netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Czy taki zwiazek ma prawo aby przetrwal i dawal szczescie?

5 odpowiedzi5 089 wyświetleńzałożony przez IskierkaPromyczek1311, 14.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy taki zwiazek ma prawo aby przetrwal i dawal szczescie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Czy taki zwiazek ma prawo aby przetrwal i dawal szczescie?

Jestem mloda dziewczyna po przejsciach dosc trudnych,ciagle szukajaca szczescia.Obecnie mam chlopaka,z ktorym jestem w zwiazku 5lat.Na samym poczatku zalezalo mu na mnie.Okazywal uczucia,staral sie,ale jak wiadomo poczatki zawsze sa udane i piekne.Z biegiem czasu on odsowal sie ode mnie,mniej kochal,nie bylo tej czulosci,ale jakas tam byla i dlatego pozwolilam na dalsze zycie z nim.Jednak od trzech lat,czyli wiekszej polowy,zaczelo wszystko zmieniac sie na niekorzysc moja.Mozna powiedziec,ze kochalam za nas dwoch,staralam sie,zabiegalam,walczylam.Dzis wiem,ze nie bylo warto.Tkwilam i pograzalam sie w klamstwie,nadzieii,ze lepsze czasy przyjda.On jednak nie zmienil sie do dzis.Nie byl czuly,nie bylam z nim szczesliwa na tyle,zeby poprostu byc zadowolona z zycia.rozmawialam,bylo duzo rozmow,prosilam zeby okazywal czulosc,mowilam,ze nie jestem szczesliwa,zeby zrobil cos zeby to zmienic bo inaczej odejde.I bylo tak,ze kilka dni byl kochany,ale to szybko mijalo i znow czulam chlod z jego strony.ciagle rozstania i powroty bez zadnych wiekszych staran z jego strony,wystarczylo ze napisal ze mnie kocha,ze teskni,ze plakal wystarczylo za kazdym razem tak malo ze wracalam.Ale tak naprawde nic sie nie zmienilo.On kocha mnie wiem to,ale nie potrafi tej milosci okazywac gestem,nie jest czuly,nie zabiega o mnie,nie prawi komplementow.Przy nim czuje sie nie spelniona,czuje sie brzydka,gruba,nie atrakcyjna-jestem nie dowartosciowana przez niego.mimo to trwam w tym zwiazku,bo nie potrafie odejsc,sama nie wiem dlaczego,tlumacze ciagle sobie,ze to az 5lat,ze rodziny sie znaja,ze sama nie dalabym rady.I ten strach ze zawsze moglam trafic na kogos gorszego.tak,to chyba to nie potrafi mi od niego odejsc,te przyczyny,bo nie wiem czy mozna kogos Kochac tak poprostu za nic,za samo bycie i tylko bycie.W sprawach lozkowych czuje sie nie spelniona,on czesto odmawia stosunku,staram sie piescic jego cialo,jest dluga gra wstepna,ale tylko z mojej strony,bo on nie piesci mojego ciala,nawet jesli go o to poprosze bo bywa i tak to nie potrafi dotknac mnie tak,jak ja tego oczekuje,robi to bez uczucia,tak jakby na sile na odczepne.Jak juz dochodzi do stosunku,po tak zalosnej grze wstepnej z jego strony to czuje sie jakbym kochala sie z kims,kto nie ma uczuc,kto nie liczy sie z moim szczesciem,nie mysli o mnie zeby mi bylo cudownie.Taki seks dla swietego spokoju,bo ona chce to szybko zrobimy numerek i wkoncu bede mogl isc spac.odwraca sie plecami do mnie i spi. A ja czuje obrzydzenie,wstret do samej siebie.kloce sie z myslami,pytam w ciszy i placzu dlaczego on tak mnie traktuje,przeciez staram sie,jestem bardzo wrazliwa i czula osoba,namietna,delikatna-a on jest taki zimny.Na poczatku bylo lepiej,ale teraz to juz poprostu od trzech lat jest nie dobrze. od ok trzech lat zaczelam zastanawiac sie czy ja go wogole podniecam,moze