Mam pytanie do... par głównie ![]()
Dlaczego zdecydowaliście się żyć bez ślubu?
Dlaczego zdecydowaliście wziąć ślub?
Podobne tematy
2 2013-03-14 12:53:44 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-03-14 12:57:23)
Dlaczego zdecydowaliście wziąć ślub?
Dla świętego spokoju
Może spadnie na mnie lawina zarzutów, ale ślub, to kolejna pozycja, "którą trzeba było odhaczyć"
studia - zaliczone
praca- zaliczona
małżeństwo - zaliczone ![]()
Może będą i dzieci, może będzie i rozwód, takie życie ![]()
Nie gloryfikuję instytucji małżeństwa, nie uważam, że tylko "ślubni" żyją szczęśliwie, a reszta to patologia. Wzięliśmy ślub, bo takie wychowanie wynieśliśmy z domu. Chcemy być rodziną, to zakładamy rodzinę. ![]()
Dlaczego wybierają inaczej? Bo mają do tego prawo
Nie okłamujmy się, mrzonki o miłości aż do śmierci i wielkiej sile małżeństwa można sobie miedzy bajki wsadzić, nikt już w to nie wierzy
Tempo życia nie pozwala nam się rozczulać nad niuansami,dziś żona- jutro rozwódka - nikogo to nie dziwi. Po co komu suknia, po co komu ksiądz, tudzież urzędnik. Albo chcesz i jesteś , albo nie chcesz i nawet duża strata majątku wynikająca z rozwodu, Cię do zostania nie przekona ![]()
Po to, żeby być małżeństwem.
Po pierwsze jest to "przypieczętowanie" miłości, określenie się i swojego podejścia do związku, zobowiązanie się do pewnych rzeczy, formalne założenie rodziny.
Po drugie, we wszelkiego rodzaju urzędach i instytucjach jesteśmy traktowani jako rodzina, a nie jako obcy sobie ludzie.
Po trzecie, gdyby któremuś z nas się coś stało, to ta druga osoba, jako najbliższa rodzina ma prawo do informacji o stanie zdrowia, dziedziczenia itd.
Nie wiem dlaczego wzięłam ślub
. W tamtym czasie (niemal 18 lat temu) było to dla mnie oczywiste, że kiedy ludzie się kochają, czują, że chcą ze sobą iść przez życie, to legalizują związek. I choć kompletnie nie miałam parcia na białą suknię i wesele, to chcieliśmy wspólnie zamieszkać, wspólnie kupić mieszkanie w zupełnie innym niż nasze rodzinne (pochodzimy z innych miejscowości) mieście, wówczas kredyty przyznawano na znacznie ostrzejszych niż dziś zasadach i tak nam po prostu było najłatwiej.
Kiedy dziś na to patrzę, to w gruncie rzeczy ślub nie był mi chyba do niczego potrzebny, to tylko wtedy wydawało mi się, że taka kolejność jest oczywista
.
No właśnie nam ślub tzn. legalizacja też nie była do niczego właściwie potrzebna
Zamieszkalibyśmy razem, prowadzili wspólnie dom i wyszłoby dokładnie na to samo ![]()
Parcia na białą suknię nie miałam, na te wszystkie wianki, koronki, żorżety też nie i obyło się bez tego ![]()
Nie okłamujmy się, mrzonki o miłości aż do śmierci i wielkiej sile małżeństwa można sobie miedzy bajki wsadzić, nikt już w to nie wierzy
Ja wierzę
Oczywiście w to, że sam papier, ślub czy uczucie coś za mnie załatwi nie wierzę. Ale wierzę w to, że jeśli kiedyś będziemy mieć jakiś poważny kryzys w związku, to przetrwamy go i będziemy chcieli być ze sobą, a nie spakujemy się i zwiejemy... Jasne, że ślub tego nie gwarantuje, ale według mnie pomaga, pionizuje, daje poczucie co jest ważne.
A oprócz tego wierzę w to, że dlatego, że przysięgaliśmy nie tylko przed sobą ale też przed Bogiem, to daje nam łaskę... i że Bóg trzyma swoją łapę nad tym, żeby nam się dobrze wiodło i żebyśmy w tym wytrwali... pewnie dla osób niewierzących to jakieś bajki, ale dla mnie i dla mojego Męża nie, i dobrze nam z taką myślą
Łatwiej się żyje... łatwiej się kłócić, łatwiej się szybko godzić, nie pielęgnować w sobie urazów, iść do przodu...
