netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Przeraża mnie wizja ślubu.

20 odpowiedzi6 020 wyświetleńzałożony przez YellowCherry, 24.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Przeraża mnie wizja ślubu.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

1

Temat: Przeraża mnie wizja ślubu.

Witam smile
Jestem z chłopakiem 4,5 roku. Ja mam 25, on 27 lat. Zauważam, że on coraz częściej zaczyna rozmowy o ślubie i o zaręczynach. A mnie wizja ślubu przeraża.

Po pierwsze: nie wiem, czy mój chłopak sprawdzi się w roli męża, a ja w roli jego żony - nie zawsze jest między nami dobrze, często się kłócimy (dla mnie często, tzn. raz na tydzień przynajmniej). Mam wtedy ochotę rzucić to wszystko, wyprowadzić się (bo mieszkamy razem), w ogóle zostawić go. Ale potem się godzimy i znowu jest miło i słodko. W czasie kłótni myślę sobie jakim on jest idiotą, co on gada, przeklinam na niego (oczywiście wszystko w myśli, nie odważyłabym się obrazić go tak wprost). Potem się godzimy, a ja nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że przecież godzinę temu był dla mnie dzieciakiem/głupkiem/kretynem itp. Czy to normalne?

Nie toleruję niestety niektórych jego zachowań, i nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że musiałabym je znosić już do końca życia. Jako żona chciałbym być dla faceta nr 1, chciałabym żebyśmy się razem trzymali bez względu na to czy jest dobrze czy źle. Przeszkadza mi, że dla niego to rodzina jest na pierwszym miejscu, mama, brat - świętość dla niego, a ja stojąc z boku i obserwując widzę jak oni go wykorzystują. On nie potrafi powiedzieć 'nie' w stosunku do nich. Czasem to wygląda tak, jakby im za przeproszeniem właził w dupę, wprasza się do owego brata bo on coś kiedyś wspomniał żeby się spotkać a teraz milczy, więc mój sobie myśli, że się przypomni.. Denerwuje mnie to, powiedzmy że mamy jakieś plany, a tu dzwoni brat żebyśmy do niego wpadli. Mój jest wtedy gotowy rzucić wszystko to, co my zaplanowaliśmy po to tylko żeby posiedzieć sobie przy piwie z bratem. Jakby tego spotkania nie można było przełożyć. Albo jakby nie mógł powiedzieć 'sorry ale mam już plany/trzeba było zadzwonić wcześniej' itp (bo brat zwykle dzwoni w ostatniej chwili). Ja wtedy schodzę na dalszy plan. Brakuje mi też takiej solidarności między nami. Jesteśmy już razem tyle czasu, że moglibyśmy RAZEM decydować czy dziś jedziemy w odwiedziny tu, czy zostajemy w domu, a nie tak jak jest teraz - np. ja się źle czuję więc normalne, że chcę raczej zostać w domu, to on jedzie sam (tak, znowu do tego brata). Ja raczej zadzwoniłabym żeby przełożyć spotkanie za tydzień bo moja druga połówka źle się czuje, a on tak nie zrobi bo boi się że za tydzień to brat może być zajęty i ze spotkania nici, więc woli teraz kuć żelazo póki gorące.

Mieszkamy razem w dużym mieście (w tym samym co ten jego brat). Więcej znajomych tu nie mamy. Ja jestem tak bardzo spragniona nowych kontaktów, przyjaźni, wyjść z koleżankami, jestem nawet gotowa poznać kogoś przez internet! Wariuję już w domu, tym bardziej że nie mam jeszcze pracy, siedzę, gotuję sprzątam, przeglądam ogłoszenia. Chcąc być fair, zapytałam chłopaka, czy nie przeszkadzałoby mu gdybym odezwała się do kogoś na internecie, poszukała kolegi lub koleżanki żeby czasem wyjść na kawę czy pogadać, nawet na gg by mnie satysfakcjonowało! On nie bardzo się zgadza i kręci nosem. Z jednej strony mówi, że mi ufa i że nie boi się że ja go zdradzę, z drugiej strony tamten chłopak, którego mogę poznać gdzieś na internecie może posiadać te cechy, których jemu brakuje. I wtedy ja na niego polecę. Czuję się jak w klatce, od kilku już lat nie poznałam nikogo, żadnego faceta, nie mam w ogóle porównania jacy są inni...