to wlasnie we mnie tkwi caly problem,moze za bardzo lubie seks a on mniej,a moze poprostu mu sie znudzilam? nie wiedzialam wtedy,jak naprawde jest.Postanowilam zmienic swoj wyglad,troche zrzucic kg,ujedrnic cialo (dodam,ze nigdy nie bylam gruba,przy wz 157 waga52) podkreslic ksztalty,skupilam wtedy glowna uwage na wygladzie,ale wszystko przez to ze on nigdy nie rozbieral mnie podczas stosunku,potrafil kochac sie ze mna jak ja bylam w koszulce i w spodenkach,nie rozbieral mnie,czasami ja to robilam,ale nie lubil tego.Dlatego uznalam,ze problem tkwi w moim wygladzie,ze mam gdzies za duzo a gdzies za malo i zaczelam cwiczyc,na sile zmieniac sie,chcialam schudnac dla niego,nie dla siebie.Przeszlam przez mase diet,tabletek,silownia,basen walczylam z laknieniem im wiecej chcialam schudnac tymbardziej myslalam o jedzeniu i raz schudlam raz przytylam-dobijalo mnie to,bo nie udawalo mi sie osiagnac celu,a byl tak wazny byl tak myslalam wtedy problemem mojego zwiazku.nie poddawalam sie,ktoregos dna wyczytalam na pewnym forum,ze podczas glodowki mozna duzo schudnac w krotkim czasie(a mi zalezalo na czasie bo moj facet pracuje za granica i zjezdza do PL co miesiac na kilka dni) postanowilam jak byl za granica zastosowac glodowke ktora trwala 7dni,rezultaty byly niesamowite z 52 waga spadla na 47kg.Niestety musialam zaprzestac glodowce bo ciagnie za soba problemy zdrowotne,chcialam wyjsc z niej zdrowo,zeby nie bylo jojo ale to tez mi sie nie udalo.Wrocil do PL a ja zdazylam utyc praktycznie tyle,ze moje starania poszly na marne.Nic nie zauwazyl.Byl w PL tydzien,potem znow wyjechal na miesiac.Postanowilam,ze ten miesiac bedzie dla mnie,ze teraz bede silniejsza i zastosowalam diete 1000kcl plus trzy razy dziennie cwiczenia po pol godz-efekty bylo widac.Niestety dlugo organizm nie mogl wytrzymac na tak drastycznej diecie i nie radzilam sobie z napadami glodu.Cwiczylam,trzymalam diete ale czasami rzucalam sie na jedzenie.ktoregos dnia zjadlam stanowczo za duzo,moj brzuch byl jak balon,mdlilo mnie z przejedzenia i musialam sie pozbyc jak najszybciej pokarmu z zoladka pomyslalam ze skoro mnie mdli to poprostu pojde zwymiotowac i tak sie zaczelo moje zycie z BULIMIA.Niestety mam ja do dzis,od tamtego dnia nie potrafie przestac tego robic,trwa to ok trzech lat.Chudne i tyje,jem i wymiotuje.Wszystko bylo w tajemnicy przez dobre dwa lata.Wkoncu zrozumialam ze zle robie,ze potrzebuje z kims o tym porozmawiac i zaczelam od starszej siostry,ktora nie miala wogole pojecia o tej chorobie,podeszla do moich slow z dystansem.nie moglam na nia liczyc,na druga siostre tez nie.Wkoncu nie wytrzymalam ktoregos dnia powiedzialam o tym mojemu chlopakowi i co uslyszalam kilka zlych slow na moj temat a nie otrzymalam pomocy.jedyna pomoc jaka mialam to moja przyjaciolke,tylko ze w najwlasciwszym momencie kiedy zdecydowalam sie leczyc ona wyjechala do pracy.Zostalam Sama.obecnie jestem za granica tez w innym panstwie niz moj chlopak i przyjaciolka oni tez sa w roznych panstwach zeby nie bylo ze oni cos razem.jakos sobie radze z choroba,nie mam tutaj zadnego wsparcia duchowego.jedyne wsparcie jakie otrzymuje to wlasnie od mojej przyjaciolki,bo moj facet wogole nie traktuje powaznie mojej choroby,wogole nie chce o niej slyszec.tylko