Witam wszystkich mam ze sobą problem postaram się w skrócie napisać w czym rzecz .
Na dzień dzisiejszy jestem mężatką w raczej udanym związku. Problem polega na tym że nie umiem się odciąć od przeszłości a przeszłam sporo . Byłam przez kilka lat w związku w którym byłam ofiarą przemocy fizycznej (bardzo brutalnej) i psychicznej . Ciężko mi było odejść a jak już odeszłam to jeszcze trudniej było mi w tej decyzji wytrwać . Mam do siebie żal dlaczego tak długo w tym trwałam , dlaczego zachowywałam się tak żeby prowokować .Niby gdzieś w podświadomości wiem że to nie była do końca moja wina to i tak myślę że w każdej sytuacji można było zachować się inaczej . Prześladują mnie wspomnienia ,sny .
Naprawdę chciała bym zapomnieć. Chciała bym cieszyć się tym co mam teraz Poradźcie jak mam to zrobić.
1 2013-03-07 00:26:09 Ostatnio edytowany przez aleksja28 (2013-03-07 00:47:25)
Podobne tematy
Korzystałaś już z pomocy psychologa?
Jesteś ofiarą PTSD, moim zdaniem bez fachowej diagnozy i pomocy terapeuty sie nie obędzie...
3 2013-03-07 00:36:57 Ostatnio edytowany przez aleksja28 (2013-03-07 00:40:14)
Nie nie byłam u psychologa Ja tak na prawdę z nikim o tym co przeszłam nie rozmawiałam wiadomo w najbliższej rodzinie wiedzą że mnie czasem uderzył ale nic poza tym
Aleksja, ja bym Ci chciała pomóc, ale na forum się po prostu nie da. Masz za sobą straszny okres, który zostawił rany i blizny na Twojej psychice, a do tego ukrywając to przed bliskimi dobrowolnie skazałaś się na samotność. Jakbyś miała połamane kości, ale udawała, że masz tylko siniaka. Musisz iść do psychologa, bo może poza ptsd masz coś jeszcze, np. depresję, a potem iść na terapię. I wszystko się wyprostuje, tylko trzeba odrobinę cierpliwości i pracy nad sobą.
Zdaje sobie sprawe ze powinnam isc do psychologa ale nie umiem sie zdobyc obawiam sie ze nie dam rady o tym wszystkim rozmawiac no i co powiem mezowi po co tam ide
A czemu nie powiesz prawdy..? Czego się boisz?
Cześć,Aleksja powinnaś iść do tego psychologa i powinnaś również porozmawiać ze swoim partnerem ,jeśli cię kocha to pomoże ci przejść przez to wszystko,sama sobie nie poradzisz szczegolnie po takich przejściach.....najtrudniej powiedzieć pierwsze słowo a potem poleci,potok słów sam cię zaleje,daj sobie szanse na bycie szczęśliwą.....inaczej ciągle będziesz oglądać się za siebie,rozpamietywac i zastanawiać się wysuwając jakieś hipotezy o swoim życiu....
I tak będę szcześliwa chociażbym miała sobie to szczęście kurwa narysować........
No właśnie chodzi o to że mój mąż też na początku naszego związku nie był całkowicie ok przechodził trudny okres walczył o dziecko w sądzie sprawę wygrał mała mieszka z nami.Pewnie podczas rozmów z psychologiem z czasem wyszły by i te wydarzenia a jak by kiedyś doszło do tego że matka małej znowu by chciała o nią zawalczyć moja kartoteka u psychologa mogła by nam zaszkodzić.
no ale bez pomocy psychologa nic się nie poprawi.
Chyba macie rację skoro przez 7 lat samo się nie poprawiło to raczej już się nic nie zmieni . Spróbuję zapisać się na wizytę . Dzięki za rady .
Nie bardzo rozumiem, na jakiej zasadzie miałby Wam zaszkodzić fakt, że poszłaś do psychologa czy terapeuty - przecież nie masz schizofrenii czy jakiejś innej choroby, która mogłaby zagrażać Twojej pasierbicy, nikt Cię przymusowo nie hospitalizował. Zresztą o tym też możesz pogadać z psychologiem czy choćby nawet zadzwonić do błękitnej linii, skorzystać z porady prawnika. Powalcz o siebie i w razie czego pisz, jak Ci idzie, spróbujemy pomóc. ![]()
Dziękuję bardzo
Boję się tylko że po tych wizytach moje samopoczucie się jeszcze pogorszy jak w końcu zacznę o tym mówić ,że to wszystko wróci z większą siłą .
Dziękuję bardzo
Boję się tylko że po tych wizytach moje samopoczucie się jeszcze pogorszy jak w końcu zacznę o tym mówić ,że to wszystko wróci z większą siłą .
