Pare lat temu byłam na terapii grupowej. Siedziałam w kółeczku z grupą ludzi i rozmawialiśmy o swoich stanach psychicznych i problemach..Mogłam na to spojrzeć z innej perspektywy, tzn. jak wyglądają moje rozterki oczyma innych ludzi. Czy Wy macie podobne doświadczenia i czy taka terapia zawsze może pomóc czy też może nam zaszkodzić ? Jakie są wasze doświadczenia ?
1 2013-03-07 09:54:17 Ostatnio edytowany przez czasymira (2013-03-07 09:55:01)
Podobne tematy
W terapii grupowej uczestniczyłam, ale jako pomocnik prowadzącego, nie jako uczestnik. Wiem, że taka terapia pozwala świetnie spojrzeć na swoje problemy z perspektywy innych osób, łatwiej sobie radzić z kłopotami, gdy wiemy, że nie jesteśmy z tym sami, że są też inne osoby, które maja podobne doświadczenia. Możemy dużo wiedzy czerpać z ich doświadczeń i przeżyć. To świetny rodzaj terapii.
Ja bylam na takiej terapii, okolo pol roku. Potem zrezygnowalam. Powod? jedna osoba mnie draznila i nie potrafilam sie do konca otworzyc i mowic o sobie. To mi nic nie dalo.
Sproboj, moze to jest cos dobrego dla ciebie. Napewno tego nie doradzam.
Ja przeszłam przez dwie terapie grupowe dla DDA. Nie potrafiłam się na nich otworzyć do końca, bo mam ogólnie problemy z mówieniem o sobie publicznie. Natomiast na terapii nikt mnie nie zmuszał do mówienia ale raczej zachęcał. Patrzenie na siebie właśnie przez pryzmat innych ludzi pozwala Ci zrozumieć też siebie. Terapia grupowa z pewnością nie zaszkodzi ale może Ci pomoc.
Przechodziłam kilkakrotnie. Zawsze było to dla mnie duże i ważne przeżycie, nawet chyba jedno z ważniejszych w całym życiu...
Pokazało sprawy w innym kontekście niż ja je widziałam, poznałam punkt widzenia innych ludzi (najczęściej my sami "wiemy lepiej, bo znamy siebie lepiej" - błędne myślenie, które terapia mi "wyprostowała" ).
I dla mnie osobiście zaskakujące jak terapia grupowa pokazuje te nasze mechanizmy obronne m.inn. unikanie, przeniesienie itp.
Terapia grupowa może być bardzo trudna dla osób, które mają problemy interpersonalne, trudności z pokazaniem siebie i wyrażaniem emocji. Zdarzało się, że takie osoby albo uciekały na samym początku albo też przez kilka miesięcy były zupełnie wycofane i ich aktywność była żadna albo mocno "wymuszana".
Niedawno znów rozpoczełam terapię. Jest ciężko mi, bo każdy gada o tym że jest ciężko..i to potęguję mój lęk..w głowie mam 100 myśli..jedne na tak, drugie na nie - tak walczą między sobą batalię i która siła wygra..??
Witajcie.
Ja co prawda nie brałam udziału w terapii grupowej , jednak pewne rzeczy mnie zastanawiają.
Chciałabym się dowiedzieć jaki jest koszt takiej terapii i ile trwa.
Zastanawia mnie jak takie spotkanie wyglądają. Siedzi się w kręgu i pierwsze co to opowiada o sobie , tak ?
Szczerze powiem , że chciałabym wziąć udział w owej terapii jednak nie zawsze miałabym czas przychodzić na owe spotkania.
Na terapii grupowej obowiązują pewne zasady, tzw. kontrakt, który jest ustny lub pisemny. Zobowiązujesz się w nim m.inn. do systematycznego uczestnictwa w zajęciach, więc nie możesz przychodzić wtedy kiedy masz na to ochotę.
Ja znalazłam terapię organizowaną za środki unijne więc była darmowa. Darmowa jest też na oddziałach dziennych leczenia nerwic, ale tam zajęcia trwają ok. 5-6 godzin każdego dnia, więc jeśli pracujesz zawodowo- dostajesz zwolnienie.
Prywatnie nie wiem jaki jest koszt, pewnie zależy od czasu trwania, szkoły terapeutycznej i samego prowadzącego.
