netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

49 odpowiedzi7 556 wyświetleńzałożony przez Nel, 15.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 50 ]

1

Temat: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Pamiętam, jak byłam mała dziewczynką, to się dzieci wspólnie bawiły przed blokiem, sąsiedzi przesiadywali na ławeczkach, gawędzili, pomagali sobie nawzajem, a teraz każdy zamknięty w swoich czterech ścianach, mało kto się do ciebie odezwie, taki anonimowy tłum ludzi zamkniętych w betonowym molochu. Gdzie się podziały takie inicjatywy i wspólnoty, jak za czasów alternatywy 4 ? Dziś jeszcze przeczytałam w necie, jak to do skarbówki przychodzi multum anonimów na sąsiadów. Czemu w ludziach jest tyle zawiści, że sobie kłody pod nogi rzucają? Moja znajoma, też dostała wezwanie ze skarbówki, że ktoś donos napisał, że wynajmuje studentom na czarno mieszkanie. No i poszła i musiała to wyjaśniać z urzędnikami. Szkoda tylko że ten anonim (i to najpewniej sąsiadka, bo jej to od zawsze przeszkadzało, że studenci nad nią mieszkają) nie pomyślał, że niektórzy płacą podatki od wynajęcia mieszkania i robią to zgodnie z prawem.

2

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Nel napisałaś całą prawdę,kiedyś w bloku gdzie wcześniej mieszkałam ludzie zyli ze soba jak jedna wielka rodzina,zgodna rodzina smile dzisiaj są wszyscy dla siebie wrogami...
mysle że wszystko to można za wdzięczyć zazdrości...
ja pochodze ze wsi,więc jak istniały PGRy wszyscy mieli prawie taką sama sytuację,potem jak zaczęło sie komuś lepiej powodzić to już było ale,a teraz?teraz to jeden drugiego sprzedałby za pare groszy
na wsi kablowanie na sąsiadów jest normalne,bo ludzie nie mają co ze soba zrobić,w mieście może mniej zauważalne bo tam jednak większość ma jakieś zajęcie

3 Ostatnio edytowany przez huanita (2013-03-15 16:34:11)

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

sama mam sąsiada którego nienawidzę,przez to że on i jego kumple urządzali sobie wielokrotnie w środku tygodnia balangi do białego rana,z bardzo głośną muzyką,wydzieraniem się w niebo glosy itd...to za jego czasów studenckich.teraz niby się trochę uspokoiło bo skończył studia i pracuje więc może nie ma czasu na balangi ,niemniej jednak zdarzają się jeszcze imprezki...i jeśli mam być szczera to w takich przypadkach wcale się nie dziwie jeśli ktoś donosi na takich ludzi (tym bardziej jeśli wynajmują mieszkanie na czarno a czują się właścicielami ziemskimi i uważają,że im wszystko wolno i nawet nie potrafią z pokorą przeprosić za głośne libacje) .czasem donos jest jedyna możliwością aby ktoś się opamiętał,osobiście nigdy nigdzie nie doniosłam, nawet na tego gnoja (sąsiada) ale wcale się nie dziwie z jednej strony gdy inni tak robią .fakt przykre jest to że sąsiedzi już nie mają takich kontaktów jak dawniej,ale przecież to jest już norma..ludzie żyją w biegu i stresie wiec chyba nie myślą o spotkaniach towarzyskich (przyjacielskich czy sąsiedzkich).

4

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Ech Nel, te czasy odeszły w zapomnienie... teraz to ciężko znaleźć przykłady takiej sąsiedzkiej przyjaźni, ale się zdarzają, czytałam nawet ostatnio o tym artykuł LINK (interia360.pl) ja jak przeprowadziłam się do innego miasta, a że nie mogę usiedzieć na jednym miejscu, to upiekłam placek i poszłam się bratać z sąsiadami. Bo to w sumie najbliżsi ci ludzie, wiec warto z nimi żyć w dobrej komitywie no i żeby nie dochodziło do sytuacji takich donosów smile

