netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstanie na odległość.

7 odpowiedzi2 764 wyświetleniazałożony przez grimes, 14.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie na odległość.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1 Ostatnio edytowany przez grimes (2013-01-14 22:45:20)

Temat: Rozstanie na odległość.

Witam!

Może nie jestem dobrą pisarką, ale postaram się w miarę możliwości opisać mój problem.

Od niecałych dwóch lat jest w związku z chłopakiem, który pochodzi z rodziny, w której zawsze było dużo przemocy, krzyku, braku docenienia - można powiedzieć, że nie wspomina tego dobrze. Mówię o tym na samym początku, iż jest to mój argument, który powoduje, że powinnam z nim być, aby może choć trochę wynagrodzić mu cały ból dzieciństwa.

Zainteresowaliśmy się sobą poprzez wspólne pasje - informatykę. Różnią nas charaktery: ja jestem osobą raczej pewną siebie, niezbyt nieśmiałą, otwartą, on również. Więc gdzie jest ta różnica? Różnica tkwi w tym, że ja szanuję siebie, on siebie nienawidzi. Potrafi zrobić dla mnie wiele rzeczy, ale muszą to być rzeczy, które dotyczą jedynie mnie, bez wyjątku. Jeśli jakaś kwestia wiąże się z jego osobą - staje się niewykonalna. Dla przykładu: kiedy proszę go, motywuję do pracy, a także mówię, że jeśli będzie zarabiał pieniądze to mogą być one odkładane na naszą wspólną przyszłość - nie trafia to do niego, bo "nasza przyszłość" znaczy też "jego przyszłość". Nie potrafię mówić: "rób to dla mnie!" - po prostu chcę być jego motywacją, a nie tyranem, który będzie wciąż zmuszał...

Obecnie widujemy się bardzo rzadko, gdyż wyjechał na studia do większego miasta. Od tego czasu zrobiło się jeszcze gorzej. Mówi, że bardzo mu mnie brakuje, jednak kiedy proponuję, że rzucę pracę, studia i poszukam czegoś w jego mieście - pojawiają się groźby. I gdyby nie to, że jestem wykończona psychicznie i bardzo podatna na to - przyjechałabym z walizkami, ale w obecnej sytuacji ciężko mi jest cokolwiek zrobić, podjąć jakąkolwiek decyzję. Groźby dotyczą tego, że jeśli przyjadę to on z pewnością coś sobie zrobi. Mam zostać, gdzie jestem, pracować, uczyć się, bo on nie zasługuje, abym mu pomagała, sam wplątał się w problemy i sam musi je rozwiązać, to jest jego życie i nie powinnam się nim przejmować - to najczęściej słyszę.

Jest specyficznym chłopakiem ze specyficznym usposobieniem, które nakazuje być mu mesjaszem narodów, które każe poświęcać się, aby tylko inni mieli najlepiej. Wiele razy proponowałam mu wizyty u psychologa, jednak za każdym razem spełzło to na niczym. Jest dorosłym człowiekiem, sądzę, że widzi swoje problemy, ale niestety nawet z moją pomocą, której zresztą nie chce przyjąć, nie ma ochoty ich się pozbyć. Jego celem jest zniszczenie siebie. Po prostu będzie tak długo pomagać innym, aż się wykończy. Potrafi każdemu ulegać, pokazywać, jaki jest dobroduszny i pomocny, nie oczekuje za to żadnych pieniędzy. Parę razy udało mi się dotrzeć do niego i kiedy zapytałam dlaczego to wszystko robi, odpowiedział, że chce, aby ktoś w końcu doceniał jego pracę, to co robi. Problem w tym, że staram się to robić... Nie chcę, aby czuł się ze wszystkim sam, zdarzało się wiele razy tak, że kiedy przyjeżdżałam do niego i robił akurat jakiś projekt to siedziałam przy nim wiele godzin, aby tylko go skończył i aby widział, że ktoś przy nim jest i się interesuje tym co robi.

Boli mnie to, że on nie potrafi zrozumieć tego, jak bardzo rani mnie ta cała nienawiść, jaką do siebie czuje, sprawia mi tak wielki smutek... Rani mnie tak bardzo, że już wiele razy chciałam coś sobie zrobić, wiem, że to głupie, ale po prostu nie mam pomysłów jak pokazać mu, że bardzo go kocham i że musi zrozumieć, że jest dla mnie najważniejszy, że chcę go zostawiać, że akceptuję go takim jaki jest, z wyjątkiem tej cholernej nienawiści do siebie...

To tak trudna kwestia, że nie potrafię do końca trafnie ubrać tego w słowa... Wiąże się ona z wieloma chwilami, złymi chwilami, kiedy nie wytrzymywałam nerwowo, słuchając jak się oczerniał, mówiąc, że jest idiotką, debilem, kretynem i tak dalej, kiedy tak naprawdę jest inteligentnym facetem, który mógłby osiągnąć wiele, jakby tylko chciał. A w obecnej chwili zawala poważny kierunek studiów, jak i pracę...