To jest facet wygodny. Ale sama go tak nauczyłam. Chcąc być dobrą dziewczyną codziennie rano wstawałam robiłam mu kanapki do pracy. Wystarczy że raz nie wstałam, zapytałam czy nie mógłby dziś zrobić sobie sam śniadania to mnie zapytał 'już mnie nie kochasz?'
Moja wina, że nauczyłam go tego, że to ja myślę za nas dwoje, ja zaskakuję, ja wiem kiedy mija termin zapłaty rachunków, to ja wybieram na co i na którą idziemy do kina, ja decyduję co trzeba kupić do domu a co nam się nie przyda - on tylko przytakuje albo 'no to jak chcesz kochanie'. Czasem mi się wydaje, ze to ja noszę spodnie w tym związku.

Podsumowując: wiem, że nie jestem gotowa na ślub, czy nawet zaręczyny z tym facetem. Ciągle czekam aż coś się zmieni, może niedługo znajdę jakąś pracę, co pozwoli mi poznać nowych ludzi i zdystansować się do tego związku... Są takie dni, że mam dość wszystkiego, tak jest właśnie dziś, po sobotniej kłótni chłopak chce mnie zabrać dziś na kawę (!), a ja i tak jakoś nie umiem się tym cieszyć tak jak powinnam.

Dziękuję, że mogłam wylać tu swoje żale wink
Pozdrawiam,
Yellow

2

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.

Yellow, bardzo dobrze ze wylalas swoje zale...
Jesli nie czujesz sie gotowa na zareczyny, smialo mow to swojemu chlopakowi.
Byc moze, on o nich mowi dlatego, ze uwaza iz Ty po tych latach chodzenia ze soba, tego wlasnie oczekujesz...
Moze i on poczuje ulge, gdy dowie sie ze jeszcze nie chcesz.
Przede wszystkim pamietaj o jednym...nie decyduj sie na slub...jesli ni jestes pewna faceta. Gadanie, ze "milosc przyjdzie z czasem", to bujdy...
Mysle, ze jesli on bedzie naciskal na slub, to powinnas slowo w slowo powtorzyc mu to co napisalas w pierwszym poscie...
Musicie byc ze soba szczerzy....przede wszystkim...
Zycze powodzenia!

3

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.
Margolinka napisał/a:

Yellow, bardzo dobrze ze wylalas swoje zale...
Jesli nie czujesz sie gotowa na zareczyny, smialo mow to swojemu chlopakowi.
Byc moze, on o nich mowi dlatego, ze uwaza iz Ty po tych latach chodzenia ze soba, tego wlasnie oczekujesz...
Moze i on poczuje ulge, gdy dowie sie ze jeszcze nie chcesz.
Przede wszystkim pamietaj o jednym...nie decyduj sie na slub...jesli ni jestes pewna faceta. Gadanie, ze "milosc przyjdzie z czasem", to bujdy...
Mysle, ze jesli on bedzie naciskal na slub, to powinnas slowo w slowo powtorzyc mu to co napisalas w pierwszym poscie...
Musicie byc ze soba szczerzy....przede wszystkim...
Zycze powodzenia!

Dziękuję za odpowiedź! smile
Wiem, nie będę decydować się na ślub i zaręczyny, jeśli tak naprawdę nie będę na to gotowa.
Hmm.. tzn. jestem gotowa (w końcu skończyłam 25 lat) ale chyba nie z takim facetem. Znając go, to wszystko byłoby na mojej głowie, wszystkie decyzje. Wiem, że organizacja ślubu, wesela, załatwianie to nie takie hop siup. Że jego mama pewnie chciałby decydować jak/gdzie/kiedy jej synuś ma się żenić, a on nie umiałby powiedzieć 'nie mamo, my już mamy swoje plany'. To takie rzeczy najbardziej mnie przerażają, nie sama wizja ślubu i wesela (to tak w kwestii wyjaśnienia) - ale wiem też, że we dwójkę da się to ładnie ogarnąć i takie przygotowania mogą być nawet przyjemne. U nas pewnie byłyby kłótnie albo coś w stylu 'będzie jak chcesz kochanie'.

4 Ostatnio edytowany przez lakhti (2013-01-24 15:09:22)

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.