5

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Pamiętam te czasy, jeszcze tak było jak byłam malutka. Ewentualnie generałowym przeszkadzał fakt, że dzieci bawią się na podwórku(usunięto nam wtedy piaskownicę...).
Teraz, w miejscu, w którym mieszkam, nie ma mowy o normalnych stosunkach sąsiedzkich. Pan, który mieszka pode mną wraz z żoną, wciąż wynajduje jakiś problem. I ciągle lata do nas, bo wg niego nasza rodzina coś nabroiła. Bo pies szczeka(a są dwa w naszym bloku)- więc na 100% to nasz. Muzyka leci za głośno- od razu do nas. Sąsiad zapalił w klatce- pan leci do mojej mamy i twierdzi, że to ja lub mój brat. Jest brudno na klatce- to pewnie przez nas. Przykłady można mnożyć.
Reszta sąsiadów, może i donosi, ale mają wszystko w nosie. Jak tylko jest jakiś problem otwierają buzie. Na dwanaście mieszkań w moim bloku, moja rodzina koleguje się tylko z dwiema i to też sporadycznie. Oni są w porządku, problemów o byle co nie robią, a reszta... Szkoda gadać.

6

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

jedno jest pewne zmieniły się czasy -zmieniły się stosunki międzyludzkie...kiedyś ludziom było gorzej,wielu rzeczy brakowało i jakoś sobie pomagali,teraz faktycznie chyba panuje zazdrość i pewnie też stąd się biorą takie a nie inne ludzkie zachowania.sama mam przyjaciół którzy musieli zmienić mieszkanie przed sąsiadów którym wszystko przeszkadzało i co rusz wzywali policje ,ponieważ nawet tupanie obcasami uważali za zakłócanie spokoju- to już jest chamstwo straszne i wręcz debilizmy i tego nie popieram,osobiście uważam że jeśli się coś do kogoś ma to trzeba samemu się odezwać i zwrócić uwagę ,porozmawiać a nie donosić.

7

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Ludzie teraz chyba za bardzo gonią za pieniędzmi, a im więcej ich mają tym jeszcze więcej chcą mieć. A jeśli ktoś ma jeszcze więcej to przecież trzeba mu zrobić na złość, bo jak to tak ? Sama mieszkam w domku, ale po drugiej stronie ulicy jest blok. I uwierz że ludzie z bloku (nie wiem z jakich pobudek) notorycznie rzucają kłody pod nogi - wywalony śmietnik ze śmieciami, wrzucanie śmieci do ogródka, puszczanie swoich psów na mój wjazd (co tam że moje psy mało bramy nie chcą przewrócić, przecież to ja posprzątam po ich psie... ;|), kilkakrotne wizyty straży miejskiej w miesiącu (co miesiąc sprawdzane czy mam swoje śmietniki, bo podobno wyrzucam do ich śmietnika; czy wypompowuje szambo po podobno na ulice leci - mam kanalizacje, szamba nawet nie pamiętam; czym pale bo im dym śmierdzi - co tam że dym z reguły śmierdzi czy to drewno, czy węgiel kamienny czy brunatny; itp). W głowie się nie mieści co jeden drugiemu są w stanie zrobić, jeden sąsiad psa nauczył wypróżniać się pod drzwi drugiego...
Moim zdaniem normalne to nie jest... hmm

8

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

To, co piszecie jest prawdą, ale te czasy dawne, czasy komuny miały swą ciemną stronę relacji sąsiedzkich: donoszenie.
Nie do skarbówki, a na Milicję. "Starszyzna" którą znam wspomina może i miło tamte czasy, ale jednocześnie mówią, że trzeba było bardzo uważać co się mówi; nie tylko w towarzystwie sąsiadków,ale i najbliższej rodziny bo bywało, że syn wydawał ojca, brat brata.
Zatem kolorowo wcale nie było.

9

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Syn wydawal Ojca????????????????????????????????????????Polak POLAKA ???????????????????.'Po raz kolejny"Reduta Ordona'.

