Witam... Wiem, że to forum dla Kobiet... ale może od Was dostane jakąś pomoc..
Mam 20 lat.. znam Ją (przyjaciołke) od 3 klasy gimnazjum... w 3 klasie jakoś poznaliśmy sie w szkole... w I liceum okazało się, że bedziemy chodzic do jednej klasy... Od pierwszych dni już zaczeliśmy się dogadywać, ale po koleżeńsku... boo ja nie potrafie być chyba na innych relacjach z kobietami.. ;/
Nie mam tej "bajery" .. jestem genialnym kolegą, przyjacielem.. Ale nie umiem podrywać kobiet... jakoś nie mam tego gadania. Czasem się uda, ale sam się sobie dziwie, bo wtedy mam poczucie nieszczerości... A wiem, ze mogę kobiety sobą zainteresować, tylko... Nie umiem się "zaprezentować".
Powiem, ze jestem 100 % hetero
żeby mnie nie przyporządkowywać do jakichś mniejszości seksualnych... miałem dziewczyny w swoim życiu... ale wracając do tematu... przyjaźnimy się od 4 lat.. Teraz Ona studiuje na tej samej uczelni. Widzimy się codziennie, dzwonimy do siebie... rozmawiamy dłuugo.. I zawsze uważałem, ze przyjaźń damsko-męska istnieje... a teraz mam mieszane odczucia co do tego. Booo znam ją bardzo dobrze.. Ona zna mnie.. Zawsze cieszymy się na swoj widok. Swoimi problemami też się czasem zarzucamy, ale zawsze jest wyjscie.. No i na początku było fajnie... Powiem jeszcze, że Ona nie miała partnera.. (Mówi, ze to nie jest w jej priorytetach) . Obecnie tez nie ma... bo tak to nawet nie probowalbym jej odbijac, bo sam nie chciałbym takiego czegoś przezyc.
No i stało się... rok temu stwierdziłem, że Ona jest dla mnie czymś więcej niż przyjacielem.. To jest katastrofa.. bo tak się tego bałem, żeby tak się nie stało. Często w rozmowach podkreślaliśmy, ze jestesmy przyjaciołmi.. niczym więcej.
No i teraz od roku jestem 'alone' ;]
I wiem, że Ona .. no może to jest zauroczenie, zakochanie, nie miłośc.. ale to jest inne niz to co czułem do innych dziewczyn.. to nie jest nawet tak bardzo związane z pociągiem fizycznym.. Może się od niej uzalezniłem ?
Ale to uczucie, kiedy wiesz... że Ona zaraz napisze, albo zadzwoni.. Ze się dzisiaj zobaczycie.. spędzicie czas..
Znasz najdrobniejsze zdarzenia z jej życia.. Ona zna Twoje.. Tak . Kiedyś mi powiedziała, że po tym wszystkim.. Ona jest częścią mnie, a ja częścią jej .. Tak humorystycznie troche.. ale może tak jest..
Cięzko mi troszke, bo to jest taki toksyczny związek.. Ja odbieram Jej zachowanie troche tak... że "Dobrze, że jest przyjaciel i fajnie go mieć, ale nic wiecej, bo On ma byc przyjacielem" . Potrafie sobie sam ułozyć zycie i dbać o siebie... problemy też spokojnie mogę samemu rozwiązać, ale .. zerwać z Nią kontakt to troche nie w moim stylu..
Bo ja jestem takim idiotą, że wolę sam cierpiec niż komuś przykrosć sprawic, bo potem się zastanawiam jak będzie czuła się ta druga osoba i to jest gorsze od mojego samopoczucia.
No staram się to zmienić od dłuższego czasu, ale przez to stałem sie tylko jakiś "zimny" .. bez okazywania uczuc. taki inny, jak nie ja... Poradzcie co zrobic .. Nie wiem sam, zerwac ta znajomość ? Czy dalej się przyjaźnić czekając na jakieś dalsze zdarzenia ?
Ale może w końcu u Niej pojawi się "ten jedyny" ... i wtedy to nie wiem... Jakbym się poczuł ?
To jakaś katastrofa jest.. AA Najważniejsze .. juz kilka razy rozmawialismy o tym, że jest dla mnie kims więcej niz przyjacielem.. ale zazwyczaj obracaliśmy to w zarty.. Jeżeli bała by się tego to... chyba by odeszła i zerwała kontakt.. a teraz jest ok.. znajomość prosperuje i ma sie dobrze..
Tylko ja wewnątrz... jestem troche [...] .
Sam nie wiem... Denerwuje mnie dodatkowo fakt, że wieczorem jak idę ulicą.. to mijają mnie dziesiątki par.. a ja idę sam. No troche samotnośc doskwiera
Pozdro z domu .. Wylalem troche smutkow, ale nie wiem czy dobrze.. Jeżeli ktoś będzie tak uprzejmy i mi odpisze , poradzi.. objedzie
To jestem po 100kroć wdzięczny.. Pozdrawiam Jeszcze raz.