Na zajęciach wg psychodynamicznej zajęcia rozpoczynały się wtedy gdy ktoś zdecydował się zacząć, a terapeuta nie zachęcał, nie popędzał, więc czasem cisza potrafiła być i pół godziny.
Prowadzenie zajęć, praca zależy od wielu różnych czynników i też od grupy ludzi, która spotyka się.
O tych wszystkich kwestiach powinnaś usłyszeć na pierwszym spotkaniu przed terapią.
Chciałabym się czegoś więcej dowiedzieć na temat owego kontraktu - systematyczne uczestnictwo w zajęciach , tzn jakie sa konsekwencje jeśli mnie nie będzie ? Przecież to nic takiego.
Pytam bo studiuję na dziennych - a więc z obecnościami pewnie róznie by to bywało , więc na razie nie mam co nawet się zgłaszać na ową terapię.
10 2013-03-17 17:45:15 Ostatnio edytowany przez JustynaPiatkowska (2013-03-17 17:49:24)
Suzan_444,
każda terapia grupowa ma swój scenariusz i często zakłada kolejno następujące po sobie kroki, etapy pracy. Pomijając poprzez nieobecność część z tych kroków (np. część z zadań, eksperymentów, ćwiczeń wykonywanych przez grupę), może okazać się niemożliwe lub utrudnione wykonanie kolejnych w przyszłości.
Podczas terapii grupowej analizowany jest również sam proces grupowy - to znaczy wszystko to, co dzieje się między uczestnikami oraz terapeutą, pojawiające się emocje, konflikty, sympatie, złość, znudzenie, bunt itp. Zazwyczaj jest to silnie związane z samym "tematem" grupy, problemami uczestników, nad którymi się pracuje. Ważne, aby nie rezygnować z kontynuowania terapii ani nie robić przerwy, kiedy pojawiają się trudniejsze chwile. Terapia grupowa to zdecydowanie inny rodzaj pracy niż np. fitness, na który "czasami się wpada, a czasami nie ma czasu".
Stała obecność i regularność jest również oznaką zaangażowania i wzajemnego zaufania, daje poczucie bezpieczeństwa, pomaga się otworzyć. Odejście z grupy jednej osoby lub jej nieregularna obecność negatywnie działa na grupę i zaburza pracę, musi zostać przeanalizowane i rozwiązane.
Zazwyczaj przed zakwalifikiwaniem osoby do grupy terapeutycznej odbywa się kilka wstępnych konsultacji indywidualnych. Informacja, że możesz uczestniczyć jedynie w niektórych spotkaniach, może sprawić, że nie zostaniesz przyjęta do grupy zamkniętej, która planuje np. 3 miesiące spotkań dwa razy w tygodniu.
Wiele stowarzyszeń i fundacji prowadzi jednak grupy otwarte. Każde spotkanie jest samo w sobie kompletną formą i dlatego zawsze też inny może być skład grupy. Niektórzy ze stałych uczestników opuszczają niektóre spotkania, zawsze można też zaprosić na spotkanie zupełnie nową osobę. Często również grupy zamknięte organizują np. raz w miesiącu jedno spotkanie otwarte, na które mogą zostać zaproszeni goście spoza grupy.
Skończyłam 2 tydzień terapii. Jest ciężko mi tam, bo ludzie szukają we mnie przyjaciółki a ja żyje w swoim świecie, poza tym baby kłócą sie o pierdoły.
może w takim razie warto przemyśleć terapię indywidualną? nie słuchać innych, którzy mają zupełnie inna bajkę?
chociaż nie piszesz z jakim problemem tam poszłaś.. ale myślę, że dobrze robi rozmowa z osobą, która skupiona jest na Tobie.
Czuję sie tam jak w szkole. Ci terapeuci to belfre a my musimy ich słuchać.
Czasymira , słyszałam już od kilku osób ,którzy podobnie mysleli jak Ty.
Może nie jesteś gotowa na terapię grupową ? Ma pomagać i sprawić , że na swój problem spojrzysz w zupełnie inny sposób , a tym czasem mam wrażenie , że raczej się buntujesz . Może więc warto się nad tym zastanowić ?
To prawda czuję bunt.