10

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Teraz ,Catwoman jest nie lepiej powiedziałabym gorzej i to pod każdym względem.
Mnie osobiście brakuje tamtych czasów .
Nawet jeśli w sklepach brakowało wszystkiego a w domach meblościanki miały po 25lat big_smile
Pamiętam nawet taką sytuację ,że cholernie miałam ochotę na banany których dostanie graniczyło z cudem.
Wtedy też to obiecałam sobie ,że gdy ich zakup stanie się możliwym kupię całe kilo i tak się objem aż pęknę.
Cóż,moje rozczarowanie było ogromne gdy je kiedyś tam w końcu kupiłam, ponieważ okazało się że zupełnie mi nie smakują ! big_smile
Tak samo jest z obecnymi czasami...przesiadując z koleżankami żyłyśmy opowiadaniami o zachodzie i tamtejszych cudach,słodyczach wypełniających półki sklepowe i coca coli którą pija się nie tylko od Święta wink
Moim zdaniem tamte czasy były o wiele bardziej przyjazne,spokojne i ludzie choć nie raz wścibscy ale mniej złośliwi,wredni i egoistycznie nastawieni do wszystkich i wszystkiego.

11

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

A ja sądzę, że idealizujemy tamte czasy, tak jak kiedyś będziemy idealizować te.
Zresztą.... w "tamtych czasach" byliśmy dziećmi, więc jakie mogliśmy mieć problemy?

12

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
mayk222 napisał/a:

Syn wydawal Ojca????????????????????????????????????????Polak POLAKA ???????????????????.'Po raz kolejny"Reduta Ordona'.

Dzisiaj za to jak kraj długi i szeroki opływa miłością i sąsiedzkim wsparciem big_smile
Mi wystarczy gdy przyjeżdżam raz na jakiś czas w swoje strony aby tej sąsiedzkiej miłości uświadczyć.
Ci sami z którymi jeszcze lat 8 temu miło spędzało się czas, obecnie stali się złośliwcami do granic.

13

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
Catwoman napisał/a:

A ja sądzę, że idealizujemy tamte czasy, tak jak kiedyś będziemy idealizować te.
Zresztą.... w "tamtych czasach" byliśmy dziećmi, więc jakie mogliśmy mieć problemy?

Pewnie tak,choć nie w każdym przypadku wink
Równie miło wspominam lata 90te ale te to chyba każdy z Nas big_smile

14

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Hm... byłam wtedy nastolatką wink .... dziś mogę to miło wspominać, bo żadna większa tragedia nie miała miejsca, a sąsiadów mieliśmy sympatycznych.

A jakimi WY jesteście sąsiadami?

15

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Ja,jako sąsiad hmmm
Do dzisiaj mi pozostało ,że lubię pomóc w czymś bezinteresownie.
Nie przeszkadza mi ,że ktoś zrobi sobie imprezkę na weekend.
Nie przeszkadza mi gdy ktoś z sąsiadów zwyczajnie zapuka do moich drzwi  i wdepnie na chwilę pogawędki.
Fajne jest to ,że dzieciaki moich sąsiadów mające obecnie ponad 20ścia parę lat,zawsze kiedy przyjeżdżam wpadają do mnie pogadać. Czasami wspólnie gdzieś wychodzimy albo wspólnie organizujemy grilla.
Mam również dużo znajomych powyżej 20stki choć sama jestem przed 40stką smile

16

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Muszę z przykrością przyznać, że mamy tak wrednych jednych sąsiadów, iż Straż Miejska ma już ich dosyć big_smile
Kilka dni temu przyszła do nas rozżalona sąsiadka, że znów była u niej Straż Miejska bo sąsiedzi zza płotu dosłownie z prędkością światła donieśli, że palą w piecu plastikami. Sąsiadka (która od lat segreguje śmieci i dba o środowisko) bez problemu pokazała SM czym palili; suchymi gałązkami i mułem, który jak wiadomo na samym początku przez kilka minut palenia (cóż za wychwycone kilka minut!!) jest czarnym kłębkiem, potem zamienia się w normalny dym.

Strażnicy miejscy mają już sami dość tych donosów, bo ci sami ludzie dzwonią jak tylko pies sąsiada szczeka, jak widzą, że ktoś przejeżdża autem i trochę błota spadnie na jezdnię itp.

Na nas niebawem też doniosą- jestem pewna- gdy tylko rozpalimy pierwsze ognisko. Ale postanowiłam, że jeśli tak się stanie, lub jeszcze raz usłyszę od sąsiadów, na których bezpodstawnie donieśli, to pójdę do nich osobiście i porozmawiam.

