Witam serdecznie, nazywam się Kasia i mam 25 lat. Wiele razy pisałam już na tym forum z powodu toksycznego związku, a potem małżeństwa. Wszystko byłoby ok, gdyby mój kolejny związek był normalny, ale nie był.
Poznaliśmy się dość szybko. Szybko razem zamieszkaliśmy. Szybko także okazało się, ze nie jest tak kolorowo jak miało być. Balam się tego związku, bo dzieliło nas wykształcenie. Ja po studiach - on po zawodówce. Niemniej jednak mimo bardzo wielu watpliwości postanowiłam dać nam szansę.
Jak się poznaliśmy, to byłam wrakiem emocjonalnym, czułam wewnętrzną pustkę i bałam się , że ja nie umiem kochać. Wiem, że byłam nie do zniesienia - miałam silne wahania uczuć względem partnera. Okropnie źle się z tym czułam, ale moje zachowanie dawało mu wiele. Chciałam aby by szczęśliwy. Pojawiły się dziwne zachowania z jego strony. W nerwach mówił: ze moja matka to leń (mieszkaliśmy u moich rodziców z moim synkiem), potem do siostry , że brakuje jej ch... do dupy, kiedyś koleżanka wtrąciła się w naszą kłótnię, to powiedział żeby się zamknęła bo jej wpier...
to było tak, że kilka dni spokoju, a potem coś wyprowadzało go z równowagi. Moje wątpliwości na temat uczuć zaczęły narastać. Czułam się winna, że to przeze mnie, że za mało dałam mu miłości.
Rozmawiałam z nim o tym. W nerwach mówił, że już wie dlaczego ojciec bil moja matkę, a mój były mnie nie chciał. Czułam się coraz gorzej.
Zaczęłam czuć , ze to moja wina, bo nie umiem go kochać.
Wymagałam od niego, pracował na czarno, a ja nie chciałam się martwić przyszłością, prosiłam by zdał maturę, bo miał szanse na lepsza prace, zachęcałam do książek, ale on nie chciał. Mówił ze nie potrzebuje tego. Nie pasowały mi pewne rzeczy, ale starałam się je zaakceptować.
W efekcie partner zaczął spędzać bardzo dużo czasu przed tv, dni mijały, a ja czułam się samotna. Jeżeli chodzi o relacje partnera z moim synkiem, to były one rożne. Często zwracałam uwagę partnerowi aby by spokojniejszy - czasami zbyt gwałtownie odzywał się do dziecka.
Po jakimś czasie czułam taki lęk, że zaczęlam kontrolować wszystkie ich rozmowy - czy nie są zbyt głośne.
Partner powiedział mi, że ma już taki głośny ton głosu z natury i nic nie może z tym zrobić.
Zaniepokoiło mnie to, że wiele razy negatywnie wyrażał się o żonach kolegów. denerwowały go tez typy kobiet bardzo zadbanych (z pazurkami, wyfryzowane). Mówił ze zagoniłby je do roboty.
Ciągle mówił, że mnie kocha, a ja czułam się coraz bardziej winna. Balami się ze nie umiem odwzajemnić uczucia.
W trakcie jednej z kłótni szarpnął mną i powiedział \\\"Jak ze mną rozmawiasz, to się patrz szmato\\\".
Od miesiąca chodzę na terapię. Muszę się jednak wyżalić, czy ktoś miał podobna sytuację?
Jeszcze nigdy nie czułam takiej złości na siebie i poczucia winy. To nie może być przypadkiem, ze dwa razy tak się to wszystko skończyło. Dodam, ze tak bardzo czasem pragnęłam aby mnie przytulił, ze aż drapałam go.
Tak bardzo proszę o wsparcie osób które miały podobnie. Ja się leczę, chce z tego wyjść!
Podobne tematy
Witam serdecznie, nazywam się Kasia i mam 25 lat...
Poznaliśmy się dość szybko. Szybko razem zamieszkaliśmy. Szybko także okazało się, ze nie jest tak kolorowo jak miało być. Balam się tego związku, bo dzieliło nas wykształcenie. Ja po studiach - on po zawodówce. Niemniej jednak mimo bardzo wielu watpliwości postanowiłam dać nam szansę. Chciałam aby by szczęśliwy. Pojawiły się dziwne zachowania z jego strony. W nerwach mówił: ze moja matka to leń (mieszkaliśmy u moich rodziców z moim synkiem), potem do siostry , że brakuje jej ch... do dupy, kiedyś koleżanka wtrąciła się w naszą kłótnię, to powiedział żeby się zamknęła bo jej wpier...
to było tak, że kilka dni spokoju, a potem coś wyprowadzało go z równowagi. Moje wątpliwości na temat uczuć zaczęły narastać. Czułam się winna, że to przeze mnie, że za mało dałam mu miłości.