Cóż.. za dużo wątpliwości jak na branie ślubu smile
Wiem co mówię, bo sama odwołałam kiedyś ślub trzy miesiące przed. Ty, Autorko, wydajesz się patrzeć na wszystko o wiele bardziej świadomie i dojrzale niż Twój partner. Czy kłótnia raz w tygodniu to problem? No cóż.. Niektórzy kłócą się codziennie, oczywiście o pierdoły - tak już jest.
Z tym się trzeba liczyć, ale inne aspekty opisane przez Ciebie nie stawiają Twojego faceta w dobrym świetle.. Jeśli nauczył się, że ma w domu "posłuszną" kobietę, co posprząta, ugotuje, zrobi do pracy, zgodzi się na każdy jego plan i poprowadzi za rączkę, nie sądzisz, że to jest powodem dla którego chce się żenić?
Miałby żonkę idealną. Spróbuj zrobić w końcu coś dla siebie, postaw na swoje plany, na swoją wygodę, niech on się na coś nagnie.. Zobaczysz, że szybko mu się to przestanie podobać. Przestaniesz być w jego oczach idealnym materiałem na służącą. Bo niestety, ale patrząc z boku tak to wygląda. Dodatkowo fakt, że nie jesteś dla niego conajmniej równorzędna jak rodzina, znaczy nie więcej jak to, że zawsze będzie Cię mógł "odłożyć na bok" i robić to, co uzna za ważniejsze - a skoro teraz ważniejszych jest tyle różnych rzeczy, co będzie potem? Zwłaszcza jeśli wie, że jesteś sama, nie masz znajomych.. nie potrafi pomyśleć o Twoich uczuciach?
Twoje wątpliwości są jak najbardziej słuszne - ten facet nie wygląda na dobry materiał na męża.
Musisz się zastanowić w jakim stopniu Ci na nim zależy - bo jeśli nigdy na niego nie spojrzysz jak na ewentualnego męża czy warto tracić na to wasze kolejne lata? On szuka służącej i "mamusi", a małżeństwo tą różnicę wyolbrzymi. Musisz się zastanowić czy przyjmiesz taką rolę jaką on Ci narzuci i będziesz chciała tak spędzić całe życie, skoro już teraz Ci się to nie podoba.
Na początek możesz z nim pogadać o swoich wątpliwościach i o tym, że nie chcesz teraz ślubu, a czas pokaże.

5

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.
lakhti napisał/a:

Dodatkowo fakt, że nie jesteś dla niego conajmniej równorzędna jak rodzina, znaczy nie więcej jak to, że zawsze będzie Cię mógł "odłożyć na bok" i robić to, co uzna za ważniejsze - a skoro teraz ważniejszych jest tyle różnych rzeczy, co będzie potem?

Właśnie tego się najbardziej boję. U niego nie ma póki co MY. Jest nadal TY i JA.
Święta osobno, sylwester osobno (bo ja u siebie w domu rodzinnym, on u siebie). Była okazja żeby się spotkać na imprezie z jego znajomymi - wiadomo, święta, każdy zjeżdża do domów, są spotkania po latach... Ja nie miałabym za bardzo jak wrócić do domu (nie mam prawka, mała miejscowość = nocne autobusy nie kursują, a żeby wozić się taxi w obydwie strony też mnie nie stać) więc powiedziałam, że raczej nie pójdę, chyba żeby mnie odwiózł potem do domu. Ale on poszedł beze mnie. Może to ja popełniam błąd? Ale co mam zrobić, przecież nie powiem 'albo idziemy razem albo obydwoje siedzimy w domu', to nie w moim stylu...

6

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.

A wlasnie powinnas troche zmienic "styl"...
Postaw sie kiedys...
Jesli on kolejny raz wspolne plany przekresli..."bo brat zadzwonil"... to powiedz, ze Ty nie idziesz, bo nieladnie ciagle w ostatniej chwili odmawiac znajomym.
Zaplanuj wspolna impreze...powiedz "zalezy mi na tym"... i postaw choc raz na swoim...

7

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.
Margolinka napisał/a:

A wlasnie powinnas troche zmienic "styl"...
Postaw sie kiedys...
Jesli on kolejny raz wspolne plany przekresli..."bo brat zadzwonil"... to powiedz, ze Ty nie idziesz, bo nieladnie ciagle w ostatniej chwili odmawiac znajomym.
Zaplanuj wspolna impreze...powiedz "zalezy mi na tym"... i postaw choc raz na swoim...