17

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Chyba z powodu nadmiaru gotówki wink urząd mojej dzielnicy wymyślił konkurs na "dobrego sąsiada". Można "donieść". Zarówno w poprzednim mieszkaniu, jak i w tym - moi sąsiedzi są OK. Spokojnie wielu z nich mogłabym zgłosić do tego konkursu.

Oczywiście od każdej reguły jest wyjątek... śmieszy mnie jeden gość, który wszystkim zwraca uwagę np. sam ma małe dziecko, ale złości go, gdy dziecko z góry za głośno tupie, itp
a sam zabawki do piaskownicy, sanki, rowerek dziecka trzyma na klatce, buty na wycieraczce, a szczytem były śmierdzące skarpetki (!) w butach (nawet skarpetki mojego syna po całym dniu biegania na podwórku mają lepszy zapach wink ). Jak coś wynosi/wnosi potrafi zabrudzić całą klatkę i w ogóle nie czuje się skrępowany, że ten syf prowadzi prosto do jego drzwi.

18

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

A ja mam super sasiada...........by go cholera wziela big_smile codziennie o 5.23 wypuszcz  psa zeby sie wybiegal do 7 rano..........dluzej nie moze,bo otwieraja Urzad Gminy,ale ten daje mi popalic od 3 lat codziennie swiatek ,piatek i codziennie  szczeka jak oszalaly pod moim oknem......i codziennie nie spie od 5.23 tongue I powtorke mamy o 17 do 23 to samo tylko z ta roznica,ze wszystkich goni i obszczekuje !Ja bardzo lubie zwierzeta,ale nie tego "gnojka' i nie ma  dla moich sasiadow nic strasznego,ze tak zachowuje sie ich pies.....nawet policja nic nie zrobi ,bo pes  potrafi sie schowac ....tylko przed nimi big_smile,Nawet mysle o sprzedazy domu........nie mam juz sily!!!! Poszlam do sasiadow z prosba i blaganiem ,zeby psa spuszczali tak kolo 6.00 ale to ich nie interesuje,bo WOLNOSC TOMKU W SWOIM DOMKU big_smile tongue

19

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

W miastach w bokach i kamienicach ludzie przychodza i odchodzą, zmieniają się wynajmujący, ludzie nie mają potrzeby tworzenia więzi... Za to na obrzeżach, na wsiach wciąż sąsiedzi się znają i pilnują nawzajem domost, widze to po przykłądach rodziny i znajomych.

20

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Kryst54 wolność Tomku... ale cisza nocna trwa od 22.00 do 6.00. Tutaj spokojnie można zainterweniować.

21

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
Catwoman napisał/a:

Kryst54 wolność Tomku... ale cisza nocna trwa od 22.00 do 6.00. Tutaj spokojnie można zainterweniować.

A i poza ciszą nocną istnieje zakaz zakłócania spokoju. Nie pamiętam jak dokładnie brzmi zapis, ale jestem pewna, że taki istnieje.

A co do tego psa puszczanego samopas. Jeśli perswasja słowna wobec sąsiada nie działa, to ja dorwałabym bydle i odwiozła do schroniska jako notorycznie walęsającego się i podała dane właściciela. Oni już wiedzą co robić z takimi sprawami.

22

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Sąsiadka (żona notorycznie donoszącego, dzwoniącego na SM sąsiada) pewnego dnia udała się do naszej sąsiadki (tej, na którą znów donieśli kilka dni temu) i zwróciła jej uwagę, by umyła sobie okna od jej strony, bo jej to mąci estetykę otoczenia.

23

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Cat, podrzuc mi tę sąsiadke od okien. My juz od jakiegoś czasu nie możemy zmobilizować się do umycia, więc pewnie jej estetyka byłaby na tyle zgwałcona, ze sama by nam pomyła. Płyn i ściereczki zapewnię - żeby nie było wink

24

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
nocnalampka napisał/a:

A i poza ciszą nocną istnieje zakaz zakłócania spokoju. Nie pamiętam jak dokładnie brzmi zapis, ale jestem pewna, że taki istnieje.