Rozmawiałam z nim o tym. W nerwach mówił, że już wie dlaczego ojciec bil moja matkę, a mój były mnie nie chciał. Czułam się coraz gorzej.
Zaczęłam czuć , ze to moja wina, bo nie umiem go kochać. Ja się leczę, chce z tego wyjść!
WPIERW ZROZUM... co chcesz leczyć? BRAK miłości do drania i agresora?
MIEĆ faceta za wszelką cenę, w myśl: "niechby pił, niechby bił - byle był" jest BARDZIEJ CHORE niż NIE KOCHANIE go!
I jeszcze zmuszasz matkę i synka by musieli z nim przebywać pod jednym dachem - kobieto co z Tobą?
LEPIEJ patrzeć trzeźwo na świat niż wierzyć w mrzonki... i gołosłowne deklaracje.
Na moje to ziomuś wylewa swoje frustracje na ciebie. Jeśli lubisz być workiem treningowym to nic nie zmieniaj. Pytanie tylko czy twój partner to rzeczywiście taki obibok tak jak go kreślisz. Może podświadomie poszukujesz takich nerwusów jak on bo z poukładanym typem zanudziłabyś się na śmierć. Zastanów się czego ci bardziej brak - stabilizacji czy adrenalinki dzięki której wiesz, że żyjesz.
Hejka KONIECZNIE przeczytaj sobię książkę, Robin Norwood "Kobiety, które kochają za bardzo..." oraz John Gray "Mężczyźni są z Marsa a kobiety są z Wenus". W internecie dostępne są ebooki na Chomikuj.
W Swoim poście opisałaś sama dlaczego tak jest
"W nerwach mówił, że już wie dlaczego ojciec bil moja matkę, a mój były mnie nie chciał. "
Złe wzorce z dzieciństwa i podświadomie wybierasz mężczyzn podobnych do swojego ojca, może zimnych, zamkniętych w sobie, despotycznych. (Nie mam pojęcia jaki był Twój ojciec, ale tak przypuszczam).
W pierwszej kolejności musisz nauczyć się być szczęśliwa sama ze sobą, a nie pchać się w związki...
Bardzo dobra jest ta książka, a druga pozycja, którą Ci polecam pokazuje różnice między płciami, ułatwia zrozumienie partnera, jego potrzeb, tłumaczy jego zachowanie. Jeżeli nie znajdziesz w internecie tego ebooka daj znać, to Ci podeślę.
Od miesiąca chodzę na terapię. Muszę się jednak wyżalić, czy ktoś miał podobna sytuację?
Jeszcze nigdy nie czułam takiej złości na siebie i poczucia winy. To nie może być przypadkiem, ze dwa razy tak się to wszystko skończyło. Dodam, ze tak bardzo czasem pragnęłam aby mnie przytulił, ze aż drapałam go.
Tak bardzo proszę o wsparcie osób które miały podobnie. Ja się leczę, chce z tego wyjść!
Polecam: http://www.kobieceserca.pl/psychotesty-czy_jestem_%20kobieta_%20ktora_%20kocha_%20za_%20bardzo.html.html
Mnie pomogła terapia.
Praca nad swoimi deficytami uczuciowymi.
Pochodze z domu gdzie była przemoc psychiczna o fizyczna.Znam ból i strach przed porzuceniem i byciem samej.Wybierałam męzczyzn słabych z problemami zeby im pomagac i czuc sie dowartościowana .Oni tez mieli deficyty,takie zwiazki sa ciezkie.Ja pozbawiona miłosci w dzieciństwie uwieszałm sie na nich...Kazdy gest odrzucenia ze strony partera traktowala jak kare i rozwalałam sie na kawalki,tak bardzo potrzebowalam milosci czułosci.Jedanak miłosci ,której nie dostalam w dziecinstwie.Zaden partner nie jest w stanie jej dac.Dopiero praca na terapii nad dziecinstwem zmieniła moje myslenie.Zyłam w ciagłym poczuciu winy,który zostal mi wdrukowany przez toksyczna rodzine.Czesto wchodziłam w role ofiary ,która byłam przez lata zyjac w przemocy.
Uwazam ,ze terapia to dobra droga do zmiany i polepszenia zycia ![]()
onaona napisał/a:Witam serdecznie, nazywam się Kasia i mam 25 lat...