moja przyjaciolka chce pomoc,ale oprocz niej pojawil sie ktos inny w moim zyciu.jest starszy 12lat ode mnie,ma zone,dwie coreczki.I jest chodzacym wrecz idealem dla mnie. Sprawia,ze moje serce na jego widok sie raduje,wnosi w moje zycie cieplo,ktorego obecny partner Szymon nie okazuje.Poznalam Krzyska zupelnie przypadkowo.Wraz z moja przyjaciolka pojechalismy do niego pytac o prace za granica to wlasnie dzieki Krzyskowi moja przyjaciolka wyjechala.ja zostalam w PL.kontakt z Krzyskiem utrzymywalam odkad zawiozl przyjaciolke do pracy,wtedy droga duzo pisalam z nia,a ze Krzysiek jest towarzyski to pisalam tak jakby z nimi dwoma i tak milo i fajnie sie pisalo,ze wkoncu przeszlismy na pisanie sms miedzy soba,umowilismy sie na kawe i tak to wszystko sie zaczelo.Spotkalismy sie kilka razy,juz na pierwszym spotkaniu pocalowalismy sie-wiem,ze za szybko,ale przy nim czulam sie tak jalkos szczesliwa,tak jakbym znala go latami,a nie dopiero poznawala.Bylo kilka tych spotkan dopoki nie wyjechalam za granice.Do pracy tutaj gdzie obecnie jestem zawiozl mnie on.Cala droge bylo milo,on juz po kilku spotkaniach wyznal mi milosc,ja nie wiem do dzis co czuje do niego,ale nie kocham go,raczej jestem zauroczona.Dodam,ze jadac tutaj droga doszlo do glebszych pocalunkow,pieszczot-nie kochalismy sie.Obydwoje pragnelismy tego ale ja powiedzialam,ze to za wczesnie,ze chce zeby poczekal a on uszanowal moja decyzje.powiedzial,ze nie musimy sie spieszyc,ze na wszystko mamy czas.To mi sie w nim tez spodobalo. On potrafi mnie przytulic tak bezpiecznie,tak ze czuje sie taka szczesliwa,kochana,potrzebna.Potrafi calowac namietnie,piescic moje cialo,kazde miejsce,podkresla ciagle jaka jestem piekna,czula,kochana.Przy nim czuje,ze zyje,czuje sie atrakcyjna,szczupla,zgrabna,fajna,madra kobieta.jestem szczesliwa bedac z nim.Kazdy jego gest,slowo sprawiaja wielka radosc.caluje mnie w reke,patrzy w oczy,podkresla ciagle jaka jestem piekna,madra,fajna.Mowi,ze nie zasluguje na niego,ze powinnam znalesc sobie odpowiedniego chlopaka kawalera,ale z drugiej strony wcale tego nie chce,on sie boi ze mnie straci,ze poswieci rodzine dla mnie a ja go zostawie.Dodam,ze on ciagle mowi,ze odejdzie od zony,ze przy mnie jest szczesliwy,ze jego zona jest taka jak moj facet,nie czula itd.Wierze w to,ze on od niej odejdzie.Znamy sie zaledwie miesiac,ale czujemy sie z soba tak jak bysmy znali sie kilkanascie lat.Ciagle zapewnia mnie,ze chce tego szczescia ze mna,ze chce byc dla mnie a ja zebym byla dla niego,ze tak jak on mnie pokochal to nie pokocha nikt inny.On jest pewien,ze chce byc ze mna tylko,ze ja nie potrafie odejsc od szymona.krzysiek ciagle powtarza,ze czeka na moje kroki,ze czeka az odejde od partnera i ze to ja musze zrobic ten pierwszy krok,zeby dac mu pewnosc,ze nie zostanie sam.podkresla,ze ma wiecej do stracenia zone i coreczki niz ja zwiazek.I wierze mu rozumiem go,ze ma duzo do stracenia,ze ryzyko jest ogromne,tymbardziej ze u niego w domu dobrze sie uklada z zona z dziecmi,tylko brakuje milosci,czulosci,ale krzywda nie dzieje sie w domu.on tez chce byc szczesliwy i powtarza ze ja i on jestesmy dla siebie stworzeni,moze zbyt krotko sie znamy a slowa padaja zbyt powazne jak na tak krotki okres czasu,ale wierze w to bo wiem co przy nim czuje a co on czuje bedac ze mna. chce oddac sie temu szczesciu,wierze ze moglabym go pokochac za to jakim jest czlowiekiem,za czulosc,docenienie,dowartosciowanie mnie jako kobiety.On chce mnie miec na zawsze i nie jako kochanke tylko jako jedyna osobe ktora bedzie nalezala tylko dla niego a on dla niej.
