@Młodasiksa: najważniejsze jest to, że sobie uświadomiłaś, w jakie bagno wdepnęłaś. Dobrze, że posiadasz dość empatii, aby wyobrazić sobie co czuje jego żona, ale daleko ważniejsze jest, abyś uświadomiła sobie jak mało warty jest człowiek, którego obdarzyłaś uczuciem i jak do bólu banalna jest sytuacja, w której się znalazłaś. Rozumiem, że jeśli się zakochałaś, to ten ktoś jest dla Ciebie idealnym facetem, ale musisz zdać sobie sprawę, że idealny facet nie oszukiwałby (ponoć niekochanej) żony i nie mamiłby pustymi obietnicami swojej (ponoć ukochanej) bratniej duszy (tej drugiej...). Nie narażałby Ciebie na takie cierpienie, do domyślam się, że cierpisz i że Twoja sytuacja jest daleka od komfortowej.
Któraś z dziewczyn wspomniała o tym, jak dużo zależy od reakcji kobiety na awanse żonatego: fakt, to osoba zajęta ma się pilnować ale i "ta druga" nie jest bezrozumnym zwierzęciem i zawsze może podjąć decyzję, zrezygnować z kontaktu, dać definitywnego kosza... Wiem co mówię, ponieważ niedawno sama podjęłam męską decyzję i ukróciłam rozwijającą się znajomość z żonatym mężczyzną, która prowadziła tylko w jedną stronę: do stania się kochanką. Facet mnie świadomie uwodził, w 100% zdawał sobie sprawę z tego, co do niego czuję, do tego bardzo sprawnie utrzymywał pozory bycia wolnym (miał nade mną przewagę, ponieważ jestem spoza jego środowiska i sądząc po jego zachowaniu mogłam raczej przypuszczać, że jest po rozwodzie). Ja najzwyczajniej w świecie w pewnym momencie włączyłam myślenie i zdałam sobie sprawę, że jestem w nim zakochana, chociaż do niczego nie doszło i nie spotykaliśmy się jako para. Gdy sobie to uświadomiłam, postanowiłam się z nim rozmówić. I co? Ano banał. Żonaty od 13 lat. Ponoć traktuje swój związek poważnie (!!!!!!!!!!!!). Ponoć wie, że może uchodzić za kobieciarza i uwodziciela. Na moje pytanie, jakim prawem w takim razie bawił się moją osobą (skoro wiedział, że nie może mi nic dać) nie uzyskałam odpowiedzi, patrzył się w podłogę. Powiedziałam mu, że gdyby jego żona widziała, jak się zachowywał wobec mnie, to pękłoby jej serce - oczywiście też patrzył się w podłogę, nie miał nic do powiedzenia. Potem wybąkał, ze nie sądził, że w nim ktoś jeszcze może się zakochać (idiota !). Na koniec tylko przyznał, że wie, że część winy spoczywa na nim.
A co jest najgorsze? To, że z jego zachowania podczas rozmowy telefonicznej (gdy umawiałam się z nim na na naszą rozmowę) i na początku naszego "widzenia" wywnioskowałam, że liczył na zupełnie inny obrót sprawy. Przecież gdyby chciał być fair, to dawno by mnie spławił.... Sądził, że ja chce się spotkać i rozmówić w celu "zacieśnienia" naszej znajomości... Otrzeźwiał dopiero, gdy zaczęłam płakać i zapytałam się wprost, czy ma żonę, gdy zdał sobie sprawę, że nie jestem kolejną przygłupią panienką, która da się zbajerować i będzie bała zapytać się o stan cywilny...
Reasumując: nawet jak facet bardzo chce, to kobieta (wiedząc, że ma on żonę) zawsze może powiedzieć nie.
Cierpię przeokropnie, ale cały czas czytam to forum i ciągle myślę o tym, jaką krzywdę mógłby mi wyrządzić, gdybym zaczęła się z nim spotykać. Dodatkowo pomógł mi fakt, że kilka razy miałam okazję ostatnio widzieć jego córkę - to bardzo ładna nastolatka, młoda panienka - widać, że bardzo zadbana i wypieszczona, więc piekła raczej w domu u nich nie ma... Co to dziecko wie o brutalności życia, o świństwach dorosłych? Tak naprawdę nic, uczy się, stroi, spotyka z koleżankami i bawi się w modelkę... bo przecież żyje w bezpiecznym świecie chronione przez kochających mamę i tatę. Tylko ze tata, ten dziad, szuka rozrywki bo mu chyba za dobrze jest i się nudzi, bo nie docenia tego, co ma, bo za wszelką cenę chce sprawdzić, czy na niego jeszcze jakaś kobieta poleci...