Mam brata lat 20.Facet nic nie umie,nawet chleba ukroic.Wszystko,doslownie wszystko robi wolno,slimaczy sie.Gubi wszystko,co 2-3mies.ma nowy tel.bo gubi i nawet nie wie jak i gdzie.Czapkę,rekawiczki,plecak,zeszysty,szalik.Dostal pieniedze na urodziny,18-tkę potrafil pozyczyc kolegom nawet kwotę 2-3 tys.zł na wieczne nieoddanie.Trzeba mu powiedziec,ze np.jak jestesmy w sklepie zeby rozpiąl kurtke bo sie zgrzeje,zeby sie wysmarkal do chusteczki bo wciagna w siebie.Trzeba go obudzic do szkoly,trzeba powiedziec jaki jest dzien w miesiacu bo nie wie.Tak,tak wiem to wina rodzicow bo mu ciagle nadskakiwali i wszystko za niego robili.Ale teraz,gdy ma te dwadziescia lat,zostawili go samemu sobie.Niech zyje sobie i sobie radzi ale on nic nie umie.Jestem jego siostrą o 10lat starszą,chcialabym mu pomoc ale nie wiem jak.Wszystko,doslownie wszystko musze mu pokazywac,tlumaczyc.On nie radzi sobie w zyciu.Ogolnie jest dobrym i fajnym chlopcem ale prawdziwą du.ą.Kazdy,doslownie kazdy moze go wyrolowac.Co mam robić?Jak mam mu pomoc?
1 2013-02-03 14:53:49 Ostatnio edytowany przez helsinka (2013-02-03 14:54:30)
Podobne tematy
Jak mu pomóc? Zostawić samemu sobie. Albo nauczyć się sobie radzić, albo zginie.
Ciągłe zwracanie uwagi tylko go zdenerwuje, a niczego nie zmieni.
Istnieje szansa, że kogoś pozna i się zmieni.
Nie kastrować chłopaka dalej i nie pomagać mu. Dać mu szansę uczyć się na błędach. Nie będzie go stać na kolejny telefon, to nauczy się pilnować cennych rzeczy. Nie będzie miał na chleb, jak pożyczy pieniądze, to nauczy się nie pożyczać/wymagać oddania pożyczonych pieniędzy. Jak się rozchoruje, to będzie wiedział, że należy się rozebrać w ciepłym pomieszczeniu. I tak dalej.
Trzeba mu powiedziec,ze np.jak jestesmy w sklepie zeby rozpiąl kurtke bo sie zgrzeje,zeby sie wysmarkal do chusteczki bo wciagna w siebie.Trzeba go obudzic do szkoly,trzeba powiedziec jaki jest dzien w miesiacu bo nie wie.
Ale przecież wcale nie trzeba. Nikt nie musi mu o niczym mówić ani niczego za niego robić. To jest dorosły facet i to, że nie wie jak żyć, jest wyłącznie jego problemem. Owszem, wina leży w dużej mierze po stronie rodziców, ale jedną dobrą rzeczą w tym wszystkim jest fakt, że w końcu zostawili go "na pastwę samego siebie". Bo jeśli jakimś cudem chłopak się nie zabije (np. umierając z głodu, bo nie umie sobie zrobić kanapki... albo dławiąc się wciąganymi gilami), to może się czegoś nauczy. To jest jedyna droga - musi zostać sam ze sobą, zdany tylko na siebie, musi kilka razy dostać po tyłku żeby się nauczył. Pomagając mu możesz mu jedynie zaszkodzić, bo otoczony nieustanną opieką Twój brat nie ma szans czegokolwiek się nauczyć. Po prostu dopóki ta opieka będzie dostępna, będzie z niej korzystał, zamiast poszukać rozwiązania samodzielnie.
a może on ma coś w sferze psychicznej pomylone? Myślę, że nawet jakby rodzice nad nim skakali, to on sam wiele by się w szkole nauczył, przecież tam miał rówieśników / nauczycieli... raczej nie uwierzę w to, że mając np 18 lat mama po niego chodziła i za rączkę przyprowadzała do domu, ani też w to, że nikt nigdy się z niego nie śmiał... Musi być choć odrobinę samodzielny... może jest np autystyczny albo ma zespół Aspergera? - to ciężkie do zdiagnozowania i bardzo różnie się objawia... Wydaje mi się to bardzo dziwne, że człowiek nie umie sam dać sobie jeść i rozdać pieniądze jak matka Teresa z Kalkuty, że trzeba mu przypomnieć żeby rozpiął ubranie... przecież on sam umrze...
Ewidentnie wina tkwi w ludziach,którzy go kochają.Na pewno to dobry chłopak,ale niestety przyzwyczaił się,że każdy mu powie co ma w danej chwili zrobić lub go poprostu wyręczy.Zapomniano o zasadzie kochać i wymagać.