Problem polega na tym,ze ja nie potrafie odejsc od obecnego partnera,nie wiem sama dlaczego,przeciez nie daje mi szczescia,malo tego nie daje stabilizacji po tak dlugim czasie nie ciagnie go do slubu,zalozenia rodziny,wspolnego zamieszkania.Rozmawiam z nim na takie tematy a on ciagle odklada slub,dzieci,mieszkanie.Kiedys nawet chcialam zaliczyc z nim wpadke,zeby popchnac to wszystko do przodu.Ale tak naprawde co bym popchnela do przodu?Nic.Bylabym tylko zla na siebie,ze to dziecko nie jest z wlasnych checi,tylko przymuszonych,zainicjowanych przeze mnie iwylacznie.na szczescie opamietalam sie i dzis tak nie mysle.mam wyrzuty sumienia,wiem ze zdradzam go,ale czy mi sie nie nalezy nic od zycia? Wiem,ze najpierw powinnam zakonczyc zwiazek a potem rzucac sie w ramiona innego,ale on pojawil sie w moim zyciu nieoczekiwanie,to wszystko nie bylo zaplanowane,nie chcialam zdradzac on tez nie.probowalam ratowac moj zwiazek,rozmawialam,tlumaczylam,prosilam,nawet blagalam zeby okazywal mi milosc i szacunek.niestety on sie juz chyba nie zmieni.nie wiem co mam zrobic.Juz nawet nie wiem czy podejmowac jakies kroki zeby uratowac mnie i szymona,juz nie chce,nie mam sily kochac za dwoch,zreszta czy ja go kocham skoro dopuscilam sie zdrady? czy to,ze probowalam,walczylam jest usprawiedliwieniem tego co robie teraz? zapewne nie.Tylko,ze naprawde nie potrafie odejsc od niego nie znam powodu dlaczego nie potrafie.
Boje sie co bedzie dalej,jak to wszystko sie potoczy.Powinnam powiedziec obecnemu o zdradzie? boje sie jego reakcji.nie wiem juz sama co zycie chce mi przekazac,co ofiarowac,a co zabrac. mam dylemat ogromny i swiadomosc tego,ze tak dalej byc nie moze,ze musze cos zrobic bo ranie siebie Szymona i Krzyska. Z Szymonem jestem nieszczesliwa.nie wiem po co zyje,po co rano budze sie,po co jestem.Nic dobrego mnie z nim nie czeka,on juz sie nie zmieni.W dodatku przez niego jestem chora.Musze walczyc z sama soba,to takie trudne.Musze walczyc sama bo on mi nie pomoze,bo on mysli ze to jest tylko moja wina ze mam bulimie.Nie rozumie,ze chcialam zmienic sie dla niego.Bylam glupia wiem.nie powinnam byla zmieniac siebie tylko poprostu odejsc,ale chcialam dac mu szanse.Zbladzilam.
Krzysiek jest bardzo czuly,jest taki kochany,delikatny,meski,stanowczy.jest konkretnym czlowiekiem,ktory tez chce czuc sie kochany.I ja wiem,ze przy mnie czul by sie taki,bo ja jestem zupelnie taka jak on.
   Kochani prosze o jakies szczere podpowiedzi,opinie. Wiem,ze to ja itak musze sama podejmnac decyzje.Chcialam podzielic sie z kims moja obecna sytuacja.Sprawdzic co mysla o tym wszystkim osoby obce,zupelnie z innego punktu widzenia. Nie wiem czy uda sie budowac szczescie na czyims nieszczesciu,wiem ze trudna i dluga droga przede mna.Wiem to,ale dla milosci spelnionej mysle,ze warto.Tylko czy psychika wytrzyma? Chce Kochac i byc Kochana. Chce zeby ktos o mnie walczyl,zabiegal,troszczyl sie.Potrzebuje czuc sie bezpieczna.