A ja na Twoim miejscu opowiedziałabym o tym na grupie. O chęci rezygnacji, o tym jak się czujesz i jakie emocje budzi w Tobie terapeuta i ludzie z grupy.
hmm..wiem ale to bardzo trudne, pare razy mnie zatkało...nie wiem czy zabrakło tlenu, czy co..
A ja na Twoim miejscu opowiedziałabym o tym na grupie. O chęci rezygnacji, o tym jak się czujesz i jakie emocje budzi w Tobie terapeuta i ludzie z grupy.
bardzo słuszna sugestia, w sumie chodzi o zaufanie.
Pewnie wiesz ( podpisałaś czy też ustnie zaakceptowałaś regulamin pracy, kontrakt ) , że wszystko co się dzieje z Tobą (emocje, zmiany zachowania, to, że ktoś z grupy budzi w Tobie takie, a nie inne odczucia etc.) powinnaś analizować na grupie, nie poza nią. Może kryć się za tym co bardzo ważnego i istotnego. Nie chcesz tego odkryć, przyjrzeć się temu ??
Analizowanie tego tutaj niewiele Ci przyniesie.
To prawda.
Powiedz grupie szczerze co Ci tu nie pasuje i dlaczego odczuwasz ową niechęć. Ja na Twoim miejscu chciałabym dowiedzieć się dlaczego tak się dzieje.
Powodzenia. ![]()
Mija mój czwarty tydzień terapii. Boli mnie głowa od tego. Gdy są przerwy i wszyscy idziemy odpocząć nagle ktoś dalej wyciąga brudy. Nie można tam na chwile odpocząć. Chyba zaczne wychodzić na dymka, żeby ich już nie słuchać !
fajnie, że wytrzymujesz i się nie poddajesz. i dajesz szansę grupie.
23 2013-04-05 16:16:31 Ostatnio edytowany przez czasymira (2013-04-05 20:21:56)
No daje im. Już więcej się otwieram. Dziś przy nich poczułam się jak w rodzinie.
krok milowy ![]()
25 2013-04-05 22:41:40 Ostatnio edytowany przez Suzan_444 (2013-04-05 22:41:59)
Czasymira gratulacje ![]()
To ogromny postęp.
dzięki
Uczestniczyłam w tego typu terapii przez rok i muszę przyznać, że moje odczucia są różne.
Chyba największym plusem jest uświadomienie sobie, że inni też mają problemy, jeśli ktoś czuje się odludkiem- ma w końcu szansę odkryć, że nie jest sam. Kolejny plus- zauważa się rzeczywiście procesy psychologiczne nieuświadomione jak np. projekcję. Płaszczyzna poznawcza zostaje rozwinięta.
Ale!
Osobiście terapię przeżywałam strasznie- buntowałam się, płakałam, po przyjściu do domu leżałam w łożku lub spałam. Terapia 'rządziła' moim trybem tygodnia, ponieważ musiałam zrezygnować z pewnych zajęć na uczelni (teraz tego żałuję, bo nie dokończyłam studiów), nie można było opuścić więcej niż 2 zajęć w roku (wakacje były wolne), także jeśli studenci wyjeżdżali do domów np. na święta, my potulnie musieliśmy zostawać i czekać na terapię. Inaczej by nas wywalili, zwolnienie lekarskie nie liczyło się ani żadne inne usprawiedliwienie. Na pierwszej sesji był ustalany regulamin -m.in. wszystko miało być poufne, w terapii należało być aktywnym, nie można było być agresywnym, nie można było jeść, odbierać tel itp. Zajęcia odbywały się 2x w tyg po 3 godz.
Spośród kilku osób -parę odpadło- nie wytrzymali napięcia lub świadomie zrezygnowali, że wolą sami się leczyć.
