Nie wiem czy powinnam zakładać nowy wątek czy podpiąć się do innego, założyłam nowy.
Nie lubię własnej mamy....czuję się z tym źle, mam wyrzuty sumienia, zastanawiam się czy ja w ogóle jestem zdolna do miłości.
Moja mama ma strasznie trudny charakter, to że jest wszechwiedząca to oczywiste, starsza i mądrzejsza też, nie przyjmuje kompletnie żadnych argumentów, zawsze wie wszystko najlepiej. Wychowywała mnie sama, odeszła od męża alkoholika, kiedy miałam się urodzić, przez cale życie słyszałam od niej, że jestem taka sama jak moj ojciec ....tutaj padaly odpowiednie epitety, często, że jeśli mi się nie podoba mogę do niego wyp.... Nasze życie razem od kiedy pamiętam, to wieczne kłótnie. Ja wszystko robiąca nie tak, mama wiecznie pokrzywdzona, jej łzy, obrażanie się, nieodzywanie tygodniami, nawet do kilkunastoletniego dziecka. Fochy dziecinne na zasadzie 'zrobię babci na złość odmrożę sobie uszy" , np kiedy się obraziła, spacerowała po osiedlu wieczorem zimą - zobacz jaka jesteś podła, doprowadziłaś do tego, że muszę wyjść żeby ochłonąć. Nie byłam złym dzieckiem, zero problemów w szkole, samodzielna, zero papierosów, alkoholu, wyjść, późnych powrotów, czy jakichś nieprzewidzianych akcji. Kościółkowo, idealnie........dostawałam często lanie, gdzie popadnie, głowa, twarz, tyłek, plecy........nie nie chodziłam posiniaczona, może siniec na tyłku po pasku harcerskim........bo dyskutowałam bo pyskowałam jak mówi. Moja mama wyobrażała sobie, że urodzi idealną córeczkę.......przy mamusi, z mamusią, i do pewnego momentu tak było ale każdy dorasta ja też. Kiedyś pojechałam na kolonię, napisałam TYLKO jeden list a moja koleżanka trzy, kiedy wróciłam całą drogę powrotną od autokaru, słuchałam kazania jaka jestem podła, że o matce zapomniałam a Kasia pisała a ja nie! Później znalazłam list napisany do mnie ale nie wysłany, podsumowanie było takie: wracaj do matki, do której napisałaś więcej listów, tej do której tęskniłaś, o mnie zapomnij nie jestem Twoją matką........pamiętam, że się poryczałam ale jej nie powiedziałam, że znalazłam ten list....
Żeby nie rozwlekać tematu, całe życie byłam nie taka.....nasze relacje, miały wpływ na mój charakter, podejście do życia itd.
W końcu wyjechałam, uwolniłam się od toksycznego wpływu, poznałam męża, wyszłam za mąż i ..........
Pojawił się problem bo ona oczekiwała, że będzie nadal nr 1 w naszym już życiu. Myślała, że z nami zamieszka - wprost powiedziałam, że to ostatnia rzecz o której myślę, i że tego nie chcę. Teściowa ma podobny charakter więc
(nie będę się tutaj rozwodzić) tak przegięła, że zerwałam z nimi kontakty, nie pozwolę sobą rządzić. Matce też, przedstawiłam jasne zasady, wie że nie ma kompletnie nic do powiedzenia w żadnym temacie dotyczącym mojego życia. Nie jest dla mnie niestety autorytetem. Przyjeżdża na weekendy raz na jakiś czas.......i to prawdziwa masakra, nie cieszę się kiedy przyjeżdża nie mogę doczekać kiedy wyjedzie. Teraz kłótni jest mniej ale nadal są. Ona czepia się wszystkiego ja robię wszystko inaczej i oczywiście źle. Czasem taka wizyta kończy się jej fochem, obraża się i w tempie ekspresowym wyjeżdża........ja jej na to pozwalam, ona oczekuje, że będę przepraszała i błagała żeby została. Nic z tego! Najbardziej lubię kiedy jej nie ma. Nie mam wspólnych tematów, nic o niej nie wiem, nigdy nie opowiadała o młodości, pragnieniach, marzeniach. Koszmarnie daleko nam do siebie. Obwinia mnie o złe relacje, o to że 'pyskuję" ja wiem, że relacje matka-dziecko zależą głównie od matki, jak je sobie zbuduje tak ma. Jeśli nie szanuje dziecka, to dziecko też nie będzie jej szanowało!
Kompletnie durne metody wychowawcze próbuje stosować na wnukach, staram się nie kłócić ale zwracam uwagę, np. argument że starsze dziecko musi ustępować młodszemu jest durny i kiedy tak mówi do moich dzieci to ją "prostuję", oczywiście zaraz się oburza, bo starsza i wie lepiej a ja ją za głupią uważam. Kiedyś powiedziała do 1,5 rocznej córki, że spadnie ze schodów i się zabije, wytłumaczyłam, że jeśli chce tak małemu dziecku, powiedzieć, że ma nie wchodzić samo na schody to musi używać określeń, które dzieciak rozumie, maluch nie wie co to śmierć - to pojęcie abstrakcyjne, niech powie raczej, że się uderzy w nogę rekę, głowę, że ją będzie bolało. No mniej więcej tego typu sytuacje się zdarzają.
Jak poradzić sobie z niechęcią i emocjami? Co zrobić, żeby jakoś to poukładać?
Najbardziej boję się, że będę musiała się nią zająć na stare lata, to byłby gwóźdź do mojej trumny.
Często mam taki sen: kłócimy się, ja krzyczę, wyrzucam cały żal do niej, biję ją...........budzę się przerażona i nie mogę zasnąć........nie lubię tego snu, powtarza się dość często.........
Jest tego dużo więcej ale nie chcę rozwlekać, więc skróciłam do maksimum. Może jakieś poradniki psychologiczne, książki, coś z czym mogłabym sama przepracować te emocje?
Na psychologa nie mam czasu kompletnie, dwoje dzieci i najbliższy 40 min drogi, kiedyś chodziłam ale te kilka spotkań to za mało, niby coś mi się rozjaśniło w głowie ale do efektu końcowego daleeeeko:(
1 2013-01-25 13:39:50 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-01-25 13:45:03)
Podobne tematy
u mnie kolorowo nie było, pas kabel kij-norma, ręką po twarzy też.
gdy sie przyznala, ze byla nerwowa, ze w pracy szefowa zla, ze dzieci niegrzeczne-nie dala rady.
to jej odpuscilam. teraz probowala mi udowodnic, ze jestem kiepską matką.
myslala, ze bedzie nami kierowac. a tymczasem ja i partner to jedna drużyna-a ona nie.
dobrze, ze pracuje-bo bylaby męcząca.
Nika moja powiedziała, że sobie wymyśliłam "ONA? NIGDY!" więc mam urojenia, że jestem taka sama jak skur...ojciec, że .......dużo tego było. Kiedyś wymyśliła sobie, że jestem w ciąży, miałam pierwszego w zyciu chłopaka, 21 lat wtedy i......nie wiem skąd wpadła na taki pomysł, przez miesiąc truła, kłóciła się, że jestem ale nie chcę jej powiedzieć.......w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, ok - jestem będziesz babcią! Odpuściła, ale jakoś nic nie próbowała z tym robić......po czasie okazało się, że brzuch nie urósł więc nie jestem jednak.......zero zwykłego "przepraszam". Miała przecież prawo zamienić nasze życie w piekło przez miesiąc, z chłopakiem niedługo później przestałam się spotykać, zauważyłam że lubi alkohol, kiedyś przyszedł lekko wstawiony......nie chciałam być z kimś takim. Reakcja matki - "nawet on kopnął Cię w d*pę, jesteś do niczego" - nie próbowała nawet zapytać co się stało .....:(
4 2013-01-25 14:11:39 Ostatnio edytowany przez Kobra99 (2013-01-25 14:13:10)
Twoja mama zalazła Ci za skore i można stwierdzić, ze nie potrafiła być dobra matka. Moze chciała, ale jej to nie wychodziło. Wiesz, często rodzice wylewają na dziecku frustracje za swoje nieudane życie. Potem na dziecku się to odbija. U mnie nie było aż tak, ale do kilku rzeczy tez mam do mamy zal. Moj ojciec byl (jest) alkoholikiem i cierpiała przez niego cala rodzina. Moja mama nie zawsze sobie radziła z ta sytuacja. Ja ja rozumiałam i przyjmowałam "na klatę" kiedy się na mnie czasami wyżywała (słownie, albo psychicznie nie odzywając się do mnie) bo coś tam zrobiłam nie tak jak oczekiwała. A ja zawsze uważałam się za najsilniejsza, czułam się odpowiedzialna za brata i mamę tez w jakimś stopniu zawsze usprawiedliwiałam. Ta siła, którą musiałam zawsze się odznaczać od małego odbiła się na mnie tym, ze w obecnym życiu nie potrafię sobie radzić z porażkami, nie potrafię przyjąć pomocy innych.
Twoja mama chyba oczekiwała od Ciebie bezgranicznej wdzięczności i oddania za to co było jej obowiązkiem, czyli wychowanie Ciebie. Wydaje mi się, ze to nieszczęśliwa osoba, która nadal nie widzi co robi i robiła źle. Miala wygórowane wymagania wobec Ciebie, jednak nie ma co ukrywać stosowała wobec Ciebie przemoc fizyczna i psychiczna, a tego nic nie usprawiedliwia. Masz prawo do żalu i nie powinnaś się obwiniać, ze nie potrafisz jej kochać. Zapracowała na to cale życie i nie robi nic, byś jej wybaczyła, Ty natomiast nie masz takiego obowiązku tylko dlatego, ze jest Twoja matka. Spełniasz swój "obowiązek" kontaktu z nią ale nikt nie zmusi Cie do miłości, a Ty nie powinnaś się obwiniać, ze nie umiesz jej ja obdarzyć. Jesteśmy tylko ludźmi i takie traktowanie nie znika z pamięci jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...Rodzice nie maja prawa obarczać dzieci swoimi problemami i niepowodzeniami. Maja obowiązek, zapewnić swoim dzieciom dobre dzieciństwo, bo ma ono wpływ na cale ich dalsze życie.
5 2013-01-25 14:14:15 Ostatnio edytowany przez nika29 (2013-01-25 14:19:23)
Nika moja powiedziała, że sobie wymyśliłam "ONA? NIGDY!" więc mam urojenia, że jestem taka sama jak skur...ojciec, że .......dużo tego było. Kiedyś wymyśliła sobie, że jestem w ciąży, miałam pierwszego w zyciu chłopaka, 21 lat wtedy i......nie wiem skąd wpadła na taki pomysł, przez miesiąc truła, kłóciła się, że jestem ale nie chcę jej powiedzieć.......w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, ok - jestem będziesz babcią! Odpuściła, ale jakoś nic nie próbowała z tym robić......po czasie okazało się, że brzuch nie urósł więc nie jestem jednak.......zero zwykłego "przepraszam". Miała przecież prawo zamienić nasze życie w piekło przez miesiąc, z chłopakiem niedługo później przestałam się spotykać, zauważyłam że lubi alkohol, kiedyś przyszedł lekko wstawiony......nie chciałam być z kimś takim. Reakcja matki - "nawet on kopnął Cię w d*pę, jesteś do niczego" - nie próbowała nawet zapytać co się stało .....:(
a tak slyszalam teksty ze mnie chlopak rzucil-to sie nie nadaje-ze zdechne sama.
od brata.
od ojca takze.ale inne.
paskudztwa slyszalam.
ja czasem tak strasznie innym zazdroscilam ze az przykro bylo.
sama jak pies, dopiero kolo30stki zalozylam rodzine.
pros Boga o wybaczenie.tyle
jestes zdolna.ja kiedys niszczylam emocjolanie wszystkich mezczyzn-taki mialam uraz.jednak spotkałam partnera i jest ok.