Szarlot, mam podobne podejście do małżeństwa, mimo, że jestem niewierząca i nie brałam ślubu kościelnego.
Różnica jest taka, że nad nami nikt nie czuwa. Czuwamy nad sobą nawzajem i to, jakie to jest i będzie małżeństwo, zależy tylko ode mnie i od mojego męża.
Ale wierzę w to, że jeśli kiedyś będziemy mieć jakiś poważny kryzys w związku, to przetrwamy go i będziemy chcieli być ze sobą, a nie spakujemy się i zwiejemy... Jasne, że ślub tego nie gwarantuje, ale według mnie pomaga, pionizuje, daje poczucie co jest ważne.
...dokładnie na odwrót. Ludzie biorą ślub, bo... tak wypada (w większości wypadkach), rozwód - ot taki etap w życiu, itd.
A jak jesteś w związku partnerskim, to musisz wiedzieć dlaczego w nim jesteś, musisz się starać, bo nie masz "małżeńskiego aktu własności" partnera, bo może się zdarzyć, że pewnego dnia ty lub twój partner spakuje swoje rzeczy i zniknie z życia.
Może dla niektórych na odwrót. Dla mnie i dla mojego Męża nie.
Byłam w związku partnerskim i jestem w małżeństwie - mówię z doświadczenia.
Mnie i mojemu Mężowi w małżeństwie jest fajniej niż nam było przed...
Lepiej, bezpieczniej... a staramy się o siebie bardziej niż wcześniej... To się nie wyklucza.
A jak jesteś w związku partnerskim, to musisz wiedzieć dlaczego w nim jesteś, musisz się starać, bo nie masz "małżeńskiego aktu własności" partnera, bo może się zdarzyć, że pewnego dnia ty lub twój partner spakuje swoje rzeczy i zniknie z życia.
Dziś uważam dokładnie tak samo, co kilka osób zresztą już zbulwersowało
. Jeśli dwoje ludzi nie łączy ślub, a mimo to są ze sobą, to znaczy, że w 100% oboje tego chcą, a nie muszą. Człowiek ma też poczucie, że jeśli mu zależy, to każdego dnia musi się mobilizować, starać wręcz podwójnie, bo nic tutaj nie jest pewne ani przesądzone. Z kolei w małżeństwach ludzie lubią sobie odpuszczać, w myśl zasady, że ,,to już zostało przypieczętowane, więc jest moje" dochodzą do wniosku (mniej lub bardziej świadomie), że mogą spocząć na laurach, potem niestety zbyt często pojawia się płacz i zgrzytanie zębami.
Generalizujesz Averyl. Równie dobrze można stwierdzić, że większość ludzi w związkach partnerskich nie trakuje siebie nawzajem na tyle poważnie, żeby zdecydować się na sformalizowanie związku i wolą zostawić sobie otwartą furtkę.
Zakładam, że piszemy o ludziach niewierzących, którzy żyją w związkach partnerskich.
Dla mnie, mężatki, to co napisałaś o małżeństwie to same bzdury.
żyję bez ślubu - dlaczego?
bo gdy zaszłam w ciążę,powiedziałam że to nie jest powód aby zaraz biec do kościoła i brać ślub
ślub miał być jakis czas po urodzeniu dziecka,z tego czasu zrobiło sie 12 lat,urodziło się 2 dziecko,czy mi slub do czegoś potrzebny? nie
jest dobrze tak jak jest,jednak minusem nie zalegalizowania związku sa sprawy urzędowe
Mówimy tu oczywiście o osobach zarówno wierzących jak i niewierzących, jeśli tak prosto można to zgeneralizować.
Oczywiście większość zdeklarowanych, praktykujących a nawet średnio praktykujących Katolików małżeństwo zawrze, to jasne. Z innych wyznań- raczej też, chociaż znam kilku protestantów, którzy ze sobą po prostu są, tworzą rodzinę, ale bez papiurka.