Są to zasady współżycia społecznego i ich ewentualne zakłócanie wink.

25

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Olinko, poniekąd o to mi chodzilo. Ale konkretnie to o zapis z KW:
Art. 51. § 1. Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym,podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

KW tez jasno precyzuje obowiazki wlascicieli czworonogow - tak w temacie. Wiec ja sprawy Kryst bym nie zostawila na jej miejscu.

26

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Kwestia pieska jest do załatwienia; wystarczy by sąsiad wypuszczał czworonoga 40 minut później. I warto to egzekwować zwłaszcza, że jak wspominałam, cisza nocna jest do godz. 6.00.

27 Ostatnio edytowany przez Miyoshi (2013-04-18 20:05:43)

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Moi sąsiedzi to istne przekleństwo-szczególnie państwo M. To ludzie wszechwiedzący, znudzeni swoim monotonnym życiem, wiecznie siedzący w oknach od świtu aż do zmroku, jak nie dłużej. Właśnie zbliża się ich ulubiona pora roku. Znów będą mogli zasiąść całą rodziną na ławce przed domem i obserwować z lepszego punktu życie sąsiadów. Nawet drzewo wycięli, żeby nie mieć ograniczonego widoku. big_smile
Też zauważyłam, że z roku na rok stosunki międzyludzkie są coraz gorsze. Wszędzie nienawiść, zazdrość, pragnienie by komuś się noga podwinęła. Nie zależy mi na jakichś relacjach z tymi ludźmi, ale mogliby z łaski swojej nie zatruwać innym życia z nieokreślonych powodów.

28

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Miyoshi a jak Ci zatruwają życie?

29

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
nocnalampka napisał/a:

Olinko, poniekąd o to mi chodzilo. Ale konkretnie to o zapis z KW:
Art. 51. § 1. Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym,podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

KW tez jasno precyzuje obowiazki wlascicieli czworonogow - tak w temacie. Wiec ja sprawy Kryst bym nie zostawila na jej miejscu.

Dzieki dziewczyny,ale tu i tak nic sie nie da zrobic,bo moj sasiad to cham i despota.....ale sobie postanowilam jak KUBA BOGU ,TAK BOG KUBIE wiec o 5.30 (bedzie znowu w wyrku) pojde dzwonic dzwonkiem,zeby psa uwiazal:D i tak do skutku,co chwile bede robila mu niespodzianki,oczywiscie  za kazdym razem  zrobie pieskowi zdjecie ,ktora godzina byla.......... tongue musze ich zmeczyc i tak samo zrobie po 22  z wielkim "przejeciem"pojde poprosic zeby pieska uwiazali.......bede chodzic do skutku  big_smile inaczej sie chyba nie da........POLICJA stwierdzila,ze interweniowali ,ze  nastepnym razem  sprawe skieruja do sadu  i na tym sie konczy,a piesek jest bezbledny.......jak nadjezdza policja ,pies sie chowie ,normalnie ma czuja!!!! tongue big_smile

30

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Kryst54 poproś zatem pana strażnika, by podjechał o 5.20 i zaczekał.

31

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
Catwoman napisał/a:

Kryst54 poproś zatem pana strażnika, by podjechał o 5.20 i zaczekał.

Dzieki za rady......ale ja mieszkam na wsi i straznikow u nas nie ma,a policja nie przyjedzie o tej porze ,bo to maly problem dla nich,gdyz sa sprawy wazniejsze niz moje "niedospanie big_smile " Nie ma mocnych na takich ludzi,oni sa ponad prawem i maja wszystkich w d***e tak im sie wydaje. Dzis mialam kolejna pobudke o 5.23....moj sasiad wyjezdza do pracy,a reszta jego domownikow smacznie spi.........sypialnie maja z innej strony big_smile i  nic nie zrobie,poki zyje to nigdy przenigdy nie zylam zle z sasiadami.......ale  teraz ma za swoje!!!!  sad Jestem tak bardzo zmeczona.

32

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Kryst54 a masz stopery do uszu? smile

33

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Kryst, no to mówię. Spakuj futrzaka do auta i do schronu. TOZ umie sobie radzic z takimi nieokrzesanymi właścicielami.

