Witajcie,
Niecały rok temu zakładałam tutaj wątek dotyczący toksycznej przyjaciółki. Od tego czasu wiele się zmieniło, ale dzisiaj nie piszę po to, żeby dowiedzieć się, co powinnam z nią zrobić, tylko po to, żeby przekonać się, że robię dobrze.
W skrócie: "przyjaźnimy się" od dobrych dziesięciu lat. Obecnie mam dziewiętnaście lat, rocznikowo dwadzieścia. Na początku było super, byłyśmy idealnymi przyjaciółkami. Schody zaczęły się w gimnazjum - dziewczyna zaczęła pokazywać swoją prawdziwą twarz. Wmawianie mi, że jej sposób życia jest jedyny i słuszny, kiedy zrobiłam coś po swojemu - "ale ty jesteś dziwna". Fochy dosłownie o wszystko - o lepsze oceny, o lepsze ciuchy, o lepsze ciastko ze szkolnego sklepiku. Fochy, kiedy nie podpowiadałam jej na sprawdzianie, bo to przecież był mój obowiązek, pomóc jej, bo ona jest mniej zdolna ode mnie. Sęk był w tym, że ona nie robiła nic, tylko żerowała na mnie. Wyśmiewała mnie, że nie mam chłopaka. W międzyczasie bardzo poważnie chorowała moja babcia - wsparcia nie otrzymywałam wcale, jedynie pretensje, że nie mogę wyjść z domu, bo babcia nie mogła ani na chwilę zostać sama.
Myślałam: dojrzejemy, to jej przejdzie, przecież gimnazjum to najgorszy wiek.
W liceum powtórka z rozrywki, jedynie babcia umarła, a zamiast niej moja mama zachorowała na raka. Martwiłam się o wyniki badań? "Powinnaś się przyzwyczaić." Nie chciało mi się pisać notatek z nieważnego przedmiotu, bo uczyłam się na maturę rozszerzoną? Wal się!, słyszałam.
Skończyło się liceum, matura zdana (pół wakacji przygotowywałam ją do poprawki), kontakty się rozluźniły. Poszłam na studia. W listopadzie rzuciłam, bo mama miała przerzuty, poważną operację, teraz zaczęła chemioterapię i nie dałaby rady sobie sama. Tata nie zwolni się z pracy, mi kierunek i tak za bardzo się nie podobał.
Był sylwester. Zaprosiłam kumpelę z liceum, która jest w podobnej sytuacji, bo jej mama też była chora. "Przyjaciółka" chciała się wprosić z chłopakiem, bo inna znajoma ich wystawiła. Nie uległam, bo nie miałam ochoty na ich towarzystwo, chociaż nawet rano w sylwestra przyszła mnie podpuścić, żebym ich zaprosiła. Od tego czasu jest na mnie śmiertelnie obrażona, nie odzywała się przez trzy tygodnie. Ja miałam na głowie za dużo stresu, bo mama poszła na pierwszą chemioterapię, a wiedziałam, że ona będzie mieć do mnie pretensje o sylwestra. Po tym czasie jednak nie wytrzymałam i napisałam do niej sama i oczywiście - otrzymałam stos pretensji, że ich olałam, a potem się nie odzywam. Wytłumaczyłam, że mama chora i tak dalej. Kompletnie to olała, dalej po mnie jechała za sylwestra. Zdenerwowałam się, urwałam dyskusję w połowie i sobie poszłam.
Niedawno spotkałam ją w autobusie. Rzuciła "cześć" i uciekła na drugi koniec.
Racjonalna część umysłu mi mówi: olej ją, nie odzywaj się już więcej, miej ją w tyłku tak, jak ona ciebie. Wrażliwa część mówi: napisz do niej, wytłumacz, przeproś, znowu przez chwilę będzie fajnie. Oczywiście słucham tego pierwszego głosu, ale powoli tracę cierpliwość, bo mam straszne wyrzuty sumienia.
Nie mówcie mi, że jestem głupia, bo ja doskonale o tym wiem. Wiem, że zawaliłam. Proszę tylko o potwierdzenie, że dobrze robię nie odzywając się do niej i mając gdzieś jej fochy. Że dobrze robię kończąc z byciem "matką Teresą" dla kogoś, kto w ogóle mnie nie szanuje. Że wreszcie muszę pomyśleć trochę o sobie.
Przepraszam za tak długi post - niestety mam tendencję do rozpisywania się. Z góry dziękuję za odpowiedzi.