2

Odp: Czy taki zwiazek ma prawo aby przetrwal i dawal szczescie?

Dziewczyno,ale sobie życie skomplikowałaś...Rzeczywiście,nikt za ciebie nie podejmie decyzji czy być z Szymkiem czy Krzyśkiem.Myślę że bardzo boisz się być sama.A to akurat chyba by Ci się przydało.Zeby się dowiedzieć czego naprawdę chcesz.Zauroczyłaś się Krzyśkiem mimo że żonaty.Błąd.Może go idealizujesz?Może facet mówi Ci,co chcesz usłyszeć?Ma żonę ale najpierw Ty masz zerwać...jakie to wygodne. 
Radziłabym odpocząć od obu. I uwierz w siebie smile

3

Odp: Czy taki zwiazek ma prawo aby przetrwal i dawal szczescie?

Ja również tkwiłam w takim związku jak ty. Byłam z Pawłem 8lat i mamy synka. Było napoczatku cudownie i wspaniale. Dopiero po urodzeniu dziecka zobaczyłam jaki jest naprawdę. Stał się oschły i pogardliwy. Musiałam go błagać by się ze mną kochał, próbowałam wszystkiego by nasze życie było idealne. Robiłam wszystko, co chciał, ale jak coś poszło nie tak czasem mnie uderzył i szybko się złościł. Zaczął pić dużo i wzieliśmy rozwód. Mieliśmy ślub cywilny tylko. Był moją miłością, bez niego nie chciałam żyć, on był wszystkim... Lecz zaczęłam uświadamiać sobie, że ja już nie daje mu szczęścią, a te wszytskie słowa jakie wypowiada by mnie ranić bardzo mnie palą w środku i sprawiają, że miłość zaczyna przeradzać się w niechęć do niego. Nie chciałam rozwodu, ale wiedziałam, że tak będzie lepiej, a jakby bym z nim była pewnie nie wytrzymałabym i się zabiła, bo on na każdym kroku mówił mi, że jestem nic nie warta (mimo, że to ja skończyłam studia mając 2letnie dziecko) i cały czas zaniżał moje poczucie wartości.Mówił mi, że chce mojej pomocy, to robiłam wszystko by było lepiej, ale na próżno. On mną gardził, a ja go kochałam.. Modliłam się do Boga by zesłał mi kogoś kto naprawdę będzie mnie doceniał i kochał. Poznałam na egzaminie z prawa jazdy mojego chłopaka, z którym jestem już 3lata. On sprawił, że moje serce znowu zadrżało i że miłość, którą myślałam, że już na zawsze starciłam powróciła. Kocham mojego chłopaka, już narzeczonego i wiem, że z nim spędze reszte życia i że już nigdy nie będę pomiatana. A z moim byłym utrzymujemy kontak, na stopie koleżeńskiej i dla mnie wspaniałym uczuciem jest to, że patrze na niego, rozmawiam z nim i NIC NIE CZUJE do niego. To jest wspaniałe. Wyleczyłam się z niego dzięki mojemu obecnemu narzeczonemu. Jedyne, co mi pozostało po toksycznym związku, to, to, że mimo, że mój kochany wspiera mnie nie czuję się silna wewnętrznie i nadal mam niskie mniemanie o sobie. Mam nadzieję, że kiedyś w siebie uwierzę i odzyskam radość życiową, którą mi mój były zabrał. Wiem, że życia stawia nam ciągle nowe kłody pod nogi, ale musimy być silne i walczyć.