Pogorszy się, z pewnością, ale tylko po to żeby później było lepiej. Na tym polega psychoterapia. Wspomnienia, mówienie głośno o tym na pewno będzie ciężkie - nikt w to nie wątpi. Ale żeby sobie pomóc musisz sięgnąć po pomoc skoro sama sobie nie radzisz.
A naprawdę warto poprosić o pomoc. Staniesz w prawdzie z samą sobą, przejdziesz ciężkie chwile, ale poczujesz jak schodzi z Ciebie ciśnienie i puszczają blokady. Uwolnisz się po prostu od tej "pamięci" i będziesz szczęśliwa sama ze sobą, nauczysz się z tym żyć - a przecież na tym Ci zależy.
Naprawdę warto - wiem co mówię ![]()
Dziękuję bardzo
Boję się tylko że po tych wizytach moje samopoczucie się jeszcze pogorszy jak w końcu zacznę o tym mówić ,że to wszystko wróci z większą siłą .
Wiesz... po części masz rację, bo to jak z dentystą - boli Cię ząb, jak pójdziesz, to dentysta Ci go rozgrzebie, oczyści kanały i będzie jakiś czas mocniej bolało, nawet jeśli będzie starać się być delikatny. Ale po pewnym czasie przestanie i dalej już będzie lepiej. A jeśli nie pójdziesz w ogóle, to będzie tak boleć, boleć, boleć, raz że się nacierpisz, dwa, że ryzykujesz, że rozwinie się to w coś poważnego.
Przemyślałabym też na Twoim miejscu, czy nie zaufać mężowi. Musi Ci być bardzo ciężko, ukrywać to wszystko przed nim tak, żeby nic nie wyczuł...
Mąż wie że tamten mnie bił tylko nie zna żadnych szczegółów nigdy o tym nie rozmawialiśmy . Tylko jak się poznaliśmy to zorientował się że coś jest nie tak i powiedziałam mu że miałam trudny związek .On by nie chciał na ten temat rozmawiać kiedyś też przeszliśmy trudny okres , on sam nie radził sobie ze sobą i wydaje mi się że trochę spodobało mu się to że jestem taka wyciszona ,posłuszna, i jak zaczełam dochodzić do siebie i mieć własne zdanie to pojawiły się "zgrzyty" .
Kurczę... A liczysz się z tym, że może być tak, że kiedy pójdziesz na terapię i przestaniesz być posłuszną, cichą myszką, bo przestanie Cię hamować i tłamsić przeszłość, to Twojemu obecnemu mężowi zacznie to przeszkadzać i zgrzyty wrócą?
Wiesz co myślę że mamy to już za sobą teraz się dogadujemy faktycznie jest tak że w naszym związku to on "nosi spodnie" , ale nie ogranicz mnie nie wymusza żadnych zachowań ja go lepiej poznałam lepiej zrozumiałam .On bardzo się zmienił wyluzował , skończyły się tez nasze problemy . Wydaje mi się że jest jednym z nie wielu przypadków gdzie facet może się naprawdę zmienić takim wyjątkiem od reguły że jak facet raz uderzył to będzie to robił zawsze.
No bo to nie jest żadna reguła. Niemniej jeśli od 10 lat de facto jesteś pod wpływem traumy, to możesz się za jakiś czas zdziwić siłą własnej osobowości. ![]()
I tu masz rację już widzę że się zmieniłam z mojego otoczenia nikt by się nie połapał co jest w mojej głowie , ale to dlatego że nikomu nie ufam dosłownie nikomu . Mam takie poczucie że wszystkie moje słabości będą wykorzystane przeciwko mnie . Więc staram się ich nie okazywać.
Chocby nie wiem jak dobrze bylo w rodzinie, chmura wiszaca Ci nad glowa to bomba z opoznionym zaplonem.
Zacznij od malych kroczkow.
Zorientuj sie czy w Twoim miescie jest np ROIM a w nim psycholog. Moze "niebieska linia" naprowadzi Cie na porzadnego psychologa.
Sprobuj sie umowic i idz na wizyte.
Nikt nie oczekuje, ze juz podczas pierwszego spotkania bedziesz mowic o tym, co najbardziej Cie meczy. Zaden szanujacy sie specjalista nie bedzie tego wymagal.
Sama zdecydujesz o tym co, kiedy i ile powiesz. Psycholog moze sprobuje naprowadzic Cie na to co sie dreczy, jednak napewno nie "na juz". Moze na poczatek porozmawia z Toba o innych rzeczach.
Nie spotkalam sie nigdy z wykorzystaniem wizyt u psychologa przeciwko komus w sadzie, bowiem terapie przechodza osoby o chorej duszy a nie psychice.