Jesteśmy tylko ludźmi i takie traktowanie nie znika z pamięci jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...Rodzice nie maja prawa obarczać dzieci swoimi problemami i niepowodzeniami. Maja obowiązek, zapewnić swoim dzieciom dobre dzieciństwo, bo ma ono wpływ na cale ich dalsze życie.
Kobra ja to wszystko wiem, tylko co dalej? Jak przemeblować sobie głowę? Jestem zmęczona, nauczyłam się cieszyć życiem dopiero kiedy się wyprowadziłam z domu. Moja mama nigdy nie potrafiła być szczęśliwa, to że miała takie a nie inne życie to jak sądzi wina innych ale nie jej. Ojciec pił ale był inteligenty, wykształcony i świetnie zarabiał. Wybrała go na męża, później odeszła - ciągle słyszałam, że jestem taka jak on......i ciągle same złe rzeczy, kiedyś w kłótni powiedziałam, że skoro był taki do d*py mogła za niego nie wychodzić......wiesz że ja sobie życie ułożyłam dopiero po 30tce? Ja nie potrafiłam rozmawiać z facetami, to był jakiś koszmar, musiałam ciężko "przepracować" siebie żeby jakoś dojść do tego momentu w którym teraz jestem.
Teraz jest zachwycona moim mężem - fakt, miałam wyjątkowe szczęście i trafiłam na wyjątkowego człowieka:) ale ona uważa, że nie zasłużyłam, ciągle gdzieś w tle naszych dyskusji jest argument "szanuj go bo kopnie Cię w tyłek" "Jesteś taka beznadziejna co on w tobie widzi?" Jesteśmy szczęśliwi, jest fajnie ale jej wizyty w święta czy bez okazji skutecznie psują mi nastrój.
7 2013-01-25 14:38:18 Ostatnio edytowany przez Kobra99 (2013-01-25 14:39:37)
Raczej nic nie pomoże w "przemeblowaniu" sobie głowy, tym bardziej, ze Twoja matka wciąż stara się Ci wmówić, ze jesteś do niczego. Nie pozwól by niszczyła to, co sobie z trudem ułożyłaś. Przy następnych takich tekstach powiedz jej, ze nie musisz tego znosić i jak nie potrafi się powstrzymać przed takimi docinkami, to może wcale nie przyjeżdżać. Okrutne?? moim zdaniem nie. Nie musisz tego znosić. A ona albo to zrozumie, albo niech będzie sobie obrażona w samotności.
Rozumiem Cie, tez przez ojca nie potrafiłam długo poradzić sobie z przeszłością. Podobnie jak Ty, spotkałam cudownego faceta, który mi pomógł powrócić do równowagi. Trwało to lata. Tyle, ze ja z ojcem "katem" nie utrzymuje kontaktów. Tez jakiś czas czułam się winna. Jednak pewni mądrzy ludzie uświadomili mi, ze ja nie mam obowiązku wybaczać. Mam prawo do żalu. Ojciec nie robi nic, by zmienić ta sytuacje. Podobnie jak Twoja mama. Zrzuć z siebie odpowiedzialność za utrzymywanie tych toksycznych relacji. Wylej jej swoje żale, może kiedyś do niej dotrze, jak bardzo Cie krzywdzi.
Kobra99 napisał/a:Jesteśmy tylko ludźmi i takie traktowanie nie znika z pamięci jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...Rodzice nie maja prawa obarczać dzieci swoimi problemami i niepowodzeniami. Maja obowiązek, zapewnić swoim dzieciom dobre dzieciństwo, bo ma ono wpływ na cale ich dalsze życie.
Kobra ja to wszystko wiem, tylko co dalej? Jak przemeblować sobie głowę? Jestem zmęczona, nauczyłam się cieszyć życiem dopiero kiedy się wyprowadziłam z domu. Moja mama nigdy nie potrafiła być szczęśliwa, to że miała takie a nie inne życie to jak sądzi wina innych ale nie jej. Ojciec pił ale był inteligenty, wykształcony i świetnie zarabiał. Wybrała go na męża, później odeszła - ciągle słyszałam, że jestem taka jak on......i ciągle same złe rzeczy, kiedyś w kłótni powiedziałam, że skoro był taki do d*py mogła za niego nie wychodzić......wiesz że ja sobie życie ułożyłam dopiero po 30tce? Ja nie potrafiłam rozmawiać z facetami, to był jakiś koszmar, musiałam ciężko "przepracować" siebie żeby jakoś dojść do tego momentu w którym teraz jestem.
Teraz jest zachwycona moim mężem - fakt, miałam wyjątkowe szczęście i trafiłam na wyjątkowego człowieka:) ale ona uważa, że nie zasłużyłam, ciągle gdzieś w tle naszych dyskusji jest argument "szanuj go bo kopnie Cię w tyłek" "Jesteś taka beznadziejna co on w tobie widzi?" Jesteśmy szczęśliwi, jest fajnie ale jej wizyty w święta czy bez okazji skutecznie psują mi nastrój.
ja tez to slysze. zastanawiam sie czy ona ma racje.
9 2013-01-25 14:51:26 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-01-25 14:55:50)
Zrzuć z siebie odpowiedzialność za utrzymywanie tych toksycznych relacji. Wylej jej swoje żale, może kiedyś do niej dotrze, jak bardzo Cie krzywdzi.
Już to zrobiłam, przed trzydziestką kiedy wyjechałam z rodzinnego miasta, zamieszkałam z ówczesnym narzeczonym, musiałam przyjeżdżać co weekend do domu, ona oczywiście niezadowolona, bo mieszkam bez ślubu, kiedy przyjeżdżałam obrażona nie odzywała się, przez cały weekend albo robiła awantury bo wychodziłam do koleżanki na kawę a przyjechałam do matki, miała wyobrażenie, że stęskniona przyjeżdżam i siedzę z nią od piątku wieczorem do niedzieli, żywcem nie wychodząc z domu a jeśli już to z nią. Kiedy rozstałam się z eks, oczywiście znów była zła bo pewnie to on "kopnął mnie w d*pę" ale najpierw wydupczył, więc byłam jak dziwka w jej mniemaniu. Niedługo później poznałam mojego przyszłego męża - i znów niezadowolenie bo nie wiadomo co z nim wyczyniam. Pojechałam z nim na weekend w góry do miejscowości, w której spędzałyśmy wakacje kiedy byłam mała, myślałam że się ucieszy kiedy zadzwonię i opowiem jej jak bardzo się zmieniło miasteczko przez te lata. Usłyszałam, że "poleciałaś na kasę, nie obchodzi mnie co robisz" zrobiło mi się przykro, bo mój mąż/wtedy chłopak - nie jest bogaczem, wyjazd finansowaliśmy po połowie a ona potraktowała mnie jak dziwkę. Wtedy przez telefon powiedziałam, jej że nie robię nic złego i nie mam zamiaru ciągle się tłumaczyć, to jej problem jeśli jej się to nie podoba ale ja nie będę się starała jej zadowolić bo i tak nigdy mi się to nie udaje.........
Do niej kompletnie nic nie dociera.
Badz bardziej stanowcza. NIE MA PRAWA obrażać Cie w ogóle a tym bardziej pod Twoim dachem. Niech nauczy się tej zasady numer jeden i się do niej stosuje, albo niech nie przyjeżdża.
Cześć Dziewczyny, Joga - nie ma takiej opcji, żeby relacja z Twoją matka nie wpłynęła na Twoje życie - dorosłe życie. W ewentualnym ułożeniu sobie teraźniejszych stosunków z Twoją mamą na pewno nie pomaga to, że ona wyparła przeszłość. Pozbawia Cię w ten sposób tożsamości - bo czujesz "źle", Twoje wspomnienia są "nieprawdziwe", etc.
Pewnie nie raz usłyszałaś, że rozpamiętujesz krzywdy albo pielęgnujesz w sobie urazy.
Ja dzisiaj z pełną odpowiedzialnoscią mogę stwierdzić, że jest to rodzaj systemu obronnego - stosowany przez nieudolnych rodziców. Po prostu.
Proponuję, żebys sobie przepracowała temat - albo zgłoś się do terapeuty - bo to JEST problem i ma wpływ na Twoje teraźniejsze życie, albo poczytaj. Np. książki Alice Miller. Są naprawdę rewelacyjne.
Możesz też pisać - zapraszam na naszego bloga, szczególnie do zakładki "Wbrew IV przykazaniu" - przeczytasz samą esencję. Może Ci pomoże.
Badz bardziej stanowcza. NIE MA PRAWA obrażać Cie w ogóle a tym bardziej pod Twoim dachem. Niech nauczy się tej zasady numer jeden i się do niej stosuje, albo niech nie przyjeżdża.
To nawet nie chodzi o obrażanie ja nie lubię kiedyy przyjeżdża, bo jest ciągle niezadowolona, ciągle wszystko jest głupie nie takie, film głupi, książka głupia.....nic jej nie interesuje, jej siostry robią wszystko źle, ona jest NAJ......to nie do zniesienia:(
Jedynie mój mąż to ideał ![]()
Noi własnie jak slysze takie teksty,że kazda kobieta powinna zostac matką,urodzic dziecko bo to lezy w jej naturze a instynkt macierzynski sam z siebie sie rodzi,i milosc jest bezwarunkowa to az mnie krew zalewa.
Bardzo czesto czytam ,i slysze podobne historie,i wcale to nie jest użalanie sie,tylko coraz wiecej osób ma odwage powiedziec głosno że nie kazda mamcia jest taka cudowna i oddana jak to czysto teorytycznie powinno być, lecz nie jest
Mój mąż a raczej jego dziecko jest świetnym przykładem to do pokazanie drugiej strony jakie rodzicielki potrafią być okrutne
Joga jestes kobietą,ktora ma godnosc i szacunek do własnej osoby,przez co widzisz ,ze zachowania twojej matki były karygodne i nie wsposób takie przykre sytucje zamioatac pod dywac,udawac ze nic sie nie stało, lub tym bardziej że miała prawo z czystego statusu "matki"
Oosbiscie znam kilka osób,ktore także nie pałają sympatią do rodzicow z wzajemnoscią,ale to juz nie są wymyslone fochy,tylko naprawde wydarzenia jakie przekreslily ich dobre relacje do siebie nawzajem, choc nigdy wprawdzie wytworzonych wiezi nie było
14 2013-01-25 15:21:28 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-01-25 15:30:25)
Proponuję, żebys sobie przepracowała temat - albo zgłoś się do terapeuty - bo to JEST problem i ma wpływ na Twoje teraźniejsze życie, albo poczytaj. Np. książki Alice Miller. Są naprawdę rewelacyjne.
Możesz też pisać - zapraszam na naszego bloga, szczególnie do zakładki "Wbrew IV przykazaniu" - przeczytasz samą esencję. Może Ci pomoże.
Bloga już przestudiowałam
Nie mam takiego talentu literackiego jak autorki i moje przeżycia wypadają dość "blado". Rewelacyjny pomysł z terapią przez pisanie, często tam zaglądam, po przeczytaniu tego, dość jasno zdałam sobie sprawę ile miałam i mam szczęścia w życiu, bo to co opisuje np Walkiria - dobrze pamiętam? to jakiś koszmar.
