki sposób. Rozumiem, że jesteś zraniony. Ale mnie się to po prostu nie podoba. Może stwierdzenie, że "miłości nie ma" jest zbyt daleko idące. Choć miłość to nie emocje.
A może te dwa lata powinieneś dać po prostu sobie, przestać skupiać się i analizować ten związek i ją (bo to robisz - czyta się to w Twoich postach) i zobaczyć co się dzieje, co jest w Tobie po tym wszystkim, co czujesz do siebie, do niej, do życia.

Niektóre trudności się utrzymują,ponieważ ich rozwiązanie uzależniamy od zaistnienia określonych warunków. Lepiej   zaufać, że to,co istotne, się ułoży,gdy przyjdzie właściwy czas. Często jednak naszymi planami wchodzimy losowi w drogę.

42 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-14 15:38:51)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
raki napisał/a:

Chyba tylko hy ją upokorzyć, bo miłości tu nie widzę żadnej.  Urazoną dumę, ambicję, coś bliskiego nienawiści, chęć zemsty - i nadzieję oraz życzenie żonie tego, co najgorsze.
Przy takim Twoim do niej stosunku o przyszłości tu żadnej mowic nie można.

Do czego raki pijesz??? Bo znajac poniekad problem Feversa z mojej wlasnej autopsji, to nieznajomosc tematu sie u Ciebie klania zarowno Jego osoby, co zagadnienia, ktore On porusza od poczatku watku.

Bo tu sprawa jest banalnie prosta... Fevers broni swojej gosnosci od strony zdrowotnej a nie msci na zonie, bo powodow do zemsty - o ile tak to mozna nazwac - to szuka Ona za to ze odeszla od Niego z powodu Jej motylkow.
Bez urazy dla nikogo, ale brala faceta z calym zapleczem inwentarza slubujac przytym milosc az po grob ale niestety... mieli sie zestarzec wspolnie lecz Fevers nie sadzil ze to az tak szybko nastapi.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

43

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Czytałam jego historię i bazuję jedynie na tym, co zostało napisane na forum, jak my wszyscy. I nie potrafię zrozumieć jesto stosunku do żony opisanego w tym wątku z tym czekaniem. To mi się nie klei, co więcej nie podoba.

Niektóre trudności się utrzymują,ponieważ ich rozwiązanie uzależniamy od zaistnienia określonych warunków. Lepiej   zaufać, że to,co istotne, się ułoży,gdy przyjdzie właściwy czas. Często jednak naszymi planami wchodzimy losowi w drogę.

44

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
Fevers napisał/a:
gen napisał/a:
onslaught napisał/a:

Myślę, że to takie, staromodne i niepraktyczne coś, jak miłość wink

raczej głupota i brak instynktu samozachowawczego, rozumiem, parę miesięcy, ale rok lub dwa?, to często dłużej niż sam związek trwał... bez sensu... czytałem gdzieś, że miłość najlepiej wychodzi kiedy dwoje chce... inaczej to jest samoumartwienie...

Gdybyśmy kierowali się instynktem, to bylibyśmy tylko samcami, a nie mężczyznami. Jedno od drugiego odróżnia to, że ten drugi zna wartość fundamentów położonych na ołtarzu małżeńskim, gdy węzeł był zawiązany świadomie, a nie z powodu na przykład wpadki i potrafi walczyć w imię wyższego dobra, a nie tylko swojego komfortu , samozadowolenia i szczęścia smile

może będziesz uprzejmy wskazać, gdzie się chociażby zająknąłem o długoletnim małżeństwie??? Chodziło mnie o to, że często faceci/kobiety czekają dłużej, niż sam związek trwał - to gdzie tu sens???, rok związku, dwa czekania?, a niby na co???, aż się druga strona wybawi i o nas sobie przypomni???, nawet żebrak ma więcej godności... i ołtarz małżeński, to znowu nie taka świętość, wystarczy tematy na forum poczytać... często zakładają je Ci po powrotach cudnych i wspaniałych - do czasu... pewnie, wyjątki bywają, ale ile???