Ja nie mam może takiego problemu ze zdrowiem, ale psychicznie jestem jak puzle, które są bardzo ciężkie do ułożenia. Według mnie powinnaś zostawić Szymona, bo przy nim, to Ty starasz się i walczysz, a on nie robi nic. Czujesz do niego przywiązanie, ale miłości nie ma między wami..ona uleciała.. Oboje ludzi musi ją pielęgnować, sama nie zdziałasz nic. Wiem, coś o tym. Zobaczysz, że będzie to dobra decyzja. A, co do Krzyśka.. Już go lubię, bo ma imię jak mój syn:) A tak na poważnie, to skoro oboje czujecie, że nie jest, to tylko "przelotny romans", czy "chwilowe zauroczenie", to powinnaś spróbować z nim być. Ja nie jestem za rozbijaniem małżeństw, ale po, co tkwić w małżeństwie, gdzie nie ma już miłości? Dzieci to nie problem, one są mądre z czasem zrozumieją. Powinnaś walczyć o swoje szczęście i uwierzyć w to, że zasługujesz na to. Wydajesz się inteligętną kobietą, więc uwolnij się z jarzma Szymonowego i zacznij na nowo żyć. Idź odważnie przez życie i nie bój się popełniać błędów, bo na nich się uczymy i doskonalimy. Uwierz w siebie smile Ja się ciąglę staram uwierzyć. Do mnie możesz zawsze napisać. Chce być twoją przyjaciółką:)

4 Ostatnio edytowany przez KGB (2013-01-29 14:36:50)

Odp: Czy taki zwiazek ma prawo aby przetrwal i dawal szczescie?

Krzysiek jest bardzo czuly,jest taki kochany,delikatny,meski,stanowczy.jest konkretnym czlowiekiem,ktory tez chce czuc sie kochany.I ja wiem,ze przy mnie czul by sie taki,bo ja jestem zupelnie taka jak on.

hymmmm mam wrażenie, że źle interpretuję pojęcia: czuły , kochany, męski, stanowczy, konkretny.

Stanowczy i konkretny ale zbyt mało aby zakończyć swój "beznadziejny" związek aby zacząć i nowe życie?  czuły i kochany, męski - ale tylko dla kochanki???
wrrrrr nerwy mnie biorą ilekroć czytam takie naiwne historyjki. Weź dziewczyno wysil się i poczytaj watki dziewczyn, których zdradza mąż może otworzą ci się oczy!!!!!

co do jednego masz rację: jesteście tacy sami. Tak samo tchórzliwi miej cywilną odwagę i daj swojemu facetowi wolność skoro masz w zanadrzu super "męskiego czułego gacha"  - to zawsze latwiej podjąć decyzję smile

Jeżeli uważasz, że twój związek jest beznadziejny i nie chcesz go ratować to nad czym się zastanawiasz? piszesz o chorobie nie to nie przez niego zachorowałaś , to nie on ma problem tylko ty masz problem z akceptacją samej siebie - należy to leczyć a nie obarczać winą osoby trzecie.