Podobne tematy
Bardzo proszę - robisz dobrze. ![]()
A nota bene "pogadać i wytłumaczyć" to de facto znaczy powiedzieć to co nam teraz. Ja pewnie na Twoim miejscu bym jej to powiedziała, ale wyłącznie dlatego, że ja potrzebuję takiego zamknięcia drzwi za sobą.
Dziękuję ![]()
Oczywiście powiedziałabym to wszystko, gdybym nie wiedziała, że to się skończy jak zwykle, czyli ona niby posłucha, a potem przejdzie nad tym wszystkim do porządku dziennego i będzie udawać, że nic się nie stało. Znowu do mnie przyjdzie z jakimiś dziwnymi prośbami, a ja dam się wykorzystać. Wiem to, bo pół roku temu strasznie się pokłóciłyśmy, a potem dalej "psiapsiółkowałyśmy" jak gdyby nigdy nic. Tylko sobie nerwów napsuję.
Bardzo dobrze robisz, Twoja koleżanka to typowy wampir emocjonalny. Wykorzystywała Cię.
P.S. Daj mi adres, podjadę wybić jej szyby w domu
.
Oj tak, typowy wampir energetyczny. Psuje mi humor nawet jak jej nie widzę i nie słyszę.
Dziękuję za odpowiedź i za propozycję też - poprawiłaś mi humor, fajnie było sobie wyobrazić wybijanie szyb ![]()
Oj tak, typowy wampir energetyczny. Psuje mi humor nawet jak jej nie widzę i nie słyszę.
Dziękuję za odpowiedź i za propozycję też - poprawiłaś mi humor, fajnie było sobie wyobrazić wybijanie szyb
Ja często to robię, jak ktoś mi porządnie zajdzie za skórę. Tylko nikomu o tym nie mów
.
Ja bym się tylko zastanowiła czy sama nie zrobiłaś jakichś błędów, że dziewczyna się tak przy Tobie rozbestwiła... Jesteś osobą asertywną? Umiesz od razu spokojnie, ale zdecydowanie wyjaśnić, że jakieś zachowanie Ci nie odpowiada i go sobie nie życzysz, umiesz być konsekwentna w relacjach? Stawiać granice?
Piszę to raczej w kontekście kolejnych Twoich przyjaźni, bo jakkolwiek Twoja przyjaciółka faktycznie jest toksyczna, Ty zwyczajnie na zbyt wiele jej pozwalałaś. Unikaj tego w przyszłości, bo niestety, ale ludzie mają tendencję do mylenia czyjejś dobrej woli z psim obowiązkiem, kiedy ich do tego przyzwyczaić.
Martilla- olej ją.
Nie odzywaj sie, dobrze robisz.
Przez chwile bedzie fajnie? Pchi.
Znajdz sobie inną kolezanke np tą co tez miala chorą mame i co ja zaprosilas na sylwestra.
Witajcie,
Niecały rok temu zakładałam tutaj wątek dotyczący toksycznej przyjaciółki. Od tego czasu wiele się zmieniło, ale dzisiaj nie piszę po to, żeby dowiedzieć się, co powinnam z nią zrobić, tylko po to, żeby przekonać się, że robię dobrze.
W skrócie: "przyjaźnimy się" od dobrych dziesięciu lat. Obecnie mam dziewiętnaście lat, rocznikowo dwadzieścia. Na początku było super, byłyśmy idealnymi przyjaciółkami. Schody zaczęły się w gimnazjum - dziewczyna zaczęła pokazywać swoją prawdziwą twarz. Wmawianie mi, że jej sposób życia jest jedyny i słuszny, kiedy zrobiłam coś po swojemu - "ale ty jesteś dziwna". Fochy dosłownie o wszystko - o lepsze oceny, o lepsze ciuchy, o lepsze ciastko ze szkolnego sklepiku. Fochy, kiedy nie podpowiadałam jej na sprawdzianie, bo to przecież był mój obowiązek, pomóc jej, bo ona jest mniej zdolna ode mnie. Sęk był w tym, że ona nie robiła nic, tylko żerowała na mnie. Wyśmiewała mnie, że nie mam chłopaka. W międzyczasie bardzo poważnie chorowała moja babcia - wsparcia nie otrzymywałam wcale, jedynie pretensje, że nie mogę wyjść z domu, bo babcia nie mogła ani na chwilę zostać sama.
Myślałam: dojrzejemy, to jej przejdzie, przecież gimnazjum to najgorszy wiek.