Dzięki za autorkę książek, właśnie szukałam jakiejś lektury i nie wiedziałam co kupić.
O wpływie na to co teraz, mojej przeszłości też wiem, teraz już lepiej ale początki były trudne. Pomogła mi trochę terapia ale jak pisałam, brak czasu, odległość i musiałam zrezygnować. Może poszukam psychologa na miejscu ale to mała mieścina więc szanse niewielkie......a ja potrzebuję psychologa za free, nie stać mnie żeby płacić, przynajmniej nie w tej chwili.
Gryzie mnie też temat teściów - to już pisałam w innym wątku, bo to efekt relacji z matką, nie potrafiłam znieść tego psychicznego wykańczania x3, więc "wybyłam" ich z mojego życia.
Muszę nad sobą popracować bo mam fantastycznego męża i cudne dzieciaki, nie mogę tego zepsuć, to moje największe szczęście:)
Mortisha ja uważam, że posiadanie dzieci to czysty egoizm, chcemy się "realizować" w roli rodziców, mieć kogoś do kochania....tylko nie każdy powinien mieć dzieci. Ze mną jest ten problem, że nie chodziłam głodna, brudna, goła, a że czasem w dupę dostałam to drobiazg. I nawet nie chodzi o to lanie ale o całokształt naszych stosunków, ja byłam permanentnie nieszczęśliwa dopóki mieszkałam w domu, takie banalne ale ile razy można słuchać, że jest się do dupy?! Jak ktoś patrzy z boku to pomyśli, że przypierduję ale tylko ja wiem ile pracy wewnętrznej kosztowało mnie wyrwanie się z pod wpływu matki. Mówię, że miałam szczęście bo poznałam mojego męża - fakt ale cała reszta, to jak wygląda nasz związek to wypadkowa mojego i jego charakteru, miłości i pracy nad sobą. Tworzymy fajną rodzinę, jest spokojnie, bezpiecznie, bez awantur i złości, kochamy się i szanujemy - to bezcenne, bo jak się czyta forum, to widać ile osób cierpi w związkach.
Moja matka akurat to widzi i docenia ale oczywiście uważa, że to wyłączna zasługa mojego męża, bo ja jak zwykle nieudana
tutaj akurat mi to nie przeszkadza, bo mam poczucie humoru i kocham męża ![]()
hej Joga
Ja tez jestem corka takiej matki.Robiła wszystko,zeby mnie sobie podporzadkowac.Byłam na jej kazde zawołanie,na kazdy kaprys.Matka była moia swietoscia.Ciagle mnie dołowała i krytykowała,a ja ciagle próbowałam sie jej przypodobac i zdobyc jej akceptacje i miłosc,nigdy to nie nastapiło.Kiedy zaczeła wtracac sie do mojego drugiego zwiazku postawiłam granice i wszystko jej powiedziałam (wtedy byłam juz od kilku miesiecy w terapii dotyczacej przemocy psychicznej) co mi lezalo na sercu.
Nie dałam rady znosic jej fochow ,min ,madrzenia sie ,dopisywania teorii do wydarzeń. Powiedziałm jak sie czułam kiedy jej maz mnie molestował (a ona udawała ,ze tego nie widzi,chociaz ja o tym poinformowałam) Od tamtego czasu,a jest to rok i siedem miesiecy nie mam z nia kontaktu.
Jestem z tego powodu bardzo szczesliwa.Przez chwile nie zatęskniłam ani nie zapłakałam.załozyłam sprawe w sadzie o odzyskanie pieniedzy ,ktore ukradał mi jej matka ,a moja babka(tez toksyczna) Odzyskałam wolnosc, znikneło ciagłe poczucie winy.Moja cóka juz dorosła tez nie przebywa w jej towarzystwie (nie była dla niej dobra babacia).Dzisiaj wiem ,ze zyje.Jestem szczesliwa.
Jedank duzo zawdzieczam pracy nad soba ,powrotu do równowagi ,podniesienia własnego poczucia wartosci.Wszystko to dzieki terapii.
Nie wiem czy ktos wczesniej polecał Co ksiazke ?TOKSYCZNI RODZICE? SUSAN FORWARD. jak nie to proponuje przeczytac,ja odnalazłam tam siebie.
Pozdrawiam
Toksycznych rodziców i teściów już przeczytałam:) Problem polega na braku dialogu a bohaterom książek trafiali się rodzice, do których co nieco docierało jednak:)
............ Ze mną jest ten problem, że nie chodziłam głodna, brudna, goła, a że czasem w dupę dostałam to drobiazg. I nawet nie chodzi o to lanie ale o całokształt naszych stosunków, ja byłam permanentnie nieszczęśliwa dopóki mieszkałam w domu, takie banalne ale ile razy można słuchać, że jest się do dupy?! Jak ktoś patrzy z boku to pomyśli, że przypierduję ale tylko ja wiem ile pracy wewnętrznej kosztowało mnie wyrwanie się z pod wpływu matki. ...........
Własnie to samo miałam na mysli jak napisałas, tylko Ty bardziej to uścisliłaś,i akurat wpelni rozumiem twoje odczucia i emocje.Ja kiedys kiedyś mialam wpojone myslenie ,ze rodzic nie ważne jaki jest ,powinno sie go szanowac i kochać za sam fakt,i za to że jest za to że dał nam zycie ,nie ważne jaki był, odgornie zasluguje na schlebianie za sam status bycia matką czy ojcem (kosciółkowe nawoływania) Kiedy doroslam i poznalam historie, opowiesci niektórych osób to zmienialm zdanie i potrafie racjonalnie do tego podejść,be zzadnego prania mózgu i zaślepienia
Mortisha ja właśnie dlatego wylądowałam u psychologa, nie radziłam sobie z emocjami, kiedy urodziłam dzieci. Nie biłam nie zaniedbywałam ale wpadłam w rodzaj paniki, że jestem/będę złą matką, taką jak moja. Moja córka rośnie i jest niestety bardzo podobna do mnie, wiem co sprawiało mojej matce trudność i przestraszyłam się, że powielę jej błędy, że skrzywdzę własne dzieci. Staram się bardzo być lepszą matką, jak bardzo mi się to udało lub nie, ocenią nasze dzieci już całkiem niedługo ![]()
Joga, tak czytam i mam wrażenie, że normalnie miałyśmy wspólną matkę...Identyczne usposobienie, te fochy, teksty. Moja mnie nie urodziła a adopotowała wiec ja np słyszałam, że "mam złe geny" i że skończę jako pijaczka jeśli nie będę jej słuchała. Albo, że "odda mnie tam skąd przyszłam" itp. Też się tego wypiera i twierdzi, że robię z niej potwora a ja doskonale wszystko pamiętam. Jej schizy, ataki furii gdy wpychała mnie do wanny i polewała zimną wodą, jej śledzenie każdego mojego ruchu, chora ciekawośc, dołowanie na każdym kroku. Próbowała mnie rozdzielić z każdym kto był dla mnie jakimś wsparciem. Gdy kiedyś moja przyjaciółka z dzieciństwa przespała się z moim facetem, to ona się z nią ZAPRZYJAŹNIŁA i zapraszała na herbatki i obie się ze mnie śmiały...
Mieszkając z nią byłam wrakiem człowieka i choć miałąm co jeść i gdzie spać to myślałam o śmierci, już od najmłodszych lat. Byłam dzieckiem, które notorycznie chorowało ze smutku...I ja też się starałam ale nigdy jej nie dogodziłam. Ptem przestałam się starać. Popadłam, uciekłam ale musiałam wrócić bo zaszłam w ciążę a moja wileka miłość obróciła się w pył...Ach jak ona tryumfowała, miała mnie teraz w szachu...zależną od niej, poniżoną i nieszczęśliwą. Potem jeszcze podstępem zachęciła mnie do wyjazdu za granicę "za chlebem" i pod moją nieobecność odebrała mi prawnie dziecko. Zresztą opisałam to w oddzielnym wątku...Teraz toczę z nią walkę o córkę. Przez tyle lat jedyne o czym marzyłam to by jej nie widzieć, by zniknęła całkowiece z mojego życie a musiałam do niej przychodzic żeby widywać córę. Kolejnych kilka lat poniżenia i niechęci. Czy ją kocham? NIE! Myślę, że wręcz czasem ją nienawidzę....:(
MariannaM a bo to chyba podobne pokolenie, wychowane na nieszczęśliwych ludzi. Ja wychowywałam się w PRLu, inne podejście do dzieci wtedy było, nikt nie zastanawiał się nad uczuciami dziecko, dziecko miało słuchać i nie dyskutować. Jak dyskutowało i miało własne zdanie dostawało w łeb i miało się zamknąć...takie czasy i już. I ja nawet tą przeszłość przetrawiłam trochę, najgorsza jest teraźniejszość.
Toksycznych rodziców i teściów już przeczytałam:) Problem polega na braku dialogu a bohaterom książek trafiali się rodzice, do których co nieco docierało jednak:)
Docierało albo nie.
Do mojej nie dotarło.
Dlatego nie mam zamiaru nastepnej polowy zycia tracic na tłumaczenie i układanie stosunków kiedy jest to nie mozliwe.Do tego potrzebne sa dwie trony.Stawianie granic i ograniczenia kontaku z toksycznymi osobami jest sposobem na wolnosc.
. I ja nawet tą przeszłość przetrawiłam trochę, najgorsza jest teraźniejszość.
Ta przeszłość wpływa na teraźniejszość, dlatego trzeba sie z nią porządne uporać
Coś Ci poradzę, choć pewnie i mnie znienawidzisz za to. Wybacz jej. Uwagi puść mimo uszu. Wygrasz szczęście. Ja też miałam trudne relacje z mamą a dziś już jej nie ma. Wybacz jej póki czas.
Coś Ci poradzę, choć pewnie i mnie znienawidzisz za to. Wybacz jej. Uwagi puść mimo uszu. Wygrasz szczęście. Ja też miałam trudne relacje z mamą a dziś już jej nie ma. Wybacz jej póki czas.
No holaa, zdaje mi sie ,ze najpierw trzeba jasno zakomunikowac tak aby pojeła jej matka,że nie ma prawa wtrącać sie w zycie corki jak wychowuje własne dzieci i jakie ma zasady we wlasnym domu...Joga pisze,że o to są konflikty,bo cóz z tego ,że ona matce wybaczy te wszystkie krzywdy z przeszlosci, jak jej matka nie ma zamiaru sie zmienic i pojąc do wiadomosci ,że takie zachowania apodyktyczne ,i krzywdzace słowa,nie będa tolerowane w Jogi domu .To nie moze tak byc, ze matka regularnie dobija wlasną corke, a ona za kazdym razem jej wybacza, i nie ma konca. Ma stac i wmawiac sobie ,ze deszc pada gdy jej ktos pluje w twarz? no nie,druga strona czyli matka,tez musi cos z siebie dac aby to jako tako sie wyprostowało,inaczej nie ma jak
Jej matka się nie zmieni. Tak jak nie wykorzeni z siebie tego, że samotnie musiała wychowywać dziecko. Że miała ciężkie życie, że cierpiała i tym cierpieniem wylała gorycz na dziecko. To absurd oczekiwać, że rodzic się zmieni pod wpływem naszych tłumaczeń. Czasem rodzice sami dochodzą do tego wniosku, że coś było nie tak, ale na pewno nie pod wpływem naszego tłumaczenia.