Nie mam ślubu, bo mnie akurat przeraża ta potencjalna biała suknia i to całe zamieszanie. Nie chciałabym przez to przechodzić za żadne skarby. A ponieważ papierek nie jest mi w praktyce do niczego potrzebny, więc nie widzę powodu, dla którego ten ślub miałabym brać potajemnie
Rozważając Wasze powyższe wpisy dołączam do grona tych, którzy twierdzą, że w małżeństwie trzeba się bardziej starać
Wydaje mi się, że wtedy jest większa motywacja do ratowania związku, rozwiązywania problemów. Bez papierka łatwiej zabrać zabawki i sobie pójść. Ale, oczywiście, wszystko zależy od konkretnych ludzi i ich związku.
Ja też sądzę, że wszystko zależy od konkretnych ludzi i ich nastawienia do związku. Dla wielu osób małżeństwo jest ucieczką; przed samotnością, przed odpowiedzialnością za własne życie- gdy nagle można schować się za plecami współmałżonka, a nawet przykrywką dla orientacji seksualnej.
Inni z kolei boją się życia "po ślubie", bo np. widzieli w rodzinie, jak to wygląda i uważają, że zawsze jest gorzej. Wolą zabiegać stale o partnerkę, boją się być może, ze rutyna ich dopadnie. Albo po prostu nie widzą sensu legalizowania.
Co do afery ślubnej: sprawę można załatwić w USC w dosłownie 15 minut
(wiem, próbowałam
)
W 15 minut i za 84 zł - dla tych, których koszta przerażają ![]()
W 15 minut i za 84 zł - dla tych, których koszta przerażają
Dokładnie tak:)
18 2013-03-14 15:42:48 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-03-14 15:46:39)
I w to już chyba nawet wliczona jest lampka szampana dla gości
Jak dla mnie - opłaca się ![]()
A jeszcze wracając do tego starania się o siebie nawzajem w różnych "typach" związków.
Mnie się bardziej chce teraz starać o mojego Męża, właśnie dlatego, że jest już Mężem i w perspektywie spędzimy ze sobą całe życie - jest w co inwestować ![]()
19 2013-03-14 15:48:00 Ostatnio edytowany przez adam_K (2013-03-14 15:57:30)
Ja akurat mam na swoim koncie odwrotny przypadek. Ci, którzy z was czytali wiedzą.9 lat związku trzykrotnie odrzucane moje oświadczyny. By wreszcie usłyszeć fakt, że kocha mnie, ale męża we mnie nie widzi ? bo musi on przede wszystkim ?reprezentować godne horyzonty naukowe i myślowe? no i nie była jeszcze gotowa na dzieci. Odszedłem ? bo trwanie w takiej formie związku jak był, nie jest już dla mnie. Przede wszystkim ją kochałem (powoli to kochanie ze mnie odchodzi), ale nie chcę by ktoś był ze mną nieszczęśliwy. Na razie zasypuje mnie setkami sms i po kilkadziesiąt razy dzwoni. Dowiaduję się że ?jestem bez serca?, że ?to zaplanowałem?, że ?nie może się skupić na planach naukowych?, prosi o spotkania. Złość miesza się jej na przemian z żalem przeprosinami, i że więcej się już do mnie nie odezwie. Daję się dziewczynie wyszumieć, wykrzyczeć, a potem przeprosić i tak w kołowrót ? zareagowałem tylko raz odbierając jeden telefon w którym poprosiłem o spokój i ciszę. I w ciszy chciałbym tej trwać na razie. Czuję się jakby mi ktoś przywalił obuchem, ale od tego się nie umiera wszak:).
Zawsze doceniałem jej pragnienia, marzenia, oczekiwania. Pomagałem w ich spełnianiu. Bo była dla mnie wspaniałą kobietą, przyjaciółką i partnerką. Teraz jednak idę własną drogą.
Dlaczego chciałem legalizować?.
Bo wydawało mi się że to jestem JA. Że wystarczy cierpliwie poczekać i pewnego dnia powie ?Tak?. Że jestem dla kogoś na tyle ważny że zechce być moją żoną, tak jak ja byłbym Jej mężem, i że oboje będziemy rodzicami.
Może jestem zacofanym tradycjonalistą ale jakoś mi z tym dobrze:)
adam, trochę smutna ta Twoja historia.... Widzisz, ludzie są jednak różni... i kobiety i mężczyźni i w obrębie tej samej płci i w ogóle
i oczekują różnych rzeczy... Jedne kobiety zalewają fora postami "jak mam go namówić na ślub", jeszcze inne tego nie potrzebują wcale...