W liceum powtórka z rozrywki, jedynie babcia umarła, a zamiast niej moja mama zachorowała na raka. Martwiłam się o wyniki badań? "Powinnaś się przyzwyczaić." Nie chciało mi się pisać notatek z nieważnego przedmiotu, bo uczyłam się na maturę rozszerzoną? Wal się!, słyszałam.
Skończyło się liceum, matura zdana (pół wakacji przygotowywałam ją do poprawki), kontakty się rozluźniły. Poszłam na studia. W listopadzie rzuciłam, bo mama miała przerzuty, poważną operację, teraz zaczęła chemioterapię i nie dałaby rady sobie sama. Tata nie zwolni się z pracy, mi kierunek i tak za bardzo się nie podobał.
Był sylwester. Zaprosiłam kumpelę z liceum, która jest w podobnej sytuacji, bo jej mama też była chora. "Przyjaciółka" chciała się wprosić z chłopakiem, bo inna znajoma ich wystawiła. Nie uległam, bo nie miałam ochoty na ich towarzystwo, chociaż nawet rano w sylwestra przyszła mnie podpuścić, żebym ich zaprosiła. Od tego czasu jest na mnie śmiertelnie obrażona, nie odzywała się przez trzy tygodnie. Ja miałam na głowie za dużo stresu, bo mama poszła na pierwszą chemioterapię, a wiedziałam, że ona będzie mieć do mnie pretensje o sylwestra. Po tym czasie jednak nie wytrzymałam i napisałam do niej sama i oczywiście - otrzymałam stos pretensji, że ich olałam, a potem się nie odzywam. Wytłumaczyłam, że mama chora i tak dalej. Kompletnie to olała, dalej po mnie jechała za sylwestra. Zdenerwowałam się, urwałam dyskusję w połowie i sobie poszłam.
Niedawno spotkałam ją w autobusie. Rzuciła "cześć" i uciekła na drugi koniec.
Racjonalna część umysłu mi mówi: olej ją, nie odzywaj się już więcej, miej ją w tyłku tak, jak ona ciebie. Wrażliwa część mówi: napisz do niej, wytłumacz, przeproś, znowu przez chwilę będzie fajnie. Oczywiście słucham tego pierwszego głosu, ale powoli tracę cierpliwość, bo mam straszne wyrzuty sumienia.
Nie mówcie mi, że jestem głupia, bo ja doskonale o tym wiem. Wiem, że zawaliłam. Proszę tylko o potwierdzenie, że dobrze robię nie odzywając się do niej i mając gdzieś jej fochy. Że dobrze robię kończąc z byciem "matką Teresą" dla kogoś, kto w ogóle mnie nie szanuje. Że wreszcie muszę pomyśleć trochę o sobie.
Przepraszam za tak długi post - niestety mam tendencję do rozpisywania się. Z góry dziękuję za odpowiedzi.
Nic dodać, nic ująć - dobrze, że się od niej odcięłaś. Straszny z niej pasożyt i wampir energetyczny, z tego co piszesz.
Jak mama się czuje?
"Nie mówcie mi, że jestem głupia, bo ja doskonale o tym wiem. Wiem, że zawaliłam. " - Czemu uważasz, że jesteś głupia? Co zawaliłaś?
Nie będę oryginalna, powtórzę tylko głosy rozsądku, które odezwały się powyżej:
Miałaś do czynienia z osobą TOKSYCZNĄ a od takich osób, które NIC nie wnoszą w twoje życie trzeba się trzymać z daleka. "Przyjaciółka" to nie jest właściwe słowo na tą osobę.
11 2013-01-25 13:57:47 Ostatnio edytowany przez nika29 (2013-01-25 14:04:31)
martilla proszę pomyśl o sobie.
znam taką historie-mój partner tak się mamą zajmował po chemii, ze musial rzucic prace. przedluzające sie leczenie spowodowalo, ze nie mogl myslec o sobie. dziewczyna kilka razy pytała co z nimi, co ze slubem. odpowiadalo jej milczenie. w wakacje poznala innego, na wielkanoc brala slub. w tym czasie mama byla po operacji, wyzdrowiala. chlopak znalazl pracę. ale zostal sam.nie mial lat 18, a 30. mieszkał na zabitej wiosce-daleko od szosy.jak w tym filmie.autobus raz na dobe.
co ciekawe jego bylej nie ulozylo sie. cos z ciaza.poronienie. potem rozwód.
poznał mnie-jestesmy razem juz 3 lata.jak sie poznalismy?jechal na stopa i mnie zabrał.spodobało się mi jego poczucie humoru. wyprowadzil sie do mnie. nasz syn ma 5 miesiecy.mama zdrowa-oby tak dalej. strasznie ciezko go bylo z domu wyciagnac, bo czul sie nadal odpowiedzialny. teraz mama mieszka z córką ktora wrocila po skonczonej socjologii i nie pracuje.
pomyłś o sobie-jak masz partnera to tez. praca i ewentualne drugie studia. mozesz byc na zaocznych przeciez.
wspaniała z ciebie córka.
