Pisze do was,bo może wy mnie jakoś nakierujecie...głównym problemem ..jest moja nauka.
O ile pierwsze półroczę ,poszło mi w miarę dobrze,to teraz czuje że zawale.
Za dwa tygodnie ,mam miec olimpiade biologiczną ..dostałam mase akruszy,kserówek, testów od nauczycielki..do robienia w weekend.
Wczoraj siedziałam do późna i połowa jest już za mną..ale dzisiaj coś strzeliło mi do głowy.. zaczełam sobie wmawiac( nie dasz rady,nie nauczysz się, jesteś zbyt tępa ,nie marnuj czasu) płacz ,histria,krzyk ..rzucanie książkami.. chociaż SAMA wiem,że tak nie jest i jak chce to potrafię naprawdę dużo.
Mam tak często.. jednego dnia jestem strasznie napalona ,na naukę..a drugiego.. nie potrafię do niej podejsc,w żaden sposób.
Zaczynam płakac, czuje straszny ucisk w głowie..gdy się denerwuje..cięzko złapac mi oddech.. i ten ból w głowie
Podejrzewano u mnie depresje, tak sądził psycholog do którego chodziłam przez piewien czas.
Miałam skierowanie do psychiatry, ale nie zdecydowałam się na niego..chyba ze strachu.
To co,przeżywałam w tamtym okresie ze Sobą to było straszne.. nie mogłam ubrac buta,na nogę ..to wybuchałam płaczem, którego nie mogłam powstrzymac..
Dzieje się tak ,gdy puszczają mi nerwy.. gdy pokłuce sie z nabliższymi,rodziną.
Nie wiem co mi jest,ale mam tak już od kilku lat..
Proszę poradźcie mi coś;(