Chyba trochę pokręciłam, ale przepraszam pisałam w emocjach smile

Z tymi znajomymi chodzi o to, że to byli głównie jego znajomi (ale ja też ich znam), którzy chcieli spotkać się z nim/nami w naszym rodzinnym mieście podczas świąt. Ja nie mogłam pojechać właśnie z powodów wymienionych kilka postów wyżej, myślałam że może on by wreszcie odważył się pożyczyć od ojca samochód (bo to dla niego ogromny problem) żeby po mnie podjechać, ale gdzie tam. Poszedł sam, a potem mi powiedział, że wszyscy znajomi pytali o mnie, czemu mnie tam nie ma, niektórzy się żartobliwie śmiali, że nie chce mnie pokazywać itp.

Wczoraj byliśmy na kawie, zapytał co robimy w weekend, żebyśmy jakoś zaplanowali. Ja do niego czy coś proponuje (żeby nie wyszło że tylko ja myślę za nas dwoje) a ten pierwsze co powiedział to oczywiście 'a pojechałabyś do X?' czyli do jego brata. Jejku no znowu? Przecież był u nich tydzień temu...

8

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.

Mialam schizy ze slubem odkad pamietam. Faceci oswiadczali mi sie trzy razy a ja za akzdym razem jak tylko sobie pomyslalam "z tym facetem juz bede do konca swoich dni" to bralam nogi za pas i wialam bo mnie wlasnie wizja slubu Z TYM KONKRETNYM CZLOWIEKIEM przerazala.
A potem trafil sie moj maz i jak dla mnie byla to taka oczywista oczywistosc ze az sama mu zapowiedzialam ze jak sie nie pobierzemy to ja dlugodystansowym cierpietnikiem nie bede big_smile
Z moim mezem slub nie byl niczym przerazajacym, byl czyms naturalnym. smile
Wiec suma sumarum...musisz znalezc wlasciwego mezczyzne zeby przestac bac sie slubu. Takiego z ktorym bycie bedzie dla ciebie naturalne, niekrepujace i satysfakcjonujace w wielu dziedzinach. Poki tego nie masz bedziesz sie cykac i to jest zupelnie naturalne smile

9

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.
Sadie napisał/a:

Mialam schizy ze slubem odkad pamietam. Faceci oswiadczali mi sie trzy razy a ja za akzdym razem jak tylko sobie pomyslalam "z tym facetem juz bede do konca swoich dni" to bralam nogi za pas i wialam bo mnie wlasnie wizja slubu Z TYM KONKRETNYM CZLOWIEKIEM przerazala.
A potem trafil sie moj maz i jak dla mnie byla to taka oczywista oczywistosc ze az sama mu zapowiedzialam ze jak sie nie pobierzemy to ja dlugodystansowym cierpietnikiem nie bede big_smile
Z moim mezem slub nie byl niczym przerazajacym, byl czyms naturalnym. smile
Wiec suma sumarum...musisz znalezc wlasciwego mezczyzne zeby przestac bac sie slubu. Takiego z ktorym bycie bedzie dla ciebie naturalne, niekrepujace i satysfakcjonujace w wielu dziedzinach. Poki tego nie masz bedziesz sie cykac i to jest zupelnie naturalne smile

Aż musiałam sprawdzić, czy nie ja napisałam ten post wink Bo poza kilkoma drobnymi szczegółami wszystko się zgadza. Ja w każdym poprzednim związku zapowiadałam, że żadnych ślubów, żadnych dzieci, a nawet często żadnego wspólnego mieszkania. I myśl, że ten facet miałby już być na zawsze po prostu mnie paraliżowała. Ale nie myślałam o tym tak "globalnie", po prostu uczepiałam się takich pierdół jak u Ciebie te spotkania z bratem itp. i sama sobie tłumaczyłam, że "jak tego nie zmieni, to z nim nie zamieszkam" a to były tylko tematy zastępcze. Zobaczyłam to dopiero jak zaczęłam być z moim mężem. Po chyba tygodniu związku (znaliśmy się i przyjaźniliśmy od dziecka, więc u nas szybko poszło) on zaczął gadać o ślubie a mnie samą zaskoczyło, że nie zalał mnie na tę myśl zimny pot. Potem nawet cieszyłam się na ten ślub. Po 3 miesiącach związku zamieszkaliśmy razem (z poprzednim facetem przez ponad 3 lata "nie byłam gotowa"), miesiąc później byliśmy już oficjalnie zaręczeni, cztery miesiące potem już byliśmy małżeństwem. I teraz jestem wielką orędowniczką małżeństwa wink Było dla mnie tak oczywiste i naturalne, że chcę być jego żoną i mieć jego za męża, jak wcześniej było dla mnie oczywiste i naturalne, że małżeństwo to najidiotyczniejszy wynalazek ludzkości.