34 Ostatnio edytowany przez HardVoman (2013-04-19 21:20:39)

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Tydzień po tym, jak wprowadziliśmy się z chłopakiem do naszego poprzedniego mieszkania, któryś z sąsiadów wysłał maila do naszego najemcy z donosem, że wyrzucamy kiepy za ogrodzenie. Ani ja, ani Boski nie palimy, a dla gości palących zawsze mieliśmy w ogródku porozstawiane słoiki, no ale skoro nowi w bloku się pojawili, to przecież na pewno to była ich sprawka... wink Jakiś czas po tym, na tablicy ogłoszeń pojawiła się kartka autorstwa pewnej mamy, która prosiła sąsiadów o nieparkowanie na chodniku, bo nie może przejechać z wózkiem. Wcale się nie dziwię; był środek zimy, śniegu po łydki, sama miałam problem, żeby przejść, a co dopiero pchając wózek... Następnego dnia pojawił się odzew od bardzo chamskiego sąsiada, który uznał, że skoro nie może przejechać wózkiem, to ma zawołać supermena, a potem był wywód o tym, jak to dostawczaki zajmują dużo miejsca na parkingu, i dlatego nie ma gdzie stanąć. Było to napisane w tak wymownej formie, że od razu było wiadome, do kogo pije (Boski stawiał auto służbowe na parkingu...). Wtedy się wkurzyłam, napisałam swoją kartkę, gdzie wyłożyłam kawę na ławę, i od tamtej pory mieliśmy poprawne stosunki z sąsiadami. smile

35

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
nocnalampka napisał/a:

Kryst, no to mówię. Spakuj futrzaka do auta i do schronu. TOZ umie sobie radzic z takimi nieokrzesanymi właścicielami.

Nocnalampko pomysl idealny i prosty,dziekuje............sorki ,ze przegapilam Twoja cudowna rade.Teraz tylko czekam na okazje!!!!DZIEKUJE!!! big_smile big_smile big_smile

36

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Mieszkam na typowym blokowisku i co widzę: chordy rozwrzeszczanych dzieciaków biegających po uliczkach. Rodzicom nawet nie ma co zwracać uwagi, bo przecież ich dzieci są najcudowniejsze na świecie i mają prawo do wydawania dzikich okrzyków.

37

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
Aewusia napisał/a:

Mieszkam na typowym blokowisku i co widzę: chordy rozwrzeszczanych dzieciaków biegających po uliczkach. Rodzicom nawet nie ma co zwracać uwagi, bo przecież ich dzieci są najcudowniejsze na świecie i mają prawo do wydawania dzikich okrzyków.

Oj na to, to raczej nic nie poradzisz smile Nie przepadam za dziećmi, ale wiem, że z tym nie byłoby (chwała Bogu nie mam tego na co dzień) co walczyć; przypomnij sobie swoje dzieciństwo big_smile

38

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

To ja chyba zawsze miałam szczęście do sąsiadów. Mieszkałam do 7. roku życia i w liceum u babci i sąsiedzi wszyscy bardzo sympatyczni, no, może poza jednymi, którzy nie chcieli sprzątać klatki schodowej, jak wypadał ich dyżur, ale żadnych donosów i większych doskoków nie było.
Z kolei jak się wyprowadziliśmy z rodzicami do starego budownictwa i zanim uciekłam w liceum z powrotem, to takich bezpośrednich sąsiadów mam jednych - starsze państwo, pozytywnie nastawieni, nawet sporadyczne imprezy do rana ich nie wzruszały, tyle że... sąsiad jest fantastyczny, a jego żona mega upierdliwa, byłaby idealnym Świadkiem Jehowy big_smile.

Inaczej jest w budynku naprzeciwko - mam tam zaprzyjaźnioną fryzjerkę, która jest wielką gadułą i do niej na balejaż to jak na plotki. Tam walczą o wszystko. Awantury o każdy głośniejszy dźwięk, wzywanie policji, jak ktoś używa wiertarki (nie w nocy!), bo spokój zakłóca, kopanie dołków pod właścicielami zwierząt i skargi, że niby agresywne i po klatce bez kagańca biegają - i to jedni na drugich, wiecznie.