45 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-03-14 17:21:32)

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
gen napisał/a:
Fevers napisał/a:
gen napisał/a:

raczej głupota i brak instynktu samozachowawczego, rozumiem, parę miesięcy, ale rok lub dwa?, to często dłużej niż sam związek trwał... bez sensu... czytałem gdzieś, że miłość najlepiej wychodzi kiedy dwoje chce... inaczej to jest samoumartwienie...

Gdybyśmy kierowali się instynktem, to bylibyśmy tylko samcami, a nie mężczyznami. Jedno od drugiego odróżnia to, że ten drugi zna wartość fundamentów położonych na ołtarzu małżeńskim, gdy węzeł był zawiązany świadomie, a nie z powodu na przykład wpadki i potrafi walczyć w imię wyższego dobra, a nie tylko swojego komfortu , samozadowolenia i szczęścia smile

może będziesz uprzejmy wskazać, gdzie się chociażby zająknąłem o długoletnim małżeństwie??? Chodziło mnie o to, że często faceci/kobiety czekają dłużej, niż sam związek trwał - to gdzie tu sens???, rok związku, dwa czekania?, a niby na co???, aż się druga strona wybawi i o nas sobie przypomni???, nawet żebrak ma więcej godności... i ołtarz małżeński, to znowu nie taka świętość, wystarczy tematy na forum poczytać... często zakładają je Ci po powrotach cudnych i wspaniałych - do czasu... pewnie, wyjątki bywają, ale ile???

Gen, jaki jest sens rozważać  w jakim celu kobieta/mężczyzna czeka na swojego ex'a? Wystarczy, że ktoś taką decyzję podjął, bo jego uczucia tak mu podpowiadają. Nie Ty byłeś w związkach o których wspominasz, nie Ty doświadczałeś emocji i uczuć w nich zawartych, więc daj sobie spokój z takimi pararozważaniami. Czy ołtarz małżeński to nie taka świętość? Dla faceta na pewno nie. Dla mężczyzny to istota trwania w małżeństwie, trwania przy boku kobiety za którą sam sobie narzucił moralną odpowiedzialność dbania o nią,  nie zważając na trudności, choroby, chwile ciężkie. Łatwo jest być ze sobą, kiedy jest dobrze. Ale kiedy jest źle...tak, wtedy okazuje się kto ma honor, godność i zasady moralne. Rozumiesz co chcę przez to powiedzieć? To, że jest masa ludzi, którzy traktują przysięgę małżeńską jak umowę o dzieło, to mnie nie dziwi. Natomiast ja z takimi ludźmi nie chciałbym nawet muchy w kiblu ubić, bo dla mnie to są oportuniści, hedoniści, niedojrzali emocjonalnie ludzie i potworni egoiści którzy w chwili kryzysu zawijają mandżur i uciekają od odpowiedzialności. To, że coraz częściej ludzie się rozwodzą dowodzi dwóch rzeczy - że coraz więcej niedojrzałych krąży po ulicach oraz to, że media kreują w tych lekko pustych głowach wizerunek zachodniego ładu, gdzie na porządku dziennym są rozwody. Obym nie doczekał czasów, kiedy w Polsce zapanuje pogląd jak w USA, że człowiek bez przynajmniej jednego rozwodu jest dziwny.

Raki, popieram w całej rozciągłości wypowiedź Bagsa. Te dwa lata o których wspominamy daję sobie na wyklarowanie mojej sytuacji życiowej na dojście do ładu ze swoją psychiką, ale przede wszystkim stawiam na coś, co dla mnie jest bardzo istotne - na rozwój, właśnie poprzez analizę związku, moich błędów, jej błędów oraz naszych wspólnie popełnionych błędów. Wiesz dlaczego? Bo gdybym tego nie robił, to stałbym w miejscu emocjonalnie. A ja chcę zrozumieć mechanizmy i procesy, które doprowadziły do rozpadu naszego małżeństwa, żeby lepiej poznać kobiecą psychikę, być bardziej świadomy swojej psychiki i by w przyszłości być lepszym partnerem. Nie musisz pochwalać mojej postawy, bo to forum ludzi mających swoje zdanie. Ale to, że nie rozumiesz moich pobudek nie powinno przemawiać za tym, by je negować. Może Ci się całość nie kleić, bo nie jesteś mną i nie jesteś w moim położeniu. Nie wiem, co więcej mogę napisać w tej materii.