10

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.

Z jednej strony wiem, że nie ma ideałów, być może przesadzam, może szukam tylko pretekstów do tego żeby zerwać (?) ... Ale czuję, tzn. wydaje mi się, że gdyby był trochę inny, trochę pewniejszy siebie i gdybym ja była dla niego na pierwszym miejscu to byłoby inaczej. Bo mi przykro się robi kiedy on ustala coś z kimś innym, a ja dowiaduję się o tym na szarym końcu.
Chciałabym mu coś udowodnić, że ja też mogę mieć własne plany, wyjść sobie gdzieś tak o, po prostu, odciąć się trochę, olać, nie być tak zależną od niego, ale narazie nie mam ani kasy ani tym bardziej znajomych na takie wyjścia.

Napiszę jeszcze, że nie postrzegam mojego chłopaka tylko w kategoriach negatywnych - ma też wiele fajnych zachowań, od początku naszego związku dużo się zmienił (na lepsze), przytula sam z siebie, całuje, nie ma problemu żeby coś dla mnie zrobił, kiedy poproszę, nawet śniadanie do łózka dostanę, czy z obiadem żeby coś przyrządził... Jest dobry i czuły, teraz po 4 latach myślę, że okazuje mi dużo więcej miłości niż na początku w 'fazie motylków' wink

Nie wiem co mam robić teraz. Zapewne szczerze z nim pogadać. Ale głupio mi, przecież nie będę mu wskazywała placem co ma w sobie zmienić. Zresztą w ogóle wolałabym nie prosić aby się zmienił, chyba nie mam takiego prawa. Chciałabym, żeby doszedł do tego sam....

11

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.
YellowCherry napisał/a:

. Ale głupio mi, przecież nie będę mu wskazywała placem co ma w sobie zmienić. Zresztą w ogóle wolałabym nie prosić aby się zmienił, chyba nie mam takiego prawa. Chciałabym, żeby doszedł do tego sam....

Powiedz, że zartujesz? No, chyba, że Twój chłopak jest po kursach telepatii albo jasnowidzenia, to wtedy w ramach sprawdzenia umiejętności możesz liczyć, że się domyśli...

Bliskość w związku to również (jeśli nie przede wszystkim!) rozmowy o tym co boli, nie podoba się, irytuje - także w partnerze. Co za absurdalny pomysł liczenie, "że się domyśli".

12

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.
YellowCherry napisał/a:

Z jednej strony wiem, że nie ma ideałów, być może przesadzam, może szukam tylko pretekstów do tego żeby zerwać (?) ... Ale czuję, tzn. wydaje mi się, że gdyby był trochę inny, trochę pewniejszy siebie i gdybym ja była dla niego na pierwszym miejscu to byłoby inaczej. Bo mi przykro się robi kiedy on ustala coś z kimś innym, a ja dowiaduję się o tym na szarym końcu.
Chciałabym mu coś udowodnić, że ja też mogę mieć własne plany, wyjść sobie gdzieś tak o, po prostu, odciąć się trochę, olać, nie być tak zależną od niego, ale narazie nie mam ani kasy ani tym bardziej znajomych na takie wyjścia.

Napiszę jeszcze, że nie postrzegam mojego chłopaka tylko w kategoriach negatywnych - ma też wiele fajnych zachowań, od początku naszego związku dużo się zmienił (na lepsze), przytula sam z siebie, całuje, nie ma problemu żeby coś dla mnie zrobił, kiedy poproszę, nawet śniadanie do łózka dostanę, czy z obiadem żeby coś przyrządził... Jest dobry i czuły, teraz po 4 latach myślę, że okazuje mi dużo więcej miłości niż na początku w 'fazie motylków' wink

Nie wiem co mam robić teraz. Zapewne szczerze z nim pogadać. Ale głupio mi, przecież nie będę mu wskazywała placem co ma w sobie zmienić. Zresztą w ogóle wolałabym nie prosić aby się zmienił, chyba nie mam takiego prawa. Chciałabym, żeby doszedł do tego sam....