Poznaliśmy się dość szybko. Szybko razem zamieszkaliśmy. Szybko także okazało się, ze nie jest tak kolorowo jak miało być. Balam się tego związku, bo dzieliło nas wykształcenie. Ja po studiach - on po zawodówce. Niemniej jednak mimo bardzo wielu watpliwości postanowiłam dać nam szansę. Chciałam aby by szczęśliwy. Pojawiły się dziwne zachowania z jego strony. W nerwach mówił: ze moja matka to leń (mieszkaliśmy u moich rodziców z moim synkiem), potem do siostry , że brakuje jej ch... do dupy, kiedyś koleżanka wtrąciła się w naszą kłótnię, to powiedział żeby się zamknęła bo jej wpier...
to było tak, że kilka dni spokoju, a potem coś wyprowadzało go z równowagi. Moje wątpliwości na temat uczuć zaczęły narastać. Czułam się winna, że to przeze mnie, że za mało dałam mu miłości.
Rozmawiałam z nim o tym. W nerwach mówił, że już wie dlaczego ojciec bil moja matkę, a mój były mnie nie chciał. Czułam się coraz gorzej.
Zaczęłam czuć , ze to moja wina, bo nie umiem go kochać. Ja się leczę, chce z tego wyjść!WPIERW ZROZUM... co chcesz leczyć? BRAK miłości do drania i agresora?
MIEĆ faceta za wszelką cenę, w myśl: "niechby pił, niechby bił - byle był" jest BARDZIEJ CHORE niż NIE KOCHANIE go!
I jeszcze zmuszasz matkę i synka by musieli z nim przebywać pod jednym dachem - kobieto co z Tobą?
LEPIEJ patrzeć trzeźwo na świat niż wierzyć w mrzonki... i gołosłowne deklaracje.
Dla mnie słowo agresja kojarzy się z czymś bardzo poważnym. Nie wiem gdzie leży granica między nerwami i agresją. Uczę się tego właśnie teraz na terapii. Co do dziecka, to hmmm moje uczucia były ambiwalentne. Z jednej strony bawili się całymi dniami, z drugiej strony czasami mówił tak głośno, czułam , że cały w środku kipi.
Uśpił moją uwagę bo kilka razy dziennie uświadamiał mnie jak bardzo mnie kocha. Wiem, że nie kłamał, pogubił się, a moje uczucia zaczęły się wypalać.
Co do mojej mamy, to oburzał się jak zwracała mu uwagę (często miała rację). Mieszkaliśmy pod jednym dachem i mama prosiła o pomoc w obowiązkach, np. noszenie drewna do kominka.
Na moje to ziomuś wylewa swoje frustracje na ciebie. Jeśli lubisz być workiem treningowym to nic nie zmieniaj. Pytanie tylko czy twój partner to rzeczywiście taki obibok tak jak go kreślisz. Może podświadomie poszukujesz takich nerwusów jak on bo z poukładanym typem zanudziłabyś się na śmierć. Zastanów się czego ci bardziej brak - stabilizacji czy adrenalinki dzięki której wiesz, że żyjesz.
Pochodzę z rodziny, w której była agresja i alkohol. TO NIE MOJA WINA- rodziców nie mogłabym sobie wybrać. Mimo wszystko kocham ich. Co do mężczyzn - nie potrafię pojąć jak to możliwe, że tak się dzieje. Zaczęłam się zastanawiać czy ze mną wszystko ok - przecież mężczyzna powiedział, że to przy mnie się taki stał. Zastanawiam się czy kobieta może prowokować podświadomie agresję.
Niemniej jednak czytam książki, poradniki, fora internetowe. Nie chcę być workiem treningowym, dlatego jestem sama.
U mnie teraz jest taka złość, że gdybym była normalna, to mogłabym nie tylko stworzyć normalny związek, ale także "uzdrowić partnera zdrową miłością". A tak po raz kolejny wyszłam na zmaltretowaną ofiarę i naprawdę brzydzę się tym wizerunkiem, ale cóż... trzeba to przecierpieć.
A co do przemocy, to nadal czuję, że ją prowokowałam.
Hejka KONIECZNIE przeczytaj sobię książkę, Robin Norwood "Kobiety, które kochają za bardzo..." oraz John Gray "Mężczyźni są z Marsa a kobiety są z Wenus". W internecie dostępne są ebooki na Chomikuj.
W Swoim poście opisałaś sama dlaczego tak jest
"W nerwach mówił, że już wie dlaczego ojciec bil moja matkę, a mój były mnie nie chciał. "
Złe wzorce z dzieciństwa i podświadomie wybierasz mężczyzn podobnych do swojego ojca, może zimnych, zamkniętych w sobie, despotycznych. (Nie mam pojęcia jaki był Twój ojciec, ale tak przypuszczam).