  A tu w sumie zabawna historia z cyklu sposób na piekielnego "sąsiada" - przy którym niestety, ucierpiało trochę niewinnych osób.

Jak mówiłam, bezpośrednich sąsiadów w klatce mam dwoje, ale budynek jest duży, środek zajmuje hm... restauracja z dancingami, która organizuje też imprezy okolicznościowe, a po drugiej stronie mieszkań jest więcej. Zebrań wspólnoty trochę jest, właściciel restauracji pojawia się rzadko, bo zebrania dotyczą głównie tego, że nie płaci za wodę, prąd itp. Na razie dla nas konsekwencji to nie miało, ale w końcu zaczęły się powiadomienia, że to musi być spłacone - do całej wspólnoty mieszkaniowej. Jedyne co podobno wspólnota mogła, to zagrozić właścicielowi odcięciem. Jak się pojawił, obiecywał, że spłaci, jakieś tam zaległe zaczął, następne znowu olewał, znowu kłopoty itd., no nic nie docierało.
I nie wiem, na jakiej to jest zasadzie, bo myślałam, że on jako że ma te dancingi, ma prawo do niezachowywania ciszy, zresztą tego aż tak bardzo u nas nie słychać, gorzej po tej drugiej stronie, bo to jest nad niektórymi mieszkaniami. Okazało się jednak, ma prawa takie, jak my. Skończyło się tak, że jak pan dalej nie płacił, a kiedy organizował wesele, punkt 22:00 ktoś z tamtych sąsiadów zgłosił zakłócanie ciszy nocnej, policja przyjechała, wesele zakończone, wszyscy wściekli i słusznie, bo nie mieli pojęcia, że właściciel nie może sobie robić, co chce.

Przykre, bo wyobrażam sobie, co sama bym czuła, gdyby tak zakończyło się moje wesele, ale właściciel momentalnie wszystko opłacił.

Było jednak dobrze przez jakiś czas, a potem znowu zaczął zalegać. Mama rozbawiona podejściem wspólnoty mówiła, że jako kolejny sposób na ogarnięcie właściciela, skoro cywilizowane środki nie działają, wymyślono... atak na ogromny taras przy budynku. Bo taras jest wspólny, a właściciel samowolnie zrobił tam sobie stoliki, parasole - część lokalu na powietrzu. Ciekawe, czy goście tak chętnie będą przebywać przy wiszącym praniu, kobietach opalających się między stolikami na leżakach i biegającej zgrai dzieci.

Pytanie - kto jest piekielnym sąsiadem? Właściciel, czy "my"?
Jak tego słucham, to aż mam ochotę zostać gorliwym uczestnikiem zebrań.

39

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

A.... czy sądzicie, że słuchanie głośnej muzyki w bloku (ale nie podczas ciszy nocnej) jest dużym naruszeniem współżycia sąsiedzkiego?

40 Ostatnio edytowany przez Eileen (2013-04-20 11:11:10)

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Myślę, że wszystko zależy od częstotliwości. Jeżeli sporadycznie, to mi to nie przeszkadza, zresztą kwestia przyzwyczajenia - nieszczęsne dancingi. Zwracanie uwagi, jeśli ktoś posłucha głośniej raz na dłuższy czas, uznałabym za czepialstwo, chyba że rzeczywiście są ku temu ważne powody - śpiące niemowlaki/małe dzieci, ktoś chory itd. Tylko że naprawdę raz na długi czas.

41

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Dla mnie jest to nadal kwestia sporna. Na szczęście mieszkam w domu i muszę brać pod uwagę jedynie domowników, ale mieszkałam też w bloku, pewnego razu przyszedł do mnie sąsiad z góry, który okazał się naprawdę w porządku, a powiedział: "Wiem, że dopiero się wprowadziliście, ale czy tej muzyki nie można by słuchać trochę ciszej?" - nie było dla mnie najmniejszego problemu- ściszyłam.

Natomiast moi znajomi mieli z sąsiadami przeróżne przejścia i stwierdzili, że im np. przeszkadza płaczące ze ścianą dziecko w nocy, w za dnia ciągnące jakąś zabawkę, która robiła hałas. I co tu zaradzić?