Ja często to robię, jak ktoś mi porządnie zajdzie za skórę. Tylko nikomu o tym nie mów
.
Za dobry patent, żeby Cię wsypywać, spoko.
Ja bym się tylko zastanowiła czy sama nie zrobiłaś jakichś błędów, że dziewczyna się tak przy Tobie rozbestwiła... Jesteś osobą asertywną? Umiesz od razu spokojnie, ale zdecydowanie wyjaśnić, że jakieś zachowanie Ci nie odpowiada i go sobie nie życzysz, umiesz być konsekwentna w relacjach? Stawiać granice?
Piszę to raczej w kontekście kolejnych Twoich przyjaźni, bo jakkolwiek Twoja przyjaciółka faktycznie jest toksyczna, Ty zwyczajnie na zbyt wiele jej pozwalałaś. Unikaj tego w przyszłości, bo niestety, ale ludzie mają tendencję do mylenia czyjejś dobrej woli z psim obowiązkiem, kiedy ich do tego przyzwyczaić.
Na wszystkie pytania odpowiedź brzmi: nie. Nawet sobie psa nie umiałam wychować, on wychował mnie.
I było tak, jak mówisz: ona po pewnym czasie uznała, że moim obowiązkiem jest pisanie dwóch sprawdzianów, zamiast jednego i tak dalej. W przyszłości zamierzam nieco mniej się spoufalać z nowymi znajomymi.
Martilla- olej ją.
Nie odzywaj sie, dobrze robisz.
Przez chwile bedzie fajnie? Pchi.
Znajdz sobie inną kolezanke np tą co tez miala chorą mame i co ja zaprosilas na sylwestra.
Dziękuję za poparcie. Chciałabym z tą drugą zamieszkać na studiach, ale zobaczymy, jak to wyjdzie.
Nic dodać, nic ująć - dobrze, że się od niej odcięłaś. Straszny z niej pasożyt i wampir energetyczny, z tego co piszesz.
Jak mama się czuje?
Źle. Już drugi raz przechodzi chemioterapię, w dodatku teraz silniejszą, niż poprzednio. Ale mamy nadzieję, że tym razem terapia będzie nieco krótsza.
Dziękuje za zainteresowanie.
"Nie mówcie mi, że jestem głupia, bo ja doskonale o tym wiem. Wiem, że zawaliłam. " - Czemu uważasz, że jesteś głupia? Co zawaliłaś?
Nie będę oryginalna, powtórzę tylko głosy rozsądku, które odezwały się powyżej:
Miałaś do czynienia z osobą TOKSYCZNĄ a od takich osób, które NIC nie wnoszą w twoje życie trzeba się trzymać z daleka. "Przyjaciółka" to nie jest właściwe słowo na tą osobę.
Bo dałam się omotać, wmówić sobie fałszywą przyjaźń i byłam głucha na wszystkie sygnały, że ona mnie po prostu wykorzystuje. Nie umiałam się sprzeciwić i powiedzieć, że coś mi nie pasuje. Nawet kiedy obrażała mnie w towarzystwie, nie reagowałam, bo przecież ona taka jest. A zawaliłam, bo mogłam to zakończyć już dawno, nawet na początku gimnazjum.