Ale akurat myślę, że Twoja dziewczyna to w ogóle jeszcze nie wie czego chce (wnioskuję z jej kłopotów emocjonalnych, które opisałeś)... jak masz cierpliwość to czekaj na nią... ale myślę, że szybciej znajdziesz odpowiednią dla siebie osobę, którą pokochasz, która pokocha Ciebie i z radością przyjmie oświadczyny ![]()
A jak zareagowałybyście drogie PANIE tym razem.... gdyby partner odrzekł, że jest przeciwny małżeństwu, że może być a i owszem całe lata w związku nieformalnym, ale ślubu się nigdy nie doczekacie ?
Gdybyśmy byli zgodni w innych kwestiach, to chyba by mnie to nie odstraszyło. Zakładam, oczywiście, że miał takie zdanie od początku, a nie, że mu się nagle odmieniło. No i interesowałyby mnie powody. Dlaczego jest przeciwny ślubom?
Ciężko tak reoretyzować, nie byłam nigdy w takiej sytuacji.
A jak zareagowałybyście drogie PANIE tym razem.... gdyby partner odrzekł, że jest przeciwny małżeństwu, że może być a i owszem całe lata w związku nieformalnym, ale ślubu się nigdy nie doczekacie ?
Odpowiem nie wprost - u nas to ja byłam przeciwniczką legalizowania, a dla mojego męża było to ważne. Mi papierek nie był potrzebny, a nawet niechętnie myślałam o tym, że Państwo ma mi się do życia osobistego mieszać... Ale skoro dla niego miało to znaczenie, a ja po prostu chciałam już zawsze być z nim, to nie widziałam powodów do stawiania się - skoro ten papier nic nie zmienia, to po co się przed nim bronić? Jakoś było dla mnie oczywiste, że połączenie deklaracji "chcę być z Tobą do końca" i "nigdy nie zgodzę się na bycie Twoją żoną" powiewa nieszczerością.
No i nie bez znaczenia był aspekt praktyczny - skoro jednym papierem możemy zastąpić wiele innych, to czemu sobie życie utrudniać, skoro można sobie ułatwić? ![]()
Teraz, z perspektywy dość niewielkiej, bo niecałego roku, cieszę się, że jestem żoną. Naprawdę dobrze mi z tym. I mam daleko idące podejrzenie, że to poczucie, że jest fajnie nie wynika z samego bycia żoną, ale z bycia żoną mojego męża ![]()
I jeszcze na koniec słówko w kwestii "zamieszania ślubnego". Nas slub czasowo w urzędzie pochłonął 2x kwadransie - raz jak poszliśmy termin przyklepać, to może właśnie z 15min trwało,drugi raz to sam ślub i to było dosłownie 9 min i już byliśmy małżeństwem ![]()
Bez papierka łatwiej zabrać zabawki i sobie pójść. Ale, oczywiście, wszystko zależy od konkretnych ludzi i ich związku.
Ja akurat jestem z tych, które o małżeństwo i o związek walczą jak lwice, staram się i odkąd pamiętam zawsze dbałam o jakość naszej relacji. Był jednak taki moment, jeden jedyny, że przez chwilę nie byłam pewna czy jesteśmy razem, bo tego chcemy, czy może, bo trzyma nas przysięga i mnóstwo innych spraw, które w innych okolicznościach, bez ślubu, jednym gestem i jedną decyzją można byłoby rozwiązać - to wtedy chciałam mieć tę 100% pewność.
Jeśli jest coś, co "trzyma" ludzi razem, mimo braku uczucia i chęci bycia razem, to nie jest to ślub, tylko dzieci.
Mi papierek nie był potrzebny(...)Ale skoro dla niego miało to znaczenie, a ja po prostu chciałam już zawsze być z nim, to nie widziałam powodów do stawiania się - skoro ten papier nic nie zmienia, to po co się przed nim bronić?
U mnie było podobnie. Z tą różnicą, że ja chciałam ewen. ślubu cywilnego. Mąż chciał ślub kościelny i 'prawdziwe' wesele.