Joga, dla własnego szczęścia, spokoju, tym bardziej, że nie mieszkasz z matką tylko widujesz ją raz na jakiś czas.... odpuść, powiedz sobie "Wybaczam Ci..", Nie, nie jest to łatwe, to tak jakby odrzucić ogromny głaz z piersi. Czasem to nie jest możliwe. ALe spróbuj, nie dla niej lecz dla siebie. Życie jest jedno, nie warto żyć goryczą lat minionych i tą goryczą jadzić obecne życie.... gdyż jest ono za krótkie....
No do siebie to moze i sobie takie cos powiedziec,jesli ma to cokolwiek zmienic,ale do matki takie wyznanie nic by nie dało,bo z tego co wyczytalam to Jogi matka prezentuje taką postawe ,ze nawet by nie zrozumiala co Joga miala by jej wybaczyc,jej matka uwaza ,ze zadna wina nie leży po jej stronie tylko córki,i byłby kolejny powod do awantury, ze całe zło zwala na matke a teraz robi z siebie taką litosciwą ,ze wybacza
Puszczanie uwag koło uszu,tolerowanie wprowadzania swoich rządow nie w swoim domu,wysluchiwanie przykrych slow ,ponizen nie sądze ze jest to dobre rozwiązanie, poniewaz Joga nie ma dzieciu juz malenkich ale w miare rozumne, i gdy dzieciaki widzą jak babcia poniza ich matke,podwaza autorytet,traktruje lekcewaząco i szyderczo to nie uważam ze w tej sytuacji Joga ma sie nic nie odzywac i puszczac to mimo uszu dla swietego spokoju, bo w tym momencie osmiesza sie przez wlasnymi dziecmi ,ze nie ma nic dopowiedzenia w swoim domu i jako matka jest traktowania jak smarkula,a tak nie może być..musi miec do swojej osoby godnosc i honor
Jogi matka prezentuje taką postawe ,ze nawet by nie zrozumiala co Joga miala by jej wybaczyc,jej matka uwaza ,ze zadna wina nie leży po jej stronie tylko córki,i byłby kolejny powod do awantury, ze całe zło zwala na matke a teraz robi z siebie taką litosciwą ,ze wybacza
Dokładnie tak:) Ja swojej też kiedyś w przypływie wzniosłym powiedziałam, że wybaczam wszystko a ona prychnęła tylko i złośliwie się uśmiechnęła po czym oświadczyła z godnością, że jedyną osobą któa ma coś do wybaczania jest ONA i żebym się nie ośmieszała...
Joga jakbym czytala o swojej. Kubek w kubek to samo. Tez obrazanie sie, nieodzywanie, ostentacyjne krzywdzenie samej siebie na zasadzie "miej wyrzuty sumienia bo zobacz do czego mnie doprowadzasz".
Tez balam sie wchodzic w jakies glebsze zwiazki bo mialam znieksztalcona ich wizje (przez wieczne porownywanie mnie do ojca o ktorym sama wiem ze ma nie po kolei w glowie) I tak dalej.
Wiekszosc dziecinstwa takie mialam. Plus do tego ta krnabrna osobowosc ktora nie bedzie cicho siedziala jak jej sie dzieje krzywda ![]()
Powiem ci tak...sa takie momenty ze jest ciezko. Ale mnie pomagaja odleglosc (wyjechalam do innego kraju) i ograniczone kontakty (dzwonie jak musze albo wrecz wcale) Co do tego czy jestem zdolna do milosci to oczywiscie ze jestem. Ale nie jestem zdolna do kochania kogos kto mnie rani i odpycha. Tez matko swojej nie lubie. Ot tak po prostu, nie lubie. O kochaniu nawet nie marze. Bo nie widze sensu ani nie czuje potrzeby. Kocham mojego meza, kocham swoje psy, jestem sklonna do milosci. Ale nie jestem sklonna kochac kogos kto na mnie nie zasluguje.
Urodzić dziecko może krowa i może też świnia. I to nie jest też żadna filozofia.
Jak to jest, że człowiek powołuje innego człowieka, do życia, kiedy kompletnie się do tego nie nadaje, i w dodatku robi sobie to dziecko z człowiekiem , który też się nie nadaje. Po tym wszystkim, żyje sobie spokojnie, a to dziecko, ten człowiek, który płacił za błędy, cierpiał z powodu cudzej frustracji ma się zajmować, wybaczać,kontaktować. A gdzie jest sprawiedliwość?
Twoja matka, to opis mojej babki, która z kolei chciała być baletnicą, ale dzieci jej przeszkodziły.
Wszystkie jej dzieci, mają problemy psychiczne. Bo mamusia sfrustrowana była, bo mamusia się na matkę nie nadaje, ale urodziła.
Słodkie mówienie o wybaczeniu, i szacunku bo to matka, można wyrzucić do kosza.
Psycholog mojej matki, powiedziała jej jasno, żeby lepiej zerwała kontakt z matką jeśli chce być zdrowa.
Wiele razy miałam sen taki jak Twój. Dziś mam ją za nic, dokładnie tak jak na to zasłużyła.
Chociażby miała umierać w nędzy, wybrała kiedy postanowiła być najmądrzejsza, wybrała kiedy postanowiła , że szacunek należy się tylko jej.
Mój mąż odrzucił matkę , wyprowadził się z domu, nie wie nawet czy ona żyje. To samo całe jego rodzeństwo i są w lepszej kondycji emocjonalnej, niż rodzeństwo mojej mamy, które zajmuje się swoją matką, czy raczej babą, która urodziła.
Jej matka się nie zmieni. Tak jak nie wykorzeni z siebie tego, że samotnie musiała wychowywać dziecko. Że miała ciężkie życie, że cierpiała i tym cierpieniem wylała gorycz na dziecko. To absurd oczekiwać, że rodzic się zmieni pod wpływem naszych tłumaczeń. Czasem rodzice sami dochodzą do tego wniosku, że coś było nie tak, ale na pewno nie pod wpływem naszego tłumaczenia.
Joga, dla własnego szczęścia, spokoju, tym bardziej, że nie mieszkasz z matką tylko widujesz ją raz na jakiś czas.... odpuść, powiedz sobie "Wybaczam Ci..", Nie, nie jest to łatwe, to tak jakby odrzucić ogromny głaz z piersi. Czasem to nie jest możliwe. ALe spróbuj, nie dla niej lecz dla siebie. Życie jest jedno, nie warto żyć goryczą lat minionych i tą goryczą jadzić obecne życie.... gdyż jest ono za krótkie....
Wiem, że masz rację Baziula, pytanie jak to zrobić? Ona kochała mnie tak jak umiała. Właśnie kupiłam książkę o wychowaniu i znalazlam tam taki mądry fragment:
"Miłość to za mało
Być może sądzisz, że najcenniejszym darem, jaki możesz dać swojemu dziecku,
jest miłość. Rodzice często jednak robią rzeczy, które są zupełnie nieskuteczne
lub wręcz szkodliwe, właśnie w imię miłości. Na przykład jeden
rodzic może powiedzieć: ?Daję moim dzieciom wszystko, czego zapragną,
ponieważ je kocham?. Inny może powiedzieć: ?Moje dzieci muszą na
wszystko ciężko zapracować, ponieważ je kocham i staram się przygotować
do życia w tym trudnym świecie?. Rodzice krytykują swoje pociechy, karzą
je lub rozpieszczają i to wszystko w imię miłości.
Miłość rzadko jest problemem w rodzicielstwie. Jeśli kiedykolwiek patrzyłaś
na swoje śpiące dziecko, to znasz to obezwładniające uczucie miłości
wypełniającej Cię po brzegi. Jednak miłość jest najskuteczniejsza, jeśli połączy
się ją ze zrozumieniem, mądrością i umiejętnością brania pod uwagę
długoterminowych skutków swoich decyzji."
Jak nie reagować, kiedy słucham "złotych rad", których nie potrzebuję i które najczęściej mnie wkurzają bo są durne? Potrafię zignorować kilka ale jeśli jest ich dużo to już zaczynają się schody.......zaczynam tłumaczyć swój punkt widzenia i....dyskusja szybko przechodzi w kłótnię.......
Joga, matki wcale lubic nie trzeba. To tylko kobieta, ktorej zdarzylo sie urodzic, nie zadna chodzaca swietosc.
Ja od mojej wyemigrowalam do innego kraju, bo sie zyc nie dalo w jej zasiegu (nawet w innym miescie!). Jest osoba niedojrzala, egocentryczna, zawistna, a do tego bardzo chybka do dokopania swojej rodzinie, bo przeciez ja i tata jestesmy odpowiedzialni za kazdy blad, ktory w zyciu popelnila. Moj terapeuta byl pierwsza osoba mowiaca mi by sie zupelnie odseparowac- mial absolutna racje.
Po prostu powiedz mamie, ze nie zyczysz sobie jej odwiedzin. Jestes zajeta. Nie masz czasu.
Joga dużo pracy przed Tobą. Mam wielką nadzieje, że z czasem nabierzesz dystansu do relacji z matką i osiągniesz względny spokój wewnętrzny. Życzę Tobie tego z całego serca, ponieważ wiem, jak bardzo jest to uwalniające... ![]()
Będąc dorosłą już osobą, po wielu latach niszczącej zależności, odważyłam się otwarcie powiedzieć mojej matce, co sądzę o naszej relacji oraz jej toksycznych metodach wychowawczych w dzieciństwie. Moja "szczerość" zaowocowała kilkuletnim brakiem kontaktu. To był dla mnie przełom. Po raz pierwszy poczułam, że tym razem, pierwsza już nie przeproszę. Z jednej strony dręczyły mnie kolosalne wyrzuty sumienia, że jestem podłym człowiekiem i niewdzięcznym dzieckiem. Z drugiej wiedziałam, że moje wyciągnięcie ręki w kierunku pojednania, tradycyjnie zostanie zinterpretowane, jako "przyznanie się do winy ". W duchu czułam, że albo tym razem, moja matka "coś" zrozumie i zacznie mnie szanować jako człowieka albo urwiemy kontakt na zawsze...
Jakiś czas temu, kontakty zostały wznowione
Mama wciąż potrafi, zgalopować się w "osądach" podczas naszych rozmów ale dziś, zdecydowanie bardziej waży słowa. Nie jest cudownie miedzy nami i wiem, że nigdy nie będzie. Moja mama jest - jaka jest. Gdyby mogła być lepsza, to zapewne by była. Widzę, że pracuje nad sobą i staram się to doceniać...
Moja serdeczna przyjaciolka miala podobne relacje, ale nie z matka a obojgiem rodzicow. Na zewnatrz super kochajaca, zgodna rodzinka. Mama zawsze tacie przytakiwala, nigdy sie nie klocili, a dzieciom, a mieli troje zawsze naublizali, ze nie sa niczego warte, ze wszystko co maja to od rodzicow, bo sami nie sa w stanie zadbac o siebie. Co sie dzialo w tym domu, to tylko oni wiedzieli. Mi sie zalila Ania czesto. Choc miala wszystko, wakacje za granica co roku, zima narty , snowboard kiedy ja nawet nie wiedzialam jak to wyglada. Ona mi zazdroscila mamy
i powiedziala, ze nie chce miest tego co ma, tylko mame, z ktora porozmawia jak z przyjaciolka.