Proces terapeutyczny przebiegał dziwnie- zawsze pierwszy odzywał się ktoś z grupy, nigdy terapeuta. Analizowane było wszystko- cisza, spóźnienia, miny, każde słowo, ubiór. Czasem pojawiały się nadinterpretacje, co mnie strasznie rozwścieczało. Grupa ciągle mówiła o manipulacji- albo o podlizywaniu się albo o złowrogim ukrytym nastawieniu, czego z czasem miałam dosć. Jako jedyna brałam bardzo czynny udział tzn. opowiadałam o sobie, swoich stanach, emocjach, sytuacjach i z czasem grupę złościło, że zabieram tyle miejsca, czasu. A taki przecież był regulamin, w końcu poszłam się tam leczyć, a nie siedzieć i słuchać żalów innych osób. Na terapii uczestniczyli zarówno mężczyźni jak i kobiety. Kobiety były bardzo wycofane, prawie nic o sobie nie mówiły, tak było niemal do końca. W trakcie tego procesu muszę przyznać, że popełniłam najgłupsze możliwe rzeczy biorąc pod uwagę całe moje życie (chodzi mi o moje życie poza grupą). Tak podobno odreagowywałam stres. Niestety, chociaż minęło sporo czasu, ma to swoje konsekwencje po dziś dzień, zatem nie czuję się wyleczona. Dzięki terapii poznałam siebie, wiem jak funkcjonuję oraz skąd się biorą moje problemy, ale to tylko wiedza. Ważniejszym krokiem jest podjęcie zmian, siła wewnętrzna,podbudowanie swojego poczucia wartości, a to już zalezy tylko od nas, nie nie od innych. Jeśli komuś się wydaje, że terapia to głaskanie po głowie i pocieszanie, to jest w ogromnym błędzie. Terapeuci nazywają 'wsparciem' każdą wypowiedź na twój temat- nie ważne czy miłą, czy nie-dla nich to jest właśnie wsparcie, czego ja do końca nie umiałam zrozumieć, ponieważ wielokrotnie czułam się pouczana, atakowana. Oczywiście ludzie zgrupy zachowywali się podobnie- na każdy problem mieli rozwiązanie, jedyne czego nie umieli to uleczyć swojego życia.
Teraz, po czasie nabrałam chłodnego dystansu do psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów. Na pewno nie zdecydowałabym się na ponowne leczenie w tej formie, ponieważ zabiera mnóstwo czasu, energii (chodziłam na NFZ, więc przynajmniej nie płaciłam). Przypomnienie sobie dzieciństwa, obgadanie go, przeżycie na nowo tych emocji (co jest zresztą mega trudne) nie gwarantuje, że się od nich uwolnimy, że przebaczymy, że od tej pory nasze działania będą konstruktywne. Przykładem jestem ja, jak również osoby, które uczestniczyły ze mną w sesjach. Wiekszośc, jeśli nie wszyscy, stwierdziliśmy, że spodziewaliśmy się czegoś więcej, że chodzenie na grupę jest przereklamowane. Trzeba wziąć też pod uwagę to, że każdy z nas jest inny- niektórzy łykają wszystko co im się powie,niektórzy każde słowo muszą przeanalizować i w ostateczności sami podejmują decyzję co robić dalej. Ja chyba należę do tej drugiej kategorii, nie lubię jak ktoś mi mówi jak mam żyć, odczuwać. Uważam, że każdy płynie w swoim rytmie i nie powinnismy czuć się winni, że czujemy się tak a nie inaczej. Dlatego nie zgodzę się, że na grupie można sobie pozwolić na całe spektrum odczuć- gniew, złość, dąsanie zawsze było niemile widziane, negatywnie interpretowane.
Podsumowując, nie demonizowałabym całkowicie terapii grupowej, ale jest to na pewno forma pomocy nie dla wszystkich.
Ja chodziłam kiedyś na terapie grupową, ale że nikt nie miał podobnych przeżyć poziom zrozumienia był mierny:). Ale fanie było. Czy to coś dało? Nie sądzę.
Zakończyłam terapie po raz drugi...Patrzyli na mnie terapuci niebieskoocy, fiołkowoczy....jak pionki na szachownicy, każdy robił jakiś ruch i z tej energii wyłania sie obaz nas, jakbyśmy byli wyłuskani z dzbła owsa czy innego zboża......
Nie chce zakładać nowego tematu, podbijam ten moze ktoś dołączy i podzieli się swoimi doświadczeniami?
Zaczęłam terapię grupowa, narazie nie wydaje mi się, żeby taka forma mogła komuś pomóc, mam wiele zastrzeżeń ale ciekawa jestem czy ktoś faktycznie na tym skorzystał?