Mnie było obojętne to. Ja bardzo chciałam zostac żoną mojego męża;) Wesele nie było istotne, ale skoro mąż chciał, to czemu miałam mu odmówic?
Poza tym, że miłośc pchnęła nas do legalizacji związku, to jeszcze wcześniej wspomniane aspekty urzędowe, dziedziczenie, itd.
Jesteśmy ponad pół roku po ślubie i jestem szczęśliwa, bo mimo mojego młodego wieku, ta decyzja była w pełni świadoma i zaplanowana przez nas, razem.
27 2013-03-15 01:26:22 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-03-15 01:35:08)
Dlaczego zdecydowaliście wziąć ślub?
Po dobrych kilku latach zycia w przyjaźni ,partnerstwie i prowadzeniu wspolnych interesow,a co dalej; postanowienie wybudowania wspolnego domu sytuacja bankowo/administracyjno/formalna zmusila nas do posiaania wspolnego papierka a co za tym idzie takiego samego nazwiska ![]()
Lecz nie ukrywam, bardzo dobrze zylo nam się w konkubinacie i nie rozumiem czemu ludziom życie bez ślubu na kocią łape czy tzw. konkubinacie kojarzy sie z patologią.Ja nie narzekalam
Wzielismy cywilniaka, typowo urzedowa "ceremonia" dla wygody papierkowej,wtedy mniej komplikacji jest z zalatwianiem roznych spraw,a milosc to swoją drogą ,do tego świstka nie potrzeba i jesli ktos nie jest zmuszony to ja bym nie naciskala na koniecznosc brania slubu, bo po co? chyba że to kogos marzenie bylo to ok,nie moje klimaty ![]()
A jak zareagowałybyście drogie PANIE tym razem.... gdyby partner odrzekł, że jest przeciwny małżeństwu, że może być a i owszem całe lata w związku nieformalnym, ale ślubu się nigdy nie doczekacie ?
Noi pasi, przybilabym piątke, ja nie z tych aby na kolanach blagac, mi takze to zwisalo i powiewało .Makulatury w aktowkach i teczkach mam pelno,wiec obylo by sie i bez tej kartkeczki z USC, jesli ktoras ze stron mialaby negatwne nastawienie pod kazdym względem do sformalizowania związku
Poważny związek partnerski to praca nad tym, żeby było jak najlepiej żyć razem. Ja to zawsze porównuję do takiej piłeczki, którą należy podbijać, aby nie spadła na dół i tam już nie została.
Każdy związek ma wiele etapów - to właśnie momenty podbijania tej piłeczki.
Gdy etap zakochania i zauroczenia minie, następują zaręczyny. Ze związku robi się narzeczeństwo; wspólne plany, fascynacja narzeczeństwem, planowanie przyszłości. Decyzja o ślubie, potem o dzieciach, o nowym mieszkaniu, wspólnych wakacjach, przygarnięciu psa, kupnie większego samochodu - to kolejne mniejsze lub większe podbijanie piłeczki, związane z codzienną pracą nad związkiem.
Partner jest na początku dla mnie bratnią duszą, kochankiem; potem moim narzeczonym, kolejno mężem, ojcem dzieci. Związek staje się pełniejszy, kolekcjonujemy wspólne doświadczenia, cementujemy więzi.
A sam ślub? Dla mnie to był jeden z piękniejszych dni w moim życiu. Takie gromadne celebrowanie szczęścia. Ja z moim ukochanym, otoczona najbliższymi. Wspólne rozmowy, tańce, śpiewy. Nasze magiczne jednodniowe święto, które z wielkim hukiem podrzuciło piłeczkę, którą teraz pozostaje utrzymywać w ciągłym ruchu ![]()
Ja 7 lat żyłam w konkubinacie
od pół roku małżeństwo.
To ja nie chciałam ślubu.
Co mi dał ślub?
Jak puka listonosz, to nie muszę tłumaczyć, że jestem konkubiną.
Jakby się coś stało mojemu mężowi, to będę pierwszą osobą, która będzie o tym wiedzieć i będzie mogła decydować.
Dziedziczymy po sobie bez dodatkowych formalności.
Ale co najważniejsze. Po ślubie to mój mąż stał się moją najbliższą rodziną.
Także niby nic się nie zmieniło, ale moja więź z mężem się zacieśniła.