Tak naprawdę to sama nie wiem już od czego zacząć... Tak bardzo chce wiedzieć co mam zrobić, w którą stronę pójść... nie mam pojęcia jak posklejać tan mój mały rozbity świat... czuję ,że jestem sama... choć mogło by się wydawać ,że mam dla kogo żyć.. dla mojego małego 3 letniego brata , dla mojego 22 letniego chłopaka (który mieszka ode mnie 120 km i nie mogę go nawet dotknąc gdy tak bardzo go potrzebuję, żyjemy ze sobą 2 lata, żyjemy jakbyśmy żyli ze sobą od zawsze... zresztą to nie o to chodzi) sama nie wiem od czego zacząć.. oh tak bardzo chciałabym to przekazać składniowo i logicznie lecz tak ciężko myśleć racjonalnie gdy cały świat wala mi się po podłodze, gdy każdy chce mi wmówic co czuć, robic i myśleć.. to jest jakies wszystko niezdrowe chore... ale postaram się jak najprościej (może długo) ale ja błagam o radę!!!!!!!!!!!!! BŁAGAM !!!! ja nie wiem co mam robić proszę! Niech mi ktoś odpowie, doradzi, pomoże... prosze...
Zacznę od tego ,że nie radzę sobie juz sama ze sobą... po prostu nie radzę sobie.. jest to wynikiem aktualnej sytuacji rodzinnej oraz mojej przeszłości... tak mojej przeszłości ... zaczęło się około 13 roku życia... kończyłam wówczas podstawówkę... moja matka (wtedy byłam jedynaczką) zaczęła pracować jak miałam z 10 lat ponieważ mój ojciec cały czas prawcował ,a pieniądze były ciągle, to tez wynikiem tego ona siedziała w domu.. co najlepsze nigdy nie poświęcała mi czasu... tylko swojej matce.. bo najważniejsze jest to ,że od mojego urodzenia do dziś przez 18 lat mieszkamy pod jednym dachem ja , moja matka, jej matka (moja babka) i mój ojciec( znaczy on nie bo moja matka wyrzuciła go z domu jakies 2 lata temu ponieważ podobno ukradł jakies pierścionki jej matki ... nie wiem nie znam prawdy, ale mój ojciec pijakiem nie jest , pracuje , miał nawet swoją firmę, łożył i łoży kase po 3 / 4 tysiące i tak to wyglądało, a dodatkowo moja matka kazała zerwac mu kontakt ze swoja rodziną przed moimi narodzinami ,a po ich ślubie od tak i już, choc i tak utrzymywał z nimi kontakt i mnie potajemnie tam zabierał on ma siostre chorą na raka szpiku kostnego i matke po trzech bajpasach w ogóle nie wżne) smiesznym jest jeszcze to ,że moja matka całe moje zycie przesiaduje ze swoja matką na kanapie , ze mna nawet nigdy nie rozmawiała ,nawet nie pyta jak się czuje, jest taka zimna... ahh wracam do temat no więc miałam lat 12 byłam złotym dzieckiem same 6 idealna same konkursy pierwsze miejsca , wesoła i radosna i tak dalej, ojciec mnie zabierał do kin teatrów i restauracji i on spędzał ze mną czas haha nawet jemu jedynem pierwszemu powiedziałam ,że mam pierwszą miesiączke ,bo matce sie wstydziłam powiedzieć... paranoja.... a w ogóle moja matka jest psychologiem i vice dyrektorka przedszkola ... taka mała dygresja.... i znów wracając... wszystko się skończyło gdy poszłam do gimnazjum... a mój tata zniknął... wyjechał do Anglii nie było go prawie trzy lata przyleciał moze z 6 razy do Polski przez ten okres czasu... mój jedyny powiernik i przyjaciel... wyjechał ,żeby robic większe pieniądze, a córunia powinna sobie poradzić.... więc zostałam sama z matką ,która ciągle siedziała ze swoją ,a ja byłam sama w pokoju całe dnie... i nikt ze mna nie rozmawiał, w 1 kl gimn. poznałam chłopaka (pierwsza miłość ledwo co za ręce się chwytalismy) taaak pierwsza i kilka miesięcy razem, ale usłyszałam od niego ,że troszke jestem pulchna, więc zaczęłam się odchudzać.. wpadłam w anoreksje... hm trwało to jakies 4 miesiące ,aż wkońcu ważyłam 43 kg i zemdlałam spadając ze schodów w szkole... to było w maju jak dobrze pamiętam... moja matka dostała wezwanie do szkoly i informacje ,że należy mi pomóc.. jednakże ona wstała zabrała mnie pielęgniarce powiedziała oddam ja na terapie, a potem zawiozła mnie do domu zrobiła dwa tosty, kazała mi to "zeżreć" cytuję i ,że ona wychodzi do pracy bo ma ważniejsze rzeczy niz jakies moje rojenia... nawet nie spytała jak sie czuję, a gdy wróciła to tak jakby o tym zapomniała i znów siedziała ze swoja matką, ojciec nie dzwonił, byłam sama, bałam się wiec starałam się zacząć jeść ,bo tata sie dowie ,ale nie wychodziło mi, próbowałam pokazać mamie ,że jestem... ale ona nie słuchała i nie patrzyła, zaczęłam męczyc się z bulimią ,a z końcem maja moja pierwsza miłość mnie zostawiła... wtedy wieczorem wróciłam do domu i bezmyslnie wzięłam nożyczki do rak i zaczęłam drapać sie nimi po rekach ,aż do krwi.... wkońcu zapłakana zasnęłam... na drugi dzien poleciałam po zyletki, siedłam przy biurku i zrobiłam pierwszą prawdziwa kreskę ,spadły pierwsze krople krwi ...ciełam się ... i wtedy zaczęła sie moja droga przez mękę... matka ,aż do czerwca nie zwracała na mnie uwagi ,aż nie wydarła się ,że jestem debilem i jest gorąco a ja nosze długie rękawy stargała ze mnie bluzkę i nie wierzyła co widzi moje rece były pociete od nadgarsków ,aż po łokcie... ehh ,ale ona nic poszła po bandaże i maść na blizny i kazała to wszystko wyleczyć! Bo ona nie chce żeby sie ojciec dowiedział! OLAĆ TO mamo! czemu nie zauważyłas mnie wtedy czemu! \potem zatargała mnie na