Potem nasze drogi sie rozeszly (studiowala za granica) i spotkalysmy sie w zeszlym roku. Ojcec jej zmarl na raka, matka w zalobie po nim, nie zwraca uwagi na dzieci za bardzo. Ma tylko do nich zal, ze oni dali dzieciom wszystko, a dzieci maja matke w d*pie. Sami tak dzieci wychowali, ile ima naublizali.... To zostaje w psychice czlowieka. Ania poznala faceta, swojego meza. On jest psychologiem, nieszkaja we Francji. Pomogl jej sie pozbierac. Spodziewaja sie dziecka. Ona mi powiedziala, ze jej pomoglo to, ze wybaczyla rodzicom. Nie zapomniala co jej zlego uczynili, ale wybaczyla, choc oni nie czuli, ze zrobili cos nie tak. Gdy jej ojciec umieral powiedziala mu, ze mimo jakiejs milosci, ktorej zaznala byla nieszczesliwa. Nie chcial.sluchac, wygonil ja. Napisala list, dlugi. Poprosila go by przeczytal.
Przyszla nastepnego dnia i sie przeprosili. Plakali, plakali, plakali. Jakis miesiac pozniej zmarl, ale pogodzili sie wczesniej. Ona mi o tym opowiadala, ze dzieki temu przebaczeniu byla w stanie budowac swoje nowe zycie. Matka jest raczej zgorzkniala kobieta, ktora utracila przewodnika. Ale jej tez wybaczyla i ograniczyla kontakt do minimum przyzwoitosci.
to Twoja matka ma jakieś kompleksy, z Tobą wszystko jest jak najbardziej ok, powiedzialabym nawet, ze to ona zachowuje się jak rozkapryszony bachor... widać tutaj, ze ma do cb żal o to, że po prostu istniejesz... Sama nie obwiniaj się o nic, zyj swoim zyciem, bo ileż można słuchać, że jest się nikim... Sama zbudowała między wami ogromny mur, zamiast dawać Ci poczucia bycia kochaną, sama od Cb tego wymagała, a to chyba oczywiste, że dziecko dopiero się uczy. Twoja matka ma poważny problem - żal o to, że napisałaś tylko 1 list, to gruba przesada... nie powinna była wypisywać jakis pierdół, że masz inną matkę... ona jest ewidentnie zazdrosna i chciałaby żeby za przeproszeniem jej dupę miodem smarować, ale tej i tak by było pewnie źle... Nie dziwię się, że nie chcesz jej widzieć i szczerze Ci współczuje bo pomimo iż ją masz, pewnie czułaś się osamotniona w jej obecności...
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi:)
I tak po kolei... po kilku moich przemowach, bo próbowałam z nią rozmawiać ona trochę gryzie się w język i nie komentuje już tak wszystkiego co robię. Dużym atutem jest uwielbienie wręcz dla mojego męża
Jednak jej wizyty są trudne, bo ona jest ciągle niezadowolona, narzeka, ocenia innych, nie potrafi cieszyć się z niczego. Kiedy kupuję jej prezent, to wiem na 1000% że komentarz będzie jeden, "a po co, nie masz na co pieniędzy wydawać, ja nie potrzebuję" itd. Czasem dostaję od niej pieniądze - myślę, że to forma okazania miłości, choć nam nie powodzi się źle finansowo a dla niej to wyrzeczenie i odmawianie sobie czegoś. Oczywiście mówienie, żeby odkladala dla siebie nic nie daje, bo ona niczego nie potrzebuje. Żeby się nie kłócić odkładam te pieniądze i staramy się jej kupić coś czego aktualnie potrzebuje, dokładając jeśli trzeba, ostatnio wymieniliśmy jej drzwi. Były potrzebne, sama kiedyś o tym wspominała ale nieszczęście było spore "bo po co?".
Ja po prostu nie lubię tej atmosfery udręczenia, przymusu i takiego ....... nachmurania jaką wprowadza. Wiem, miała w życiu cholernie ciężko, sama wychowywała córkę, ciężko pracowała. Nie potrafiła okazywać uczuć, bo jej też nie okazywano
Adlernewman nie mogę się od niej zupełnie odciąć, jestem jedynaczką........więc musimy się spotykać, jestem odpowiedzialna, wiem że powinnam się nią zajmować. Kiedyś odwiedziłam ją z dziećmi, miałam zostać kilka dni a zostałam dwa. Ona myślała, że skoro do niej przyjechałam to cały pobyt spędzimy tylko z nią. Ja natomiast chciałam odwiedzić dawno nie widziane koleżanki, raptem trzy więc odpadłoby mi kilka godzin w ciągu tych trzech dni, podczas naszego pobytu. Nie wytrzymałam długo, bo czułam jakby siedziała mi na szyi, widziałam że była rozczarowana że gdziekolwiek chcę wyjść.......więc pojechałam do domu, wymawiając się, że mąż wyjeżdża na szkolenie i muszę wracać. Ona nie odwiedza nas jakoś bardzo rzadko, więc ten pobyt u niej traktowałam bardziej nie jako wizytę u niej ale jak okazję do spotkania z koleżankami, nie widziałam ich ponad rok.
Jadvinia ja to bym z Tobą o wychowaniu dzieci pogadała ale innym dziale forum:) Co do Twojej koleżanki to dobrze, że zdążyła się z ojcem pożegnać i przeprosić przed jego śmiercią, bo odszedł spokojny a ona też nie ma wyrzutów sumienia, to ważne.
Właściwie to już wiem, powinnam odciąć to co było, bo czasu nie cofnę, było minęło. Mam w życiu dużo szczęścia więc te jej wizyty jakoś przetrawię i jeśli się da będę zaciskała zęby ![]()
Dotarło do mnie - za co Was przepraszam:), że to tak naprawdę mało istotne. Najważniejsze to co mam - moja rodzina a resztę jakoś można "przetrawić" i tak odwaliłam kawał dobrej roboty z samą sobą
Dziękuję wszystkim za rady:)
Adlernewman nie mogę się od niej zupełnie odciąć, jestem jedynaczką........więc musimy się spotykać, jestem odpowiedzialna, wiem że powinnam się nią zajmować.
Na glowe upadlas. ![]()
Ja tez jestem jedynaczka i do takiego obowiazku sie nie poczuwam bo niby czemu bym miala?
Nie masz zadnego obowiazku wzgledem niej.
Nasze matki wybraly swoja droge podejmujac takie a nie inne wybory. Nasza milosc sie nikomu z urzedu nie nalezy. Na wszystko trzeba sobie zasluzyc ![]()
Ja tez jestem jedynaczka i do takiego obowiazku sie nie poczuwam bo niby czemu bym miala?
Nie masz zadnego obowiazku wzgledem niej.
Nasze matki wybraly swoja droge podejmujac takie a nie inne wybory. Nasza milosc sie nikomu z urzedu nie nalezy. Na wszystko trzeba sobie zasluzyc
Jasne ale jak chciałam na święta w góry to ktoś na forum napisał, że jedynaczce samej matki zostawić nie wypada:D
Wiesz Sadie, trudne te nasze relacje, ja tak z rozpędu zaczęłam pisać na forum, pod wpływem emocji, właśnie się obraziła i wróciła do domu, nawet na piechotę chciała 100km zasuwać
I tak mnie trafiło, że wylałam żale...ale wiem, że są gorsze niż ona przypadki rodziców w życiu ![]()
I co jedna opinia z foruma sie zasugerowalas?
No prosze cie... ![]()
Jak moja matka ma glupie pomysly to ja sie z nia z ochota i uprzejmie zgadzam. "Jak nie bedziesz miala takich butow to nie przyjde na twoj slub", "to nie przychodz mamo".
Chcialaby z Anglii do Polski zaiwaniac na piechte...nie klocilabym sie z nia. Jest dorosla, wie ze droga daleka.
A jesli wybiera opcje na zlosc mi to ja sie nie bede rozkminiac
Chcesz to idziesz. ![]()
To najlepiej przywoluje zdrowy rozsadek ![]()
Joga, najważniejsze, że masz wspaniałą rodzinę. Że nie popełniasz błędów swojej mamy.
Ja nie kocham swojego ojca, ale zupełnie z innych powodów, niż Ty. Wyrzutów sumienia nie mam żadnych.
Twoja matka obniżyła Twoją samoocenę. Sama pewnie nisko się ceni.
Ciągle porównywała Cię do ojca- alkoholika.
Czego byś nie zrobiła, było/jest źle. Byłaś grzecznym i ułożonym dzieckiem.
Nie okazywała Ci uczuć.
Mało tego- biła Cię. Ty nie zniżyłaś się do przemocy.
Wszystko, co masz, powinnaś zawdzięczać jej (tak myśli). Sama wobec ciebie jest niewdzięczna.
Rozumiem, że ciężko Ci z tym. Mimo, że minęło sporo lat, to w dalszym ciągu żal i rozgoryczenie pozostało.
Mam pytanie- wybaczyłaś jej?
Czy usłyszałaś kiedykolwiek od niej słowa "Kocham Cię."?
Rozmawiałaś kiedykolwiek z nią na spokojnie? Czy nie pozwoliła Ci na to?
Jago Babo było tak...
kiedy byłam mała mówiła, że mnie kocha, w miarę dorastania coraz rzadziej - wiadomo, trudno mówić to komuś, kto dyskutuje i ma zwykle odmienne od naszego zdanie, nie miała lekko bo jestem niepokorna ![]()
Co do rozmowy.......nigdy nam się to nie udało, bo ona nie potrafi rozmawiać, dyskutować na argumenty, wiesz robi jej się przykro, leje łzy, strzela focha i po rozmowie.....tak ma od zawsze na stare lata się nie zmieni. Najważniejsze dla mnie to to, żebym nie popełniła jej błędów i potrafiła kochać swoje dzieci, tak żeby wyrosły na szczęśliwych ludzi ![]()
Ps. jak Wy to robicie, że pogrubiacie nicki i wstawiacie zdjęcia?! ja cholerka nie potrafię:(
Pytałam się o tą rozmowę, bo może powinnaś napisać jej list. Taki, w którym napiszesz wszystko, co Ci leży na sercu.
A chcesz, żeby przeszłość została za Wami?
Jeżeli tak, to wybaczysz jej, oczekując od niej zmiany zachowania w stosunku do Ciebie. Gdy na list zareaguje tak samo, jak zawsze i będzie miała do Ciebie pretensje. Nie zrozumie, że popełniła wiele błędów, to proponuję odciąć się od niej całkowicie.
Ps. jak Wy to robicie, że pogrubiacie nicki i wstawiacie zdjęcia?! ja cholerka nie potrafię:(
Cytuje Olinki wyjasnienie jesli chodzi o wstaienie avatara (ten maly obrazek w naszym mini w profilu po lewo
"Wchodzisz w zakładkę ,,Profil", która znajduje się na górze strony, a potem po lewej masz kolejną zakładkę ,,sygnatura/avatar", następnie zahaczasz opcję ,,używaj avatara". Potem musisz odszukać w swoim komputerze plik ze zdjęciem, które ma posłużyć jako avatar - przycisk ,,wybierz plik" (ale pamiętaj, że plik nie może być większy niż 80 x 80 pixeli i 10240 bajty, tj. 10 KB), jak już go masz klikasz przycisk ,,Wyślij" i za chwilę powinien się pojawić . Powodzenia""
A podkreslone/pogrubione wyrazy to http://www.netkobiety.pl/help.php#bbcode.
43 2013-01-26 19:35:53 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-01-26 19:36:22)
Dziękuję mortisha
o avatarze wiedziałam o pogrubianiu nie doczytałam - gapa
ale nie wiem jak wstawić zdjęcia w temacie o zwierzętach na przykład?
44 2013-01-26 19:43:18 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-01-26 19:45:12)
Dziękuję mortisha
o avatarze wiedziałam o pogrubianiu nie doczytałam - gapa
ale nie wiem jak wstawić zdjęcia w temacie o zwierzętach na przykład?