Kochana, zapamiętaj zawsze słuchaj swojej intuicji, a ta każe brać Ci nogi za pas więc bierz. Sadie ma racje, jak się trafi na ODPOWIEDNIEGO chłopaka to nie będziesz miała żadnych wątpliwości. Nie łudź się, on się nie zmieni, ja wiem, że Ty byś chciała, wiem, że z jednej Ci strasznie nie pasuje, ale z drugiej... eh, te drugie strony. Uciekaj, wiem co mówię, bo miałam prawie taką samą sytuację i wcale się to dla mnie dobrze nie skończyło.

13

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.
YellowCherry napisał/a:

Mieszkamy razem w dużym mieście (w tym samym co ten jego brat). Więcej znajomych tu nie mamy. Ja jestem tak bardzo spragniona nowych kontaktów, przyjaźni, wyjść z koleżankami, jestem nawet gotowa poznać kogoś przez internet! Wariuję już w domu, tym bardziej że nie mam jeszcze pracy, siedzę, gotuję sprzątam, przeglądam ogłoszenia

Mieszkacie w dużym mieście- czemu nie pracujesz, nie pójdziesz/nie poszłaś na staż? Nowe znajomości chyba lepiej na początku zawiązywać z osobami, które znają jego brata. Bo skoro nie pracujesz i nie studiujesz zapewne to jak poznać kogoś, komu można zaufać w formie koleżeństwa?

I najfajniejsze są dyskusje kobiet big_smile . Jakby to facet był winny całemu złu. Napisałem wcześniej, że skoro nie pracuje to poniekąd sama jest sobie winna braku znajomości.

14

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.

I ja dołożę swoje 5groszy - miałam różne sytuacje, ale takie niezdecydowanie, a wręcz przerażenie oznaczało tylko że to NIE TEN facet. I na 100 sposobów sobie wyjaśniałam,że on się zmieni, że ja dojrzeję, etc - nie,nie,nie. Jak po 4latach mieszkania razem Ciebie irytuje ten gość i przeraża wizja bycia z nim do końca życia to znaczy,że to nie TEN.
A Twoje szukanie nowych znajomości, chęć wyrwania się z domu to nei tylko przez brak pracy- to szukanie drogi ucieczki, wentyla którym się ulotnisz.Wiem bo robiłam to samo.On o 400km ode mnie a ja szukałam pracy w mieście z ktorego pochodzę-byle tylko nie zamknąć się z nim w 1świecie/mieszkaniu/miejscu.

Odwagi w podejmowaniu decyzji !

15

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.

No tak... historia mi znana. Właśnie skończyłam drugi związek 6 letni. Jest już nowa osoba z którą czuję się zupełnie inaczej niż z wcześniejszymi partnerami. To chyba będzie mój mąż ;-))))

Cieszę się że rzuciłam mojego faceta.

16

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.

Majszer, ale tu nie idzie o to, że ktoś jest winien, że ktoś jest zły itp. Czasem po prostu ludzie do siebie nie pasują. Ja kiedyś przez bardzo krótki czas byłam w związku z facetem, którego cały czas "nosiło". Na każdy weekend planował jakiś wyjazd, zwiedzanie, miał dziesiątki przyjaciół, którzy przewijali się przez jego dom, prowadził niezwykle aktywny tryb życia. A ja jestem spokojną domatorką. W weekend lubię odespać, obejrzeć film, poczytać książkę. Wyjazdów w ogóle nie lubię i męczą mnie bardzo. Grono przyjaciół mam dość "sterylne" i choć uwielbiam się z nimi widywać, to lubię mieć to wcześniej zaplanowane, przygotowane i nie potrzebuję takiego kontaktu zbyt często. Bardzo prędko obydwoje byliśmy sobą po prostu śmiertelnie zmęczeni. Ja chodziłam wykończona fizycznie i psychicznie jego trybem życia, on czuł się "tłamszony" jak spędzał czas tak jak mi odpowiadało. Rozstaliśmy się prędko i bez żalu. Czy któreś z nas było złe? Wiesz, cały sekret to być właściwą osobą dla właściwej osoby wink Z mężem to nam się udało i jesteśmy sobie szczęśliwą parą "nudziarzy", a pan o którym piszę wiem, że prędko po rozstaniu poznał panią, z którą wyruszył w podróż stopem gdzieś do Azjii, potem przejechali wybrzeże Bałtyku rowerami a na podróż poślubną pojechali na spływ kajakowy smile (i choć fajnie mi się o tym słucha, to jeśli ja miałabym to przeżyć, to wolałabym już poddać się lobotomii) Strach pomyśleć jakie oboje mielibyśmy życie jakbyśmy próbowali jednak być razem.