wakacje w bieszczady... ale pech i tam mnie nie opuscił... jeździłam tam zawsze co roku mieszkał tam mój o dwa lata starszy kuzyn a jego matka była siostra cioteczną mojej matki... zresztą... oj... ciężko pisać to... którejś nocy wrócił z festynu było po trzeciej.. jego rodzice aja motel więc było on położony kilka kroków od ich domu ,a my jako dzieciaki dostalismy tam pokój bo nie było gdzie spać u nich w domu.. więc wrócił i.. zaczął sie do mnie dobierać.. zamkną drzwi na klucz... a potem... zrobił mi to... ta kk bardzo płakałam... ale nikt mnie nie słyszał!!!!!!!!! potem zasnał obok mnie pijany gdy zasnął zsunęłam jego rekę i mogła uciec ale nie miałam gdzie pierwsza mysl łazienka... tam były maszynki w mojej kosmetyczce tak strzaskałam jedną i chlastałam sie bez opamiętania... obudziły mnie dopiero dobijania sie łazienki mojej matki... i pytała co tak długo tam siedze bo jadą na miasto powiedziałam ,że wymiotuje więc pojechali beze mnie.. posprzątałam krew... potem zaczęłam budzic sie przez sen cała zlana potem... zawsze cos mnie dusiło... zaczęłam wyrywać sobie włosy.. za duzo tego... przepraszam... potem były okaleczania się... zaczęłam ,pić i brać jakies leki i etc.. palić paliłam juz przed tamtymi wakacjami ,nie wazne zaczęłam uciekać z domu 2 klasa gimnazjum uciekłam kilkanaście razy jakoś przeszła ta klasa, raz tylko znalazłam sie na ratunkowym z podciętymi żyłami w lutym moja matka była wtedy wciąży miała w brzuchu mojego brata którego nie chciała bo psuje jej kariere, a u mnie tysiące psychologów i tak dalej ojciec zjechał do polski... przeszły wakacje 3 klasa ucieczki z domu notoryczne chlanie ,cięcie ,aż wkońcu nie wytrzymalam i podciałam sobie zyły... zabrali mnie d szpitala... najpierw klimontów potem lubliniec... tragedia z perspektywy czasu nie wieże w to co pisze... potem wyszłam mineły 4 miesiące i znów uciekłam z domu na 3 dni bo ciągle słuchałam jakim debilem jestem i psycholem.. a ja chciałam tylko uwagi matki... więc ojciec nie wytrzymał wpadł na mnie jak wracałam po 3 dniach do domu i stłukł mnie na ulicy tak ,że rozwalił mi cały pysk prawie złamał no i w ogóle pełno krwi potem sam mnie zawiózł do szpitala.. okey jakbym była bezsilna to chyba tez bym zarżneła swoje dziecko, ale on tak naprawde stłukł mnie za to ,że przginałam... ale nie było go gdy to wszystko się zaczęło i nawet nie znał przyczyn... potem ogarnełam troche swoje zycie chciałam byc normalna... ojciec nmnie przepraszał .. wybaczyłam mu... matka nie chciała mnie znać wie kazała mnie zabrać ojcu na całe wakacje... zresztą dostałam paniki jak mówiła o bieszczadac.. wiec.. nie ważne... ,a potem zaczęły sie wakacje mój ojciec wysłał mnie do swojego kumpla na ośrodek wypoczynkowy zabrałam koleżanke i dwóch kolegów i miałam 16 wtedy ... i spędziłam 2 tygodnie sama... w domku z nimi .. imprezowalismy i wgl... wtedy poznałam swojego ukochanego mojego misia dzisiejszego na zawsze jedynego... był ratownikiem na basenie mojego przyszywanego wujka na tym ośrodku zakochalismy się... tak pokazał mi szczęście i akceptacje swojego ciała, mialam wtedy z nim swój pierwszy raz jak ja to nazywam kochałam sie bo tego pragnęłam ,a nie bo ktoś mnie zmusił! ... jakie to ciężkie.... ah... matka potem oskarżyła w tamte wakacje ojca o kradziż więc go zostawiła, mnie bluzgała 2 miesiące wakacji przez telefony potem wakacje się skończyły i poszłam do liceum ona się odczepiła, jak zawsze właściwie, stary nie mieszkał, mój chłopak jeździł do mnie co weekend i tak to do dziś wygląda... względny spokój i tak dalej... lecz jednak ściga mnie ta przeszłość, chce być szczęśliwa i nie umie, i pytanie teraz co robić bo moja matka po raz drugi dzis wyrzuca mnie z domu i mówi ,że mnie nie kocha i tak dalej standardz nie potrzebuje, jej mamunia jej wystarcza, a tak tak w styczniu w tym roku 2013 mnie juz wyrzuciłą raz do ojca na zbity pysk ... bo poprostu musiała na kimś odreagować, ale przyjęła mnie po 2 dniach więc do końca lutego się nie odzwyała do mnie, potem względny pokój, moje 18 urodziny w marcu i teraz była wielkanoc i własnie nasłuchałam się znów ,że jestem tempa głupia i nic nie robie, czeka ,aż sie wyniosę, a ja cigle sprzatam ,opiekuje sie moim braciszkiem, ucze się , robie zakupy , gotuje i chodze z psem... a ona pracuje jako vice dyrektorka i gda z koleżankami po godzinach i z mamusia swoja... nawet rzadna z nich nie zapytała pierwszego dnia świąt czy nie napije sie z nimi herbaty wieczorem ,czy nie przykro mi tak samej siedziec w domu.... ojciec karmi mnie ciągle kłamstwami zabiore cię.. i tak dalej nie ma skutku! Jakoś nie widzę! Mój chłopak mówi ,żebym sie do niego wyprowadzała juz dzis on ma kawalerkę i prace... ja wgl nie wiem co się dzieje... sama nawet nie wiem juz o co chce pytać... jakieś rady potrzebuje...po prostu co ja mam robić z tymi zgliszczami... co... myslalam ,że to wszystko sie unormuje ,ale ja nie jestem juz w stanie dłużej żyć z moja matką... ja sama psychicznie juz nie daje rady... co robić , jak żyć... jak ... doradźcie .. prosze niech mi ktos coś powie błagam.