Tu Olinka wytlumaczyla, wiec jak bedziesz miec czas to mozesz gdzies sie szkolic, chocby w tym linku jako proby
) :
http://www.netkobiety.pl/t17060.html
mortisha dziękuje za instrukcje, pewnie sama powinnam to znaleźć ale ja zawsze szybko, szybko i jakoś nie doczytałam.
[b]Jaga Baba07[b] moja mama to prosta kobieta, podsuwam jej książki o wychowaniu dzieci, próbowałam oglądać z nią takie programy i wiesz co? Jej się wydaje, że albo jej metody są lepsze albo ona właśnie takie stosowała
zero samokrytycyzmu, zero obiektywnego spojrzenia na sytuację......więc chyba jestem skazana na taką jaka jest i powinnam się modlić, żeby na stare lata nie zrobiła się bardzo zła ![]()
[b]mortisha[b] być może pozwoliłabym jej wracać na piechotę ale jest zima, cholernie ślisko a ja mieszkam na zadupiu nawet na dworzec kilka km, jakby jej się coś stało, zgadnij kto by miał najbardziej przekichane?!:D Powiedziałam co myślę o takim zachowaniu, że dziecinne, głupie jak zwykle u niej. Dobrym argumentem były też dzieci, bo nie życzę sobie takiego zachowania przy nich, one uczą się od nas a ja z mężem tak durnych akcji nie przeprowadzam dla nich to nowość i niekoniecznie chciałabym, żeby się tego nauczyły. Ona się nie zmieni, może trochę gryźć się w język ale sposób jej myślenia nigdy już nie będzie inny - beton ![]()
46 2013-01-27 16:54:14 Ostatnio edytowany przez mortisha (2013-01-27 16:55:07)
Joga w drugim " b" na koncu wyrazu musisz postawic krzywą kreske "/" aby byla [/b] ![]()
A jaki stosunek twoje dzieci mają do twojej babci czyli ich babci? dystans? czy babcia jest kochana babcia??
Joga w drugim " b" na koncu wyrazu musisz postawic krzywą kreske "/" aby byla [/b]
A jaki stosunek twoje dzieci mają do twojej babci czyli ich babci? dystans? czy babcia jest kochana babcia??
Jak zwykle szybko szybko i spsułam bo krechę zjadłam ![]()
a teraz odpowiedź: dzieci lubią babcię, chociaż wiadomo, że nie zawsze
moja mama ma zupełnie inne podejście do dzieci niż my. U nas w domu panują w tym temacie NASZE zasady więc mama jest nieszczęśliwa z tego powodu. Bywa różnie ale na ogół jest kochana, wymyśla zabawy, czyta bajki i zajmuje się nimi tak jak potrafi. Nie zostawiłabym jej na cały dzień samej z dziećmi bo nie mam do niej aż takiego zaufania ale wiem też, że świadomie nie zrobi im krzywdy, gdybym miała do wyboru opiekunkę o której nie wiem nic i ją wybrałabym jednak mamę. Może im pozabraniać czegoś bez sensu, może je napychać jedzeniem, kiedy nie chcą jeść ale nie uderzy naszych dzieci i nie nawrzeszczy na nie, bo na stare lata trochę złagodniała i bałaby się mnie i mojego męża ![]()
Czasem dzieci mają jej dość i wtedy nie chcą się z nią bawić ale to na chwilkę. Ona uważa, że maluch nie ma prawa się złościć, że musi słuchać starszych, że nie powinien się brudzić, moczyć, myłaby ręce dzieciom po każdym kontakcie z psem taaakie tam pierdoły nie szkodliwe w takiej ilości i częstotliwości ![]()
dzieki za odp, wlasnie dosyc mnie to nurtowalo jaki babcia ma stosunek do wnukow.
A dzieci w jakim wieku są?? bo im starsze tym zapewne coraz bardziej będą stawac przy swoim,mając wlasne zdanie,a babci nie zawsze bedzie to po nosie hehe ![]()
49 2013-01-27 18:11:49 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-01-27 18:15:04)
A dzieci w jakim wieku są?? bo im starsze tym zapewne coraz bardziej będą stawac przy swoim,mając wlasne zdanie,a babci nie zawsze bedzie to po nosie hehe
2 i 4 lata i moja córka jest strasznie podobna do mnie
Więc sama mogę doświadczyć tego co ona miała ze mną
Ona sama powiedziała, że byłam identyczna jeśli chodzi o zachowanie. Łatwo nie jest, córka ma własne zdanie a ja walczę z nią na argumenty. Nie wymagam ślepego posłuszeństwa czasem idziemy obie na kompromis, mojej mamie trudno to zrozumieć. Ostatnio powiedziała mi, że jej na wszystko pozwalam. To nieprawda, ale ja nie zabraniam dla samego zabraniania. Jeśli chce spać w sukience np to śpi - miała taką fazę - moja mama by nie pozwoliła bo "śpi się w piżamie". Ja uważam, że dziecko ma prawo do własnego zdania i jeśli to jej sprawi przyjemność to czemu nie? Zresztą po kilku razach sama przekonała się, że to niewygodne i zrezygnowała
Córka uczy się podejmowania decyzji i ponoszenia konsekwencji oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Zauważyłam, że moja mama woli zajmować się synem - bo młodszy i mniej problemowy, w dyskusjach z córką wymięka
Czasem nawet w duchu się śmieję jak widzę jak próbuje córkę do czegoś przekonać używając argumentu "dziecko musi słuchać starszych" i nic, później siadam ja i tłumaczę na swój sposób i działa......wredne to ale uwielbiam takie momenty ![]()
Z obserwacji wśród znajomych jednak wiem, że babcie i dziadkowie mało kreatywni, mogą ogarnąć i zając kilkulatka ale w miarę jak dziecko dorasta to rozluźniają się kontakty między nimi, bo trudno jest zainteresować nastolatka tak, żeby tęsknił za spotkaniem z dziadkami, jeśli są nudni, prawią kazania i "zawsze mają rację bo są starsi" ![]()
Przeczytałam większość postów. Nie rozumiem problemu, jakby matka mnie tak traktowała nigdy w życiu bym jej do domu nie wpuściła. Męczy Cię, to jej nie zapraszaj. Przyjedzie? to powiedz sorry, ale ja jestem ta zła i niegodna by taka zacna osoba jak Ty u mnie przebywała, żegnam idź uszczęśliwiać kogoś innego. Ona Cię nie wychowywała, tylko dawała jeść i dach nad głową. Na stare lata zapewnij jej to samo, oddając do jakiegoś zakładu, bo takie coś (człowiekiem tego nie nazwę) tylko na to zasługuje. ot i taka prawda. I nie zgodzę się, że przed śmiercią trzeba takiej osobie wybaczyć, żeby nie mieć wyrzutów sumienia i żeby ta osoba nie miała. A niech ma jeszcze większe wyrzuty za to co robiła i że zniszczyła dużą część życia innym, o ile nie całe. źli ludzie powinni umierać w samotności. A wytłumaczeniem nie jest "kochała jak umiała" każdy człowiek wie co jest dobre, a co złe. Wie, ze nie wolno krzywdzić drugiej osoby. Tylko blagam, żadnych bredni typu, ja się dziecka nie nauczy... Akurat to, że zadawanie krzywdy to zło to wie i najgorszy degenerat, tylko ma w nosie, ze krzywdzi.
i to nie Ty Autorko powinnaś iść do psychologa, ale Twoja matka. w sumie możesz jej powiedzieć, że póki nie pójdzie na leczenie to zrywasz kontakt.
Coś Ci poradzę, choć pewnie i mnie znienawidzisz za to. Wybacz jej. Uwagi puść mimo uszu. Wygrasz szczęście. Ja też miałam trudne relacje z mamą a dziś już jej nie ma. Wybacz jej póki czas.
Jak mozna wybaczac kiedy czuje sie skrzywdzonym ,jak mozna zyc udajac ,ze nic sie nie stało? A jakie szczescie ma sie zyskac ? Kto powiedział ,ze matce trzeba wszystko wybaczac?
Nie zgadzam sie z tym.Ja wybaczyłam sobie,ze dałam tak długo sie traktowac własnej matce w imie miłosci do niej .A teksty typu: "bo matke ma sie jedna", były pretekstem do tego zeby wyladowaywac frustarcje na mnie i zebym nie oddawało ciosów.
Zadne argumenty nie usprawiedliwiaja krzywdzenia innych.
I nie zgodzę się, że przed śmiercią trzeba takiej osobie wybaczyć, żeby nie mieć wyrzutów sumienia i żeby ta osoba nie miała. A niech ma jeszcze większe wyrzuty za to co robiła i że zniszczyła dużą część życia innym, o ile nie całe. źli ludzie powinni umierać w samotności. A wytłumaczeniem nie jest "kochała jak umiała" każdy człowiek wie co jest dobre, a co złe. Wie, ze nie wolno krzywdzić drugiej osoby. Tylko blagam, żadnych bredni typu, ja się dziecka nie nauczy... Akurat to, że zadawanie krzywdy to zło to wie i najgorszy degenerat, tylko ma w nosie, ze krzywdzi.
Zgadzam sie.
Raczej nic nie pomoże w "przemeblowaniu" sobie głowy, tym bardziej, ze Twoja matka wciąż stara się Ci wmówić, ze jesteś do niczego. Nie pozwól by niszczyła to, co sobie z trudem ułożyłaś. Przy następnych takich tekstach powiedz jej, ze nie musisz tego znosić i jak nie potrafi się powstrzymać przed takimi docinkami, to może wcale nie przyjeżdżać. Okrutne?? moim zdaniem nie. Nie musisz tego znosić. A ona albo to zrozumie, albo niech będzie sobie obrażona w samotności.
Rozumiem Cie, tez przez ojca nie potrafiłam długo poradzić sobie z przeszłością. Podobnie jak Ty, spotkałam cudownego faceta, który mi pomógł powrócić do równowagi. Trwało to lata. Tyle, ze ja z ojcem "katem" nie utrzymuje kontaktów. Tez jakiś czas czułam się winna. Jednak pewni mądrzy ludzie uświadomili mi, ze ja nie mam obowiązku wybaczać. Mam prawo do żalu. Ojciec nie robi nic, by zmienić ta sytuacje. Podobnie jak Twoja mama. Zrzuć z siebie odpowiedzialność za utrzymywanie tych toksycznych relacji. Wylej jej swoje żale, może kiedyś do niej dotrze, jak bardzo Cie krzywdzi.
Mądre słowa, popieram.
Ja nie będę się rozpisywała co u mnie się działo gdy dorastałam, co dzieje się w obecnym życiu.Za dużo by tu pisać ale obiecałam sobie jedną rzecz: jak tylko wyprowadzę się na własne "m" (ciasne już jest,ale własne. Jesteśmy już w trakcie remontu) to zerwę wszelkie kontakty ze swoją "cudowną rodzinką".. Jak powiedzenie mówi z rodziną najlepiej na zdjęciu.
..
Na psychologa nie mam czasu kompletnie, dwoje dzieci i najbliższy 40 min drogi, kiedyś chodziłam ale te kilka spotkań to za mało, niby coś mi się rozjaśniło w głowie ale do efektu końcowego daleeeeko:(
To wymówka.Dla zapewnienia sobie komfortu zycia i spokoju wewnetrznego, zawsze mozna znalezc czas.