Masz rację nie zbudujesz szczęścia na czyimś nieszczęsciu. To nie jest puste powiedzenie, zwyczajnie nie da się postawić domu na krzywych fundamentach. 
Nie wiem dlaczego się nad tym zastanawiasz, jeżeli źle mu w małżenstwie to dlaczego jeszcze w nim tkwi?? bo nie miał zaplecza?:) chore, wybacz jeśli za ostro ale irytuja mnie dylematy typu ( powiem dosadnie) : czy rozbić rodzinę czy może jednak się zastanowić spójrz z boku - to tak wygląda.

5 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-01-30 00:48:13)

Odp: Czy taki zwiazek ma prawo aby przetrwal i dawal szczescie?

"Trudne sprawy"
teraz ja na ostro ale delikatniej smile
Zastanawia mnie jedno ILE TY MASZ LAT ? Czytając twoja długą historie zaczynając od poczatku pomyślałam ze Szymon ma byc moze kogos za granicą i dlatego sie od ciebie oddalil bądź wynika to z przyzwyczajenia bo jesli monotonia sie wkrada to uczucia ubywa,swoja historie podzieliłas tak naprawdę na 2 czesci pierwsza jest poświęcona chlopakowi ktory nie potrafi okazac milosci co moze byc spowodowane tym ze nie potrafi a druga czesc jest o stqrszym facecie ktory ma zone i dzieci ale Cie kocha i czeka az rozstaniesz sie ze swoim Szymkiem a wtedy on zostawi zone.Do cholery jasnej piszac ze ma coreczki mysle male dzieci do lat 5,zona mu sie nie podoba bo pewnie sie zaniedbala po ciazy i jakies slady typu rozstepy i brzuch jej zostaly dlatego facet znalazl ciebie jako tymczasowa kochanke,zona wroci do formy ciebie zostawi pojdzie do niej bo powie ze szkoda mu dzieci albo ze ja dalej kocha ktos napisal ze potrzebujesz milosci i sie dowartosciowac ma racje bo jak czytalam ciebie to wychodzi na to ze jestes zakompleksiona niekochana i z niskasamoocena kobieta byc może powodem tego jest brak zainteresowania toba ze strony Szymona spotkalas Krzyska poczulas sie silniejsza bo sie dogadywaliscie  podbudowalo ci sie twoje ego powiedzmy. Przechodzac do koncowki pytasz szczerze co masz robic,zadna osoba ci nie powie ale mozemy napisac co my byśmy zrobili. P pierwsze Szymon wraca z zagranicy pytam co by zrobil gdybym go zdradzila patrze na reakcje,bedzie zdenerwowany i wypytywał to mowie ( o ile go kocham) ze pytam z ciekawosci jak by zareagowal,gdybym widziala ze jest spokojny to pewnosc 99% ze jestem mu obojetna. Sprawa z tym krzyskiem wygladala by tak o ile naprawdę milosc istnieje miedzy wami ze sklada papiery o rozwod po uprzednim powiadomieniu zony o romansie i zdradzie aby wszyscy byli w zgodzie i bylo ok ze wzgledu na dzieci jesli bedzie zwlekal to dala bym sobie spokoj z szymonem bo zle robi na twoja wartosc oraz psychike i z krzyskiem bo nie bedzie chcial rozwodu to tak od siebie pisze co bym zrobila .Natomiast osobiscie nigdy nie dopuszcze do takiej sytuacji w moim zyciu bo kiedys mialam incydent z facetem ktory byl zonaty i mial 2dzieci ale to nie moja wina bo sie lepil sam do mnie a ja pojecia nie mialam ze ma zone





ojej chyba wiecej niz ty napisalam xD

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy taki zwiazek ma prawo aby przetrwal i dawal szczescie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026