I serdecznie przepraszam ,że tyle tego i wiem ,że to bzdury i wiem ,że tyle w tym wszystkim błedów i ciężko to w ogóle czytać, ale wyrzuciłam to od tak juz z siebie... Przepraszam serdecznie...
Podobne tematy
Dlaczego nikt nie potrafi mi odpowiedzieć... dlaczego...tak bardzo potrzebuje rady co mam teraz zrobić... czy mam uciekać z tego domu do mojego chłopaka, czy zostać tu i zgnic, czy nie wiem.. co ja mam robić...tragedia.. co
3 2013-04-03 01:14:13 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-04-03 01:59:46)
Kotek, bo jeszcze tego nie przeczytaliśmy. Jak potrzebujesz pilnie pogadać, odezwij się na moje gg w podpisie. Ja zaraz Twój post przeczytam.
PS.
A mogłabyś mu zrobić jakieś akapity? Bo to cholernie trudno jest przeczytać przy tej długości, braku wielkich liter i tej ilości wielokropków.
Ja bym bardzo ,ale to bardzo chciała to poprawić ,aczkolwiek nie mam takiej możliwości... kurcze ,bo mi wyskakuje informacja ,że dopiero edycja po 24 h od wrzucenia posta... oj jak mam to poprawić bardzo ,ale to bardzo bym chciała....
Wiem bo pisałam to wszystko od ręki i chciałam jak najszybciej kliknąć opublikuj bo jak znam życie to bym to skasowała i gniotła to w sobie dalej... zresztą i tak pare osób zna tą historię ,a i tak nikt nie był mi w stanie nigdy nic doradzic ani pomóc....
Dziś niestety... dłużej nie mogę tego znieść... sama nie wiem co ze sobą począć, w którym kącie usiąść, za wszystko sie obwiniam i żyje w przeświadczeniu ,że jestem jakaś chora, ale to nie ja żyje w patologicznej miłości z moja matka tylko ona ze swoja, stary wziął zawinął ogon i poleciał do swojej rodziny, ale on córunie wspiera i przeprasze ,że teraz zamiast na nim to matka wyzywasie na mnie, pojawia się jak się żali mi ze swoich problemów ,albo chce zabrać mnie i brata na spacer na godzine... w nosie to mam tak samo jak i jego pieniądze...
Jejku ile we mnie żalu... ja nie wiem.. może ja na prawde jestem jakaś chora... nie okaleczam sie juz prawie 2 lata... tak bardzo cieszę się z tego, czuje się tak jakby ktoś kazał mi byc nagle dorosłą, nie rozmawiam z rówieśnikami bo po prostu nie jestem w stanie więszości ich biadolenia o imprezach, bzdurach i etc, wysłuchiwać, bo nie dociera do mnie co to za problemy tak błache jednak dla mnie powinny być naturalną koleją rzeczy... wiem ,że utraciłam jakis etap, nie odzyskam go , nie z takim bagażem, ale życ bym chociaż normalnie chciała, czuję sie taka ... stara, nie w stylu ,ale to ja dorosła jestem, tylko po prostu zmęczona...
Ah i jeszcze pożarłam sie przez telefon z moim chłopakiem aktualnie... i nasłuchałam się tylko jak słaba ,jestem, jakim tchórzem jestem ,że nie umiem podjąć decyzji o wyprowadzce i ,że najłatwiej było by mi się zabić pewnie, on mnie kocha nad życie i tak dalej ,ale ja jestem głupia ,że przejmuje się tym co mówi moja matka ,czy ktoś inny i tak dalej, BO SIE PRZEJMUJE widocznie bo mnie to rani kurde tak ciężko to pojąć... i wgl przestał ze mną rozmawiać bo ma dosyć moich ciągłych problemów... czuje sie jak taki ciężar... tak niepotrzebna... tak mi źle....
Tak naprawdę to sama nie wiem już od czego zacząć... Tak bardzo chce wiedzieć co mam zrobić, w którą stronę pójść... nie mam pojęcia jak posklejać tan mój mały rozbity świat... czuję ,że jestem sama... choć mogło by się wydawać ,że mam dla kogo żyć.. dla mojego małego 3 letniego brata , dla mojego 22 letniego chłopaka (który mieszka ode mnie 120 km i nie mogę go nawet dotknąc gdy tak bardzo go potrzebuję, żyjemy ze sobą 2 lata, żyjemy jakbyśmy żyli ze sobą od zawsze... zresztą to nie o to chodzi) sama nie wiem od czego zacząć.. oh tak bardzo chciałabym to przekazać składniowo i logicznie lecz tak ciężko myśleć racjonalnie gdy cały świat wala mi się po podłodze, gdy każdy chce mi wmówic co czuć, robic i myśleć.. to jest jakies wszystko niezdrowe chore... ale postaram się jak najprościej (może długo) ale ja błagam o radę!!!!!!!!!!!!! BŁAGAM !!!! ja nie wiem co mam robić proszę! Niech mi ktoś odpowie, doradzi, pomoże... prosze...
Zacznę od tego ,że nie radzę sobie juz sama ze sobą...