W pierwszej kolejności musisz nauczyć się być szczęśliwa sama ze sobą, a nie pchać się w związki...
Bardzo dobra jest ta książka, a druga pozycja, którą Ci polecam pokazuje różnice między płciami, ułatwia zrozumienie partnera, jego potrzeb, tłumaczy jego zachowanie. Jeżeli nie znajdziesz w internecie tego ebooka daj znać, to Ci podeślę.
"Kobiety, które kochają za bardzo" mam za sobą. Teraz jestem na detoksie. Żałuję, że nie byłam normalna w tym związku. Wówczas mogłabym pokazać partnerowi co to zdrowa miłość, a tak, to tylko robiłam z siebie ofiarę. On powiedział, że nigdy taki nie był względem kobiet. Może po raz pierwszy spotkał ofiarę ![]()
Witam serdecznie, nazywam się Kasia i mam 25 lat. Wiele razy pisałam już na tym forum z powodu toksycznego związku, a potem małżeństwa. Wszystko byłoby ok, gdyby mój kolejny związek był normalny, ale nie był.
Poznaliśmy się dość szybko. Szybko razem zamieszkaliśmy. Szybko także okazało się, ze nie jest tak kolorowo jak miało być. Balam się tego związku, bo dzieliło nas wykształcenie. Ja po studiach - on po zawodówce. Niemniej jednak mimo bardzo wielu watpliwości postanowiłam dać nam szansę.
Jak się poznaliśmy, to byłam wrakiem emocjonalnym, czułam wewnętrzną pustkę i bałam się , że ja nie umiem kochać. Wiem, że byłam nie do zniesienia - miałam silne wahania uczuć względem partnera. Okropnie źle się z tym czułam, ale moje zachowanie dawało mu wiele. Chciałam aby by szczęśliwy. Pojawiły się dziwne zachowania z jego strony. W nerwach mówił: ze moja matka to leń (mieszkaliśmy u moich rodziców z moim synkiem), potem do siostry , że brakuje jej ch... do dupy, kiedyś koleżanka wtrąciła się w naszą kłótnię, to powiedział żeby się zamknęła bo jej wpier...
to było tak, że kilka dni spokoju, a potem coś wyprowadzało go z równowagi. Moje wątpliwości na temat uczuć zaczęły narastać. Czułam się winna, że to przeze mnie, że za mało dałam mu miłości.
Rozmawiałam z nim o tym. W nerwach mówił, że już wie dlaczego ojciec bil moja matkę, a mój były mnie nie chciał. Czułam się coraz gorzej.
Zaczęłam czuć , ze to moja wina, bo nie umiem go kochać.
Wymagałam od niego, pracował na czarno, a ja nie chciałam się martwić przyszłością, prosiłam by zdał maturę, bo miał szanse na lepsza prace, zachęcałam do książek, ale on nie chciał. Mówił ze nie potrzebuje tego. Nie pasowały mi pewne rzeczy, ale starałam się je zaakceptować.
W efekcie partner zaczął spędzać bardzo dużo czasu przed tv, dni mijały, a ja czułam się samotna. Jeżeli chodzi o relacje partnera z moim synkiem, to były one rożne. Często zwracałam uwagę partnerowi aby by spokojniejszy - czasami zbyt gwałtownie odzywał się do dziecka.
Po jakimś czasie czułam taki lęk, że zaczęlam kontrolować wszystkie ich rozmowy - czy nie są zbyt głośne.
Partner powiedział mi, że ma już taki głośny ton głosu z natury i nic nie może z tym zrobić.
Zaniepokoiło mnie to, że wiele razy negatywnie wyrażał się o żonach kolegów. denerwowały go tez typy kobiet bardzo zadbanych (z pazurkami, wyfryzowane). Mówił ze zagoniłby je do roboty.
Ciągle mówił, że mnie kocha, a ja czułam się coraz bardziej winna. Balami się ze nie umiem odwzajemnić uczucia.
W trakcie jednej z kłótni szarpnął mną i powiedział \\\"Jak ze mną rozmawiasz, to się patrz szmato\\\".
Od miesiąca chodzę na terapię. Muszę się jednak wyżalić, czy ktoś miał podobna sytuację?
Jeszcze nigdy nie czułam takiej złości na siebie i poczucia winy. To nie może być przypadkiem, ze dwa razy tak się to wszystko skończyło. Dodam, ze tak bardzo czasem pragnęłam aby mnie przytulił, ze aż drapałam go.