46

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
Fevers napisał/a:
gen napisał/a:
Fevers napisał/a:

Gdybyśmy kierowali się instynktem, to bylibyśmy tylko samcami, a nie mężczyznami. Jedno od drugiego odróżnia to, że ten drugi zna wartość fundamentów położonych na ołtarzu małżeńskim, gdy węzeł był zawiązany świadomie, a nie z powodu na przykład wpadki i potrafi walczyć w imię wyższego dobra, a nie tylko swojego komfortu , samozadowolenia i szczęścia smile

może będziesz uprzejmy wskazać, gdzie się chociażby zająknąłem o długoletnim małżeństwie??? Chodziło mnie o to, że często faceci/kobiety czekają dłużej, niż sam związek trwał - to gdzie tu sens???, rok związku, dwa czekania?, a niby na co???, aż się druga strona wybawi i o nas sobie przypomni???, nawet żebrak ma więcej godności... i ołtarz małżeński, to znowu nie taka świętość, wystarczy tematy na forum poczytać... często zakładają je Ci po powrotach cudnych i wspaniałych - do czasu... pewnie, wyjątki bywają, ale ile???

Gen, jaki jest sens rozważać  w jakim celu kobieta/mężczyzna czeka na swojego ex'a? Wystarczy, że ktoś taką decyzję podjął, bo jego uczucia tak mu podpowiadają. Nie Ty byłeś w związkach o których wspominasz, nie Ty doświadczałeś emocji i uczuć w nich zawartych, więc daj sobie spokój z takimi pararozważaniami. Czy ołtarz małżeński to nie taka świętość? Dla faceta na pewno nie. Dla mężczyzny to istota trwania w małżeństwie, trwania przy boku kobiety za którą sam sobie narzucił moralną odpowiedzialność dbania o nią,  nie zważając na trudności, choroby, chwile ciężkie. Łatwo jest być ze sobą, kiedy jest dobrze. Ale kiedy jest źle...tak, wtedy okazuje się kto ma honor, godność i zasady moralne. Rozumiesz co chcę przez to powiedzieć? To, że jest masa ludzi, którzy traktują przysięgę małżeńską jak umowę o dzieło, to mnie nie dziwi. Natomiast ja z takimi ludźmi nie chciałbym nawet muchy w kiblu ubić, bo dla mnie to są oportuniści, hedoniści, niedojrzali emocjonalnie ludzie i potworni egoiści którzy w chwili kryzysu zawijają mandżur i uciekają od odpowiedzialności. To, że coraz częściej ludzie się rozwodzą dowodzi dwóch rzeczy - że coraz więcej niedojrzałych krąży po ulicach oraz to, że media kreują w tych lekko pustych głowach wizerunek zachodniego ładu, gdzie na porządku dziennym są rozwodu. Obym nie doczekał czasów, kiedy w Polsce zapanuje pogląd jak w USA, że człowiek bez przynajmniej jednego rozwodu jest dziwny.

Raki, popieram w całej rozciągłości wypowiedź Bagsa. Te dwa lata o których wspominamy daję sobie na wyklarowanie mojej sytuacji życiowej na dojście do ładu ze swoją psychiką, ale przede wszystkim stawiam na coś, co dla mnie jest bardzo istotne - na rozwój, właśnie poprzez analizę związku, moich błędów, jej błędów oraz naszych wspólnie popełnionych błędów. Wiesz dlaczego? Bo gdybym tego nie robił, to stałbym w miejscu emocjonalnie. A ja chcę zrozumieć mechanizmy i procesy, które doprowadziły do rozpadu naszego małżeństwa, żeby lepiej poznać kobiecą psychikę, być bardziej świadomy swojej psychiki i by w przyszłości być lepszym partnerem. Nie musisz pochwalać mojej postawy, bo to forum ludzi mających swoje zdanie. Ale to, że nie rozumiesz moich pobudek nie powinno przemawiać za tym, by je negować. Może Ci się całość nie kleić, bo nie jesteś mną i nie jesteś w moim położeniu. Nie wiem, co więcej mogę napisać w tej materii.

to skoro jesteśmy przy temacie, - ile lat jesteś w szczęśliwym związku???