Z pomocy psychologa korzystaja osoby po wypadkach, widzacy jakies straszne zdarzenie, ofiary przeroznych przestepstw.
To sa osoby, ktore musza uporac sie z jakas trauma, ale sa ZDROWE.
Przerobienie zlej przeszlosci pozwoli Ci stac sie znowu tamta soba sprzed zlych doswiadczen.
Pozbedziesz sie ciezaru z duszy, ktory ogranicza Ci dostep do szczescia.
Powodzenia.
Bullinka już się dzisiaj zapisałam na wizytę idę 20 ale boję się bardziej niż dentysty czy nawet porodu. Nie wiem czy dam radę przejść przez to jeszcze raz a dodatkowym utrudnieniem dla mnie jest to że mój były nie żyje a o zmarłych nie powinno się źle mówić .
dodatkowym utrudnieniem dla mnie jest to że mój były nie żyje a o zmarłych nie powinno się źle mówić .
Raczysz żartować.
Hitler, Stalin, Beria i inni też nie żyją, a nikomu nie przeszkadza to mówić o nich źle.
Vian jesteś super no racja tak o tym nie pomyślałam .Cały czas się zamęczam że powinnam mu wybaczyć bo już go nie ma ale za cholerę nie potrafię .
Cały czas się zamęczam że powinnam mu wybaczyć bo już go nie ma ale za cholerę nie potrafię .
U terapeuty też będzie o tym mowa, ale to spokojnie - nie tak szybko. ;-)
Generalnie to, co powinnaś móc po terapii zrobić, to nie podsycać w sobie żalu, urazy, gniewu etc, bo te uczucia zabierają Ci psychiczną, emocjonalną energię którą mogłabyś lepiej spożytkować, np. rozwijając się. Po prostu Cię hamują. Jeśli uda Ci się je przepracować i po prostu odpuścić zamiast zakopywać głębiej, możesz odkryć w sobie całą zupełnie nową część swojej osobowości, która była zakopana pod tym całym bólem i żalem przez ostatnie 10 lat.
Natomiast NIE CHODZI O TO, żebyś mu wybaczyła tak jak potocznie się rozumie wybaczenie "Wybaczam, jest między nami ok". Moja przyjaciółka od wczesnego dzieciństwa do nastego roku życia była regularnie gwałcona - jak coś takiego się wybacza..? Nie wybacza się i to nic złego, że się nie wybacza. Najlepsze co można zrobić, to nie pielęgnować w sobie złości, bo to szkodzi nam.
25 2013-03-08 00:47:34 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2013-03-08 00:50:38)
Vian jesteś super no racja tak o tym nie pomyślałam .Cały czas się zamęczam że powinnam mu wybaczyć bo już go nie ma ale za cholerę nie potrafię .
Pojscie do psychologa nie ma pomoc Ci wybaczyc draniowi. Ma pomoc Ci zyc dalej bez tego balastu, widziec piekny swiat i brac udzial w jego cudownosciach.
Wybaczy mozna kumpeli jak sie spozni lub z waznych powodow nie przyjdzie na spotkanie.
Zrozum-pewnych rzeczy nie da sie wybaczyc czy/lub zapomniec. Masz prawo czuc zlosc, zal, wielki gniew, nienawisc. Jednoczesnie masz prawo zyc w zgodzie z sama soba i byc w pelni szczesliwa.
Kolejny polski dogmat i stereotyp-nie mowic zle o zmarlym... Jesli na to zasluzyl to pietnuje sie przeciez jego zle uczynki a nie jego samego.
Nie zyje-pokoj duszy jego, byl podly-wstretnie postepowal/zachowywal sie za zycia i... juz.
Gratuluje-pierwszy krok za Toba. To tzw. "milowy krok", najtrudniejszy.
Powodzenia.
Wiecie co najtrudniejsze jest to ze ja mam do siebie wiekrzy zal niz do niego z perspektywy czasu wiem ze wielu sytuacji moglam uniknac .Tlumacze sobie to tylko wiekiem bo mialam wtedy 16-21 lat on o 7 wiecej i jak glupia wierzylam w karzde jego slowo.
Witam byłam u tego psychologa ,ale nie dałam rady nic powiedzieć
a mój mąż ostatnio traci nad sobą panowanie .
Witam byłam u tego psychologa ,ale nie dałam rady nic powiedzieć
a mój mąż ostatnio traci nad sobą panowanie .
aleksja, nie zniechęcaj się, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Skoro przez tyle lat wszystko ukrywałaś, to teraz potrzebujesz czasu, by się przełamać. Możesz też opisać wszystko na kartce (mi zawsze było lepiej w ten sposób wyrażać swoje myśli i emocje).