Tak bardzo proszę o wsparcie osób które miały podobnie. Ja się leczę, chce z tego wyjść!
witam, ponawiam watek
Witam, czy ktoś mi odpowie skąd bierze się takie irracjonalne zachowanie u mnie. Paniczny lęk przed związkiem, ciągłe próby odejścia, niepewność tego czego się chce od życia.
Zrywanie z partnerem nawet kilka razy w tygodniu i towarzyszące temu poczucie winy.
To charakterystyka mojej osoby.
Czuję się źle z tym, mam okropne poczucie winy. Doradźcie mi co mam zrobić, wiele się udzielam na tym forum, może ktoś teraz się do mnie odezwie?
Witaj onaona ponownie. Ostatnio mi pisałaś, że jesteś 4 miesiące po rozstaniu. Zeszłaś się z nim? czy z kimś nowym jesteś?
Przepraszam, jeśli czegoś nie zrozumiałam. Chcę najpierw skojarzyć fakty, aby móc się odnieść ![]()
Witaj onaona ponownie. Ostatnio mi pisałaś, że jesteś 4 miesiące po rozstaniu. Zeszłaś się z nim? czy z kimś nowym jesteś?
Przepraszam, jeśli czegoś nie zrozumiałam. Chcę najpierw skojarzyć fakty, aby móc się odnieść
Nie, jestem sama, ale mam mega doła, ponieważ wchodząc w ten związek byłam niestabilna emocjonalnie, sama nie wiedziałam czego chcę, zrywałam ciągle, wszystko tak jak napisałam.
Nie rozumiem swojego zachowania, wstyd mi za nie.
U mnie teraz jest taka złość, że gdybym była normalna, to mogłabym nie tylko stworzyć normalny związek, ale także "uzdrowić partnera zdrową miłością". A tak po raz kolejny wyszłam na zmaltretowaną ofiarę i naprawdę brzydzę się tym wizerunkiem, ale cóż... trzeba to przecierpieć.
A co do przemocy, to nadal czuję, że ją prowokowałam.
A co znaczy "normalna"? Każdy ma jakieś przeżycia jedni bardziej traumatyczne inni mniej, a jeszcze inni błahe, a mimo to rozsadzają od środka.
Tak jak napisałaś - nie twoja wina, że rodzice byli, tacy jacy byli, ważne jest że ty pracujesz nad sobą! Nie przejmuj się tym, że znowu się nie udało, jedne rzeczy są łatwe, inne z wielkim mozołem trzeba powtarzać, by się utrwaliły. To nie jest prosty wzór matematyczny, który wystarczy nauczyć się i za każdym razem będzie tak samo powtarzalny. Każdy człowiek, którego spotykasz jest inny dlatego nauczenie się nowych wzorców zachowań jest tak trudne.
Jesteś silną inteligentną kobietą, pracujesz nad sobą, budujesz sobie i swojemu dziecku lepszy świat i to jest imponujące! Powodzenia na terapii!
onaona napisał/a:U mnie teraz jest taka złość, że gdybym była normalna, to mogłabym nie tylko stworzyć normalny związek, ale także "uzdrowić partnera zdrową miłością". A tak po raz kolejny wyszłam na zmaltretowaną ofiarę i naprawdę brzydzę się tym wizerunkiem, ale cóż... trzeba to przecierpieć.
A co do przemocy, to nadal czuję, że ją prowokowałam.A co znaczy "normalna"? Każdy ma jakieś przeżycia jedni bardziej traumatyczne inni mniej, a jeszcze inni błahe, a mimo to rozsadzają od środka.
Tak jak napisałaś - nie twoja wina, że rodzice byli, tacy jacy byli, ważne jest że ty pracujesz nad sobą! Nie przejmuj się tym, że znowu się nie udało, jedne rzeczy są łatwe, inne z wielkim mozołem trzeba powtarzać, by się utrwaliły. To nie jest prosty wzór matematyczny, który wystarczy nauczyć się i za każdym razem będzie tak samo powtarzalny. Każdy człowiek, którego spotykasz jest inny dlatego nauczenie się nowych wzorców zachowań jest tak trudne.Jesteś silną inteligentną kobietą, pracujesz nad sobą, budujesz sobie i swojemu dziecku lepszy świat i to jest imponujące! Powodzenia na terapii!
Averyl, bardzo dziękuję za ciepłe słowa, podniosły mnie na duchu ![]()
Tak to już jest, że ja martwię się problemami innych, swoimi też i czuję się bardzo odpowiedzialna za swoje postępowanie.
Uważam, że w związkach wielokrotnie zachowałam się niedojrzale, stąd takie przygnębienie.