42

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Takie zwracanie uwagi - jak najbardziej okej. To z czepialstwem było do sytuacji, gdyby ktoś po jednorazowym 'wybryku' z głośniejszą muzyka od razu brał się za jakieś skargi, donosy, nie wiem, co można w takiej sytuacji zrobić, w każdym razie od razu coś drogą oficjalną, zamiast właśnie normalnie przyjść poprosić.

Z drugiej strony - hałasy mogą być różne. Ja pod tym względem nie miałam problemu z sąsiadami, więc przy grze na pianinie też był luz. Zastanawiam się, co by było, gdyby uparcie się na to skarżyli - bo to już nie fanaberia, ćwiczyć przecież trzeba, a szkoda zrezygnować ze szkoły muzycznej dla świętego spokoju sąsiadów. Z drugiej strony mogłoby im się to nie podobać.


Jak takie zakłócanie ciszy "dziennej" wygląda w ogóle z jakiegoś prawnego punktu widzenia?

43

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
Eileen napisał/a:

Jak takie zakłócanie ciszy "dziennej" wygląda w ogóle z jakiegoś prawnego punktu widzenia?

Też się nad tym zastanawiam.

44 Ostatnio edytowany przez Eileen (2013-04-20 11:46:26)

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Hm... znalazłam takie coś:

Art. 51. § 1. Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym,
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Czyli niby nie wolno zakłócać spokoju w dzień. W sumie dobrze, jeżeli ktoś uparcie chce słuchać muzyki, niech sobie wyciszy pokój. wink Ciekawe, jak to się ma do małych dzieci - biegających, krzyczących, skaczących i w ogóle ĄCYCH bardzo głośno. tongue

[edit]

Inne znalezione w sieci:

"Natomiast po wezwaniu policji do interwencji w dzień usłyszałem od policjanta, że art. 51 § 1 odnosi się tylko do miejsc publicznych, a moje mieszkanie nie jest miejscem publicznym."

Oraz:

"uporczywe (permanentne) zakłócanie spokoju w dzień może też stanowić powód do wniesienia pozwu do Sądu Grodzkiego. Jednak należy takie fakty mimo wszystko zgłaszać na policję"

Sama już nie wiem big_smile.

45

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
Catwoman napisał/a:

przypomnij sobie swoje dzieciństwo big_smile

No ja nie wrzeszczałam sąsiadom tak, że telewizji nie mogli oglądać. Jak któryś by mnie dorwał to raz że sam by mnie okrzyczał i odprowadził do rodziców, a Ci użyli paska i szlaban na miesiąc murowany.

46

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

No ale to teraz tak nie ma: dziecko = święta krowa. big_smile

47

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

To chyba też zależy od podejścia rodziców, są przecież i tacy, którzy nie pozwalają na wszystko tongue.

48

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie
Eileen napisał/a:

To chyba też zależy od podejścia rodziców, są przecież i tacy, którzy nie pozwalają na wszystko tongue.

Tylko większość rodziców traktuje dzieci jako chodzący cud świata, któremu wolno wszystko. Ktoś z klatki usiłował zwrócić matce uwagę by dzieciak chodząc nie tupał tak, że lampa się trzęsie to usłyszał że ma ADHD i nie wolno zwracać mu uwagi. Wyszło na to, że sąsiad jest niewychowanym chamem, a dziecku wolno wszystko. Kiedyś nikt takim by się nie przejmował. Teraz dzieci stawiane są na piedestale... Cóż kiedyś to się odwróci przeciw tym rodzicom, ale będzie za późno.

49

Odp: Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

O matko boska, a czy ta matka miała jakiekolwiek pojęcie o ADHD, skoro w jej mniemaniu takim dzieciom nie wolno zwracać uwagi, za to wolno im wszystko? Mój młodszy brat miał wiele badań dot. ADHD, w końcu niby nie stwierdzono, jednak nadpobudliwy w jakimś stopniu jest, teraz trochę wyrósł i jakoś upominać go można było, nie umarł, był traktowany jak normalne dziecko i - niespodzianka - żyje big_smile.

Posty [ 50 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Sąsiedzkie donosy - nasze utrapienie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026