po prostu nie radzę sobie.. jest to wynikiem aktualnej sytuacji rodzinnej oraz mojej przeszłości... tak mojej przeszłości ... zaczęło się około 13 roku życia... kończyłam wówczas podstawówkę... moja matka (wtedy byłam jedynaczką) zaczęła pracować jak miałam z 10 lat ponieważ mój ojciec cały czas prawcował ,a pieniądze były ciągle, to tez wynikiem tego ona siedziała w domu.. co najlepsze nigdy nie poświęcała mi czasu... tylko swojej matce.. bo najważniejsze jest to ,że od mojego urodzenia do dziś przez 18 lat mieszkamy pod jednym dachem ja , moja matka, jej matka (moja babka) i mój ojciec( znaczy on nie bo moja matka wyrzuciła go z domu jakies 2 lata temu ponieważ podobno ukradł jakies pierścionki jej matki ... nie wiem nie znam prawdy, ale mój ojciec pijakiem nie jest , pracuje , miał nawet swoją firmę, łożył i łoży kase po 3 / 4 tysiące i tak to wyglądało, a dodatkowo moja matka kazała zerwac mu kontakt ze swoja rodziną przed moimi narodzinami ,a po ich ślubie od tak i już, choc i tak utrzymywał z nimi kontakt i mnie potajemnie tam zabierał on ma siostre chorą na raka szpiku kostnego i matke po trzech bajpasach w ogóle nie wżne)Śmiesznym jest jeszcze to ,że moja matka całe moje zycie przesiaduje ze swoja matką na kanapie , ze mna nawet nigdy nie rozmawiała ,nawet nie pyta jak się czuje, jest taka zimna... ahh wracam do temat no więc miałam lat 12 byłam złotym dzieckiem same 6 idealna same konkursy pierwsze miejsca , wesoła i radosna i tak dalej, ojciec mnie zabierał do kin teatrów i restauracji i on spędzał ze mną czas haha nawet jemu jedynem pierwszemu powiedziałam ,że mam pierwszą miesiączke ,bo matce sie wstydziłam powiedzieć... paranoja.... a w ogóle moja matka jest psychologiem i vice dyrektorka przedszkola ... taka mała dygresja....
...I znów wracając... wszystko się skończyło gdy poszłam do gimnazjum... a mój tata zniknął... wyjechał do Anglii nie było go prawie trzy lata przyleciał moze z 6 razy do Polski przez ten okres czasu... mój jedyny powiernik i przyjaciel... wyjechał ,żeby robic większe pieniądze, a córunia powinna sobie poradzić.... więc zostałam sama z matką ,która ciągle siedziała ze swoją ,a ja byłam sama w pokoju całe dnie... i nikt ze mna nie rozmawiał, w 1 kl gimn. poznałam chłopaka (pierwsza miłość ledwo co za ręce się chwytalismy) taaak pierwsza i kilka miesięcy razem, ale usłyszałam od niego ,że troszke jestem pulchna, więc zaczęłam się odchudzać.. wpadłam w anoreksje... hm trwało to jakies 4 miesiące ,aż wkońcu ważyłam 43 kg i zemdlałam spadając ze schodów w szkole... to było w maju jak dobrze pamiętam... moja matka dostała wezwanie do szkoly i informacje ,że należy mi pomóc.. jednakże ona wstała zabrała mnie pielęgniarce powiedziała oddam ja na terapie, a potem zawiozła mnie do domu zrobiła dwa tosty, kazała mi to "zeżreć" cytuję i ,że ona wychodzi do pracy bo ma ważniejsze rzeczy niz jakies moje rojenia... nawet nie spytała jak sie czuję, a gdy wróciła to tak jakby o tym zapomniała i znów siedziała ze swoja matką.
Ojciec nie dzwonił, byłam sama, bałam się wiec starałam się zacząć jeść ,bo tata sie dowie ,ale nie wychodziło mi, próbowałam pokazać mamie ,że jestem... ale ona nie słuchała i nie patrzyła, zaczęłam męczyc się z bulimią ,a z końcem maja moja pierwsza miłość mnie zostawiła... wtedy wieczorem wróciłam do domu i bezmyslnie wzięłam nożyczki do rak i zaczęłam drapać sie nimi po rekach ,aż do krwi.... wkońcu zapłakana zasnęłam... na drugi dzien poleciałam po zyletki, siedłam przy biurku i zrobiłam pierwszą prawdziwa kreskę ,spadły pierwsze krople krwi ...ciełam się ... i wtedy zaczęła sie moja droga przez mękę... matka ,aż do czerwca nie zwracała na mnie uwagi ,aż nie wydarła się ,że jestem debilem i jest gorąco a ja nosze długie rękawy stargała ze mnie bluzkę i nie wierzyła co widzi moje rece były pociete od nadgarsków ,aż po łokcie...
Ehh ,ale ona nic poszła po bandaże i maść na blizny i kazała to wszystko wyleczyć! Bo ona nie chce żeby sie ojciec dowiedział! OLAĆ TO mamo! czemu nie zauważyłas mnie wtedy czemu! \potem zatargała mnie na wakacje w bieszczady... ale pech i tam mnie nie opuscił... jeździłam tam zawsze co roku mieszkał tam mój o dwa lata starszy kuzyn a jego matka była siostra cioteczną mojej matki... zresztą... oj... ciężko pisać to... którejś nocy wrócił z festynu było po trzeciej.. jego rodzice aja motel więc było on położony kilka kroków od ich domu ,a my jako dzieciaki dostalismy tam pokój bo nie było gdzie spać u nich w domu.. więc wrócił i.. zaczął sie do mnie dobierać.. zamkną drzwi na klucz... a potem... zrobił mi to... ta kk bardzo płakałam... ale nikt mnie nie słyszał!!!!!!!!! potem zasnał obok mnie pijany gdy zasnął zsunęłam jego rekę i mogła uciec ale nie miałam gdzie pierwsza mysl łazienka... tam były maszynki w mojej kosmetyczce tak strzaskałam jedną i chlastałam sie bez opamiętania... obudziły mnie dopiero dobijania sie łazienki mojej matki... i pytała co tak długo tam siedze bo jadą na miasto powiedziałam ,że wymiotuje więc pojechali beze mnie.. posprzątałam krew... potem zaczęłam budzic sie przez sen cała zlana potem... zawsze cos mnie dusiło... zaczęłam wyrywać sobie włosy..
Nie będę tu opowiadać dłużej o tych wakacjach za duzo tego... przepraszam...