Ja wiem ,ze trudno zyc z toksyczna matka i trudno sie rozstac.Bez pomocy fachowca jest to bardzo ciezkie.
Wyrzuty sumienia beda ciagle powracac,a z tym ciezko zyc.
Właśnie spędziłam kilka dni w jej towarzystwie. Skończyło się kłótnią, wyjechała obrażona. Dzwoniłam do niej, średnio nam się rozmawiało, jak zwykle zresztą. Nie potrafię się cieszyć kiedy nas odwiedza, zawsze jest tak samo. Mam cholernego doła, poczucie winy jak do Chin i dość tego cholernego życia....
Moja.. choć ja już sama jestem w wieku emerytalnym rozlicza mnie z każdej minuty, sekundy z pretensjami, że nie pytałam o zgodę.. zawsze byłam sama, wychowałam syna sama a teraz gdy znalazł się ktoś kto rozumie i przytuli ciągle jest źle.. jestem jak osaczone zwierze, zestresowane i pełne wyrzutów... zamknięte w 4-ch ścianach bo o wyjściu w ogóle mowy być nie może.. nawet mi spać każe gdy sama śpi.. bo muszę być na każde zawołanie... starość jest okropna, ale gdy się ma trudny charakter jest nie do zniesienia.. a przecież znałam - 90 latkę.. pogodną i uśmiechniętą - moja mama nigdy się nie cieszyła z moich sukcesów tak samo jak nie obchodzi ją gdy czuję się źle.. bo gdy tylko wspomnę to zaraz jest BARDZIEJ chora.. i nie wiem jak bym zrobiła to zawsze skrytykuje, potrafi się plecami odwrócić.. nie odzywać i narzekać jacy to dzieci bywają niewdzięczni.. Kocham moją mamę ale nie wytrzymuję już jej krzyków, jęków, stękań.. a robi to coraz głośniej i nie ważne w jakich porach dnia czy nocy.. gdy chcę wezwać karetkę.. uspakaja się i jakimś dziwnym sposobem ból przechodzi.. jestem bardzo zmęczona.. jestem jak niewolnica.. coraz gorzej się czuję, tłamszę się i nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam.... Do autorki.. nie licz na to, że zmieni się charakter mamy.. moja wcześniej podobna była a z wiekiem jest tylko coraz gorzej... chcę się nią opiekować, chcę jej dawać miłość i czułość, aby czuła się potrzebna.. tylko po co ona mi to robi?? pytałam oj pytałam.. odpowiedziała tak po prostu.. nie wiem..
Moja.. choć ja już sama jestem w wieku emerytalnym rozlicza mnie z każdej minuty, sekundy z pretensjami, że nie pytałam o zgodę.. zawsze byłam sama, wychowałam syna sama a teraz gdy znalazł się ktoś kto rozumie i przytuli ciągle jest źle.. jestem jak osaczone zwierze, zestresowane i pełne wyrzutów... zamknięte w 4-ch ścianach bo o wyjściu w ogóle mowy być nie może.. nawet mi spać każe gdy sama śpi.. bo muszę być na każde zawołanie... starość jest okropna, ale gdy się ma trudny charakter jest nie do zniesienia.. a przecież znałam - 90 latkę.. pogodną i uśmiechniętą - moja mama nigdy się nie cieszyła z moich sukcesów tak samo jak nie obchodzi ją gdy czuję się źle.. bo gdy tylko wspomnę to zaraz jest BARDZIEJ chora.. i nie wiem jak bym zrobiła to zawsze skrytykuje, potrafi się plecami odwrócić.. nie odzywać i narzekać jacy to dzieci bywają niewdzięczni.. Kocham moją mamę ale nie wytrzymuję już jej krzyków, jęków, stękań.. a robi to coraz głośniej i nie ważne w jakich porach dnia czy nocy.. gdy chcę wezwać karetkę.. uspakaja się i jakimś dziwnym sposobem ból przechodzi.. jestem bardzo zmęczona.. jestem jak niewolnica.. coraz gorzej się czuję, tłamszę się i nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam.... Do autorki.. nie licz na to, że zmieni się charakter mamy.. moja wcześniej podobna była a z wiekiem jest tylko coraz gorzej... chcę się nią opiekować, chcę jej dawać miłość i czułość, aby czuła się potrzebna.. tylko po co ona mi to robi?? pytałam oj pytałam.. odpowiedziała tak po prostu.. nie wiem..
Współczuję ci bardzo, ja przynajmniej mam męża, który jest na co dzień i przytuli jak potrzeba. Moja mama tez jest jak policjant, kiedy wracam z zakupów pyta "po co to kupiłaś", jak coś kupię dzieciom albo sobie od razu jest sugestia, że za dużo ubrań. Teraz latem maluchy do wieczora biegają po podwórku i też za późno chodzą spać. Źle je karmię, źle się nimi zajmuję i w ogóle wszystko robię źle. Czasem się gryzie w język i nie mówi tego co myśli ale ja ją doskonale znam i widzę co ja denerwuje. Wstrzymuje się ile może, ale w końcu wybucha i wyrzuca z siebie te wszystkie moje "błędy". Właśnie jej ostatnia wizyta tak się skończyła, nie wdawałam się w dyskusję, tylko odpowiedziałam, że to moja sprawa i robię jak chcę, to są moje decyzje - w odpowiedzi usłyszałam, że ona jest starsza i mogłabym jej posłuchać bo jest mądrzejsza. Prawie roześmiałam jej się w twarz. Zaraz później ryczałam jak bóbr, bo jest mi przykro, że tak wyglądają nasze relacje, czuję się winna, boję się że będę/jestem taka sama. Czytam dużo książek, staram się zmieniać, swoje nastawienie ale w momencie kiedy ona jest w pobliżu znów rozpadam się na kawałki. jest na prawdę do doopy ![]()
58 2013-08-02 11:36:01 Ostatnio edytowany przez Pyskata (2013-08-02 11:40:33)
Przeczytałam większość postów. Nie rozumiem problemu, jakby matka mnie tak traktowała nigdy w życiu bym jej do domu nie wpuściła. Męczy Cię, to jej nie zapraszaj. Przyjedzie? to powiedz sorry, ale ja jestem ta zła i niegodna by taka zacna osoba jak Ty u mnie przebywała, żegnam idź uszczęśliwiać kogoś innego. Ona Cię nie wychowywała, tylko dawała jeść i dach nad głową. Na stare lata zapewnij jej to samo, oddając do jakiegoś zakładu, bo takie coś (człowiekiem tego nie nazwę) tylko na to zasługuje. ot i taka prawda. I nie zgodzę się, że przed śmiercią trzeba takiej osobie wybaczyć, żeby nie mieć wyrzutów sumienia i żeby ta osoba nie miała. A niech ma jeszcze większe wyrzuty za to co robiła i że zniszczyła dużą część życia innym, o ile nie całe. źli ludzie powinni umierać w samotności. A wytłumaczeniem nie jest "kochała jak umiała" każdy człowiek wie co jest dobre, a co złe. Wie, ze nie wolno krzywdzić drugiej osoby. Tylko błagam, żadnych bredni typu, ja się dziecka nie nauczy... Akurat to, że zadawanie krzywdy to zło to wie i najgorszy degenerat, tylko ma w nosie, ze krzywdzi.
i to nie Ty Autorko powinnaś iść do psychologa, ale Twoja matka. w sumie możesz jej powiedzieć, że póki nie pójdzie na leczenie to zrywasz kontakt.
Mam ten sam problem, co autorka, też mimo 30tki na karku jeszcze cholernie boli, ale Twoje słowa mnie zbulwersowały.
Po 1. toksyczna matka, bo o takiej tu mowa, kocha miłością chorą, spaczoną. Jest to choroba psychiczna, z której człowiek chory nie zdaje sobie sprawy. Więc nie ma mowy tu o pokazywaniu "A niech ma jeszcze większe wyrzuty za to co robiła". Nie będzie miała. Będzie się zagłębiała w obwinianiu, nienawidząc i plując jadem w imię miłości coraz bardziej.
Po 2. "Nie rozumiem problemu, jakby matka mnie tak traktowała nigdy w życiu bym jej do domu nie wpuściła." jeśli nie rozumiesz problemu, to albo z takim się nie spotkałaś, albo wyjątkowo cynicznie do problemu innych podchodzisz. W jednym i drugim wypadku lepiej chyba się nie wypowiadać.
Po 3. Nie wiem czy zauważyłaś, ale tu chodzi o matkę. Mimo bólu, bezsilności i niezrozumienia, zawsze się liczy, że może w końcu matka zrozumie i przytuli do serca. Mrzonki (bo bez psychologa bądź silnego kopa "w doopę" nie da rady), ale w głębi serca każda (każde dziecko) o tym myśli.
Po 4. Większość z nas tutaj już jest matkami. Nasze dzieci na to patrzą. Nie chcemy, by w przyszłości patrzyły na nas tak, jak patrzymy my dziś na swoją matkę.
Po 5. "Akurat to, że zadawanie krzywdy to zło to wie i najgorszy degenerat, tylko ma w nosie, ze krzywdzi." Tu już się absolutnie nie zgodzę - są spaczenia, dewiacje, choroby psychiczne... czy chore na schizofrenię dziecko wie, że jest chore??
Nie przepadam za swoją matką, wkurza mnie jej zachowanie, boli całe dzieciństwo, marzyłam odkąd pamiętam o wyprowadzce, ale dziś będąc na swoim, ze swoimi dziećmi, staram się jej odpuszczać, chociaż wiem, że ona nigdy się nie zmieni i jeszcze nie raz mi dopier.....
Joga czytałam Twój post nt wychowania dzieci, jestem pod wrażeniem, tak 3maj!!
59 2013-08-03 01:38:52 Ostatnio edytowany przez Volver (2013-08-03 01:40:08)
Właśnie jej ostatnia wizyta tak się skończyła, nie wdawałam się w dyskusję, tylko odpowiedziałam, że to moja sprawa i robię jak chcę, to są moje decyzje - w odpowiedzi usłyszałam, że ona jest starsza i mogłabym jej posłuchać bo jest mądrzejsza. Prawie roześmiałam jej się w twarz. Zaraz później ryczałam jak bóbr, bo jest mi przykro, że tak wyglądają nasze relacje, czuję się winna, boję się że będę/jestem taka sama. Czytam dużo książek, staram się zmieniać, swoje nastawienie ale w momencie kiedy ona jest w pobliżu znów rozpadam się na kawałki. jest na prawdę do doopy
Widzę, że przekonanie iż winna jesteś braku poprawnych relacji z mamą, tkwi w Tobie bardzo głęboko. Lata psychicznego obezwładniania, nie poszły na marne. Niestety sama tych relacji nie uzdrowisz. Do tego niezbędna jest współpraca, a Twoja mama jak widać, nie ma ochoty na analizę ukrytych motywacji swojego zachowania. Ona nie umie inaczej żyć, jak tylko przeciw Tobie. Manipulacja i atak psychiczny, to wszystko na co ją stać. Nie rozumie, że usiłując narzucać otoczeniu swoje "życiowe mądrości" bądź jedynie słuszne opinie, zamiast wdzięczności dostanie tylko odrzucenie... Tak jej dobrze, tak chce żyć ? W porządku. Ma do tego prawo. Tak samo, jak Ty masz prawo nie godzić się na takie zachowanie wobec Ciebie.