Dziękuję.
martilla proszę pomyśl o sobie.
znam taką historie-mój partner tak się mamą zajmował po chemii, ze musial rzucic prace. przedluzające sie leczenie spowodowalo, ze nie mogl myslec o sobie. dziewczyna kilka razy pytała co z nimi, co ze slubem. odpowiadalo jej milczenie. w wakacje poznala innego, na wielkanoc brala slub. w tym czasie mama byla po operacji, wyzdrowiala. chlopak znalazl pracę. ale zostal sam.nie mial lat 18, a 30. mieszkał na zabitej wiosce-daleko od szosy.jak w tym filmie.autobus raz na dobe.
co ciekawe jego bylej nie ulozylo sie. cos z ciaza.poronienie. potem rozwód.
poznał mnie-jestesmy razem juz 3 lata.jak sie poznalismy?jechal na stopa i mnie zabrał.spodobało się mi jego poczucie humoru. wyprowadzil sie do mnie. nasz syn ma 5 miesiecy.mama zdrowa-oby tak dalej. strasznie ciezko go bylo z domu wyciagnac, bo czul sie nadal odpowiedzialny. teraz mama mieszka z córką ktora wrocila po skonczonej socjologii i nie pracuje.
pomyłś o sobie-jak masz partnera to tez. praca i ewentualne drugie studia. mozesz byc na zaocznych przeciez.
wspaniała z ciebie córka.
Dziękuję za odzew i za historię. Nie chciałabym, żeby moje życie potoczyłoby się tak, że zostanę sama. Ale Twój partner w końcu ułożył sobie życie, więc mi się może też uda.
Od października idę na studia i chciałam wyprowadzić się do Krakowa (nie jest daleko, ale mieszkam w zapadłej dziurze, więc dojeżdżanie odpada), ale w tej sytuacji nie wiem, czy to jest dobry pomysł.
Córka ze mnie beznadziejna. Kiedy mama zaczęła chorować (trzy lata temu) ja prawie w ogóle przy niej nie byłam. Nie mogłam sobie poradzić z jej chorobą, więc chowałam się w pokoju, w wirtualnym świecie, albo brałam psa na długie spacery. Tata to samo, bo mamy identyczne charaktery, ale on się już nie zmieni, więc chociaż ja mogłam być lepsza. Nie mogę też przeboleć tego, że w pewnym momencie przestałam się uczyć, bo moi rodzice są inteligentni i wykształceni, a ja jestem kompletnym ignorantem i wiem, że ich zawiodłam. Zbyt uzależniłam się od opisywanej w wątku "przyjaciółki" i kiedy chciałam, żeby w końcu nie odpisywała ode mnie zadań, po prostu przestałam je robić.
Teraz próbuję mamie wszystko wynagrodzić, zajmuję się całym domem, a ona może odpoczywać. I ciągle powtarza, że beze mnie nie dałaby rady, ale i tak jest mi źle.
ona po pewnym czasie uznała, że moim obowiązkiem jest pisanie dwóch sprawdzianów, zamiast jednego i tak dalej. W przyszłości zamierzam nieco mniej się spoufalać z nowymi znajomymi.
Noooo... nie - jeśli się będziesz mniej spoufalać, to się nie zaprzyjaźnisz, tylko zostaniecie na etapie znajomości, w końcu fajnie mieć bliskich przyjaciół, takich z prawdziwego zdarzenia, prawda?
Lepiej po prostu poćwicz asertywność, nawet czytając książki na ten temat, ćwicz grzeczne i stanowcze odmawianie, mówienie o tym, że Ci coś nie pasuje, prośby o zmianę zachowania. W przeciwnym razie problem może się ponowić np. ze współpracownikami czy szefem, który będzie zwalał na Ciebie całą robotę, a sobie przypisywał zasługi.
to ten wiek psiapsiółek. ja nie mam zadnej. mam partnera dziecko i dom.koniec.
brak czasu.
Nika, też kiepsko. A jak z mężem się coś popsuje? Nagle się traci grunt pod nogami, bo z dzieckiem o swoich osobistych problemach się nie pogada, nawet nie powinno.
Ja nie wiem, miałam niby kilka bliższych koleżanek, ale jak przyszło co do czego, to żadna nie pokusiła się o miłe słowo. O dziewczynie opisywanej w wątku to już nawet nie ma co mówić. Na całe szczęście z przyjaciółkami mojej mamy jest lepiej.
Mam kilkoro internetowych znajomych, bo prowadzę bloga, ale niestety na dłuższą metę to nie wystarczy.
Na razie muszę nauczyć się asertywności, pomyśleć trochę o sobie... i poczekać na kogoś, przy kim nie będę musiała się zmuszać, żeby napisać sms z tekstem "jak minął dzień?".
A teraz przyszedł wieczór i naszło mnie na wspominki. Cholernie mnie boli, że się nie odzywamy, bo jednak zawsze spędzałyśmy razem mnóstwo czasu. Ale wiem, że jak do niej napiszę, to spotkają mnie tylko wywyższanie się i pretensje ![]()