Potem były okaleczania się... zaczęłam ,pić i brać jakies leki i etc.. palić paliłam juz przed tamtymi wakacjami ,nie wazne zaczęłam uciekać z domu 2 klasa gimnazjum uciekłam kilkanaście razy jakoś przeszła ta klasa, raz tylko znalazłam sie na ratunkowym z podciętymi żyłami w lutym moja matka była wtedy wciąży miała w brzuchu mojego brata którego nie chciała bo psuje jej kariere, a u mnie tysiące psychologów i tak dalej ojciec zjechał do polski... i jakoś przeszły wakacje ...Potem 3 klasa ucieczki z domu notoryczne chlanie ,cięcie ,aż wkońcu nie wytrzymalam i podciałam sobie zyły... zabrali mnie d szpitala... najpierw klimontów potem lubliniec... tragedia z perspektywy czasu nie wieże w to co pisze... potem wyszłam mineły 4 miesiące i znów uciekłam z domu na 3 dni bo ciągle słuchałam jakim debilem jestem i psycholem.. a ja chciałam tylko uwagi matki... więc ojciec nie wytrzymał wpadł na mnie jak wracałam po 3 dniach do domu i stłukł mnie na ulicy tak ,że rozwalił mi cały pysk prawie złamał no i w ogóle pełno krwi potem sam mnie zawiózł do szpitala.. okey jakbym była bezsilna to chyba tez bym zarżneła swoje dziecko, ale on tak naprawde stłukł mnie za to ,że przginałam... ale nie było go gdy to wszystko się zaczęło i nawet nie znał przyczyn...
Potem ogarnełam troche swoje zycie chciałam byc normalna... ojciec nmnie przepraszał .. wybaczyłam mu... matka nie chciała mnie znać wie kazała mnie zabrać ojcu na całe wakacje... zresztą dostałam paniki jak mówiła o bieszczadac.. wiec.. nie ważne... ,a potem zaczęły sie wakacje mój ojciec wysłał mnie do swojego kumpla na ośrodek wypoczynkowy zabrałam koleżanke i dwóch kolegów i miałam 16 wtedy ... i spędziłam 2 tygodnie sama... w domku z nimi .. imprezowalismy i wgl... wtedy poznałam swojego ukochanego mojego misia dzisiejszego na zawsze jedynego... był ratownikiem na basenie mojego przyszywanego wujka na tym ośrodku zakochalismy się... tak pokazał mi szczęście i akceptacje swojego ciała, mialam wtedy z nim swój pierwszy raz jak ja to nazywam kochałam sie bo tego pragnęłam ,a nie bo ktoś mnie zmusił! ... jakie to ciężkie.... ah... matka potem oskarżyła w tamte wakacje ojca o kradziż więc go zostawiła, mnie bluzgała 2 miesiące wakacji przez telefony potem wakacje się skończyły i poszłam do liceum ona się odczepiła, jak zawsze właściwie, stary nie mieszkał, mój chłopak jeździł do mnie co weekend i tak to do dziś wygląda... względny spokój i tak dalej...
Lecz chyba jednak ściga mnie ta przeszłość, chce być szczęśliwa i nie umiem, i pytanie teraz co robić bo moja matka po raz drugi dzis wyrzuca mnie z domu i mówi ,że mnie nie kocha i tak dalej standardz nie potrzebuje, jej mamunia jej wystarcza, a tak tak w styczniu w tym roku 2013 mnie juz wyrzuciłą raz do ojca na zbity pysk ... bo poprostu musiała na kimś odreagować, ale przyjęła mnie po 2 dniach więc do końca lutego się nie odzwyała do mnie, potem względny pokój, moje 18 urodziny w marcu i teraz była wielkanoc i własnie nasłuchałam się znów ,że jestem tempa głupia i nic nie robie, czeka ,aż sie wyniosę, a ja cigle sprzatam ,opiekuje sie moim braciszkiem, ucze się , robie zakupy , gotuje i chodze z psem... a ona pracuje jako vice dyrektorka i gda z koleżankami po godzinach i z mamusia swoja... nawet rzadna z nich nie zapytała pierwszego dnia świąt czy nie napije sie z nimi herbaty wieczorem ,czy nie przykro mi tak samej siedziec w domu.... ojciec karmi mnie ciągle kłamstwami zabiore cię.. i tak dalej nie ma skutku! Jakoś nie widzę! Mój chłopak mówi ,żebym sie do niego wyprowadzała juz dzis on ma kawalerkę i prace... ja wgl nie wiem co się dzieje... sama nawet nie wiem juz o co chce pytać... jakieś rady potrzebuje...po prostu co ja mam robić z tymi zgliszczami... co... myslalam ,że to wszystko sie unormuje ,ale ja nie jestem juz w stanie dłużej żyć z moja matką... ja sama psychicznie juz nie daje rady... co robić , jak żyć... jak ... doradźcie .. prosze niech mi ktos coś powie błagam.
I serdecznie przepraszam ,że tyle tego i wiem ,że to bzdury i wiem ,że tyle w tym wszystkim błedów i ciężko to w ogóle czytać, ale wyrzuciłam to od tak juz z siebie... Przepraszam serdecznie...
Tylko na taki błyskotliwy pomysł wpadłam... nie wiem czy o to chodziło... jak cos to serdecznie raz jeszcze przepraszam za wszystkie niedomówienia i błędy.
Ty masz 18 lat, tak? Uczysz się jeszcze i ew. planujesz kontynuować naukę? Ojciec ciągle nudzi, że by Cię zabrał, ale nic z tego nie wychodzi, za to chłopak mieszka sam i zaprasza do wprowadzenia się? To ja bym zrobiła tak: pogadała z ojcem na start, powiedziała "ok, chcesz mi pomóc, ale nie możesz mnie zabrać do siebie; ja wobec tego sobie poradzę, ale Ty wysyłaj mi co miesiąc ... " i tu zgadajcie się na jakąś konkretną kwotę. Jeśli się nie zgodzi albo będzie się wykręcał, pozwij go o alimenty - póki się uczysz to do 26 r.ż. pieniądze od rodziców Ci się należą jak psu buda i żadnej łaski Ci tym nie robią. Matkę to pozwałabym o alimenty bez rozmowy, bo z postu wynika że jest cholernie toksyczna. Z tymi finansami wyniosłabym się do chłopaka (aczkolwiek generalnie jestem przeciwna uciekaniu do facetów bez ewentualnego planu awaryjnego na wypadek rozstania, to tu się to wydaje najlepszym wyjściem), a u niego ewentualnie starała się coś dorobić jeśli to okaże się konieczne. Nie poznasz siebie jak tylko odejdziesz z toksycznego domu.