47

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
gen napisał/a:
Fevers napisał/a:
gen napisał/a:

może będziesz uprzejmy wskazać, gdzie się chociażby zająknąłem o długoletnim małżeństwie??? Chodziło mnie o to, że często faceci/kobiety czekają dłużej, niż sam związek trwał - to gdzie tu sens???, rok związku, dwa czekania?, a niby na co???, aż się druga strona wybawi i o nas sobie przypomni???, nawet żebrak ma więcej godności... i ołtarz małżeński, to znowu nie taka świętość, wystarczy tematy na forum poczytać... często zakładają je Ci po powrotach cudnych i wspaniałych - do czasu... pewnie, wyjątki bywają, ale ile???

Gen, jaki jest sens rozważać  w jakim celu kobieta/mężczyzna czeka na swojego ex'a? Wystarczy, że ktoś taką decyzję podjął, bo jego uczucia tak mu podpowiadają. Nie Ty byłeś w związkach o których wspominasz, nie Ty doświadczałeś emocji i uczuć w nich zawartych, więc daj sobie spokój z takimi pararozważaniami. Czy ołtarz małżeński to nie taka świętość? Dla faceta na pewno nie. Dla mężczyzny to istota trwania w małżeństwie, trwania przy boku kobiety za którą sam sobie narzucił moralną odpowiedzialność dbania o nią,  nie zważając na trudności, choroby, chwile ciężkie. Łatwo jest być ze sobą, kiedy jest dobrze. Ale kiedy jest źle...tak, wtedy okazuje się kto ma honor, godność i zasady moralne. Rozumiesz co chcę przez to powiedzieć? To, że jest masa ludzi, którzy traktują przysięgę małżeńską jak umowę o dzieło, to mnie nie dziwi. Natomiast ja z takimi ludźmi nie chciałbym nawet muchy w kiblu ubić, bo dla mnie to są oportuniści, hedoniści, niedojrzali emocjonalnie ludzie i potworni egoiści którzy w chwili kryzysu zawijają mandżur i uciekają od odpowiedzialności. To, że coraz częściej ludzie się rozwodzą dowodzi dwóch rzeczy - że coraz więcej niedojrzałych krąży po ulicach oraz to, że media kreują w tych lekko pustych głowach wizerunek zachodniego ładu, gdzie na porządku dziennym są rozwodu. Obym nie doczekał czasów, kiedy w Polsce zapanuje pogląd jak w USA, że człowiek bez przynajmniej jednego rozwodu jest dziwny.

Raki, popieram w całej rozciągłości wypowiedź Bagsa. Te dwa lata o których wspominamy daję sobie na wyklarowanie mojej sytuacji życiowej na dojście do ładu ze swoją psychiką, ale przede wszystkim stawiam na coś, co dla mnie jest bardzo istotne - na rozwój, właśnie poprzez analizę związku, moich błędów, jej błędów oraz naszych wspólnie popełnionych błędów. Wiesz dlaczego? Bo gdybym tego nie robił, to stałbym w miejscu emocjonalnie. A ja chcę zrozumieć mechanizmy i procesy, które doprowadziły do rozpadu naszego małżeństwa, żeby lepiej poznać kobiecą psychikę, być bardziej świadomy swojej psychiki i by w przyszłości być lepszym partnerem. Nie musisz pochwalać mojej postawy, bo to forum ludzi mających swoje zdanie. Ale to, że nie rozumiesz moich pobudek nie powinno przemawiać za tym, by je negować. Może Ci się całość nie kleić, bo nie jesteś mną i nie jesteś w moim położeniu. Nie wiem, co więcej mogę napisać w tej materii.

to skoro jesteśmy przy temacie, - ile lat jesteś w szczęśliwym związku???

Przypominam, że już nie jestem. Natomiast całość trwała 6 lat.

48

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

znaczy - trwała??? - to nie mamy o czym gadać... fakt, masz lat ile masz... i o starości prawisz??, a może to tylko Twoje marzenia...

49

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
gen napisał/a:

znaczy - trwała??? - to nie mamy o czym gadać... fakt, masz lat ile masz... i o starości prawisz??, a może to tylko Twoje marzenia...