17

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.
nocnalampka napisał/a:

Powiedz, że zartujesz? No, chyba, że Twój chłopak jest po kursach telepatii albo jasnowidzenia, to wtedy w ramach sprawdzenia umiejętności możesz liczyć, że się domyśli...

Bliskość w związku to również (jeśli nie przede wszystkim!) rozmowy o tym co boli, nie podoba się, irytuje - także w partnerze. Co za absurdalny pomysł liczenie, "że się domyśli".

Nie, czemu miałabym żartować w tym temacie?
Nie mówię chłopakowi 'słuchaj, jak chcesz ze mną być to rób tak i tak, tego ci nie wolno, bo jak się nie zmienisz to ja odchodzę'. Uważam, że to bez sensu, jeśli ktoś chce potrafi się zmienić ale nie na rozkaz, tylko raczej ze swojej własnej chęci, jeśli widzi, że drugiej osobie źle, potrafi się poświęcić. O to mi właśnie chodziło. Mam nadzieję, że mój chłopak zmieni niektóre swoje przyzwyczajenia, czy nawyki po tych wszystkich rozmowach które przeprowadziliśmy (nie, nie jesteśmy niemowami i czasem rozmawiamy o nas).

majszter napisał/a:

Mieszkacie w dużym mieście- czemu nie pracujesz, nie pójdziesz/nie poszłaś na staż? Nowe znajomości chyba lepiej na początku zawiązywać z osobami, które znają jego brata. Bo skoro nie pracujesz i nie studiujesz zapewne to jak poznać kogoś, komu można zaufać w formie koleżeństwa?

I najfajniejsze są dyskusje kobiet big_smile . Jakby to facet był winny całemu złu. Napisałem wcześniej, że skoro nie pracuje to poniekąd sama jest sobie winna braku znajomości.

Na jakim ty świecie żyjesz, że piszesz 'czemu nie pracujesz'? Uważasz, że to takie łatwe? Myślisz, że nie szukam czegoś tylko siedzę w domu i czekam aż nagle pewnego pięknego dnia pojawią się znajomi? Od roku szukam pracy i nic. Wszędzie tylko studentki, niepełnosprawni lub rencisci. Niestety ja nie spełniam żadnego z tych warunków.
Staż już odrabiałam, więc nie przysługuje mi drugi raczej. Poza tym żeby iść na staż (do UP) trzeba być zameldowanym w tym miejscu, a mnie tu nikt nie zamelduje...

tiaMaria napisał/a:

I ja dołożę swoje 5groszy - miałam różne sytuacje, ale takie niezdecydowanie, a wręcz przerażenie oznaczało tylko że to NIE TEN facet. I na 100 sposobów sobie wyjaśniałam,że on się zmieni, że ja dojrzeję, etc - nie,nie,nie. Jak po 4latach mieszkania razem Ciebie irytuje ten gość i przeraża wizja bycia z nim do końca życia to znaczy,że to nie TEN.
A Twoje szukanie nowych znajomości, chęć wyrwania się z domu to nei tylko przez brak pracy- to szukanie drogi ucieczki, wentyla którym się ulotnisz.Wiem bo robiłam to samo.On o 400km ode mnie a ja szukałam pracy w mieście z ktorego pochodzę-byle tylko nie zamknąć się z nim w 1świecie/mieszkaniu/miejscu.

Odwagi w podejmowaniu decyzji !

