Witam ![]()
Jestem z chłopakiem 4,5 roku. Ja mam 25, on 27 lat. Zauważam, że on coraz częściej zaczyna rozmowy o ślubie i o zaręczynach. A mnie wizja ślubu przeraża.
Po pierwsze: nie wiem, czy mój chłopak sprawdzi się w roli męża, a ja w roli jego żony - nie zawsze jest między nami dobrze, często się kłócimy (dla mnie często, tzn. raz na tydzień przynajmniej). Mam wtedy ochotę rzucić to wszystko, wyprowadzić się (bo mieszkamy razem), w ogóle zostawić go. Ale potem się godzimy i znowu jest miło i słodko. W czasie kłótni myślę sobie jakim on jest idiotą, co on gada, przeklinam na niego (oczywiście wszystko w myśli, nie odważyłabym się obrazić go tak wprost). Potem się godzimy, a ja nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że przecież godzinę temu był dla mnie dzieciakiem/głupkiem/kretynem itp. Czy to normalne?
Nie toleruję niestety niektórych jego zachowań, i nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że musiałabym je znosić już do końca życia. Jako żona chciałbym być dla faceta nr 1, chciałabym żebyśmy się razem trzymali bez względu na to czy jest dobrze czy źle. Przeszkadza mi, że dla niego to rodzina jest na pierwszym miejscu, mama, brat - świętość dla niego, a ja stojąc z boku i obserwując widzę jak oni go wykorzystują. On nie potrafi powiedzieć 'nie' w stosunku do nich. Czasem to wygląda tak, jakby im za przeproszeniem właził w dupę, wprasza się do owego brata bo on coś kiedyś wspomniał żeby się spotkać a teraz milczy, więc mój sobie myśli, że się przypomni.. Denerwuje mnie to, powiedzmy że mamy jakieś plany, a tu dzwoni brat żebyśmy do niego wpadli. Mój jest wtedy gotowy rzucić wszystko to, co my zaplanowaliśmy po to tylko żeby posiedzieć sobie przy piwie z bratem. Jakby tego spotkania nie można było przełożyć. Albo jakby nie mógł powiedzieć 'sorry ale mam już plany/trzeba było zadzwonić wcześniej' itp (bo brat zwykle dzwoni w ostatniej chwili). Ja wtedy schodzę na dalszy plan. Brakuje mi też takiej solidarności między nami. Jesteśmy już razem tyle czasu, że moglibyśmy RAZEM decydować czy dziś jedziemy w odwiedziny tu, czy zostajemy w domu, a nie tak jak jest teraz - np. ja się źle czuję więc normalne, że chcę raczej zostać w domu, to on jedzie sam (tak, znowu do tego brata). Ja raczej zadzwoniłabym żeby przełożyć spotkanie za tydzień bo moja druga połówka źle się czuje, a on tak nie zrobi bo boi się że za tydzień to brat może być zajęty i ze spotkania nici, więc woli teraz kuć żelazo póki gorące.
Mieszkamy razem w dużym mieście (w tym samym co ten jego brat). Więcej znajomych tu nie mamy. Ja jestem tak bardzo spragniona nowych kontaktów, przyjaźni, wyjść z koleżankami, jestem nawet gotowa poznać kogoś przez internet! Wariuję już w domu, tym bardziej że nie mam jeszcze pracy, siedzę, gotuję sprzątam, przeglądam ogłoszenia. Chcąc być fair, zapytałam chłopaka, czy nie przeszkadzałoby mu gdybym odezwała się do kogoś na internecie, poszukała kolegi lub koleżanki żeby czasem wyjść na kawę czy pogadać, nawet na gg by mnie satysfakcjonowało! On nie bardzo się zgadza i kręci nosem. Z jednej strony mówi, że mi ufa i że nie boi się że ja go zdradzę, z drugiej strony tamten chłopak, którego mogę poznać gdzieś na internecie może posiadać te cechy, których jemu brakuje. I wtedy ja na niego polecę. Czuję się jak w klatce, od kilku już lat nie poznałam nikogo, żadnego faceta, nie mam w ogóle porównania jacy są inni...
To jest facet wygodny. Ale sama go tak nauczyłam. Chcąc być dobrą dziewczyną codziennie rano wstawałam robiłam mu kanapki do pracy. Wystarczy że raz nie wstałam, zapytałam czy nie mógłby dziś zrobić sobie sam śniadania to mnie zapytał 'już mnie nie kochasz?'
Moja wina, że nauczyłam go tego, że to ja myślę za nas dwoje, ja zaskakuję, ja wiem kiedy mija termin zapłaty rachunków, to ja wybieram na co i na którą idziemy do kina, ja decyduję co trzeba kupić do domu a co nam się nie przyda - on tylko przytakuje albo 'no to jak chcesz kochanie'. Czasem mi się wydaje, ze to ja noszę spodnie w tym związku.
Podsumowując: wiem, że nie jestem gotowa na ślub, czy nawet zaręczyny z tym facetem. Ciągle czekam aż coś się zmieni, może niedługo znajdę jakąś pracę, co pozwoli mi poznać nowych ludzi i zdystansować się do tego związku... Są takie dni, że mam dość wszystkiego, tak jest właśnie dziś, po sobotniej kłótni chłopak chce mnie zabrać dziś na kawę (!), a ja i tak jakoś nie umiem się tym cieszyć tak jak powinnam.
Dziękuję, że mogłam wylać tu swoje żale ![]()
Pozdrawiam,
Yellow