Przepraszam Cię Gen, ale nie jestem w stanie pojąć logiki Twojego wywodu...

50

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
Fevers napisał/a:
gen napisał/a:

znaczy - trwała??? - to nie mamy o czym gadać... fakt, masz lat ile masz... i o starości prawisz??, a może to tylko Twoje marzenia...

Przepraszam Cię Gen, ale nie jestem w stanie pojąć logiki Twojego wywodu...

ależ to proste Kolego - trochę goryczą, taką krzywdą osobistą Twoje wpisy trącą - zdarza się, w sumie, to zrozumiałe - dystans się Tobie zgubił, miarkę swojej krzywdy zbyt często przykładasz... nic osobistego... i tyle...

51

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
gen napisał/a:
Fevers napisał/a:
gen napisał/a:

znaczy - trwała??? - to nie mamy o czym gadać... fakt, masz lat ile masz... i o starości prawisz??, a może to tylko Twoje marzenia...

Przepraszam Cię Gen, ale nie jestem w stanie pojąć logiki Twojego wywodu...

ależ to proste Kolego - trochę goryczą, taką krzywdą osobistą Twoje wpisy trącą - zdarza się, w sumie, to zrozumiałe - dystans się Tobie zgubił, miarkę swojej krzywdy zbyt często przykładasz... nic osobistego... i tyle...

A na jakiej to podstawie stwierdzasz, że brakuje mi dystansu?

52

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
Fevers napisał/a:
gen napisał/a:
Fevers napisał/a:

Przepraszam Cię Gen, ale nie jestem w stanie pojąć logiki Twojego wywodu...

ależ to proste Kolego - trochę goryczą, taką krzywdą osobistą Twoje wpisy trącą - zdarza się, w sumie, to zrozumiałe - dystans się Tobie zgubił, miarkę swojej krzywdy zbyt często przykładasz... nic osobistego... i tyle...

A na jakiej to podstawie stwierdzasz, że brakuje mi dystansu?

z całym szacunkiem, ale nie jesteś bohaterem tego wpisu...

53

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
gen napisał/a:
Fevers napisał/a:
gen napisał/a:

ależ to proste Kolego - trochę goryczą, taką krzywdą osobistą Twoje wpisy trącą - zdarza się, w sumie, to zrozumiałe - dystans się Tobie zgubił, miarkę swojej krzywdy zbyt często przykładasz... nic osobistego... i tyle...

A na jakiej to podstawie stwierdzasz, że brakuje mi dystansu?

z całym szacunkiem, ale nie jesteś bohaterem tego wpisu...

Nie zależy mi na tym tytule. Zadałem Tobie to pytanie, by na podstawie odpowiedzi dać Ci precyzyjną odpowiedź. Widzę jednak, że zamiast konstruktywnej dyskusji wolisz kluczyć między wątkami pobocznymi a nie sednem sprawy. Ponadto zauważyłem, że w innych tematach masz tendencję negacji dla samej negacji. Jeśli chcesz zrozumieć sens mojego postępowania, to w taki sposób go nie poznasz.

54

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin
Fevers napisał/a:
gen napisał/a:
Fevers napisał/a:

A na jakiej to podstawie stwierdzasz, że brakuje mi dystansu?

z całym szacunkiem, ale nie jesteś bohaterem tego wpisu...

Nie zależy mi na tym tytule. Zadałem Tobie to pytanie, by na podstawie odpowiedzi dać Ci precyzyjną odpowiedź. Widzę jednak, że zamiast konstruktywnej dyskusji wolisz kluczyć między wątkami pobocznymi a nie sednem sprawy. Ponadto zauważyłem, że w innych tematach masz tendencję negacji dla samej negacji. Jeśli chcesz zrozumieć sens mojego postępowania, to w taki sposób go nie poznasz.

Amen

55

Odp: Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Bardzo ciekawy temat do dyskusji wink Ciekawa jestem czy to działa w dwie strony wink

Posty [ 1 do 55 z 480 ]

Strony 1 2 3 9 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Powrót ex-partnerki, która uwierzyła, że życie jest jak harlequin

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018