Dziękuję!

sluuu napisał/a:

No tak... historia mi znana. Właśnie skończyłam drugi związek 6 letni. Jest już nowa osoba z którą czuję się zupełnie inaczej niż z wcześniejszymi partnerami. To chyba będzie mój mąż ;-))))

Cieszę się że rzuciłam mojego faceta.

Życzę powodzenia w takim razie smile

18

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.

Yellow, to może sie nie zrozumiałyśmy, bo ja po Twojej wypowiedzi odniosłam wrażenie, że w ogóle nie mówisz, co Ci nie pasuje, czekając aż się domyśli. I powiem Ci tak, ja mojemu mężowi o kilku rzeczach jasno powiedziałam jeszcze w czasie narzeczeństwa, że są dla mnie nie do zaakceptowania i, że ja w taki sposób nie będę żyć. O kilku wiedział sam, bo znał mnie wystarczająco dobrze wcześniej, o kilku sama powiedziałam nie ukrywając, że jeśli on nie chce tego zmienić, to ja nie widzę wspólnej przyszłości. Na szczęście nie było to nic, co było ważniejsze niż bycie ze mną wink Ja naprawdę nie widzę powodu, aby, skoro z racji pewnych rzeczy nie wyobrażasz sobie wspólnej przyszłości, o tym nie powiedzieć otwarcie. Ty nie chcesz żyć w związku w którym coś tam, on o tym nie wie. Jak mu o tym powiesz, to oboje macie jasność sytuacji - on może ocenić na ile bycie z Tobą jest ważniejsze niż tamto coś, a Ty na tej podstawie dostajesz zwrotną informację na ile on ocenia to jako warte zmiany. Nie uważasz, że to najuczciwsze rozwiązanie?

19

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.
nocnalampka napisał/a:

Yellow, to może sie nie zrozumiałyśmy, bo ja po Twojej wypowiedzi odniosłam wrażenie, że w ogóle nie mówisz, co Ci nie pasuje, czekając aż się domyśli. I powiem Ci tak, ja mojemu mężowi o kilku rzeczach jasno powiedziałam jeszcze w czasie narzeczeństwa, że są dla mnie nie do zaakceptowania i, że ja w taki sposób nie będę żyć. O kilku wiedział sam, bo znał mnie wystarczająco dobrze wcześniej, o kilku sama powiedziałam nie ukrywając, że jeśli on nie chce tego zmienić, to ja nie widzę wspólnej przyszłości. Na szczęście nie było to nic, co było ważniejsze niż bycie ze mną wink Ja naprawdę nie widzę powodu, aby, skoro z racji pewnych rzeczy nie wyobrażasz sobie wspólnej przyszłości, o tym nie powiedzieć otwarcie. Ty nie chcesz żyć w związku w którym coś tam, on o tym nie wie. Jak mu o tym powiesz, to oboje macie jasność sytuacji - on może ocenić na ile bycie z Tobą jest ważniejsze niż tamto coś, a Ty na tej podstawie dostajesz zwrotną informację na ile on ocenia to jako warte zmiany. Nie uważasz, że to najuczciwsze rozwiązanie?

Mówię, mówię, ja w ogóle lubię rozmawiać o nas, o związku, lubię mieć jasną sytuację miedzy nami, zachęcam jego żeby też mi mówił, może coś mu we mnie nie pasuje, coś źle robię co mogłabym poprawić itp. W sobotę właśnie mieliśmy kolejną rozmowę (bo mój chłopak jak już tu pisałam, pierwsze co wspomniał o weekendzie to to, że jedziemy do jego brata - co mnie bardzo zdenerwowało). Wydawało mi się, że zrozumiał, sam nawet przytaknął mi w pewnej sprawie dotyczącej tego tematu, i już potem nie nalegał - za to spędziliśmy naprawdę miły weekend we dwoje. Pomyślałam, że za tydzień czy dwa, w ramach takiego kompromisu, moglibyśmy zaprosić tego jego brata do nas. Mam nadzieję, że to dobry pomysł.

20

Odp: Przeraża mnie wizja ślubu.

Aaa, no skoro mówisz, to wybacz, ale ja zupełnie odwrotnie zrozumiałam to Twoje "liczenie, że się domyśli". Skoro mówisz, skoro on ma jasność sytuacji, skoro oboje jakoś staracie się rozwiązać to co nie do końca pasuje, to nic tylko życzyć owocnych rozmów smile

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Przeraża mnie wizja ślubu.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026