7 2013-02-04 22:25:57 Ostatnio edytowany przez Wiaterek (2013-02-04 22:27:58)
To wszystko co opisałaś, może być objawem jakiejś choroby psycho-somatycznej. Porozmawiaj z nim, ale tak delikatnie. Powiedz rodzicom, żeby się nim zajęli, skoro tak wszystko gubi. On sam ostatecznie też jest zagubiony. Zróbcie badania w tym kierunku: tomografie komputerową, rezonas magnetyczny, TSH, itd.
Sądzę, że nie powinnaś mu mówić takich oczywistych rzeczy jak to, że "ma odpiąć kurtke w sklepie"! Robisz to samo co rodzice.. Powiedz mi, czy on się denerwuje gdy zwracasz mu uwagę?
Helsinka,
czy brat był kiedykolwiek konsultowany przez lekarza lub psychologa, np. w poradni psychologiczno-pedagogicznej w okresie nauki szkolnej w kierunku oceny rozwoju intelektualnego i społecznego?
Również pierwsze co pomyślałam, że to może mieć podłoże psychiczne. Może jakaś forma autyzmu...
Ja też radzę skonsultować się ze specjalistą i wtedy decydować, co robić.
Pozdrawiam i życzę wytrwałości!:)
Nie,on nie jest chory.On jest zacofany przez rodzicow.Oni go wyręczali i wyręczaja we wszystkim i nie widzą jaka mu krzywde robią.Duzo osob widząc z boku sytuacje mi to mowilo.Ale jak mowie rodzicom co robia,to mowią mi,ze mam w wychowanie brata(najmlodzszego)nie wtrącac sie.Jest najmlodszy i najkochańszy.U mnei w domu uwaza sie,ze kobieta ma zapierniczac na pelny etat w domu i w pracy a facet ma nic nie robic.Tak moja mama pozwala sobie,gotuje obiady mojemu ojcu,pierze,prasuje,pracuje,piecze,sprzata a ojciec siedzi przed tv i nic,totalnie nic nie robi.Nawet gwozdzia nie przybije ani drzwi nie naoliwi,ktore skrzypia.
Ja również uważam, że on nie jest chory, nie ma zaburzeń, opóźnień. Jak typowy facet jest wygodny i leniwy. Nie musi niczego robić gdyż wie, że ktoś go wyręczy i po prostu z tego korzysta.
Problemem jest to, że nikt najwyraźniej nigdy od niego niczego nie wymagał, nie oczekiwał od niego choćby minimum odpowiedzilności. Najwyraźniej wszyscy go zazwyczaj wyręczali, ratowali w sytuacjach kiedy przez swoją niedbałość coś mógł zawalić. On wie, że ktoś zawsze mu pomoże, wyręczy, uratuje z kłopotów. On nawet może uważać, iż to jest obowiazkiem wszystkich wokół.
Czym dłużej inni wciąż się nim zajmują, bo on taki biedny, bo on sobie nie poradzi tym gorzej dla niego. W sytuacji obecnej nie zdziwiłabym się gdyby on uważał, że spóźnienie się jego do pracy jest winą własnie mamy bo go nie obudziła, winą kierowcy, że przyjechał punktualnie, winą tego, że siostra mu nie przypomniała itp. Totalnie nierealistyczne oczekiwania, postrzeganie świata.
Ty jako starsza siostra możesz co najwyżej mu tłumaczyć jak powinno się podejśc do sprawy, pokazać mu jak coś powinien zrobić. Na pewno powinnaś wymagać od niego wszystkiego tego co zazwyczaj robi normalny dorosły człowiek i być konsekwentna. Nie wyręczać go, nie pomagać mu coś zrobić. Powinnaś pozostawić go samego z jego zadaniami aby sam uczył się samodzielności.
Kiedy doświadczy konsekwencji, bo np. spóźni się na ważny sprawdzian w szkole i będzie musiał umówić się z nauczycielem na kolejny termin, jak dostanie złą ocenę to następnym razem wysili się aby wstać o czasie. Kiedy zgubi telefon i nie dostanie kolejnego dopóki nie podejmie się jakiejkolwiek dorywczej pracy to następnym razem będzie szanował swoje rzeczy itp.
Według mnie o problemie mozna by mówić wówczas gdyby pomimo doświadczania konsekwencji nie potrafił uczyć się na błędach. Gdyby np. nie potrafił się wysilić aby coś zyskać co jest dla niego ważne, gdyby w takich sytuacjach rezygnował z tego co chce, poddawał się, wycofywał. Czyli np. z powodu spóżnienia nie zaliczył by sprawdzianu i uznał, że nie warto się uczyć, nie warto próbować pogadać z nauczycielem - totalna rezygnacja, obojętność.