Niezależnie od tego pomyślałabym nad terapią, bo nie dość, że jako ofiarę gwałtu jesteś pod wpływem tzw ptsd (szok pourazowy), to jeszcze jesteś DDD i masz niezły misz masz z psychiki zrobiony przez swoją własną mamę. Jeśli tego wcześnie nie przepracujesz, to mogą Ci się rozwinąć jakieś zaburzenia psychiczne, nerwice, depresja, prawie wszystko właściwie, więc nie bagatelizowałabym tego.
8 2013-04-03 02:06:48 Ostatnio edytowany przez Vian (2013-04-03 02:10:31)
W drugim poście piszę na wszelki wypadek gdybyś coś odpisała.
Ah i jeszcze pożarłam sie przez telefon z moim chłopakiem aktualnie... i nasłuchałam się tylko jak słaba ,jestem, jakim tchórzem jestem ,że nie umiem podjąć decyzji o wyprowadzce i ,że najłatwiej było by mi się zabić pewnie, on mnie kocha nad życie i tak dalej ,ale ja jestem głupia ,że przejmuje się tym co mówi moja matka ,czy ktoś inny i tak dalej, BO SIE PRZEJMUJE widocznie bo mnie to rani kurde tak ciężko to pojąć... i wgl przestał ze mną rozmawiać bo ma dosyć moich ciągłych problemów... czuje sie jak taki ciężar... tak niepotrzebna... tak mi źle....
No i dlatego właśnie generalnie nie popieram uciekania z toksycznego domu do faceta - bo jak z nim by się coś posypało, bo miałby dość "Twoich ciągłych problemów" i by Ci się kazał wyprowadzić, to leżysz. ALE przynajmniej chwilowo uważam to za niezły pomysł, a potem można pomyśleć. Nie wiem jakie masz plany na przyszłość - czy studia, czy praca, co umiesz robić, jakie masz perspektywy, czy chłopak mieszka w małym mieście czy w dużym, gdzie łatwiej o pracę, a to wszystko ma znaczenie. No i co poza bratem trzyma Cię w domu. Rozumiem lęk o brata, ale Twoja obecna sytuacja dosłownie Cię zabija, a nie ma sensu, żebyś poświęcała własne zdrowie w imię... czego właściwie... Bo bratu mamy i tak nie zastąpisz...
Ergo trochę Twojego chłopaka rozumiem i trochę rozumiem Ciebie. On ma rację z tym, że powinnaś podjąć jakąś decyzję, bo tkwienie w zawieszeniu przyniesie Ci tylko więcej bólu, Ciebie rozumiem, bo, cholera, masz 18 lat i takich decyzji nie powinnaś musieć podejmować.
Jakby coś to mentalnie jestem z Tobą i jak potrzeba Ci jakiejś pomocy, rady, to pisz śmiało, jeśli będę mogła, to pomogę. ![]()
PS.
Bardzo ładne akapity, dokładnie o to chodziło. ^^
Wiesz... albo wie Pani... Ja to juz 2 lata temu wychodząc z Lblinca usłyszałam ,że wyleczyli mnie z depresji i to ciężkiej... jedyne co to radziłam sobie sama, bo na leczenie farmakologiczne mój ojcec zgodzić sie nie chciał... zreszta i tam swojego sie napatrzyłam.
Rada jest dobra zreszta i mój chłopak tak uważa dokładnie to samo co Pani (ja nawet nie wiem bo może Pan) uważa, twierdzi ,że mam zwieważ brac z urzędu dowód, odpuscić juz ten rok i pójść zaocznie do szkoły lub jak tez się uda kontynuować edukacje w normalnym liceum ogólnokształcącym, a praca to i na weekendy sie znajdzie, a rozmowa z moim ojcem?
Ehh i tu tez jest pies pogrzebany bo m,oj ojciec to straszny despota jeżeli chodzi przykładowo o jakiś sprzeciw jego racjom i przekonaniom i wiem ,że jeżeli siadłabym z nim do jednego stołu i powiedziała ,,Tato podjęłam decyzje, jestem pełnoletnia i mam wpełni takie prawo ,lecz z szacunku do ciebie informuje cie o tym i chciałabym porozmawiać, mianowicie wyprowadzam się i te pieniądze gdzie co miesiąc dajesz 2 koła na mnie i na brata wysyłac mi będziesz 500 zł ,a mojemu braciszkowi reszte... " i tak dalej i tak dalej, ale ja tylko usłysze ,że mam się zamknąć ,że nigdzie nie ide i wgl, albo mnie zjedzie i zruga psychicznie, że go nie kocham ,że on miał takie plany ,że zamieszka córeczka i tatuś razem i go wystawiłam, a on mi obiecuje już dwa lata... nie ważne...
Matka zaś... ona... ja .. ja ją kochałam... dziś wiem ,że gdyby jej coś się stało oddałabym za nią życie.... ale ja jej tak spastycznie nienawidzę.... z jednej strony jej nie kocham, z drugiej zawsze gdzieś zabiegałam o jej miłość... tragedia ja od niej nic nie chce... chce żeby mi dała święty spokój i juz nigdy więcej mnie nie wyzywał, nie gnęłbiła, nie twierdziła, że ze mna nie porozmawia bo nie ma o czym ponieważ nasze rozmowy nie będą miały jak najmniejszego sensu, a najlepiej to żebym sie wzięła i wy`pierd`ał ehhh pani psycholog pieprzona, nigdy alkoholu tu nie było, tym podobnych również, ale jak można tak kogoś wyniszczyć psychicznie... ja po prostu nie rozumiem.... chce z tąd uciec ja musze! Bo ja zwarjuje.... ale mój braciszek... a jak sie wyprowadze to mi nie pozwolą utrzymywać z nim kontaktu... a znowu ja sam wykończe się, a raczej zostane wykończona wysłuchując ,że przeszkadzam komuś i jestem nic nie warta....