Wszystko co jesteś w stanie na dzień dzisiejszy zrobić, to zadbać o własne zdrowie psychiczne. Zmiana nastawienia i dystans do problemu na pewno pomogą. Popracuj mentalnie nad nauką odpierania jej ataków. Tutaj niezbędne jest swego rodzaju poczucie pewności siebie i świadomość, że nawet jeśli atakująca Cię mama ponosi niemiłe konsekwencje Twojej samoobrony, to nie Ty jesteś temu winna... Ty się bronisz. Zresztą bywa, że oddanie komuś z nawiązką tego, co nam przesłał, ma pewne walory terapeutyczne. Jeśli bowiem ktoś oberwie za własną głupotę i próbę manipulacji, to czasami się zastanowi zanim ponowi próbę ataku... ![]()
Wiem, jak jest... sama mam toksyczną matkę. Relacje są bardzo trudne ale dziś, mama nie jest już w stanie przerzucić na mnie, winy za jakość tych relacji. Zwyczajnie nie pozwalam sobie wchodzić na głowę. Wszyscy wiedzą, że ma wyrodną córkę ale... kiedy pozwalałam na sobie jeździć, też lepszej opinii nie miałam. Na szczęście teraz, to mi to lotto... ![]()
60 2013-08-03 11:10:03 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-08-03 11:15:41)
Dziękuję Pyskata
to jest tylko teoria, którą próbuję wprowadzać w życie z różnym skutkiem, chociaż ostatnio więcej mam sukcesów w tym temacie niż "wpadek" ![]()
Wiem, jak jest... sama mam toksyczną matkę. Relacje są bardzo trudne ale dziś, mama nie jest już w stanie przerzucić na mnie, winy za jakość tych relacji. Zwyczajnie nie pozwalam sobie wchodzić na głowę. Wszyscy wiedzą, że ma wyrodną córkę ale... kiedy pozwalałam na sobie jeździć, też lepszej opinii nie miałam. Na szczęście teraz, to mi to lotto...
Ja na razie mam tak różnie, jedna jej wizyta przebiega w miarę spokojnie i jakoś obie dajemy radę a druga kończy się burzą z pieronami....samo życie. Ona się już nie zmieni, najbardziej przykre jest to, że ona nie potrafi być szczęśliwa, cieszyć się z drobiazgów bo zawsze znajdzie jakieś "ale" jej narzekań i marudzenia nie mam siły słuchać. Psuje mi humor, już na wstępie a później jest tylko gorzej.
Najbardziej boję się tego, że kiedy będzie niedołężna będę musiała się nią zaopiekować a nie wyobrażam sobie wspólnego mieszkania, to ostatnia rzecz o jakiej myślę
No i faktem jest, że moja rodzina i znajomi ale tacy od lat widzą i wiedzą, że ma cholernie trudny charakter. Jest uparta tak po dziecinnemu "bo tak!", nie przyjmuje żadnych argumentów, nie przyznaje się do słabości i chorób a to jest niebezpieczne w przypadku gdybym zostawiła dzieci pod jej opieką, bo może zasłabnąć, może np. spaść ze schodów kiedy będzie nosiła mojego syna na rękach, dużo mogłabym wymieniać. To jest taki człowiek z pokolenia "i niech nikt nam nie mówi że czarne jest czarne a nie białe" czy jakoś tak.... Próbuje udawać bardziej sprawną i zdrową niż jest a widać, że jak zostaje z moimi dziećmi to ma problem, żeby "ogarnąć" dwójkę. Zmywarka źle zmywa lepiej robic to w zlewie, zakupy robię źle - ona lepiej, sprzątam też inaczej, a przecież powinnam jej słuchać.
Wiecie jaka to masakra? Dzieci najpierw się cieszą jak przyjeżdża ale po dwóch dniach maja jej dość, bo wszystko robiłaby za nie, zabrania dlatego, żeby zabronić i ciagle prawi kazania.
Narzeka, że się nudzi bo ona by coś zrobiła ale ja chcę żeby odpoczywała, przecież nie przyjeżdża do pracy! Bawi się z maluchami, zawsze mam jakieś książki do poczytania, ponagrywałam stare filmy, które wiem, że kiedyś lubiła a później długo nie oglądała i ......książki czyta owszem przed snem wieczorem albo jak dzieci się bawią ona czyta na tarasie, nie każda jej się podoba ale....ma jakieś zajęcie, filmy jej się nie podobały bo "stare" i je już oglądała, generalnie wszystko co w Tv jest głupie, rząd okrada itd....więc ciągle powtarza, że się nudzi - kiedyś się wkurzyłam i jej powiedziałam, że w takim razie nie powinna tutaj przyjeżdżać skoro to taka męka, bo ja dla niej żadnej pracy nie mam, poza spędzaniem czasu z wnukami atrakcji jej nie zapewnię.![]()
Taaa... Czytając historię Twojej relacji z mamą, czuję jakbym czytała własną. To niesamowite, jak podobne zachowania prezentują nasze mamy. Myślałam, że drugiej takiej jak moja, nie ma już na świecie...;)
Malkontenctwo, czarnowidztwo i bezustanne krytykanctwo wszystkiego i wszystkich. Buzia się jej prawie nie zamyka, a mnie po godzinie wspólnego przebywania głowa pęka. Większość znajomych i rodziny unika jej towarzystwa, bo ileż można słuchać rad o które nie prosisz ? I przy tym, ten mentorsko - moralizatorsko - pouczający ton...
Moja matka kocha być nieszczęśliwa i rozprawiać o tym wyimaginowanym nieszczęściu, bo tylko w ten sposób umie skupić na sobie uwagę rozmówcy. Wszystkim opowiada tylko "dramatyczne" historie ze swojego życia ( które zresztą dla lepszego efektu dodatkowo ubarwia
) i czeka na współczucie. Nikt jej nie rozumie, nikt jej nie docenia, ona miała taki ciężki żywot... Biedna "niedokołysnana" dziewczynka, która nie umie cieszyć się tym co ma, a ma sporo, tylko traci czas i życie na rozpamiętywanie np. drobnych uraz sprzed 30 lat. Wciąż wraca do tych samych zdarzeń, których przebieg muszę słuchać po raz tysięczny. Kiedy spokojnym tonem tłumaczę jej, że powinna te sprawy dawno zostawić już za sobą, to obrażona "strzela focha"... Gdyby nie dystans do niej jaki sobie wypracowałam, dawno wylądowałabym w wariatkowie ![]()
Taaa... Czytając historię Twojej relacji z mamą, czuję jakbym czytała własną. To niesamowite, jak podobne zachowania prezentują nasze mamy. Myślałam, że drugiej takiej jak moja, nie ma już na świecie...;)
Malkontenctwo, czarnowidztwo i bezustanne krytykanctwo wszystkiego i wszystkich. Buzia się jej prawie nie zamyka, a mnie po godzinie wspólnego przebywania głowa pęka. Większość znajomych i rodziny unika jej towarzystwa, bo ileż można słuchać rad o które nie prosisz ? I przy tym, ten mentorsko - moralizatorsko - pouczający ton...
Moja matka kocha być nieszczęśliwa i rozprawiać o tym wyimaginowanym nieszczęściu, bo tylko w ten sposób umie skupić na sobie uwagę rozmówcy. Wszystkim opowiada tylko "dramatyczne" historie ze swojego życia ( które zresztą dla lepszego efektu dodatkowo ubarwia
) i czeka na współczucie. Nikt jej nie rozumie, nikt jej nie docenia, ona miała taki ciężki żywot... Biedna "niedokołysnana" dziewczynka, która nie umie cieszyć się tym co ma, a ma sporo, tylko traci czas i życie na rozpamiętywanie np. drobnych uraz sprzed 30 lat. Wciąż wraca do tych samych zdarzeń, których przebieg muszę słuchać po raz tysięczny. Kiedy spokojnym tonem tłumaczę jej, że powinna te sprawy dawno zostawić już za sobą, to obrażona "strzela focha"... Gdyby nie dystans do niej jaki sobie wypracowałam, dawno wylądowałabym w wariatkowie
Bo WSZYSCY ją poniżali zawsze i nadal mają za nic, bo NIKT jej nie szanował i nie szanuje (włączając mnie niestety) Bo ZAWSZE, bo WSZĘDZIE itd itp....no chyba moja ma bliźniaczkę masakra dla świata i ludzi. Ja kiedy z nią mieszkałam sprawiałam wrażenie ciągle smutnej albo złej - jak ktoś patrzył z boku. Moja koleżanka z liceum dopiero teraz jak jej powiedziałam co nieco o mojej mamie zrozumiała dlaczego nie byłam spontaniczna, tylko ciągle spokojna, smutna jakby zła. Dlaczego czasem dziwnie reagowałam na sytuacje, które ona by zignorowała.....Ja nadal nie wybaczyłam jej tego, że moje dwadzieścia kilka lat zatruła takim "nieszczęściem i złością". Volver Opowiedz jak sobie radziłaś i nadal radzisz i czy masz w "perspektywie" wizję zamieszkania z nią na jej stare lata? Jesteś jedynaczką?
Bo WSZYSCY ją poniżali zawsze i nadal mają za nic, bo NIKT jej nie szanował i nie szanuje (włączając mnie niestety) Bo ZAWSZE, bo WSZĘDZIE itd itp....no chyba moja ma bliźniaczkę masakra dla świata i ludzi. Ja kiedy z nią mieszkałam sprawiałam wrażenie ciągle smutnej albo złej - jak ktoś patrzył z boku. Moja koleżanka z liceum dopiero teraz jak jej powiedziałam co nieco o mojej mamie zrozumiała dlaczego nie byłam spontaniczna, tylko ciągle spokojna, smutna jakby zła. Dlaczego czasem dziwnie reagowałam na sytuacje, które ona by zignorowała.....Ja nadal nie wybaczyłam jej tego, że moje dwadzieścia kilka lat zatruła takim "nieszczęściem i złością". Volver Opowiedz jak sobie radziłaś i nadal radzisz i czy masz w "perspektywie" wizję zamieszkania z nią na jej stare lata? Jesteś jedynaczką?
Bo ZAWSZE, bo WSZĘDZIE, bo KAŻDY, bo NIKT... jej codzienny pacierz
Dzieciństwo... najgorszy okres mojego życia. Nigdy nie byłam tak zagubiona, nieszczęśliwa, samotna i smutna jak wtedy. Każdy akt mej dziecięcej spontaniczności, ciekawości, czy zaangażowania tłamszony był w zarodku. Miałam tylko słuchać i wykonywać rozkazy. Często skoro świt uciekałam do szkoły, żeby tam na ławce i w spokoju, poczekać na rozpoczynające się znacznie później lekcje. Zwyczajnie przygniatały mnie te jej żale, utyskiwania i pretensje. Czułam się winna. Zresztą często sprawcą jej "nieszczęść" przecież byłam, bo... zrobiłam dziurę w rajstopach ![]()
Mam siostrę ale ona uciekła daleko...
Nie wyobrażam sobie zamieszkania z matką. Zorganizuje jej pielęgniarkę, czasami pewnie odwiedzę.To wszystko na co mnie stać. W dzieciństwie dzieci były dla niej tylko przykrym obowiązkiem, dziś ona tym samym jest dla nas. Życie właśnie zatacza krąg... Śmieszą mnie jej zarzuty, że jestem dla niej zimna... że nie mam serca... ta... Wiem, że chciałaby teraz na mnie zawisnąć, bo czuje się samotna i zagubiona... wszyscy już uciekli i przydałby się taki słuchać z "urzędu", czyli córka...
Najbardziej boli ją fakt, że nie ma nade mną już władzy, że nie ulegam jej sugestiom i presji, że nie jestem podatna na jej manipulację, tak jak kiedyś...