Nie wiem już co chce mi pokazać, zachowując się w ten sposób... Tak wiele razy wydobywałam z niego prawdziwe emocje po tym, kiedy mówił mi, że do niczego się nie nadaje, że nie powinnam z nim być... Tyle razy mówił mi, że bardzo mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej... Ale jak bardzo chciałabym, aby również dla siebie chciał jak najlepiej. Jest to dla mnie ogromne marzenie, jedne z największych.

Znajomi i rodzina mówią mi, że bardzo się zmieniłam. Przestałam się bawić, uśmiechać, radość zastąpił marazm i smutek. Zaczynam sama zauważać, że więcej jest tych negatywnych chwil, że praktycznie każdego wieczoru płaczę... Płaczę, bo nie jestem w stanie nic zmienić, bo jestem za słaba, aby na niego wpłynąć, aby wbić mu do głowy, że nie musi mi niczego udowadniać, że wystarczy to, aby zaczął siebie akceptować.


Zdarza się, ze mówi mi, że jeśli nie chcę, to nie muszę z nim być. Ale ja wiem, że on sam nie da sobie beze mnie rady. Że jego rodzina widzi we mnie nadzieje, że jakoś mu pomogę, że wszystko się ułoży...
Jednak nie wiem, czy sama jeszcze widzę jakiekolwiek nadzieje...

Nie wiem już jak do tego wszystkiego podejść... Jestem w takim wieku, że myślę już o jakiejś stabilizacji, że kiedy skończę studia chciałabym założyć rodzinę, jednak w obecnej sytuacji nie widzę tego, właściwie wizja rodziny, która boryka się z takim problemem, wizja moich dzieci, które widzą, że płaczę, które słyszą co ojciec mówi o sobie - przeraża mnie.

Kolejny raz użyję słowa "nie wiem", ale niestety... Nie wiem już co robić, jestem u kresu wyczerpania nerwowego.


Pozdrawiam serdecznie,
grimes.

2

Odp: Rozstanie na odległość.

Czy jest ktoś w stanie mi pomóc?

3

Odp: Rozstanie na odległość.

cześć;-)

Powiem z perspektywy mężczyzny. Bycie z kimś o tak niestabilnym poczuciu własnej wartości musi być dla Ciebie naprawdę trudne. Facet musi być na tym polu stabilny. Musi znać swoją wartość i umieć upomnieć się o swoje. Przecież to nie jest wada, że ktoś doceni jego pracę. Przyznam, że nie rozumiem jego postawy. Może to wynika z jakichś błędów wychowawczych w jego dzieciństwie?

Gdy on będzie stabilny emocjonalnie, wtedy jego stabilność będzie oddziaływać na Ciebie, przeleje się na Ciebie. Tak to jest. Wydaje mi się, że powinnaś pomyśleć o zakończeniu tego związku. Pozdrawiam;-)


Piotr

4

Odp: Rozstanie na odległość.

On mowi, ze powinnas odejsc, bo wie dobrze, ze tego nie zrobisz.Gdybys jednak zrobila-moze by to chlopa obudzilo.
Powiedzialabym o co mi chodzi konkretnie, bez owijania w bawelne i zerwala z nim.
Nie mozesz kochac was na oboje-to niewykonalne. Albo dwoje ludzi dba o zwiazek, albo lepiej go zakonczyc.
Bawisz sie w matke terese? Zajmij sie soba a on niech sie upora ze soba i wtedy sie odezwie albo niech znika z TWojego zycia.

5

Odp: Rozstanie na odległość.

Trudno jest mi odejść ze względu na to, że wiele razy obiecywałam mu, że będę starała mu się pomagać mimo wszystko... Po prostu nie chcę czuć się jak oszustka.

6

Odp: Rozstanie na odległość.

Słuchaj, ale związku nie da się zbudować na tym, że będziesz z nim tylko dla wytłumienia swego poczucia winy... (co to z nim się stanie, gdy jednak z nim zerwę - i jak ja się z tym będe czuła?). Przepraszam za szczerość, ale tak to jest. Z Twego opisu wynika, że z was dwojga to on ma problem ze sobą, nie Ty. I niestety nie chce/nie umie nic z tym zrobić. Wykończysz się po jakimś czasie. On musi zdać sobie sprawę z tego, że to on jest mężczyzną. Co będzie w przypadku, gdy to Ty kiedyś będziesz potrzebowała jego wsparcia, a on nie będzie w stanie Ci go dać, ponieważ sam go ciągle jednak potrzebuje (choć twierdzi, że nie chce)?

7

Odp: Rozstanie na odległość.

Chyba mi się udało. Boję się jak cholera, że sobie coś zrobi, że nie wytrzyma tego szoku.
Powiedziałam mu, że odpuszczam, że dłużej nie mogę tego wszystkiego znieść. Zadzwonił do mnie i kiedy zapytałam, jaki wniosek z tego wszystkiego, powiedział tak:
"To, ze chodzisz cały czas załamana, a ja nie chcę być na siłę uszczęśliwiany, bo jeśli ktoś nie chce - to nie będzie szczęśliwy". Dodał później, że już mnie nie kocha i nie chce się więcej ze mną widywać, czyli wszystko, aby ułatwić mi sprawę i abym uważała, że to on chce się rozstać, że to on jest najgorszy...

Tyle... Zobaczymy jak to będzie...


Pozdrawiam,
grimes.

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie na odległość.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026