Nie wiem co zrobić , czy rzucić tą szkołe i zwiac te 120km stąd , tam na spokojnie po wakacjach zacząć raz jeszcze, tu zostawić list po sobie, tylko... a co z bratem... ja nie chce być na czyims utrzymaniu, a jak komuś się odwidzi to gdzie ja po,jde staram się mysleć racjonalnie tak? Musze być w jakis sposób niezależna... jakaś praca cokolwiek... miłość to nie wszytstko ścianą się nie wyżyje, kocham tego człowieka ,ale to nie znaczy ,że chce komus siedziec na głowie, a do tego moja rodzina... hahaa rodzina jak dla mnie to może zadławić sie tymi pieniedzmi... tylko pięniądze i tylko pieniądze, bo one niby wszystko załatwią! Ale jakos nie widze ,żeby załatwiły nam normalną rodzinę... zresztą... Naprawde mam wielki dylemat...
Dziękuje pięknie i najmocniej jak potrafię za tą rade... jednak że co dalej....
Dziekuję ,że wgl poświęcasz mi swój czas... bardzo tego potrzebowałam i potrzebuje... dziękuje...
Kurcze no faktycznie tak sie czuje i wiem ,że nie powinnam musieć podejmować takich decyzji, bo jak to tak w takim wieku co nie? Jednak nauczyłam sie ,że mam tak ,a nie inaczej miewałam niejednokrotnie może nie tak trudne decyzje do podjęcia bo ta będzie rzutowała na całe moje przyszłe życie, ale i tak tez się zdarzały gdzie na mój ówczesny wiek nie powinny wgl się pojawiać... przyzwyczaiłam się... jednak to teraz... to teraz nie daje mi życ wymartwie się prędzej dlatego musze zrobić jakis radykalny krok...
i... mój brat.. właśnie to jest to... on... on jedyny... hahaa moja matka jak zaszła to chciała go wgl usunąć ,ale stwierdziła ,że juz dobra bo jej ojciec nie pozwala, i musiała wtedy zrezygnowac z posady dyrektoki no i sie pastwiła na mnie bo ojca nie było bo jej sie plany kariery pokrzyżowały... ehh bolało to bardzo a ja wtedy jeszcze miałam takie problemy.... i chyba nadal mam tylko ,że one dzis są złym wspomnieniem i tysiącem wielkich blizn na szczególnie lewej ręce....dzis moja matka od września 2012 wróciła do pracy i całe dnie jej nie było ,jak nie jej mamusia to ja się po szkole do nocy bratem zajmowałam, a teraz od 2 miesięcy zostawała po godzinach nawet do 21 .00! Nic sie nim nie zajmowała, ateraz udało jej się znowu zdobyc posade vice ,ale ona tak ciężko się nim zajmuje... kochająca matka... a ja jestem gnojem bez uczuć... nie wiem tak żal mi tego dziecka ja go tak kocham... ale... ale ja nie wiem czy to cos zmieni gdy zostane... nie wiem czy to nie ostatni moment gdy moge pomóc sama sobie;c
Heh a tak wgl to dziękuje że chociaz jedną rzecz udało mi się dobrze zrobić ... no wiesz te akapity... troche sie podbudowałam ,że az takim zerem nie jestem (uśmiech przez łzy normalnie).
I zapomniałam dodać... tak zawsze miałam marzenie studiować to na pewno ,a mój chłopak nie odpuści mi studiów on mnie na studia wręcz wyrzuci taki tam plusik, a zdolności? Czy ja wgl cokolwiek potrafię? Lubię pisać... piszę duużo bardzo dużo... i ewntualnie udzielam się artystycznie ,że tak powiem i kulinarnie mój chłopak twierdzi ,że piekniejszych pierdółek i bibelotów z niczego nikt nie umie zrobić tak jak ja.. (ha nie wierze mu ) i twierdzi ,że mozna mnie zamknąć od rana do nocy w kuchni ,a ja sie nie znudzę ,bo widać ,że kocham gotować... no tak kocham...ale ja sama gdzies w tym wszystkim ginę.... musze podjąć JAKĄŚ DECYZJE! ale mnie na prawde tak ciężko ją podjąć....
Spokojnie pisz mi "na ty" i jestem kobietą. ;-)
Na szybko 2 pytania - Ty często masz taką galopadę myśli jak teraz?
I drugie - teraz w tym roku masz maturę?
A tatusiowi to bym powiedziała "tata, nie ma problemu! zrobisz dla mnie miejsce w swoim życiu, przeniosę się do Ciebie, bo ja też bym bardzo chciała z Tobą mieszkać; no ale na razie nie mogę, a muszę sobie jakoś radzić, tak?". Jesteś pewna, że na to nie pójdzie? To alimenty...
Galopadę heh intrygujące słowo... hmm chyba tak znaczy oczywiście w mojej głowie.... ja ...ja caaały czas myśle tysiące myśli słów... ja jestem bardzo uczuciowy człowiek...
jakby na to nie patrzeć to ja bym chciała móc mu tak powiedzieć.... ale znam go bardzo dobrze i rozmowa w stylu tatuś prosze przygarnij mnie... to by tak czy siak skończzyło... no poczekaj jeszcze wiem nie dajesz rady juz cie zabieram, a w chwile potym no to za tydzień ...miesiąc rok.. bo ja mam swoje sprawy.. okey rozumiem...jak zawsze tato;] ale oczywiści ty rozumiesz tato jak cholernie mi cięzko! a i tak z tym nic nie robisz... no i efekt mamy jaki mamy... a rozmowa dajsie wyprowadzić znasz go to dobry człowiek ma wspaniałą rodzine ( Jego matka dzwoni pytać mnie jak się czuje! jego matka... a hh) daj alimenty wiesz ,że ja chce się uczyc, a ja jestem nad wyraz dojrzała i samodzielna... to by było ,że jestem psychiczna i znowu mam nawroty i czy czasem nie chce wrócić do szpitala? I takie tam zastraszanie.;/
A matura... niestety w przyszłym roku... co robić... eh ehhh
No to Ty ich, kotek, nie strasz, tylko zwyczajnie ich o te alimenty pozwij! W dzień na pewno zajrzy tu parę osób, które lepiej niż ja Ci wyjaśnią po kolei co i jak i żadnym straszniem się nie przejmuj, bo jesteś pełnoletnia i póki się kolejny raz nie spróbujesz zabić (albo kogoś) to Ci mogą skoczyć. Nikt Cię wbrew Twojej woli nigdzie wysłac nie może chyba, że jesteś niebezpieczna dla otoczenia albo dla siebie.
Ty chodzisz do jakiegoś technikum? Czyżby jakiś plastyk? Warto zbadać grunt chociaż - czy masz możliwość kontynuowania nauki w mieście swojego chłopaka, czy nieszczególnie (w tym kierunku co teraz naturalnie). A jemu to na drugi raz powiedz konkretnie "Kochanie, przestań mnie naciskać, bo ja muszę też myśleć o szkole i maturze, a nie rzucać wszystko, bo tak wygodniej". Dowiedz się o swoje opcje i wtedy spokojnie podejmiesz decyzję, co i jak. Warto też spokojnie pomyśleć, czy może przez ten rok nie lepiej się jednak przemęczyć...
A Twój chłopak ile ma w ogóle lat..?
Nie podoba mi się, że przerwałaś farmakologię... Nie dałoby się jakoś kontynuować leczenia tak, żeby tata nie wiedział? Jak dla mnie to Ty nieszczególnie jesteś wyleczona...
Ja nie wiem czy ja wgl chce z nimi targac się po sądach i czy wgl cokolwiek od nich chce jakiekolwiek alimenty...:c
Ja? Nie... ja chciałam plastyka... ale jestem w jednym z bardzo dobrych LO liceum ogolnokształcącym ehh A jeżeli chodzi o sprawe szkoł u mojego to strałam się już zrobić rozeznanie i wiele jest tych szkół tam ,on mieszka w Opolu.
A mój luby ma 23 lata ;]
Źle chyba coś napisałam.. ja własnie nie miałam leczenia farmakologicznego ani razu, nawet w lublincu nic nie przerywałam.
Heh spokojnie krzywdy to ja nikomu nie zrobie jak coś to pastwiłam sie nad sobą ..:c
A ja chciałam po prostu tak bardzo życ normalnie... ehh
Teraz to ja tylko nie wiem czy nie wyczekać tych 3 miesięcy do końca;/
Czekaj, Ty przerobiłaś anoreksję, próby samobójcze, depresję, zaliczyłaś szpital psychiatryczny przez parę miesięcy i nie byłaś nigdy leczona farmakologicznie..? Upewniam się, bo jesteś pierwszym takim przypadkiem o jakim słyszałam... O.o Rozumiem, że tu mógł zadziałać jakiś sprzeciw rodziców, ale na ile ja mam wiedzy, to nie można wyleczyć nikogo z ciężkiej depresji bez farmakologii, do tego w czasie przymusowego pobytu w szpitalu po próbie samobójczej i z perspektywą powrotu do toksycznego domu...
A w ogóle Tobie się za 5h nie zaczynają zajęcia w tym liceum i nie powinnaś czasem spać..? Ja wiem, że powinnam... ^^ Często masz kłopoty ze snem czy wyjątkowo dziś, bo się zdenerwowałaś albo coś się stało?
W ogóle - jeśli chcesz - napisałabyś mi mailem (kontakt pod avatarem), co Ci w tym Lublińcu dokładnie zdiagnozowali, co dostałaś na wypisie ze szpitala, może być tymi literkami i cyferkami. Oczywiście możesz tu jak chcesz. No albo wcale, ale darmowe konsultacje Ci na pewno nie zaszkodzą. ![]()
Idziemy spać? Jeszcze trochę i zacznę robić dzięcioła, a mam jeszcze do przeczytania tekst dość trudną angielszczyzną...
Yhh dokładnie tak. Wszystko tak jak wymieniłaś. Wgl najpierw zawieźli mnie do klimontowa (z anoreksji i bulimii leczona nie byłam tak typowo na to dopiero podczas pobytu na oddziale leczenia chorób psychicznych i nerwic odkryli ,że mam zaburzenia odżywiania , a to mi się ciagło jakies juz 1.5 roku odkąd oficjalnie to wyszło na jednej z tych terapii na oddziale) Tam wgl w klimontowie ten oddział był połączony z oddziałem dla anorektyczek do 24 roku zycia , a ja miałam wtedy15 lat tak dodatkowo, i przy okazji miałam terapie też i na to , z poczatku dostawałam leki nasenne i uspakajające bo wgl to darłam sie po nocach bo miałam tak poryte sny ,że to sie pale nie mieści, ale wśiekłam sie po 10 dniach bycia tam ,bo starzy mnie nie odwiedzali ;] żenada i... zwiałam przez okno ze świetlic bo ten oddział był na parterze i bez krat w oknach ale tez i bez klamek ,lecz wolno nam było mieć normalne sztućce poza nożami taak co w lublincu byłoby nie do pomyslenia bo tam nic nie wolno było miec swojego a żarło sie na plastikowych talerzach plastikowa łyzka i kraty w oknach, "padetrumy" czyli pkoje bez światła w materacach, tak zwane usypialnie, czyli uspakajalnie dla tych z napadami agresji i wgl ,ale to swoja drogą i otworzyłyśmy z koleżanką ze szpitala w klimontowie okno łyżeczka i zwiłyśmy a to normalny szpital tylko oddział ma taki i i zwiałyśmy do mojej znajomej, 5 dni nas policja szukała ,a jak nas odwieźli to ona powiedziała ,że ja ja na to namówiłam ona odsiedziała tam podono tydzień ,a ja zostałam zawieziona do lublinca karetką z klimontowa i tam byłam miesiąc, ale tam tylko nasenne czasem i tyle , stary w lublińcu sie nie zgodził bo tam szprycują juz hardcorowo ,ale byłam tak apatyczna ,że cale dnie płkałam przez 2 yugodnie i leżałam patrząc w jeden punkt, w któryms moemencie pękłam i bardzo chciałabym być kochana tak poczułam i ze wszystkich siła sama sie wyzbierałam ,a po tem się zawziełam i na żadanie stary wypisał mnie ze szpitala tyle ehhh..
A podałabym ci misia te ceferki ale jak cos to jutro bo moja matka ma wszystkie moje dokumenty włacznie z paszportem i karta magnetyczna do przychodni, więc musze się zakraść do szafki jej .;c
Idem spac juz nie dam rady . Dobranoc, raz jeszcze dziękuje za wszystko i jak cos to do jutra... dziękujeeeeeeeeeeeeee